niedziela, 27 listopada 2011

Nieślubne dziecko. Persona non grata?

Niedługo minie rok od wydarzenia, które miało miejsce w okolicach Kielc, a które potrząsnęło mieszkańcami województwa świętokrzyskiego. To właśnie wtedy, pod koniec stycznia 2011 roku, doszło do ogromnej tragedii: dziewiętnastoletnia dziewczyna udusiła swoje nowo narodzone dziecko, a następnie włożyła je do reklamówki i po prostu wyrzuciła. Z doniesienia Polskiej Agencji Prasowej wynika, że nastolatka starała się ukryć ciążę przed światem zewnętrznym, a nawet dementowała wszelkie pogłoski na temat swojej sytuacji.

Informacje zawarte w depeszy PAP są przerażające: dziewiętnastolatka ukrywała ciążę ze strachu przed nadużywającym alkoholu ojcem. Podczas porodu nie krzyczała, ponieważ bała się, że ojciec ją usłyszy i odkryje jej tajemnicę. Gdy nowo narodzone dziecko zaczęło płakać, dziewczyna postanowiła je uciszyć. Skutek był tragiczny - noworodek się udusił, zamilkł na wieki. Nastolatka została aresztowana. Podobno żałuje swojego czynu i twierdzi, że popełniła go pod wpływem silnych emocji.

Wydarzenie, o którym mowa, skłoniło mnie do refleksji na temat ciężarnych kobiet i nieślubnych dzieci. Historia dziewiętnastolatki z województwa świętokrzyskiego pokazuje bowiem, że istnieje w naszym społeczeństwie bardzo poważny problem. Chodzi o problem kobiet, które wstydzą się, że są w ciąży i obawiają się negatywnej reakcji swojego otoczenia. Te kobiety dosłownie żyją w strachu przed społeczną dezaprobatą, boją się szykan oraz tego, że ich dzieci będą w przyszłości atakowane lub dyskryminowane.

Są przekonane, że kiedy ludzkość usłyszy o ich poczęciu, zaczną się docinki, pogardliwe spojrzenia, złośliwe uśmieszki i słowa ostre jak brzytwa. Lękają się, że świat nigdy nie zaakceptuje “bękarta” i że temu niewinnemu dziecku będą rzucane kłody pod nogi. Zajście w ciążę zaczyna im się jawić jako błąd, który trzeba naprawić albo jako plama, którą trzeba wywabić. Ciężarne dochodzą do wniosku, że “bastard” jest w społeczeństwie niepożądany, że nie ma dla niego miejsca na ziemi, że nie posiada on żadnych praw, że jego pojawienie się w macicy to skandal i kompromitacja. W wielu przypadkach kończy się to makabrycznie, tzn. dochodzi do unicestwienia “bękarta” - wszystko jedno, czy przed urodzeniem, czy już po nim.

Dlaczego tak się dzieje? Bo kobiety boją się przyznać do poczęcia. Bo kobiety boją się rodzić. Bo kobiety boją się, że ich egzystencja będzie bardzo trudna, a dziecko dużo w życiu wycierpi. We współczesnych czasach nagonka na nieślubne dzieci i ich matki nie jest - na szczęście - tak wielka jak przed wiekami, jednak nadal można się na nią natknąć. Kto na tym traci? Przede wszystkim dzieci, bo to one zostają zlikwidowane, chociaż nie są niczemu winne.

Absolutnie nie popieram permisywizmu. Wcale nie uważam, że matki “bękartów” powinno się całkowicie wybielać, bo przecież kobieta posiada rozum i jest w stanie przewidzieć konsekwencje pójścia z mężczyzną do łóżka. No, ale skoro już doszło do “wpadki”, to trzeba zaopiekować się ciężarną, umożliwić jej bezpieczny poród i wsparcie po urodzeniu potomka. Rodzenie dziecka jest rzeczą naturalną i pożądaną biologicznie, toteż nie powinno ono kojarzyć się kobiecie z czymś złym. Porody winny się odbywać w przyjemnych (a przynajmniej humanitarnych) warunkach.

Należy dążyć do maksymalnego zredukowania lub całkowitego zlikwidowania cierpienia fizycznego i psychicznego podczas połogu. Konieczne jest zapewnienie matce bezpiecznych i skutecznych środków przeciwbólowych, miłej i profesjonalnej “obsługi”, czystego i przytulnego pomieszczenia oraz - w razie potrzeby - pomocy psychologicznej. Wypada także poinformować kobietę, że istnieje takie zjawisko jak orgazm przy porodzie. Wprawdzie słyszy się o nim od niedawna, ale są już panie, które deklarują, że coś takiego przeżyły. Ciężarna powinna wiedzieć, że połóg nie musi być dla niej koszmarem, tylko wielką rozkoszą. I że, tak naprawdę, nie ma się czego bać.

Kobietom, które rodziły poza szpitalem, a które nie chcą wychowywać dzieci, powinno się umożliwić szybkie, łatwe i dyskretne oddanie maluchów w dobre ręce. Kiedy byłam w Kielcach, widziałam w pobliżu Pałacu Biskupów Krakowskich tzw. okno życia, czyli punkt, w którym można - bez przedstawienia się - zostawić noworodka. Okno życia to świetna inicjatywa. Szkoda tylko, że kościelna. Smutne to czasy, w których związek wyznaniowy, czyli instytucja pozarządowa, musi się zajmować tym, co jest zafajdanym obowiązkiem państwa. Żyjemy w epoce, w której ratowaniem niechcianych dzieci zajmuje się kler, bo państwu w ogóle na tym nie zależy.

Parafrazując pewien cytat: “Jeśli KrK okazuje się dla obywatelki jedyną deską ratunku, to już wiedz, że jest źle”. Powinniśmy żądać świeckich okien życia, choćby po to, by nie odstraszać kobiet niebędących katoliczkami (myliłby się ten, kto by powiedział, że Polska jest krajem katolickim. Znaczna część Polaków prezentuje katolicyzm skrajnie powierzchowny, poza tym zdarzają się w naszej Ojczyźnie ateiści, agnostycy i innowiercy. Dla przykładu, ja jestem osobą całkowicie niewierzącą). Chcę, byśmy się obudzili w państwie opiekuńczym - nie w państwie umywającym ręce i nie w państwie pozbywającym się problemu. Po prostu w dobrze rozumianym państwie opiekuńczym.

Kolejna sprawa. Trzeba uprościć procedurę adopcyjną, bo - z tego, co wiem - jest ona dzisiaj szalenie skomplikowana i zniechęca wielu ludzi do przysposabiania nieletnich. Jak zwykle, cierpią na tym dzieci, gdyż siedzą one w jakichś ponurych ośrodkach zamiast żyć w przybranych, kochających rodzinach. Państwo powinno wydawać więcej pieniędzy na domy dziecka, a mniej na pierdółki, bez których da się żyć i prawidłowo funkcjonować. Ileż kasy poszło np. na Orliki! Teraz tym Orlikom grozi rozbiórka, albowiem okazało się, że ich forma opiera się na nielegalnie wykorzystanym projekcie. Kuźwa, to tak, jakby wykopać sto głębokich dziur, a potem je zasypać! Co do prawa autorskiego, powinno się wreszcie zacząć promować licencję Creative Commons (zainteresowanych odsyłam do filmu dokumentalnego “RIP: A Remix Manifesto”, znanego w Polsce jako “Kultura Remiksu”).

Na koniec chciałabym skrytykować ludzi, którzy źle się odnoszą do “bastardów” i ich matek. To właśnie oni sprawiają, że kobiety wpadają w panikę, gdy odkrywają, iż są w ciąży. To ich postawa prowadzi do tego, że kobiety boją się rodzić i wychowywać nieślubne dzieci. To oni - zupełnie nieświadomie - doprowadzają do takich nieszczęść jak aborcja czy zamach na życie niemowlęcia. Paradoksalnie, są to zazwyczaj te same osoby, które uważają się za gorliwych chrześcijan i mówią o konieczności ochrony życia poczętego.

Czy ktoś, kto nienawidzi nienarodzonego dziecka i jego matki, jest obrońcą życia? Czy osoba, której naprawdę zależałoby na dzieciach poczętych, patrzyłaby na te dzieci z pogardą? Przepraszam najmocniej, lecz jeśli ktoś uważa ciążę za karę lub hańbę, to nie ma nic wspólnego z ruchem pro-life! Im większa niechęć do nieślubnych dzieci i ich matek, tym większe ryzyko, że takie historie jak ta z okolic Kielc będą się powtarzały. Należy dążyć do zmiany mentalności polskiego społeczeństwa, np. poprzez przekonywanie, że “bękart” wcale nie jest gorszy od innych dzieci. Gdy ta zmiana nastąpi, kobiety nie będą musiały ukrywać ciąży ani lękać się porodu.


Natalia Julia Nowak,
27 listopada 2011 r.



P.S. Okno życia, czyli miejsce stworzone specjalnie dla podrzutków, nie jest wcale nowym pomysłem. W renesansowej Florencji istniał przecież Szpital Niewiniątek, w którym każda matka mogła zostawić niechciane dziecko.

niedziela, 20 listopada 2011

Czym jest NR i dlaczego go porzuciłam?

Część pierwsza


Czym jest NR? Co oznacza ten skrót? NR, czyli narodowy radykalizm, to nic innego jak skrajna odmiana ideologii nacjonalistycznej. Polski ruch narodowo-radykalny narodził się w czasach międzywojennych i od samego początku był kojarzony z hasłami konserwatywnymi, antykomunistycznymi, antyliberalnymi, antydemokratycznymi i ultrakatolickimi. Dzisiejsi narodowi radykałowie dodają do tych postulatów walkę z ruchem LGBT oraz innymi specyficznymi zjawiskami docierającymi do nas z Zachodu. Działacze NR posługują się takimi znakami jak krzyż celtycki (międzynarodowy symbol nacjonalizmu), falanga (ręka trzymająca miecz, najczęściej przedstawiana na zielonym lub czarnym tle) czy szczerbiec (miecz koronacyjny królów polskich). Chętnie eksponują polskie flagi narodowe oraz symbol Orła Białego (nierzadko w wersji przedwojennej).

Zwolennicy narodowego radykalizmu są zazwyczaj głęboko wierzący i mocno klerykalni. Znaczna część tego środowiska to katolicy tradycyjni, czyli tacy, którzy nie uznają postanowień Soboru Watykańskiego II i żyją według zasad propagowanych przez Kościół przedsoborowy. Jak nietrudno się domyślić, w gronie katolików-tradycjonalistów ogromną popularnością cieszą się takie idee jak sedewakantyzm czy lefebryzm. Katoliccy tradycjonaliści szanują postać Piusa X, Piusa XII i Marcela Lefebvre’a, a swoje poglądy religijne manifestują m.in. poprzez uczestnictwo we Mszach trydenckich. Istnym “kapelanem” NR jest przedsoborowy ksiądz Rafał Trytek, znany ze skrajnie krytycznego stosunku do homoseksualizmu.

Wielu działaczy narodowo-radykalnych uważa się za obrońców religii chrześcijańskiej i cywilizacji łacińskiej, stąd moda na różnorakie nawiązania do średniowiecznych krzyżowców (w Internecie aż się roi od samozwańczych “crusaderów“!). Narodowi radykałowie sprzeciwiają się feminizmowi, aborcji, eutanazji, swobodzie seksualnej, pornografii, narkomanii i poprawności politycznej. Są również przeciwni Unii Europejskiej oraz innym instytucjom ponadnarodowym ograniczającym suwerenność naszego państwa. Jeśli chodzi o sprawy gospodarcze, to zdania przedstawicieli ruchu NR są podzielone. Jedni opowiadają się za wolnym rynkiem, natomiast inni popierają Trzecią Drogę (Trzecią Pozycję, terceryzm). Znaczna część narodowych radykałów jest przekonana, że grozi nam poważne niebezpieczeństwo ze strony syjonizmu i/lub islamizmu.

Narodowi radykałowie chętnie słuchają piosenek wyrażających idee bliskie ich sercom. Są aktywni w Internecie, wydają własną prasę, organizują przeróżne manifestacje i kontrmanifestacje (podczas których dochodzi niekiedy do starć z antifą, czyli skrajną lewicą). Często solidaryzują się albo otwarcie współpracują z analogicznymi ugrupowaniami funkcjonującymi za granicą. Działacze NR lubią cytować myśli przedwojennych intelektualistów endeckich, takich jak Roman Dmowski czy Jan Mosdorf. Potępiają nazizm i komunizm - ideologie, które doprowadziły do śmierci lub cierpienia wielu Polek i Polaków. Cenią sobie Żołnierzy Wyklętych, a zwłaszcza członków Narodowych Sił Zbrojnych, którzy światopoglądowo byli związani z endecją. Szanują uczestników powstania warszawskiego, aczkolwiek dyskutują o tym, czy ten zryw był słuszną decyzją.

Charakterystyczne, werbalne pozdrowienia narodowych radykałów to: slava, sława, sława Wielkiej Polsce, chwała Wielkiej Polsce, czołem Wielkiej Polsce (Wielka Polska, nazywana także Wielką Polską Narodową, Wielką Polską Katolicką lub Katolickim Państwem Narodu Polskiego, to ostateczny cel działalności narodowych radykałów. Ma to być państwo zorganizowane według zasad NR). Wielu zwolenników narodowego radykalizmu nie widzi nic złego w pokazywaniu tzw. rzymskiego salutu, czyli gestu polegającego na podniesieniu wyprostowanej prawej ręki.

Ich zdaniem, rzymski salut nie jest wyłącznie znakiem hitlerowskim, ponieważ przed drugą wojną światową był stosowany przez prawicowców z całego świata - także przez Polaków. Entuzjaści rzymskiego pozdrowienia zwracają uwagę na to, że niemieccy naziści wyciągali ręce pod kątem prostym, czyli zupełnie inaczej niż endecy. Argumenty NR zazwyczaj nie są przekonujące dla większości społeczeństwa, według której każda prezentacja rzymskiego salutu jest tożsama z aluzją do hitleryzmu. Narodowi radykałowie uwielbiają mundury i często pokazują się w nich na manifestacjach. Tradycyjny mundur polskiego NR (wywodzący się jeszcze z okresu międzywojennego) ma kolor piaskowy. Na ramieniu nosi się zieloną opaskę z białym znakiem falangi.


Część druga


To tyle w kwestii istoty narodowego radykalizmu. Teraz wypadałoby odpowiedzieć na pytanie: dlaczego przestałam być narodowym radykałem? Jak to się stało, że wytrzymałam w tym ruchu trzy i pół roku, a potem niespodziewanie powiedziałam “Dosyć“? Co spowodowało, że zdecydowałam się odejść z tego środowiska i rozpocząć “karierę solową” - bardziej popową, mniej undergroundową? Oto kilka przyczyn (ułożonych w przypadkowej kolejności):

1. Patologiczna sytuacja w całym ruchu narodowym. Tak naprawdę, nie ma czegoś takiego jak jeden, spójny, solidarny i zdyscyplinowany ruch narodowy. W obrębie tego ruchu funkcjonuje wiele małych organizacji, które znacznie się od siebie różnią, a nawet wzajemnie zwalczają. Każda z formacji jest przekonana, że głosi “jedyne słuszne” poglądy oraz nie dopuszcza do siebie argumentów przeciwnika. Ugrupowania nacjonalistyczne, zamiast szukać punktów wspólnych i dążyć do utworzenia silnej koalicji, pogrążają się w beznadziejnych konfliktach partyjnych i personalnych. Niesnaski wewnątrz ruchu narodowego powodują, że ten ruch staje się coraz słabszy. Aktywiści marnują czas i energię na bezsensowne awantury, a lewica sprytnie to wykorzystuje do własnych celów.

Niektóre organizacje nacjonalistyczne cierpią z powodu wewnętrznego skłócenia i - na własne życzenie - ulegają rozbiciu. Podobna sytuacja panuje obecnie w centroprawicowym Prawie i Sprawiedliwości: niegdyś była to jedna partia, później wyodrębniło się z niej PJN, a następnie Solidarna Polska. Z jednej formacji zrobiły się trzy. Rozmnożenie przez podział, jak w mordę strzelił! Można to porównać do dziejów przedwojennego Obozu Narodowo-Radykalnego, który rozszczepił się na ONR Falangę i ONR ABC. Jeśli chodzi o współczesnych narodowców, to potrafią oni wzajemnie się wyzywać, oczerniać, procesować o błahostki oraz mścić za urazy sprzed wielu lat. O waśniach w polskim ruchu narodowym pisałam już półtora roku temu w tekście pt. “Narodowcy przeciwko narodowcom. Podobieństwa się odpychają”.

Świat nacjonalizmu obfituje w ludzi, którzy posiadają wysoką samoocenę i uważają, że powinni być wodzami. Nie mają oni jednak charyzmy i nie potrafią zgromadzić wokół siebie wiernych podwładnych (generałowie bez armii, ot co!) Można ich porównać do Króla z “Małego Księcia”, który strasznie chciał rozkazywać, ale nie miał komu. Problemy, które opisałam, da się skomentować cytatem z piosenki grupy WWO: “Każdy ponad każdym. Innego traktuje, jakby był niczym. Wszyscy najmądrzejsi. Myślą chyba, że są wybrańcami”.

2. Zniewolenie jednostki ludzkiej. Światopogląd narodowo-radykalny opiera się na schemacie, który został ustalony dawno temu i który ma być niezmienny oraz bezwzględnie przestrzegany. W NR ideologia nie jest dla ludzi, tylko ludzie dla ideologii. Jeśli nie potrafisz się dostosować do “świętego” schematu, to znaczy, że albo jesteś pozerem, albo szpiegiem podszywającym się pod narodowca. To nie Ty uczestniczysz w budowaniu światopoglądu, tylko światopogląd buduje Ciebie i wymusza na Tobie odpowiednie postawy. Forma, gęba i pupa.

Musisz popierać X, a potępiać Y. Na A masz reagować tak, na B siak, zaś na C owak. To wolno Ci czytać, a tego nie. Pilnujesz, czy inni narodowi radykałowie postępują zgodnie z obowiązującym szablonem, natomiast oni pilnują Ciebie. Mało tego: kontrolujesz również swoje otoczenie, a na wszelkie odstępstwa od schematu reagujesz złością i wrogością. Jeśli robisz coś nie tak, to zostajesz uznany za odszczepieńca, zdrajcę lub tajnego współpracownika wrogiej opcji politycznej. Jest to dla Ciebie totalna porażka, plama na honorze. Ta niesława podważa Twoją przynależność do grupy “prawdziwych Polaków” i czyni Cię istotą mniej wartościową od prawomyślnych NR.

3. Anders Behring Breivik jest narodowym radykałem. Jeżeli ktoś mówi, że sprawca podwójnego zamachu terrorystycznego z 22 lipca 2011 roku jest neonazistą, to znaczy, iż nie ma zielonego pojęcia o sprawie. Norweski zamachowiec wcale nie przypomina neonazisty. Przeciwnie, można go określić jako specyficznego narodowego radykała - takiego, który nie zajmuje się wyłącznie swoim krajem, tylko myśli o całej Europie. Tacy też istnieją, o czym świadczą wspomniane już przeze mnie międzynarodowe koalicje ugrupowań NR.

Gdybyście, ludzie, zajrzeli do manifestu ABB, to byście wiedzieli, że Norweg prawie wcale nie interesuje się kwestiami rasowymi. Przedmiotami jego zainteresowania są cywilizacja łacińska i kultura chrześcijańska - wartości rzekomo zagrożone przez islam. Breivik uważa się za współczesnego krzyżowca, męczennika i bojownika o niepodległość Europy. To argument przemawiający za tym, żeby uznać go za narodowego radykała. Narodowy socjalista pisałby o “czystości krwi”, “ochronie białej rasy” etc. Jak się okazuje, Breivikowi chodzi o coś zupełnie innego.

Kolejna sprawa: Anders odwołuje się do chrześcijaństwa, a neonaziści brzydzą się tą religią ze względu na żydowskie pochodzenie Jezusa Chrystusa. ABB w sporze arabsko-żydowskim opowiada się po stronie Żydów. Breivik jest nacjonalistą, patriotą, konserwatystą, antydemokratą, antyfeministą, antykomunistą, antyliberałem, antyglobalistą, tradycjonalistą i przeciwnikiem poprawności politycznej, co znowu upodabnia go do NR. W swoim manifeście rekomenduje on europejskie ugrupowania narodowo-radykalne (np. ONR, NOP), nie zaś neonazistowskie.

O samych narodowych socjalistach pisze tak: “I believe they are just bewildered nationalists in search for uniting factors. In their frustration they have chosen the most despicable banner available as a way of saying a big ‘fuck you’ to the current establishment. But I am well aware that 20-30% of them really hates Jews and support most aspects of national-socialism. This shouldn’t be tolerated and we shouldn’t sympathise with them whatsoever. (...) We see National Socialism as a hate-ideology as it is genocidal and imperialistic in nature”. I wszystko jasne, prawda?

Nie jestem w stanie trwać przy narodowym radykalizmie, kiedy wiem, że ktoś - w imię wartości NR - z zimną krwią wymordował 77 osób, głównie nastolatków. Nie chcę być taka jak masowy morderca z Norwegii. A tak w ogóle, to jestem wstrząśnięta, bo dotychczas wydawało mi się, że tylko neonaziści są zdolni do tego typu czynów (wszak istnieją narodowosocjalistyczne organizacje terrorystyczne, np. Combat 18). Nigdy nie wyobrażałam sobie, że narodowy radykał mógłby zniszczyć prawie 80 niewinnych ludzkich istnień. Spodziewałam się okrucieństwa wyłącznie ze strony narodowych socjalistów. Aż w końcu się doigrałam - przez idiotę, który sądził, że jest katechonem!

4. Niedobór kultury i dobrego smaku. Poglądy narodowo-radykalne nie zawsze są wyrażane w formie wyśmienitych tekstów publicystycznych. Przedstawiciele ruchu NR często używają nieeleganckiego słownictwa, wykrzykują złośliwe, pozbawione głębszej treści hasła oraz sięgają po argumentum ad personam. Podniesiony głos, inwektywy i zwyczajne dokuczanie pojedynczym osobom lub grupom jest żałosne oraz niegodne żadnej opcji politycznej.

Każdy powinien mieć prawo do wypowiadania swoich opinii: ja, narodowi radykałowie, narodowi socjaliści, liberałowie, libertarianie, anarchiści, obrońcy praw zwierząt, muzułmańscy teolodzy, katoliccy moraliści, syn Wandy Nowickiej i ona sama. Jednak wszystkie przekonania powinny być wyrażane w sposób grzeczny i taktowny. Niestety, działacze NR często o tym zapominają, co owocuje infantylnymi odzywkami i kuriozalnymi napisami na plakatach. Najgorsze jest jednak to, że takie teksty niejednokrotnie idą w parze ze skandalicznym zachowaniem (bójki, przepychanki, akty wandalizmu itp.).

5. Kolaboracja z partią, której przedstawiciel podpisał Traktat z Lizbony. Coraz częściej zdarza się, że narodowcy (nie tylko NR, ale również inne grupy nacjonalistów) współpracują z kręgami zbliżonymi do Prawa i Sprawiedliwości. Robert Winnicki, prezes Młodzieży Wszechpolskiej, otwarcie konszachtuje z Solidarnymi 2010, a opolski oddział Obozu Narodowo-Radykalnego sprzymierzył się z tamtejszym Klubem “Gazety Polskiej” (problem “spisienia” MW i ONR jest stale demaskowany i krytykowany przez redaktorów portalu Konserwatyzm.pl).

Eugeniusz Sendecki, który w 2009 roku protestował przed Pałacem Prezydenckim przeciwko ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego, zaprasza dziś do swojej Telewizji Narodowej Joannę Burzyńską - obrończynię Krzyża Smoleńskiego i miłośniczkę PiS-u, która wychwala pod niebiosa Lecha Kaczyńskiego. W portalach społecznościowych można się natknąć na profile ludzi, którzy z jednej strony uważają się za narodowców, a z drugiej deklarują szacunek do LK i/lub jego brata. Czy oni wszyscy zapomnieli o tragicznym dla Polski wydarzeniu z 10 października 2009 roku?! Nie wiem. Jedno jest pewne: nie chcę być kojarzona z PiS-em i jego sojusznikami!

6. Marzenia ściętej głowy. Narodowy radykalizm to ideologia niemająca najmniejszej szansy na realizację. Reprezentanci tego światopoglądu często pogrążają się w marzeniach, fantazjują o tym, jak będzie wyglądał przyszły, lepszy, sprawiedliwszy świat. Mydlą sobie oczy naiwną nadzieją na zwycięstwo i - jak to się mówi - dzielą skórę na niedźwiedziu. Nie dostrzegają albo nie chcą dostrzec faktu, że ruch NR jest w Polsce wyjątkowo nieliczny, niepopularny, niezorganizowany i całkowicie pozbawiony siły przebicia.

Wmawiają sobie i innym ludziom, że wkrótce wygrają, lecz zamiast tryumfów kolekcjonują mniejsze lub większe klęski. Ten optymizm dodaje im otuchy i motywuje ich do dalszej pracy. Jednak beztroska nie może trwać wiecznie. Kiedyś narodowi radykałowie się obudzą i odkryją ponurą prawdę o swojej sytuacji. Ciekawe, jak się wtedy poczują?! Mam nadzieję, że jakoś wytrzymają to cierpienie psychiczne!

7. Nieprawdopodobna nagonka medialna. Nacjonaliści nigdy nie cieszyli się przychylnością mediów głównonurtowych, jednak w ciągu ostatnich kilku miesięcy dziennikarskie ataki na narodowców wyraźnie się nasiliły. Wzrost niechęci do osób o poglądach narodowych (nie tylko NR) da się zauważyć także w polityce i w świecie zwykłych obywateli. Po zamachach, które miały miejsce w Norwegii w lipcu 2011 roku, w całej Europie rozpoczęło się istne “polowanie na narodowców”. Pojawiły się projekty ustaw wymierzone bezpośrednio w nacjonalistów, a służby specjalne zaczęły uważniej się przyglądać tzw. prawicowym ekstremistom.

Narodowcy stali się kozłem ofiarnym, o czym pisałam w artykułach “Nie chcę cierpieć za grzechy Breivika!” i “Breivik zburzył mój obraz świata”. Agresja, z jaką przyjęto warszawski Marsz Niepodległości w 2011 roku, jest dowodem na powszechną nienawiść do nacjonalistów (poprzedni Marsz również wzbudzał kontrowersje, ale nie doprowadził do tak wielkich zniszczeń jak ten ostatni). W ciągu ostatnich kilku miesięcy dużo złego zrobili polscy i zagraniczni neonaziści, a przecież znaczna część społeczeństwa nie odróżnia narodowych socjalistów od narodowych radykałów. Doszliśmy do punktu, w którym strach być narodowcem, bo zarówno system, jak i obywatele są coraz bardziej zdenerwowani na wszelakich nacjonalistów. Aż chce się spytać: “Jak żyć?!”.

8. Smutne życiorysy sympatyków NR. Znam dwóch narodowych radykałów, którzy za swoją działalność zapłacili bardzo wysoką cenę. Nie mam zamiaru opisywać tego, co im się przydarzyło, więc napomknę tylko, że nikomu nie życzyłabym tak poważnych problemów. To, co spotkało tych nieszczęśników, nie było przypadkowe. Wprost przeciwnie: miało bezpośredni związek z ich aktywnością w ruchu NR. Ideologia narodowo-radykalna naprawdę potrafi przynieść człowiekowi masę przykrości lub wręcz zrujnować mu życie. Czy, wobec tego, opłaca się iść tą drogą?

9. Niemożność dalszego życia w obłudzie. Narodowy radykalizm to ideologia ultrakatolicka, a przecież ja jestem ateistką! Mam się zachowywać jak klerykał tylko dlatego, że ideologiczny schemat tego wymaga? A po jaką dżumę?! Po co ja, osoba niewierząca, mam szanować Kościół, skoro ten patrzy z pogardą lub politowaniem na ludzi niewierzących?! Parafrazując słowa Romana Dmowskiego: “Jestem ateistką, więc mam obowiązki ateistyczne”. No i mam swoją godność, nieprawdaż?!


Zakończenie


Co czuję po odejściu z ruchu narodowo-radykalnego? No cóż, kłębi się we mnie mnóstwo sprzecznych uczuć. Chwilami jest mi przykro, bo wyrzekłam się ideologii, która była dla mnie całym światem. Tęsknię wówczas za przeszłością i przeżywam wyrzuty sumienia, wynikające z tego, że działacze NR mogą być bardzo rozczarowani i zasmuceni moją decyzją. Innym razem dopadają mnie negatywne emocje, które sprawiają, że mam ochotę mówić o narodowym radykalizmie tak jak Internauta Pawelzondzi o forum Ciapskład (“Całe szczęście, że udało mi się uwolnić od tego narzędzia szatana!”).

Myślę, że wraz z upływem czasu będzie w moim sercu coraz mniej niepokoju. Kim jestem teraz, po wyrzeczeniu się ideologii NR? Kiedy zastanawiam się nad swoją nową tożsamością polityczną, dochodzę do wniosku, że jestem kimś w rodzaju patriotycznej, prosłowiańskiej, antyfeministycznej, antyaborcyjnej i antyklerykalnej socjaldemokratki. Wydaje mi się, że w moim światopoglądzie każdy może znaleźć coś dla siebie. I na tym polega jego niezwykłość.


Natalia Julia Nowak,
17-20 listopada 2011 r.

sobota, 12 listopada 2011

Restrukturyzacja mojego światopoglądu

Coś w rodzaju samobójstwa

Można powiedzieć, że popełniłam coś w rodzaju samobójstwa. Nie było to, oczywiście, samobójstwo fizyczne, tylko mentalne: popełniłam “morderstwo” na swoim dawnym “ja”. Przez trzy i pół roku byłam narodowym radykałem, a możecie mi wierzyć, kochani Czytelnicy, że dla osoby tak młodej jak ja trzy i pół roku to cała wieczność. Narodowy radykalizm był dla mnie wszystkim, stanowił przyczynę i cel mojej egzystencji. Często myślałam: “Moje życie to ideologia. Nie ma ideologii, nie ma mnie”.

Kiedy porzuciłam NR, poczułam się, jakby coś we mnie umarło. Odniosłam wrażenie, że uchodzi ze mnie całe życie, pozostawiając mnie martwą i pustą wewnętrznie. Zrozumiałam, że nie jestem już kroplą w oceanie narodowego radykalizmu, że świat narodowych radykałów nie jest już moim światem, że moi sojusznicy nie stanowią już moich sojuszników, że moje dotychczasowe życie dobiegło końca, że przepadł sens mojego istnienia. Nigdy wcześniej nie czułam tak wielkiej pustki i samotności. Jakby tego było mało, istniał we mnie lęk, że wspomnianej pustki już nigdy nie uda mi się zapełnić.

Po zrezygnowaniu z przynależności do polskiego ruchu narodowo-radykalnego postanowiłam zbudować własną ideologię. Zdecydowałam, że będzie ona bardziej kompatybilna z tym, jaka jestem w istocie. Zapraszam do zapoznania się z głównymi założeniami mojego nowego stylu myślowego. Światopogląd, który zbudowałam (a raczej: buduję) od zera jest częściowo podobny do prezentowanego przeze mnie wcześniej.


Patriotyzm, antyglobalizm i solidaryzm słowiański

Patriotyzm to idea, której chyba nikomu nie trzeba przedstawiać. Umiłowanie własnej Ojczyzny, sentyment do rzeczy z Nią związanych, troska o Jej interesy i gotowość ponoszenia dla Niej wszelkich ofiar to wartości nieśmiertelne i niepodlegające dyskusji. Patriota jest człowiekiem altruistycznym, stawiającym interes narodowy ponad swoim własnym i stającym zawsze po stronie swojego kraju (czego absolutnie nie należy mylić ze stawaniem po stronie władz państwowych!). Sytuacja idealna, o której powinien marzyć każdy patriota, to absolutna niepodległość Ojczyzny, czyli pełna niezależność państwa od innych podmiotów.

Jeśli osiągnięcie tego ideału nie jest możliwe na gruncie politycznym lub gospodarczym, to należy do niego dążyć na gruncie kulturalnym. Trzeba chronić i szanować język polski, symbole narodowe, rodzime dzieła sztuki oraz inne dobra wiążące się z Polską. A oprócz tego: przedstawiać cuda polskości na arenie międzynarodowej i stale udowadniać światu, że Polska i Polacy zasługują na szacunek. Należy promować polskość zarówno za granicą, jak i we własnym sercu i w sercach swoich rodaków. Opowiadam się za propagowaniem polskiej kultury i popkultury (naturalnie, pod warunkiem, że ta druga prezentuje odpowiedni poziom artystyczny).

Potrzebna jest pamięć o ważnych wydarzeniach historycznych i bohaterach narodowych, rozliczanie peerelowskiej i sanacyjnej przeszłości, wyciąganie wniosków z dziejów świata oraz walka z antypolonizmem i pomawianiem Polaków o niepopełnione zbrodnie. Poza tym, istotny jest nieufny stosunek do globalizacji, która niszczy kultury poszczególnych narodów, zabija różnorodność i indywidualizm, stawia pod znakiem zapytania suwerenność państw, sprzyja konsumpcjonizmowi oraz komercjalizuje różne wartości. Do globalizacji podobny jest przesadny internacjonalizm, zatem należy mu się uważnie przyglądać.

Trzeba jednak pamiętać, że Naród Polski jest częścią Wielkiej Słowiańskiej Rodziny - europejskiego plemienia, w obrębie którego funkcjonują liczne Narody, spokrewnione ze sobą kulturowo (język, folklor, rodzimowierstwo) i genetycznie (haplogrupa R1a1). Ponieważ w odległej przeszłości Wielka Słowiańska Rodzina była niemalże jednolita, Polacy powinni odczuwać szczególną więź z pozostałymi Narodami Słowiańskimi i dążyć do pojednania z nimi. Słowianie mają obowiązek się miłować i wspierać na każdym kroku - oczywiście, nie zapominając o poszanowaniu dla indywidualnego charakteru każdego z Narodów.


Pełna ochrona życia poczętego

Człowiek jest istotą materialną i tylko materialną - nie posiada duszy ani innego niematerialnego pierwiastka. Ponieważ materialne istnienie człowieka rozpoczyna się w momencie poczęcia, należy uznać, że zarodek jest pełnoprawną istotą ludzką i zasługuje na godne traktowanie. Być człowiekiem, to znaczy: należeć do gatunku Homo sapiens. Ludzki płód bez wątpienia należy do gatunku ludzkiego i posiada własne, indywidualne DNA różniące się od genotypu ojca i matki.

Nie można go nazywać częścią ciała kobiety, bowiem stanowi on osobny organizm. Nie można go też porównywać do obciętego paznokcia, ponieważ obcięty paznokieć jest amputowaną częścią ciała swojego właściciela. Paznokieć nie ma własnego, unikalnego kodu genetycznego, nie jest nową istotą, posiadającą zdolność do rozwoju według “przepisu” zawartego w indywidualnym DNA. Bezsensowne jest nazywanie ludzkiego zarodka “zlepkiem komórek”, gdyż ciało osoby dorosłej również jest wykonane z takiego materiału. Różnica między zygotą a człowiekiem dojrzałym nie ma charakteru jakościowego, lecz ilościowy. Zygota posiada dwie komórki, a człowiek dorosły - wiele miliardów. Nie powinno się wartościować ludzi ze względu na liczbę komórek występujących w ich ciałach.

Poszanowanie ludzkiego zarodka musi iść w parze ze sprzeciwem wobec aborcji, antykoncepcji i in vitro. Aborcji - ponieważ niszczy ona zarodek w sposób bezpośredni. Antykoncepcji - ponieważ istnieje wiele środków antykoncepcyjnych, które sprawiają, że zygota nie może się zagnieździć w macicy matki i jest usuwana z jej organizmu (do takich środków antykoncepcyjnych należy spirala domaciczna, pigułka hormonalna oraz pigułka “tuż po”). In vitro - ponieważ w tym procederze powstaje wiele ludzkich zarodków. Większość z nich nie jest wszczepiana do organizmu kobiety, tylko niszczona lub zamrażana.


Liberalizm obyczajowy bez antykoncepcji

Należy być świadomym, że we współczesnych czasach wprowadzenie w Polsce pełnego zakazu aborcji, antykoncepcji i in vitro jest niemożliwe. W związku z tym, trzeba przestać patrzeć na polityków, a zacząć się przyglądać zwykłym obywatelom. Jak zmniejszyć liczbę wykonywanych aborcji i stosowanych środków antykoncepcyjnych? Większość ludzi posiada przecież popęd seksualny, nie jest w stanie żyć w celibacie, a jednocześnie nie zawsze ma ochotę na rodzicielstwo. Aby wyjść naprzeciw ludzkim potrzebom i pogodzić je z prawami nienarodzonych dzieci, należy promować te formy zaspokajania libido, które nie wiążą się ze stosowaniem antykoncepcji i nie grożą przyszłą aborcją.

Masturbacja, seks oralny, petting, necking i cyberseks są alternatywami dla tradycyjnego współżycia płciowego, i to takimi, które - nawet w przypadku niestosowania antykoncepcji - nie grożą niechcianą ciążą. Formy zaspokajania libido, które wymieniłam, są w pełni satysfakcjonujące dla człowieka i nie wiążą się z ryzykiem śmierci nienarodzonego dziecka (przypominam: niektóre środki antykoncepcyjne sprawiają, że jeśli jakimś cudem dojdzie do zapłodnienia, to zygota nie może się zagnieździć w macicy i jest usuwana z łona kobiety). Do tej listy można by jeszcze dopisać filmy i czasopisma erotyczne oraz sekstelefony. Co do edukacji seksualnej: można ją zaakceptować, pod warunkiem, że nie propaguje ona antykoncepcji, aborcji i in vitro. Nad problemem homoseksualizmu właśnie się zastanawiam.

Z katolickiego punktu widzenia, zaproponowane przeze mnie alternatywy dla klasycznego seksu są niemożliwe do zaakceptowania. Wypada jednak zdać sobie sprawę z dwóch faktów. Po pierwsze: nie jestem katoliczką. Po drugie: istnieje coś takiego jak stan wyższej konieczności, czyli sytuacja, w której trzeba poświęcić dobro o niższej wartości dla ratowania dobra o wyższej wartości. Lepiej, żeby ludzie uprawiali masturbację, seks oralny, petting, necking lub cyberseks niż żeby sięgali po antykoncepcję i stwarzali zagrożenie dla ewentualnego przyszłego zarodka. Alternatywy, które wymieniłam, są w pełni bezpieczne: nie grożą ani zapłodnieniem, ani utratą nienarodzonego dziecka. A o to właśnie chodzi.


Antyfeminizm

Mężczyźni powinni być przewodnikami społeczeństwa, bo w naturze - u zwierząt takich jak my, czyli u ssaków - samce mają zdecydowaną przewagę nad samicami. Samiec jest nie tylko większy i silniejszy od samicy, ale również aktywny i dominujący podczas aktów płciowych (ona jest bierna, zaś on wdziera się do jej ciała i poddaje je penetracji). Co więcej, osobnik męski tworzy życie: doprowadza do zapłodnienia, które jest równoznaczne z powstaniem nowego organizmu.

W świecie ludzi powinno się pozwolić mężczyznom, aby byli siłą wiodącą naród, jednak absolutnie nie może to prowadzić do złego traktowania czy wykorzystywania kobiet. Kobiety, chociaż mniejsze, słabsze i nierzadko bezbronne wobec mężczyzn, posiadają rozum i uczucia, zatem powinno się je szanować i doceniać. Jeśli chodzi o związki damsko-męskie, to pan powinien być nie tyle “żandarmem” stojącym nad panią, ile jej opiekunem, obrońcą i przewodnikiem życiowym. We współczesnej Polsce nie jest możliwe przywrócenie patriarchatu. Można jednak zwalczać lub blokować inicjatywy feministek, zwłaszcza te, które wiążą się z wyśmiewaniem bądź obrażaniem mężczyzn.


Neutralny stosunek do błahostek. Laickość

Sprawy takie jak marihuana, dopalacze, hazard, kibole, tablice upamiętniające ofiary katastrofy smoleńskiej, wyrwane z kontekstu stwierdzenia osób publicznych czy antychrześcijańskie wybryki Nergala to dyrdymały, które - tak naprawdę - są istotne tylko dla mediów szukających sensacji i łatwego zarobku. Poważny człowiek nie powinien się emocjonować tymi bzdetami, tym bardziej, że zazwyczaj mają one charakter tematów zastępczych. Tak samo jest z awanturami o to, czy i gdzie powinny znajdować się krzyże.

To wszystko można podsumować cytatem z piosenki “Dług Publiczny” autora podpisującego się jako DJFunkyKoval: “Dziura w budżecie wynikiem grabieży. Minister roztrwonił, włos się jeży. Gdy sprawa przecieknie do wrogich mediów, używają wtedy innych remediów. Wystarcza zwykłe bicie piany: krzyż uwielbiany, krzyż wyśmiewany”. Oczywiście, nic nie zmieni faktu, że państwo powinno być świeckie, albowiem w Polsce - oprócz katolików - żyją ateiści, agnostycy, deiści, innowiercy i inni niekatolicy. Łączenie uroczystości państwowych z religijnymi jest niepotrzebne, tak samo jak nauczanie religii w szkołach publicznych.


System gospodarczy i polityczny

Jeśli chodzi o gospodarkę, to powinno się dążyć do tzw. państwa opiekuńczego - aczkolwiek w granicach rozsądku! Każdy człowiek ma prawo do życia w godziwych warunkach, do edukacji, do tanich lub darmowych podręczników szkolnych, do bezpłatnej służby zdrowia (w tym do bezpłatnych znieczuleń) i tak dalej. Skąd jednak wziąć fundusze na opłacenie tego wszystkiego? Na przykład poprzez przywrócenie kary śmierci. Po co utrzymywać morderców, skoro można przeznaczyć publiczne pieniądze na pomoc potrzebującym? Inny pomysł godny realizacji: obniżenie podatków biednym i podwyższenie bogatym.

Co do ustroju politycznego: jeżeli nie jest możliwe wprowadzenie systemu, o którym pisałam w moich czasach narodowo-radykalnych, to należy dążyć do uzdrowienia III Rzeczypospolitej. Po długich przemyśleniach doszłam do wniosku, że powinno się wprowadzić większościową ordynację w wyborach do Sejmu (jednomandatowe okręgi wyborcze) oraz częściej korzystać z form demokracji bezpośredniej (referenda, szczególnie w kwestiach światopoglądowych i związanych z polityką zagraniczną Polski). Koniecznie trzeba zrezygnować z przekazywania instytucjom międzynarodowym kompetencji władz państwowych, bo nie może być tak, że inni - na przykład organy Unii Europejskiej - decydują za nas.


Pipi-prawica?

W jaki sposób można zdefiniować mój nowy światopogląd? Po której stronie sceny politycznej wypada go umieścić? Czy to jeszcze skrajna prawica, czy już prawo-lewo? A może centroprawica albo to, co publicysta Adam Danek określił mianem pipi-prawicy? Wszystko jedno. Moja nowa ideologia ma płynąć z głębi mnie, nie może być uwewnętrznionym zbiorem poglądów pochodzącym z zewnątrz.

Staram się, żeby mój nowy światopogląd był tworem oryginalnym i indywidualnym, więc podczas jego budowania nie podpatruję innych osób i nie próbuję się dostosować do żadnego schematu. Kreując własną ideologię, szukam inspiracji w różnych doktrynach politycznych, filozoficznych, społecznych i gospodarczych. Zachwycając się znalezionymi perełkami, nie zastanawiam się, co ludzie (czyli wąska grupa osób o ściśle określonych poglądach) powiedzą.

Myślę, że dojrzałam już do tego, aby kroczyć własną drogą i mieć w nosie cały świat. Co do porzucenia przeze mnie ruchu narodowo-radykalnego, przypomina mi się pewien demotywator: “Dojrzałość. Gdy potrafisz opuścić środowisko, które cię niszczy” (autor - oskartarczest). Przyznam, że czuję się już naprawdę dorosła. I jestem znacznie spokojniejsza niż jeszcze kilka tygodni temu.


Natalia Julia Nowak,
11-12 listopada 2011 r.



P.S. Dlaczego zrezygnowałam z wyznawania ideologii narodowo-radykalnej? Powodów było wiele. Moja czara goryczy osiągnęła maksimum po lipcowych zamachach w Norwegii. Natomiast wybory parlamentarne w Polsce spowodowały, że ta czara po prostu się przelała.

poniedziałek, 7 listopada 2011

Solidaryzm słowiański. Miłość i odwaga

R1a1, czyli gen słowiańskości

Poszukując informacji na temat pochodzenia Słowian, natknęłam się na szereg materiałów, z których wynikało, że istnieje coś takiego jak “gen słowiańskości” - haplogrupa R1a1, dzieląca się na mniejsze podgrupy. Haplogrupa ta jest niezwykle rozpowszechniona w Europie Centralnej i Wschodniej, jednak często występuje również w Środkowej Azji i Skandynawii (oczywiście, tylko u mężczyzn, gdyż jej nośnikiem jest męski chromosom Y). Zdaniem genetyków, R1a1 pojawiła się w Europie wiele tysięcy lat temu, co podważa dominującą dotychczas teorię, według której Słowianie przybyli na Stary Kontynent w V lub VI w. n.e. Coraz częściej mówi się, iż wielka wędrówka Słowian mogła przebiegać zupełnie inaczej niż to sobie dotąd wyobrażano - istnieje prawdopodobieństwo, że nasi przodkowie nie przybyli z Azji Środkowej do Europy, tylko wyruszyli z Europy do Azji Środkowej.


Polska kolebką Ariów?

Jeśli chodzi o polski gen, R1a1a7, to jest on wyjątkowo stary: może mieć nawet od 10 do 12 tysięcy lat. Stąd hipoteza sugerująca, iż kolebką Słowian i w ogóle Indoeuropejczyków (tzw. Ariów) są ziemie polskie. Czy to prawda? Artykuł Petera Underhilla, który ukazał się w listopadzie 2009 roku w czasopiśmie “Nature”, pobudził wyobraźnię wielu Polaków i podwyższył ich samoocenę. Ja jednak myślę, że teoria o polskich korzeniach Słowian i innych Indoeuropejczyków jest zbyt piękna, żeby była prawdziwa. Pamiętajmy, iż istnieje wiele wykluczających się przypuszczeń dotyczących pochodzenia naszych przodków. Jedna z popularnych hipotez głosi, że lud słowiański wywodzi się z Bałkanów. Według innej, Słowianie pochodzą z terenu dzisiejszej Ukrainy. Jak widać, pomysłów jest co niemiara i można w nich przebierać jak w koszu z jabłkami. Oby tylko nie prowadziło to do kłótni i udowadniania innym własnej “wyższości”!


Postrzegać jako półrodaków

Czym jest jednak sama słowiańskość? Kwestią posiadania haplogrupy R1a1 i niczym więcej? Według mnie, słowiańskość składa się z dwóch elementów: pochodzenia etnicznego i przynależności kulturowej. Ta druga to przede wszystkim język, folklor i religia (poprzez religię rozumiem rodzimowierstwo, a nie chrześcijaństwo, które dotarło do Europy z Bliskiego Wschodu i jest ewidentnie obce). Im częściej myślę o etnicznym i kulturowym pokrewieństwie Słowian, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, iż my, Polacy, powinniśmy postrzegać przedstawicieli pozostałych Narodów Słowiańskich jako swoich półrodaków. A oni nas, oczywiście. Choć każdy z tych Narodów jest odrębnym bytem, zasługującym na suwerenność i indywidualne traktowanie, niewątpliwie ma z nami bardzo dużo wspólnego.


R1b1 - potomkowie Tutenchamona?

A przynajmniej więcej niż Niemcy - użytkownicy języka germańskiego i nosiciele haplogrupy R1b1. Skoro jesteśmy już przy temacie R1b1, to wypada wspomnieć o ciekawostce opublikowanej na stronie Odkrywcy.pl. Portal Odkrywcy sugeruje bowiem, iż w Europie Zachodniej żyje wielu potomków egipskich faraonów. Oto stosowny cytat: “Naukowcy z iGENEA porównali próbkę DNA Tutenchamona z materiałem genetycznym współczesnych Europejczyków. (…) Średnio połowa europejskich mężczyzn miała wspólnych przodków z egipskim władcą. W niektórych krajach było to aż 70% populacji (np. w Wielkiej Brytanii, Hiszpanii i Francji). DNA porównano pod kątem tzw. haplogrup, czyli charakterystycznych, podobnych ze względu na wspólne pochodzenie, serii genów położonych w specyficznym miejscu na chromosomie. Krewnych Tutenchamona ujawniła haplogrupa oznaczona jako: R1b1a2”.


Idea iście rewolucyjna

Wróćmy jednak do problematyki słowiańskiej. Skoro my, Słowianie, jesteśmy genetyczną i kulturową jednością, to powinniśmy wreszcie porzucić wszelkie uprzedzenia i zacząć ze sobą współpracować na zasadzie równości, równorzędności, równouprawnienia, wzajemnego zrozumienia oraz szacunku dla cudzej odrębności narodowej. Jesteśmy rodziną, a przecież w rodzinie powinna panować zgoda, solidarność i - przede wszystkim - miłość. Nadszedł czas, abyśmy przestali patrzeć na siebie z pogardą oraz wyzwolili się spod jarzma uprzedzeń, także tych głęboko zakorzenionych w naszej mentalności. Solidaryzm słowiański jest ideą iście rewolucyjną, gdyż zmusza do porzucenia poglądów wyniesionych z domu, do tworzenia nowej rzeczywistości i do szokowania ludzi zniewolonych przez skostniałe przekonania (to wszystko wymaga nie lada śmiałości). Siejmy miłość, a nie nienawiść! Jak to się mówi: trzeba siać, siać, siać!


Usunąć bałagan! Wprowadzić porządek!

Ważna uwaga: podczas budowania nowych, przyjaznych stosunków słowiańsko-słowiańskich wcale nie należy zapominać o tym, co było w naszej historii złe, nieuczciwe, niesprawiedliwe i patologiczne. Tam, gdzie ma panować miłość, empatia i poczucie wspólnoty, nie może bowiem być miejsca na niedomówienia, kłamstwa i robienie dobrej miny do złej gry. W relacjach między Słowianami nie zapanuje świeżość dopóty, póki nie rozprawią się oni z tym, co stare, paskudne, zgniłe i cuchnące. Pierwszym krokiem do wprowadzenia porządku jest przecież usunięcie bałaganu. Nikt nie mówi, że walka z bałaganem jest łatwa i przyjemna. Nikt nie sugeruje, iż stawienie czoła totalnemu bajzlowi nie wymaga pewnej odwagi. Ale trzeba wziąć się w garść i zlikwidować bezład, żeby następnego dnia obudzić się w przytulnym i pełnym harmonii otoczeniu.


Zrozumienie, przebaczenie, zjednoczenie

My, Słowianie, musimy rozmawiać ze sobą o tym, co było między nami nie tak. Te rozmowy nie powinny jednak polegać na wzajemnym obrzucaniu się oskarżeniami i pluciu na interlokutora, tylko na słuchaniu ze zrozumieniem i wczuwaniu się w sytuację drugiej strony. Bez względu na to, czego dotyczy dyskusja, trzeba być otwartym na argumenty rozmówcy i kulturalnie przedstawiać własne poglądy. Niezbędna jest też odwaga cywilna. Jeśli ktoś kogoś skrzywdził, to powinien przyjąć do wiadomości swoją winę, pojąć jej destrukcyjność, dokładnie ją wyjaśnić, przeprosić za nią, zadośćuczynić pokrzywdzonemu i zacząć wszystko od początku. Pokrzywdzony zaś powinien zrozumieć te wyjaśnienia, przebaczyć przepraszającemu i zgodzić się na restart wzajemnych relacji. To jest trudne jak dżuma i cholera, ale - powtarzam - nikt nie obiecywał, że będzie łatwo.


Nie jestem panslawistką, lecz solidarystką!

Na czym powinny się opierać nowe stosunki słowiańsko-słowiańskie? Na nieformalnej, dobrowolnej, swobodnej i spontanicznej współpracy między obywatelami (oraz, rzadziej, między rządami). Moim zdaniem, nasz słowiański solidaryzm powinien być naturalny, szczery, niewymuszony i bezinteresowny. Nie chcę słyszeć o żadnych formalnych uniach politycznych, paktach, traktatach, koncepcjach federacyjnych i projektach typu Sławia, bo to są mordercy niezależności narodowo-państwowej. Nie uważam się za panslawistkę, albowiem panslawizm kojarzy mi się z dążeniem do stworzenia czegoś na kształt drugiego ZSRR lub Imperium Rosyjskiego. Promuję zatem pojęcie solidaryzmu słowiańskiego.


Kto kocha, ten szanuje

Słowianie powinni się miłować. A jeśli kogoś miłujemy, to szanujemy jego autonomię, liczymy się z jego zdaniem i nie patrzymy na niego z góry. Tam, gdzie jest ucisk, pogarda, agresja, przemoc, strach i uraza, nie można mówić o prawdziwej miłości. Kolejna sprawa, o której warto wspomnieć: jeżeli chcemy mieć z kimś właściwe stosunki, to musimy się koncentrować na tym, co wspólne, podobne, łączące, pozytywne, piękne, dobre i wzbudzające nadzieję na przyszłość. Wiem, że to banalne i odrobinę populistyczne stwierdzenie, jednak czuję się zobowiązana przypomnieć tę prostą prawdę.


Chrześcijaństwo dzieli, pogaństwo łączy

Nas, Słowian, łączą geny, mowa i kultura. Może dobrym pomysłem byłoby symboliczne odwoływanie się do wspólnych tradycji pogańskich? Chrześcijaństwo podzieliło nas na katolików i prawosławnych, a rodzimowierstwo było i jest jedno. W dodatku nasze: własne, tutejsze, swojskie. Dlaczego lekceważymy dziedzictwo naszych przodków? Przecież nie mamy się czego wstydzić! Bądźmy dumni ze swojego pochodzenia i swojej mitologii, nie bójmy się podkreślać tego, co wyróżnia nas na tle innych grup etnicznych!


Pomysły do wzięcia

Następny koncept: promujmy swoją tradycję na zewnątrz, przypominajmy światu o tym, co Słowianie dali innym nacjom i co interesującego robili w dawnych czasach. Czy ludzkość wie, że to właśnie Słowianie wnieśli do kultury postać wampira i wymyślili piwo chmielowe (te i wiele innych ciekawostek można znaleźć na stronie Kns.us.edu.pl/artykuly/dawnislowianie/001.html)? Okazją do zjednoczenia się Słowian i zaprezentowania innym ludom cudów słowiańskości może być Euro 2012 organizowane przez Polskę i Ukrainę. Natomiast wspólne kibicowanie piosenkarce Ewie Farnie i oglądanie komedii “Operacja Dunaj” może przybliżyć do siebie Polaków i Czechów. W jednaniu i jednoczeniu ludności słowiańskiej mogłaby także pomagać antywojenna piosenka “Jugosławia” Leny Katiny oraz utwór Ich Troje pod tym samym tytułem.


Vedno skupaj

Kiedy będzie można powiedzieć, iż solidaryzm słowiański stał się faktem? Wtedy, gdy Polak, słyszący obelgi kierowane pod adresem Rosjan, Białorusinów, Chorwatów, Słoweńców czy Serbów, poczuje się, jakby sam został znieważony. Wtedy, gdy ów Polak będzie w stanie powiedzieć: “Jestem Słowianinem. Obrażając Słowian, obrażasz mnie!”. Zero tolerancji dla antyslawizmu! Precz z pielęgnowaniem urazy, nieufności, niechęci, żalu i złości! Zaperunić te wszystkie negatywne zjawiska! Bratia a sestry, spojte sa! Slovani - vedno skupaj! Ljubav i hrabrost!


Natalia Julia Nowak,
6-7 listopada 2011 roku



P.S. Z badań genetycznych wynika, że gen słowiańskości, czyli R1a1, najczęściej występuje w Polsce i… na Węgrzech. W ogóle wszystko wskazuje na to, iż Naród Polski jest najbardziej spokrewniony z Narodem Węgierskim. Czy to oznacza, że Węgrzy są Słowianami, chociaż posługują się językiem zaliczanym do ugrofińskich? A może na Węgrzech żyją potomkowie Polaków - imigrantów, którzy przybyli tam w czasach polsko-węgierskiego sojuszu (albo odwrotnie: może w Polsce mieszkają potomkowie przybyszów z Węgier)? Nie wiadomo. Jedno jest pewne: powiedzenie “Polak, Węgier - dwa bratanki” ma ręce i nogi. Jeśli to prawda, iż Polakom jest najbliżej do Węgrów, to Państwo Węgierskie powinno być naszym sprzymierzeńcem nr 1. Nie chodzi o to, żeby zrobić z Warszawy drugi Budapeszt, tylko o to, żeby przyjaźnić się z Narodem, który jest prawie taki jak my.