Nie zwiastować, lecz zapobiegać
Tytuł niniejszego artykułu
(“Rozróba wisi w powietrzu”) brzmi skrajnie pesymistycznie, żeby nie powiedzieć:
kasandrycznie. Wbrew pozorom, nie piszę tego tekstu po to, aby przekonać Polaków
o nieuchronności zadymy 11 listopada 2012 r., tylko po to, aby tej zadymie
zapobiec. Wszyscy pamiętamy, co się wydarzyło w ubiegłym roku oraz dwa lata
temu. Każdy z nas wie, do czego doprowadziła konfrontacja dwóch przeciwstawnych
sił politycznych, które wyszły wówczas na ulice, by zaprezentować światu swoje
wartości i przekonania.
Narodowa prawica, będąca matką Marszu
Niepodległości, uczyniła listopadowe święto okazją do zamanifestowania uczuć
patriotycznych. Postępowa lewica, skupiona wokół Porozumienia 11 Listopada,
zorganizowała zaś blokadę MN. Zrobiła to nie tyle w celu potępienia patriotyzmu,
ile dla wyrażenia sprzeciwu wobec działalności narodowych radykałów, tak licznie
uczestniczących w warszawskim pochodzie. Marsz Niepodległości i jego blokada
przywodziły na myśl dwie wrogie armie znajdujące się w tym samym miejscu i w tym
samym czasie.
Szkody i krzywdy
Nikt nie był zaskoczony
faktem, że podczas spotkania narodowych prawicowców z postępowymi lewicowcami
obu stronom puszczały nerwy. Zaskakujący był za to ogrom szkód i krzywd, który
stanowił materializację negatywnych emocji, towarzyszących skłóconym opcjom
światopoglądowym. Wyzwiska i rękoczyny, wybuchy gniewu i okrzyki bólu - te
dantejskie sceny sprawiały, że miasto Warsa i Sawy przypominało piekło na ziemi.
W 2010 roku grupa lewicowców przebrała się za więźniów KL Auschwitz, żeby
uświadomić Polakom, czym grozi szowinizm, rasizm, etnocentryzm i
ksenofobia.
Prawicowcy poczuli się wówczas zranieni i zniesławieni,
albowiem narodowcy również walczyli z hitlerowskim najeźdźcą i byli zamykani w
obozach koncentracyjnych (Jan Mosdorf, ideolog Obozu Narodowo-Radykalnego “ABC”,
trafił do lagru w Oświęcimiu. Został tam zamordowany, bo - wbrew zakazowi
nazistów - pomagał jeńcom narodowości żydowskiej). W 2011 roku doszło do
totalnej, ulicznej bitwy, której symbolem stało się nagranie video,
przedstawiające podpalony wóz transmisyjny TVN-u. Dużo złego uczynili polscy
kibole, a także działacze niemieckiej antify, których ktoś sprowadził do Polski
jak Konrad Mazowiecki Krzyżaków.
Każdy inny, wszyscy
Polacy
11. 11. 11. był dniem porażki narodowej. Zaprzeczeniem tego
wszystkiego, co oznacza Święto Niepodległości, czyli najważniejszy dzień w
polskim kalendarzu. 11 listopada, rocznica zmartwychwstania wolnej
Rzeczypospolitej, to data radosna i optymistyczna. Omawiane święto istnieje po
to, żeby Polacy mogli wspólnie wspominać sukces, który udało się osiągnąć w roku
1918. Odzyskanie niepodległości było dziełem osób o najrozmaitszych poglądach
politycznych: od lewicowców (Józef Piłsudski, Ignacy Daszyński), przez
centrowców (Wincenty Witos, Wojciech Korfanty), aż po prawicowców (Roman
Dmowski, Władysław Grabski).
Na początku XX wieku Polacy, mimo różnic
światopoglądowych i konfliktów personalnych, potrafili dążyć do wspólnego celu.
Socjaliści szli ramię w ramię z narodowcami, ludowcy i chadecy kroczyli tą samą
ścieżką. Wszyscy wiedzieli, że chociaż snują różne wizje państwa i
społeczeństwa, to stanowią jedność - organizm narodowy, w którym pojedyncze
komórki budują nierozerwalną całość. Każdy inny, wszyscy Polacy. Zróżnicowani,
nierzadko rywalizujący ze sobą, ale połączeni biało-czerwoną nicią polskości.
Czy nasz Naród jeszcze pamięta, że jest wielką rodziną, której należy się pokój
i wewnętrzna harmonia?
Świecka wigilia
Święto
Niepodległości powinno być dniem narodowego pojednania. Czymś w rodzaju
świeckiej, patriotycznej wigilii, podczas której Polacy zapominają o podziałach
oraz przebaczają sobie kłótnie i nieporozumienia, do których dochodziło przez
ostatnie 12 miesięcy. Rocznica odzyskania wolności winna być czasem magicznym, w
którym wszyscy mówią ludzkim głosem, a nie językiem nienawiści. Przedstawiciele
różnych grup społecznych, związków wyznaniowych, partii politycznych i opcji
światopoglądowych powinni zasiadać przy wspólnym (najlepiej okrągłym) stole, aby
w pogodnej, świątecznej atmosferze rozmawiać o tym, co ich łączy i stawia pod
jednym sztandarem.
Tego dnia winny gasnąć spory o Smoleńsk, o aborcję, o
sztuczne zapłodnienia, o krzyż w sali sejmowej, o status ziemi śląskiej i o inne
nierozstrzygnięte kwestie. Z polskiego słownika powinny znikać wyrazy takie, jak
“faszyści”, “mohery”, “katole”, “oszołomy”, “pedały”, “zboczeńcy”, “komuchy” czy
“lemingi“. Nikt nie powinien być wyśmiewany, dyskryminowany, demonizowany ani
obrzucany bezpodstawnymi oskarżeniami. Każda jednostka winna otrzymywać
życzliwość i dzielić się nią z innymi. Potrzebne jest skupienie wokół
pozytywnych wartości, a nie zjednoczenie w obliczu wspólnego wroga, bo to
ostatnie zawsze kończy się awanturami i rozłamami. 11 listopada byłby idealny,
gdyby przebiegał w miłej atmosferze, dzięki której dałoby się mówić o święcie
wszystkich Polaków.
Kochać i okazywać
dobroć
“Wszystkich”, czyli wierzących i niewierzących,
konserwatywnych i liberalnych, wolnorynkowych i etatystycznych,
nacjonalistycznych i internacjonalistycznych, tradycjonalistycznych i
reformistycznych, heteroseksualnych i homoseksualnych, aseksualnych i
panseksualnych, cispłciowych i transpłciowych, proamerykańskich i prorosyjskich,
militarystycznych i pacyfistycznych, spożywających mięso i praktykujących
weganizm, zwalczających używki i palących marihuanę. Każdy Polak, niezależnie od
jakichkolwiek czynników, powinien czuć, że Święto Niepodległości to właśnie jego
dzień.
Korwiniści winni okazywać dobroć socjaldemokratom, feministki
księżom, wyborcy Kaczyńskiego wyborcom Tuska, czytelnicy “Krytyki Politycznej”
czytelnikom “Frondy”, wojujący ateiści ortodoksyjnym muzułmanom, narodowi
radykałowie osobom LGBTQ, euroentuzjaści eurosceptykom, zwolennicy Rydzyka
zwolennikom Michnika itd. 11 listopada każdy powinien sobie uzmysławiać, że jego
przeciwnik ideologiczny to też Polak, a zatem rodzony brat, którego trzeba
bezwarunkowo miłować (nawet, jeśli czasem jest irytujący lub postępuje w
niezrozumiały sposób). W Święto Niepodległości powinno się słyszeć nie tylko
“Kocham Cię, Polsko!”, ale także “Kocham Cię, Polaku!”. Bo Ojczyzna bez Narodu
jest jak Naród bez Ojczyzny.
Polska dla (wszystkich)
Polaków!
Rodacy, sprawa jest jasna: jeśli nie staniemy się zdrową
wspólnotą, to poniesiemy klęskę. Każda grupa, dręczona wewnętrznymi niesnaskami
i antagonizmami, ulega osłabieniu i zepsuciu. Mówię tu m.in. o grupie narodowej.
To, co nas gubi, to zadufanie w sobie, przekonanie o posiadaniu “jedynej
słusznej” wizji świata, lekceważenie drugiego człowieka i zamknięcie na jego
spostrzeżenia, przemyślenia, pragnienia, potrzeby, pomysły. Myślimy wyłącznie o
sobie, względnie o swojej partii lub organizacji. Brakuje nam myślenia
narodowego, które - wykraczając poza egoizm i partykularyzm - obejmuje całą
społeczność Polaków.
Musimy postrzegać siebie w kontekście Narodu, który
składa się zarówno z ludzi podobnych do nas, jak i z osób będących naszymi
przeciwieństwami. Powinniśmy się martwić nie tylko o to, co będzie z nami i
naszą ferajną, ale również o to, co będzie z całą, wielomilionową zbiorowością
Polaków. Ważne jest też to, żebyśmy się pozbyli nawyku zawłaszczania polskości,
który jest podły i bezsensowny. Ojczyzna to dobro wspólne, a nie własność
prywatna jakiejkolwiek osoby fizycznej lub prawnej. Polska jest dla wszystkich
Polaków, nie zaś dla “krewnych i znajomych królika”.
Patriotyczna
pobudka
Wszyscy członkowie Narodu Polskiego mają równe prawo do
Polski. Ten Kraj jest - w jednakowym stopniu - własnością Przemka z ONR i
lewicującego wegetarianina Łukasza. Sedewakantysta Jerzy, buddysta Cyryl,
agrarysta Maciej i leseferysta Zbigniew są tak samo ważni jak paleolibertarianin
Grzegorz, monarchista Bartosz, antyglobalista Andrzej i syndykalista Dariusz.
Jesteśmy Narodem, zbiorem jednostek połączonych w całość, zachwycającą grafiką
złożoną z milionów kolorowych pikseli. Obudźmy się, zmieńmy kurs, a możliwe, że
w tym roku uda nam się uniknąć rozwałki z okazji Święta
Niepodległości!
Natalia Julia Nowak
(Narodowa
SocjalDemokracja)
16-19 października 2012 r.
PS.
Przypomina mi się ostatnia scena filmu “Metropolis” Fritza Langa. Dwie
skłócone klasy społeczne, Inteligenci (Umysł) i Robotnicy (Dłonie), zawierają
rozejm. Pojednanie jest niespodziewanym, szczęśliwym zakończeniem wcześniejszej
rewolucji. W ostatnim kadrze widzimy morał “Pośrednikiem między Umysłem a Dłońmi
musi być Serce”. Słowa te można sparafrazować następująco: “Pośrednikiem między
Lewicowcami a Narodowcami musi być Lewica Narodowa (Nar-SocDem)”.
piątek, 19 października 2012
środa, 3 października 2012
Daremne męczeństwo? Rozważania o "Lawie" Tadeusza Konwickiego
Artykuł napisany ze względu na zbliżającą się
trzecią rocznicę ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego
(10 października 2009 - 10 października 2012).
Połączenie eseju z recenzją filmu fabularnego
"Lawa. Opowieść o 'Dziadach' Adama Mickiewicza".
Natalia Julia Nowak
Iskra rzucona na serce
Film “Lawa” Tadeusza Konwickiego, będący swobodną adaptacją “Dziadów” Adama Mickiewicza, to prawdziwa iskra, która - rzucona na patriotyczne serce - roznieca ożywczy ogień i przywraca czucie skamieniałemu duchowi. Fabuły dzieła streszczać nie trzeba, albowiem “Dziady” są cyklem doskonale znanym i dokładnie omawianym w polskich szkołach. W niniejszym tekście skupię się więc na swoich subiektywnych wrażeniach, tym bardziej, że to emocje są w tej produkcji najważniejsze (a aktorzy, biegli w swoim fachu, potrafią przedstawiać uczucia w sposób wiarygodny i przekonujący). Postaram się pokazać, jak bardzo przemówił do mnie film, w którym abstrakcyjne byty z książek stają się postaciami z krwi i kości. Później podzielę się z Czytelnikami moimi przemyśleniami wysnutymi pod wpływem obejrzanej ekranizacji “Dziadów”.
Tertium non datur
“Lawa” - podobnie jak same “Dziady” i większość utworów romantycznych - nie jest do rozumienia, tylko do czucia i przeżywania w głębi duszy. Jeśli między człowiekiem a dziełem może powstać taka więź, jak między dwiema istotami ludzkimi, to w tym przypadku będzie ona niezbędna do pełnego odbioru przesłania. Mówiąc prostym językiem: albo się odczuje ten przekaz jako coś zbieżnego z własnym sposobem myślenia, albo będzie się patrzeć na film jak wół na malowane wrota. Tertium non datur - trzeciego wyjścia nie ma. “Lawa” jest cudowna, oryginalna i inspirująca. Ekipa filmowa wykonała swoje zadanie po mistrzowsku, co ma tym większe znaczenie, że doniosłą treść można łatwo zbezcześcić niedoskonałością formy. Słowo stało się ciałem, urok romantycznego dzieła wyszedł na światło dzienne, wyobrażenie poety przekształciło się w coś wyraźnego i namacalnego.
Płacz i zgrzytanie zębów
Podczas seansu “Lawy” doświadczałam wielu zróżnicowanych uczuć. Zdarzało się nawet, że miałam łzy w oczach. Chciało mi się płakać, kiedy oglądałam scenę, w której Jan Sobolewski opowiada o patriotach skazanych na Sybir: umęczonych, pohańbionych, a przy tym dumnych i pełnych wewnętrznej siły. Złościłam się, słuchając przedstawicieli salonu warszawskiego, wyrażających swój pogardliwy stosunek do Polski i Polaków. Nie mówmy jednak o emocjach negatywnych. Skoncentrujmy się na tym, co piękne i pozytywne. W “Lawie” urzekło mnie wiele szczegółów i niekonwencjonalnych rozwiązań zastosowanych przez reżysera. Chociażby to, że w rolę Gustawa-Konrada, będącego postacią szalenie skomplikowaną, wcielają się dwaj aktorzy. Artur Żmijewski odtwarza jasną, ludzką, ziemską stronę bohatera, a Gustaw Holoubek - ciemną, demoniczną, pozagrobową.
Niepospolitość - pierwsza klasa!
Aktor pierwszy gra Gustawa-kochanka i Konrada-więźnia. Aktor drugi gra Gustawa-upiora i Konrada-bluźniercę. W niektórych scenach, na przykład w wizji kibitek pędzących na Północ, Żmijewski i Holoubek występują na przemian. Ale to jeszcze nie koniec nowatorskich pomysłów i artystycznych prowokacji. W filmie “Lawa” Belzebub okazuje się staropolskim magnatem, Guślarz - kobietą używającą męskiego rodzaju gramatycznego, a Anioł Stróż - niewiastą z częściowo odsłoniętą piersią, lecz bez skrzydeł na barkach. Gustaw-kochanek, ukazywany w retrospekcji, bardziej interesuje się niewinną, delikatną, odzianą na biało Marylą niż trzema nagimi, pluskającymi się w wodzie pannami. Obrzęd Dziadów odbywa się na świeżym powietrzu, kruki krzyczą donośnymi, męskimi głosami, a duch Dziewczyny trzyma w rękach bukiet uschniętych kwiatów. Ciekawe, niezwykłe i skłaniające do refleksji. Wyjątkowość spojrzenia na dramaty Wieszcza robi ogromne wrażenie.
Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość
Najważniejszą innowacją, wykorzystaną przez Konwickiego w “Lawie”, jest zestawienie dziewiętnastowiecznej fabuły z obrazami współczesnego społeczeństwa i fragmentami autentycznych nagrań związanych z historią XX wieku (druga wojna światowa, PRL). Twórca filmu akcentuje w ten sposób dwie rzeczy: uniwersalizm Mickiewiczowskiej filozofii oraz analogię między walką z zaborcami a walką z ustrojem komunistycznym. Jest to zrozumiałe w kontekście faktu, że “Dziady” miały olbrzymie znaczenie dla opozycji demokratycznej, zwłaszcza w burzliwym roku 1968. Nie zapominajmy również o tym, że “Lawa” powstała w roku 1989, kiedy to system autorytarny był świeżym trupem, a obywatele spoglądali w przyszłość z nadzieją i ufnością. Bardzo to piękne, ale… czy historia opowiedziana w “Dziadach” wkrótce się nie powtórzy? Czy już niedługo nie stanie się ona naszym “tu i teraz”? Czy demony przeszłości nie powrócą, aby dręczyć nas tak, jak przed dwoma wiekami?
Likwidacja i depolonizacja
Przecież niepodległość Polski jest coraz mocniej ograniczana przez rozmaite instytucje ponadnarodowe. Politycy nie próbują już ukrywać, że ich celem jest stworzenie Imperium Europejskiego leżącego na gruzach niegdysiejszych państw narodowych. Skąd wiadomo, że lada dzień Polska nie zniknie z mapy Europy, a Naród Polski nie będzie brutalnie wynaradawiany? Pan Janusz Palikot, człowiek posiadający władzę i pieniądze, powiedział niedawno “Jestem za likwidacją wszystkich państw europejskich po to, żeby powstało jedno państwo europejskie, a nie oddzielne byty jak Niemcy, Francja, Polska” (źródło: Onet.pl). Kilka miesięcy wcześniej stwierdził “Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości” (źródło: Wprost.pl). Co by było, gdyby jego wizja wypełniła się w stu procentach? Przypuszczam, że niektórzy z nas doświadczyliby uczucia deja-vu.
Ocalić własne “ja”
Dwieście lat temu prześladowano, katowano i zabijano ludzi tylko dlatego, że chcieli zachować swoją tożsamość narodową. Jedyną winą ówczesnych męczenników było to, że pragnęli nazywać się Polakami, mówić w ojczystym języku, posiadać własny kraj oraz samodzielnie decydować o swoim losie. Ponosili dotkliwe kary za to, że dążyli do bycia sobą, czyli przedstawicielami Narodu Polskiego. Nieustannie dowiadywali się, że nie mogą być Polakami, że muszą przeistoczyć się w Rosjan/Niemców, że dziedzictwo ich przodków i sama Rzeczpospolita nie mają racji bytu. A oni chcieli po prostu istnieć i mieć “własny kąt“ w Europie. Czy to zbrodnia? Co w tym złego, że ktoś pragnie ocalić własne “ja”? Co w tym złego, że ktoś marzy o wolności, godności i właściwym traktowaniu? Co w tym złego, że ktoś chce, aby jego wspólnota narodowa miała własne państwo?
Daremne męczeństwo
Martwi mnie, że we współczesnych czasach prawie nikt nie docenia odważnych, upartych, nonkonformistycznych ludzi, którzy walczyli o nasze prawo do bycia Polakami. Czasem myślę, że krew i łzy dawnych działaczy narodowowyzwoleńczych poszły na marne. Oni byli bici, więzieni, zastraszani, pozbawiani życia, ale wierzyli, że przyszłe pokolenia docenią ich trud i poświęcenie. Dzisiejsi Polacy korzystają z przywilejów, które wywalczyli dla nich tamci bohaterowie. Mówią po polsku i nie muszą się obawiać szykan za eksponowanie symboli narodowych. Mimo to, pogarda dla Polski, polskości i suwerenności jest czymś powszechnym. Mało kto przejmuje się zacytowanymi wcześniej deklaracjami pana Palikota. Swoją drogą, dobrze, że ten jegomość jest posłem, a nie senatorem, bo miałabym makabryczne skojarzenia. Szczęście w nieszczęściu, podarunek na otarcie łez.
Wiem, co czuł Gustaw-Konrad!
Często odnoszę wrażenie, że otaczają mnie reprezentanci salonu warszawskiego: osoby zapatrzone w Europę Zachodnią, gardzące patriotyzmem, wyśmiewające ojczystą kulturę, skoncentrowane na pustej rozrywce, skłonne do współpracy z siłami ograniczającymi niezależność Rzeczypospolitej Polskiej. Mam wiele wspólnego z Gustawem-Konradem, albowiem cierpię, patrząc na powolne konanie mojej Ojczyzny. Przeżywam politykę jak coś osobistego, złoszczę się na dygnitarzy odpowiedzialnych za obecny stan rzeczy, nienawidzę własnej bezsilności oraz snuję niemożliwe do realizacji plany. Kocham Polskę ślepo, zawzięcie i bezgranicznie, wręcz fanatycznie. Gdybym mogła, podarowałabym jej wolność, potęgę, dobrobyt i nowoczesny ład. Problem w tym, że jestem zupełnie bezradna. Mogę tylko tworzyć pełne wściekłości utwory… jak mój ulubieniec, Gustaw-Konrad.
Czy to na pewno lawa?
“Lawa” Tadeusza Konwickiego wzbudziła we mnie zachwyt, ale także smutek, ponieważ przypomniała mi, że “wolność nie jest dana raz na zawsze”. A Unia Europejska już teraz jest federacją, jednak nie do końca oficjalnie (potwierdza to Minister Spraw Zagranicznych, Radosław Sikorski). Brukselscy politycy, mówiąc o Stanach Zjednoczonych Europy, mają na myśli formalne, jawne i uroczyste ogłoszenie UE państwem federacyjnym. Unia nabrała cech federacji na mocy Traktatu Lizbońskiego, który został uchwalony 13 grudnia 2007 roku, a wszedł w życie 1 grudnia 2009. W Polsce ratyfikacja TL miała miejsce 10 października 2009 r. Zważywszy na to, że tylko garstka Polaków była wówczas zbulwersowana, stwierdzam, iż słynne słowa “nasz Naród jest jak lawa” uległy dezaktualizacji. Dzisiejsi Polacy nie mają tak gorących serc jak ci z pierwszej połowy XIX wieku. Zaiste, Adam Mickiewicz w grobie się przewraca! A Gustaw-Konrad ponownie wyzywa Boga na pojedynek!
Natalia Julia Nowak,
1-3 października 2012 r.
trzecią rocznicę ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego
(10 października 2009 - 10 października 2012).
Połączenie eseju z recenzją filmu fabularnego
"Lawa. Opowieść o 'Dziadach' Adama Mickiewicza".
Natalia Julia Nowak
Iskra rzucona na serce
Film “Lawa” Tadeusza Konwickiego, będący swobodną adaptacją “Dziadów” Adama Mickiewicza, to prawdziwa iskra, która - rzucona na patriotyczne serce - roznieca ożywczy ogień i przywraca czucie skamieniałemu duchowi. Fabuły dzieła streszczać nie trzeba, albowiem “Dziady” są cyklem doskonale znanym i dokładnie omawianym w polskich szkołach. W niniejszym tekście skupię się więc na swoich subiektywnych wrażeniach, tym bardziej, że to emocje są w tej produkcji najważniejsze (a aktorzy, biegli w swoim fachu, potrafią przedstawiać uczucia w sposób wiarygodny i przekonujący). Postaram się pokazać, jak bardzo przemówił do mnie film, w którym abstrakcyjne byty z książek stają się postaciami z krwi i kości. Później podzielę się z Czytelnikami moimi przemyśleniami wysnutymi pod wpływem obejrzanej ekranizacji “Dziadów”.
Tertium non datur
“Lawa” - podobnie jak same “Dziady” i większość utworów romantycznych - nie jest do rozumienia, tylko do czucia i przeżywania w głębi duszy. Jeśli między człowiekiem a dziełem może powstać taka więź, jak między dwiema istotami ludzkimi, to w tym przypadku będzie ona niezbędna do pełnego odbioru przesłania. Mówiąc prostym językiem: albo się odczuje ten przekaz jako coś zbieżnego z własnym sposobem myślenia, albo będzie się patrzeć na film jak wół na malowane wrota. Tertium non datur - trzeciego wyjścia nie ma. “Lawa” jest cudowna, oryginalna i inspirująca. Ekipa filmowa wykonała swoje zadanie po mistrzowsku, co ma tym większe znaczenie, że doniosłą treść można łatwo zbezcześcić niedoskonałością formy. Słowo stało się ciałem, urok romantycznego dzieła wyszedł na światło dzienne, wyobrażenie poety przekształciło się w coś wyraźnego i namacalnego.
Płacz i zgrzytanie zębów
Podczas seansu “Lawy” doświadczałam wielu zróżnicowanych uczuć. Zdarzało się nawet, że miałam łzy w oczach. Chciało mi się płakać, kiedy oglądałam scenę, w której Jan Sobolewski opowiada o patriotach skazanych na Sybir: umęczonych, pohańbionych, a przy tym dumnych i pełnych wewnętrznej siły. Złościłam się, słuchając przedstawicieli salonu warszawskiego, wyrażających swój pogardliwy stosunek do Polski i Polaków. Nie mówmy jednak o emocjach negatywnych. Skoncentrujmy się na tym, co piękne i pozytywne. W “Lawie” urzekło mnie wiele szczegółów i niekonwencjonalnych rozwiązań zastosowanych przez reżysera. Chociażby to, że w rolę Gustawa-Konrada, będącego postacią szalenie skomplikowaną, wcielają się dwaj aktorzy. Artur Żmijewski odtwarza jasną, ludzką, ziemską stronę bohatera, a Gustaw Holoubek - ciemną, demoniczną, pozagrobową.
Niepospolitość - pierwsza klasa!
Aktor pierwszy gra Gustawa-kochanka i Konrada-więźnia. Aktor drugi gra Gustawa-upiora i Konrada-bluźniercę. W niektórych scenach, na przykład w wizji kibitek pędzących na Północ, Żmijewski i Holoubek występują na przemian. Ale to jeszcze nie koniec nowatorskich pomysłów i artystycznych prowokacji. W filmie “Lawa” Belzebub okazuje się staropolskim magnatem, Guślarz - kobietą używającą męskiego rodzaju gramatycznego, a Anioł Stróż - niewiastą z częściowo odsłoniętą piersią, lecz bez skrzydeł na barkach. Gustaw-kochanek, ukazywany w retrospekcji, bardziej interesuje się niewinną, delikatną, odzianą na biało Marylą niż trzema nagimi, pluskającymi się w wodzie pannami. Obrzęd Dziadów odbywa się na świeżym powietrzu, kruki krzyczą donośnymi, męskimi głosami, a duch Dziewczyny trzyma w rękach bukiet uschniętych kwiatów. Ciekawe, niezwykłe i skłaniające do refleksji. Wyjątkowość spojrzenia na dramaty Wieszcza robi ogromne wrażenie.
Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość
Najważniejszą innowacją, wykorzystaną przez Konwickiego w “Lawie”, jest zestawienie dziewiętnastowiecznej fabuły z obrazami współczesnego społeczeństwa i fragmentami autentycznych nagrań związanych z historią XX wieku (druga wojna światowa, PRL). Twórca filmu akcentuje w ten sposób dwie rzeczy: uniwersalizm Mickiewiczowskiej filozofii oraz analogię między walką z zaborcami a walką z ustrojem komunistycznym. Jest to zrozumiałe w kontekście faktu, że “Dziady” miały olbrzymie znaczenie dla opozycji demokratycznej, zwłaszcza w burzliwym roku 1968. Nie zapominajmy również o tym, że “Lawa” powstała w roku 1989, kiedy to system autorytarny był świeżym trupem, a obywatele spoglądali w przyszłość z nadzieją i ufnością. Bardzo to piękne, ale… czy historia opowiedziana w “Dziadach” wkrótce się nie powtórzy? Czy już niedługo nie stanie się ona naszym “tu i teraz”? Czy demony przeszłości nie powrócą, aby dręczyć nas tak, jak przed dwoma wiekami?
Likwidacja i depolonizacja
Przecież niepodległość Polski jest coraz mocniej ograniczana przez rozmaite instytucje ponadnarodowe. Politycy nie próbują już ukrywać, że ich celem jest stworzenie Imperium Europejskiego leżącego na gruzach niegdysiejszych państw narodowych. Skąd wiadomo, że lada dzień Polska nie zniknie z mapy Europy, a Naród Polski nie będzie brutalnie wynaradawiany? Pan Janusz Palikot, człowiek posiadający władzę i pieniądze, powiedział niedawno “Jestem za likwidacją wszystkich państw europejskich po to, żeby powstało jedno państwo europejskie, a nie oddzielne byty jak Niemcy, Francja, Polska” (źródło: Onet.pl). Kilka miesięcy wcześniej stwierdził “Przyszedł czas, by powiedzieć Polakom, że muszą się wyrzec swojej polskości” (źródło: Wprost.pl). Co by było, gdyby jego wizja wypełniła się w stu procentach? Przypuszczam, że niektórzy z nas doświadczyliby uczucia deja-vu.
Ocalić własne “ja”
Dwieście lat temu prześladowano, katowano i zabijano ludzi tylko dlatego, że chcieli zachować swoją tożsamość narodową. Jedyną winą ówczesnych męczenników było to, że pragnęli nazywać się Polakami, mówić w ojczystym języku, posiadać własny kraj oraz samodzielnie decydować o swoim losie. Ponosili dotkliwe kary za to, że dążyli do bycia sobą, czyli przedstawicielami Narodu Polskiego. Nieustannie dowiadywali się, że nie mogą być Polakami, że muszą przeistoczyć się w Rosjan/Niemców, że dziedzictwo ich przodków i sama Rzeczpospolita nie mają racji bytu. A oni chcieli po prostu istnieć i mieć “własny kąt“ w Europie. Czy to zbrodnia? Co w tym złego, że ktoś pragnie ocalić własne “ja”? Co w tym złego, że ktoś marzy o wolności, godności i właściwym traktowaniu? Co w tym złego, że ktoś chce, aby jego wspólnota narodowa miała własne państwo?
Daremne męczeństwo
Martwi mnie, że we współczesnych czasach prawie nikt nie docenia odważnych, upartych, nonkonformistycznych ludzi, którzy walczyli o nasze prawo do bycia Polakami. Czasem myślę, że krew i łzy dawnych działaczy narodowowyzwoleńczych poszły na marne. Oni byli bici, więzieni, zastraszani, pozbawiani życia, ale wierzyli, że przyszłe pokolenia docenią ich trud i poświęcenie. Dzisiejsi Polacy korzystają z przywilejów, które wywalczyli dla nich tamci bohaterowie. Mówią po polsku i nie muszą się obawiać szykan za eksponowanie symboli narodowych. Mimo to, pogarda dla Polski, polskości i suwerenności jest czymś powszechnym. Mało kto przejmuje się zacytowanymi wcześniej deklaracjami pana Palikota. Swoją drogą, dobrze, że ten jegomość jest posłem, a nie senatorem, bo miałabym makabryczne skojarzenia. Szczęście w nieszczęściu, podarunek na otarcie łez.
Wiem, co czuł Gustaw-Konrad!
Często odnoszę wrażenie, że otaczają mnie reprezentanci salonu warszawskiego: osoby zapatrzone w Europę Zachodnią, gardzące patriotyzmem, wyśmiewające ojczystą kulturę, skoncentrowane na pustej rozrywce, skłonne do współpracy z siłami ograniczającymi niezależność Rzeczypospolitej Polskiej. Mam wiele wspólnego z Gustawem-Konradem, albowiem cierpię, patrząc na powolne konanie mojej Ojczyzny. Przeżywam politykę jak coś osobistego, złoszczę się na dygnitarzy odpowiedzialnych za obecny stan rzeczy, nienawidzę własnej bezsilności oraz snuję niemożliwe do realizacji plany. Kocham Polskę ślepo, zawzięcie i bezgranicznie, wręcz fanatycznie. Gdybym mogła, podarowałabym jej wolność, potęgę, dobrobyt i nowoczesny ład. Problem w tym, że jestem zupełnie bezradna. Mogę tylko tworzyć pełne wściekłości utwory… jak mój ulubieniec, Gustaw-Konrad.
Czy to na pewno lawa?
“Lawa” Tadeusza Konwickiego wzbudziła we mnie zachwyt, ale także smutek, ponieważ przypomniała mi, że “wolność nie jest dana raz na zawsze”. A Unia Europejska już teraz jest federacją, jednak nie do końca oficjalnie (potwierdza to Minister Spraw Zagranicznych, Radosław Sikorski). Brukselscy politycy, mówiąc o Stanach Zjednoczonych Europy, mają na myśli formalne, jawne i uroczyste ogłoszenie UE państwem federacyjnym. Unia nabrała cech federacji na mocy Traktatu Lizbońskiego, który został uchwalony 13 grudnia 2007 roku, a wszedł w życie 1 grudnia 2009. W Polsce ratyfikacja TL miała miejsce 10 października 2009 r. Zważywszy na to, że tylko garstka Polaków była wówczas zbulwersowana, stwierdzam, iż słynne słowa “nasz Naród jest jak lawa” uległy dezaktualizacji. Dzisiejsi Polacy nie mają tak gorących serc jak ci z pierwszej połowy XIX wieku. Zaiste, Adam Mickiewicz w grobie się przewraca! A Gustaw-Konrad ponownie wyzywa Boga na pojedynek!
Natalia Julia Nowak,
1-3 października 2012 r.
wtorek, 25 września 2012
Nieodkryte perły muzycznych mórz
Od Autorki
Zapraszam Czytelników do lektury mojego najnowszego artykułu, poświęconego mało znanym, ale godnym uwagi wykonawcom muzycznym. Niniejszy tekst jest następcą moich niedawnych publikacji “Usłyszeć głos patriotów”, “Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”, “Muzyka narodowa od prawa do lewa”, “Nie znałeś? Poznaj! Ciekawe polskie zespoły” i “Muzyczne oblicza słowiańskości i patriotyzmu”. Składają się na niego prezentacje dziesięciu zespołów i jednego solisty. Charakteryzowane przeze mnie formacje to Ludola, GreenWood, Black Velvet Band, Shannon, Piorun, Światogor, Krępulec, Hefeystos, Strefa Mocnych Wiatrów i Fall. Opisywany solista to Dawid Hallmann (będący także przedstawicielem innych dziedzin sztuki). Pozdrawiam i liczę na pozytywny odbiór mojego tekstu!
Ludola
Neofolkowy zespół muzyczny, który powinien się spodobać amatorom piosenek żołnierskich i miłośnikom patriotycznej poezji śpiewanej. Tworzy spokojne, zazwyczaj poważne kawałki, w których główną rolę odgrywa gitara akustyczna. Teksty utworów traktują o takich sprawach, jak wojna, powstańcze życie, przywiązanie do ojczystej ziemi czy szacunek do poległych żołnierzy. Muzyka grupy nierzadko stanowi ilustrację do wierszy dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych polskich poetów: Marii Konopnickiej, Teofila Lenartowicza, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Twórcy projektu przedstawiają się publiczności jako “ułani z fantazją i wiejskie dziewoje”. Posługując się nazwą Ludola, nawiązują zaś do niemego kowala z dramatu Stanisława Szukalskiego.
Jedną z najlepszych piosenek, nagranych przez uczestników przedsięwzięcia, jest “Dusza Powstańca” (trzeba przyznać, że jej melodia przypomina numer “Honor Legionisty” Horytnicy!). Znakomicie brzmi również kawałek “Gdy Janeczek z wojenki wróci”, który na oficjalnej stronie formacji został zdefiniowany jako “ułańska wersja znanego amerykańskiego utworu, będącego amerykańską wersją znanego irlandzkiego utworu”. Innymi piosenkami, godnymi posłuchania, są “Na Lipę Słowiańską” i “Elegia… (O Chłopcu Polskim)”. Jak nietrudno się domyślić, zawierają one teksty wspomnianych wcześniej autorów - Lenartowicza i Baczyńskiego. Ludola to idealna propozycja dla tych melomanów, którym bliski jest nie tylko podziw dla bohaterskich wojaków, ale także sentyment do słowiańskości. Wypada znać. Nie wypada lekceważyć.
GreenWood
Wolińska kapela, grająca muzykę inspirowaną celtyckim, a właściwie irlandzkim folklorem. Według polskojęzycznej Wikipedii, nazwa zespołu (Zielony Las) nawiązuje do wyspy Wolin, ponieważ dawni Słowianie używali wyrazu “wola” w odniesieniu do lasu. Wymieszanie motywów celtyckich ze słowiańskimi jest widoczne również w tekstach utworów. GreenWood nie waha się bowiem łączyć cudzoziemskich rytmów ze słowami poświęconymi rodzimej historii (“Kołysanka Piastowska”) i mitologii (“Legenda o Smoku Wawelskim”). Czasem grupa inspiruje się twórczością angielskiego pisarza Johna Ronalda Reuela Tolkiena (“Pieśń o Nimrodel” to hymn na cześć żeńskiego elfa z “Władcy Pierścieni”).
Formacja, założona w 2003 roku, doczekała się licznych i znaczących sukcesów: od pozytywnego komentarza na antenie radiowej Trójki, przez występy poza granicami Polski, aż po publikację “Ballady o Czarnej Śmierci” w pewnym gimnazjalnym podręczniku. GreenWood to niewątpliwie utalentowana kapela, którą powinni się zainteresować osłuchani wielbiciele folkowych brzmień. Ale nie tylko oni. Zespół, o którym mowa, może się spodobać wszystkim fanom melodyjnej muzyki. Piosenki Zielonego Lasu są lekkie, pogodne i znakomicie skomponowane, zatem mają szansę podbić serca słuchaczy o wysublimowanych gustach. Czy Czytelnicy niniejszego artykułu znajdą się w ich gronie? Pożyjemy, zobaczymy!
Black Velvet Band
Kolejna, po GreenWood, polska grupa rozmiłowana w klimatach celtyckich. Tej lubelskiej formacji, funkcjonującej od 2008 roku, nie należy mylić z nowozelandzką kapelą The Black Velvet Band, która również sięga po tradycyjne celtyckie dźwięki. Marcin, muzyk zespołu BVB, zapewnia, że nazwa jego grupy pochodzi od starej irlandzkiej pieśni “The Black Velvet Band” (źródło: wywiad opublikowany w portalu internetowym FolkMetal.pl). BVB nagrywa kawałki cięższe i mniej optymistyczne od tych, które tworzy opisany w poprzednich akapitach Zielony Las.
Utwory formacji są melancholijne (w warstwie muzycznej) i refleksyjne (w warstwie tekstowej). Bardzo reprezentatywnymi dziełami kapeli są piosenki zatytułowane “Ze Śmiercią w Kości Gram” i “Jeszcze Raz”. Udowadniają one, że twórczość Black Velvet Band słusznie bywa nazywana “heavy folkiem”. Warto kiedyś usiąść i wsłuchać się w muzykę tego fascynującego lubelskiego zespołu. Czas, poświęcony na poznawanie jego nagrań, z pewnością nie będzie czasem straconym.
Shannon
Grupa z Olsztyna, która - podobnie jak GreenWood i BVB - wykonuje kawałki wzorowane na ludowych rytmach Celtów. W utworach Shannona nierzadko można usłyszeć poezję Roberta Burnsa, osiemnastowiecznego poety, jednego z najwybitniejszych twórców szkockich. Formacja ma na koncie wiele płyt, przy czym jedna z nich stanowi ścieżkę dźwiękową do filmu fabularnego “1409. Afera na zamku Bartenstein”. Ów film to absurdalna komedia historyczna w reżyserii Rafała Buksa i Pawła Czarzastego. Shannon nagrał także własną interpretację znanej szkockiej piosenki o weselu Mhairi/Mairi/Marie.
Na przełomie 2004 i 2005 roku kapela nawiązała bliską współpracę z Ryczącymi Dwudziestkami, czyli bytomskim zespołem wyspecjalizowanym w wykonywaniu szant. Owocem tego mariażu był projekt artystyczny o wdzięcznej nazwie Ryczące Shannon. Zaprzyjaźnione grupy wydały wspólny singiel zatytułowany “Ryczące Shannon Project”. Niestety, od tej pory przedsięwzięcie wydaje się stać w miejscu. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie ono reaktywowane. Bardziej świetlaną przyszłość można wywróżyć samemu Shannonowi, który od 2012 roku pragnie być formacją czysto folkową.
Piorun
Grupa spod znaku neofolku i ambientu. Obecnie działa w Gdańsku, chociaż wcześniej była związana z Chełmem. Utwory tej słowiańsko-pogańskiej formacji brzmią głęboko, metafizycznie, a czasem również monumentalnie i uroczyście. Dużo w nich melorecytacji oraz efektów specjalnych pobudzających człowieczą wyobraźnię. Niekiedy pojawiają się głośne okrzyki typu “Sława!”. Kapela chętnie korzysta z tradycyjnych instrumentów, które upodabniają jej muzykę do autentycznych pieśni ludowych.
Jedynym długogrającym albumem zespołu jest krążek “Stajemy Jak Ojce” z roku 2004. Oprócz niego, grupa zdołała wydać dwie EP-ki (“Wicher w Okowach Nocy”, “Goreją Wici Wojenne”) i płytę nagraną wspólnie ze Starą Pieśnią (“Z Pieśnią na Ustach… Z Mieczem W Dłoni!”). Godnymi wyróżnienia utworami Pioruna są kawałki “Nam Ojczyzny Nie Wydrzecie”, “Biały Rumak Bożyca” i “Do Boju!”. Ciekawie brzmi także “Nadbużański Świt” przywodzący na myśl jakieś radosne, pogańskie święto. Można posłuchać.
Światogor
Rodzimowiercza kapela z Koszalina istniejąca od 2003 roku. Komponowane przez nią piosenki mają charakter black/pagan metalowy, ale zawierają również elementy folkowe i różnego rodzaju urozmaicenia (tętent końskich kopyt, odgłosy bitwy, śpiew ptaków). Z autoprezentacji, opublikowanej na oficjalnej stronie zespołu, wynika, że Światogor nie zalicza się do grup szczęśliwych. Formację od samego początku prześladował pech. Nieudany debiut, utrata sali prób, problemy finansowe, brak czasu, liczne zmiany personalne, trudności ze znalezieniem wydawcy - oto kłopoty, z którymi musiała się borykać kapela. Obecnie Światogor jest zespołem mało znanym, ale posiadającym wierne grono wielbicieli. Miejmy nadzieję, że jego zła passa wkrótce się skończy i że najlepsze dopiero przed nim.
Krępulec
Grupa, której utwory noszą znamiona neofolku, martial industrialu, postindustrialu, muzyki eksperymentalnej i mrocznego ambientu. Dobra propozycja dla ludzi, którzy słuchają takich wykonawców, jak Von Thronstahl, Triarii, a nawet Death in June i NON (Boyd Rice). Dzieła z repertuaru Krępulca są ponure, surowe, hipnotyzujące, monotonne i zdolne do wprawiania odbiorców w specyficzny nastrój. Bardzo rzadko trafiają się utwory mocne, dynamiczne i energetyzujące. Muzyka formacji często jest łączona z fragmentami starych przemówień albo z tradycyjnymi pieśniami wojskowymi. Świetnym nagraniem Krępulca jest niewesoły, spokojny, wprowadzający w trans “Pogrzeb w PRL-u”. Dominuje w nim gitara akustyczna, do której czasem przyłącza się akordeon. Wspaniała kapela, ale nie na każde ucho. Projekt przeznaczony dla osób twardych, lecz niestroniących od filozofowania.
Hefeystos
Zadziwiający, niebanalny i nowatorski zespół, który działał w latach 1994-2000. Twórca romantycznych, emocjonalnych, chwytających za serce kawałków, stanowiących wymieszanie rocka awangardowego z różnymi odmianami metalu (pagan, black, gothic). Ci, którzy lubią liryczne teksty o uczuciach, patetyczną melorecytację, wzruszającą wokalizę, rzewne melodie, tragizm, teatralność i podniosłość, powinni się zapoznać z dokonaniami tej grupy. Reprezentanci subkultury gotyckiej z pewnością docenią mroczną, melodramatyczną, miłosną piosenkę “Głos z Ogrodów Niwy”, którą można postawić w jednym szeregu z “A Rose For The Dead” Theatre of Tragedy. Fani Lacrimosy i Dreams of Sanity zauważą, że w utworze “W Krainie Drzew” wokalista śpiewa niemal tak jak Tilo Wolff w końcówce “The Phantom of the Opera”. Mistrzostwo Polski! Kto nie słuchał, powinien żałować!
Strefa Mocnych Wiatrów
Warszawska formacja wykonująca nietypowy gatunek muzyczny, jakim jest maritime (morski, marynistyczny) rock. Powstała w roku 2004, ale pierwsze CD opublikowała dopiero w 2007. Teksty piosenek, granych przez Strefę, mówią o żeglarzach, o rybakach, o wikingach, o morskich bitwach, o przygodach Robinsona Crusoe etc. Utwory zespołu zawierają liczne nawiązania do mitologii nordyckiej, jednak częściej pojawiają się w nich treści chrześcijańskie w postaci odwołań do Boga, krzyża i modlitwy. Strefa Mocnych Wiatrów to grupa w pełni profesjonalna, gdyż na jej czele stoi doświadczony artysta i mecenas sztuki Dariusz “Grzywa” Wołosewicz. Twórczość SMW ma charakter rozrywkowy, jednak trzeba przyznać, że jest ona dojrzała i przemyślana. Kawałki nie są ostre ani ciężkie, zatem nadawałyby się do emisji radiowej. Krótko mówiąc: kawał porządnej muzyki!
Fall
Bardzo dobra formacja założona w 2008 roku w Olsztynie. Najczęściej jest szufladkowana jako kapela grająca depressive black metal i doom metal, chociaż na jej oficjalnym profilu w serwisie Myspace widnieje opis “Ambient/Down-tempo/Metal”. Nazwa zespołu, pochodząca z języka angielskiego, może oznaczać spadanie, opadanie, wpadanie, ale także jesień (w angielszczyźnie amerykańskiej). Długie, powolne, przytłaczające piosenki przypadną do gustu ludziom, szukającym grobowych brzmień, w których można topić smutki i niepokoje. Nie jest to jednak lek na chwilową chandrę, tylko na dotkliwą, wszechogarniającą, przedłużającą się melancholię. W tej dołującej muzyce da się wyczuć bezsilność, rezygnację, wypalenie i utratę nadziei. Osoby, które stosunkowo niedawno pokonały depresję, powinny trzymać się od niej z daleka. Po co? Żeby uniknąć nawrotu tej strasznej choroby.
Dawid Hallmann
Antykomunistyczny bard nazywający siebie m.in. “muzykiem neofolkowym“, “sługą kontrrewolucji“, “zwolennikiem krajowców wileńskich” i “pokornym uczniem Mistrza Herberta”. Jest również autorem wierszy, twórcą filmów, rzeźbiarzem, grafikiem i uczestnikiem projektu artystycznego TMA. Nagrywa poważne, akustyczne pieśni, w których dominują tematy związane z historią Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. W jego repertuarze znajdziemy utwory o powstaniu warszawskim, zbrodni katyńskiej, martyrologii Żołnierzy Wyklętych, wojnie polsko-bolszewickiej i innych istotnych wydarzeniach. Dzieła Dawida Hallmanna to zdecydowanie propozycja dla ludzi dorosłych: dojrzałych emocjonalnie, doświadczonych życiowo, posiadających odpowiednią wiedzę i rozumiejących problematykę polityczną. Twórczość mądra, ambitna i godna szacunku. Czapki z głów!
Natalia Julia Nowak,
20-25 września 2012 r.
Zapraszam Czytelników do lektury mojego najnowszego artykułu, poświęconego mało znanym, ale godnym uwagi wykonawcom muzycznym. Niniejszy tekst jest następcą moich niedawnych publikacji “Usłyszeć głos patriotów”, “Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”, “Muzyka narodowa od prawa do lewa”, “Nie znałeś? Poznaj! Ciekawe polskie zespoły” i “Muzyczne oblicza słowiańskości i patriotyzmu”. Składają się na niego prezentacje dziesięciu zespołów i jednego solisty. Charakteryzowane przeze mnie formacje to Ludola, GreenWood, Black Velvet Band, Shannon, Piorun, Światogor, Krępulec, Hefeystos, Strefa Mocnych Wiatrów i Fall. Opisywany solista to Dawid Hallmann (będący także przedstawicielem innych dziedzin sztuki). Pozdrawiam i liczę na pozytywny odbiór mojego tekstu!
Ludola
Neofolkowy zespół muzyczny, który powinien się spodobać amatorom piosenek żołnierskich i miłośnikom patriotycznej poezji śpiewanej. Tworzy spokojne, zazwyczaj poważne kawałki, w których główną rolę odgrywa gitara akustyczna. Teksty utworów traktują o takich sprawach, jak wojna, powstańcze życie, przywiązanie do ojczystej ziemi czy szacunek do poległych żołnierzy. Muzyka grupy nierzadko stanowi ilustrację do wierszy dziewiętnasto- i dwudziestowiecznych polskich poetów: Marii Konopnickiej, Teofila Lenartowicza, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego. Twórcy projektu przedstawiają się publiczności jako “ułani z fantazją i wiejskie dziewoje”. Posługując się nazwą Ludola, nawiązują zaś do niemego kowala z dramatu Stanisława Szukalskiego.
Jedną z najlepszych piosenek, nagranych przez uczestników przedsięwzięcia, jest “Dusza Powstańca” (trzeba przyznać, że jej melodia przypomina numer “Honor Legionisty” Horytnicy!). Znakomicie brzmi również kawałek “Gdy Janeczek z wojenki wróci”, który na oficjalnej stronie formacji został zdefiniowany jako “ułańska wersja znanego amerykańskiego utworu, będącego amerykańską wersją znanego irlandzkiego utworu”. Innymi piosenkami, godnymi posłuchania, są “Na Lipę Słowiańską” i “Elegia… (O Chłopcu Polskim)”. Jak nietrudno się domyślić, zawierają one teksty wspomnianych wcześniej autorów - Lenartowicza i Baczyńskiego. Ludola to idealna propozycja dla tych melomanów, którym bliski jest nie tylko podziw dla bohaterskich wojaków, ale także sentyment do słowiańskości. Wypada znać. Nie wypada lekceważyć.
GreenWood
Wolińska kapela, grająca muzykę inspirowaną celtyckim, a właściwie irlandzkim folklorem. Według polskojęzycznej Wikipedii, nazwa zespołu (Zielony Las) nawiązuje do wyspy Wolin, ponieważ dawni Słowianie używali wyrazu “wola” w odniesieniu do lasu. Wymieszanie motywów celtyckich ze słowiańskimi jest widoczne również w tekstach utworów. GreenWood nie waha się bowiem łączyć cudzoziemskich rytmów ze słowami poświęconymi rodzimej historii (“Kołysanka Piastowska”) i mitologii (“Legenda o Smoku Wawelskim”). Czasem grupa inspiruje się twórczością angielskiego pisarza Johna Ronalda Reuela Tolkiena (“Pieśń o Nimrodel” to hymn na cześć żeńskiego elfa z “Władcy Pierścieni”).
Formacja, założona w 2003 roku, doczekała się licznych i znaczących sukcesów: od pozytywnego komentarza na antenie radiowej Trójki, przez występy poza granicami Polski, aż po publikację “Ballady o Czarnej Śmierci” w pewnym gimnazjalnym podręczniku. GreenWood to niewątpliwie utalentowana kapela, którą powinni się zainteresować osłuchani wielbiciele folkowych brzmień. Ale nie tylko oni. Zespół, o którym mowa, może się spodobać wszystkim fanom melodyjnej muzyki. Piosenki Zielonego Lasu są lekkie, pogodne i znakomicie skomponowane, zatem mają szansę podbić serca słuchaczy o wysublimowanych gustach. Czy Czytelnicy niniejszego artykułu znajdą się w ich gronie? Pożyjemy, zobaczymy!
Black Velvet Band
Kolejna, po GreenWood, polska grupa rozmiłowana w klimatach celtyckich. Tej lubelskiej formacji, funkcjonującej od 2008 roku, nie należy mylić z nowozelandzką kapelą The Black Velvet Band, która również sięga po tradycyjne celtyckie dźwięki. Marcin, muzyk zespołu BVB, zapewnia, że nazwa jego grupy pochodzi od starej irlandzkiej pieśni “The Black Velvet Band” (źródło: wywiad opublikowany w portalu internetowym FolkMetal.pl). BVB nagrywa kawałki cięższe i mniej optymistyczne od tych, które tworzy opisany w poprzednich akapitach Zielony Las.
Utwory formacji są melancholijne (w warstwie muzycznej) i refleksyjne (w warstwie tekstowej). Bardzo reprezentatywnymi dziełami kapeli są piosenki zatytułowane “Ze Śmiercią w Kości Gram” i “Jeszcze Raz”. Udowadniają one, że twórczość Black Velvet Band słusznie bywa nazywana “heavy folkiem”. Warto kiedyś usiąść i wsłuchać się w muzykę tego fascynującego lubelskiego zespołu. Czas, poświęcony na poznawanie jego nagrań, z pewnością nie będzie czasem straconym.
Shannon
Grupa z Olsztyna, która - podobnie jak GreenWood i BVB - wykonuje kawałki wzorowane na ludowych rytmach Celtów. W utworach Shannona nierzadko można usłyszeć poezję Roberta Burnsa, osiemnastowiecznego poety, jednego z najwybitniejszych twórców szkockich. Formacja ma na koncie wiele płyt, przy czym jedna z nich stanowi ścieżkę dźwiękową do filmu fabularnego “1409. Afera na zamku Bartenstein”. Ów film to absurdalna komedia historyczna w reżyserii Rafała Buksa i Pawła Czarzastego. Shannon nagrał także własną interpretację znanej szkockiej piosenki o weselu Mhairi/Mairi/Marie.
Na przełomie 2004 i 2005 roku kapela nawiązała bliską współpracę z Ryczącymi Dwudziestkami, czyli bytomskim zespołem wyspecjalizowanym w wykonywaniu szant. Owocem tego mariażu był projekt artystyczny o wdzięcznej nazwie Ryczące Shannon. Zaprzyjaźnione grupy wydały wspólny singiel zatytułowany “Ryczące Shannon Project”. Niestety, od tej pory przedsięwzięcie wydaje się stać w miejscu. Nie wiadomo, czy kiedykolwiek zostanie ono reaktywowane. Bardziej świetlaną przyszłość można wywróżyć samemu Shannonowi, który od 2012 roku pragnie być formacją czysto folkową.
Piorun
Grupa spod znaku neofolku i ambientu. Obecnie działa w Gdańsku, chociaż wcześniej była związana z Chełmem. Utwory tej słowiańsko-pogańskiej formacji brzmią głęboko, metafizycznie, a czasem również monumentalnie i uroczyście. Dużo w nich melorecytacji oraz efektów specjalnych pobudzających człowieczą wyobraźnię. Niekiedy pojawiają się głośne okrzyki typu “Sława!”. Kapela chętnie korzysta z tradycyjnych instrumentów, które upodabniają jej muzykę do autentycznych pieśni ludowych.
Jedynym długogrającym albumem zespołu jest krążek “Stajemy Jak Ojce” z roku 2004. Oprócz niego, grupa zdołała wydać dwie EP-ki (“Wicher w Okowach Nocy”, “Goreją Wici Wojenne”) i płytę nagraną wspólnie ze Starą Pieśnią (“Z Pieśnią na Ustach… Z Mieczem W Dłoni!”). Godnymi wyróżnienia utworami Pioruna są kawałki “Nam Ojczyzny Nie Wydrzecie”, “Biały Rumak Bożyca” i “Do Boju!”. Ciekawie brzmi także “Nadbużański Świt” przywodzący na myśl jakieś radosne, pogańskie święto. Można posłuchać.
Światogor
Rodzimowiercza kapela z Koszalina istniejąca od 2003 roku. Komponowane przez nią piosenki mają charakter black/pagan metalowy, ale zawierają również elementy folkowe i różnego rodzaju urozmaicenia (tętent końskich kopyt, odgłosy bitwy, śpiew ptaków). Z autoprezentacji, opublikowanej na oficjalnej stronie zespołu, wynika, że Światogor nie zalicza się do grup szczęśliwych. Formację od samego początku prześladował pech. Nieudany debiut, utrata sali prób, problemy finansowe, brak czasu, liczne zmiany personalne, trudności ze znalezieniem wydawcy - oto kłopoty, z którymi musiała się borykać kapela. Obecnie Światogor jest zespołem mało znanym, ale posiadającym wierne grono wielbicieli. Miejmy nadzieję, że jego zła passa wkrótce się skończy i że najlepsze dopiero przed nim.
Krępulec
Grupa, której utwory noszą znamiona neofolku, martial industrialu, postindustrialu, muzyki eksperymentalnej i mrocznego ambientu. Dobra propozycja dla ludzi, którzy słuchają takich wykonawców, jak Von Thronstahl, Triarii, a nawet Death in June i NON (Boyd Rice). Dzieła z repertuaru Krępulca są ponure, surowe, hipnotyzujące, monotonne i zdolne do wprawiania odbiorców w specyficzny nastrój. Bardzo rzadko trafiają się utwory mocne, dynamiczne i energetyzujące. Muzyka formacji często jest łączona z fragmentami starych przemówień albo z tradycyjnymi pieśniami wojskowymi. Świetnym nagraniem Krępulca jest niewesoły, spokojny, wprowadzający w trans “Pogrzeb w PRL-u”. Dominuje w nim gitara akustyczna, do której czasem przyłącza się akordeon. Wspaniała kapela, ale nie na każde ucho. Projekt przeznaczony dla osób twardych, lecz niestroniących od filozofowania.
Hefeystos
Zadziwiający, niebanalny i nowatorski zespół, który działał w latach 1994-2000. Twórca romantycznych, emocjonalnych, chwytających za serce kawałków, stanowiących wymieszanie rocka awangardowego z różnymi odmianami metalu (pagan, black, gothic). Ci, którzy lubią liryczne teksty o uczuciach, patetyczną melorecytację, wzruszającą wokalizę, rzewne melodie, tragizm, teatralność i podniosłość, powinni się zapoznać z dokonaniami tej grupy. Reprezentanci subkultury gotyckiej z pewnością docenią mroczną, melodramatyczną, miłosną piosenkę “Głos z Ogrodów Niwy”, którą można postawić w jednym szeregu z “A Rose For The Dead” Theatre of Tragedy. Fani Lacrimosy i Dreams of Sanity zauważą, że w utworze “W Krainie Drzew” wokalista śpiewa niemal tak jak Tilo Wolff w końcówce “The Phantom of the Opera”. Mistrzostwo Polski! Kto nie słuchał, powinien żałować!
Strefa Mocnych Wiatrów
Warszawska formacja wykonująca nietypowy gatunek muzyczny, jakim jest maritime (morski, marynistyczny) rock. Powstała w roku 2004, ale pierwsze CD opublikowała dopiero w 2007. Teksty piosenek, granych przez Strefę, mówią o żeglarzach, o rybakach, o wikingach, o morskich bitwach, o przygodach Robinsona Crusoe etc. Utwory zespołu zawierają liczne nawiązania do mitologii nordyckiej, jednak częściej pojawiają się w nich treści chrześcijańskie w postaci odwołań do Boga, krzyża i modlitwy. Strefa Mocnych Wiatrów to grupa w pełni profesjonalna, gdyż na jej czele stoi doświadczony artysta i mecenas sztuki Dariusz “Grzywa” Wołosewicz. Twórczość SMW ma charakter rozrywkowy, jednak trzeba przyznać, że jest ona dojrzała i przemyślana. Kawałki nie są ostre ani ciężkie, zatem nadawałyby się do emisji radiowej. Krótko mówiąc: kawał porządnej muzyki!
Fall
Bardzo dobra formacja założona w 2008 roku w Olsztynie. Najczęściej jest szufladkowana jako kapela grająca depressive black metal i doom metal, chociaż na jej oficjalnym profilu w serwisie Myspace widnieje opis “Ambient/Down-tempo/Metal”. Nazwa zespołu, pochodząca z języka angielskiego, może oznaczać spadanie, opadanie, wpadanie, ale także jesień (w angielszczyźnie amerykańskiej). Długie, powolne, przytłaczające piosenki przypadną do gustu ludziom, szukającym grobowych brzmień, w których można topić smutki i niepokoje. Nie jest to jednak lek na chwilową chandrę, tylko na dotkliwą, wszechogarniającą, przedłużającą się melancholię. W tej dołującej muzyce da się wyczuć bezsilność, rezygnację, wypalenie i utratę nadziei. Osoby, które stosunkowo niedawno pokonały depresję, powinny trzymać się od niej z daleka. Po co? Żeby uniknąć nawrotu tej strasznej choroby.
Dawid Hallmann
Antykomunistyczny bard nazywający siebie m.in. “muzykiem neofolkowym“, “sługą kontrrewolucji“, “zwolennikiem krajowców wileńskich” i “pokornym uczniem Mistrza Herberta”. Jest również autorem wierszy, twórcą filmów, rzeźbiarzem, grafikiem i uczestnikiem projektu artystycznego TMA. Nagrywa poważne, akustyczne pieśni, w których dominują tematy związane z historią Polski i Europy Środkowo-Wschodniej. W jego repertuarze znajdziemy utwory o powstaniu warszawskim, zbrodni katyńskiej, martyrologii Żołnierzy Wyklętych, wojnie polsko-bolszewickiej i innych istotnych wydarzeniach. Dzieła Dawida Hallmanna to zdecydowanie propozycja dla ludzi dorosłych: dojrzałych emocjonalnie, doświadczonych życiowo, posiadających odpowiednią wiedzę i rozumiejących problematykę polityczną. Twórczość mądra, ambitna i godna szacunku. Czapki z głów!
Natalia Julia Nowak,
20-25 września 2012 r.
czwartek, 13 września 2012
Muzyczne oblicza słowiańskości i patriotyzmu
Tytułem wstępu
Mam zaszczyt zaprezentować Czytelnikom kolejną porcję interesujących, ale mało znanych zespołów muzycznych. Tym razem koncentruję się na formacjach manifestujących sentyment do słowiańskości, polskości albo obu tych składników narodowego “ja”. Przedstawiam grupy folk metalowe, rodzimowiercze, chrześcijańskie, panslawistyczne, patriotyczne i nacjonalistyczne. Pokazuję Odbiorcom, że do słowiańskości i polskości można podchodzić na wiele sposobów.
Mój artykuł zawiera charakterystyki dwunastu niezwykłych kapel. Chodzi o zespoły: Radogost, Nów, Pospolite Ruszenie, Leśne Licho, Slavland, Zadruga/NaRa, Blizborz, Szwadron 97, Szczerbiec, Kresowiec, Sarmatia i Prawe Skrzydło. Jeśli uznamy, że Zadruga i NaRa to dwie zupełnie różne formacje, to opisanych grup będzie aż trzynaście. Czytelnikom niniejszego tekstu mogą się także spodobać moje wcześniejsze publikacje “Muzyka narodowa od prawa do lewa” i “Nie znałeś? Poznaj! Ciekawe polskie zespoły”.
W tej pierwszej znajdują się opisy Legionu, Twierdzy, Bastionu, Fortecy, Zjednoczonego Ursynowa, LBB, Klasy Pracującej, Robotniczego Frontu i Sztormu 68. W tej drugiej można znaleźć charakterystyki m.in. Percivala Schuttenbacha, Jaru i Żywiołaka (trzech kapel odwołujących się do pogaństwa i ludowości). Korzystając z okazji, przypomnę też o moich artykułach poświęconych Horytnicy (“Usłyszeć głos patriotów”) i Irydionowi (“Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”). Na pewno warto poświęcić trochę czasu na ich lekturę.
Radogost
Jeden z najważniejszych i najlepiej grających polskich zespołów folk metalowych. Został założony w 2006 roku na Śląsku Cieszyńskim (a ściślej: w Ustroniu). Jego twórczość to głównie dynamiczne, gitarowe kawałki, choć trafiają się również utwory spokojne i nastrojowe. Formacja, jak nietrudno się domyślić, łączy nowoczesne brzmienia z dźwiękami ludowych instrumentów. Męski wokal, słyszalny w piosenkach Radogosta, to przeważnie mroczny growl. Głos żeński, odzywający się nieco rzadziej, przybiera zaś formę wokalizy lub białego śpiewu. Czasem w nagraniach Radogosta pojawia się przejmująca melorecytacja. Przykładem takiego mówionego dzieła są “Utracone Marzenia”.
Kapela doczekała się profesjonalnego teledysku wyprodukowanego przez TVP Katowice (“Pieśń o Rycerzach z Czantorii“ - 2008 rok). Wielokrotnie występowała razem z ekipą realizującą projekty Percival i Percival Schuttenbach. Jej największym sukcesem jest jednak współpraca z rosyjską Arkoną, czyli światowej sławy zespołem folk/pagan metalowym. Radogost ma na koncie trzy płyty długogrające (“Dwa Hektary Żywego Lasu”, “W Cieniu Wielkiego Dębu”, “Dark Side of the Forest“) i jedną EP-kę (“To Nie Był Wilk”). Formacja, widocznie niekomercyjna, udostępnia część swojej twórczości w Internecie. Warto korzystać z dobrodziejstwa legalnych empetrójek, za które wcale nie trzeba płacić.
Nów
Grupa tworząca ambitną, melodyjną, emocjonalną muzykę na wysokim poziomie artystycznym. Wykonywane przez nią utwory są świetnie skomponowane i nierzadko melancholijne. Ciężkie, dramatyczne, wypełnione uczuciami brzmienia mieszają się tutaj z poruszającym śpiewem dwojga wokalistów: Trivialisa i Odyleny. Mężczyzna używa czystego, dźwięcznego, tradycyjnego głosu albo ostrego, niskiego, zachrypniętego growlu. Wokal kobiety jest wysoki, słodki, delikatny, a przy tym jasny, cienki i operowy. Do tego dochodzą zgrabnie napisane, niemalże poetyckie teksty piosenek.
Jednym z najpiękniejszych kawałków zespołu jest “Sprzymierzenie” rozpoczynające się patetycznymi, pełnymi bólu i rozpaczy dźwiękami. Godną uwagi propozycją jest też “Piastun” - pieśń, w której nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Nów to formacja, którą po prostu trzeba poznać. Pozycja obowiązkowa dla miłośników romantycznego, katastroficznego, teatralnego metalu. Amatorzy gotyku i gatunków pokrewnych z pewnością znajdą tu coś dla siebie. Nie będzie im przeszkadzał fakt, że Nów to grupa z zupełnie innego podwórka muzycznego. Urzeknie ich rzewność, podniosłość i liryczność tego repertuaru.
Pospolite Ruszenie
Zespół realizujący dosyć nietypową koncepcję twórczą. Na pierwszy rzut oka, sprawia on wrażenie kolejnej rodzimowierczej formacji zafascynowanej słowiańskim folklorem i wczesnośredniowiecznym życiem. W rzeczywistości, jest to grupa stuprocentowo chrześcijańska, otwarcie odwołująca się do postaci Jezusa Chrystusa. Link do oficjalnej strony kapeli znajduje się w ekumenicznym portalu KDM - Klub Dobrej Muzyki. Pospolite Ruszenie nagrywa własne interpretacje utworów sprzed wielu wieków. Korzysta m.in. z melodii Mikołaja Gomółki i psałterza Jana Kochanowskiego. Projekt był komentowany w audycji Wojciecha Ossowskiego na antenie Programu III Polskiego Radia. I słusznie, bo tego typu zespoły mogą być ciekawe nie tylko dla publiczności spod znaku krzyża/ryby/baranka.
Leśne Licho
Formacja, która powstała w roku 2007. Oferuje słuchaczom tajemniczą, klimatyczną muzykę i intrygujące, baśniowe teksty. Witryna internetowa grupy podaje, że Leśne Licho inspiruje się folklorem słowiańskim, irlandzkim i skandynawskim. Kapela tworzy piosenki pełne magii, niesamowitości i… kobiecości. Specyficznym brzmieniom ludowo-metalowym towarzyszy wdzięczny wokal niejakiej Aminae. Do najbardziej interesujących kawałków Leśnego Licha należą “Topielica” i “Pani Jeziora”. W obu utworach głos wokalistki brzmi nieziemsko i metafizycznie. Zupełnie inaczej rozbrzmiewa on w piosence “Pieśń Starego Lasu”. Tam Aminae śpiewa mocno, śmiało i zdecydowanie. Leśne Licho występuje w wielu polskich miastach. Koncertowało m.in. w Głogówku, Warszawie, Lublinie i Pyskowicach.
Slavland
Zespół ze Sławkowa działający od 2001 roku. W jego dorobku można znaleźć sporo kawałków o charakterze czysto folkowym. Przeciwwagą dla tych kompozycji są utwory prezentujące “metalową stronę” grupy - bardziej ekstremalną niż w przypadku kapel opisanych wcześniej. Growl nie jest tutaj umiarkowany i przyjemny dla ucha, tylko skrzekliwy i trudny do zniesienia. Slavland to formacja neopogańska, która czerpie pełnymi garściami z wierzeń i przekonań dawnych Słowian. Świadczą o tym chociażby tytuły niektórych piosenek (“Chwała Swarożyca”, “Lipowe Bogi”, “Ku Czci Świętego Ognia”). Słuchaczy wierzących w Chrystusa mogą odstraszać kawałki typu “I Chrześcijańska Poleci Krew”. Nie da się ukryć, że nie jest to zespół grający dla szerokiego grona odbiorców.
Zadruga/NaRa
Formacja o bardzo długiej i burzliwej historii. Jej początki sięgają lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy to w Toruniu funkcjonowała punk rockowa grupa Pluton E. Zadruga, której nazwa nawiązuje do przedwojennego ugrupowania narodowo-rodzimowierczego, była bezpośrednią spadkobierczynią wspomnianego punkowego zespołu. Kapela, promująca ideologię zadrużną, nie zdołała dochować wierności swojemu światopoglądowi. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych przeszła konwersję na narodowy radykalizm, opowiedziała się za Narodowym Odrodzeniem Polski i przyjęła nazwę NaRa. Jeśli wierzyć polskojęzycznej Wikipedii, autorem tekstów wykonywanych przez grupę był wówczas prezes NOP-u. W 1999 roku formacja została zawieszona, ale osiem lat później wróciła na scenę pod starą nazwą Zadruga. Aktualnie zespół - tak jak w przeszłości - propaguje idee zadrużne.
Blizborz
Jednoosobowy projekt artystyczny Adama (patriotycznego socjalisty, ojca Klasy Pracującej, Robotniczego Frontu i Reaktora 37). Przesłanie pogańskie, słowiańskie, indoeuropejskie, niepodległościowe, antyklerykalne i antykapitalistyczne podane w wielu wyszukanych formach muzycznych. Znajdziemy tu elementy hard rocka i black metalu, a także mrocznego ambientu, rodzimego folku i azjatyckiego etno. Podmiot liryczny, występujący w tekstach piosenek, przypomina słuchaczom o ich słowiańskiej tożsamości, protestuje przeciwko wpływom Watykanu, oskarża prawicę o zdradę narodową, piętnuje wady gospodarki rynkowej oraz składa hołd proletariatowi i powstańcom warszawskim. W utworach Blizborza da się wyczuć zamiłowanie do eksperymentowania - zarówno z muzyką, jak i ze śpiewem. Absolutny fenomen. Niedoceniony talent. Najzdolniejszy reprezentant lewicy narodowej.
Szwadron 97
Kapela o profilu narodowo-radykalnym, czyli patriotycznym, nacjonalistycznym, konserwatywnym, antyliberalnym i antydemokratycznym. Powstała w 1997 roku w Ostrzeszowie (byłe województwo kaliskie). Nagrywa mocne, dynamiczne, energetyzujące kawałki wyrażające postulaty NR. Potępia poprawność polityczną, krytykuje modernizację Kościoła, broni tradycyjnych norm moralnych, atakuje wrogów ideologicznych i wytyka błędy przedstawicielom władz. Treści, promowane przez formację, spodobają się większości narodowych radykałów. Zirytują zaś ludzi wyznających przeciwne (lewicowe, liberalne, sekularystyczne, postępowe) poglądy. Chociaż przekaz grupy jest bardzo kontrowersyjny, należy pochwalić Szwadron 97 za chwytliwe melodie i charyzmatyczny wokal. Trudno też nie docenić zespołu za jego bezdyskusyjnie propolski charakter.
Szczerbiec
Kolejna formacja związana z szeroko pojętym ruchem narodowym. Narodziła się pod koniec lat osiemdziesiątych, a obecnie jest już tylko wspomnieniem. Nazwa kapeli stanowi aluzję do miecza koronacyjnego królów polskich, będącego również popularnym symbolem nacjonalistycznym. Grupa reprezentuje nurt narodowo-radykalny, ale uprawia także iście zadrużny kult słowiańskości. Jej utwory odwołują się czasem do polskiej historii (“NSZ”). Jednym z najważniejszych kawałków, nagranych przez Szczerbiec, jest “Pieśń Młodych” (rockowa interpretacja przedwojennego “Hymnu Młodych” - pieśni Obozu Wielkiej Polski z tekstem Jana Kasprowicza). Zespół ma na koncie utwór pt. “Skinheads”. Identyczną piosenkę grała legendarna formacja BTM. Wybrykiem Szczerbca, zasługującym na naganę, jest żenujący kawałek “KKK”. Gloryfikuje on niesławną, rasistowską organizację Ku Klux Klan.
Kresowiec i Sarmatia
Dwie grupy tożsamościowe z lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia. Istniały krótko, spłodziły mało. A szkoda, bo tworzyły naprawdę obiecujące dzieła. Obie specjalizowały się w nagrywaniu spokojnych ballad adresowanych do wymagającego odbiorcy. Kresowiec, oprócz piosenek akustycznych, komponował drapieżne utwory rockowe. Sarmatia grała zaś wyłącznie muzykę wyrafinowaną i nastrojową. Każdej z omawianych formacji udało się wydać tylko jedną kasetę magnetofonową. Obu zespołom były bliskie tematy historyczne i przekonania antykomunistyczne. Niestety, Kresowiec nie uniknął w swojej twórczości kompromitujących treści rasistowskich. Co innego Sarmatia: ta grupa do samego końca pozostała poważna i ambitna. Nie była nawet nacjonalistyczna, tylko patriotyczno-katolicka. “K” i “S” to dwa różne światy, ale posiadające kilka podobieństw, o których warto wiedzieć.
Prawe Skrzydło
Ekstremalny projekt muzyczny spod sztandaru NR. Łączy ostre, rockowe brzmienia z syntetycznymi dźwiękami generowanymi komputerowo. Piosenki, komponowane przez jednego artystę, są szybkie, dudniące i bardzo hałaśliwe. Wokalem jest tutaj wściekły krzyk rodem z ulicznych manifestacji. Tematyka kawałków koncentruje się na sprawach społeczno-obyczajowych. Twórca projektu wyszydza m.in. pomysł legalizacji narkotyków i emancypację osób LGBTQ. Teksty utworów są pełne wyzwisk i przekleństw, zatem mogą być obraźliwe dla niektórych Polaków. Piosenki Prawego Skrzydła raczej nie przyczynią się do zjednoczenia naszego Narodu. Ich celem nie jest krzewienie organicyzmu, utylitaryzmu i solidaryzmu narodowego, tylko krytykowanie inaczej myślących rodaków. Niefajne, niesprawiedliwe, niegodne polecenia. Spodoba się wyłącznie skrajnym prawicowcom.
Natalia Julia Nowak,
9-13 września 2012 r.
Mam zaszczyt zaprezentować Czytelnikom kolejną porcję interesujących, ale mało znanych zespołów muzycznych. Tym razem koncentruję się na formacjach manifestujących sentyment do słowiańskości, polskości albo obu tych składników narodowego “ja”. Przedstawiam grupy folk metalowe, rodzimowiercze, chrześcijańskie, panslawistyczne, patriotyczne i nacjonalistyczne. Pokazuję Odbiorcom, że do słowiańskości i polskości można podchodzić na wiele sposobów.
Mój artykuł zawiera charakterystyki dwunastu niezwykłych kapel. Chodzi o zespoły: Radogost, Nów, Pospolite Ruszenie, Leśne Licho, Slavland, Zadruga/NaRa, Blizborz, Szwadron 97, Szczerbiec, Kresowiec, Sarmatia i Prawe Skrzydło. Jeśli uznamy, że Zadruga i NaRa to dwie zupełnie różne formacje, to opisanych grup będzie aż trzynaście. Czytelnikom niniejszego tekstu mogą się także spodobać moje wcześniejsze publikacje “Muzyka narodowa od prawa do lewa” i “Nie znałeś? Poznaj! Ciekawe polskie zespoły”.
W tej pierwszej znajdują się opisy Legionu, Twierdzy, Bastionu, Fortecy, Zjednoczonego Ursynowa, LBB, Klasy Pracującej, Robotniczego Frontu i Sztormu 68. W tej drugiej można znaleźć charakterystyki m.in. Percivala Schuttenbacha, Jaru i Żywiołaka (trzech kapel odwołujących się do pogaństwa i ludowości). Korzystając z okazji, przypomnę też o moich artykułach poświęconych Horytnicy (“Usłyszeć głos patriotów”) i Irydionowi (“Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”). Na pewno warto poświęcić trochę czasu na ich lekturę.
Radogost
Jeden z najważniejszych i najlepiej grających polskich zespołów folk metalowych. Został założony w 2006 roku na Śląsku Cieszyńskim (a ściślej: w Ustroniu). Jego twórczość to głównie dynamiczne, gitarowe kawałki, choć trafiają się również utwory spokojne i nastrojowe. Formacja, jak nietrudno się domyślić, łączy nowoczesne brzmienia z dźwiękami ludowych instrumentów. Męski wokal, słyszalny w piosenkach Radogosta, to przeważnie mroczny growl. Głos żeński, odzywający się nieco rzadziej, przybiera zaś formę wokalizy lub białego śpiewu. Czasem w nagraniach Radogosta pojawia się przejmująca melorecytacja. Przykładem takiego mówionego dzieła są “Utracone Marzenia”.
Kapela doczekała się profesjonalnego teledysku wyprodukowanego przez TVP Katowice (“Pieśń o Rycerzach z Czantorii“ - 2008 rok). Wielokrotnie występowała razem z ekipą realizującą projekty Percival i Percival Schuttenbach. Jej największym sukcesem jest jednak współpraca z rosyjską Arkoną, czyli światowej sławy zespołem folk/pagan metalowym. Radogost ma na koncie trzy płyty długogrające (“Dwa Hektary Żywego Lasu”, “W Cieniu Wielkiego Dębu”, “Dark Side of the Forest“) i jedną EP-kę (“To Nie Był Wilk”). Formacja, widocznie niekomercyjna, udostępnia część swojej twórczości w Internecie. Warto korzystać z dobrodziejstwa legalnych empetrójek, za które wcale nie trzeba płacić.
Nów
Grupa tworząca ambitną, melodyjną, emocjonalną muzykę na wysokim poziomie artystycznym. Wykonywane przez nią utwory są świetnie skomponowane i nierzadko melancholijne. Ciężkie, dramatyczne, wypełnione uczuciami brzmienia mieszają się tutaj z poruszającym śpiewem dwojga wokalistów: Trivialisa i Odyleny. Mężczyzna używa czystego, dźwięcznego, tradycyjnego głosu albo ostrego, niskiego, zachrypniętego growlu. Wokal kobiety jest wysoki, słodki, delikatny, a przy tym jasny, cienki i operowy. Do tego dochodzą zgrabnie napisane, niemalże poetyckie teksty piosenek.
Jednym z najpiękniejszych kawałków zespołu jest “Sprzymierzenie” rozpoczynające się patetycznymi, pełnymi bólu i rozpaczy dźwiękami. Godną uwagi propozycją jest też “Piastun” - pieśń, w której nastrój zmienia się jak w kalejdoskopie. Nów to formacja, którą po prostu trzeba poznać. Pozycja obowiązkowa dla miłośników romantycznego, katastroficznego, teatralnego metalu. Amatorzy gotyku i gatunków pokrewnych z pewnością znajdą tu coś dla siebie. Nie będzie im przeszkadzał fakt, że Nów to grupa z zupełnie innego podwórka muzycznego. Urzeknie ich rzewność, podniosłość i liryczność tego repertuaru.
Pospolite Ruszenie
Zespół realizujący dosyć nietypową koncepcję twórczą. Na pierwszy rzut oka, sprawia on wrażenie kolejnej rodzimowierczej formacji zafascynowanej słowiańskim folklorem i wczesnośredniowiecznym życiem. W rzeczywistości, jest to grupa stuprocentowo chrześcijańska, otwarcie odwołująca się do postaci Jezusa Chrystusa. Link do oficjalnej strony kapeli znajduje się w ekumenicznym portalu KDM - Klub Dobrej Muzyki. Pospolite Ruszenie nagrywa własne interpretacje utworów sprzed wielu wieków. Korzysta m.in. z melodii Mikołaja Gomółki i psałterza Jana Kochanowskiego. Projekt był komentowany w audycji Wojciecha Ossowskiego na antenie Programu III Polskiego Radia. I słusznie, bo tego typu zespoły mogą być ciekawe nie tylko dla publiczności spod znaku krzyża/ryby/baranka.
Leśne Licho
Formacja, która powstała w roku 2007. Oferuje słuchaczom tajemniczą, klimatyczną muzykę i intrygujące, baśniowe teksty. Witryna internetowa grupy podaje, że Leśne Licho inspiruje się folklorem słowiańskim, irlandzkim i skandynawskim. Kapela tworzy piosenki pełne magii, niesamowitości i… kobiecości. Specyficznym brzmieniom ludowo-metalowym towarzyszy wdzięczny wokal niejakiej Aminae. Do najbardziej interesujących kawałków Leśnego Licha należą “Topielica” i “Pani Jeziora”. W obu utworach głos wokalistki brzmi nieziemsko i metafizycznie. Zupełnie inaczej rozbrzmiewa on w piosence “Pieśń Starego Lasu”. Tam Aminae śpiewa mocno, śmiało i zdecydowanie. Leśne Licho występuje w wielu polskich miastach. Koncertowało m.in. w Głogówku, Warszawie, Lublinie i Pyskowicach.
Slavland
Zespół ze Sławkowa działający od 2001 roku. W jego dorobku można znaleźć sporo kawałków o charakterze czysto folkowym. Przeciwwagą dla tych kompozycji są utwory prezentujące “metalową stronę” grupy - bardziej ekstremalną niż w przypadku kapel opisanych wcześniej. Growl nie jest tutaj umiarkowany i przyjemny dla ucha, tylko skrzekliwy i trudny do zniesienia. Slavland to formacja neopogańska, która czerpie pełnymi garściami z wierzeń i przekonań dawnych Słowian. Świadczą o tym chociażby tytuły niektórych piosenek (“Chwała Swarożyca”, “Lipowe Bogi”, “Ku Czci Świętego Ognia”). Słuchaczy wierzących w Chrystusa mogą odstraszać kawałki typu “I Chrześcijańska Poleci Krew”. Nie da się ukryć, że nie jest to zespół grający dla szerokiego grona odbiorców.
Zadruga/NaRa
Formacja o bardzo długiej i burzliwej historii. Jej początki sięgają lat osiemdziesiątych XX wieku, kiedy to w Toruniu funkcjonowała punk rockowa grupa Pluton E. Zadruga, której nazwa nawiązuje do przedwojennego ugrupowania narodowo-rodzimowierczego, była bezpośrednią spadkobierczynią wspomnianego punkowego zespołu. Kapela, promująca ideologię zadrużną, nie zdołała dochować wierności swojemu światopoglądowi. W drugiej połowie lat dziewięćdziesiątych przeszła konwersję na narodowy radykalizm, opowiedziała się za Narodowym Odrodzeniem Polski i przyjęła nazwę NaRa. Jeśli wierzyć polskojęzycznej Wikipedii, autorem tekstów wykonywanych przez grupę był wówczas prezes NOP-u. W 1999 roku formacja została zawieszona, ale osiem lat później wróciła na scenę pod starą nazwą Zadruga. Aktualnie zespół - tak jak w przeszłości - propaguje idee zadrużne.
Blizborz
Jednoosobowy projekt artystyczny Adama (patriotycznego socjalisty, ojca Klasy Pracującej, Robotniczego Frontu i Reaktora 37). Przesłanie pogańskie, słowiańskie, indoeuropejskie, niepodległościowe, antyklerykalne i antykapitalistyczne podane w wielu wyszukanych formach muzycznych. Znajdziemy tu elementy hard rocka i black metalu, a także mrocznego ambientu, rodzimego folku i azjatyckiego etno. Podmiot liryczny, występujący w tekstach piosenek, przypomina słuchaczom o ich słowiańskiej tożsamości, protestuje przeciwko wpływom Watykanu, oskarża prawicę o zdradę narodową, piętnuje wady gospodarki rynkowej oraz składa hołd proletariatowi i powstańcom warszawskim. W utworach Blizborza da się wyczuć zamiłowanie do eksperymentowania - zarówno z muzyką, jak i ze śpiewem. Absolutny fenomen. Niedoceniony talent. Najzdolniejszy reprezentant lewicy narodowej.
Szwadron 97
Kapela o profilu narodowo-radykalnym, czyli patriotycznym, nacjonalistycznym, konserwatywnym, antyliberalnym i antydemokratycznym. Powstała w 1997 roku w Ostrzeszowie (byłe województwo kaliskie). Nagrywa mocne, dynamiczne, energetyzujące kawałki wyrażające postulaty NR. Potępia poprawność polityczną, krytykuje modernizację Kościoła, broni tradycyjnych norm moralnych, atakuje wrogów ideologicznych i wytyka błędy przedstawicielom władz. Treści, promowane przez formację, spodobają się większości narodowych radykałów. Zirytują zaś ludzi wyznających przeciwne (lewicowe, liberalne, sekularystyczne, postępowe) poglądy. Chociaż przekaz grupy jest bardzo kontrowersyjny, należy pochwalić Szwadron 97 za chwytliwe melodie i charyzmatyczny wokal. Trudno też nie docenić zespołu za jego bezdyskusyjnie propolski charakter.
Szczerbiec
Kolejna formacja związana z szeroko pojętym ruchem narodowym. Narodziła się pod koniec lat osiemdziesiątych, a obecnie jest już tylko wspomnieniem. Nazwa kapeli stanowi aluzję do miecza koronacyjnego królów polskich, będącego również popularnym symbolem nacjonalistycznym. Grupa reprezentuje nurt narodowo-radykalny, ale uprawia także iście zadrużny kult słowiańskości. Jej utwory odwołują się czasem do polskiej historii (“NSZ”). Jednym z najważniejszych kawałków, nagranych przez Szczerbiec, jest “Pieśń Młodych” (rockowa interpretacja przedwojennego “Hymnu Młodych” - pieśni Obozu Wielkiej Polski z tekstem Jana Kasprowicza). Zespół ma na koncie utwór pt. “Skinheads”. Identyczną piosenkę grała legendarna formacja BTM. Wybrykiem Szczerbca, zasługującym na naganę, jest żenujący kawałek “KKK”. Gloryfikuje on niesławną, rasistowską organizację Ku Klux Klan.
Kresowiec i Sarmatia
Dwie grupy tożsamościowe z lat dziewięćdziesiątych minionego stulecia. Istniały krótko, spłodziły mało. A szkoda, bo tworzyły naprawdę obiecujące dzieła. Obie specjalizowały się w nagrywaniu spokojnych ballad adresowanych do wymagającego odbiorcy. Kresowiec, oprócz piosenek akustycznych, komponował drapieżne utwory rockowe. Sarmatia grała zaś wyłącznie muzykę wyrafinowaną i nastrojową. Każdej z omawianych formacji udało się wydać tylko jedną kasetę magnetofonową. Obu zespołom były bliskie tematy historyczne i przekonania antykomunistyczne. Niestety, Kresowiec nie uniknął w swojej twórczości kompromitujących treści rasistowskich. Co innego Sarmatia: ta grupa do samego końca pozostała poważna i ambitna. Nie była nawet nacjonalistyczna, tylko patriotyczno-katolicka. “K” i “S” to dwa różne światy, ale posiadające kilka podobieństw, o których warto wiedzieć.
Prawe Skrzydło
Ekstremalny projekt muzyczny spod sztandaru NR. Łączy ostre, rockowe brzmienia z syntetycznymi dźwiękami generowanymi komputerowo. Piosenki, komponowane przez jednego artystę, są szybkie, dudniące i bardzo hałaśliwe. Wokalem jest tutaj wściekły krzyk rodem z ulicznych manifestacji. Tematyka kawałków koncentruje się na sprawach społeczno-obyczajowych. Twórca projektu wyszydza m.in. pomysł legalizacji narkotyków i emancypację osób LGBTQ. Teksty utworów są pełne wyzwisk i przekleństw, zatem mogą być obraźliwe dla niektórych Polaków. Piosenki Prawego Skrzydła raczej nie przyczynią się do zjednoczenia naszego Narodu. Ich celem nie jest krzewienie organicyzmu, utylitaryzmu i solidaryzmu narodowego, tylko krytykowanie inaczej myślących rodaków. Niefajne, niesprawiedliwe, niegodne polecenia. Spodoba się wyłącznie skrajnym prawicowcom.
Natalia Julia Nowak,
9-13 września 2012 r.
sobota, 1 września 2012
Nie znałeś? Poznaj! Ciekawe polskie zespoły
Od Autorki
Artykuł, który oddaję do rąk Czytelników, zawiera opisy siedmiu wybranych zespołów muzycznych z Polski. Formacje, które wybrałam do prezentacji, to Mass-Kotki, Percival Schuttenbach, Jar, Żywiołak, R.U.T.A., New Day i grupa Magdy Anioł. Scharakteryzowane przeze mnie kapele są bardzo zróżnicowane brzmieniowo i treściowo. Posiadają jednak wspólny mianownik: cechują się czymś nietypowym, ale są znane dosyć ograniczonemu gronu odbiorców. Czy dzięki mojemu tekstowi zdobędą większą popularność? Wszystko jest możliwe. Zatem zapraszam do lektury!
Mass-Kotki
Zespół, o którym wypada napisać właśnie teraz, kiedy cały świat interesuje się sprawą rosyjskiego zespołu Pussy Riot. Mass-Kotki to electro punkowa formacja, która, podobnie jak wspomniana grupa z Rosji, reprezentuje feministyczny nurt Riot Grrrl. Kapela powstała w 2003 roku i przez kilka lat funkcjonowała jako duet, składający się z wokalistki-keyboardzistki Lady Electry i wokalistki-gitarzystki Katiuszy. W roku 2008, czyli dwa lata przed rozwiązaniem zespołu, do Mass-Kotek dołączyła gitarzystka Siwa. Grupa wydała płyty “Chodź zobaczyć” (2004) i “Miau Miau Miau” (2008) oraz stworzyła muzykę do spektaklu “Księga Rodzaju 2” w reżyserii Michała Zadary. Zaliczyła też epizod z poezją śpiewaną, tzn. nagrała własną interpretację “Piosenki dziewczyny” Władysława Broniewskiego.
Twórczość Mass-Kotek to głównie proste, rytmiczne, elektroniczne kawałki połączone z nieskomplikowanym śpiewem i piskliwymi okrzykami (pod tym względem formacja przypomina rosyjski duet t.A.T.u.). Teksty utworów często mają charakter ironiczny, prześmiewczy lub prowokacyjny. Piosenka “Forever 18” demaskuje promowany przez media mit wiecznej młodości oraz wszechobecne wizerunki nienaturalnie pięknych dziewcząt. W piosence “Freak Show” pojawiają się zdania typu “Chodź zobaczyć, jak się całujemy” czy “Chodź zobaczyć, jak trzymamy się za ręce”. “Sukienka” to kpina z zakompleksionych kobiet, które wierzą, że po ślubie i weselu staną się lepsze. Utworem, stawiającym Mass-Kotki w jednym szeregu z Pussy Riot, jest obrazoburczy kawałek “Maryja”.
Podmiot liryczny zachęca w nim Matkę Boską do pójścia na dyskotekę i oderwania się od codziennych zmartwień. Pod wyraźnymi aluzjami do Bogurodzicy kryje się jednak drugie dno. Maryja stanowi bowiem symbol, a raczej alegorię niewiasty żyjącej tak jak matka Jezusa (skromność, pokora, pracowitość, wierność małżeńska, troska o dziecko). Apostrofa “Święta, święta, święta Maryjo” nie odnosi się do postaci biblijnej, tylko do wzorowej, katolickiej żony i matki. Ogromne kontrowersje wzbudza teledysk nakręcony do omawianej piosenki. Bohaterka filmiku, przebrana za Najświętszą Panienkę, zostaje jedną z uczestniczek koncertu Mass-Kotek. Video clip nie nadaje się dla ludzi wrażliwych religijnie. Spodoba się za to tym, którzy mają dystans do wiary i doktryny katolickiej.
Percival Schuttenbach
Grupa z Dolnego Śląska grająca muzykę folkową (czasem czystą, a czasem zmieszaną z rockiem i metalem). Istnieje od 1999 roku i nadal się rozwija. W piosenkach formacji można usłyszeć najróżniejsze języki, np. polski, białoruski, ukraiński, bułgarski, niemiecki, staroislandzki. Wielkim atutem kapeli jest sięganie po etniczne instrumenty, takie jak gęśle, lira bizantyjska, saz, davul czy sopiłka. Zespół chętnie korzysta z dorobku znanych literatów, zarówno rodzimych, jak i zagranicznych. Przykładowo, numer “Reakcja pogańska” bazuje na utworze Kazimiery Iłłakowiczówny. Niektóre piosenki, zwłaszcza te starsze, mają jednak teksty unikatowe, ułożone przez członków formacji.
Kapela realizuje kilka projektów artystycznych pod szyldami Percival Schuttenbach (“Nowa fala polskiego heavy folku”, “Rock patriotyczny”) i Percival (“Wczesne średniowiecze”, “Zakazane piosenki”, “Piraci”, “Rzeczpospolita Obojga Narodów”). Niektóre z tych projektów powstały z myślą o rozmaitych eventach historycznych. Grupa ma na koncie sporo interesujących video clipów, które można obejrzeć w serwisie YouTube (oficjalny profil zespołu to percivalschuttenbach). Na szczególną uwagę zasługuje satyryczno-antyklerykalny teledysk “Satanismus” parodiujący filmiki popularnych artystów. Ciekawy, choć nieco przerażający jest także video clip “Gdy rozum śpi”.
Jar
Trio ze Sławkowa tworzące czysty, słowiański folk. Zostało założone zimą 2006 roku, a pierwszą płytę wydało jesienią 2007. Obecnie może się pochwalić trzema krążkami, zatytułowanymi “Mała Nocka”, “Niesiem Plon” i “Jarowoj”. W skład grupy wchodzą uzdolnieni panowie o imionach na literę “A” (dwaj Aleksandrowie i jeden Adam). Oficjalny profil Jaru, dostępny w serwisie Last FM, podaje, że zespół “tworzy muzykę w oparciu o muzyczne i liryczne zapisy etnografów oraz podania, legendy i obrzędowość ludową Słowian”. Informuje też, że “kapela chce się rozwijać i poszerzać horyzonty, jednak tylko i wyłącznie w ramach wczesnego średniowiecza i słowiańskości”. Słowa te sygnalizują niechęć do jakichkolwiek eksperymentów artystycznych.
Trio chętnie nawiązuje do rodzimych bogów i demonów (“Jaryło”, “Rodzanica”), bohaterów i bohaterek (“Lech”, “Ballada o Wandzie”), zwyczajów i obyczajów (“Kupalnocka”, “Gody”) oraz realiów wczesnośredniowiecznego życia (“Z wojny”, “Słowiański taniec”). Instrumenty wykorzystywane przez grupę to m.in. dudy, gęśle, mandola, lutnia i drumla. Nazwa formacji oznacza zaś “dolinę erozyjną o wąskim dnie i stromych zboczach” (źródło: “Słownik języka polskiego” PWN). Jar występuje czasem na żywo - uświetnia imprezy historyczne, folklorystyczne i rodzimowiercze. Niekiedy koncertuje razem z opisanym wcześniej Percivalem Schuttenbachem. Warto wiedzieć, że każda z kapel nagrała własną interpretację pieśni o “pani, która zabiła pana”.
Żywiołak
Zespół łączący folk z innymi - bardzo licznymi - gatunkami muzycznymi. Dotychczas wydał dwie płyty z prawdziwego zdarzenia, jedną EP-kę i jedno CD zawierające remiksy starszych utworów. Wydawcą formacji jest firma Karrot Kommando specjalizująca się… uwaga, uwaga… w promowaniu muzyki reggae. Jak wynika z toczących się w Internecie dyskusji, Żywiołak jest zespołem wzbudzającym mieszane uczucia. Z jednej strony, otrzymuje pochwały za świetny start, jakim była publikacja debiutanckiej EP-ki i pierwszej płyty długogrającej. Z drugiej - doświadcza krytyki za wymianę wokalistek i radykalną zmianę stylu słyszalną na płycie “Globalna wiocha”. Warto podkreślić, że metamorfoza grupy zazwyczaj jest uznawana za upadek z dużej wysokości.
Żywiołak dał się poznać jako kapela umiejąca pogodzić folklor z brzmieniami psychodelicznymi. Na ostatnim krążku zaprezentował się zaś jako twórca piosenek komercyjnych, głównonurtowych, pełnych niewyszukanego humoru i zbędnych wstawek społeczno-politycznych. Wypowiedzi, według których kapela zmieniła się nie do poznania, są jak najbardziej trafne. Utwory piękne i klimatyczne zostały zastąpione przez nieciekawą, chwilami infantylną papkę. Najgorsze jest jednak to, że na ostatnim CD panuje deficyt rodzimego folkloru. Słowiańskość ustępuje uproszczonym rytmom i strywializowanym motywom z całego świata. Ujemne wrażenie robią również kreskówkowe wrzaski typu “Henryk, zatrzymaj traktor, no!” albo “Ach, mój Boże, krzywo łażę!”. Nie da się ukryć, że era znakomitych, ambitnych, hipnotyzujących kawałków dobiegła końca.
R.U.T.A.
Folkowo-punkowy projekt muzyczny, którego nazwa, czyli skrót R.U.T.A., pochodzi od słów Ruch Utopii, Transcendencji, Anarchii albo Reakcyjna Unia Terrorystyczno-Artystowska. Grupa, dowodzona przez Macieja Szajkowskiego, wykorzystuje w swojej twórczości autentyczne teksty z czasów feudalno-klerykalnych (XVI-XX wiek). Utwory, związane z ludowym buntem przeciwko szlachcie i duchowieństwu, mówią o niesprawiedliwości społecznej i ubóstwie wyzwalającym w chłopach żądzę zemsty. Te stare, cudownie ocalałe pieśni mają charakter antyszlachecki i antyklerykalny, czasem nawet wyrażają tęsknotę za demokratycznymi czasami pogańskimi. Dużo w nich agresji i nienawiści do warstw uprzywilejowanych. Arystokraci i księża jawią się jako bezduszni ciemiężyciele, a Jakub Szela - jako wielki bohater i obrońca uciśnionych.
Kawałki, wykonywane przez formację R.U.T.A., są niesamowicie poruszające. Da się w nich wyczuć zmęczenie rzeczywistością i pragnienie poprawy losu włościan. Niezwykłe teksty idą w parze z doskonałymi, częściowo tradycyjnymi, a częściowo nowoczesnymi brzmieniami. Można jednak odnieść wrażenie, że zespół stosuje swoisty historyzm maski. Wykonuje utwory z minionych epok, aby uświadomić odbiorcom, że dzisiaj również mamy do czynienia z nierównością, wyzyskiem i fundamentalizmem religijnym. Na oficjalnej stronie projektu widnieją słowa “Krzyk buntu z czeluści świata feudalnego, który przeminął, zmienił oblicze, ale się nie skończył”. R.U.T.A. jest zatem grupą wybitnie lewicową. Chociaż muzyka i koncepcja artystyczna kapeli zasługują na podziw, trzeba skrytykować zespół za nawoływanie do blokady Marszu Niepodległości w 2011 roku. Wspomniany Marsz był przecież zgromadzeniem legalnym i manifestującym arcyważne idee.
New Day
Chrześcijańska formacja inspirująca się popem, reggae i afrykańską muzyką etniczną. Propaguje model radosnego, modernistycznego, humanistycznego katolicyzmu, w którym poświęca się dużo uwagi nie tylko sprawom niebiańskim, ale także ziemskim. Grupa przedstawia Boga jako kochającego Ojca, zachęca słuchaczy do zainteresowania się Czarnym Lądem oraz gloryfikuje pokój, łagodność, uczynność, optymizm i życzliwość wobec każdego człowieka. Niecodzienne fascynacje zespołu wynikają z faktu, że angażuje się on w działalność Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego i ma za sobą wyjazd do Środkowej Afryki. Wiele dźwięków, wykorzystanych na krążku “Czarna płyta”, zostało zarejestrowanych w niewielkim państwie Malawi. Kapela miała okazję nagrać piosenkę z malawijskim artystą Paulem Chawingą (to właśnie jego głos słychać w utworze “Chisoni”). Współpracowała też z chórem Don Bosco działającym przy Lilongwe Youth Centre.
Formacja powstała w 2003 roku. Przez pierwsze lata działalności funkcjonowała jako Viola i New Day, bo jej wokalistką była niezwykle utalentowana Violetta Brzezińska (zwyciężczyni “Szansy na sukces”, laureatka nagrody im. Anny Jantar na festiwalu w Opolu). Muzyka grupy New Day jest ciepła i pogodna, natomiast teksty sprawiają wrażenie naiwnych i przesłodzonych (“Możesz łatwo zmieniać świat, z aniołami za pan brat”, “Jeśli oddasz życie swe, wnet odmieni wszystko się”). Do najbardziej udanych kawałków zespołu należą kompozycje “Jak drzewo bez liści”, “Nigdy nie lękaj się” i “Odnajdę Cię“. W piosence “Cały mój świat” pojawia się zaskakujący motyw Boga-narzeczonego (“Cały mój świat w twoich ramionach, otulasz mnie miłością swą”). Twórczość New Day może przypaść do gustu zarówno osobom pobożnym, jak i tym, które mają z religijnością niewiele wspólnego. Komu zaś się nie spodoba? Zwolennikom tradycyjnego, czyli przedsoborowego katolicyzmu.
Magda Anioł
Grupa, która powinna się nazywać Magda Anioł z Zespołem. Śpiewająca kobieta nie jest bowiem jedyną osobą kryjącą się pod podaną w nagłówku nazwą. Formacja Magdy Anioł, podobnie jak opisany wcześniej New Day, jest nowoczesną, humanistyczną, posoborową kapelą chrześcijańską. W jej radosnych, energetyzujących kawałkach da się wyczuć wpływy popu, country, gospel, reggae i innych stylów muzycznych. Dorobek grupy można określić mianem muzyki dla całej rodziny. Znajdzie się w nim coś dla kilkulatków (“Anioł Stróż”), dorastającej młodzieży (“Czyste”) i ludzi dorosłych (“Albo albo”). Nie zabraknie również dzieł przeznaczonych dla słuchaczy w każdym wieku (“Do góry nogami”, “Don Bosco“).
Jeśli chodzi o teksty piosenek, to należy podkreślić ich wyjątkową prostotę. Ani forma, ani treść utworów nie powinna nikomu sprawiać problemu. Uniwersalny charakter przekazu potwierdzają rozmaite (męskie, żeńskie, dziecięce) głosy słyszalne w nagraniach. Weźmy na przykład kawałek “Zaufaj”, w którym śpiewają bardzo liczne i bardzo różne osoby. Co do przesłania, nie można o nim powiedzieć nic oczywistego. Religijni melomani na pewno stwierdzą, że piosenki zespołu podmurowują wiarę i entuzjazm chrześcijan. Ateiści dojdą zaś do wniosku, że twórczość kapeli prezentuje wyidealizowaną (a zatem niedojrzałą) wizję rzeczywistości. Wszystko zależy od światopoglądu, który ma wpływ na odbiór słyszanych treści.
Natalia Julia Nowak,
28.08. - 01.09. 2012 r.
Artykuł, który oddaję do rąk Czytelników, zawiera opisy siedmiu wybranych zespołów muzycznych z Polski. Formacje, które wybrałam do prezentacji, to Mass-Kotki, Percival Schuttenbach, Jar, Żywiołak, R.U.T.A., New Day i grupa Magdy Anioł. Scharakteryzowane przeze mnie kapele są bardzo zróżnicowane brzmieniowo i treściowo. Posiadają jednak wspólny mianownik: cechują się czymś nietypowym, ale są znane dosyć ograniczonemu gronu odbiorców. Czy dzięki mojemu tekstowi zdobędą większą popularność? Wszystko jest możliwe. Zatem zapraszam do lektury!
Mass-Kotki
Zespół, o którym wypada napisać właśnie teraz, kiedy cały świat interesuje się sprawą rosyjskiego zespołu Pussy Riot. Mass-Kotki to electro punkowa formacja, która, podobnie jak wspomniana grupa z Rosji, reprezentuje feministyczny nurt Riot Grrrl. Kapela powstała w 2003 roku i przez kilka lat funkcjonowała jako duet, składający się z wokalistki-keyboardzistki Lady Electry i wokalistki-gitarzystki Katiuszy. W roku 2008, czyli dwa lata przed rozwiązaniem zespołu, do Mass-Kotek dołączyła gitarzystka Siwa. Grupa wydała płyty “Chodź zobaczyć” (2004) i “Miau Miau Miau” (2008) oraz stworzyła muzykę do spektaklu “Księga Rodzaju 2” w reżyserii Michała Zadary. Zaliczyła też epizod z poezją śpiewaną, tzn. nagrała własną interpretację “Piosenki dziewczyny” Władysława Broniewskiego.
Twórczość Mass-Kotek to głównie proste, rytmiczne, elektroniczne kawałki połączone z nieskomplikowanym śpiewem i piskliwymi okrzykami (pod tym względem formacja przypomina rosyjski duet t.A.T.u.). Teksty utworów często mają charakter ironiczny, prześmiewczy lub prowokacyjny. Piosenka “Forever 18” demaskuje promowany przez media mit wiecznej młodości oraz wszechobecne wizerunki nienaturalnie pięknych dziewcząt. W piosence “Freak Show” pojawiają się zdania typu “Chodź zobaczyć, jak się całujemy” czy “Chodź zobaczyć, jak trzymamy się za ręce”. “Sukienka” to kpina z zakompleksionych kobiet, które wierzą, że po ślubie i weselu staną się lepsze. Utworem, stawiającym Mass-Kotki w jednym szeregu z Pussy Riot, jest obrazoburczy kawałek “Maryja”.
Podmiot liryczny zachęca w nim Matkę Boską do pójścia na dyskotekę i oderwania się od codziennych zmartwień. Pod wyraźnymi aluzjami do Bogurodzicy kryje się jednak drugie dno. Maryja stanowi bowiem symbol, a raczej alegorię niewiasty żyjącej tak jak matka Jezusa (skromność, pokora, pracowitość, wierność małżeńska, troska o dziecko). Apostrofa “Święta, święta, święta Maryjo” nie odnosi się do postaci biblijnej, tylko do wzorowej, katolickiej żony i matki. Ogromne kontrowersje wzbudza teledysk nakręcony do omawianej piosenki. Bohaterka filmiku, przebrana za Najświętszą Panienkę, zostaje jedną z uczestniczek koncertu Mass-Kotek. Video clip nie nadaje się dla ludzi wrażliwych religijnie. Spodoba się za to tym, którzy mają dystans do wiary i doktryny katolickiej.
Percival Schuttenbach
Grupa z Dolnego Śląska grająca muzykę folkową (czasem czystą, a czasem zmieszaną z rockiem i metalem). Istnieje od 1999 roku i nadal się rozwija. W piosenkach formacji można usłyszeć najróżniejsze języki, np. polski, białoruski, ukraiński, bułgarski, niemiecki, staroislandzki. Wielkim atutem kapeli jest sięganie po etniczne instrumenty, takie jak gęśle, lira bizantyjska, saz, davul czy sopiłka. Zespół chętnie korzysta z dorobku znanych literatów, zarówno rodzimych, jak i zagranicznych. Przykładowo, numer “Reakcja pogańska” bazuje na utworze Kazimiery Iłłakowiczówny. Niektóre piosenki, zwłaszcza te starsze, mają jednak teksty unikatowe, ułożone przez członków formacji.
Kapela realizuje kilka projektów artystycznych pod szyldami Percival Schuttenbach (“Nowa fala polskiego heavy folku”, “Rock patriotyczny”) i Percival (“Wczesne średniowiecze”, “Zakazane piosenki”, “Piraci”, “Rzeczpospolita Obojga Narodów”). Niektóre z tych projektów powstały z myślą o rozmaitych eventach historycznych. Grupa ma na koncie sporo interesujących video clipów, które można obejrzeć w serwisie YouTube (oficjalny profil zespołu to percivalschuttenbach). Na szczególną uwagę zasługuje satyryczno-antyklerykalny teledysk “Satanismus” parodiujący filmiki popularnych artystów. Ciekawy, choć nieco przerażający jest także video clip “Gdy rozum śpi”.
Jar
Trio ze Sławkowa tworzące czysty, słowiański folk. Zostało założone zimą 2006 roku, a pierwszą płytę wydało jesienią 2007. Obecnie może się pochwalić trzema krążkami, zatytułowanymi “Mała Nocka”, “Niesiem Plon” i “Jarowoj”. W skład grupy wchodzą uzdolnieni panowie o imionach na literę “A” (dwaj Aleksandrowie i jeden Adam). Oficjalny profil Jaru, dostępny w serwisie Last FM, podaje, że zespół “tworzy muzykę w oparciu o muzyczne i liryczne zapisy etnografów oraz podania, legendy i obrzędowość ludową Słowian”. Informuje też, że “kapela chce się rozwijać i poszerzać horyzonty, jednak tylko i wyłącznie w ramach wczesnego średniowiecza i słowiańskości”. Słowa te sygnalizują niechęć do jakichkolwiek eksperymentów artystycznych.
Trio chętnie nawiązuje do rodzimych bogów i demonów (“Jaryło”, “Rodzanica”), bohaterów i bohaterek (“Lech”, “Ballada o Wandzie”), zwyczajów i obyczajów (“Kupalnocka”, “Gody”) oraz realiów wczesnośredniowiecznego życia (“Z wojny”, “Słowiański taniec”). Instrumenty wykorzystywane przez grupę to m.in. dudy, gęśle, mandola, lutnia i drumla. Nazwa formacji oznacza zaś “dolinę erozyjną o wąskim dnie i stromych zboczach” (źródło: “Słownik języka polskiego” PWN). Jar występuje czasem na żywo - uświetnia imprezy historyczne, folklorystyczne i rodzimowiercze. Niekiedy koncertuje razem z opisanym wcześniej Percivalem Schuttenbachem. Warto wiedzieć, że każda z kapel nagrała własną interpretację pieśni o “pani, która zabiła pana”.
Żywiołak
Zespół łączący folk z innymi - bardzo licznymi - gatunkami muzycznymi. Dotychczas wydał dwie płyty z prawdziwego zdarzenia, jedną EP-kę i jedno CD zawierające remiksy starszych utworów. Wydawcą formacji jest firma Karrot Kommando specjalizująca się… uwaga, uwaga… w promowaniu muzyki reggae. Jak wynika z toczących się w Internecie dyskusji, Żywiołak jest zespołem wzbudzającym mieszane uczucia. Z jednej strony, otrzymuje pochwały za świetny start, jakim była publikacja debiutanckiej EP-ki i pierwszej płyty długogrającej. Z drugiej - doświadcza krytyki za wymianę wokalistek i radykalną zmianę stylu słyszalną na płycie “Globalna wiocha”. Warto podkreślić, że metamorfoza grupy zazwyczaj jest uznawana za upadek z dużej wysokości.
Żywiołak dał się poznać jako kapela umiejąca pogodzić folklor z brzmieniami psychodelicznymi. Na ostatnim krążku zaprezentował się zaś jako twórca piosenek komercyjnych, głównonurtowych, pełnych niewyszukanego humoru i zbędnych wstawek społeczno-politycznych. Wypowiedzi, według których kapela zmieniła się nie do poznania, są jak najbardziej trafne. Utwory piękne i klimatyczne zostały zastąpione przez nieciekawą, chwilami infantylną papkę. Najgorsze jest jednak to, że na ostatnim CD panuje deficyt rodzimego folkloru. Słowiańskość ustępuje uproszczonym rytmom i strywializowanym motywom z całego świata. Ujemne wrażenie robią również kreskówkowe wrzaski typu “Henryk, zatrzymaj traktor, no!” albo “Ach, mój Boże, krzywo łażę!”. Nie da się ukryć, że era znakomitych, ambitnych, hipnotyzujących kawałków dobiegła końca.
R.U.T.A.
Folkowo-punkowy projekt muzyczny, którego nazwa, czyli skrót R.U.T.A., pochodzi od słów Ruch Utopii, Transcendencji, Anarchii albo Reakcyjna Unia Terrorystyczno-Artystowska. Grupa, dowodzona przez Macieja Szajkowskiego, wykorzystuje w swojej twórczości autentyczne teksty z czasów feudalno-klerykalnych (XVI-XX wiek). Utwory, związane z ludowym buntem przeciwko szlachcie i duchowieństwu, mówią o niesprawiedliwości społecznej i ubóstwie wyzwalającym w chłopach żądzę zemsty. Te stare, cudownie ocalałe pieśni mają charakter antyszlachecki i antyklerykalny, czasem nawet wyrażają tęsknotę za demokratycznymi czasami pogańskimi. Dużo w nich agresji i nienawiści do warstw uprzywilejowanych. Arystokraci i księża jawią się jako bezduszni ciemiężyciele, a Jakub Szela - jako wielki bohater i obrońca uciśnionych.
Kawałki, wykonywane przez formację R.U.T.A., są niesamowicie poruszające. Da się w nich wyczuć zmęczenie rzeczywistością i pragnienie poprawy losu włościan. Niezwykłe teksty idą w parze z doskonałymi, częściowo tradycyjnymi, a częściowo nowoczesnymi brzmieniami. Można jednak odnieść wrażenie, że zespół stosuje swoisty historyzm maski. Wykonuje utwory z minionych epok, aby uświadomić odbiorcom, że dzisiaj również mamy do czynienia z nierównością, wyzyskiem i fundamentalizmem religijnym. Na oficjalnej stronie projektu widnieją słowa “Krzyk buntu z czeluści świata feudalnego, który przeminął, zmienił oblicze, ale się nie skończył”. R.U.T.A. jest zatem grupą wybitnie lewicową. Chociaż muzyka i koncepcja artystyczna kapeli zasługują na podziw, trzeba skrytykować zespół za nawoływanie do blokady Marszu Niepodległości w 2011 roku. Wspomniany Marsz był przecież zgromadzeniem legalnym i manifestującym arcyważne idee.
New Day
Chrześcijańska formacja inspirująca się popem, reggae i afrykańską muzyką etniczną. Propaguje model radosnego, modernistycznego, humanistycznego katolicyzmu, w którym poświęca się dużo uwagi nie tylko sprawom niebiańskim, ale także ziemskim. Grupa przedstawia Boga jako kochającego Ojca, zachęca słuchaczy do zainteresowania się Czarnym Lądem oraz gloryfikuje pokój, łagodność, uczynność, optymizm i życzliwość wobec każdego człowieka. Niecodzienne fascynacje zespołu wynikają z faktu, że angażuje się on w działalność Salezjańskiego Wolontariatu Misyjnego i ma za sobą wyjazd do Środkowej Afryki. Wiele dźwięków, wykorzystanych na krążku “Czarna płyta”, zostało zarejestrowanych w niewielkim państwie Malawi. Kapela miała okazję nagrać piosenkę z malawijskim artystą Paulem Chawingą (to właśnie jego głos słychać w utworze “Chisoni”). Współpracowała też z chórem Don Bosco działającym przy Lilongwe Youth Centre.
Formacja powstała w 2003 roku. Przez pierwsze lata działalności funkcjonowała jako Viola i New Day, bo jej wokalistką była niezwykle utalentowana Violetta Brzezińska (zwyciężczyni “Szansy na sukces”, laureatka nagrody im. Anny Jantar na festiwalu w Opolu). Muzyka grupy New Day jest ciepła i pogodna, natomiast teksty sprawiają wrażenie naiwnych i przesłodzonych (“Możesz łatwo zmieniać świat, z aniołami za pan brat”, “Jeśli oddasz życie swe, wnet odmieni wszystko się”). Do najbardziej udanych kawałków zespołu należą kompozycje “Jak drzewo bez liści”, “Nigdy nie lękaj się” i “Odnajdę Cię“. W piosence “Cały mój świat” pojawia się zaskakujący motyw Boga-narzeczonego (“Cały mój świat w twoich ramionach, otulasz mnie miłością swą”). Twórczość New Day może przypaść do gustu zarówno osobom pobożnym, jak i tym, które mają z religijnością niewiele wspólnego. Komu zaś się nie spodoba? Zwolennikom tradycyjnego, czyli przedsoborowego katolicyzmu.
Magda Anioł
Grupa, która powinna się nazywać Magda Anioł z Zespołem. Śpiewająca kobieta nie jest bowiem jedyną osobą kryjącą się pod podaną w nagłówku nazwą. Formacja Magdy Anioł, podobnie jak opisany wcześniej New Day, jest nowoczesną, humanistyczną, posoborową kapelą chrześcijańską. W jej radosnych, energetyzujących kawałkach da się wyczuć wpływy popu, country, gospel, reggae i innych stylów muzycznych. Dorobek grupy można określić mianem muzyki dla całej rodziny. Znajdzie się w nim coś dla kilkulatków (“Anioł Stróż”), dorastającej młodzieży (“Czyste”) i ludzi dorosłych (“Albo albo”). Nie zabraknie również dzieł przeznaczonych dla słuchaczy w każdym wieku (“Do góry nogami”, “Don Bosco“).
Jeśli chodzi o teksty piosenek, to należy podkreślić ich wyjątkową prostotę. Ani forma, ani treść utworów nie powinna nikomu sprawiać problemu. Uniwersalny charakter przekazu potwierdzają rozmaite (męskie, żeńskie, dziecięce) głosy słyszalne w nagraniach. Weźmy na przykład kawałek “Zaufaj”, w którym śpiewają bardzo liczne i bardzo różne osoby. Co do przesłania, nie można o nim powiedzieć nic oczywistego. Religijni melomani na pewno stwierdzą, że piosenki zespołu podmurowują wiarę i entuzjazm chrześcijan. Ateiści dojdą zaś do wniosku, że twórczość kapeli prezentuje wyidealizowaną (a zatem niedojrzałą) wizję rzeczywistości. Wszystko zależy od światopoglądu, który ma wpływ na odbiór słyszanych treści.
Natalia Julia Nowak,
28.08. - 01.09. 2012 r.
poniedziałek, 20 sierpnia 2012
Tematyka okołosmoleńska w filmach dokumentalnych
Żeby nie było wątpliwości
Niniejszy artykuł to nic innego jak przegląd filmów dokumentalnych poświęconych przyczynom i skutkom katastrofy smoleńskiej. Tekst opisuje oraz komentuje kilka profesjonalnych produkcji. Należą do nich: “List z Polski”, “Solidarni 2010”, “Krzyż”, “Lista pasażerów”, “10.04.10”, “Mgła” i “Zobaczyłem zjednoczony naród”. Autorka artykułu, czyli ja, pisze z punktu widzenia osoby o zapatrywaniach narodowo-lewicowych (nacjonalistyczno-socjaldemokratycznych). Jak wiadomo, światopogląd rzutuje na odbiór oglądanych materiałów, a ten przekłada się na sposób ich opisywania.
W artykule można się zatem natknąć na sprzeciw wobec polityki, ideologii oraz pomysłów Prawa i Sprawiedliwości. Mam poglądy antypisowskie, odrzucam teorię zamachu smoleńskiego, nie lubię krzyży w miejscach publicznych i nie akceptuję pochowania Lecha Kaczyńskiego (sprawcy ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego) na Wawelu. Uwaga: nie popieram Platformy Obywatelskiej, Ruchu Palikota ani żadnej innej partii parlamentarnej. Jako lewicowa nacjonalistka, nie mam w Sejmie swojej reprezentacji politycznej. W ogóle nie znam ugrupowania, które odpowiadałoby w pełni moim przekonaniom. Tak czy siak: życzę przyjemnej lektury!
“Brief Uit Polen“ - “List z Polski”
(reż. Mariusz Pilis)
Polsko-holenderska produkcja poświęcona katastrofie smoleńskiej, a raczej hipotezie zamachu terrorystycznego. Film odznacza się dosyć oryginalną formą: narrator czyta anglojęzyczny list skierowany do publiczności cudzoziemskiej. Już sam fakt, że w materiale występuje narracja pierwszoosobowa, wskazuje na jego subiektywny i emocjonalny charakter. Rzeczywiście, produkcja zawiera wyrazistą tezę, a prezentowane przez bohatera fakty i domysły mają na celu jej potwierdzenie.
Początek “Brief Uit Polen” przywodzi na myśl program “Nie do wiary” (czarno-niebieska kolorystyka, niepokojąca muzyka w tle, dramatyczny ton lektora). Nadawca listu otwarcie mówi, że nie wyklucza najmroczniejszego scenariusza, a nawet sugeruje, że podobne odczucia posiada większość Polaków. Posuwa się również do stwierdzenia, że nasz Naród ma “naturalną tendencję do paranoi”, która jest “częścią polskiej duszy”. Bohater przedstawia Nadwiślańską Krainę jako państwo, w którym ludzie masowo wychodzą na ulice i działają w organizacjach pozarządowych, bo chcą poznać prawdę o wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 roku.
W “Liście z Polski” dużo się mówi także o Rosji, jednak zostaje ona przedstawiona w zdecydowanie negatywnym świetle. Narrator - pragnąc udowodnić, że kraj Putina stanowi dla nas zagrożenie - opowiada m.in. o rozbiorach i sowieckim ataku na Polskę z 17 września 1939 roku. Wymienia też powody, dla których Kreml mógłby być zainteresowany zgładzeniem Lecha Kaczyńskiego i jego stronników. “Brief Uit Polen” zawiera wypowiedzi wyłącznie tych ludzi, którzy wierzą w zamach terrorystyczny, uznają go za bardzo prawdopodobny albo wyznają jednoznacznie antyrosyjskie poglądy.
Tomasz Sakiewicz, Andrzej Nowak, Bronisław Wildstein, Zuzanna Kurtyka, Jacek Trznadel, Wiktor Juszczenko, Władimir Bukowski i inni mówią właściwie to samo. Przedstawiciele drugiej strony frontu w ogóle nie zostają dopuszczeni do głosu. Jakby tego było mało, w filmie pojawiają się ciepłe słowa na temat “Gazety Polskiej” oraz fragmenty przemówień Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Rząd Tuska jest ostro krytykowany, choć nie tak bezwzględnie jak władze Federacji Rosyjskiej. Krótko mówiąc: “List…” jest tendencyjny i mówi to, co środowiska pisowskie pragną usłyszeć.
“Solidarni 2010”
(reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski)
Film, o którym słyszał chyba każdy. Kontrowersyjne dzieło nakręcone i opublikowane niedługo po katastrofie smoleńskiej. Ten półtoragodzinny dokument ukazuje niezliczonych ludzi, którzy zdecydowali się publicznie zamanifestować swoje uczucia, refleksje, spostrzeżenia i obawy związane z kwietniową tragedią. Prawie wszystkie ujęcia były kręcone przed Pałacem Prezydenckim, gdzie tysiące osób zbierały się, aby oddać hołd Lechowi i Marii Kaczyńskim.
Kolejki do trumien prezydenta i prezydentowej były ogromne. Jeśli wierzyć zapewnieniom bohaterów, niektórzy chętni musieli stać w “ogonkach” nawet kilkanaście godzin. Wśród zgromadzonych znajdowali się przedstawiciele wszystkich grup wiekowych, od małych dzieci, przez jednostki w średnim wieku, aż po pomarszczonych staruszków. Oprócz zwykłych obywateli, trafiały się znane osobistości, takie jak aktorka Katarzyna Łaniewska, odtwórczyni roli Józefiny w telenoweli “Plebania”.
O ile pomysł na “Solidarnych 2010” wydaje się bardzo dobry, o tyle jego realizacja może wzbudzać wiele zastrzeżeń. W materiale wykorzystano bowiem tylko te wypowiedzi, które są zgodne ze światopoglądem Prawa i Sprawiedliwości. Wychwalanie i idealizowanie Lecha Kaczyńskiego, słowne atakowanie określonych mediów i osób publicznych, demonizowanie Rosji, sugerowanie, że wypadek lotniczy był zamachem, podkreślanie wiary katolickiej i tradycyjnych wartości, przypisywanie partii rządzącej odpowiedzialności za katastrofę - oto stałe elementy prezentowanych wywodów.
W “Solidarnych 2010” wielu ludzi napomyka o patriotyzmie i niepodległości Ojczyzny. Szkoda tylko, że nie pamiętają oni, iż to właśnie Lech Kaczyński podpisał Traktat Lizboński. Dokument ten odebrał Polsce suwerenność, ponieważ uczynił UE federacją (nowym państwem związkowym, podróbką Stanów Zjednoczonych Ameryki). Niestety, w filmie Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego nie ma miejsca na jakąkolwiek krytykę zmarłego prezydenta. Liczą się tylko głosy gloryfikujące jego postać. O fatalnych konsekwencjach Traktatu z Lizbony nikt nie wspomina ani słowem.
“Krzyż”
(reż. Ewa Stankiewicz)
Oficjalna kontynuacja “Solidarnych 2010” poświęcona awanturze o Krzyż Smoleński (przepychankom, do których doszło latem 2010 roku w Warszawie). Autorka, znajdująca się w samym centrum wydarzeń, pokazuje ludzi okupujących Krakowskie Przedmieście, ich starcia z służbami mundurowymi oraz konfrontacje z antyklerykalną młodzieżą. Przedstawia obrońców Krzyża jako osoby odważne, zdesperowane, nonkonformistyczne, ale również niezrozumiane, zaszczute i uciśnione przez władzę państwową.
W filmie, podobnie jak w “Solidarnych 2010”, można usłyszeć wiele ostrych słów dotyczących Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Sami obrońcy Krzyża są stawiani na równi z antykomunistyczną opozycją działającą w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Dzieło Ewy Stankiewicz jest mocne, wstrząsające i wypełnione silnymi emocjami. Złość, determinacja, rękoczyny, łzy, krzyki, kłótnie, szyderstwa, prowokacje - te wszystkie zjawiska, które miały miejsce przed Pałacem Prezydenckim, są w filmie doskonale widoczne.
“Krzyż” robi zdecydowanie większe wrażenie niż “Solidarni 2010”, albowiem pokazuje sensacyjne wydarzenia z punktu widzenia ich uczestniczki. Zaletą produkcji jest również to, że autorka dopuściła do głosu przedstawicieli przeciwnej strony barykady. Wprawdzie poświęciła im mniej czasu niż obrońcom Krzyża, ale pozwoliła zaprezentować odmienne spojrzenie na problem. W połowie filmu słychać nawet chłopaka, który wspomina o skandalach pedofilskich w Kościele katolickim. Przeciwnicy Krzyża nie są w żaden sposób cenzurowani, ale Stankiewicz ukazuje ich raczej w negatywnym świetle.
“Krzyż” należy do dzieł stronniczych, gdyż faworyzuje grupę broniącą chrześcijańskiego znaku. Mimo to, wspomniana stronniczość nie jest aż tak skrajna jak w przypadku “Solidarnych 2010”. Widać postęp. I bardzo dobrze. Swoją drogą, przydałby się film dokumentalny o ludziach żądających usunięcia Krzyża. Przecież oni także domagali się suwerenności: wyzwolenia naszej Ojczyzny spod wpływów państwa watykańskiego. Krzyż Smoleński był dla nich symbolem zniewolenia Polski i dominacji obcego podmiotu politycznego. Trzeba umieć się sprzeciwić nie tylko Moskwie, Brukseli i Waszyngtonowi, ale również Watykanowi i jego organizacji ponadnarodowej.
“Lista pasażerów”
(reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski)
Bardzo smutny materiał składający się z wypowiedzi niektórych przedstawicieli tzw. rodzin smoleńskich. W filmie, podzielonym na dwie części, krewni wybranych ofiar wspominają swoich bliskich. Opowiadają o ich zaletach, upodobaniach, codziennych nawykach, realizowanych projektach oraz zasługach dla kraju lub najbliższego otoczenia. Bohaterami dokumentu są nie tylko krewni polityków, ale również rodziny ofiar niemających nic wspólnego z życiem publicznym. Reprezentanci rodzin smoleńskich, mówiąc o swoich bliskich, zachowują się bardzo różnie.
Jedni nie mogą powstrzymać łez i wzmagających się emocji, inni trzymają się dzielnie i snują interesujące opowieści. Znaczna część bohaterów narzeka na postępowanie rosyjskich służb publicznych. Twierdzą oni, że byli niewłaściwie traktowani podczas identyfikacji zwłok albo że nie mogli otworzyć trumien z ciałami swoich bliskich. Część osób porównuje kwietniową katastrofę do mordu katyńskiego. Niekiedy pojawia się wręcz przypuszczenie, że tragedia smoleńska mogła być zaplanowaną zbrodnią. Nie ma jednak złości ani nienawiści: dominuje gorycz, tęsknota, miłość do utraconych ludzi oraz pragnienie kontynuacji ich misji.
“10.04.10”
(reż. Anita Gargas)
Film, który zaskakuje rzeczowością, bogactwem treści i doskonałością formy. Dokument na wysokim poziomie, o którym można powiedzieć, że naprawdę próbuje rozwiązać zagadkę katastrofy smoleńskiej. To nie jest coś takiego jak “List z Polski”, w którym narrator narzuca widzom swoje domysły i dostosowuje fakty do gotowej teorii. Dzieło Anity Gargas stawia nie tyle tezy, ile hipotezy. Nie ma w nim natrętnych komentarzy ani bezkrytycznego podejścia do pewnych spraw. Są za to solidne materiały dowodowe, cytaty z ważnych dokumentów i rozmowy z licznymi ekspertami. Najistotniejsze wydaje się jednak to, że polska ekipa filmowa, zamiast formułować wnioski zza biurka, wyjechała do Rosji i spotkała się z kompetentnymi ludźmi.
Dziennikarzom udało się dotrzeć do świadków katastrofy, do pracowników lotniska Siewiernyj i do przedstawiciela Kancelarii Prezydenckiej, który 10 kwietnia 2010 roku przebywał na terenie Federacji Rosyjskiej. W “10.04.10” można zobaczyć kilka filmików zarejestrowanych amatorskimi kamerami, obejrzeć przydatne zdjęcia satelitarne oraz usłyszeć nagranie rozmowy toczącej się między wieżą kontroli lotów a pilotem Jaka-40 (samolotu, który wylądował w Smoleńsku półtorej godziny przed katastrofą Tu-154). Jedynym elementem produkcji, który może zniesmaczać, jest niepotrzebny wywiad z Jadwigą Kaczyńską. Jej wypowiedzi nie wnoszą nic do dziennikarskiego śledztwa. Starsza pani wyraża po prostu swoje antyrosyjskie uprzedzenia i niechęć do rządu Donalda Tuska.
“Mgła”
(reż. Maria Dłużewska, Joanna Lichocka)
Tematyka okołosmoleńska z punktu widzenia pracowników Kancelarii Prezydenta RP - Lecha Kaczyńskiego. Bohaterowie filmu mówią o zdarzeniach, które poprzedziły katastrofę, o swoich reakcjach na tragedię, o postawie służb rosyjskich, o zamieszaniu wśród wpływowych polityków, o przygotowaniach do ceremonii żałobnej i o przebiegu prezydenckiego pogrzebu. Wspominają konflikt, który - przed 10 kwietnia 2010 roku - toczył się między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem. Opowiadają o tym, jak patrzyli na rozbity samolot i nie mogli uwierzyć w rozmiar tragedii. Zwierzają się ze swoich uczuć i refleksji, wyciągają wnioski z omawianego wydarzenia oraz oceniają zachowanie Tuska i Komorowskiego.
We “Mgle” nie ma insynuacji dotyczących zamachu terrorystycznego. Wprawdzie padają pytania o przyczyny katastrofy, ale słowa typu “zamach” czy “spisek” w ogóle się nie pojawiają. Film nie zawiera również stwierdzeń oczerniających władze Federacji Rosyjskiej. Bohaterowie krytykują jednak polityków PO, gdyż uważają, że ich postawa po katastrofie była nieodpowiednia. Przede wszystkim, są niezadowoleni ze sposobu, w jaki traktowano Jarosława Kaczyńskiego. Wyrażają pogląd, według którego Tusk i Komorowski starali się unikać kontaktu z bratem zmarłego prezydenta. Ogromną zaletą “Mgły” jest ścieżka dźwiękowa w postaci muzyki rockowej/metalowej. Szkoda tylko, że nie do końca współgra ona z problematyką i klimatem produkcji.
“Zobaczyłem zjednoczony naród”
(reż. Anna Ferens)
Dzieło oparte na wyjątkowo oryginalnym i odważnym pomyśle. Chodzi o kwietniową żałobę narodową widzianą oczami cudzoziemskich (europejskich i azjatyckich) dziennikarzy. W filmie możemy usłyszeć przedstawicieli kilku zagranicznych stacji telewizyjnych, którzy mieli okazję obserwować Polaków tuż po katastrofie smoleńskiej. Obcy żurnaliści dzielą się z widzami swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami. Mówią o tym, jak bardzo zdumiała ich solidarność Narodu Polskiego, a zwłaszcza spontaniczne, oddolne inicjatywy zmierzające do uczczenia ofiar tragedii smoleńskiej. Dziennikarze nie mogą się nadziwić, jak wielu ludzi manifestowało swój smutek i jak długo trwała żałobna atmosfera. Zachwycają się ogromną ilością zniczy oraz Martą Kaczyńską, która stała się personifikacją powszechnego bólu i przygnębienia.
Obcokrajowcy zwierzają się również z tego, jaki - przed 10 kwietnia 2010 roku - był poziom ich wiedzy na temat pary prezydenckiej i samej Polski. Co więcej, mówią o tym, jak ich rodacy postrzegają Nadwiślańską Krainę i jej aktywność na arenie międzynarodowej. W “Zobaczyłem…” pojawia się także problem mordu katyńskiego. Okazuje się, że o ile w Czechach i Niemczech ten temat jest dobrze znany, o tyle w Rosji i Chinach prawie nikt o nim nie słyszał. Wyznania dziennikarzy pozwalają się przekonać, jaki wizerunek Polski, Polaków oraz polskich polityków zakorzenił się w umysłach cudzoziemców. Film Anny Ferens może chwilami zaskakiwać. Nie zmienia to jednak faktu, że jest on godny obejrzenia i dokładnego przemyślenia.
Ciekawostka na zakończenie
Filmy o tematyce okołosmoleńskiej to nie tylko dzieła dokumentalne, ale też fabularne. W maju 2011 roku odbyła się premiera dramatu “Prosto z nieba” (nie mylić z serialem telewizyjnym “Prosto w serce”!) Piotra Matwiejczyka. Niestety, film jest bardzo nisko oceniany przez recenzentów i komentatorów. “Prosto z nieba” mówi o rodzinach smoleńskich. Ukazuje ludzi, którzy dowiadują się o katastrofie Tu-154 i chcą wiedzieć, czy na pokładzie znajdowali się ich bliscy.
Wszystko wskazuje na to, że twór Piotra Matwiejczyka nie będzie jedyną produkcją fabularną poświęconą tragedii smoleńskiej. Reżyser Antoni Krauze poinformował bowiem, że kręci własny film na ten temat. Czy uda mu się ukończyć dzieło? I czy będzie ono lepsze od nieszczęsnego “Prosto z nieba”? Pożyjemy, zobaczymy. Na razie musimy się zadowolić tym, co mamy.
Natalia Julia Nowak,
15-19 sierpnia 2012 r.
Niniejszy artykuł to nic innego jak przegląd filmów dokumentalnych poświęconych przyczynom i skutkom katastrofy smoleńskiej. Tekst opisuje oraz komentuje kilka profesjonalnych produkcji. Należą do nich: “List z Polski”, “Solidarni 2010”, “Krzyż”, “Lista pasażerów”, “10.04.10”, “Mgła” i “Zobaczyłem zjednoczony naród”. Autorka artykułu, czyli ja, pisze z punktu widzenia osoby o zapatrywaniach narodowo-lewicowych (nacjonalistyczno-socjaldemokratycznych). Jak wiadomo, światopogląd rzutuje na odbiór oglądanych materiałów, a ten przekłada się na sposób ich opisywania.
W artykule można się zatem natknąć na sprzeciw wobec polityki, ideologii oraz pomysłów Prawa i Sprawiedliwości. Mam poglądy antypisowskie, odrzucam teorię zamachu smoleńskiego, nie lubię krzyży w miejscach publicznych i nie akceptuję pochowania Lecha Kaczyńskiego (sprawcy ratyfikacji Traktatu Lizbońskiego) na Wawelu. Uwaga: nie popieram Platformy Obywatelskiej, Ruchu Palikota ani żadnej innej partii parlamentarnej. Jako lewicowa nacjonalistka, nie mam w Sejmie swojej reprezentacji politycznej. W ogóle nie znam ugrupowania, które odpowiadałoby w pełni moim przekonaniom. Tak czy siak: życzę przyjemnej lektury!
“Brief Uit Polen“ - “List z Polski”
(reż. Mariusz Pilis)
Polsko-holenderska produkcja poświęcona katastrofie smoleńskiej, a raczej hipotezie zamachu terrorystycznego. Film odznacza się dosyć oryginalną formą: narrator czyta anglojęzyczny list skierowany do publiczności cudzoziemskiej. Już sam fakt, że w materiale występuje narracja pierwszoosobowa, wskazuje na jego subiektywny i emocjonalny charakter. Rzeczywiście, produkcja zawiera wyrazistą tezę, a prezentowane przez bohatera fakty i domysły mają na celu jej potwierdzenie.
Początek “Brief Uit Polen” przywodzi na myśl program “Nie do wiary” (czarno-niebieska kolorystyka, niepokojąca muzyka w tle, dramatyczny ton lektora). Nadawca listu otwarcie mówi, że nie wyklucza najmroczniejszego scenariusza, a nawet sugeruje, że podobne odczucia posiada większość Polaków. Posuwa się również do stwierdzenia, że nasz Naród ma “naturalną tendencję do paranoi”, która jest “częścią polskiej duszy”. Bohater przedstawia Nadwiślańską Krainę jako państwo, w którym ludzie masowo wychodzą na ulice i działają w organizacjach pozarządowych, bo chcą poznać prawdę o wydarzeniach z 10 kwietnia 2010 roku.
W “Liście z Polski” dużo się mówi także o Rosji, jednak zostaje ona przedstawiona w zdecydowanie negatywnym świetle. Narrator - pragnąc udowodnić, że kraj Putina stanowi dla nas zagrożenie - opowiada m.in. o rozbiorach i sowieckim ataku na Polskę z 17 września 1939 roku. Wymienia też powody, dla których Kreml mógłby być zainteresowany zgładzeniem Lecha Kaczyńskiego i jego stronników. “Brief Uit Polen” zawiera wypowiedzi wyłącznie tych ludzi, którzy wierzą w zamach terrorystyczny, uznają go za bardzo prawdopodobny albo wyznają jednoznacznie antyrosyjskie poglądy.
Tomasz Sakiewicz, Andrzej Nowak, Bronisław Wildstein, Zuzanna Kurtyka, Jacek Trznadel, Wiktor Juszczenko, Władimir Bukowski i inni mówią właściwie to samo. Przedstawiciele drugiej strony frontu w ogóle nie zostają dopuszczeni do głosu. Jakby tego było mało, w filmie pojawiają się ciepłe słowa na temat “Gazety Polskiej” oraz fragmenty przemówień Lecha i Jarosława Kaczyńskich. Rząd Tuska jest ostro krytykowany, choć nie tak bezwzględnie jak władze Federacji Rosyjskiej. Krótko mówiąc: “List…” jest tendencyjny i mówi to, co środowiska pisowskie pragną usłyszeć.
“Solidarni 2010”
(reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski)
Film, o którym słyszał chyba każdy. Kontrowersyjne dzieło nakręcone i opublikowane niedługo po katastrofie smoleńskiej. Ten półtoragodzinny dokument ukazuje niezliczonych ludzi, którzy zdecydowali się publicznie zamanifestować swoje uczucia, refleksje, spostrzeżenia i obawy związane z kwietniową tragedią. Prawie wszystkie ujęcia były kręcone przed Pałacem Prezydenckim, gdzie tysiące osób zbierały się, aby oddać hołd Lechowi i Marii Kaczyńskim.
Kolejki do trumien prezydenta i prezydentowej były ogromne. Jeśli wierzyć zapewnieniom bohaterów, niektórzy chętni musieli stać w “ogonkach” nawet kilkanaście godzin. Wśród zgromadzonych znajdowali się przedstawiciele wszystkich grup wiekowych, od małych dzieci, przez jednostki w średnim wieku, aż po pomarszczonych staruszków. Oprócz zwykłych obywateli, trafiały się znane osobistości, takie jak aktorka Katarzyna Łaniewska, odtwórczyni roli Józefiny w telenoweli “Plebania”.
O ile pomysł na “Solidarnych 2010” wydaje się bardzo dobry, o tyle jego realizacja może wzbudzać wiele zastrzeżeń. W materiale wykorzystano bowiem tylko te wypowiedzi, które są zgodne ze światopoglądem Prawa i Sprawiedliwości. Wychwalanie i idealizowanie Lecha Kaczyńskiego, słowne atakowanie określonych mediów i osób publicznych, demonizowanie Rosji, sugerowanie, że wypadek lotniczy był zamachem, podkreślanie wiary katolickiej i tradycyjnych wartości, przypisywanie partii rządzącej odpowiedzialności za katastrofę - oto stałe elementy prezentowanych wywodów.
W “Solidarnych 2010” wielu ludzi napomyka o patriotyzmie i niepodległości Ojczyzny. Szkoda tylko, że nie pamiętają oni, iż to właśnie Lech Kaczyński podpisał Traktat Lizboński. Dokument ten odebrał Polsce suwerenność, ponieważ uczynił UE federacją (nowym państwem związkowym, podróbką Stanów Zjednoczonych Ameryki). Niestety, w filmie Ewy Stankiewicz i Jana Pospieszalskiego nie ma miejsca na jakąkolwiek krytykę zmarłego prezydenta. Liczą się tylko głosy gloryfikujące jego postać. O fatalnych konsekwencjach Traktatu z Lizbony nikt nie wspomina ani słowem.
“Krzyż”
(reż. Ewa Stankiewicz)
Oficjalna kontynuacja “Solidarnych 2010” poświęcona awanturze o Krzyż Smoleński (przepychankom, do których doszło latem 2010 roku w Warszawie). Autorka, znajdująca się w samym centrum wydarzeń, pokazuje ludzi okupujących Krakowskie Przedmieście, ich starcia z służbami mundurowymi oraz konfrontacje z antyklerykalną młodzieżą. Przedstawia obrońców Krzyża jako osoby odważne, zdesperowane, nonkonformistyczne, ale również niezrozumiane, zaszczute i uciśnione przez władzę państwową.
W filmie, podobnie jak w “Solidarnych 2010”, można usłyszeć wiele ostrych słów dotyczących Donalda Tuska i Platformy Obywatelskiej. Sami obrońcy Krzyża są stawiani na równi z antykomunistyczną opozycją działającą w okresie Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Dzieło Ewy Stankiewicz jest mocne, wstrząsające i wypełnione silnymi emocjami. Złość, determinacja, rękoczyny, łzy, krzyki, kłótnie, szyderstwa, prowokacje - te wszystkie zjawiska, które miały miejsce przed Pałacem Prezydenckim, są w filmie doskonale widoczne.
“Krzyż” robi zdecydowanie większe wrażenie niż “Solidarni 2010”, albowiem pokazuje sensacyjne wydarzenia z punktu widzenia ich uczestniczki. Zaletą produkcji jest również to, że autorka dopuściła do głosu przedstawicieli przeciwnej strony barykady. Wprawdzie poświęciła im mniej czasu niż obrońcom Krzyża, ale pozwoliła zaprezentować odmienne spojrzenie na problem. W połowie filmu słychać nawet chłopaka, który wspomina o skandalach pedofilskich w Kościele katolickim. Przeciwnicy Krzyża nie są w żaden sposób cenzurowani, ale Stankiewicz ukazuje ich raczej w negatywnym świetle.
“Krzyż” należy do dzieł stronniczych, gdyż faworyzuje grupę broniącą chrześcijańskiego znaku. Mimo to, wspomniana stronniczość nie jest aż tak skrajna jak w przypadku “Solidarnych 2010”. Widać postęp. I bardzo dobrze. Swoją drogą, przydałby się film dokumentalny o ludziach żądających usunięcia Krzyża. Przecież oni także domagali się suwerenności: wyzwolenia naszej Ojczyzny spod wpływów państwa watykańskiego. Krzyż Smoleński był dla nich symbolem zniewolenia Polski i dominacji obcego podmiotu politycznego. Trzeba umieć się sprzeciwić nie tylko Moskwie, Brukseli i Waszyngtonowi, ale również Watykanowi i jego organizacji ponadnarodowej.
“Lista pasażerów”
(reż. Ewa Stankiewicz, Jan Pospieszalski)
Bardzo smutny materiał składający się z wypowiedzi niektórych przedstawicieli tzw. rodzin smoleńskich. W filmie, podzielonym na dwie części, krewni wybranych ofiar wspominają swoich bliskich. Opowiadają o ich zaletach, upodobaniach, codziennych nawykach, realizowanych projektach oraz zasługach dla kraju lub najbliższego otoczenia. Bohaterami dokumentu są nie tylko krewni polityków, ale również rodziny ofiar niemających nic wspólnego z życiem publicznym. Reprezentanci rodzin smoleńskich, mówiąc o swoich bliskich, zachowują się bardzo różnie.
Jedni nie mogą powstrzymać łez i wzmagających się emocji, inni trzymają się dzielnie i snują interesujące opowieści. Znaczna część bohaterów narzeka na postępowanie rosyjskich służb publicznych. Twierdzą oni, że byli niewłaściwie traktowani podczas identyfikacji zwłok albo że nie mogli otworzyć trumien z ciałami swoich bliskich. Część osób porównuje kwietniową katastrofę do mordu katyńskiego. Niekiedy pojawia się wręcz przypuszczenie, że tragedia smoleńska mogła być zaplanowaną zbrodnią. Nie ma jednak złości ani nienawiści: dominuje gorycz, tęsknota, miłość do utraconych ludzi oraz pragnienie kontynuacji ich misji.
“10.04.10”
(reż. Anita Gargas)
Film, który zaskakuje rzeczowością, bogactwem treści i doskonałością formy. Dokument na wysokim poziomie, o którym można powiedzieć, że naprawdę próbuje rozwiązać zagadkę katastrofy smoleńskiej. To nie jest coś takiego jak “List z Polski”, w którym narrator narzuca widzom swoje domysły i dostosowuje fakty do gotowej teorii. Dzieło Anity Gargas stawia nie tyle tezy, ile hipotezy. Nie ma w nim natrętnych komentarzy ani bezkrytycznego podejścia do pewnych spraw. Są za to solidne materiały dowodowe, cytaty z ważnych dokumentów i rozmowy z licznymi ekspertami. Najistotniejsze wydaje się jednak to, że polska ekipa filmowa, zamiast formułować wnioski zza biurka, wyjechała do Rosji i spotkała się z kompetentnymi ludźmi.
Dziennikarzom udało się dotrzeć do świadków katastrofy, do pracowników lotniska Siewiernyj i do przedstawiciela Kancelarii Prezydenckiej, który 10 kwietnia 2010 roku przebywał na terenie Federacji Rosyjskiej. W “10.04.10” można zobaczyć kilka filmików zarejestrowanych amatorskimi kamerami, obejrzeć przydatne zdjęcia satelitarne oraz usłyszeć nagranie rozmowy toczącej się między wieżą kontroli lotów a pilotem Jaka-40 (samolotu, który wylądował w Smoleńsku półtorej godziny przed katastrofą Tu-154). Jedynym elementem produkcji, który może zniesmaczać, jest niepotrzebny wywiad z Jadwigą Kaczyńską. Jej wypowiedzi nie wnoszą nic do dziennikarskiego śledztwa. Starsza pani wyraża po prostu swoje antyrosyjskie uprzedzenia i niechęć do rządu Donalda Tuska.
“Mgła”
(reż. Maria Dłużewska, Joanna Lichocka)
Tematyka okołosmoleńska z punktu widzenia pracowników Kancelarii Prezydenta RP - Lecha Kaczyńskiego. Bohaterowie filmu mówią o zdarzeniach, które poprzedziły katastrofę, o swoich reakcjach na tragedię, o postawie służb rosyjskich, o zamieszaniu wśród wpływowych polityków, o przygotowaniach do ceremonii żałobnej i o przebiegu prezydenckiego pogrzebu. Wspominają konflikt, który - przed 10 kwietnia 2010 roku - toczył się między Lechem Kaczyńskim a Donaldem Tuskiem. Opowiadają o tym, jak patrzyli na rozbity samolot i nie mogli uwierzyć w rozmiar tragedii. Zwierzają się ze swoich uczuć i refleksji, wyciągają wnioski z omawianego wydarzenia oraz oceniają zachowanie Tuska i Komorowskiego.
We “Mgle” nie ma insynuacji dotyczących zamachu terrorystycznego. Wprawdzie padają pytania o przyczyny katastrofy, ale słowa typu “zamach” czy “spisek” w ogóle się nie pojawiają. Film nie zawiera również stwierdzeń oczerniających władze Federacji Rosyjskiej. Bohaterowie krytykują jednak polityków PO, gdyż uważają, że ich postawa po katastrofie była nieodpowiednia. Przede wszystkim, są niezadowoleni ze sposobu, w jaki traktowano Jarosława Kaczyńskiego. Wyrażają pogląd, według którego Tusk i Komorowski starali się unikać kontaktu z bratem zmarłego prezydenta. Ogromną zaletą “Mgły” jest ścieżka dźwiękowa w postaci muzyki rockowej/metalowej. Szkoda tylko, że nie do końca współgra ona z problematyką i klimatem produkcji.
“Zobaczyłem zjednoczony naród”
(reż. Anna Ferens)
Dzieło oparte na wyjątkowo oryginalnym i odważnym pomyśle. Chodzi o kwietniową żałobę narodową widzianą oczami cudzoziemskich (europejskich i azjatyckich) dziennikarzy. W filmie możemy usłyszeć przedstawicieli kilku zagranicznych stacji telewizyjnych, którzy mieli okazję obserwować Polaków tuż po katastrofie smoleńskiej. Obcy żurnaliści dzielą się z widzami swoimi wrażeniami i spostrzeżeniami. Mówią o tym, jak bardzo zdumiała ich solidarność Narodu Polskiego, a zwłaszcza spontaniczne, oddolne inicjatywy zmierzające do uczczenia ofiar tragedii smoleńskiej. Dziennikarze nie mogą się nadziwić, jak wielu ludzi manifestowało swój smutek i jak długo trwała żałobna atmosfera. Zachwycają się ogromną ilością zniczy oraz Martą Kaczyńską, która stała się personifikacją powszechnego bólu i przygnębienia.
Obcokrajowcy zwierzają się również z tego, jaki - przed 10 kwietnia 2010 roku - był poziom ich wiedzy na temat pary prezydenckiej i samej Polski. Co więcej, mówią o tym, jak ich rodacy postrzegają Nadwiślańską Krainę i jej aktywność na arenie międzynarodowej. W “Zobaczyłem…” pojawia się także problem mordu katyńskiego. Okazuje się, że o ile w Czechach i Niemczech ten temat jest dobrze znany, o tyle w Rosji i Chinach prawie nikt o nim nie słyszał. Wyznania dziennikarzy pozwalają się przekonać, jaki wizerunek Polski, Polaków oraz polskich polityków zakorzenił się w umysłach cudzoziemców. Film Anny Ferens może chwilami zaskakiwać. Nie zmienia to jednak faktu, że jest on godny obejrzenia i dokładnego przemyślenia.
Ciekawostka na zakończenie
Filmy o tematyce okołosmoleńskiej to nie tylko dzieła dokumentalne, ale też fabularne. W maju 2011 roku odbyła się premiera dramatu “Prosto z nieba” (nie mylić z serialem telewizyjnym “Prosto w serce”!) Piotra Matwiejczyka. Niestety, film jest bardzo nisko oceniany przez recenzentów i komentatorów. “Prosto z nieba” mówi o rodzinach smoleńskich. Ukazuje ludzi, którzy dowiadują się o katastrofie Tu-154 i chcą wiedzieć, czy na pokładzie znajdowali się ich bliscy.
Wszystko wskazuje na to, że twór Piotra Matwiejczyka nie będzie jedyną produkcją fabularną poświęconą tragedii smoleńskiej. Reżyser Antoni Krauze poinformował bowiem, że kręci własny film na ten temat. Czy uda mu się ukończyć dzieło? I czy będzie ono lepsze od nieszczęsnego “Prosto z nieba”? Pożyjemy, zobaczymy. Na razie musimy się zadowolić tym, co mamy.
Natalia Julia Nowak,
15-19 sierpnia 2012 r.
sobota, 18 sierpnia 2012
Pilecki na Wawel! Akcja Fundacji Paradis Judaeorum
Fundacja Paradis Judaeorum, której głównym celem jest popularyzacja postaci rotmistrza Witolda Pileckiego, zorganizowała nową akcję - “Pilecki na Wawel”. Wydarzenie ma związek z faktem, że IPN prowadzi obecnie poszukiwania szczątków ofiar stalinizmu, które pochowano w kwaterze na “Łączce” na Cmentarzu Powązkowskim w Warszawie.
Jak wynika z listu, skierowanego przez prezesa Fundacji do trzech ważnych adresatów (Prezydenta RP, Arcybiskupa Metropolity Krakowa i Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej), wśród osób pochowanych we wskazanym miejscu może być Witold Pilecki. Fundacja chce, aby - w razie potwierdzenia tego domysłu - szczątki Rotmistrza zostały złożone w Katedrze Wawelskiej w Krakowie.
Witold Pilecki to jeden z najważniejszych Żołnierzy Wyklętych. W 1940 roku dobrowolnie przeniknął do obozu koncentracyjnego Auschwitz, aby zbadać panującą tam sytuację, udzielić pomocy więźniom i zorganizować antynazistowski ruch oporu. Trzy lata później uciekł na wolność i opisał swoje wspomnienia w specjalnych dokumentach, nazywanych dzisiaj “raportami Witolda”. W 1944 roku wziął udział w powstaniu warszawskim.
Po wojnie, jako przedstawiciel podziemia niepodległościowego, został aresztowany przez komunistów, oskarżony o działalność antypaństwową, poddany torturom i stracony. Zrehabilitowano go dopiero w roku 1990, czyli po upadku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Pilecki został pośmiertnie uhonorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1995) i Orderem Orła Białego (2006). Mimo licznych zasług dla Ojczyzny, wciąż jest postacią słabo znaną w polskim społeczeństwie.
Dla wszystkich, którzy popierają pomysł pochowania Rotmistrza na Wawelu, utworzono specjalne wydarzenie na Facebooku:
http://pl-pl.facebook.com/events/410368365687056/
O akcji informują już (w języku polskim i angielskim) niektóre media:
http://www.radiownet.pl/#/publikacje/tyrpa-pamietajmy-o-pileckim
http://www.radiorp.fm/index.php?option=com_content&view=article&id=330%3Apochowa-rotmistrza-pileckiego-na-wawelu&catid=43%3Ahistoria&Itemid=87
http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/pilecki_na_wawelu_23340
http://histmag.org/?id=6972
http://www.thenews.pl/1/9/Artykul/109478,President-champions-museum-of-communist-crimes
Ty również możesz się przyłączyć. Wystarczy, że dołączysz do wspomnianego wcześniej facebookowego wydarzenia. Poprzyj akcję, gdyż Witold Pilecki zasługuje na pochówek w miejscu godnym Bohatera Narodowego!
Natalia Julia Nowak,
18 sierpnia 2012 roku
ZAŁĄCZNIKI
Wywiad z Michałem Tyrpą, prezesem Fundacji Paradis Judaeorum:
http://www.old.goniecwolnosci.pl/witold-pilecki-wzor-uniwersalny
Antologia “Rotmistrz Witold Pilecki - dla mnie, dla Polski, dla świata”:
https://docs.google.com/file/d/0Bz61_PER1DyEOTEwOTUwY2ItNjBmZS00NmJjLWE1ZDgtNDliMzljYTExNjA5/edit?hl=en&pli=1
Blogi, na których można poczytać o akcjach Fundacji:
http://michaltyrpa.blogspot.com/
http://mementomori.salon24.pl/
Jak wynika z listu, skierowanego przez prezesa Fundacji do trzech ważnych adresatów (Prezydenta RP, Arcybiskupa Metropolity Krakowa i Prezesa Instytutu Pamięci Narodowej), wśród osób pochowanych we wskazanym miejscu może być Witold Pilecki. Fundacja chce, aby - w razie potwierdzenia tego domysłu - szczątki Rotmistrza zostały złożone w Katedrze Wawelskiej w Krakowie.
Witold Pilecki to jeden z najważniejszych Żołnierzy Wyklętych. W 1940 roku dobrowolnie przeniknął do obozu koncentracyjnego Auschwitz, aby zbadać panującą tam sytuację, udzielić pomocy więźniom i zorganizować antynazistowski ruch oporu. Trzy lata później uciekł na wolność i opisał swoje wspomnienia w specjalnych dokumentach, nazywanych dzisiaj “raportami Witolda”. W 1944 roku wziął udział w powstaniu warszawskim.
Po wojnie, jako przedstawiciel podziemia niepodległościowego, został aresztowany przez komunistów, oskarżony o działalność antypaństwową, poddany torturom i stracony. Zrehabilitowano go dopiero w roku 1990, czyli po upadku Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Pilecki został pośmiertnie uhonorowany Krzyżem Komandorskim Orderu Odrodzenia Polski (1995) i Orderem Orła Białego (2006). Mimo licznych zasług dla Ojczyzny, wciąż jest postacią słabo znaną w polskim społeczeństwie.
Dla wszystkich, którzy popierają pomysł pochowania Rotmistrza na Wawelu, utworzono specjalne wydarzenie na Facebooku:
http://pl-pl.facebook.com/events/410368365687056/
O akcji informują już (w języku polskim i angielskim) niektóre media:
http://www.radiownet.pl/#/publikacje/tyrpa-pamietajmy-o-pileckim
http://www.radiorp.fm/index.php?option=com_content&view=article&id=330%3Apochowa-rotmistrza-pileckiego-na-wawelu&catid=43%3Ahistoria&Itemid=87
http://www.fronda.pl/news/czytaj/tytul/pilecki_na_wawelu_23340
http://histmag.org/?id=6972
http://www.thenews.pl/1/9/Artykul/109478,President-champions-museum-of-communist-crimes
Ty również możesz się przyłączyć. Wystarczy, że dołączysz do wspomnianego wcześniej facebookowego wydarzenia. Poprzyj akcję, gdyż Witold Pilecki zasługuje na pochówek w miejscu godnym Bohatera Narodowego!
Natalia Julia Nowak,
18 sierpnia 2012 roku
ZAŁĄCZNIKI
Wywiad z Michałem Tyrpą, prezesem Fundacji Paradis Judaeorum:
http://www.old.goniecwolnosci.pl/witold-pilecki-wzor-uniwersalny
Antologia “Rotmistrz Witold Pilecki - dla mnie, dla Polski, dla świata”:
https://docs.google.com/file/d/0Bz61_PER1DyEOTEwOTUwY2ItNjBmZS00NmJjLWE1ZDgtNDliMzljYTExNjA5/edit?hl=en&pli=1
Blogi, na których można poczytać o akcjach Fundacji:
http://michaltyrpa.blogspot.com/
http://mementomori.salon24.pl/
sobota, 11 sierpnia 2012
Muzyka narodowa od prawa do lewa
“Polska to nie jest tylko państwo.
To historia - na przemian radosna i smutna.
Polska to wielka Idea i Naród,
krew męczenników i wieczna niepewność jutra”
Twierdza - “Nasza Tożsamość”
Wprowadzenie
Niniejszy artykuł stanowi przegląd zespołów muzycznych mających coś wspólnego patriotyzmem i/lub nacjonalizmem. Zdecydowałam się zaprezentować grupy o różnym zabarwieniu politycznym: od prawicowego Legionu, przez centrowy Leszek Bubel Band aż po lewicowy Sztorm68. Celem mojej publikacji jest pokazanie różnorodności polskich formacji narodowych. Żadna z nich nie głosi treści całkowicie zbieżnych z moim narodowo-socjaldemokratycznym światopoglądem.
Moje idee to patriotyzm, pozytywny nacjonalizm, solidaryzm słowiański, eurosceptycyzm, antyglobalizm, umiarkowany antykapitalizm, państwo opiekuńcze, liberalizm obyczajowy, ateizm, laicyzm, antyklerykalizm i humanistyczny racjonalizm. Popieram demonstrowanie miłości do Polski i Polaków, sprzeciwiam się zaś atakowaniu innych Narodów, narzucaniu rodakom wiary katolickiej, incydentom homofobicznym/transfobicznym oraz wzywaniu do wprowadzenia skrajnego socjalizmu. Jestem totalnym wrogiem Unii Europejskiej, ale nie mam nic przeciwko współpracy słowiańsko-słowiańskiej. Mówię “NIE” autonomii Śląska, a “TAK” zerwaniu konkordatu.
W Polsce nie ma zespołów łączących postulaty nacjonalistyczne z socjalliberalnymi, zatem jestem skazana na kapele, z którymi zgadzam się połowicznie. Nie mówmy jednak o mojej orientacji politycznej. Przejdźmy do charakterystyk wybranych formacji narodowych. Uwaga! W niniejszym tekście nie ma nic o Horytnicy i Irydionie, ponieważ opisałam te grupy w artykułach “Usłyszeć głos patriotów” i “Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”. Życzę przyjemnej lektury!
Legion
Założony na przełomie 1990 i 1991 roku Legion to zespół rockowy cieszący się ogromnym szacunkiem w kręgach zachowawczych i narodowo-radykalnych. Grupa reprezentuje światopogląd patriotyczny, katolicki, konserwatywny, reakcyjny i monarchistyczny (na te dwie ostatnie idee wskazują utwory “Pieśń o Starej Europie”, “Wandea” i “Sarmaci”). Tematyka piosenek, nagrywanych przez formację, obraca się wokół obrony starego porządku świata i walki ze zjawiskami uznawanymi przez Kościół za niewłaściwe. Kapela czerpie inspiracje z historii, o czym świadczą nie tylko nagrania wymienione w nawiasie, ale również antykomunistyczny kawałek “1920”.
Zespołowi zdarza się jednak łączyć przeszłość z teraźniejszością: w “Krzyżowcach XX Wieku” podmiot liryczny porównuje współczesnych prawicowców do uczestników wojen krzyżowych. Grupa stworzyła ponadto hymn na cześć Obozu Narodowo-Radykalnego (“ONR”), utwór nawiązujący do terceryzmu (“Trzecia Droga”), balladę o celtyckiej krainie umarłych (“Avalon, Wyspa Mgieł”) i wiele innych perełek. Wokalistą formacji jest Tomasz J. Kostyła, będący także fotografem, poetą i publicystą. Nazwisko artysty figuruje na liście członków Komitetu Poparcia Marszu Niepodległości. Warto wiedzieć, że Kostyła przyczynił się do powstania “Antologii Polskiej Poezji Tożsamościowej” - książki z wierszami prawicowymi i patriotycznymi.
Twierdza
Zespół tożsamościowy działający w latach 1999-2003. Według polskojęzycznej Wikipedii, był on powiązany z narodowo-katolicką Młodzieżą Wszechpolską. Autor hasła nie uściślił, na czym polegało owo powiązanie, więc trudno powiedzieć, czy Twierdza była nadworną orkiestrą Wszechpolaków, czy po prostu formacją sympatyzującą z tym ruchem. Grupa, podobnie jak Legion, ma na koncie piosenki poświęcone przeszłości i teraźniejszości.
Utwory dotykające tematyki historycznej to np. “Nieznany Żołnierz” i “Monte Cassino”. Do kawałków, w których podmiot liryczny skupia się na współczesności, należą nagrania “Expressis Verbis” (śmiałe, bezkompromisowe, oskarżycielskie) i “Świadectwo” (piętnujące m.in. emigrację). Dosyć kontrowersyjnym dziełem Twierdzy jest “Iberyjski Wojownik” wyrażający podziw dla generała Franco. We wspomnianym utworze pojawia się sformułowanie “generał Franco niesie zdrajcom śmierć”.
Bastion
Kapela spod znaku drapieżnego i hałaśliwego rocka. Jak podaje oficjalna strona grupy, Bastion powstał w roku 2000 i początkowo posługiwał się nazwą Pussydriver. Formacja nie wydała jeszcze indywidualnego CD, ale zaznaczyła swoją obecność na składance “Twardzi Jak Stal. Muzyczny Hołd Dla Narodowych Sił Zbrojnych” (umieszczono tam utwór pt. “Tożsamość”). Opublikowała też “Alteri Vivas Oportet, Si Vis Tibi Vivre” - coś, co na witrynie internetowej zostało określone jako “archiwalny materiał dostępny na winylu”. Bastion, pomimo skromnego (aczkolwiek obiecującego!) dorobku, koncertował w wielu polskich miastach. Dla swoich fanów przygotował specjalne koszulki, które można zamówić za pośrednictwem Sieci.
Forteca
Zespół grający dwa rodzaje piosenek. Tym pierwszym są utwory z oryginalnymi tekstami, a tym drugim - kawałki wykorzystujące twórczość znanych polskich poetów. Członkowie Fortecy ilustrują dźwiękami wiersze Tadeusza Gajcego, Władysława Broniewskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i innych autorów. Można zatem powiedzieć, że znaczna część ich nagrań to poezja śpiewana. Bardzo udane są interpretacje “Pieśni o Żołnierzach z Westerplatte” i “Elegii o… (Chłopcu Polskim)”. Co do piosenek z tekstami unikalnymi, wypada wspomnieć o utworze “Forteca”. Padają w nim bowiem słowa “Forteca, Forteca, ostatni bastion Polski”. Niewykluczone, że jest to manifest artystyczny tej wyjątkowej formacji.
Zjednoczony Ursynów
Patriotyczny squad hip-hopowy nagrywający utwory na wysokim poziomie. Grupa wysławia Polskę i Warszawę, porusza tematy znane z ojczystej historii, podkreśla znaczenie wartości rodzinnych oraz manifestuje swoją wiarę w Boga. Teksty Zjednoczonego Ursynowa są napisane z ogromną swadą i zawsze świetnie się rymują. Często występują w nich aluzje literackie do dzieł polskich i europejskich autorów, a także popularne łacińskie sentencje. Formacja rapuje jednak nie tylko o polskości i tradycjonalizmie, ale również o piłce nożnej (kawałek “Czarna eLka” to panegiryk na cześć Legii Warszawa). Squad doczekał się kilku przyzwoicie zrealizowanych teledysków. Jednym z nich jest video clip ilustrujący utwór “Miasto Moje”.
Przy hip-hopowej grupie działa Stowarzyszenie “Zjednoczony Ursynów”, które - według informacji opublikowanej na stronie internetowej - “ma na celu propagowanie patriotyzmu wśród Polaków”. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, ugrupowanie zamierza “organizować wykłady historyczne i warsztaty muzyczne z udziałem profesorów historii i profesjonalnych muzyków”. Na razie Stowarzyszenie “ZU” realizuje swoją misję poprzez wydawanie patriotycznych krążków i uczestnictwo w wydarzeniach typu Marsz Niepodległości. Raperzy ze Zjednoczonego Ursynowa koncertowali razem z antykomunistycznym bardem Andrzejem Kołakowskim. Nagrali też piosenkę z gościnnym udziałem Kotziego.
Leszek Bubel Band
Formacja utworzona przez Leszka Bubla: byłego posła, prezesa Polskiej Partii Narodowej, redaktora naczelnego tygodnika “Tylko Polska”. Początkowo zespół koncentrował się na komponowaniu satyrycznych kawałków disco-polowych i popowych, później jednak zaczął tworzyć utwory poważniejsze i ambitniejsze. Najbardziej znanym nagraniem LBB jest “Longinus Zerwimycka” - prześmiewcza piosenka, która zbulwersowała środowiska ceniące poprawność polityczną. Grupa słynie z ogromnej aktywności i zamiłowania do muzycznych eksperymentów. W latach 2008-2010 udało jej się wydać aż sześć zróżnicowanych płyt (“Longinus Zerwimycka”, “Elyty”, “Biało-Czerwona Krew. W Hołdzie Narodowym Siłom Zbrojnym”, “Żołnierze Wyklęci”, “Rycerze Idei. Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”, “Życie i Śmierć dla Narodu”).
Utwory formacji Leszek Bubel Band poruszają najrozmaitsze tematy: wyśmiewają osoby publiczne i konkurencyjne partie (“Rebe Muchomorek”, “Bolek Wałęsa”, “Epitafium Dla LPR“), krytykują popkulturę i konsumpcyjny styl życia (“Masakra”, “Doda Elektroda“, “Roślinki“), upamiętniają żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (“Modlitwa NSZ”, “Pieśń Partyzancka NSZ”, “Szczerbiec NSZ“), chwalą Romana Dmowskiego (“Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”), wyrażają poparcie dla polsko-węgierskiej przyjaźni (“Polak-Węgier Dwa Bratanki”), oddają hołd ks. Jerzemu Popiełuszce (“Kazanie Ks. Jerzego”). Nie da się wymienić wszystkich zjawisk i problemów komentowanych przez LBB. Najbardziej monumentalnym dziełem grupy jest trwająca ponad 13 minut kompozycja “Elity”. Zarejestrowano ją na płycie “Rycerze Idei. Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”.
Klasa Pracująca
Projekt muzyczny, za który odpowiada Adam, twórca licznych przedsięwzięć tego typu. Ten jednoosobowy zespół ma charakter narodowo-robotniczy: patriotyczny, a zarazem antykapitalistyczny. Solista śpiewa o biedzie, niepewności jutra, dysproporcjach społecznych, niegodnym traktowaniu pracowników i bezrobociu obejmującym nawet przedstawicieli inteligencji. Krytykuje obecny porządek polityczny, który - według niego - jest atrapą demokracji i przyczyną cierpienia milionów ludzi. Apeluje o osądzanie III RP na równi z Polską Rzeczpospolitą Ludową. Często manifestuje swój patriotyzm i panslawizm, np. poprzez wspominanie o ojczystych symbolach i słowiańskiej dumie. Wydawcą Klasy Pracującej jest należące do Adama miniwydawnictwo Gniew Ludzi Pracy.
Pod względem brzmieniowym, Klasa Pracująca stanowi dosyć spokojne Oi! (podgatunek punk rocka). Jeśli chodzi o teksty, to można pogratulować Adamowi celnych uwag typu “Nasi rodzice myśleli, że po upadku komunizmu coś tu zmieni się. No i faktycznie zmienił się kraj. Teraz mamy biedę razy dwa” albo “Teraz mamy demokrację, możesz mówić to, co chcesz. Możesz sobie krzyczeć do woli, nikt nie będzie słuchał cię”. Piosenka “Kolorowy Świat” ma taką samą melodię jak “Maszyna” Reaktora37. “Muzyka Biedoty“ sprawia zaś wrażenie coveru R37. Pytanie: czy Reaktor37 to jedno z wielu artystycznych przedsięwzięć Adama? Głos mężczyzny z R37 brzmi podobnie do głosu naszego znajomego patrioty-socjalisty. Poza tym, Reaktor37 - zupełnie jak Klasa Pracująca - krzewi idee narodowe, panslawistyczne, proletariackie i antykapitalistyczne.
Robotniczy Front
Inny projekt Adama związany z miniwydawnictwem Gniew Ludzi Pracy. Najciekawszym utworem, promowanym pod szyldem RF, jest „Bydło”, w którym szokujący tekst miesza się z niesamowitymi, syntetycznymi dźwiękami. Kawałek nawiązuje do motywu kapitalisty-tyrana, ale znajdziemy w nim również fragmenty dotyczące życia politycznego („Każda partia wizję już ma, jak rozbudować ten piękny kraj. Zapytaj więc, jaki mają program. Odpowiedź będzie zaskakująco prosta. Dowiesz się sporo o Bogu i etyce, co dobre, a co złe, lecz nic o polityce”). Niezłe jest także nagranie „Antykapitalizm” zawierające ponury podkład muzyczny i rytmiczną melorecytację. Usłyszymy w nim m.in. słowa „Dzięki wam Orzeł jest w koronie. Co z tego, że biedny? Jego kraj tonie”. Bardzo mroczną, klimatyczną, niepokojącą kompozycją jest „Groźba”. Niestety, posiada ona agresywny tekst, który nie wszystkim musi się podobać.
Sztorm68
Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny zespół narodowo-robotniczy. Rok założenia: 1991. Miejsce założenia: Skoczów. Kapela zajmuje się opiewaniem proletariuszy, krytykowaniem polityki Stanów Zjednoczonych, potępianiem ideologii syjonistycznej, wybielaniem postaci Saddama Husajna i tego typu sprawami. Narodowcy oceniają ją bardzo różnie, przede wszystkim dlatego, że ma ona na sumieniu piosenkę “Dziękujemy”.
Utwór ten gloryfikuje stan wojenny, kieruje ciepłe słowa pod adresem jego organizatorów oraz wyszydza prześladowanych opozycjonistów. Co gorsza, w omawianym kawałku ofiary grudnia 1981 roku są obrzucane antysemickimi wyzwiskami. Niektórzy Internauci (użytkownicy serwisu YouTube) przyrównują stworzenie tej piosenki do zdrady narodowej. Stan wojenny to temat bardzo kontrowersyjny, zupełnie jak powstanie warszawskie. Trzeba jednak przyznać, że kompozycja “Dziękujemy” jest niesmaczna i zasługuje na naganę.
Zakończenie
Zespoły, które scharakteryzowałam w niniejszym artykule, to tylko przykłady polskich formacji narodowych. Oprócz nich, istnieją również inne grupy, zarówno prawicowe, jak i lewicowe. Ich odkrycie i opisanie zostawiam jednak Czytelnikom. Pozdrawiam i dziękuję za lekturę mojego tekstu. Mam nadzieję, że przynajmniej częściowo poszerzył on wiedzę Odbiorców.
Natalia Julia Nowak,
8-11 sierpnia 2012 r.
To historia - na przemian radosna i smutna.
Polska to wielka Idea i Naród,
krew męczenników i wieczna niepewność jutra”
Twierdza - “Nasza Tożsamość”
Wprowadzenie
Niniejszy artykuł stanowi przegląd zespołów muzycznych mających coś wspólnego patriotyzmem i/lub nacjonalizmem. Zdecydowałam się zaprezentować grupy o różnym zabarwieniu politycznym: od prawicowego Legionu, przez centrowy Leszek Bubel Band aż po lewicowy Sztorm68. Celem mojej publikacji jest pokazanie różnorodności polskich formacji narodowych. Żadna z nich nie głosi treści całkowicie zbieżnych z moim narodowo-socjaldemokratycznym światopoglądem.
Moje idee to patriotyzm, pozytywny nacjonalizm, solidaryzm słowiański, eurosceptycyzm, antyglobalizm, umiarkowany antykapitalizm, państwo opiekuńcze, liberalizm obyczajowy, ateizm, laicyzm, antyklerykalizm i humanistyczny racjonalizm. Popieram demonstrowanie miłości do Polski i Polaków, sprzeciwiam się zaś atakowaniu innych Narodów, narzucaniu rodakom wiary katolickiej, incydentom homofobicznym/transfobicznym oraz wzywaniu do wprowadzenia skrajnego socjalizmu. Jestem totalnym wrogiem Unii Europejskiej, ale nie mam nic przeciwko współpracy słowiańsko-słowiańskiej. Mówię “NIE” autonomii Śląska, a “TAK” zerwaniu konkordatu.
W Polsce nie ma zespołów łączących postulaty nacjonalistyczne z socjalliberalnymi, zatem jestem skazana na kapele, z którymi zgadzam się połowicznie. Nie mówmy jednak o mojej orientacji politycznej. Przejdźmy do charakterystyk wybranych formacji narodowych. Uwaga! W niniejszym tekście nie ma nic o Horytnicy i Irydionie, ponieważ opisałam te grupy w artykułach “Usłyszeć głos patriotów” i “Zespół Irydion. Pokochasz go czy znienawidzisz?”. Życzę przyjemnej lektury!
Legion
Założony na przełomie 1990 i 1991 roku Legion to zespół rockowy cieszący się ogromnym szacunkiem w kręgach zachowawczych i narodowo-radykalnych. Grupa reprezentuje światopogląd patriotyczny, katolicki, konserwatywny, reakcyjny i monarchistyczny (na te dwie ostatnie idee wskazują utwory “Pieśń o Starej Europie”, “Wandea” i “Sarmaci”). Tematyka piosenek, nagrywanych przez formację, obraca się wokół obrony starego porządku świata i walki ze zjawiskami uznawanymi przez Kościół za niewłaściwe. Kapela czerpie inspiracje z historii, o czym świadczą nie tylko nagrania wymienione w nawiasie, ale również antykomunistyczny kawałek “1920”.
Zespołowi zdarza się jednak łączyć przeszłość z teraźniejszością: w “Krzyżowcach XX Wieku” podmiot liryczny porównuje współczesnych prawicowców do uczestników wojen krzyżowych. Grupa stworzyła ponadto hymn na cześć Obozu Narodowo-Radykalnego (“ONR”), utwór nawiązujący do terceryzmu (“Trzecia Droga”), balladę o celtyckiej krainie umarłych (“Avalon, Wyspa Mgieł”) i wiele innych perełek. Wokalistą formacji jest Tomasz J. Kostyła, będący także fotografem, poetą i publicystą. Nazwisko artysty figuruje na liście członków Komitetu Poparcia Marszu Niepodległości. Warto wiedzieć, że Kostyła przyczynił się do powstania “Antologii Polskiej Poezji Tożsamościowej” - książki z wierszami prawicowymi i patriotycznymi.
Twierdza
Zespół tożsamościowy działający w latach 1999-2003. Według polskojęzycznej Wikipedii, był on powiązany z narodowo-katolicką Młodzieżą Wszechpolską. Autor hasła nie uściślił, na czym polegało owo powiązanie, więc trudno powiedzieć, czy Twierdza była nadworną orkiestrą Wszechpolaków, czy po prostu formacją sympatyzującą z tym ruchem. Grupa, podobnie jak Legion, ma na koncie piosenki poświęcone przeszłości i teraźniejszości.
Utwory dotykające tematyki historycznej to np. “Nieznany Żołnierz” i “Monte Cassino”. Do kawałków, w których podmiot liryczny skupia się na współczesności, należą nagrania “Expressis Verbis” (śmiałe, bezkompromisowe, oskarżycielskie) i “Świadectwo” (piętnujące m.in. emigrację). Dosyć kontrowersyjnym dziełem Twierdzy jest “Iberyjski Wojownik” wyrażający podziw dla generała Franco. We wspomnianym utworze pojawia się sformułowanie “generał Franco niesie zdrajcom śmierć”.
Bastion
Kapela spod znaku drapieżnego i hałaśliwego rocka. Jak podaje oficjalna strona grupy, Bastion powstał w roku 2000 i początkowo posługiwał się nazwą Pussydriver. Formacja nie wydała jeszcze indywidualnego CD, ale zaznaczyła swoją obecność na składance “Twardzi Jak Stal. Muzyczny Hołd Dla Narodowych Sił Zbrojnych” (umieszczono tam utwór pt. “Tożsamość”). Opublikowała też “Alteri Vivas Oportet, Si Vis Tibi Vivre” - coś, co na witrynie internetowej zostało określone jako “archiwalny materiał dostępny na winylu”. Bastion, pomimo skromnego (aczkolwiek obiecującego!) dorobku, koncertował w wielu polskich miastach. Dla swoich fanów przygotował specjalne koszulki, które można zamówić za pośrednictwem Sieci.
Forteca
Zespół grający dwa rodzaje piosenek. Tym pierwszym są utwory z oryginalnymi tekstami, a tym drugim - kawałki wykorzystujące twórczość znanych polskich poetów. Członkowie Fortecy ilustrują dźwiękami wiersze Tadeusza Gajcego, Władysława Broniewskiego, Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, Konstantego Ildefonsa Gałczyńskiego i innych autorów. Można zatem powiedzieć, że znaczna część ich nagrań to poezja śpiewana. Bardzo udane są interpretacje “Pieśni o Żołnierzach z Westerplatte” i “Elegii o… (Chłopcu Polskim)”. Co do piosenek z tekstami unikalnymi, wypada wspomnieć o utworze “Forteca”. Padają w nim bowiem słowa “Forteca, Forteca, ostatni bastion Polski”. Niewykluczone, że jest to manifest artystyczny tej wyjątkowej formacji.
Zjednoczony Ursynów
Patriotyczny squad hip-hopowy nagrywający utwory na wysokim poziomie. Grupa wysławia Polskę i Warszawę, porusza tematy znane z ojczystej historii, podkreśla znaczenie wartości rodzinnych oraz manifestuje swoją wiarę w Boga. Teksty Zjednoczonego Ursynowa są napisane z ogromną swadą i zawsze świetnie się rymują. Często występują w nich aluzje literackie do dzieł polskich i europejskich autorów, a także popularne łacińskie sentencje. Formacja rapuje jednak nie tylko o polskości i tradycjonalizmie, ale również o piłce nożnej (kawałek “Czarna eLka” to panegiryk na cześć Legii Warszawa). Squad doczekał się kilku przyzwoicie zrealizowanych teledysków. Jednym z nich jest video clip ilustrujący utwór “Miasto Moje”.
Przy hip-hopowej grupie działa Stowarzyszenie “Zjednoczony Ursynów”, które - według informacji opublikowanej na stronie internetowej - “ma na celu propagowanie patriotyzmu wśród Polaków”. Zgodnie z oficjalnym komunikatem, ugrupowanie zamierza “organizować wykłady historyczne i warsztaty muzyczne z udziałem profesorów historii i profesjonalnych muzyków”. Na razie Stowarzyszenie “ZU” realizuje swoją misję poprzez wydawanie patriotycznych krążków i uczestnictwo w wydarzeniach typu Marsz Niepodległości. Raperzy ze Zjednoczonego Ursynowa koncertowali razem z antykomunistycznym bardem Andrzejem Kołakowskim. Nagrali też piosenkę z gościnnym udziałem Kotziego.
Leszek Bubel Band
Formacja utworzona przez Leszka Bubla: byłego posła, prezesa Polskiej Partii Narodowej, redaktora naczelnego tygodnika “Tylko Polska”. Początkowo zespół koncentrował się na komponowaniu satyrycznych kawałków disco-polowych i popowych, później jednak zaczął tworzyć utwory poważniejsze i ambitniejsze. Najbardziej znanym nagraniem LBB jest “Longinus Zerwimycka” - prześmiewcza piosenka, która zbulwersowała środowiska ceniące poprawność polityczną. Grupa słynie z ogromnej aktywności i zamiłowania do muzycznych eksperymentów. W latach 2008-2010 udało jej się wydać aż sześć zróżnicowanych płyt (“Longinus Zerwimycka”, “Elyty”, “Biało-Czerwona Krew. W Hołdzie Narodowym Siłom Zbrojnym”, “Żołnierze Wyklęci”, “Rycerze Idei. Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”, “Życie i Śmierć dla Narodu”).
Utwory formacji Leszek Bubel Band poruszają najrozmaitsze tematy: wyśmiewają osoby publiczne i konkurencyjne partie (“Rebe Muchomorek”, “Bolek Wałęsa”, “Epitafium Dla LPR“), krytykują popkulturę i konsumpcyjny styl życia (“Masakra”, “Doda Elektroda“, “Roślinki“), upamiętniają żołnierzy Narodowych Sił Zbrojnych (“Modlitwa NSZ”, “Pieśń Partyzancka NSZ”, “Szczerbiec NSZ“), chwalą Romana Dmowskiego (“Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”), wyrażają poparcie dla polsko-węgierskiej przyjaźni (“Polak-Węgier Dwa Bratanki”), oddają hołd ks. Jerzemu Popiełuszce (“Kazanie Ks. Jerzego”). Nie da się wymienić wszystkich zjawisk i problemów komentowanych przez LBB. Najbardziej monumentalnym dziełem grupy jest trwająca ponad 13 minut kompozycja “Elity”. Zarejestrowano ją na płycie “Rycerze Idei. Panie Romanie, Wielkiej Polski Hetmanie”.
Klasa Pracująca
Projekt muzyczny, za który odpowiada Adam, twórca licznych przedsięwzięć tego typu. Ten jednoosobowy zespół ma charakter narodowo-robotniczy: patriotyczny, a zarazem antykapitalistyczny. Solista śpiewa o biedzie, niepewności jutra, dysproporcjach społecznych, niegodnym traktowaniu pracowników i bezrobociu obejmującym nawet przedstawicieli inteligencji. Krytykuje obecny porządek polityczny, który - według niego - jest atrapą demokracji i przyczyną cierpienia milionów ludzi. Apeluje o osądzanie III RP na równi z Polską Rzeczpospolitą Ludową. Często manifestuje swój patriotyzm i panslawizm, np. poprzez wspominanie o ojczystych symbolach i słowiańskiej dumie. Wydawcą Klasy Pracującej jest należące do Adama miniwydawnictwo Gniew Ludzi Pracy.
Pod względem brzmieniowym, Klasa Pracująca stanowi dosyć spokojne Oi! (podgatunek punk rocka). Jeśli chodzi o teksty, to można pogratulować Adamowi celnych uwag typu “Nasi rodzice myśleli, że po upadku komunizmu coś tu zmieni się. No i faktycznie zmienił się kraj. Teraz mamy biedę razy dwa” albo “Teraz mamy demokrację, możesz mówić to, co chcesz. Możesz sobie krzyczeć do woli, nikt nie będzie słuchał cię”. Piosenka “Kolorowy Świat” ma taką samą melodię jak “Maszyna” Reaktora37. “Muzyka Biedoty“ sprawia zaś wrażenie coveru R37. Pytanie: czy Reaktor37 to jedno z wielu artystycznych przedsięwzięć Adama? Głos mężczyzny z R37 brzmi podobnie do głosu naszego znajomego patrioty-socjalisty. Poza tym, Reaktor37 - zupełnie jak Klasa Pracująca - krzewi idee narodowe, panslawistyczne, proletariackie i antykapitalistyczne.
Robotniczy Front
Inny projekt Adama związany z miniwydawnictwem Gniew Ludzi Pracy. Najciekawszym utworem, promowanym pod szyldem RF, jest „Bydło”, w którym szokujący tekst miesza się z niesamowitymi, syntetycznymi dźwiękami. Kawałek nawiązuje do motywu kapitalisty-tyrana, ale znajdziemy w nim również fragmenty dotyczące życia politycznego („Każda partia wizję już ma, jak rozbudować ten piękny kraj. Zapytaj więc, jaki mają program. Odpowiedź będzie zaskakująco prosta. Dowiesz się sporo o Bogu i etyce, co dobre, a co złe, lecz nic o polityce”). Niezłe jest także nagranie „Antykapitalizm” zawierające ponury podkład muzyczny i rytmiczną melorecytację. Usłyszymy w nim m.in. słowa „Dzięki wam Orzeł jest w koronie. Co z tego, że biedny? Jego kraj tonie”. Bardzo mroczną, klimatyczną, niepokojącą kompozycją jest „Groźba”. Niestety, posiada ona agresywny tekst, który nie wszystkim musi się podobać.
Sztorm68
Prawdopodobnie najbardziej rozpoznawalny zespół narodowo-robotniczy. Rok założenia: 1991. Miejsce założenia: Skoczów. Kapela zajmuje się opiewaniem proletariuszy, krytykowaniem polityki Stanów Zjednoczonych, potępianiem ideologii syjonistycznej, wybielaniem postaci Saddama Husajna i tego typu sprawami. Narodowcy oceniają ją bardzo różnie, przede wszystkim dlatego, że ma ona na sumieniu piosenkę “Dziękujemy”.
Utwór ten gloryfikuje stan wojenny, kieruje ciepłe słowa pod adresem jego organizatorów oraz wyszydza prześladowanych opozycjonistów. Co gorsza, w omawianym kawałku ofiary grudnia 1981 roku są obrzucane antysemickimi wyzwiskami. Niektórzy Internauci (użytkownicy serwisu YouTube) przyrównują stworzenie tej piosenki do zdrady narodowej. Stan wojenny to temat bardzo kontrowersyjny, zupełnie jak powstanie warszawskie. Trzeba jednak przyznać, że kompozycja “Dziękujemy” jest niesmaczna i zasługuje na naganę.
Zakończenie
Zespoły, które scharakteryzowałam w niniejszym artykule, to tylko przykłady polskich formacji narodowych. Oprócz nich, istnieją również inne grupy, zarówno prawicowe, jak i lewicowe. Ich odkrycie i opisanie zostawiam jednak Czytelnikom. Pozdrawiam i dziękuję za lekturę mojego tekstu. Mam nadzieję, że przynajmniej częściowo poszerzył on wiedzę Odbiorców.
Natalia Julia Nowak,
8-11 sierpnia 2012 r.
czwartek, 2 sierpnia 2012
W sprawie transpłciowości. O co chodzi z AJN?
Tragikomiczna jednoaktówka
Pod koniec czerwca 2012 roku napisałam i opublikowałam sztukę teatralną pt. “Śledztwo w sprawie transpłciowości”. Była to tragikomiczna jednoaktówka oparta na zasadzie “trzech jedności” (jedność miejsca, czasu i akcji). Wydarzenia przedstawione w dramacie rozgrywały się w onirycznej rzeczywistości, a ściślej: w budynku stylizowanym na najbardziej znane więzienie Urzędu Bezpieczeństwa. Najważniejszą postacią, występującą w utworze, była 21-letnia Natalia Julia Nowak, czyli mój wirtualny sobowtór. Główna bohaterka dramatu, zamknięta w sali przesłuchań, była zmuszona do odpowiadania na niewygodne pytania funkcjonariuszy UB. Przedstawiciele bezpieki, tendencyjni od samego początku, kierowali interrogacją w taki sposób, żeby NJN składała zeznania zgodne z ich oczekiwaniami.
Oskarżać i likwidować
Jak wiadomo z historii, ubecji nigdy nie interesowała rzeczywistość ani analizowanie problemów z różnych punktów widzenia. Jeśli ktoś został o coś oskarżony, to od razu było wiadomo, że Urząd Bezpieczeństwa zdoła udowodnić mu winę. Praktyki, o których piszę, były w okresie stalinizmu stosowane powszechnie. Władza ludowa sięgała po tego typu środki, żeby w majestacie prawa likwidować żołnierzy podziemia niepodległościowego. W ten sposób udało się komunistom zamordować m.in. Witolda Pileckiego i Augusta Emila Fieldorfa. Wszystkich, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę na ten temat, zachęcam do obejrzenia filmów “Generał Nil” i “Przesłuchanie” oraz spektaklu “Śmierć rotmistrza Pileckiego”. Reżyser wymienionych produkcji: Ryszard Bugajski.
Transpłciowość - szerokie pojęcie
Czego jednak dotyczyła interrogacja zaprezentowana w mojej sztuce teatralnej? Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w tytule i treści dramatu. Chodzi o transpłciowość. A dokładniej: o transpłciowość w najskrajniejszej formie, jaką jest transseksualizm. W tym miejscu wypada poinformować Czytelników o pewnym fakcie. Otóż słowo “transpłciowość” to pojęcie bardzo szerokie, pod którym kryje się wiele zróżnicowanych zjawisk. Generalnie, chodzi tutaj o przekraczanie stereotypów genderowych oraz o wszelkie problemy, zmartwienia, wątpliwości, niejasności, osobliwości, ekstrawagancje i prowokacje związane z identyfikacją bądź ekspresją płciową. Mówiąc o przekraczaniu stereotypów, mam na myśli zarówno działania świadome, jak i nieświadome. Intensywność i częstotliwość tych akcji nie mają znaczenia, gdyż liczy się sam fakt ich występowania.
Teoria parasola
“Transpłciowość” jest kalką językową pochodzącą od angielskiego terminu “transgenderism”. Znawcy tematu podkreślają, że “transgenderism” to swoisty parasol dający schronienie najrozmaitszym osobom. Wśród nich znajdziemy nie tylko transseksualistów i transwestytów, ale także zniewieściałych mężczyzn, zmężniałe kobiety, nastoletnie chłopczyce, dziewczęcych chłopców, jednostki androgyniczne, interseksualistów, ludzi nieutożsamiających się z żadną płcią, okazjonalnych crossdresserów, a nawet niewinnych drag queens (artystów występujących na scenie w kobiecych przebraniach). Parasol transpłciowości obejmuje swoim zasięgiem tak wiele zjawisk, że można śmiało powiedzieć, iż osoby transpłciowe stanowią znaczną część ludzkości.
Ty też możesz być transem!
Kto wie… Może Ty, drogi Czytelniku, również jesteś transpłciowy, tylko o tym nie wiesz? A może jeden z Twoich znajomych zalicza się do tej kategorii społecznej? Nie musi to być od razu transseksualista robiący sobie stosowne operacje. Równie dobrze może to być chłopak zafascynowany projektowaniem mody albo dziewczyna pragnąca żyć w męskim świecie. Przedstawicielem transów może być też ktoś, kto świetnie sobie radzi zarówno w męskiej, jak i w żeńskiej roli. Istnieją wszak pojęcia: androgynia, bigenderyzm i genderqueer. Mają one różne odcienie znaczeniowe, jednak ja ich jeszcze nie rozróżniam. Zgodnie z teorią parasola, nawet uważający się za macho Anders Behring Breivik jest osobą transpłciową, bo ma bzika na punkcie własnego wyglądu, potrafi płakać jak kobieta, a jego była partnerka przypisuje mu sięganie po kosmetyki do makijażu (źródło: “The Sun“). No dobrze, z tym Breivikiem to lekka przesada!
Literacka hiperbola
I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Nie jest prawdą, że zaliczam się do osób stricte transseksualnych, jak to zostało powiedziane w dramacie. Owszem, jestem mało kobieca i zawsze solidaryzuję się z mężczyznami, ale daleko mi do zdesperowanego transa K/M wymagającego pomocy medycznej. Gdyby wybuchła wojna płci, walczyłabym po stronie facetów, a nie niewiast. Można mnie wciągnąć pod transgenderowy parasol, podobnie jak poetkę Marię Komornicką, która na pewnym etapie życia ogłosiła się Piotrem Odmieńcem Włastem. Ale transseksualista, potrzebujący kuracji hormonalnej i interwencji chirurgicznej, to zdecydowanie nie ja. Utwór “Śledztwo w sprawie transpłciowości” (tudzież jego kontynuacja, “Uznany za winnego transpłciowości”) był po prostu literacką hiperbolą. Wyolbrzymieniem faktów i jednostronną prezentacją rzeczywistości.
Mój męski pierwiastek
Motyw zmiany płci, zastosowany przeze mnie w “Śledztwie…”, stanowił zwykłą metaforę. Nie miała to być zapowiedź przyszłej operacji na genitaliach, tylko próba zobrazowania złożoności mojego “ja”. Chodziło o pokazanie, że - oprócz waginy, biustu, wysokiego głosu i kobiecej emocjonalności - mam w sobie także pierwiastek męski. Mój pseudonim artystyczny, Adrian Julian Nowak, również miał odzwierciedlać tę część mojej osobowości, której nie widać na pierwszy rzut oka. Natalia Julia Nowak to moje prawdziwe nazwisko. Adrian Julian Nowak to nazwa tego, co we mnie męskie lub niekobiece. Tyle i tylko tyle. Równie dobrze mogłabym nazwać swoje sumienie Siemomysłem, a chorobę lokomocyjną - Perperuną. Słyszałam, że są na świecie ekscentryczki, które nadają pseudonimy swoim piersiom. Pytanie brzmi: co z tego?
Alter ego
Nigdy i nigdzie nie napisałam, że mam zamiar poddać się korekcie płci. W utworze “Uznany za winnego transpłciowości” wyraźnie dałam do zrozumienia, że NIE planuję tzw. tranzycji. Włożyłam to wyjaśnienie w usta Adriana, będącego personifikacją męskiej strony mojego jestestwa. Skoro jestem kobietą, mającą w sobie “coś z faceta”, to dlaczego nie miałabym temu “czemuś” nadać imienia? Dlaczego nie miałabym uczynić z tego “czegoś” swojego alter ego? Mogę powiedzieć, że - kreując postać AJN - stałam się kimś w rodzaju drag king. Określenie to odnosi się do aktorki, która przeobraża się w mężczyznę na potrzeby konkretnego występu. Definicja drag king według Del LaGrace Volcano: “każda osoba wszystko jedno jakiej płci biologicznej, która w świadomy sposób robi przedstawienie z męskości” (cytuję za publikacją Claudii Snochowskiej-Gonzales).
Kultura obrazkowa - źródło destrukcji
Nie wszyscy zrozumieli znaczenie moich dramatów i sens koegzystencji Natalii Julii Nowak i Adriana Juliana Nowaka. Winą za taki stan rzeczy obarczam fakt, że współcześni ludzie - żyjący w kulturze obrazkowej - nie potrafią czytać literatury. Oczywiście, nie mówię o wszystkich istotach ludzkich, tylko o tych, które mają problem z wychwytywaniem ukrytych treści. Takie osoby traktują teksty literackie dosłownie lub powierzchownie. Kiedy czytają “Piosenkę o porcelanie” Czesława Miłosza, myślą, że faktycznie jest to piosenka o porcelanie (nie wiedzą, że utwór, tak naprawdę, opowiada o ludziach zabitych w czasie II wojny światowej). Współczuję tym jednostkom, bo ich przypadłość nosi znamiona wtórnego analfabetyzmu. Przeraża mnie też powszechna ignorancja w kwestii transgenderowości. Ja się tym interesowałam już dawno temu, ale dopiero w tym roku postanowiłam zagłębić się w szczegóły. Wcześniej nie pozwalały mi na to konserwatywne poglądy i związki ze społecznością narodowo-radykalną.
Adrian jest już martwy
Nie piszę dla tych, których jedyną lekturą jest tygodnik telewizyjny, tylko dla tych, którzy lubią czasem podumać nad wieloaspektowością i niejednoznacznością wszechświata. To, co tworzę, widocznie jest skomplikowane. Dla niektórych nawet zbyt skomplikowane. Przykro mi, że moje sztuki teatralne nie zostały prawidłowo zinterpretowane. Właśnie dlatego postanowiłam usunąć je z Internetu. Oświadczam, że projekt “Adrian Julian Nowak” został zakończony i nie doczeka się kontynuacji. Tak, właśnie tak. Adrian jest już martwy. Musiałam, jako autorka, zadać mu śmierć, chociaż był to całkiem sympatyczny chłopak. Zakończenie historyjki jest takie: AJN nigdy nie wyszedł z więzienia, został poddany torturom i stracony. Jego ostatnia wola, której już nikt nie pamięta, została spełniona. Miejsca pochówku Adriana nikomu nie udało się odnaleźć. Odynie, przyjmij go do Walhalli! Śmiertelnicy, wspomnijcie o nim 20 listopada, kiedy będzie Dzień Pamięci Osób Transpłciowych!
Recenzje i prezentacje
O czym teraz będę pisać? W najbliższym czasie zamierzam się skoncentrować na kulturze, sztuce i rozrywce. Planuję stworzyć serię recenzji muzycznych oraz zbiór felietonów poświęconych różnym zespołom i subkulturom. Jakiś czas temu zaciekawił mnie rock tożsamościowy, czemu dałam wyraz w swoich tekstach o Horytnicy i Irydionie. Niewykluczone, że napiszę co nieco o innych formacjach tego typu. Ponadto chciałabym “naskrobać” kilka artykułów o grupach grających folk/pagan metal. Głównie o tych, które pochodzą z krajów słowiańskich i skandynawskich. Zastanawiam się również nad tym, czy nie powinnam stworzyć czegoś o polskim rapie patriotycznym. Taki nurt bowiem istnieje i zasługuje na uwagę. Muzyka gotycka (gothic rock, gothic metal, dark wave) zaczyna mnie już nudzić, ale wracam do niej, kiedy jestem smutna lub zaniepokojona. Nie zdecydowałam jeszcze, czy zrecenzuję ostatnią płytę kapeli Closterkeller. Pożyjemy, zobaczymy.
Lekcja empatii
Mimo wszystko, nie uważam “ery Adriana” za czas stracony, ponieważ zdobyłam wówczas wiele doświadczeń, które na pewno zaowocują czymś pozytywnym. Najistotniejsze wydaje mi się to, że otrzymałam możliwość, aby spojrzeć na świat z punktu widzenia jednostki nietypowej i narażonej na szczególną dyskryminację (pod tym względem przypominam dziewczyny z rosyjskiego duetu t.A.T.u.). Dzięki temu, stałam się bardziej tolerancyjna i wyrozumiała wobec innych ludzi. To bardzo ważne dla kogoś, kto w przeszłości sympatyzował z ruchem skrajnie prawicowym, a teraz pragnie odkupić swoje winy. Od osoby, która posługuje się hasłem “Narodowa SocjalDemokracja - patriotyczna lewica laicka” należy przecież wymagać otwartości i wrażliwości społecznej. Jestem kimś, kto stara się pogodzić patriotyzm, nacjonalizm i eurosceptycyzm z nowoczesnością, laicyzmem i humanistycznym racjonalizmem (skąd taki światopogląd? Cóż, ogromny wpływ miały na mnie zamachy terrorystyczne z 22 lipca 2011 roku, kiedy to prawicowy ekstremista zabił 77 osób, głównie nieletnich socjaldemokratów).
Fantom a żywa tkanka
Projekt “Adrian Julian Nowak” był wartościowy także dlatego, że dał wielu ludziom szansę, aby stanąć twarzą w twarz z wyjątkowym zjawiskiem. Dzięki tej prowokacji, są oni bardziej oswojeni z problemem transpłciowości. Możliwe, że dzięki moim dramatom Czytelnicy będą wiedzieli, jak (w realnym świecie) należy podchodzić do osób spod transgenderowego parasola. Lepiej ćwiczyć swoją empatię na kimś takim, jak ja, niż na kimś, kto faktycznie koryguje swoją płeć biologiczną. Wszak do ćwiczeń używa się fantomów, a nie żywych tkanek, którym mógłby zaszkodzić nawet najdrobniejszy błąd. Istnieje przysłowie: “Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. A ja wolałam, żeby ludzie przewracali się przy mnie niż przy osobie, którą naprawdę można nieumyślnie skrzywdzić. Podjęłam się niełatwego zadania w imię wyższych wartości - temu nie da się zaprzeczyć. Szkoda tylko, że finał przedsięwzięcia jest taki, a nie inny. Adrianie, spoczywaj w pokoju! Jesteś męczennikiem całej tej sprawy!
Natalia Julia Nowak,
1-2 sierpnia 2012 r.
PS. Wracając do tematu androgynii, bigenderyzmu i genderqueer: idealnym przykładem człowieka, u którego występuje totalne wymieszanie wizerunków, tożsamości płciowych i orientacji seksualnych, jest brytyjski wokalista Pete Burns z zespołu Dead or Alive. Pete jest mężczyzną, posługuje się męskim imieniem i deklaruje przywiązanie do swojej płci biologicznej. W latach osiemdziesiątych miał dwa wizerunki: jeden męski, a drugi żeński. Później Burns poddał się specjalnym operacjom plastycznym, żeby uzyskać kobiecą twarz. Obecnie artysta występuje wyłącznie w damskiej roli: nosi sukienki, używa kolorowych kosmetyków, jest zalotny na sposób niewieści. Wciąż jednak uważa się za mężczyznę. Chociaż przebiera się za kobietę i poddał się wspomnianym operacjom plastycznym, nie znosi, kiedy ktoś nazywa go transwestytą. Pete przez ponad dwadzieścia lat był żonaty z kobietą, a potem się rozwiódł i wstąpił w związek z mężczyzną. U boku faceta wytrzymał tylko dwa lata. Teraz Burns otwarcie wyraża swoje niezadowolenie z epizodu homoseksualnego i gloryfikuje związki heteroseksualne. Krótko mówiąc: zakręcony gość!
Pod koniec czerwca 2012 roku napisałam i opublikowałam sztukę teatralną pt. “Śledztwo w sprawie transpłciowości”. Była to tragikomiczna jednoaktówka oparta na zasadzie “trzech jedności” (jedność miejsca, czasu i akcji). Wydarzenia przedstawione w dramacie rozgrywały się w onirycznej rzeczywistości, a ściślej: w budynku stylizowanym na najbardziej znane więzienie Urzędu Bezpieczeństwa. Najważniejszą postacią, występującą w utworze, była 21-letnia Natalia Julia Nowak, czyli mój wirtualny sobowtór. Główna bohaterka dramatu, zamknięta w sali przesłuchań, była zmuszona do odpowiadania na niewygodne pytania funkcjonariuszy UB. Przedstawiciele bezpieki, tendencyjni od samego początku, kierowali interrogacją w taki sposób, żeby NJN składała zeznania zgodne z ich oczekiwaniami.
Oskarżać i likwidować
Jak wiadomo z historii, ubecji nigdy nie interesowała rzeczywistość ani analizowanie problemów z różnych punktów widzenia. Jeśli ktoś został o coś oskarżony, to od razu było wiadomo, że Urząd Bezpieczeństwa zdoła udowodnić mu winę. Praktyki, o których piszę, były w okresie stalinizmu stosowane powszechnie. Władza ludowa sięgała po tego typu środki, żeby w majestacie prawa likwidować żołnierzy podziemia niepodległościowego. W ten sposób udało się komunistom zamordować m.in. Witolda Pileckiego i Augusta Emila Fieldorfa. Wszystkich, którzy pragną poszerzyć swoją wiedzę na ten temat, zachęcam do obejrzenia filmów “Generał Nil” i “Przesłuchanie” oraz spektaklu “Śmierć rotmistrza Pileckiego”. Reżyser wymienionych produkcji: Ryszard Bugajski.
Transpłciowość - szerokie pojęcie
Czego jednak dotyczyła interrogacja zaprezentowana w mojej sztuce teatralnej? Odpowiedź na to pytanie jest zawarta w tytule i treści dramatu. Chodzi o transpłciowość. A dokładniej: o transpłciowość w najskrajniejszej formie, jaką jest transseksualizm. W tym miejscu wypada poinformować Czytelników o pewnym fakcie. Otóż słowo “transpłciowość” to pojęcie bardzo szerokie, pod którym kryje się wiele zróżnicowanych zjawisk. Generalnie, chodzi tutaj o przekraczanie stereotypów genderowych oraz o wszelkie problemy, zmartwienia, wątpliwości, niejasności, osobliwości, ekstrawagancje i prowokacje związane z identyfikacją bądź ekspresją płciową. Mówiąc o przekraczaniu stereotypów, mam na myśli zarówno działania świadome, jak i nieświadome. Intensywność i częstotliwość tych akcji nie mają znaczenia, gdyż liczy się sam fakt ich występowania.
Teoria parasola
“Transpłciowość” jest kalką językową pochodzącą od angielskiego terminu “transgenderism”. Znawcy tematu podkreślają, że “transgenderism” to swoisty parasol dający schronienie najrozmaitszym osobom. Wśród nich znajdziemy nie tylko transseksualistów i transwestytów, ale także zniewieściałych mężczyzn, zmężniałe kobiety, nastoletnie chłopczyce, dziewczęcych chłopców, jednostki androgyniczne, interseksualistów, ludzi nieutożsamiających się z żadną płcią, okazjonalnych crossdresserów, a nawet niewinnych drag queens (artystów występujących na scenie w kobiecych przebraniach). Parasol transpłciowości obejmuje swoim zasięgiem tak wiele zjawisk, że można śmiało powiedzieć, iż osoby transpłciowe stanowią znaczną część ludzkości.
Ty też możesz być transem!
Kto wie… Może Ty, drogi Czytelniku, również jesteś transpłciowy, tylko o tym nie wiesz? A może jeden z Twoich znajomych zalicza się do tej kategorii społecznej? Nie musi to być od razu transseksualista robiący sobie stosowne operacje. Równie dobrze może to być chłopak zafascynowany projektowaniem mody albo dziewczyna pragnąca żyć w męskim świecie. Przedstawicielem transów może być też ktoś, kto świetnie sobie radzi zarówno w męskiej, jak i w żeńskiej roli. Istnieją wszak pojęcia: androgynia, bigenderyzm i genderqueer. Mają one różne odcienie znaczeniowe, jednak ja ich jeszcze nie rozróżniam. Zgodnie z teorią parasola, nawet uważający się za macho Anders Behring Breivik jest osobą transpłciową, bo ma bzika na punkcie własnego wyglądu, potrafi płakać jak kobieta, a jego była partnerka przypisuje mu sięganie po kosmetyki do makijażu (źródło: “The Sun“). No dobrze, z tym Breivikiem to lekka przesada!
Literacka hiperbola
I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Nie jest prawdą, że zaliczam się do osób stricte transseksualnych, jak to zostało powiedziane w dramacie. Owszem, jestem mało kobieca i zawsze solidaryzuję się z mężczyznami, ale daleko mi do zdesperowanego transa K/M wymagającego pomocy medycznej. Gdyby wybuchła wojna płci, walczyłabym po stronie facetów, a nie niewiast. Można mnie wciągnąć pod transgenderowy parasol, podobnie jak poetkę Marię Komornicką, która na pewnym etapie życia ogłosiła się Piotrem Odmieńcem Włastem. Ale transseksualista, potrzebujący kuracji hormonalnej i interwencji chirurgicznej, to zdecydowanie nie ja. Utwór “Śledztwo w sprawie transpłciowości” (tudzież jego kontynuacja, “Uznany za winnego transpłciowości”) był po prostu literacką hiperbolą. Wyolbrzymieniem faktów i jednostronną prezentacją rzeczywistości.
Mój męski pierwiastek
Motyw zmiany płci, zastosowany przeze mnie w “Śledztwie…”, stanowił zwykłą metaforę. Nie miała to być zapowiedź przyszłej operacji na genitaliach, tylko próba zobrazowania złożoności mojego “ja”. Chodziło o pokazanie, że - oprócz waginy, biustu, wysokiego głosu i kobiecej emocjonalności - mam w sobie także pierwiastek męski. Mój pseudonim artystyczny, Adrian Julian Nowak, również miał odzwierciedlać tę część mojej osobowości, której nie widać na pierwszy rzut oka. Natalia Julia Nowak to moje prawdziwe nazwisko. Adrian Julian Nowak to nazwa tego, co we mnie męskie lub niekobiece. Tyle i tylko tyle. Równie dobrze mogłabym nazwać swoje sumienie Siemomysłem, a chorobę lokomocyjną - Perperuną. Słyszałam, że są na świecie ekscentryczki, które nadają pseudonimy swoim piersiom. Pytanie brzmi: co z tego?
Alter ego
Nigdy i nigdzie nie napisałam, że mam zamiar poddać się korekcie płci. W utworze “Uznany za winnego transpłciowości” wyraźnie dałam do zrozumienia, że NIE planuję tzw. tranzycji. Włożyłam to wyjaśnienie w usta Adriana, będącego personifikacją męskiej strony mojego jestestwa. Skoro jestem kobietą, mającą w sobie “coś z faceta”, to dlaczego nie miałabym temu “czemuś” nadać imienia? Dlaczego nie miałabym uczynić z tego “czegoś” swojego alter ego? Mogę powiedzieć, że - kreując postać AJN - stałam się kimś w rodzaju drag king. Określenie to odnosi się do aktorki, która przeobraża się w mężczyznę na potrzeby konkretnego występu. Definicja drag king według Del LaGrace Volcano: “każda osoba wszystko jedno jakiej płci biologicznej, która w świadomy sposób robi przedstawienie z męskości” (cytuję za publikacją Claudii Snochowskiej-Gonzales).
Kultura obrazkowa - źródło destrukcji
Nie wszyscy zrozumieli znaczenie moich dramatów i sens koegzystencji Natalii Julii Nowak i Adriana Juliana Nowaka. Winą za taki stan rzeczy obarczam fakt, że współcześni ludzie - żyjący w kulturze obrazkowej - nie potrafią czytać literatury. Oczywiście, nie mówię o wszystkich istotach ludzkich, tylko o tych, które mają problem z wychwytywaniem ukrytych treści. Takie osoby traktują teksty literackie dosłownie lub powierzchownie. Kiedy czytają “Piosenkę o porcelanie” Czesława Miłosza, myślą, że faktycznie jest to piosenka o porcelanie (nie wiedzą, że utwór, tak naprawdę, opowiada o ludziach zabitych w czasie II wojny światowej). Współczuję tym jednostkom, bo ich przypadłość nosi znamiona wtórnego analfabetyzmu. Przeraża mnie też powszechna ignorancja w kwestii transgenderowości. Ja się tym interesowałam już dawno temu, ale dopiero w tym roku postanowiłam zagłębić się w szczegóły. Wcześniej nie pozwalały mi na to konserwatywne poglądy i związki ze społecznością narodowo-radykalną.
Adrian jest już martwy
Nie piszę dla tych, których jedyną lekturą jest tygodnik telewizyjny, tylko dla tych, którzy lubią czasem podumać nad wieloaspektowością i niejednoznacznością wszechświata. To, co tworzę, widocznie jest skomplikowane. Dla niektórych nawet zbyt skomplikowane. Przykro mi, że moje sztuki teatralne nie zostały prawidłowo zinterpretowane. Właśnie dlatego postanowiłam usunąć je z Internetu. Oświadczam, że projekt “Adrian Julian Nowak” został zakończony i nie doczeka się kontynuacji. Tak, właśnie tak. Adrian jest już martwy. Musiałam, jako autorka, zadać mu śmierć, chociaż był to całkiem sympatyczny chłopak. Zakończenie historyjki jest takie: AJN nigdy nie wyszedł z więzienia, został poddany torturom i stracony. Jego ostatnia wola, której już nikt nie pamięta, została spełniona. Miejsca pochówku Adriana nikomu nie udało się odnaleźć. Odynie, przyjmij go do Walhalli! Śmiertelnicy, wspomnijcie o nim 20 listopada, kiedy będzie Dzień Pamięci Osób Transpłciowych!
Recenzje i prezentacje
O czym teraz będę pisać? W najbliższym czasie zamierzam się skoncentrować na kulturze, sztuce i rozrywce. Planuję stworzyć serię recenzji muzycznych oraz zbiór felietonów poświęconych różnym zespołom i subkulturom. Jakiś czas temu zaciekawił mnie rock tożsamościowy, czemu dałam wyraz w swoich tekstach o Horytnicy i Irydionie. Niewykluczone, że napiszę co nieco o innych formacjach tego typu. Ponadto chciałabym “naskrobać” kilka artykułów o grupach grających folk/pagan metal. Głównie o tych, które pochodzą z krajów słowiańskich i skandynawskich. Zastanawiam się również nad tym, czy nie powinnam stworzyć czegoś o polskim rapie patriotycznym. Taki nurt bowiem istnieje i zasługuje na uwagę. Muzyka gotycka (gothic rock, gothic metal, dark wave) zaczyna mnie już nudzić, ale wracam do niej, kiedy jestem smutna lub zaniepokojona. Nie zdecydowałam jeszcze, czy zrecenzuję ostatnią płytę kapeli Closterkeller. Pożyjemy, zobaczymy.
Lekcja empatii
Mimo wszystko, nie uważam “ery Adriana” za czas stracony, ponieważ zdobyłam wówczas wiele doświadczeń, które na pewno zaowocują czymś pozytywnym. Najistotniejsze wydaje mi się to, że otrzymałam możliwość, aby spojrzeć na świat z punktu widzenia jednostki nietypowej i narażonej na szczególną dyskryminację (pod tym względem przypominam dziewczyny z rosyjskiego duetu t.A.T.u.). Dzięki temu, stałam się bardziej tolerancyjna i wyrozumiała wobec innych ludzi. To bardzo ważne dla kogoś, kto w przeszłości sympatyzował z ruchem skrajnie prawicowym, a teraz pragnie odkupić swoje winy. Od osoby, która posługuje się hasłem “Narodowa SocjalDemokracja - patriotyczna lewica laicka” należy przecież wymagać otwartości i wrażliwości społecznej. Jestem kimś, kto stara się pogodzić patriotyzm, nacjonalizm i eurosceptycyzm z nowoczesnością, laicyzmem i humanistycznym racjonalizmem (skąd taki światopogląd? Cóż, ogromny wpływ miały na mnie zamachy terrorystyczne z 22 lipca 2011 roku, kiedy to prawicowy ekstremista zabił 77 osób, głównie nieletnich socjaldemokratów).
Fantom a żywa tkanka
Projekt “Adrian Julian Nowak” był wartościowy także dlatego, że dał wielu ludziom szansę, aby stanąć twarzą w twarz z wyjątkowym zjawiskiem. Dzięki tej prowokacji, są oni bardziej oswojeni z problemem transpłciowości. Możliwe, że dzięki moim dramatom Czytelnicy będą wiedzieli, jak (w realnym świecie) należy podchodzić do osób spod transgenderowego parasola. Lepiej ćwiczyć swoją empatię na kimś takim, jak ja, niż na kimś, kto faktycznie koryguje swoją płeć biologiczną. Wszak do ćwiczeń używa się fantomów, a nie żywych tkanek, którym mógłby zaszkodzić nawet najdrobniejszy błąd. Istnieje przysłowie: “Jak się nie przewrócisz, to się nie nauczysz”. A ja wolałam, żeby ludzie przewracali się przy mnie niż przy osobie, którą naprawdę można nieumyślnie skrzywdzić. Podjęłam się niełatwego zadania w imię wyższych wartości - temu nie da się zaprzeczyć. Szkoda tylko, że finał przedsięwzięcia jest taki, a nie inny. Adrianie, spoczywaj w pokoju! Jesteś męczennikiem całej tej sprawy!
Natalia Julia Nowak,
1-2 sierpnia 2012 r.
PS. Wracając do tematu androgynii, bigenderyzmu i genderqueer: idealnym przykładem człowieka, u którego występuje totalne wymieszanie wizerunków, tożsamości płciowych i orientacji seksualnych, jest brytyjski wokalista Pete Burns z zespołu Dead or Alive. Pete jest mężczyzną, posługuje się męskim imieniem i deklaruje przywiązanie do swojej płci biologicznej. W latach osiemdziesiątych miał dwa wizerunki: jeden męski, a drugi żeński. Później Burns poddał się specjalnym operacjom plastycznym, żeby uzyskać kobiecą twarz. Obecnie artysta występuje wyłącznie w damskiej roli: nosi sukienki, używa kolorowych kosmetyków, jest zalotny na sposób niewieści. Wciąż jednak uważa się za mężczyznę. Chociaż przebiera się za kobietę i poddał się wspomnianym operacjom plastycznym, nie znosi, kiedy ktoś nazywa go transwestytą. Pete przez ponad dwadzieścia lat był żonaty z kobietą, a potem się rozwiódł i wstąpił w związek z mężczyzną. U boku faceta wytrzymał tylko dwa lata. Teraz Burns otwarcie wyraża swoje niezadowolenie z epizodu homoseksualnego i gloryfikuje związki heteroseksualne. Krótko mówiąc: zakręcony gość!
Subskrybuj:
Posty (Atom)