poniedziałek, 24 stycznia 2011

TragiFarsa 13. Krótka forma teatralna

OD AUTORKI:

Trzynasta część “TragiFarsy socNIErealistycznej” powstała dosyć nieoczekiwanie. Napisałam ją niedługo po stwierdzeniu, iż groteskowo-satyryczna seria dramaturgiczna o Zdzisławie Baumfeldzie i innych funkcjonariuszach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego powinna się zakończyć na tomie dwunastym. Co było powodem stworzenia części trzynastej? Fakt, że nie wykorzystałam jeszcze wszystkich literackich pomysłów, które narodziły się w mojej głowie w związku z tworzeniem cyklu. Ponieważ ostatnio “chodziła mi po głowie” scena, w której Zdzisław Baumfeld zostaje zwolniony z pracy przez swojego szefa, pułkownika Waldeberta Werfelberga, postanowiłam ją ubrać w słowa i opublikować.

“TragiFarsa 13” jest zdecydowanie krótsza od pozostałych części serii, bowiem zawiera tylko tę jedną, króciutką scenkę dotyczącą usunięcia Baumfelda z ubecji. Utwór jest nie tyle dramatem, ile krótką formą teatralną lub skeczem. Warto przy tym pamiętać, iż “TragiFarsa 5. Odcinek specjalny” liczyła sobie aż 71 KB, “TragiFarsa + 60 lat” - 58 KB, “TragiFarsa 8. Nowa era” - 54 KB, a “TragiFarsa 6. Totalna porażka” - 53 KB (dane z serwisu Opowiadania.pl). Gdyby TragiFarsy były dziełami filmowymi, moglibyśmy powiedzieć, iż wcześniejsze części serii były filmami pełnometrażowymi, a niniejsza - filmem krótkometrażowym. Króciuteńką “TragiFarsę 13” mogę skomentować powiedzeniem: “Lepsze to niż nic”.

Lista wszystkich TragiFars: “TragiFarsa socNIErealistyczna”, “TragiFarsa 59 lat później”, “TragiFarsa 3. Skandal stulecia”, “TragiFarsa + 60 lat”, “TragiFarsa 5. Odcinek specjalny”, “TragiFarsa 6. Totalna porażka”, “TragiFarsa 7. Teoria spisku”, “TragiFarsa 8. Nowa era”, “TragiFarsa 9. Rok 2009”, “TragiFarsa 10. Część jubileuszowa”, “TragiFarsa 11. Strajk ścisły”, “TragiFarsa 12. Kukułcze gniazdo”, “TragiFarsa 13. Krótka forma teatralna”.

Pozdrawiam!
Natalia Julia Nowak




MUZYCZNE MOTTO:

"I choćbyś upadł na kolana,
I choćbyś błagał,
To już nie działa na mnie.
Żegnaj, twoja strata.
Zabieraj wszystkie swoje rzeczy,
Nic tu po tobie.
Twój czas już minął,
Od dziś jestem twoim wrogiem,
Ty moim wrogiem"


Kasia Cerekwicka, "Na kolana"



Czas akcji: 12 kwietnia 1952 roku (dwa tygodnie przed wydarzeniami opisanymi w “TragiFarsie 5. Odcinku specjalnym”)

Miejsce akcji: budynek Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach, gabinet ppłk Mroczysławy Kalinowskiej-Wójcik

Osoby: Zdzisław Baumfeld (31 lat), Mroczysława Kalinowska-Wójcik (44 lata), Waldebert Werfelberg (49 lat)


44-letnia ppłk Mroczysława Kalinowska-Wójcik, wicedyrektorka Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach, siedzi przy biurku w swoim gabinecie i sprawia wrażenie mocno zdenerwowanej. Naprzeciwko niej stoi 31-letni oficer śledczy, ppor. Zdzisław Baumfeld, który robi żałosną minę w stylu łajanego chłopca. Oboje mają na sobie mundury stosowne do posiadanego stopnia wojskowego. W pomieszczeniu (na ścianie i biurku) znajdują się elementy, które demaskują specyficzny światopogląd Mroczysławy: zdjęcia Józefa Stalina, Bolesława Bieruta, Jakuba Bermana, Józefa Różańskiego, Anatola Fejgina i Julii Brystiger oprawione w ramki-serduszka. Gabinet zawiera również sprzęty charakterystyczne dla kobiet: bogato zdobione lustro, stojącą, porcelanową lalkę w stroju ludowym oraz dekoracje przypominające kwiaty i motyle.


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (z wyższością, mentorskim tonem):

…dlatego uważam, towarzyszu Baumfeld, że wasz wczorajszy incydent był niedopuszczalny. Kim wy jesteście, obywatelu podporuczniku? Kto was upoważnił do odbierania życia innym ludziom? Jak możecie rościć sobie prawo do decydowania, kto ma umrzeć, a kto pozostać wśród żywych? Tylko pułkownik Werfelberg może decydować o tym, co się stanie z przetrzymywanymi przez nas ludźmi. Nie wam rozstrzygać, kto odejdzie z tego świata, kto pozostanie w więzieniu, a kto powróci do rodzinnego domu. Od podejmowania takich decyzji jest dyrektor PUBP i - w nadzwyczajnych okolicznościach - ja tudzież Rzędzimir Wszebor Witkowski. Gdybyście zapytali towarzysza pułkownika, czy możecie zabić Syzyniusza Podgórskiego, na pewno otrzymalibyście zgodę. Jak zapewne pamiętacie, trzy lata temu Waldebert Werfelberg dał wam wolną rękę w kwestii niejakiego Wespazjana Cipki. Nie może być jednak tak, iż sami wybieracie “koniec” dla przesłuchiwanych przez siebie osób. Wasze kompetencje nie sięgają aż tak daleko, podporuczniku Baumfeld!


ZDZISŁAW BAUMFELD (wyraźnie zmieszany, a zarazem zniecierpliwiony):

Podpułkowniku Kalinowska-Wójcik, cóż mogę wam powiedzieć? Przecież już tłumaczyłem, że nie chciałem zabić Podgórskiego! To był przypadek, wypadek przy pracy! Chciałem tylko go przestraszyć, dokuczyć mu w perfidny sposób… Bawiło mnie, że jest taki bezradny i sfrustrowany, kiedy nie może oddychać… A gdy zauważyłem, iż po mojej zabawie jest coś nie tak, próbowałem nawet go odratować!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (kpiąco):

“Nie chciałem zabić Podgórskiego”… Tłumaczycie się, towarzyszu, jak mały chłopiec, który przez przypadek stłukł babciny wazon. Rozumiem, że nie planowaliście uśmiercenia tego więźnia, jednak z pewnością byliście świadomi, iż torturowanie poprzez podduszanie może się skończyć zgonem ofiary. Owszem, to był więzień przeznaczony na pohybel, ale jak my ludziom wytłumaczymy jego śmierć przed rozprawą w Wojskowym Sądzie Rejonowym? Młodzianowiczanie pomału zaczynają się orientować, iż tutaj, w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, dzieje się coś dziwnego. Czyja to wina? Takich głupiutkich przystojniaczków jak wy, obywatelu podporuczniku!


Zdzisław robi wielce oburzoną minę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (ostrzegawczo, zapominając o tym, że rozmawia z wicedyrektorką):

Tylko nie “głupiutkich przystojniaczków”! Równie dobrze ja mógłbym was nazwać “głupiutką ślicznotką”!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (unosząc wysoko brwi):

“Głupiutką ślicznotką”… Proszę, proszę… Widzę, że jesteście dzisiaj strasznie napastliwi, towarzyszu Baumfeld…


ZDZISŁAW BAUMFELD (anachronicznie posługując się słowami z piosenki “Rain Man” Eminema):

“Uważacie mnie za napastliwego? To JA was uważam za napastliwą!”


Nagle rozlega się śmiałe, energiczne pukanie do drzwi i do pomieszczenia wchodzi Waldebert Werfelberg (który, podobnie jak pozostałe postacie, nosi oficerski mundur). Mroczysława wstaje z krzesła, aby okazać szacunek swojemu przełożonemu.


WALDEBERT WERFELBERG:

Towarzyszko Mroczysławo, wybrałem się do was, aby wam pokazać pewien telegram z Warszawy, ale - dochodząc do drzwi - usłyszałem jakąś ostrą wymianę zdań. Co tu się dzieje, obywatelko? (Zerkając na Baumfelda) Towarzysz Zdzisław znowu coś przeskrobał?


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (gorąco, oskarżycielsko):

Tak, pułkowniku Werfelberg! Obywatel Zdzisław Baumfeld po raz kolejny udowodnił, iż jest nieodpowiedzialnym promieniowcem, a na dodatek cholernie niesubordynowanym pracownikiem!


ZDZISŁAW BAUMFELD (pod nosem):

O, Stalinie… Co za mowa nienawiści!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (do Werfelberga, nie usłyszawszy Zdzisława):

Wyobraźcie sobie, że wczoraj wieczorem, podczas interrogacji Syzyniusza Podgórskiego, doprowadził tego jeńca do śmierci, chociaż już dawno zdecydowaliśmy, iż zostanie on zabity na drodze prawomocnego wyroku WSR! Zaiste, trudno o większego eukarionta! Oczywiście, mówię o Baumfeldzie, a nie o Podgórskim… Jak my teraz wyjdziemy do ludzi i powiemy, że Syzyniusz nie może wziąć udziału w rozprawie, bo nie żyje? W jaki sposób wytłumaczymy jego zgon? Przecież młodzianowiczanie nie są włosogłówkami!


WALDEBERT WERFELBERG:

Heh, możemy zorganizować proces-widmo. Sędzia będzie udawał, że sądzi żywego człowieka, który z jakichś przyczyn nie mógł się stawić w budynku Wojskowego Sądu Rejonowego. A potem zapadnie wyrok śmierci i nikt nie będzie się dziwił, iż nie widuje Syzyniusza Podgórskiego. Żaden z młodzianowiczan nie zorientuje się, że Podgórski umarł już wcześniej, z rąk podporucznika Baumfelda. To będzie takie realistyczne przedstawienie: proces ducha, którego nieświadomy lud uważa za osobę żywą, acz nieobecną…


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (ze szczerym uznaniem):

Świetny pomysł, pułkowniku Werfelberg! Wy to macie talent do wychodzenia z opresji! Ale i tak nic nie zmieni faktu, że… (Anachronicznie cytuje fragment piosenki “The Gatekeeper” zespołu Within Temptation) “Nie można zabić tego, co zostało zabite już wcześniej”!


WALDEBERT WERFELBERG:

Jeśli chodzi o prawdziwą śmierć Podgórskiego, to nie robiłbym z niej aż takiej afery. Ostatecznie, nic wielkiego się nie stało. Syzyniusz nie był nam już do niczego potrzebny, toteż jego zgon nie ma najmniejszego znaczenia. Sądzę, podpułkowniku Kalinowska-Wójcik, iż lament z powodu śmierci tego więźnia to burza w szklance wody.


ZDZISŁAW BAUMFELD (zachwycony, z ulgą, przerywając Waldebertowi):

Towarzyszu pułkowniku! Jaki z was mądry i wyrozumiały człowiek!


WALDEBERT WERFELBERG (nie zważając na słowa Zdzisława, kontynuuje przerwaną wypowiedź):

Co zaś do Baumfelda, to faktycznie warto się zastanowić nad podjęciem jakichś kroków dyscyplinarnych w stosunku do niego. Ja też zauważyłem, iż ostatnio towarzysz Zdzisław zachowuje się w nieodpowiedni sposób, a różnego rodzaju wpadki zdarzają mu się wyjątkowo często. Czasami odnoszę wrażenie, że obywatel Baumfeld próbuje zniszczyć Urząd Bezpieczeństwa od środka.


Zdzisław znowu robi oburzoną minę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (krzyczy):

To nieprawda!


WALDEBERT WERFELBERG (spokojnie, chłodno):

Ale takie sprawiacie wrażenie, towarzyszu. Nie dość, że utrudniacie pracę PUBP, to jeszcze narażacie na szwank wizerunek tej instytucji i demoralizujecie innych funkcjonariuszy. Obawiam się, iż jestem zmuszony raz na zawsze przerwać tę TragiFarsę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (lekko przestraszony):

Co przez to rozumiecie, pułkowniku Werfelberg?


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (ostro, do Zdzisława):

Nie udawajcie jeszcze głupszego niż jesteście, obywatelu! Dobrze wiecie, że towarzysz dyrektor mówi o wywaleniu was z roboty! Od lat powtarzam, iż w UB nie ma miejsca dla takich prazynofitów jak wy, jednak pułkownik Werfelberg, jako człowiek niezwykle litościwy i miłosierny, zawsze dawał wam szansę na poprawę! Teraz nadszedł czas, aby zakończyć to pobłażliwe traktowanie! Towarzyszu Zdzisławie, musicie ponieść zasłużoną karę, ponieważ zhańbiliście młodzianowicką ubecję!


ZDZISŁAW BAUMFELD (w przypływie złości, posługując się cytatem z piosenki “Kalina Malina”):

“Ja jej nie zhańbiłem - zhańbiła się sama!”


Zarówno Werfelberg, jak i Kalinowska-Wójcik wytrzeszczają oczy z szoku i zbulwersowania. Mroczysława, która jak zwykle ma problemy z opanowaniem emocji, wychodzi zza biurka, podchodzi do Baumfelda i zaczyna go okładać pięściami, wyzywając od najgorszych i klnąc jak szewc. Zdzisław, który - jako mężczyzna - jest od niej większy i silniejszy, bez trudu obezwładnia swoją napastniczkę. Chociaż pani podpułkownik nie może już wyrządzić fizycznej krzywdy Baumfeldowi, nadal obrzuca go nieprzystojnymi epitetami.


WALDEBERT WERFELBERG (despotycznie, gniewnie):

Podporuczniku Baumfeld, zostawcie towarzyszkę Kalinowską-Wójcik, bo zaraz ja wam wkiełbolę! A przypominam, że uchodzę za jednego z najokrutniejszych UB-eków nie tylko w naszej okolicy, ale i w całej Polsce Ludowej! Dowiedzcie się z wiarygodnego źródła, co robiłem w czasie drugiej wojny światowej oraz później, podczas dwuletniej pracy w warszawskiej bezpiece! Odrąbałem palce koledze z dzieciństwa, bo konszachtował z Narodowymi Siłami Zbrojnymi! Z tego samego powodu zgwałciłem osiemnastoletnią dziewczynę i przebiłem jej oczy gwoździami!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK:

Fakt! A trzy lata temu pułkownik Werfelberg utopił w beczce własne dziecko, ponieważ urodziło się z mongolizmem!


WALDEBERT WERFELBERG (zawstydzony, cedzi przez żeby):

Milczcie, towarzyszko! To informacja niejawna!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (pogodnie, do dyrektora Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach):

Ależ nie ma się czego wstydzić! Ja wyabortowałam troje własnych dzieci i jakoś żyję! Lubiłam patrzeć na powyrywane, zakrwawione, jeszcze się poruszające kończyny bachorów i ich miniaturowe flaki wystające z porozrywanych brzuchów! Maria Lolita, kochanka Baumfelda, brzydziła się kiedyś aborcją, ale potem zrozumiała, iż każda kobieta ma prawo do upajania się takimi widokami! Rozsądna dziewucha, nie ma co!


WALDEBERT WERFELBERG (tracąc cierpliwość, do 31-letniego podporucznika):

Towarzyszu Zdzisławie, jeśli nie puścicie mojej zastępczyni, to skończycie tak jak jej nienarodzone dzieci! Przysięgam, że nie będzie mi was żal, bo faktycznie jesteście zbędni w Urzędzie Bezpieczeństwa! Kiedyś uważałem was za kompetentnego i skutecznego funkcjonariusza, jednak dziś wiem, iż jesteście zwykłym… zwykłym… zwykłym ziarenkowcem!


Zdzisław Baumfeld puszcza Mroczysławę, jednak nadal jest wściekły i patrzy z nienawiścią na pozostałych bohaterów sceny.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do dyrektora i wicedyrektorki):

Skoro nie chcecie mnie więcej widzieć w PUBP i uważacie mnie za ziarenkowca, to bardzo proszę: odchodzę z pracy! Do jutra oddam wam ten pieprzony mundur i cały sprzęt służbowy!


WALDEBERT WERFELBERG:

Nie macie skąd odejść, bo już zostaliście zwolnieni! (Wskazując palcem na drzwi) Wynoście się, towarzyszu, albo poznacie mnie od tej strony, od której wolelibyście mnie nie znać! Obym was nigdy więcej nie zobaczył!


ZDZISŁAW BAUMFELD (podchwytując słowa Werfelberga):

“Obym was nigdy więcej nie zobaczył” - to jest życzenie śmierci!


WALDEBERT WERFELBERG:

Może być i życzenie śmierci. Wynoście się, towarzyszu Baumfeld!


ZDZISŁAW BAUMFELD (złośliwie):

Na koniec powiem, że Mroczysława Kalinowska-Wójcik jest powszechnie uważana za osobę niezrównoważoną emocjonalnie i obłąkaną. Podobno słyszano, jak zwierzała się swojemu mężowi z tego, iż została uprowadzona przez istoty z innej planety. Jej facet też zaczyna zauważać, że ożenił się z wariatką, dlatego coraz częściej można go spotkać w towarzystwie Liliozy, córki działacza partyjnego Aldhelma Szmulewicza.


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (urażona, nie dowierzając swojemu byłemu podwładnemu):

Ach, podporuczniku Baumfeld! Znowu ta napastliwość!


ZDZISŁAW BAUMFELD (anachronicznie posługując się słowami z utworu “Rain Man” Eminema):

“Uważacie mnie za napastliwego? To JA was uważam za napastliwą! Kuźwa, to ten sam wers, dopiero go użyłem…”


Waldebert Werfelberg robi bardzo groźną minę i niebezpiecznie mruży oczy.


WALDEBERT WERFELBERG (dobitnie, do Zdzisława Baumfelda, wskazując palcem na drzwi):

Won!


31-letni podporucznik wychodzi z pomieszczenia, trzaskając drzwiami tak mocno, że porcelanowa lalka w stroju ludowym spada na podłogę i się rozbija. Pułkownik Werfelberg podbiega do drzwi, otwiera je i krzyczy do oddalającego się Baumfelda.


WALDEBERT WERFELBERG (do niewidocznego już Zdzisława):

Pieniądze za tę lalkę też macie oddać, obywatelu!


ZDZISŁAW BAUMFELD (z oddali):

Pieniądze za lalkę? A może watruszki do tego?


WALDEBERT WERFELBERG:

Z serem i rodzynkami!


ZDZISŁAW BAUMFELD (z oddali):

A do popicia: kwas chlebowy!


WALDEBERT WERFELBERG (wściekle, nienawistnie):

Obyście się nim zakrztusili, towarzyszu Baumfeld!


Szef młodzianowickiego PUBP energicznie zamyka drzwi, a Mroczysława pozwala sobie usiąść z powrotem na krześle. Przez dłuższą chwilę w pomieszczeniu panuje cisza. Nagle Waldebert przypomina sobie o stłuczonej, porcelanowej lalce, która wciąż leży na podłodze.


WALDEBERT WERFELBERG (dziwnym tonem):

Towarzyszko Mroczysławo?…


Kalinowska-Wójcik, wyrwana z zadumy, spogląda na Waldeberta, ale nic nie mówi.


WALDEBERT WERFELBERG (anachronicznie parafrazując słynną wypowiedź Kamila Durczoka):

“Eeee… To dobrze, że mnie słuchacie… Kto odpowiada za to, jak tu wygląda w tym UB?”


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (w zamyśleniu):

Hmmm… Myślałam, towarzyszu, że to wy jesteście za wszystko odpowiedzialni…


WALDEBERT WERFELBERG (zirytowany, anachronicznie parafrazując słowa tego samego dziennikarza):

“Nie wkurzajcie mnie, dobrze?! Od kilku minut jest tak ukiełbolona podłoga tutaj, że tylko dlatego, że kazałem Baumfeldowi natychmiast się wynosić, nie zdąży on porozmawiać z innymi funkcjonariuszami i nie zrobi sensacji. Żeby ktoś ruszył dupsko, po prostu, i to wysprzątał!”


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (zdumiona):

Kto niby ma to wysprzątać? Ja?!


WALDEBERT WERFELBERG (znów anachronicznie parafrazuje wypowiedź Durczoka):

“Towarzyszko Mroczysławo, to nie jest coś wymyślić, dobra? Trzeba po prostu… powiedzieć Moździerzowi, że ma załatwić tak, żeby tu, kuźwa, się ktoś pojawił i to pozamiatał. Albo jakiemukolwiek innemu funkcjonariuszowi, który się poczuwa do minimum odpowiedzialności, w jakich warunkach pracuje kadra kierownicza lokalnego Urzędu Bezpieczeństwa”


Mroczysława nie odpowiada.


WALDEBERT WERFELBERG (zbierając się do wyjścia):

“Miśnieńska porcelana, czy nie wiem, co…”


Dyrektor Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach opuszcza gabinet swojej zastępczyni. Parodia znanego nagrania z Kamilem Durczokiem w roli głównej dobiega końca.


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (mając na myśli Werfelberga):

Apodyktyczny facet, jak bum cyk-cyk! Ech, chciałabym być na jego miejscu… Chciałabym być numerem jeden w młodzianowickiej bezpiece… Ale jak osiągnąć ten cel, skoro Waldebert cieszy się poparciem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i ma końskie zdrowie? Jak osiągnąć ten cel, skoro wszystko wskazuje na to, iż będzie rządził jeszcze wiele lat? (Pauza) A tak w ogóle, to czy anachroniczne parafrazowanie słów Kamila Durczoka nie pojawiło się już w “Profesorze Kuzniecowie i jego robotach” Natalii Julii Nowak?


Kobieta - świadoma, że nie otrzyma odpowiedzi na swoje retoryczne pytania - wychodzi z pomieszczenia i zamyka drzwi na klucz. W tle gra piosenka “Happy Birthday” zespołu The Birthday Massacre, która ma się nijak do tematyki “TragiFarsy 13”, ale posiada ładną melodię.



K-O-N-I-E-C

Natalia Julia Nowak,
23-24 stycznia 2011 r.

poniedziałek, 17 stycznia 2011

Pranie brudnych mózgów

Mind control - kontrola umysłu

W ciągu ostatniego miesiąca miałam okazję przeczytać wiele artykułów poświęconych problemowi kontroli umysłu - zwróciłam uwagę zarówno na opisy historycznych eksperymentów z “mind control”, jak i na teorie spiskowe dotyczące rzekomego stosowania tej metody we współczesnych czasach. Kontrola umysłu to rodzaj prania mózgu, którym interesowała się CIA w latach pięćdziesiątych i sześćdziesiątych XX wieku. Jak podaje wirtualna encyklopedia Wikipedia, w czasach zimnej wojny amerykański wywiad prowadził liczne, zazwyczaj nielegalne projekty badawcze, mające na celu wynalezienie i udoskonalenie nowych metod wpływania na ludzki umysł.


Skandal, jakiego Ameryka wcześniej nie widziała

Agenci Centralnej Agencji Wywiadowczej dążyli do tego, aby nauczyć się manipulować ludzką psychiką, zmieniać ludzkie poglądy, nawyki, cechy charakteru i temperamenty, zmuszać człowieka do wykonywania określonych czynności, a nawet wymazywać mu pamięć. Wszystkie te działania określa się mianem “projektu MK-ULTRA“, aczkolwiek zetknęłam się również z określeniem “projekt Monarch”. Eksperymenty z kontrolą umysłu zostały ujawnione w latach siedemdziesiątych XX wieku i wywołały w amerykańskim społeczeństwie ogromny szok, ponieważ prowadzono je bez zgody ofiar, często w sposób skrajnie niehumanitarny. Cała afera z MK-ULTRA zakończyła się powołaniem przez Kongres i Prezydenta USA specjalnych komisji śledczych, jednak prace owych komisji były trudne, gdyż agenci Centralnej Agencji Wywiadowczej zniszczyli znaczną część dokumentów dotyczących kontroli umysłu.


Odpowiedź kapitalistycznego świata na komunistyczne pranie mózgu

Czynnikami, które zainspirowały CIA do rozpoczęcia projektu MK-ULTRA, były udokumentowane przypadki stosowania prania mózgu - także wobec obywateli amerykańskich - w krajach totalitarnych, np. Korei Północnej, Chinach, ZSRR (od siebie mogę dodać, że w Polsce znamiona prania mózgu posiadały poczynania Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego). Pranie mózgu polega na złamaniu charakteru konkretnej osoby i nadaniu jej nowej osobowości, takiej, która będzie spełniać oczekiwania “treserów”, najczęściej powiązanych z grupą trzymającą władzę. Łamanie charakteru jest procesem niewdzięcznym i czasochłonnym. Aby osiągnąć cel, odizolowuje się jednostkę od społeczeństwa, poddaje ją długotrwałym torturom i równie długotrwałej indoktrynacji, niekiedy wspomaganej hipnozą, elektrowstrząsami, narkotykami, lekami psychotropowymi i innymi “wynalazkami” mającymi wpływ na pracę człowieczego mózgu. Kiedy ludzka istota zostaje psychicznie zniszczona, “wychowuje” się ją od nowa, w wyniku czego staje się ona zupełnie inną osobą, zazwyczaj uległą i lojalną wobec swoich “wychowawców”. Ta niecna procedura została dokładnie opisana w powieści “Rok 1984” George’a Orwella. Autor określił ją mianem “reedukacji”, jako że w jego czasach nie używano jeszcze związku frazeologicznego “pranie mózgu”. Warto też sobie przypomnieć książkę opartą na faktach, “Inny świat” Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, zawierającą wstrząsające opisy “zmieniania” ludzi przez sowieckie NKWD (m.in. fragment o mężczyźnie, któremu wmawiano, iż zabił Stalina i który ostatecznie uwierzył w swoją wirtualną zbrodnię).


Film popularnonaukowy o kontroli umysłu i jej ofiarach

W serwisie YouTube.com można znaleźć film dokumentalny pt. “Teorie spiskowe. CIA i kontrola umysłu” pochodzący ze stacji telewizyjnej Discovery World. Opowiada on o tym, w jaki sposób Centralna Agencja Wywiadowcza i znajdujący się na jej usługach naukowcy prowadzili badania nad “mind control”. W filmie można zobaczyć między innymi kobietę, która twierdzi, że w okresie zimnej wojny trafiła do szpitala psychiatrycznego i została tam poddana wiadomym eksperymentom. Podobno poddano ją “stu dziewięciu zabiegom elektrowstrząsowym w ciągu niespełna pięciu tygodni”, w wyniku czego całkowicie straciła pamięć i otrzymała od swoich oprawców nową osobowość. Najwięcej uwagi poświęcono jednak Sirhanowi Bisharze Sirhanowi - człowiekowi, który w 1968 roku zastrzelił senatora Roberta Kennedy’ego, a który najprawdopodobniej popełnił zbrodnię pod wpływem hipnozy. Wprawdzie sąd nie uwierzył w teorię o zahipnotyzowaniu Sirhana, jednak wielu specjalistów (w tym psychiatrzy) do dziś upiera się przy opinii, iż Sirhan Bishara Sirhan działał w sposób nieświadomy i bezwolny.


Budzenie “alter persony” za pomocą “triggerów”

Ze źródeł mniej wiarygodnych, takich jak strona VigilantCitizen.com, dowiedziałam się, że projekt Monarch (MK-ULTRA) nie był tradycyjnym praniem mózgu, aczkolwiek miał z nim bardzo dużo wspólnego. W owym projekcie chodziło ponoć o to, aby wywołać u ludzkiej istoty chorobę psychiczną - rozdwojenie jaźni, zaburzenie dysocjacyjne, czyli osobowość wieloraką. Ta druga, sztucznie wykreowana osobowość, określana za pomocą frazeologizmu “alter persona”, miała być budzona za pomocą indukcji hipnotycznej, a więc jakiegoś sygnału, hasła lub symbolu wprowadzającego człowieka w trans. Takimi sygnałami, czyli triggerami, miały zaś być kwiaty, wstążki, kokardki, drzewa (zwłaszcza wierzby), roboty, potwory, postacie kosmitów, lalki, marionetki, labirynty, korytarze, zwierciadła, kabalistyczne Drzewo Życia, pajęczyny, muszle, obwody elektryczne, trąby powietrzne, zegary, klepsydry, węże, stłuczone szkło, zamki, starożytne symbole, motywy z kreskówek Disneya, “Czarnoksiężnika z Krainy Oz”, “Piotrusia Pana” i “Alicji w Krainie Czarów“ (biały królik, bajkowa kraina, świat po drugiej stronie lustra), tęcze, sowy, klucze, spirale, windy, schody, obręcze, feniksy, pętle, karuzele, a przede wszystkim motyle.


Motyl monarcha, symbol prania mózgu i MK-ULTRA

Sama nazwa projektu Monarch pochodzi od… gatunku motyla zwanego monarchem, monarchą albo danaidem wędrownym (Danaus plexippus). Wybrano tę nazwę z kilku powodów. Po pierwsze dlatego, że elektrowstrząsy stosowane w ramach kontroli umysłu sprawiają, iż człowiek czuje się przez chwilę lekki i zdolny do fruwania jak motyl. Po drugie dlatego, że motyl, podobnie jak ofiara prania mózgu, przechodzi w swoim życiu totalną transformację (larwa - poczwarka - imago). Po trzecie dlatego, iż - zdaniem wielu badaczy - motyl monarcha potrafi się uczyć, nabywać pewne nawyki, a nawet przekazywać je z pokolenia na pokolenie. Mówi się, że niektórym ofiarom kontroli umysłu tatuowano na ciele motyle, a innym kazano nosić gadżety związane z tymi zwierzętami. Moim zdaniem, uczynienie motyla symbolem prania mózgu to jak najbardziej trafny wybór. Należy jednak pamiętać, iż symbole są z reguły wieloznaczne, a motylek równie dobrze może symbolizować ludzką duszę. Tak jak motyl wydostaje się z kokonu i zaczyna latać, tak ludzka dusza - według chrześcijan - opuszcza ciało w momencie śmierci i frunie ku niebu (źródło: Cmentarium.sowa.website.pl).


Motyw kontroli umysłu w teledysku “Walking On Air”

Strona VigilantCitizen.com podaje, że istnieje wiele teledysków, których fabuła lub symbolika nawiązuje do problemu prania mózgu i projektu MK-ULTRA. Jednym z nich jest ponoć video clip “Walking On Air” (“Spacer w powietrzu”) estońskiej piosenkarki Kerli. Artystka gra w nim dziewczynę, która otrzymuje od tajemniczego starca lalkę, będącą jej sobowtórem. Następnie bohaterka wchodzi do zaczarowanego, surrealistycznego domu, w którym piekarnik jest zimny i oblodzony, w lodówce płonie ogień, telewizor ogląda widza, okna pełnią funkcję ściany, a ściana - funkcję okna (Uwaga! W psychoanalizie Freuda dom symbolizuje ludzką osobowość, więc możemy domniemywać, iż w teledysku “Walking On Air” chodzi o umysł głównej bohaterki i jej niezdrową, wywróconą do góry nogami psychikę!). W jednej ze scen widzimy, jak dziewczyna grana przez Kerli leży na niewygodnym, kamiennym łóżku i płacze, a jej łzy zamieniają się w elektryczne motyle (postać śpiewa przy tym “Czuję się, jakbym spacerowała w powietrzu“, co przypomina wrażenia towarzyszące elektrowstrząsom). Obok łóżka znajduje się coś na kształt ścianki ozdobionej motylimi motywami, a do tej ścianki jest przytwierdzone lustro. W pewnym momencie główna bohaterka spogląda w lustro i widzi siebie jako przerażoną, zrozpaczoną marionetkę poruszaną przez kobietę-manekina. Co ciekawe, ta kobieta-manekin ma na ramiączku od sukienki symbol motyla. Jak widać, “Walking On Air” zawiera sporo triggerów. Wśród nich są jeszcze: zegary, kwiaty, hipnotyzujący, obracający się pokój, wstążki, kokardki, drzewa, drabiny (substytuty schodów). Wiele osób zwraca uwagę na fakt, iż w kilku pomieszczeniach przedstawionego w teledysku domu pojawia się biało-czarna podłoga (czasem jest to klasyczna podłoga-szachownica). Taka podłoga to tradycyjny element loży masońskiej.


Inne teledyski nawiązujące do MK-ULTRA

Na forum VigilantCitizen (vigilantcitizen.com/boards) ktoś zasugerował, że do problemu kontroli umysłu nawiązuje również teledysk “In The Dark” (“W ciemności”) kanadyjskiej grupy The Birthday Massacre. Rzeczywiście: w video clipie można znaleźć wiele triggerów, takich jak spirale, zegary, drzewa, klucz, maska, biały królik, lustro i świat po jego drugiej stronie. Są też elementy znane z teledysku “Walking On Air” Kerli: lalka i telewizor. Filmik “Walking On Air” opiera się na bardzo wzruszającym scenariuszu, w którym główna bohaterka, grana przez wokalistkę Chibi, lituje się nad ofiarą kontroli umysłu, próbuje jej pomóc, jakoś do niej dotrzeć (piękny motyw “klucza do serca”). Postać, którą spotyka Chibi, ma zamiast twarzy trupiobladą maskę i wygląda jak wrak człowieka. Szyja tej osoby jest poraniona, ręce owinięte bandażami, a paznokcie - powyrywane. W pewnym momencie postać zaczyna krwawić, co można potraktować jako symbol rozdrapywania starych ran, cierpienia wywołanego rozmową (skądinąd życzliwą) na temat traumatycznych przeżyć. Później widzimy, jak Chibi i ofiara MK-ULTRA zostają w magiczny sposób związane zakrwawionymi bandażami - w taki sposób, iż zaczynają przypominać marionetki. Bardzo ciekawy jest początek teledysku, w którym widzimy hipnotyzującą, obracającą się spiralę, pląsające oczy oraz krwawiące usta. Te elementy jednoznacznie kojarzą się z brutalnym praniem mózgu. Uwaga! Nawiązania do kontroli umysłu znaleziono także w video clipie “Blue” The Birthday Massacre, w którym pojawiają się następujące triggery: biały królik, labirynt, korytarz, lustra, drzwi, maski, lalki poruszające się jak roboty (które w rzeczywistości są zdehumanizowanymi ludźmi, zaprogramowanymi mordercami w stylu Sirhana Bishary Sirhana. Kiedy główna bohaterka zabija jedną z tych lalek, sama przestaje być człowiekiem, jej psychika zostaje kompletnie rozbita).


Zakończenie

Niektórzy twierdzą, że samo patrzenie na teledyski nawiązujące do kontroli umysłu może mieć destrukcyjny wpływ na ludzką psychikę. Podobno triggery, kojarzące się nieco z symbolami freudowskimi, naprawdę mogą oddziaływać na naszą podświadomość (gdyby było inaczej, osoby eksperymentujące z kontrolą umysłu po prostu by ich nie używały). Istnieje pogląd, według którego triggery mogą być pomocne w manipulowaniu opinią publiczną, dlatego należy uważać na zawierające je reklamy i materiały propagandowe. Jest też teoria, która mówi, że powszechność triggerów i motywu prania mózgu w popkulturze to zaplanowana akcja, mająca na celu ogłupienie społeczeństwa oraz uczynienie go bardziej podatnym na manipulację i sugestię. Czy tak jest w rzeczywistości? Można by o tym długo dyskutować.


Natalia Julia Nowak,
17 stycznia 2011 roku

czwartek, 6 stycznia 2011

Wyzwolona niegodziwość

Wstęp

W niniejszym artykule zajmiemy się czymś, co często bywa nazywane “ciemną stroną ludzkiej osobowości” - złem, które drzemie w każdym człowieku i czeka na odpowiedni moment, by zaatakować. Czy skłonność do zła towarzyszy ludzkiej istocie od samego początku, czy też pojawia się w jego sercu na skutek negatywnych doświadczeń życiowych? A jak to jest z jej przeciwieństwem, czyli ze skłonnością do dobra? Czy to możliwe, iż sumienie (zdolność odróżniania dobra od zła) jest czymś sztucznym i sprzecznym z człowieczą naturą? Pozwólcie, że przedstawię Wam mój punkt widzenia!


Zło manifestuje się często, ale nie w pełni

Istota ludzka zawiera w sobie ogromne pokłady zła, których jest więcej niż dobra, a które na co dzień ujawniają się w bardzo niewielkim, ledwo zauważalnym stopniu. Niegodziwość, którą w sobie nosimy, nie lubi się demaskować w pełni, gdy nie ma ku temu wyraźnych powodów. Lubi za to subtelnie sygnalizować swoją obecność, co przejawia się lekkimi, powszednimi występkami, takimi jak złośliwości, uszczypliwości, wybuchy gniewu, drobne oszustwa i kłamstewka. Aby ludzkie zło mogło się wyzwolić i ukazać w całej okazałości, muszą zostać stworzone odpowiednie warunki. Wojna, obóz pracy, patologiczne środowisko - to tylko niektóre z czynników, które sprzyjają pełnemu objawieniu się człowieczej podłości.


Druga wojna światowa, czyli wyszło szydło z worka!

W czasie wojny, w obozie pracy i w patologicznym środowisku istota ludzka odsłania swoje prawdziwe “ja”. Porzuca maskę aniołka, “wypina się” na swoje ukształtowane w procesie socjalizacji superego i pokazuje, jaka naprawdę jest. Niejednokrotnie robi to pod wpływem cierpienia fizycznego lub psychicznego, udowadniając, iż frazes “cierpienie uszlachetnia” ma się nijak do rzeczywistości (o instynkcie samozachowawczym i dążeniu do uratowania siebie kosztem bezpieczeństwa innych osób nawet nie wspomnę). Czytaliście co nieco na temat drugiej wojny światowej? Jeśli tak, to pewnie zszokowało was, że zwykli ludzie, którzy przed wojną zachowywali się zupełnie normalnie i żyli tak jak my, po 1 września 1939 roku stali się zdolni do zbrodni, zdrady, nieuczciwości, relatywizmu moralnego itp. Myślicie, drodzy Czytelnicy, iż na skutek wojennej zawieruchy ludzie się zmienili? Ja Wam mówię, że się nie zmienili. Oni po prostu pokazali swoje prawdziwe oblicza, tzn. stali się naturalni i szczerzy do bólu. Jak pod wpływem alkoholu, rozumiecie?


Dlaczego brakuje patriotów i nacjonalistów?

Oczywiście, w czasie drugiej wojny światowej trafiały się jednostki postępujące w sposób szlachetny, miłosierny, prawy i sprawiedliwy, ale było ich stosunkowo niewiele i miały one niewielkie szanse na przeżycie. Wiele z nich zginęło przed zakończeniem działań zbrojnych, inne zostały zamordowane po wojnie przez Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (no i znaleźliśmy odpowiedź na pytanie, dlaczego we współczesnej Polsce prawie wcale nie ma patriotów oraz - tym bardziej - nacjonalistów!). Jaki z tego morał? Taki, że zło wygrało z dobrem. A dlaczego? Nie wiem, dlaczego.


Rozum ojcem sumienia

Może dlatego, że zło jest silniejsze od dobra, może dlatego, że niegodziwości jest więcej niż szlachetności, a może po prostu dlatego, że ludzie odkrywający w pełni swoją podłość mają więcej szczęścia niż rozumu. Gwoli wyjaśnienia: rozum to właśnie ta rzecz, która tworzy i uzasadnia normy moralne, a w konsekwencji umożliwia trzymanie na wodzy naturalnych, złych, ludzkich instynktów. Rozum, chcąc zneutralizować zawarte w człowieku pokłady zła, “wynalazł” etykę oraz przyczynił się do wytworzenia w ludzkiej osobowości nowego elementu: superego. Niestety, superego, jako twór sztuczny i nabyty w procesie socjalizacji, jest nietrwałe, o czym była już mowa w niniejszym artykule.


Kat i niegodziwiec jako “człowiek wyzwolony”

Poczucie moralności, egzystujące w naszej psychice jako superego, to rzecz nienaturalna i wyuczona, natomiast drzemiące w nas pokłady zła (być może tożsame z id) są jak najbardziej naturalne i wrodzone. Łatwiej pozbyć się tego, co nabyliśmy w trakcie życia na Ziemi niż tego, co jest wpisane w naszą naturę od początku naszego istnienia. Kim więc jest osoba zła, a kim dobra? Ta pierwsza jest człowiekiem wyzwolonym, który uwolnił swoje naturalne, złe instynkty i postanowił żyć zgodnie z ich wymaganiami. Ta druga jest człowiekiem “zrobionym”, “zaprogramowanym”, “wytresowanym”, który postawił na sztuczne, wynalezione przez rozum normy moralne. Smutne, ale prawdziwe.


Bestia w człowieku

Czy znacie taki cytat: “Nie budźcie bestii w człowieku, raz obudzona nie cofnie się przed niczym”? Zazwyczaj używa się go podczas rozmów o nazistowskich obozach koncentracyjnych. Wiecie, co najbardziej uderza mnie w tym powiedzeniu? To, że zakłada ono, iż każdy lub prawie każdy człowiek nosi w sobie bestię, czyli ogromne, niszczycielskie, nieposkromione zło, które tylko czeka na to, aby stworzyć mu warunki do objawienia się w pełni. Jeśli każda lub prawie każda ludzka istota jest uśpioną bestią, to znaczy, iż my też nią jesteśmy. Często zastanawiam się, jak by to było, gdybym ja sama została przeniesiona do rzeczywistości wojennej, umieszczona w lagrze/łagrze albo w innym zdegenerowanym otoczeniu. Czy pozwoliłabym, aby zawarte we mnie pokłady zła zaprezentowały się w całej okazałości? A jeśli tak, to na czym by to polegało?


O tym, jak Internet wyzwolił chamiznę

Oczywiście, ciemna strona człowieka może się zdemaskować nie tylko w czasie wojny, obozie pracy czy patologicznym środowisku. Dla człowieczej niegodziwości polem do popisu może być również coś bardziej powszedniego, np. Internet. Zauważcie, że kiedy pojawiła się możliwość łatwego, darmowego i anonimowego przemawiania do szerokiego grona odbiorców, ludzkie grubiaństwo (żeby nie powiedzieć: chamstwo) objawiło się w całej okazałości. Twórcy Internetu przez przypadek stworzyli grubiaństwu (chamstwu) warunki do pełnego wyzwolenia się. Mówiąc słowami pewnej kontrowersyjnej egzorcystki i uzdrowicielki, która wypowiedziała się na temat trolli internetowych: “Pod przykrywką komputera pokazują swoje najciemniejsze cechy”. Nie lubię tej pani i nie zgadzam się z większością jej poglądów, jednak uważam, iż to jej stwierdzenie jest jak najbardziej trafne.


“Tak bym chciała okrutnicą być…”

Jestem osobą, u której superego, czyli sumienie, poczucie moralności, wrażliwość na dobro i zło, rozwinęło się bardzo silnie. Często myślę o osobach, które są w jakiś sposób dręczone, prześladowane, mordowane i niszczone, a także przeżywam dyskomfort, ponieważ nie mogę im w żaden sposób pomóc. Ta cecha niezwykle utrudnia mi życie, gdyż odbiera mi radość egzystencji i wypełnia mnie przykrym uczuciem frustracji. Ponadto czyni mnie słabą i sprawia, że nie mam szans w konfrontacji z osobami, które - ze względu na posiadanie osłabionego superego - nie mają praktycznie żadnych skrupułów. Marzę o tym, żeby pozbyć się tej przywary. Chciałabym, aby zanikła we mnie zdolność do współczucia oraz niechęć do szeroko pojętego zła. Gdybym była zimna i nieczuła, nie przeszkadzałoby mi, że na całym świecie miliony niewinnych, nienarodzonych dzieci są rozrywane na strzępy. Nie widziałbym nic złego w tym, iż bezbronnym istotkom obcina się rączki i nóżki, wyrywa główki, rozszarpuje brzuszki i wyjmuje metalowymi szczypcami narządy wewnętrzne. Chciałabym się znieczulić na ludzką krzywdę, być zupełnie obojętną na cudze cierpienie. Gdybym osiągnęła ten ideał, mogłabym wreszcie się zrelaksować. Ludzie wyzwoleni, czyli postępujący zgodnie ze swoimi naturalnymi, złymi instynktami, w ogóle mają w życiu lepiej, ponieważ brną przed siebie jak lodołamacze, dążą po trupach do celu i na nic się nie oglądają. No, ale to taka dygresja, dodatek do niniejszego artykułu.


Zakończenie

Jak już ustaliliśmy, człowiek jest istotą złą i trzeba się z tym pogodzić. Okrucieństwo, zdradliwość i skłonność do szkodzenia innym leżą w ludzkiej naturze, a przecież nie da się pokonać tego, co stworzyła sama Mateczka Ziemia. Paradoksalnie, “bycie ludzkim” nie oznacza dobrego postępowania i okazywania bliźnim miłosierdzia, tylko coś zupełnie przeciwnego. Człowiek posiada jednak coś, co odróżnia go od zwierzęcia: rozum, dzięki któremu może częściowo hamować swoje naturalne, mroczne instynkty. Bo to właśnie rozum, dziecko dobrze rozwiniętego mózgowia, wymyślił wszelkiego typu normy (moralne, obyczajowe, prawne i religijne).


Natalia Julia Nowak,
6 stycznia 2011 roku