środa, 15 stycznia 2014

Film "Metropolis" Fritza Langa. Rozbiór na czynniki pierwsze

Tytuł filmu: “Metropolis”
Reżyseria: Fritz Lang
Scenariusz: Thea von Harbou
Rok produkcji: 1927
Kraj produkcji: Niemcy
Gatunek: science-fiction
Rodzaj filmu: niemy, czarno-biały


Wprowadzenie

Uwaga! Poniższy artykuł zawiera spoilery! Celem publikacji jest w miarę wyczerpujące omówienie filmu “Metropolis”, tzn. jego treści jawnych i ukrytych. Pisząc tekst, będę się opierać na superdługiej wersji “Metropolis”, cudownie odnalezionej w roku 2008 i opublikowanej (w formie odrestaurowanej) w roku 2010. Nie należy jej mylić z tą wypuszczoną na ekrany w roku 2001. Wersja, z której skorzystałam, zawiera sceny i ujęcia, które przez wiele lat były uznawane za zaginione. Jest ona prawie pełna (czytaj: niemal całkowicie zgodna z oryginalną, przedwojenną, reżyserską). O dziele Fritza Langa pisałam również w artykule pt. “Metropolis. Film, który uczy myślenia” (2011). Tekst ukazał się w Internecie oraz w Kwartalniku Kulturalnym “Kozirynek” (nr XII, jesień 2012, s. 192-195).


Wydarzenia i ich uczestnicy
(bieg wypadków, charakterystyki, motywacje, hipotezy)


Akcja filmu “Metropolis” Fritza Langa rozgrywa się w nieokreślonej przyszłości, skonstruowanej w taki sposób, że mogłaby być koszmarem sennym dziewiętnastowiecznego socjalisty. Rozwarstwienie społeczne, panujące w świecie przedstawionym, osiągnęło niebagatelną skalę. Pojawił się system hierarchiczny podzielony na dwie kategorie: Głowę (intelektualistów, naukowców, biznesmenów) i Dłonie (szeroko pojęty proletariat). Dychotomiczny ustrój polityczny znajduje swoje odzwierciedlenie w dwupoziomowym, urbanistycznym molochu wybudowanym na zlecenie przedsiębiorcy Joha Fredersena. Jedna część tego molocha wznosi się na powierzchni ziemi, a druga - rozciąga głęboko pod poziomem gruntu. Część powierzchniowa to Metropolis, futurystyczne miasto bogaczy, pełne awangardowych budowli, świecących neonów, mostów samochodowych i awionetek przelatujących między drapaczami chmur. Część podziemna to Otchłań, Miasto Robotników. Straszne, ciemne, duszne miejsce życia i pracy tysięcy (milionów?) proletariuszy. Znajdziemy tutaj ponure blokowiska oraz olbrzymie fabryki z więziennymi kratami.

Robotnicy, traktowani jak podludzie, muszą pracować na rzecz inteligentów. Wszelkie oznaki buntu są bezwzględnie tłumione, a życie proletariatu - poddane nieustannej inwigilacji. Władca dwupoziomowego molocha, Joh Fredersen, nie zna miłosierdzia ani wyrozumiałości. Wierzy, że każda z dwóch klas żyje tak, jak na to zasługuje. Fredersen jest bezlitosnym dyktatorem, który nie oszczędza nawet swoich najbliższych współpracowników. Wymaga od nich perfekcji i wydajności. Jeśli nie spełniają oni jego oczekiwań, zwalnia ich z pracy, co zazwyczaj kończy się przeprowadzką do Otchłani. Kapitalistyczny tyran nie postrzega proletariuszy jako ludzi, tylko jako tanią siłę roboczą, która powinna (w pełnej izolacji od mieszkańców Metropolis) produkować dobra przeznaczone dla klasy wyższej. Trzeba jednak zaznaczyć, że Joh Fredersen nie jest stuprocentowo zdemoralizowany. W głębi serca, posiada kilka pozytywnych cech, z których na razie nie zdaje sobie sprawy. Ma także syna, Fredera, którego naprawdę kocha, choć nie zawsze potrafi to okazać. Poza tym, tęskni za swoją zmarłą żoną i dąży do poprawnych relacji z Rotwangiem (swoim dawnym rywalem w miłości).

Kim jest Freder? Istnym królewiczem, który od urodzenia cieszy się wysokim statusem społecznym, oddaje najrozmaitszym rozrywkom i posiada dostęp do wszelkich dóbr, o jakich może zamarzyć modernistyczny kawaler. Młodzieniec - rozpieszczony, hedonistyczny, otoczony bogactwem, trzymany pod kloszem i wolny od jakichkolwiek zmartwień - po prostu nie zna innej egzystencji. Szczęśliwy i naiwny, nie wie, że żyje jak w bańce mydlanej, całkowicie odseparowany od prawdziwego świata. Nie czuje również, że jego sytuacja przypomina złotą klatkę, w której są pieniądze i rozkosze, ale nie ma wolności (ojciec, Joh Fredersen, nadal traktuje go jak chłopczyka, którego trzeba pilnować i prowadzić za rączkę). Freder jest dobry i ufny, gdyż nigdy nie doświadczył upokorzenia, nie zetknął się z ludzkim cierpieniem, nie widział okrucieństwa ani niesprawiedliwości. Można powiedzieć, że tkwi w Matriksie. Pewnego dnia dzieje się coś, co sprawia, że Frederowi otwierają się oczy, a jego spokojny żywot zamienia się w niebezpieczną przygodę. Młody Fredersen flirtuje właśnie z kobietami w Wiecznych Ogrodach, kiedy wrota sztucznego raju niespodziewanie się otwierają…

W drzwiach Ogrodów staje uboga dziewczyna otoczona (niczym nauczycielka lub przedszkolanka) grupą kilkuletnich dzieci. Syn władcy Metropolis jest zaskoczony tymi odwiedzinami, a jednocześnie zauroczony wdziękiem nieznajomej panny. Tajemnicza dziewczyna również wydaje się zafascynowana Frederem. Wskazuje na ludzi znajdujących się w zasięgu jej wzroku i mówi do dowodzonej przez siebie gromadki: “Zobaczcie, to są wasi bracia!”. Potem, wskazując na dzieci, zwraca się do Fredera i zabawiających go kobiet: “To są wasi bracia!”. Fredersen jest coraz bardziej zdumiony i oczarowany. Nieznajoma panna i jej grupa odchodzą dopiero wówczas, gdy zostają wyproszeni przez pracowników Ogrodów. Freder nie może zapomnieć o dziwnej dziewczynie. Postanawia ją odnaleźć. Podąża za nią jak Alicja za Białym Królikiem albo jak Thomas “Neo” Anderson za Morfeuszem i Trinity. Szukając tajemniczej dziewicy, trafia do samego jądra ciemności, czyli do fabryki w Otchłani. Tam widzi robotników pracujących ponad siły w nieludzkich warunkach. Proletariusze, wykonujący automatyczne ruchy, przypominają trybiki wielkich maszyn.

Dla wrażliwego młodzieńca, który wychował się w luksusie, jest to niebywały szok. Ciężka dola robotników, odartych z godności i człowieczeństwa, na zawsze zmienia postawę życiową Fredera. Tym bardziej, że bohater staje się świadkiem tragicznego wybuchu, podczas którego doświadcza przerażającej wizji. Dymiąca maszyna jawi mu się jako piec imitujący paszczę Molocha, a proletariusze - jako niewolnicy wrzucani do tego pieca w ramach rytualnej krwawej ofiary. W głowie młodego Fredersena całkowicie zmienia się obraz Joha. Freder uświadamia sobie, że jego rodzic, który w prywatnym życiu wydaje się normalny, jest despotycznym krwiopijcą wyrządzającym krzywdę wielu ludziom. Młody człowiek nazywa siedzibę swojego ojca “nową Wieżą Babel”, a jego samego próbuje uwrażliwić na sytuację robotników. Bezskutecznie. Joh Fredersen nawet nie chce słyszeć o prawach pracowniczych. Kapitalistyczny tyran, zaniepokojony czynami i poglądami syna, rozkazuje swojemu słudze, Chudzielcowi, żeby uważnie śledził młodzieńca. Tymczasem Freder zatrudnia, jako swoją prawą rękę, Jozafata, ekonomistę zwolnionego przez Joha.

Młody Fredersen zaczyna regularnie odwiedzać fabrykę, żeby obserwować proletariuszy i pomagać im w codziennej pracy. Będąc silnym i zdrowym, decyduje się nawet zastąpić przepracowanego, wycieńczonego, młodego robotnika znanego jako Georgy 11811. Freder i Georgy, niczym książę i żebrak, zamieniają się rolami. Ten pierwszy przebiera się za proletariusza i staje przy maszynie, a ten drugi - zakłada ubrania Fredera i udaje się do Metropolis (tam, po raz pierwszy w życiu, może zakosztować rozrywki, przyjemności, dobrobytu i ludzkiego traktowania). Joh Fredersen spostrzega, że nie wszystko idzie po jego myśli. Z jednej strony, ma problem z własnym synem, który dotychczas nie sprawiał żadnych kłopotów. Z drugiej, dowiaduje się (od majstra Grota) o planach buntu snutych przez robotników. Władca Metropolis zaczyna się gniewać, a wiadomo, że rozgniewany dyktator to groźny dyktator. Stary Fredersen - nie rozumiejąc, co oznaczają dziwne rysunki znajdowane w ubraniach proletariuszy - idzie po radę do wspomnianego wcześniej Rotwanga. Człowiek ten mieszka w centrum Metropolis, a jego dom jest bardzo nietypowy i owiany tajemnicą.

C.A. Rotwang to obłąkany wynalazca umiejący pogodzić nowoczesną naukę z wiedzą ezoteryczną. Jest ideałem filmowego szalonego naukowca: człowieka ekscentrycznego, niezrównoważonego nerwowo, genialnego, ale konszachtującego ze światem ciemności. Chociaż posiada wysoką inteligencję, postępuje w sposób irracjonalny, albowiem kieruje się emocjami i popędami, nad którymi nie potrafi zapanować. Rotwang to najbardziej skomplikowana i niejednoznaczna postać ukazana w “Metropolis”. Gdy dokładnie przeanalizujemy jego życiorys, dojdziemy do wniosku, że wynalazca zasługuje zarówno na potępienie, jak i na współczucie. W pewnym sensie, jest on wcieleniem zła. Czyni mnóstwo szkód, jednak nie wiadomo, na ile wynikają one z jego nikczemności, a na ile z choroby psychicznej. Rotwang jest uczonym o ogromnym potencjale, ale zapuszcza się w sfery niebezpieczne i budzące kontrowersje. Wiedza i umiejętności, które posiada, są dla niego środkami do realizacji podejrzanych celów. Przede wszystkim są jednak bronią w jego ręku. Narzędziem, dzięki któremu może urzeczywistniać swoje mroczne uczucia i pragnienia.

Joh Fredersen odwiedza Rotwanga, chcąc się dowiedzieć, co oznaczają rysunki zarekwirowane robotnikom. Uczony stwierdza, że są to plany katakumb wykopanych w Otchłani. Władca Metropolis traktuje Rotwanga jak swojego doradcę i powiernika, z którym pragnie współpracować, chociaż kiedyś był jego wrogiem i rywalem. O co chodzi? Otóż przed laty w Metropolis miały miejsce wydarzenia rodem z “Mody na sukces”. Rotwang żył w związku (narzeczeńskim? małżeńskim?) z niejaką Hel. Niestety, kobieta zrezygnowała z tej miłości, poślubiła Joha Fredersena, zaszła w ciążę i umarła podczas rodzenia Fredera[1]. Szalony naukowiec znienawidził Joha i jego potomka. Stary Fredersen uważa całą sprawę za przedawnioną, tym bardziej, że Hel jest już tylko wspomnieniem. Ale Rotwang nigdy nie pogodził się z utratą ukochanej. Nie zaakceptował również jej śmierci. Wypada odnotować, że nie wiadomo, z jakiego powodu Hel zostawiła Rotwanga. Może wolała mężczyznę zamożniejszego i bardziej wpływowego? Może wynalazca już wtedy wydawał się demoniczny i nieobliczalny? A może w Rotwangu było więcej fizycznego pożądania niż duchowej sympatii?[2]

Obłąkany uczony postawił w swoim domu pomnik przedstawiający głowę Hel. Traktuje go niemal jak obiekt kultu religijnego. Jednakże największym skarbem Rotwanga jest konstruowany przez niego robot: inteligentny humanoid przypominający nagą, rozwiniętą płciowo kobietę o zmysłowych, uwodzicielskich ruchach. Dzieło, jeszcze nieukończone, ma być nieśmiertelną wersją Hel oraz pierwszym reprezentantem nowego gatunku: maszyny-człowieka[3]. Można odnieść wrażenie, że Rotwang bawi się w Boga/Naturę. Igra z życiem i śmiercią, a także rości sobie prawo do tworzenia nowych form bytu. Nie odwołuje się jednak do religii ani do filozofii, tylko do okultyzmu. W jego pracowni widnieje odwrócony pentagram. Szalony naukowiec, konstruując gynoida, stracił jedną rękę, toteż obecnie musi nosić mechaniczną protezę (cyborg?). Niewykluczone, że motyw ten stał się inspiracją dla autora japońskiego komiksu “Fullmetal Alchemist”. W rzeczonej mandze występują dwaj mali alchemicy, którzy pragną ożywić swoją zmarłą matkę. Jeden z nich, w trakcie próby wskrzeszenia kobiety, traci rękę i nogę. Od tej pory jest skazany na noszenie metalowych protez.

Joh Fredersen i Rotwang postanawiają wybrać się do katakumb, żeby osobiście sprawdzić, co się w nich dzieje. Tak się składa, że do katakumb schodzi również Freder, poznający życie mieszkańców Otchłani. Okazuje się, że proletariusze gromadzą się w awangardowej kaplicy, aby słuchać przemówień swojej duchowej przywódczyni, charyzmatycznej prorokini Marii. Młody Fredersen rozpoznaje w dziewczynie (mistyczce otoczonej aurą świętości) tajemniczą pannę z Wiecznych Ogrodów. Maria, pod pewnymi względami, przypomina Morfeusza i Wyrocznię z “Matrixa”. Jest osobą, która najlepiej rozumie panujący ustrój, jego opresyjny charakter i kryjącą się za nim ideologię. Prorokini, opowiadając o systemie, stosuje metaforę Wieży Babel. Zmienia jednak treść biblijnej legendy, stwierdzając, że “ludzie mówili tym samym językiem, ale nie mogli się nawzajem zrozumieć”. Duchowa przywódczyni robotników wierzy w rychłe nadejście Pośrednika: człowieka, który zada kres niewoli, doprowadzając do porozumienia między wyzyskującymi a wyzyskiwanymi. “Głowa i Dłonie potrzebują Pośrednika. Pośrednikiem między Głową a Dłońmi musi być Serce!” - poucza dziewczyna.

Jeden z proletariuszy pyta, gdzie niby jest ów zapowiadany bohater. Maria spostrzega Fredera i identyfikuje go jako dziedzica Metropolis. Widząc, że młody Fredersen odnosi słyszaną wróżbę do siebie, odpowiada zagadkowo: “Czekajcie na niego! Na pewno przyjdzie!”. Któryś z robotników deklaruje: “Będziemy czekać, Mario! Ale niezbyt długo!” (oznacza to, że jeśli Pośrednik nie przyjdzie w najbliższym czasie, sfrustrowany proletariat weźmie sprawy w swoje ręce). Gdy spotkanie z prorokinią dobiega końca, robotnicy rozchodzą się do domów. Zostaje tylko Freder, który chce porozmawiać z Marią na osobności. Syn władcy Metropolis zapewnia dziewczynę, że jest wyczekiwanym przez nią zbawicielem. Daje jej również do zrozumienia, że ją kocha (a ona - że odwzajemnia jego uczucia). Freder jest Pośrednikiem, tak jak Thomas “Neo” Anderson jest Wybrańcem. Ale to tylko pozorna analogia. Neo jest Wybrańcem z urodzenia, powołanym przez nieznoszące sprzeciwu przeznaczenie. Tymczasem Freder powołuje się sam. Zostaje Pośrednikiem, bo chce nim być. Pytanie: czy to faktycznie przepowiednia, czy samospełniające się proroctwo?

Młody Fredersen i Maria nie wiedzą, że byli śledzeni przez Joha i Rotwanga. Szalony naukowiec obserwował ich nawet dłużej niż kapitalistyczny tyran. Pożądliwie zapatrzony w dziewicę, nie przegapił jej pocałunku z Frederem. Władca Metropolis wyraża życzenie, żeby wynalazca nadał swojemu fembotowi wygląd Marii, ponieważ tylko kontrolowany sobowtór może zniszczyć wiarę proletariuszy w szanowaną prorokinię. Rotwangowi, któremu dziewczyna wyraźnie się podoba, pomysł starego Fredersena przypada do gustu. Uczony zwraca się do dyktatora: “Zostaw mnie teraz samego, Johu Fredersenie. Znajdziesz drogę powrotną beze mnie” (w jego ustach brzmi to podejrzanie i wieloznacznie!). Władca Metropolis spełnia prośbę wynalazcy. Freder i jego ukochana umawiają się na spotkanie “jutro w katedrze”. Gdy młody Fredersen opuszcza katakumby, a Maria zostaje sama, obłąkany naukowiec wychodzi ze swojej kryjówki. Straszy prorokinię, gasi jej świecę i w dziwny sposób “przelatuje” światłem latarki wzdłuż jej ciała. Następnie długo za nią biega. Scena zostaje przerwana w momencie, gdy prorokini uświadamia sobie, że nie ma już dokąd uciec…

Nazajutrz Freder przychodzi do katedry, aby spotkać się ze swoją wybranką. Niestety, dziewczyna się nie pojawia. Syn Joha Fredersena słyszy kazanie dotyczące zbliżającej się Apokalipsy. W homilii pojawia się motyw Nierządnicy Babilońskiej, tzn. niewiasty trzymającej złoty kielich i siedzącej na siedmiogłowej Bestii (tymczasem Rotwang zwraca się do swojego cybernetycznego dzieła: “Zniszczysz Joha Fredersena - jego, jego miasto i jego syna!”). Freder spostrzega posąg Śmierci otoczony rzeźbami Siedmiu Grzechów Głównych. Pełen ponurych przeczuć, błaga Kostuchę, żeby trzymała się z daleka od niego i Marii. Georgy 11811, korzystający z uroków swobody, kręci się w pobliżu Yoshiwary - ekskluzywnego nocnego klubu. Młody proletariusz spotyka Chudzielca i zostaje przez niego zmuszony do powrotu do Otchłani. Sługa Joha, zabrawszy Georgy’emu karteczkę z adresem Jozafata, wybiera się także do ekonomisty, aby go szantażować. Freder, spacerując ulicami Metropolis, słyszy krzyki Marii dobiegające z domu Rotwanga. Dziewczyna znowu musi bowiem walczyć ze zwyrodnialcem (sposób, w jaki naukowiec ją łapie i przyciska do stolika, jest znamienny!).

Młody Fredersen pragnie uratować Marię, lecz odkrywa, że nie umie sobie poradzić w zaczarowanym/skomputeryzowanym domu wynalazcy. Obłąkany uczony realizuje największe, a zarazem najmroczniejsze przedsięwzięcie w swoim życiu. Usypia Marię i umieszcza ją w specjalnej kapsule połączonej za pomocą kabli z kobiecym robotem. Cel: skopiować wygląd prorokini, przekazać go humanoidowi i stworzyć istnego Terminatora (a raczej Terminatrix T-X). Fakt, że duchowa przywódczyni robotników leży w kapsule naga, jest kolejną poszlaką sugerującą, iż Rotwang mógł ją zgwałcić. Eksperyment Rotwanga kończy się pełnym sukcesem. Powstaje Fałszywa Maria (FM) - mechaniczny dublet prorokini. Jakiś czas później naukowiec spotyka Fredera błąkającego się po jego domu. Wmawia mu, że uprowadzona dziewczyna przebywa z Johem Fredersenem. Jest to kłamstwo, gdyż z władcą Metropolis przebywa Fałszywa Maria (jak się okazuje, fembot ma tańczyć w Yoshiwarze. Elektroniczna kobieta uwodzi dyktatora, a on nie pozostaje obojętny na jej kokieterię. Tyran rozkazuje gynoidowi, żeby zniszczył reputację i autorytet prawdziwej Marii).

Łatwowierny Freder wchodzi do pomieszczenia wskazanego przez Rotwanga. Gdy spostrzega starego Fredersena dotykającego Fałszywej Marii, dostaje zawrotów głowy i mdleje. Nie wie przecież o spisku z robotem w roli głównej. Młodzieniec budzi się w swoim pokoju otoczony czułą opieką lekarską, pielęgniarską i ojcowską. Jest to scena, w której Joh Fredersen odsłania swoje nieznane, empatyczne, ludzkie oblicze. Kapitalistyczny dyktator, stojący przy łóżku syna i głaszczący go po twarzy, wydaje się zupełnie innym człowiekiem. Władca Metropolis, wychodząc z pomieszczenia, gubi zaproszenie otrzymane od Rotwanga. Mowa tutaj o zaproszeniu na erotyczno-artystyczny występ FM. Freder, po przeczytaniu jego treści, zostaje obdarzony wstrząsającą wizją. Wyraźnie widzi, jak Fałszywa Maria tańczy[4] przed bogatymi dżentelmenami, stając się obiektem ich pożądania i przyczyną wzajemnych konfliktów (zachowanie androidki bacznie obserwują Joh i Rotwang). Przerażenie młodzieńca się wzmaga, gdy rozpoznaje w tancerce Nierządnicę Babilońską. Młody Fredersen widzi również ożywające posągi Śmierci i Siedmiu Grzechów Głównych. Sąd Ostateczny?!

Freder, po odzyskaniu zdrowia i rozumu, czyta Objawienie Świętego Jana. W pewnym momencie przychodzi do niego Jozafat, który zwierza się, że jest prześladowany przez Chudzielca. Nigdzie nie można już czuć się bezpiecznie: ani w Metropolis, ani w Otchłani. Tymczasem Chudzielec informuje kapitalistycznego tyrana, że “tylko (…) nadzieja na Pośrednika trzyma robotników w ryzach”. Jozafat mówi młodemu Fredersenowi, że popularna tancerka z Yoshiwary, personifikacja najcięższych grzechów, nosi to samo imię co duchowa przywódczyni proletariuszy. Freder jest zszokowany, lecz dochodzi do wniosku, że musi kontynuować swoją misję. On i Jozafat udają się do Otchłani. W tym samym czasie Joh Fredersen, nie zdradzając swoich zamiarów, wydaje Chudzielcowi instrukcje. “Cokolwiek wydarzy się tej nocy: jest moim wyraźnym żądaniem, żeby pozwolić robotnikom czynić to, co będą chcieli” - oświadcza dyktator. Jeśli chodzi o Rotwanga, rozmawia on z prawdziwą Marią. Zdradza jej, że Fredersen chce mieć pretekst do spacyfikowania proletariuszy. Nie wie jednak, że fembot wykonuje sekretne zadanie i jest lojalny wyłącznie wobec konstruktora.

Freder i Jozafat schodzą do katakumb. Tam mogą zobaczyć i usłyszeć, jak osoba o wyglądzie Marii nawołuje proletariuszy do rewolucji. Robotnicy wierzą, że Maria (de facto Fałszywa Maria) chce im przynieść upragnione wyzwolenie. Nie mają pojęcia, że przemawiająca kobieta to bezmyślna maszyna, która realizuje prywatę Rotwanga. Szalony naukowiec, który zaprogramował robota, ma w nosie proletariat i jego dolę. Chodzi mu tylko o to, żeby “zniszczyć Joha, jego miasto i jego syna”. Ewentualne straty, zarówno po stronie robotników, jak i inteligentów, nie mają dla niego znaczenia. Dla Rotwanga cel uświęca środki, a tym celem jest zemsta za sprawę Hel. Freder uzmysławia sobie, że nawołujące do rewolty indywiduum nie może być Marią. Wprawdzie uwierzył w to, że jego ukochana zabawia panów w Yoshiwarze, ale nie może uwierzyć w jej morderczą i obłąkańczą naturę. “Ty nie jesteś Maria! - krzyczy młody Fredersen. - Maria mówi o pokoju, nie o zabijaniu! To nie jest Maria!”. Jedynym robotnikiem, który przejmuje się jego słowami, jest Georgy 11811. Reszta, skutecznie podburzona, rzuca się na Fredera, albowiem jest on synem znienawidzonego dyktatora.

Młodzieniec bije się z rozwścieczoną hordą robotników, zupełnie jak Thomas “Neo” Anderson z setką agentów Smithów. Zwycięża, ale nie dlatego, że jest Pośrednikiem, tylko dlatego, że Georgy 11811 oddaje za niego życie (zasłania go własnym ciałem, gdy jeden z proletariuszy wyjmuje nóż). Tymczasem Rotwang mówi do prawdziwej Marii: “I oszukałem Joha Fredersena dwukrotnie! Ukryłem przed nim, że jego syn chce być dla twoich braci Pośrednikiem - i cię kocha!”. Władca Metropolis, podsłuchujący całą rozmowę, wychodzi nagle z ukrycia i odbywa walkę z Rotwangiem, dzięki czemu dziewczyna odzyskuje wolność. Rewolucja rozpętuje się na dobre. Robotnicy, dowodzeni przez Fałszywą Marię, pragną niszczyć maszyny (fembot wzywa do zabijania maszyn, a nie ludzi. Z jego punktu widzenia, uśmiercanie maszyn jest bardziej zbrodnicze). Majster Grot dzwoni do Joha, żeby go powiadomić o podejrzanych awariach w Otchłani. Nie rozumie, dlaczego tyran każe otworzyć bramę, skoro uszkodzenie Maszyny-Serca grozi zatopieniem miasta. Wykonuje wprawdzie rozkaz, ale później, niczym ostatni sprawiedliwy, usiłuje bronić urządzenia przed rebeliantami.

Maszyna-Serce zostaje zniszczona przez Fałszywą Marię. Dochodzi do szeregu katastrof, które można utożsamić z Apokalipsą przepowiedzianą w katedrze. Prawdziwa Maria, narażona na skutki potopu i rozpadu budynków, znajduje się w sytuacji zagrożenia życia. Zapomina jednak o sobie, kiedy spostrzega, że w Mieście Robotników pozostały dzieci, które trzeba ocalić. Prorokini rozpoczyna samotną akcję ratowania nieletnich (na tym właśnie polega różnica między Marią a Fałszywą Marią. Ta pierwsza chce ratować życie, a ta druga - mordować i siać destrukcję. Reformistka i rewolucjonistka, święta i grzesznica, ascetka i nimfomanka, uduchowiona istota i bezduszna maszyna. Cóż za niezwykły kontrast!). Potem przyłączają się do niej Freder i Jozafat, którzy przypadkowo ją odnajdują. Chociaż żywioł wody pokazuje swoją siłę, karkołomne działania bohaterów kończą się sukcesem. Dzieci zostają ocalone i zaprowadzone do Klubu Synów. Co z Johem Fredersenem? Gdy władca Metropolis dowiaduje się, że jego potomek przebywa w Otchłani, wpada w przerażenie. Tak wielkie, że omal nie mdleje. Ciemiężyciel znowu udowadnia, że ma jeszcze odrobinę ludzkich uczuć…

Nieco później Joh, nadal przejęty i zatrwożony, zwraca się do Chudzielca: “Muszę wiedzieć! Gdzie jest mój syn?!”. Chudzielec odpowiada patetycznie: “Jutro tysiące będą pytać w furii i desperacji: Johu Fredersenie, gdzie jest mój syn?!”. Władca Metropolis łapie się za głowę i sprawia wrażenie, jakby usilnie odganiał od siebie makabryczne wizje. Nie jest już dumnym, lodowatym, niemiłosiernym despotą. Jest wrażliwym, zrozpaczonym człowiekiem, którego przeraża myśl, że on i inni ludzie mogą stracić swoje dzieci. Jak niebawem się okaże, stary Fredersen porzuci wszystko (cały swój biznes i majątek) i pobiegnie ratować swojego syna. Bo to właśnie Freder jest jego najcenniejszym skarbem. Desperacja starego Fredersena będzie tym większa, że mężczyzna uświadomi sobie, iż cały dramat wydarzył się z jego winy. Gdyby władca Metropolis nie wyzyskiwał proletariatu i nie konszachtował z psychopatycznym Rotwangiem, nie doszłoby do tych wszystkich nieszczęść. Nie ulega wątpliwości, że Joh Fredersen to srogi dyktator. Uważny widz zauważy jednak, że nie dałoby się go wrzucić do tego samego worka co Adolfa Hitlera, Józefa Stalina czy Pol Pota.

Fredersen jest dyktatorem bardziej autorytarnym niż totalitarnym. Gnębi i poniża ludzi, wymaga od nich lojalności i posłuszeństwa, korzysta z manipulacji, inwigilacji i prowokacji, nie toleruje opozycji i chce ją maksymalnie osłabić. Ale nie jest to krwawy pomyleniec popierający bezsensowne okrucieństwo. Joh nie zdecydowałby się np. na wymordowanie dysydentów. Co najwyżej mógłby ich zamknąć w więzieniu politycznym. Nawet Chudzielec, będący człowiekiem sadystycznym i amoralnym (tzn. stosującym przemoc i groźby karalne), nie jest aż tak odczłowieczony. Osobą zdolną do zbrodni i gwałtu jest Rotwang. Ale czy można go za to winić? Wynalazca jest osobnikiem chorym psychicznie, nadającym się bardziej do szpitala psychiatrycznego niż na krzesło elektryczne. Możliwe, że Rotwang należy do ludzi złych, jednak trzeba pamiętać o jego niepoczytalności. Fałszywej Marii nawet nie warto oceniać. Zbrodniczy, lubieżny i przebiegły robot jest przedłużeniem Rotwanga. Humanoid, stworzony przez obłąkanego wynalazcę, nie ma rozumu, światopoglądu ani wolnej woli. Za wszystkie jego niegodziwości odpowiada konstruktor - i nikt więcej.

Rebelianci są tak dumni z dokonanych przez siebie zniszczeń, że tańczą na tle “zabitych” maszyn. Rozradowani, nawet nie dostrzegają, że Fałszywa Maria dawno od nich uciekła. Entuzjazm robotników zostaje ostudzony, kiedy majster Grot staje na schodach i krzyczy: “Gdzie są wasze dzieci?! Miasto leży pod wodą, wały są kompletnie zalane! Idioci, kto wam kazał atakować maszyny?! Bez nich wszyscy zginiecie!”. Następuje zwrot akcji. Robotnicy z Grotem na czele postanawiają znaleźć FM i spalić ją na stosie. Tym samym pokazują, że są zmienni jak chorągiewka. Nie mają własnego zdania, ślepo podążają za wodzem i pozwalają sobą manipulować. Ot, psychologia tłumu. Swoją drogą, jak to się stało, że proletariusze zapomnieli o dzieciach? Rozwiązanie tej zagadki jest proste. W Otchłani pracownikami fabryk byli wyłącznie mężczyźni, a kobiety opiekowały się domem i potomstwem. Fembot, wiedząc o tym zwyczaju, rozpoczął rewoltę słowami: “Kobiety i mężczyźni, niech nikogo dziś nie zabraknie! Śmierć maszynom!”. Kiedy dorośli poszli robić rozróbę, dzieci zostały same, pozbawione opieki i ochrony. Powódź faktycznie była zagrożeniem dla ich życia.

Rozjuszeni rewolucjoniści wyruszają na poszukiwanie “czarownicy”. Przez przypadek znajdują prawdziwą Marię i zaczynają ją gonić (nie wiedzą, że istnieją dwie Marie, a ta, którą ścigają, dopiero uratowała ich dzieci). Na szczęście, wydarzenia toczą się w taki sposób, że rebelianci łapią Fałszywą Marię (robot wyprowadził na ulice bogaczy z Yoshiwary, pewnie po to, żeby doprowadzić do ich konfrontacji z robotnikami). Proletariusze usypują stos, umieszczają na nim gynoida i rozpalają ogień. Freder myśli, że rewolucjoniści mordują jego wybrankę. Zrozpaczony, nie pojmuje banalnego faktu: prawdziwa Maria nie śmiałaby się opętańczo, będąc paloną na stosie! Gdy młody Fredersen wpatruje się w płomienie, prawdziwa Maria ucieka przed Rotwangiem, który znów próbuje ją schwytać i zgwałcić. Jak na ironię, szalony naukowiec także tkwi w błędzie. Jest przekonany, że odnalazł swojego robota, który w zamierzeniu miał imitować Hel. Tymczasem humanoid, pod wpływem ognia, traci swoją ludzką powłokę, a oczom gapiów ukazuje się mechaniczny endoszkielet. Podobny motyw znajdziemy w filmie “Terminator” Jamesa Camerona.

Freder - widząc fembota na stosie i Marię na balkonie katedry - uprzytamnia sobie swoją pomyłkę. Rusza na pomoc dziewczynie, która nawet tam nie jest bezpieczna, albowiem diaboliczny uczony nie uznaje żadnych świętości. Młody Fredersen i szalony naukowiec stają do walki niczym bokserzy (boks? Szkoda, że nie kung-fu!). Jozafat biegnie po Joha Fredersena i Chudzielca. Władca Metropolis, jak już wcześniej wspomniałam, rzuca wszystko i udaje się na poszukiwanie syna. Gdy Joh dociera do celu i widzi Fredera bijącego się z Rotwangiem, łapie się za głowę, pada na kolana i zaczyna się modlić. Na twarzy kapitalistycznego tyrana maluje się autentyczny strach o potomka. Stary Fredersen, który jeszcze do niedawna wydawał się człowiekiem niewzruszonym, jest tak przejęty, że nawet nie wie, co się dzieje wokół niego. A dzieje się dość dużo: robotnicy zaczepiają Jozafata i Chudzielca, chcąc się dowiedzieć, co się stało z ich dziećmi. Kiedy słyszą, że dzieciaki są uratowane, popadają w euforię. Walka Fredera z Rotwangiem jest zaciekła. W pewnej chwili przenosi się na dach, zupełnie jak w “Matriksie”. Joh Fredersen nie posiada się z przerażenia.

Bójka dobiega końca, gdy szalony naukowiec spada z balkonu katedry. Trudno jednoznacznie powiedzieć, czy sam traci równowagę, czy to młody Fredersen nieumyślnie go spycha. Kiedy Rotwang spada, robotnicy biegną w jego kierunku, zostawiając Joha, Chudzielca i Jozafata samych. Władca Metropolis nie musi już się martwić o syna. Mimo to, nie jest szczęśliwy. Na jego twarzy widać głęboki smutek, wyrzuty sumienia i poczucie odpowiedzialności za całą aferę. Joh Fredersen spuszcza nawet głowę. Moment ten jest istnym otwarciem drzwi, początkiem wielkiego przełomu. Teraz kapitalistyczny dyktator zacznie rozumieć, że musi coś zmienić w swojej polityce i postawie życiowej. Wkrótce będzie miał okazję, żeby zaprezentować społeczeństwu swoje nowe oblicze. Stary Fredersen z trudem wstaje z kolan (pomagają mu w tym Chudzielec i Jozafat). Momentalnie odzyskuje jednak siły i biegnie do katedry, żeby znaleźć się bliżej swojego syna, którego o mały włos nie stracił. W tym samym czasie Freder całuje się z Marią. Oboje czują, że są już bezpieczni. A co z Rotwangiem? Prawdopodobnie zmarł, czyli poniósł karę śmierci za swoje okropieństwa.

Czy w świecie przedstawionym rodzi się dyktatura proletariatu, na budynkach zaczynają powiewać czerwone flagi, a każda rocznica robotniczego zrywu jest obchodzona jak radosne święto? Nie, ponieważ rewolucja została przerwana, skompromitowana i uznana za zło, które nie tylko nie przynosi korzyści, ale również prowadzi do nieodwracalnych szkód. Ikona rebelii, Fałszywa Maria, spłonęła na stosie, a człowiek, który sterował wszystkim za kulisami (Rotwang) - zginął marnie. Wydarzenia, ukazane w dziele Fritza Langa, kończą się tryumfem opcji reformistycznej. W ostatniej scenie filmu widzimy tłum proletariuszy ustawiający się naprzeciwko katedry. Ze świątyni wychodzą Joh Fredersen, Freder Fredersen i Maria. Zbliża się do nich majster Grot, który wcześniej stał na czele tłumu. Szef proletariuszy i kapitalistyczny dyktator wyglądają, jakby chcieli podać sobie ręce, ale nie mogli się na to zdobyć. Prorokini, widząc ich skrępowanie, decyduje się interweniować. Podchodzi do Fredera i oznajmia: “Głowa i Dłonie pragną się połączyć, lecz nie mają Serca, żeby to zrobić. Pośredniku, pokaż im drogę do siebie”. Młodzieniec postanawia wypełnić swoją misję.

Zaczyna zachęcać Joha Fredersena, żeby podał rękę Grotowi. Potem łapie każdego z nich za dłoń i pomaga im wykonać gest pojednania. Na ekranie pojawia się kadr z napisem “Pośrednikiem między Głową a Dłońmi musi być Serce!”, a następnie “Koniec”. Po wielkim “happy endzie” dola filmowych robotników z pewnością ulega poprawie. Możliwe, że wyłania się nowy ustrój polityczny: umiarkowany socjalizm, oparty nie na ideałach rewolucyjnych, tylko na oświeceniowym humanizmie i ewangelicznym chrześcijaństwie. Możliwe też, że zostaje wdrożony system będący kompromisem między Głową a Dłońmi: solidaryzm społeczny, trzecia droga, socjaldemokracja, chadecja, społeczna gospodarka rynkowa albo coś w tym stylu. Słowem - ustrój, w którym własność prywatna nie zostaje zniesiona, ale każdy obywatel otrzymuje minimum bytowe i szerokie prawa pracownicze. “Metropolis” raczej nie jest filmem komunistycznym, ponieważ obraz rewolucji, serwowany publiczności, ma charakter negatywny i odstraszający. Z drugiej strony, ktoś mógłby stwierdzić, że gdyby nie rewolucja, to w filmowym świecie w ogóle nie doszłoby do zmiany.


Refleksyjność, wizjonerskość i artystyczność
(przesłanie filmu, obraz świata, gatunek, forma)


Zauważmy, że przekonania promowane w dziele Fritza Langa są lewicowe ekonomicznie, ale prawicowe światopoglądowo. Oprócz wątku społeczno-gospodarczego znajdziemy tutaj wątek chrześcijańsko-konserwatywny. Twór niemieckiego reżysera nosi tytuł “Metropolis”, jednak równie dobrze mógłby się nazywać “Kara na Wielki Babilon”. Reżyser przekonuje odbiorców, że materializm, konsumpcjonizm, hedonizm, libertynizm, rozpusta, nieobyczajność, zeświecczenie, areligijność, wystawny styl życia, koncentracja na rozrywce, pogoń za pieniądzem, kult złotego cielca, pustka duchowa, odrzucenie wartości, kryzys rodziny, egoizm, zazdrość, zawiść, nienawiść, megalomania, antropocentryzm, ubóstwienie człowieka, fascynacja ezoteryką i okultyzmem oraz zabawa w Boga/Naturę to grzechy wołające o pomstę do nieba. Liczne nawiązania do Apokalipsy, Potopu i zburzenia Wieży Babel mają być dla widzów ostrzeżeniami i wezwaniami do nawrócenia. “Metropolis” to film nie tylko tendencyjny politycznie, ale również skrajnie moralistyczny. Podział na “dobro i “zło” jest tutaj prosty i wyrazisty. Prawość jest zawsze nagradzana, a nieprawość - karana.

Ogólne przesłanie produkcji dałoby się sformułować w następujący sposób: urbanizacja, technicyzacja, sekularyzacja, laicyzacja, liberalizacja i industrializacja mogą doprowadzić do tragicznych konsekwencji. Czy rzeczywiście tak jest? Na to pytanie każdy widz musi odpowiedzieć samodzielnie. My, ludzie drugiej dekady XXI wieku, mamy tę przewagę nad Fritzem Langiem, że znamy już skutki wielu zjawisk, które w latach dwudziestych XX wieku były czymś nowym i/lub nie do końca zbadanym. Jesteśmy po prostu bardziej doświadczeni historycznie. Z drugiej strony, patrzenie na film “Metropolis” z punktu widzenia współczesnego człowieka może być zgubne i bezcelowe. Jeśli chcemy ocenić wizję świata zawartą w dziele Langa, musimy przyjąć perspektywę osoby z trzeciej dekady XX stulecia (wraz z ówczesną mentalnością, wiedzą, doświadczeniem, nadziejami, obawami i tendencjami). “Metropolis” to film, który się nie starzeje, ale… Halo, świat i ludzkość się zmieniają! Ani rzeczywistość, ani ludzie, ani duch epoki nie są już takie jak w 1927 roku! Produkcja Fritza Langa - jako dzieło artystyczne - jest uniwersalna. Ale czy jej przekaz jest nadal aktualny?

W dzisiejszych czasach większość ludzi nie jest tak konserwatywna, staroświecka, pobożna i sceptyczna wobec innowacji, jak chciałby twórca filmu. Wiele zjawisk, ukazanych w omawianym dziele, jest stałym elementem współczesności i cieszy się społeczną akceptacją. Od dnia premiery “Metropolis” minęło już tak dużo czasu, że ludzie zdążyli się przyzwyczaić i przystosować do wielu rzeczy. A może właśnie w tym tkwi problem? Może to my jesteśmy tym zepsutym, nowoczesnym społeczeństwem, przed którym przestrzegał Fritz Lang? Mamy wielkie miasta, mamy rozwarstwienie społeczne, mamy niemiłosierną gospodarkę rynkową, mamy zaawansowaną technologię, mamy permisywizm obyczajowy, mamy materializm i konsumpcjonizm, mamy osłabienie tradycyjnej rodziny, mamy ruch New Age, mamy kontrowersyjne przedsięwzięcia naukowe, mamy laicyzację sfery publicznej, mamy modę na rozrywkowe życie, mamy brutalne starcia uliczne, mamy poważne konflikty międzyludzkie i wiele innych fenomenów rodem z “Metropolis”. Wymienione zjawiska istniały już w czasach reżysera, ale nie w takim stopniu i nie na taką skalę, jak w XXI wieku.

Istnieją pytania, które prawdopodobnie zawsze będą powracać. Film Langa będzie zaś próbą udzielenia na nie odpowiedzi. Faktycznie, żyjemy w świecie podobnym do tego z “Metropolis”. Dyskusyjna pozostaje kwestia: czy to dobrze, czy źle? Każdy, w zależności od wyznawanego światopoglądu, może rozstrzygnąć ten problem inaczej. Ktoś powie, że wszystko zmierza we właściwym kierunku. Ktoś inny stwierdzi, że ludzkość zeszła na psy i już tylko Apokalipsa może to naprawić. Ilu ludzi, tyle poglądów. Ile ideologii, tyle obrazów świata[5]. Według mnie, dzisiaj - w dobie kryzysu gospodarczego, umów śmieciowych, wyjazdów “na zmywak” i rosnącej drapieżności kapitalizmu - coraz więcej ludzi może się identyfikować z Dłońmi. Nawet bezrobotni, będący ofiarami gospodarki rynkowej, mogą się utożsamiać z filmową biedotą (ostatecznie, w dziele Fritza Langa rewolucjonistkami są także niepracujące kobiety). Częste protesty, demonstracje, strajki, marsze, zamieszki, manifestacje i kontrmanifestacje - pełne gniewu, żalu, agresji, frustracji i niezadowolenia - świadczą o buntowniczych nastrojach w społeczeństwie. Czy grozi nam zawierucha rodem z “Metropolis”?

Klasa robotnicza, przedstawiona w opisywanej produkcji, może się wydawać głupia, bezmyślna, nieodpowiedzialna, prymitywna, porywcza i mściwa. Jednakże zdarzają się w tej grupie jednostki rozumne i szlachetne, które - gdyby tylko żyły na powierzchni - mogłyby sporo osiągnąć. Maria jest, zaraz po Rotwangu, najinteligentniejszą postacią w filmie. Posiada również niebywałą charyzmę. Dziewczyna, chociaż młoda, niedoświadczona i słabo wykształcona, cechuje się ponadprzeciętną świadomością społeczno-polityczną. Rozumie specyfikę i wewnętrzną filozofię systemu, zna sposób na rozwiązanie konfliktu klasowego, potrafi odkryć i opisać szerszy kontekst rozmaitych zjawisk. Maria to mądra, rozsądna i inspirująca osoba obdarzona darem przekonywania. Gdyby było inaczej, proletariusze nie gromadziliby się w katakumbach, żeby słuchać jej przemówień. Oficjalnie prorokini nie piastuje żadnego stanowiska, ale w podziemiu jest niekwestionowaną liderką opozycji. Robotnicy liczą się z jej zdaniem. Kiedy sobowtór dziewczyny (Fałszywa Maria) nawołuje proletariuszy do rewolucji, bez wahania przyjmują oni propozycję zbrojnego zrywu.

Maria jest czysta, niewinna, łagodna i anielska. Gdy zbliża się do Fredera, chcącego z nią porozmawiać na osobności, wygląda jak postać z sakralnego obrazu. Prorokini, będąc osobą drobną, kruchą i delikatną, nie ma żadnych szans w konfrontacji z Rotwangiem. Mimo słabości fizycznej, podejmuje trud związany z ratowaniem proletariackich dzieci (ofiar katastrof w Otchłani). To właśnie ona, nadludzkim wysiłkiem, uruchamia alarmowy gong. Inną pozytywną postacią robotniczego pochodzenia jest Georgy 11811. Ten prosty chłopak, który zachłysnął się wspaniałością życia w Metropolis, ginie w obronie swojego jedynego dobroczyńcy. Spójrzmy także na majstra Grota. Jest to człowiek trzymający się zasady “Bogu co Boskie, cesarzowi co cesarskie”. Grotowi żyje się równie ciężko jak innym proletariuszom, a jednak potrafi on przestrzegać prawa, sumiennie wykonywać swoje obowiązki oraz być lojalnym i posłusznym wobec zwierzchnika (Joha Fredersena). Grot ceni pokój, ład, przezorność i bezpieczeństwo. Omal nie traci życia, kiedy próbuje bronić Maszyny-Serca, zasłaniając ją własnym ciałem. Wierny i odpowiedzialny jak kapitan statku.

Dzieło Fritza Langa, poza ewidentną propagandą polityczną, zawiera całkiem rozsądne ostrzeżenia dotyczące polityków i działaczy społecznych. Przypomina bowiem, że w życiu publicznym trafiają się oszuści i prowokatorzy, którzy kreują się na idealistów, żeby (poprzez kłamstwo, podstęp i manipulację) realizować własną prywatę lub interesy swoich mocodawców. Jedną z takich politycznych “marionetek” jest Fałszywa Maria. Gynoid zmusza widzów do refleksji na temat politycznych spisków i technik inżynierii społecznej. Ale “Metropolis” to nie tylko nudna polityka. Wielu miłośników popkultury twierdzi, że film Langa jest wizjonerskim tworem zapowiadającym cyberpunk (podgatunek science-fiction koncentrujący się na olbrzymich miastach, obecności technologii w codziennym życiu oraz różnorakich problemach społecznych). W “Metropolis” zaciera się granica między “robotem” a “robotnikiem”. Proletariusze, odarci z ludzkiej godności, są traktowani przedmiotowo i zrównywani z machinami fabrycznymi. FM nazywa ich wręcz “żywym pokarmem dla maszyn”, który “smaruje złącza maszyn własną krwią” i “karmi maszyny własnym mięsem”.

Analizowane dzieło filmowe jest również zaliczane do nurtu ekspresjonistycznego. Cechy ekspresjonizmu, wymienione w “Słowniku terminów literackich” Wydawnictwa GREG, pasują jak ulał do “Metropolis”. Awangardowa estetyka, poważna problematyka, elementy metafizyczne, dramatyzm, irracjonalizm, emocjonalność, dynamiczność, wizyjność, zaangażowanie społeczne… To wszystko odnajdziemy w produkcji Fritza Langa. “Metropolis” jest dziełem niemym, ale jego oryginalna ścieżka dźwiękowa, skomponowana przez Gottfrieda Huppertza, wyraża więcej niż jakiekolwiek słowa[6]. Porywający, melodyjny i monumentalny soundtrack sprawia, że nawet nie trzeba patrzeć w ekran, żeby wiedzieć, co się dzieje w filmowym świecie. Kompozycja fabuły jest ściśle związana z kompozycją muzyki. Film dzieli się na trzy części: Preludium, Interludium i Furioso. Każda z nich jest inna pod względem tematyki, nastroju i klimatu muzycznego. Rytm wydarzeń, pokrywający się z rytmem ścieżki dźwiękowej, powoduje, że produkcja Langa przypomina arcydługi teledysk. Wszystkiemu towarzyszy nieustanny ruch: ekspresyjne gesty, pośpiech, bieganina i zamęt.


“Metropolis” w świetle synchromistycyzmu[7]
(punkt widzenia teoretyka spiskowego)


W ramach ciekawostki zrelacjonuję Czytelnikom, co o filmie “Metropolis” napisał administrator strony VigilantCitizen.com. Internauta uważa, że dzieło Fritza Langa opowiada o Nowym Porządku Świata, w którym Iluminaci to mieszkańcy Metropolis, a reszta ludzkości - robotnicy z Otchłani. Joh Fredersen, jako twórca i władca dwupoziomowego molocha, zostaje przezeń utożsamiony z gnostyckim Demiurgiem. Choćby dlatego, że w jednym z filmowych ujęć trzyma cyrkiel (symbol wolnomularski odnoszący się do Wielkiego Architekta Wszechświata). Administrator VC zwraca uwagę na Rotwanga i dwa pentagramy (zwykły i odwrócony) zdobiące jego dom. Ciężkie okaleczenie, brak prawej ręki, ma oznaczać, że bohater wybrał okultystyczną “ścieżkę lewej dłoni” (“left-handed path“). Rotwang jest ponoć odpowiednikiem Johna Dee, słynnego ezoteryka i doradcy Elżbiety I. Nawiązania do Wieży Babel, pojawiające się wielokrotnie w “Metropolis“, mają być zaczerpnięte bezpośrednio z tradycji masońskiej.

Zdaniem Internauty, produkcja Fritza Langa stanowi zapowiedź transhumanizmu, projektu Monarch, państwa policyjnego oraz zmysłowych, poddanych kontroli umysłu celebrytek deprawujących opinię publiczną. Według niego, zakończenie filmu jest pesymistyczne: proletariusze wracają do Otchłani, a elita otrzymuje “ludzką twarz”, żeby jeszcze skuteczniej manipulować masami. W “Metropolis” pojawiają się ponoć nawiązania do okultystycznej koncepcji “as above, so below” - “jak wyżej, tak niżej”. Niestety, administrator VigilantCitizen.com zapomniał odnotować, że w jednej ze scen Joh Fredersen pokazuje wolnomularski gest “hidden hand” (“ukryta dłoń“). Nie wspomniał również, że Moloch = Baal = Kronos = Saturn = Szatan. Niektórzy ludzie, tacy jak członkowie organizacji Fraternitas Saturni, wierzą, że Saturn/Szatan jest Demiurgiem (źródło: MemphisMizraimBg). Skoro Saturn/Szatan to Demiurg, a Demiurg to Joh Fredersen… O rany! Ojciec Fredera jest Saturnem/Szatanem!


Podsumowanie

“Metropolis” Fritza Langa to niezwykle interesujący film, z którego można wyłuskać mnóstwo treści i znaczeń. Przede wszystkim jest to jednak arcydzieło europejskiej kinematografii, które - pomimo upływu dziesięcioleci - nie przestaje cieszyć, zadziwiać i inspirować. Warto obejrzeć tę produkcję. Dla fabuły, dla muzyki, dla efektów specjalnych, dla teatralno-pantomimicznego aktorstwa i dla przesłania skłaniającego do refleksji. A także dla prostego faktu: gdyby nie “Metropolis”, losy światowej popkultury (z fantastyką naukową na czele) potoczyłyby się zupełnie inaczej. Bez Mistrza Langa dużo byśmy stracili. Doceńmy więc jego pracę.


Natalia Julia Nowak,
3-15 stycznia 2014 r.


PRZYPISY


[1] Scenarzystka “Metropolis”, Thea von Harbou, w latach 1914-1921 była żoną odtwórcy roli Rotwanga (Rudolfa Klein-Rogge’a). Później, w latach 1922-1933, była zamężna z reżyserem filmu (Fritzem Langiem). Wyjątkowy zbieg okoliczności, nieprawdaż? Więcej informacji na temat matrymonialnych losów ekipy filmowej można znaleźć w serwisie Filmweb.pl. Ciekawostka: Thea von Harbou napisała scenariusz “Metropolis” na podstawie swojej powieści pod tym samym tytułem. Niestety, nie przeczytałam jeszcze tej książki, więc nie mogę się do niej odnieść.

[2] Bez względu na to, która odpowiedź jest prawidłowa, jedna rzecz wydaje mi się pewna: gdyby Hel została z Rotwangiem, oboje żyliby ze sobą jak para małżeńska z teledysku “You and I” Lady Gagi. Video clip opowiada o szalonym naukowcu, który wprawdzie kocha swoją małżonkę, ale prowadzi na niej szokujące eksperymenty. Kobieta cierpi z tego powodu, lecz tak bardzo miłuje swojego męża, że pozwala mu na kontynuację badań. Później jednak (okaleczona i przerobiona na cyborga) decyduje się od niego uciec.

[3] Interesujące, że w “Metropolis” ani razu nie pojawia się wyraz “robot“. Jeśli wierzyć anglojęzycznej Wikipedii, słowo “robot” po raz pierwszy zostało użyte w utworze “Rossum’s Universal Robots” Karela Capka (wydanym w 1921 roku). Oznaczało ono jednak sztuczną istotę organiczną.

[4] Taniec Fałszywej Marii wcale nie jest piękny. Przeciwnie, jest chaotyczny, groteskowy i improwizowany. Mimo to, robi ogromne wrażenie na męskiej publiczności.

[5] Nie zaszkodzi wspomnieć, że film “Metropolis” czerpie natchnienie z różnych szkół filozoficznych. Błyskotliwy odbiorca znajdzie w nim coś z socjalizmu utopijnego, coś z marksizmu, coś z leninizmu, coś z freudyzmu, coś z nietzscheanizmu…

[6] Skoro jesteśmy już przy słowach, powinniśmy zwrócić uwagę na podniosły, literacki i nierzadko enigmatyczny sposób mówienia bohaterów (np. “Tylko raz w swoim życiu o czymś zapomniałem: o tym, że Hel była kobietą, a ty mężczyzną“). Spójrzmy także na imiona dwóch postaci żeńskich. Maria kojarzy się z Matką Boską, a Hel - z mityczną Heleną, przez którą wybuchła wojna trojańska.

[7] Czytelnikom, którzy nie wiedzą, czym jest synchromistycyzm, polecam mój artykuł pt. “Synchromistycyzm. Gra skojarzeń, teorie spiskowe i pogrobowcy Junga”.

czwartek, 26 grudnia 2013

Synchromistycyzm. Gra skojarzeń, teorie spiskowe i pogrobowcy Junga

Nowy wspaniały wyraz

“Synchromistycyzm” (neologizm będący połączeniem słów “synchroniczność” i “mistycyzm”) to mało znane pojęcie, które w polskim Internecie pojawiło się zaledwie kilka razy. Wyraz “synchromistycyzm” jest kalką językową naśladującą angielski rzeczownik “synchromysticism” (“synchronicity” + “mysticism”). W anglojęzycznej części Internetu termin “synchromysticism” upowszechnił się na tyle mocno, że został uwzględniony w wolnym słowniku En.wiktionary.org. Opublikowana tam definicja synchromistycyzmu brzmi następująco:

“Nakreślanie powiązań w nowoczesnej kulturze (filmach, tekstach piosenek, wydarzeniach historycznych i wiedzy ezoterycznej); odnajdywanie powiązań, które mogą pochodzić ze ‘zbiorowego nieświadomego umysłu’; odnajdywanie powiązań między wiedzą okultystyczną (np. ezoterycznymi bractwami, kultami i sekretnymi rytuałami), polityką i środkami masowego przekazu”

“The drawing of connections in modern culture (movies, music lyrics, historical happenings and esoteric knowledge); and finding connections that could be coming from the ‘collective unconscious mind‘; and finding connections between occult knowledge (i.e. esoteric fraternities, cults and secret rituals), politics and mass media”


Sztuka czytania znaków

Jak wiadomo, mistycyzm to przekonanie o możliwości obcowania z wyższą duchową siłą (Bogiem, Absolutem). Ale co to jest synchroniczność? I dlaczego można się do niej zbliżyć poprzez mistycyzm? Pojęcie synchroniczności, wchodzące w skład synchromistycyzmu, wywodzi się z dorobku Carla Gustava Junga. Informują o tym redaktorzy serwisu Synchromystic.wikia.com. Żeby zrozumieć, czym jest owa jungowska koncepcja, zajrzymy do artykułu “Zjawisko synchroniczności - na czym polega?” Aleksandry Nowakowskiej (miejsce publikacji: “Zwierciadło”. Konsultacja: Jarosław Józefowicz, psychoterapeuta). Autorka definiuje synchroniczność jako “współwystępowanie zdarzeń psychicznych i faktów zewnętrznych, które dla danej osoby mają to samo znaczenie. Zdarzenia psychiczne to między innymi: przeczucia, sny, wrażenia”. Czyżby chodziło o łączenie obiektywnych fenomenów z subiektywnymi przeżyciami? O przeplatanie dwóch skrajnie różnych sfer?

Nowakowska pisze, że “osoba doświadczająca synchroniczności musi wiązać znaczeniem to, co przeżywa w psychice i co obserwuje w świecie zewnętrznym”. W ostatnim akapicie stwierdza: “Nowoczesna fizyka kwantowa coraz śmielej wyraża pogląd, że na pewnym poziomie świat jest jednością, gdzie wszystko się przenika, cząstki przechodzą w fale a fale w cząstki. (…) Jednak nie jest to nic nowego. Podobne przekonania możemy odnaleźć na przykład w filozofii starożytnych Chin (…). Wszystkie te koncepcje w dużej mierze opierają się na wierze i intuicji ich twórców, a w małej - na dowodach”. Z przytoczonych cytatów wynika, że wiara w synchroniczność prowadzi do przypisywania znaczeń zjawiskom, które (na pierwszy rzut oka) wydają się pozbawione znaczenia. Co więcej, staje się ona uzasadnieniem/wyjaśnieniem takich działań i przeżyć, jak wróżenie z fusów czy dostrzeganie wizerunku Matki Boskiej na brudnej szybie okiennej. Intrygujące i kontrowersyjne.


Obsesja teoretyków spiskowych

Każdy, kto interesuje się teoriami spiskowymi, wie, że demaskowanie synchroniczności stało się istną obsesją konspiracjonistów badających media i popkulturę. Tym właśnie jest synchromistycyzm. Analizowaniem wytworów kultury pod kątem nawiązań do wolnomularstwa, pogaństwa, okultyzmu, satanizmu, projektu MK-ULTRA itp. Istnieje wiele stron internetowych i prezentacji multimedialnych, które przekonują odbiorców, że popularne piosenki, kultowe filmy, a nawet fakty z życia celebrytów posiadają zakamuflowane znaczenia. Niezwykłe sensy, ukryte pod płaszczem fantazji lub fanaberii, mogą zostać dostrzeżone tylko przez tych, którzy posiedli odpowiednią wiedzę. Na przykład przez teoretyków spiskowych, historyków masonerii, miłośników mitologii i znawców ezoteryki.

W środowisku konspiracjonistów synchromistycyzm nie jest niczym rzadkim. Uprawia się go bardzo często, chociaż nie zawsze nazywa po imieniu. Termin “synchromistycyzm” został spopularyzowany (ukuty?) przez bloggera przedstawiającego się jako Jake Kotze. Tak przynajmniej sugeruje news dostępny w serwisie Magia.gildia.pl. Twórca notatki, Kormak, donosi: “Gościem audycji Occult Of Personality jest Jake Kotze, autor bloga The Brave New World Order. Opowie o swojej teorii synchromistycyzmu: nadzwyczajnych powiązaniach między okultystyczną symboliką a wydarzeniami na świecie (m.in. atakami na World Trade Center), ezoterycznych wątkach w programach telewizyjnych i filmach. Czy te synchroniczności zachodzą naprawdę, czy są jedynie wytworem naszej wyobraźni - a może jedno i drugie?”.


VigilantCitizen i Pseudoccultmedia

Jedną z najbardziej znanych witryn propagujących synchromistycyzm jest VigilantCitizen.com. Założyciel strony zapewnia, że próbuje “wykraczać poza wartość nominalną symboli znajdowanych w popkulturze, aby odkrywać ich ezoteryczne znaczenie” [“go beyond the face value of symbols found in pop culture to reveal their esoteric meaning”]. Co upoważnia go do tego typu działalności? Internauta wymienia kilka cech. Po pierwsze: tytuł licencjata w dziedzinie komunikacji i polityki. Po drugie: negatywne spostrzeżenia związane z pracą w przemyśle muzycznym. Po trzecie: wieloletnie zainteresowanie dziejami okultyzmu i tajnych stowarzyszeń. Administrator VigilantCitizen.com utrzymuje, że wolnomularskie i ezoteryczne symbole są stałymi elementami kultury współczesnej. Obawia się jednak, że mogą one być narzędziami masowej manipulacji.

Inną witryną, która powinna zaciekawić badaczy synchromistycyzmu, jest Pseudoccultmedia.net. Redaktor strony nawiązuje do tego zjawiska w sposób jawny i otwarty. W dziale “Disclaimer” (“Zrzeczenie się”) znajdujemy następujące oświadczenie: “Ten blog jest osobiście pisany i edytowany przeze mnie. Pierwotnie inspirowany przez synchromistycyzm; poglądy, powiązania, interpretacje i zawartość zamieszczona na tym blogu są w pełni spekulacyjne, wyrażane opinie autora (…) nie powinny być brane za stwierdzenia faktów” [“This blog is a personal blog written and edited by me. Originally inspired by synchromysticism; the views, connections, interpretations and content contained in this blog are entirely speculative, expressed opinions of the author (…) should not be taken as statements of fact”]. Niestety, nowe publikacje pojawiają się w tym serwisie coraz rzadziej.


Synchroniczność a synchromistycyzm

Synchromistycyzm nie jest dokładnie tym, o czym pisał Carl Gustav Jung (tzn. synchronicznością). W przypadku teorii Junga, mieliśmy do czynienia z szukaniem niejasnego związku między subiektywnym przeżyciem a zewnętrznym fenomenem. Jeśli chodzi o synchromistycyzm, polega on na poszukiwaniu powiązań między motywami występującymi w kulturze a szeroko pojętym światem Illuminati (wierzeniami, rytuałami, postępkami, znakami i gestami globalnej elity). Konspiracjoniści, zajmujący się analizą popkultury, opierają swoje badania na wolnych skojarzeniach, odważnych porównaniach i budowaniu nieoczywistych analogii. Wnioski, formułowane przez synchromistyków, mogą być odkrywcze i zaskakujące, a jednocześnie niepewne i nieweryfikowalne. Łatwo bowiem przekroczyć granicę między interpretacją a nadinterpretacją. Skąd wiadomo, że podejrzany symbol, zawarty w danym utworze, został wykorzystany świadomie? Skąd pewność, że w ogóle jest tam jakiś symbol? Może to tylko złudzenie nadgorliwego/paranoicznego badacza? Sceptycy (z przeciwnikami teorii spiskowych na czele) zawsze będą zadawać takie pytania.

Dobrym przykładem synchromistycyzmu jest “dostrzeganie związku” między ubiorem sławnych wokalistek a uwikłaniem tych kobiet w projekt Monarch (oczywiście, mówimy o uwikłaniu czysto hipotetycznym). Noszenie odzieży przypominającej futro drapieżnych kotów bywa postrzegane jako objaw kontroli umysłu. Jakie jest pochodzenie tego dziwnego przeświadczenia? Otóż wywodzi się ono z dylogii “The Illuminati Formula” Fritza Springmeiera i Cisco Wheeler. Cykl, o którym mowa, zawiera opisy niewiast poddawanych “programowaniu beta“ i zamienianych w “sekskociaki“ (niewolnice seksualne pełne kociej zmysłowości). Inny przykład synchromistycyzmu: jedna z dyskusji prowadzonych na stronie SynchromysticismForum.com. Internauci próbują ustalić, czy popularny motyw “kobiety w czerwieni” ma coś wspólnego z boginią Ishtar, Nierządnicą Babilońską i Szkarłatną Kobietą (bohaterką rozważań Aleistera Crowleya). Elementy synchromistycyzmu można również znaleźć w amatorskim filmie dokumentalnym “Illuminati: The Music Industry Exposed” Farhana Khana. Niewykluczone, że nagonka na Hello Kitty to także rodzaj synchromistycyzmu.


“Pszypadeg? Nie sondze!”

Jeśli chcesz uprawiać synchromistycyzm, możesz mówić, co Ci ślina na język przyniesie. Warunek jest tylko jeden: Twoje skojarzenia muszą mieć coś wspólnego z ezoteryką, pogaństwem, satanizmem, okultyzmem, masonerią i/lub kontrolą umysłu. Cała zabawa jest łudząco podobna do psychoanalizy Freuda. Różnica polega na tym, że w psychoanalizie wszystko sprowadza się do seksualności, a w synchromistycyzmie - do Illuminati i Nowego Porządku Świata. Niezwykłą sztukę analizowania popkultury można opisać za pomocą ironicznego powiedzonka “Pszypadeg? Nie sondze!”. Gdy uzmysłowisz sobie, jak często pojawiają się w mediach piramidy, trójkąty, szachownice, pojedyncze oczy, dwie kolumny, odłamki szkła, zwielokrotnione postaci, zwierzęce wzory, białe króliki, ptasie klatki, sowy, zegary, roboty, lalki, lustra, labirynty, motyle, maski, manekiny i marionetki, dojdziesz do wniosku, że wolnomularstwo faktycznie podporządkowało sobie cały świat. Dopadnie Cię wówczas “syndrom Neo“. Już nigdy nie spojrzysz na rzeczywistość tak samo jak przedtem.

Synchromistycyzm posiada zarówno zalety, jak i wady. Stosowany z umiarem, uczy spostrzegawczości i syntezy faktów (może nawet wzbudzić zainteresowanie antropologią kulturową). Stosowany bez umiaru, zaśmieca umysł i grozi poważną paranoją. Polecam go jako hobby, ale namawiam do zachowania krytycyzmu. Przestrzegam zwłaszcza przed traktowaniem analiz synchromistycznych jako “jedynych słusznych interpretacji”. Każdy, kto zajmuje się badaniem ukrytych znaczeń, musi wiedzieć, że symbole są niejednoznaczne. Powinien również pamiętać, że nie należy szukać wieloznaczności tam, gdzie ich nie ma. Ktoś może mruknąć: “Łatwiej powiedzieć, trudniej zrobić“. Rzeczywiście, utrzymanie zdrowego rozsądku nie jest proste. Trzeba jednak znać granice, żeby później nie narzekać na nadmiar głupich skojarzeń. Ja niedawno przyłapałam się na tym, że logo prostego programu komputerowego skojarzyło mi się z projektem Monarch. Program nosi nazwę “FreeMind” (“WolnyUmysł”), a jego emblemat przedstawia pomarańczowego motyla, zapewne monarchę. Przypadek?



PRZYKŁADOWA ANALIZA
SYNCHROMISTYCZNO-HERMENEUTYCZNA

Matrix wokół “Matrixa”



Przekonajmy się, jak dużo można “wycisnąć” z trylogii “Matrix” rodzeństwa Wachowskich. Pisząc o rzekomych “ukrytych treściach” w “Matriksie”, będę się opierać na materiałach z bloga HollywoodSubliminals.wordpress.com (wielu tamtejszych publikacjach), dyskusjach ze strony SynchromysticismForum.com (wszczętych przez użytkowników shawnsparxx i Sheep No More), nieprofesjonalnym serialu dokumentalnym “The Arrivals” (przygotowanym przez muzułmańskich konspiracjonistów) oraz prezentacjach multimedialnych dostępnych w serwisie YouTube.com (na profilach: 777alucard, ALPHAandOMEGA44, Etappendienst, illuminatipuppet333, IyanAhmath12, jchavarr1, KhazarKosherFace, PronStarKiIIuminati, TheGrowingAwareness, TheSagaciousD). Dodam też dużo własnych refleksji, skojarzeń i spostrzeżeń. Zacznę od stwierdzenia, że kultowe dzieło Andy’ego i Lany (Larry’ego) Wachowskich bywa analizowane nie tylko w sposób synchromistyczny, ale także czysto hermeneutyczny. Szukanie aluzji do Biblii i mitologii nie jest bowiem niczym osobliwym. Synchromistycyzm zaczyna się wraz z wejściem na grunt masońsko-pogańsko-ezoteryczny.

Głównym bohaterem trylogii jest Thomas “Neo” Anderson. Nazwisko i pseudonim protagonisty są znaczące. Thomas/Tomasz był jednym z dwunastu apostołów. Zasłynął z tego, że nie uwierzył w zmartwychwstanie Chrystusa i wypowiedział słowa: “Nie uwierzę, dopóki nie zobaczę”. Cytat ten doskonale koresponduje z głównym wątkiem opowieści. Nazwisko “Anderson” to kontaminacja słów “andros” (“człowiek”, “mężczyzna”) i “son” (“syn”). Pseudonim “Neo” znaczy “Nowy”. A zatem główny bohater, skądinąd zbawca świata, jest Nowym Synem Człowieczym. Thomas, oddając życie za ludzkość, leży w pozycji ukrzyżowanego. Przez chwilę widać iluzję krzyża i anielskich skrzydeł. Gdy bohater umiera, inteligentna maszyna mówi: “Wykonało się” (“It is done“). Śmierć Neo, ukazana w trzeciej części cyklu, bynajmniej nie jest jedyną. W pierwszej części Anderson zostaje zastrzelony przez agenta Smitha, ale cudownie zmartwychwstaje (później zaś unosi się ku niebu. Czyżby wniebowstąpienie?). Ostatnim miastem ludzi, które zachowało się w Realnym Świecie, jest Zion/Syjon.

Neo i jego przyjaciele podróżują statkiem powietrznym “Nabuchodonozor”. Biblijny Nabuchodonozor był pogromcą królestwa Judy. Ukochana kobieta Thomasa nosi pseudonim Trinity (Trójca - jak Święta Trójca). W trylogii “Matrix” pojawia się również motyw zdrajcy. Sprzedawczykiem, istnym Judaszem, okazuje się Cypher (Lucyfer?). Filmowe imiona/pseudonimy rodem z mitów greckich: Morfeusz, Niobe, Persefona, Wyrocznia. “Neo” to anagram liczebnika “One” (“Jeden”). Pewnie dlatego, że bohater uchodzi za Wybrańca (The One). Chociaż Thomas Anderson jest figurą Chrystusa, posiada cechy everymana, czyli postaci uniwersalnej, z którą każdy może się utożsamić. Stąd już tylko jeden krok do gnostycyzmu i wiary w samozbawienie. Kolejny judeochrześcijański smaczek: w pierwszej części serii Neo zostaje nazwany “Zbawicielem” (“Savior”) i “osobistym Jezusem Chrystusem” (“personal Jesus Christ”). Trzyczęściowe dzieło Wachowskich czerpie pełnymi garściami z filozofii. Znajdziemy w nim elementy platońskie, kartezjańskie, buddyjskie, a nawet nietzscheańskie.

Przede wszystkim jest to jednak cykl kryptomasoński i kryptopogański. Tak uważają konspiracjoniści spod znaku synchromistycyzmu. Dość wspomnieć, że w trylogii występuje omawiany już motyw “kobiety w czerwieni”. Raz jest to tajemnicza pani z części pierwszej, innym razem - uwodzicielska Persefona, żona Merowinga (wypada wspomnieć, że Iluminaci są domniemanymi spadkobiercami dynastii merowińskiej). W “Matriksie” niejednokrotnie pojawia się podłoga-szachownica rodem ze świątyni wolnomularskiej. Widzimy ją choćby wtedy, gdy Neo udaje się do Morfeusza, aby zostać “oświeconym” w kwestii Matrixa. Scena, w której Anderson jest już u swojego guru, obfituje w masońskie gesty. Morfeusz prosi Thomasa o wybranie jednej z dwóch pigułek. Pierwsza z nich jest symbolem Niebieskiej Loży (Rytu York), a druga - Czerwonej Loży (Rytu Szkockiego). Kiedy Thomas budzi się w Realnym Świecie, zostaje złapany za szyję przez robota (inicjowani wolnomularze są rytualnie zmuszani do milczenia). Chwilę później robot eksponuje jedno ze swoich oczu. Wszystkowidzące Oko?

Neo zostaje odłączony od maszyny i wrzucony do wody. Ratuje go mechaniczna ręka obsługiwana przez załogę statku “Nabuchodonozor”. Bohater zostaje wyłowiony i uniesiony ku trzem światłom tworzącym trójkąt/piramidę. Oświetlają one wejście do statku. Trójka, trójkąt, piramida, światło i drzwi to symbole masońskie. Inne filmowe znaki: liczby 101 i 303. Jeśli usuniemy z nich zera, wyjdą nam wolnomularskie numery 11 i 33. Warto odnotować, że “pokój 101” stanowi aluzję do sali tortur z powieści “Rok 1984” George’a Orwella. Przypatrzmy się scenie, w której Neo i Morfeusz podłączają się do wirtualnej rzeczywistości o nazwie Construct/Konstrukt. Ciemnoskóry mistrz dwukrotnie posługuje się satanistyczną lub okultystyczną mową ciała. Staje w pozycji Baphometa, realizując układ “as above, so below” - “jak wyżej, tak niżej”. Następnie układa dłonie w kształt trójkąta lub piramidy. Później zachęca Thomasa do obejrzenia kasety video (z tyłu telewizora widnieje wielki, odwrócony trójkąt). Jeśli chodzi o Wyrocznię, ma ona w mieszkaniu zasłonę z dwugłowymi orłami.

Masoni często określają Boga mianem Wielkiego Architekta Wszechświata. W dziele Wachowskich pojawia się postać Architekta. Jest to twórca Matrixa, starszy pan z białą brodą (de facto program komputerowy). Numer 555, ukazujący się jako zielona liczba na czarnym tle, symbolizuje Hirama Abiffa, bohatera wolnomularskich legend. Pierwsza część trylogii zawiera wiele elementów uznawanych przez synchromistyków za symbole solarne. Najbardziej wyraziste z nich to: rzeźbione głowy lwów, zegar w kształcie słońca oraz złoty obraz przedstawiający trzy “słoneczniki“ (?). Nie należy również zapominać o dziwnych, słonecznych kształtach wyświetlających się na monitorach w Realnym Świecie. Gdy Thomas Anderson bije się z agentem Smithem, w tle widać graffiti “Sol” (“Słońce”). W “Reaktywacji” i “Rewolucjach” doszukano się wielu motywów przypominających Czarne Słońce. Przykład: Deus Ex Machina (Bóg z Maszyny). Niektórzy badacze twierdzą, że Czarne Słońce odnosi się do Saturna. Według jednej z teorii spiskowych, Saturn jest maszyną utrzymującą nas w wirtualnej rzeczywistości.

Rozmawiając o “ukrytych treściach” w trylogii Wachowskich, nie możemy pominąć nawiązań do kontroli umysłu. W latach ‘50 i ‘60 XX wieku Centralna Agencja Wywiadowcza (CIA) badała możliwość sterowania ludzkim mózgiem. Przedsięwzięcie, które przeszło do historii jako MK-ULTRA, zostało oficjalnie potępione przez Kongres i Prezydenta USA. Wielu konspiracjonistów wierzy, że szemrane eksperymenty wciąż są prowadzone, ale pod kryptonimem Monarch (nazwa projektu ma pochodzić od motyla monarchy). Projekt Monarch opiera się ponoć na dręczeniu małych dzieci. Ofiary, wskutek straszliwych doświadczeń, popadają w chorobę psychiczną zwaną dysocjacyjnym zaburzeniem tożsamości (DID) lub osobowością wieloraką (MPD). Dziecięca psychika ulega rozbiciu na wiele osobowości. Każda z tych osobowości zostaje później poddana intensywnemu programowaniu. Kluczowym słowem w projekcie Monarch jest “dysocjacja”. Chodzi tutaj o zjawisko psychologiczne: oddzielenie się umysłu od rzeczywistości w celu zapomnienia o traumatycznych przeżyciach.

Synchromistycy twierdzą, że temat kontroli umysłu bezustannie pojawia się w popkulturze. Zazwyczaj jest on sygnalizowany za pomocą ściśle określonych symboli. Czytelnicy, którzy pragną je poznać i zrozumieć, powinni zajrzeć do artykułu “Project Monarch: Nazi Mind Control” Rona Pattona, dylogii “The Illuminati Formula” Fritza Springmeiera i Cisco Wheeler oraz materiałów ze stron VigilantCitizen.com i Pseudoccultmedia.net. W trzyczęściowym cyklu “Matrix” pojawia się sporo motywów związanych z projektem Monarch. Stłuczone szkło, rozbite lustro, zwielokrotniona sylwetka, sobowtór, podobizna, lustrzane odbicie to symbole DID/MPD (roztrzaskanej psychiki i mnogich tożsamości). Roboty i obwody komputerowe, jakże ważne w filmach Wachowskich, często są zaliczane do tzw. triggerów (tajnych znaków umożliwiających sterowanie ofiarą poprzez indukcję hipnotyczną). Biały królik także ma związek z kontrolą umysłu. Mówi się, że dwiema baśniami, wykorzystywanymi do programowania dzieci, są “Alicja w Krainie Czarów” i “Czarnoksiężnik z Krainy Oz”.

Wróćmy do najważniejszych wydarzeń z pierwszej części trylogii. Thomas “Neo” Anderson połyka czerwoną pigułkę i zostaje zaprowadzony do pokoju komputerowego. Podchodzi do lustra, które jest tak popękane, że odbija tylko jedno z jego oczu (mamy tutaj trzy symbole: lustro, potłuczone szkło i masońskie oko). Gdy bohater pochyla głowę, lustrzany obraz się zmienia. Ukazują się dwie identyczne twarze połączone wspólnym tułowiem (metafora osobowości wielorakiej). Nagle zwierciadło ulega cudownemu scaleniu. Dwa oblicza Thomasa łączą się w jedną całość (złudzenie spójności: kontrola umysłu i DID/MPD nie są widoczne na zewnątrz). Anderson dotyka lustra i odkrywa, że szklana tafla zachowuje się jak gęsta ciecz. Odbiciem bohatera można więc manipulować, zupełnie jak umysłem ofiary projektu Monarch. Kamera pokazuje widzom Morfeusza. Mężczyzna jest filmowany w taki sposób, że jedno z jego oczu (a raczej jedno ze szkieł okularów przeciwsłonecznych) zostaje zasłonięte. Skórę Neo zalewa płynne lustro. Thomas Anderson zaczyna krzyczeć, a potem budzi się w Realnym Świecie.

Główny bohater, podłączony do maszyny za pomocą licznych przewodów, wygląda trochę jak kukiełka na sznurkach (ofiary kontroli umysłu bywają określane jako “marionetki”). Młody człowiek jest głęboko zszokowany. Równie zszokowana była tytułowa bohaterka filmu “Sybil” Josepha Sargenta, kiedy poznała prawdę o swoich traumatycznych przeżyciach i alternatywnych osobowościach. Neo przez całe życie przebywał w wirtualnej rzeczywistości. Sybil, od wczesnego dzieciństwa, zamykała się w fikcyjnych personach. On nie był świadomy, że żyje z mózgiem podłączonym do maszyny. Ona nie była świadoma, że w jej głowie istnieją liczne tożsamości i wyparte wspomnienia. Oboje egzystowali w totalnej iluzji. A może Matrix to alegoria dysocjacji?! Anderson spostrzega wielopoziomowe konstrukcje pełne żywych baterii. Na wszystkich poziomach leżą ludzie uwięzieni w czerwonych zbiornikach i podłączeni do elektronicznego molocha. Od czasu do czasu widać wyładowania elektryczne. Straszna wizja, w dodatku podobna do tego, o czym pisali Fritz Springmeier i Cisco Wheeler.

W pierwszej części “The Illuminati Formula” znajdujemy opis bazy China Lake, tj. rzekomego miejsca traumatyzacji marionetek. Autorzy donoszą: “Wielu ocalałych pamięta tysiące klatek mieszczących w sobie małe dzieci od sufitu do podłogi. Klatki były podłączone do prądu (…), toteż dzieci zamknięte w środku mogły otrzymywać do ciała przerażające elektrowstrząsy, żeby ich umysły zostały oczyszczone w celu rozszczepienia na wielorakie osobowości” [“Many survivors remember the thousands of cages housing little children from ceiling to floor. The cages were hot wired (…) so that the children who are locked inside can receive horrific electric shocks to their bodies to groom their minds to split into multiple personalities”]. Według Springmeiera i Wheeler, ofiary projektu Monarch były hipnotyzowane światłem. Miały bowiem “myśleć, że przechodzą do innego wymiaru, będąc rażonymi wysokim napięciem” [“think they are going into another dimension when they are blasted with high voltage”]. Brzmi matrixowo, nieprawdaż? Ciała podłączone do prądu i umysły oderwane od rzeczywistości… Dodajmy, że jedną z głównych barw programowania była czerwień.

Thomas “Neo” Anderson, już na statku “Nabuchodonozor”, zostaje poddany zabiegowi mającemu zregenerować jego mięśnie. Zobaczmy, jak to wygląda. W dość ciemnym pomieszczeniu, na metalowym stole, leży główny bohater, a z jego ciała wystają liczne igły. Widać różne światła, w tym świetlne punkciki. Na ekranach wyświetlają się informacje dotyczące czynności życiowych pacjenta. Czy to kolejny obraz rodem z China Lake? Fritz Springmeier i Cisco Wheeler piszą: “Stół do badań był metalowy, zimny dla ofiary, ale dobry do mycia przez asystentów. Ofiara (…) mogła zaobserwować białe kropki świecące w różnych wzorach nad drzwiami na panelu świetlnym. (…) Asystent monitorował cały scenariusz na wykresach (…). Igły były wbite w dziecko, pokój był zaciemniany, a potem rozjaśniany” [“The examining table was metal, which was cold for the victim, but easy to wash for the attendants. The victim (…) could observe white dots light up in different dot patterns over the door on a panel of lights. (…) An attendant monitored the entire scenario on charts (…). Needles were poked in the child, the room was made dark and then lit”].

Twór rodzeństwa Wachowskich uchodzi za jedno z dzieł filmowych będących przepowiedniami lub zapowiedziami zamachów 9/11. Synchromistycy odkryli, że istnieją stare filmy i kreskówki, w których pojawiają się liczby, daty, a nawet wizje dotyczące ataku na World Trade Center. Jedną z takich “proroczych” produkcji jest właśnie “Matrix”. W pierwszej części trylogii (pochodzącej z roku 1999) możemy zobaczyć paszport Neo. Data ważności tego paszportu to 11 września 2001 roku. Ta sama część cyklu zawiera wizję zniszczonych wież WTC. Mowa tutaj o scenie, w której Morfeusz pokazuje głównemu bohaterowi Realny Świat. Domniemana wróżba tragedii 9/11 znajduje się także w “Matriksie. Reaktywacji”. Produkcja miała swoją premierę w 2003 roku, ale była kręcona znacznie wcześniej. Dowodem na to jest fakt, że w filmie występuje aktorka Gloria Foster, która zmarła 29 września 2001 roku. W “Reaktywacji” pojawia się motyw wybuchającego drapacza chmur. Zdaniem licznych konspiracjonistów, wieże World Trade Center zostały wysadzone w powietrze (zobacz: “Zeitgeist” Petera Josepha).

Niejaki Rob Ager przekonuje, że pierwsza część “Matrixa” okazała się prorocza również w innych kwestiach. Według niego, film Wachowskich stanowi przepowiednię nowoczesnego autorytaryzmu. Po wydarzeniach 9/11 w Stanach Zjednoczonych drastycznie nasiliła się kontrola i inwigilacja społeczeństwa. Zniewolenie jednostki, ograniczenie prywatności, prześladowanie dysydentów, medialne manipulacje, brutalne przesłuchania, agresywna propaganda, ignorancja konformistów… To wszystko zostało zasygnalizowane już w “Matriksie”. Ager zauważa, że w dziele Wachowskich osobami walczącymi z systemem są hakerzy (odpowiednicy ruchu Anonymous?). Lider opozycji, Morfeusz, jest zaś wyzywany od terrorystów. Zdaniem Roba, reżyserzy filmu przewidzieli komputeryzację życia społecznego oraz problem ludzi spędzających większość czasu w Internecie. “Matrix” ma być apelem o odrzucenie materializmu, zachętą do zwrócenia się ku duchowości i alternatywnym stylom życia. Podsumowując: omawiana produkcja science-fiction to refleksja nad światem przełomu XX i XXI wieku.


* * * * * * * * * * * * * * * * * *
Źródła, wskazówki, wyjaśnienia
* * * * * * * * * * * * * * * * * *


Prezentacje multimedialne, z których korzystałam
podczas pracy nad powyższą analizą:

777alucard - “The Matrix Exposed!”
ALPHAandOMEGA44 - “Occult Symbolism In The Matrix”
Etappendienst - “The Matrix Decoded: Matrix Predicts WTC Destruction by Nuclear Bomb”
illuminatipuppet333 - “Saturn and Moloch Symbolism - Let’s Stop Worshipping ‘Them‘“
IyanAhmath12 - “Symbolism: The Matrix Decoded”
jchavarr1 - “Christian Symbolism in The Matrix 1 of 3”
jchavarr1 - “Christian Symbolism in The Matrix part 2 of 3”
jchavarr1 - “Christian Symbolism in The Matrix part 3 of 3”
KhazarKosherFace - „Black Sun Worship - Saturn Occult Science 101”
PronStarKiIIuminati - „Illuminati & Pre-9/11 Subliminals and Symbolism in Movies (Re-edit)”
TheGrowingAwareness - “The Matrix Scene .. Hidden parts revealed”
TheSagaciousD - “’The Matrix’ analysis by Rob Ager (pt.1 of 2)”
TheSagaciousD - “’The Matrix’ analysis by Rob Ager (pt.2 of 2)”
[wymienione filmiki znajdują się w portalu YouTube.com]

Dyskusje ze strony SynchromysticismForum.com:

Sheep No More - “The Matrix” (dział “Synchromysticism general”)
shawnsparxx - “The Woman In The Red Dress” (ten sam dział)

Publikacje z bloga HollywoodSubliminals.wordpress.com, poświęcone wszystkim trzem częściom “Matrixa”, są bardzo liczne i rozsiane po różnych kategoriach. Poszukiwanie tych materiałów należy rozpocząć od wejścia na podstrony:

/?s=matrix&x=0&y=0
/franchise/the-Matrix/
/tag/the-matrix/
/tag/the-wachowskis/

Amatorskiego serialu “The Arrivals” (którego autorami są Noreagaaa i Achernahr) proszę szukać w serwisach WakeUpProject.com i YouTube.com.

Książki/artykuły na temat projektu Monarch:

Fritz Springmeier, Cisco Wheeler - “The Illuminati Formula Used To Create An Undetectable Total Mind Controlled Slave”
Fritz Springmeier, Cisco Wheeler - “Deeper Insights Into The Illuminati Formula”
Cathy O’Brien, Mark Phillips - “Trance-Formation of America”
Brice Taylor - “Thanks For The Memories”
Ron Patton - “Project Monarch: Nazi Mind Control” (w: Brice Taylor - “Thanks For The Memories”)

O kontroli umysłu można też poczytać na stronach VigilantCitizen.com i Pseudoccultmedia.net. Informacje dotyczące historycznego projektu MK-ULTRA znajdują się w polskiej i angielskiej Wikipedii.

Czytelnicy, którzy zainteresowali się fenomenem synchromistycyzmu, mogą zajrzeć do moich tekstów o tematyce teoretycznospiskowej: “Kontrola umysłu - prawda czy teoria spiskowa?”, “Wiwisekcja Alice’a Coopera. Chrześcijanin, satanista, mormon czy mason?”, “Na tropie diabła. Tajemnice Black Sabbath”, “Saturn - planeta Szatana? Mroczne konotacje i teorie spiskowe”, “Dziwne teorie Davida Icke’a”, “Illuminati i Dajjal. Konspiracjonizm muzułmański w ’The Arrivals’”. Tym, którzy chcieliby wiedzieć więcej o DID/MPD i filmie “Sybil”, polecam mój artykuł “Krótka recenzja filmowa. ‘Sybil’ Josepha Sargenta”.

Jeśli chodzi o film dokumentalny “Zeitgeist” Petera Josepha, jest to produkcja intrygująca, ale uznawana niekiedy za masońską propagandówkę. Warto mieć to na uwadze.

Podstawowe informacje na temat trylogii “Matrix” można znaleźć w serwisach Pl.wikipedia.org, En.wikipedia.org i Filmweb.pl. Do źródeł religijnych, mitologicznych i filozoficznych (wzmiankowanych w mojej analizie synchromistyczno-hermeneutycznej) proszę dotrzeć samodzielnie.


Natalia Julia Nowak,
19-26 grudnia 2013 r.

czwartek, 28 listopada 2013

Illuminati i Dajjal. Konspiracjonizm muzułmański w "The Arrivals"

Alternatywa dla alternatywy

Teoriami spiskowymi zainteresowałam się w 2010 roku. Najpierw zwróciłam uwagę na dramatyczne ostrzeżenia dotyczące zbliżającego się chipowania ludzi (motyw “znamienia Bestii“). Później zaciekawiły mnie pogłoski oscylujące wokół Nowego Porządku Świata, Rządu Światowego, projektu Blue Beam i uchwały Codex Alimentarius. W końcu, zainspirowana przekładem pewnego artykułu, zaczęłam szukać informacji na temat kontroli umysłu i ciemnej strony show-biznesu. Tak trafiłam na amatorski film dokumentalny “Illuminati: The Music Industry Exposed” autorstwa młodego muzułmanina Farhana Khana. Seans “Illuminati…” (a następnie “Illuminated” tego samego twórcy) uważam za faktyczny moment rozpoczęcia się mojej przygody z teoriami spiskowymi.

Obecnie wiem, że Khan - jako islamski konspiracjonista - nie jest żadnym oryginałem, tylko przedstawicielem całkiem sporej społeczności. Jego produkcje mają zaś charakter wtórny (zwłaszcza w stosunku do serii “The Arrivals”, o której pragnę dziś opowiedzieć). Muzułmańscy teoretycy spiskowi jawią mi się jako “alternatywa dla alternatywy“. Znajdują się poza głównym nurtem konspiracjonizmu, ale prezentują arcyciekawe treści i wnoszą dużo do spiskowej teorii dziejów. Na czym polega ich sekret? Otóż na tym, że patrzą na świat z innej perspektywy niż chrześcijanie, ateiści czy ezoterycy. Islamscy teoretycy spiskowi, jako reprezentanci egzotycznej kultury, dostrzegają rzeczy, na które inni konspiracjoniści nie zwracają uwagi. Przede wszystkim, przełamują europo- i amerykanocentryzm.


Osiem godzin eschatologii

“The Arrivals” to ośmiogodzinny, amatorski film dokumentalny (lub, jak kto woli, serial, składający się z 50 odcinków, intro i outro) przygotowany przez Internautów o pseudonimach Noreagaaa i Achernahr. Autorzy pracowali nad nim od 1 czerwca do 7 listopada 2008 roku. Dziełko powstało w ramach szerszej inicjatywy “Wake Up Project” (Wakeupproject.com). Jest ono również kontynuacją twórczości takich autorów, jak Freedomtou czy Abdullah Hashem (Hashemsfilms). Tytuł produkcji pochodzi od angielskiego wyrazu “arrival” - “przybycie”, “przyjście”, “przylot”, “przyjazd” (litera “s” na końcu rzeczownika wskazuje na liczbę mnogą).

Noreagaaa i Achernahr opisują swój twór następująco: “Ta seria będzie badać przybycie Antychrysta Dajjala, Imama al-Mahdiego oraz Powtórne Przyjście Chrystusa” (“This Series will Investigate the Arrivals of the Antichrist Dajjal, Imam al-Mahdi, and The Second Coming of the Christ”). Szczęka opada, czyż nie? Z serią “The Arrivals” jest maleńki problem. Jak autorzy sami zauważyli, odcinki dziełka od czasu do czasu znikają z serwisu YouTube, lecz później są ponownie publikowane przez użytkowników. Jeśli ktoś chce obejrzeć/skompletować całość, może mieć z tym nie lada kłopot. Nigdy nie wiadomo, czy się czegoś nie pominie.


W sprawie niedomówień

Streszczenie, które prezentuję poniżej, nie jest pełne. I to nie tylko dlatego, że mogłam przegapić któryś z odcinków produkcji. Dokładne opisanie czegoś tak długiego, jak “The Arrivals”, zajęłoby mi zbyt dużo czasu i miejsca. To, co napisałam, już teraz wydaje mi się obszerne. A przecież skoncentrowałam się na kwestiach najistotniejszych, bez zbędnego zagłębiania się w szczegóły! Co do opisów filmów Farhana Khana, można je znaleźć w moich artykułach z 2010 roku (“Farhan Khan i Zakon Iluminatów”, “Farhan Khan i Masońska Islamofobia”. Obie publikacje są ogólnodostępne w Internecie). No dobrze, oto streszczenie “The Arrivals”. Życzę przyjemnej lektury i przepraszam za niedopowiedzenia (tudzież za inne problemy, jeśli takowe wystąpią)!


NOREAGAAA & ACHERNAHR - “THE ARRIVALS”

STRESZCZENIE

Stare, muzułmańskie źródło (Sahih Bukhari cytujący Mahometa) podaje, że na Ziemię przybędzie kiedyś Dajjal. Zapowiadany osobnik, którego można utożsamić z chrześcijańskim Antychrystem, będzie miał tylko jedno oko. Istnieje grupa, która od tysięcy lat przygotowuje się na przybycie Dajjala. Ślady jej działalności prowadzą do starożytnego Egiptu, Babilonu i cywilizacji Majów. Są również obecne we współczesnym świecie. Zauważmy, że jesteśmy otoczeni symbolami piramid, trójkątów, szachownic, odwróconych krzyży i pojedynczych oczu. O co tutaj chodzi? Czy to jakiś spisek? Twórcy “The Arrivals” znają odpowiedzi na te pytania. Według świętej księgi islamu, Iblis (Szatan) próbuje zwodzić ludzi na manowce. W naszym świecie trwa nieustanna walka dobra ze złem. Musimy wiedzieć, co się dzieje wokół nas i przekazywać tę wiedzę innym. Świadomość stanowi bowiem klucz do ocalenia i wolności. Słudzy Iblisa posługują się magią/kabałą, nawiązują do króla Salomona oraz czerpią z tradycji egipskiej i babilońskiej. Kiedyś postępowali tak templariusze, a dziś - masoni i Iluminaci. Wolnomularze budują satanistyczną dyktaturę: Nowy Porządek Świata (New World Order). Można zatem powiedzieć, że islamskie proroctwo spełnia się na naszych oczach.

Wiadomo, że ten, kto chce zapanować nad światem, musi zapewnić sobie “rząd dusz”. Iluminaci czynią to za pośrednictwem mediów i popkultury. Manipulacja, propaganda, reklama, przekazy subliminalne, erotyczne podteksty, wciskanie pustej rozrywki, odwracanie uwagi od istotnych spraw, zastępowanie użytecznej wiedzy bezwartościową papką - oto masowa kontrola umysłu! Przed ogłupianiem społeczeństwa ostrzegali George Carlin i David Icke. Wolnomularze są tym bardziej perfidni, że uderzają w młode pokolenie, utrudniając mu prawidłowy rozwój psychiczny, seksualny i intelektualny. Kolejną nikczemnością jest - według autorów “The Arrivals” - robienie z Arabów i muzułmanów kozła ofiarnego. Na wymienione grupy ciągle zrzuca się winę za kłopoty Zachodu. Niestety, Noreagaaa i Achernahr sami nie są wolni od etnicznych i religijnych uprzedzeń. Podkreślają bowiem, że wielu masonów i propagandzistów ma żydowskie pochodzenie i/lub syjonistyczne poglądy. Twórcy filmu sugerują, że skoro właścicielami mediów są Żydzi, to negatywny wizerunek Arabów nie powinien nikogo dziwić (patrz: konflikt żydowsko-arabski). Naturalnie, jest to tylko teoria spiskowa. A autorzy “The Arrivals” (jako strona zaangażowana) nie są obiektywni.

Noreagaaa i Achernahr lubią jednak chrześcijan. Cytują fragment Apokalipsy Świętego Jana. Pokazują widzom brytyjski herb i demaskują jego sekretne znaczenie (biblijną symbolikę Antychrysta). Twórcy “The Arrivals” przekonują, że znaki Antychrysta/Dajjala są obecne nie tylko w Wielkiej Brytanii, ale także w USA, Kanadzie i Australii. Nie brakuje ich na opakowaniach rozmaitych produktów. W przestrzeni publicznej stale pojawiają się również: Gwiazdy Dawida i symbol Skull & Bones. Wszystkie instytucje polityczne, biznesowe, syjonistyczne i masońskie są od siebie uzależnione, a ich jedność wyraża się właśnie we wspólnej ikonografii. Iluminaci, od czasów starożytnych, wznoszą budowle, których okultystyczne właściwości mają wpływać na ludzkie życie. Wiara w świętą geometrię wcale nie wymarła, wszak nadal buduje się piramidy i obeliski. Te konstrukcje, przywołujące negatywną energię, wytwarzają atmosferę odpowiednią dla Antychrysta/Dajjala. Siła geometrii przyczynia się do intensyfikacji wszelkich niegodziwości, jakie mają miejsce w masońskich budynkach (chodzi głównie o rytuały okultystyczne). A co z pozytywną energią będącą przeciwwagą dla wolnomularskich zaklęć? To proste: emitują ją meczety, kościoły i synagogi.

Zakon Iluminatów stanowi realne zagrożenie dla społeczeństwa. W pełni kontroluje on Stany Zjednoczone, ponieważ jest ich założycielem. Wyznawcy islamu, chrześcijaństwa i judaizmu (oprócz syjonistów) powinni się zjednoczyć przeciwko wspólnemu wrogowi. Noreagaaa i Achernahr zachwycają się tym, że Koran jest wiecznie aktualny, a występująca w nim postać faraona może być utożsamiana z różnymi osobistościami. Na przykład z królową brytyjską, którą otaczają symbole starożytnego Egiptu. Czyżby Windsorowie byli potomkami faraonów i rządzili światem od tysięcy lat? Podobizny egipskich władców i bogów, piramidy, obeliski, sfinksy spotykamy w wielu zakątkach świata. Czy to może być przypadek? Dlaczego Dubaj, wypełniony egipskimi motywami, jest również pełen znaków masońskich? Twórcy “The Arrivals” stawiają sprawę jasno: żyjemy w świecie opanowanym przez popleczników Antychrysta/Dajjala. Musimy jednoznacznie określić swój stosunek do problemu. Noreagaaa i Achernahr wybrali jasną stronę mocy. Nie są jednak pierwszymi muzułmańskimi pogromcami Illuminati. Wyprzedził ich Abdullah Hashem, młody dokumentalista, który pojawił się nawet w mainstreamowej telewizji. Człowiek ten ma już status legendy i ojca rewolucji.

Autorzy “The Arrivals” dostrzegają paralelę między własną działalnością a misją Morfeusza z trylogii “Matrix”. Chcą bowiem otworzyć ludziom oczy, pokazać im prawdę o dzisiejszym świecie. Czym jest New World Order? Takim Matrixem, który nas otacza, chociaż nie uświadamiamy sobie jego istnienia. Obejmuje on wszystkie dziedziny życia i zniewala nasze umysły. Kim jest Dajjal? Osobnikiem przekonującym, że świat doczesny jest “jedynym, w którym warto żyć”. Kto promuje materializm, konsumpcjonizm, hedonizm i bezrefleksyjność? Oczywiście, Illuminati. Ta sama klika, która posługuje się symbolem jednego oka (Dajjal ma być jednooki). Ważną agendę NWO stanowi przemysł rozrywkowy. Jego składniki to m.in. bałwochwalczy kult idoli, fascynacja mrokiem, pochwała grzechu i zepsucia, symbolika pogańska, wolnomularska, satanistyczna, okultystyczna i kabalistyczna. W mediach często pojawia się motyw kobiety w czerwieni. Powinniśmy, zgodnie z radą Morfeusza, wystrzegać się takich pań, a raczej uosabianych przez nie pokus (rozpusty, sławy, bogactwa). Nie możemy żyć w świecie iluzji tworzonym przez środki masowego przekazu. Gwiazdy są bowiem sztucznie kreowane, a hollywoodzkie filmy ukazują zniekształcony obraz rzeczywistości.

Z badań naukowych wynika, że w amerykańskiej kinematografii dominuje niekorzystny wizerunek Arabów. Niestety, wpływa to na opinię publiczną, która łatwiej akceptuje politykę Stanów Zjednoczonych wobec Bliskiego Wschodu. Taki stan rzeczy sprzyja również syjonistom (nie mylić ze zwykłymi, porządnymi Żydami!). Antyarabskie i antyislamskie treści sączą się ponadto z serwisów informacyjnych. Ludność arabską i wyznawców islamu ukazuje się jako terrorystów, dzikusów, sadystów itp. Nie mówi się, że zdecydowana większość z nich żyje, myśli i pracuje normalnie. Media nie pokazują kochających się rodzin, roześmianych dziewcząt ani bujnego życia kulturalnego. Zawsze prezentują ekstremizm, fanatyzm i patologię. Co w tym jest najdziwniejsze? To, że Arabowie i muzułmanie, opluwani po 11 września 2001 roku, prawdopodobnie są niewinni. Wiele wskazuje na to, że zamach na World Trade Center był dziełem Illuminati i władz USA. Aaron Russo twierdzi, że Nick Rockefeller - jedenaście miesięcy przed zamachem - zapowiedział wydarzenie, które w konsekwencji doprowadzi do najazdu na Afganistan i Irak. Takich poszlak jest znacznie więcej (donoszą o nich różne źródła). A Osama bin Laden może być fikcyjną postacią graną przez Tima Osmana.

Noreagaaa i Achernahr ubolewają nad faktem, że Stany Zjednoczone uchodzą za symbol wolności, demokracji i humanitaryzmu, a czynią rzeczy przeczące tym wartościom. Działania zbrojne w Afganistanie, Iraku, Libanie i Palestynie wiążą się przecież ze śmiercią i cierpieniem niewinnych ludzi. Co gorsza, wiele państw europejskich wspiera zbrodniczą politykę USA. Są one jednak w mniejszości. Większość krajów świata nie ma zaufania do Ameryki. Także wielu obywateli amerykańskich nie aprobuje decyzji swoich dygnitarzy. Polityka Stanów Zjednoczonych to po prostu NWO i syjonizm. Z innej beczki: Iluminaci ciągle karmią nas opowieściami o Niezidentyfikowanych Obiektach Latających. W rzeczywistości, większość spotkań z UFO i kosmitami to spotkania z zaawansowaną technologią militarną (amerykańską, ale częściowo opartą na odkryciach nazistów). Wolnomularstwo chce, byśmy wierzyli, że grozi nam niebezpieczeństwo z Kosmosu. Jeśli w to uwierzymy, będziemy skłonni zaakceptować Nowy Porządek Świata jako formę mobilizacji i obrony. Amerykański rząd dysponuje wynalazkami, o jakich zwykłym obywatelom nawet się nie śniło. Zna też nowoczesne metody prania mózgu i kontroli umysłu.

Twórcy “The Arrivals” są dumni z tego, że zdołali “obudzić” wielu widzów. Czują się jednak prześladowani przez system, gdyż YouTube konsekwentnie usuwa ich dzieła. Tak czy owak, zapewniają, że będą działać dalej. Noreagaaa i Achernahr podsumowują swoje ustalenia i przypominają, że toczy się wojna o wolność całej ludzkości. Cytują rzekomą wypowiedź jednego z Rockefellerów, z której wynika, że Lucyfer jest bogiem Iluminatów. Doszukują się elementów satanistycznych w popkulturze i prezentują zdjęcia znanych ludzi wykonujących gest “diabelskie rogi”. Analizują mapę Waszyngtonu, znajdując na niej pentagram i masońską sowę. Przekonują, że New World Order jest antyreligijny, więc trzeba go atakować z pozycji religijnych (ateizm na niego nie podziała). Apelują do widzów, żeby ratowali swoje dusze. Wyjaśniają islamskie pojęcia “dunya” (doczesność) i “akhira” (wieczność). Martwią się, że ludzie tak bardzo inwestują w swoje ciała. Operacje plastyczne, makijaże, fryzury, nadmierny retusz zdjęć, moda na wynaturzone piękno… A co z dbałością o wnętrze? Stajemy się robotami: sztucznymi i bezdusznymi. Nie idźmy tą drogą. Myślmy, dyskutujmy, zdobywajmy i weryfikujmy wiedzę. Elita usypia naszą czujność, a my musimy zachować trzeźwość umysłową.

Odłączyliśmy się od Matrixa, więc przyjrzyjmy się realności. Pomysł Nowego Porządku Świata nie pochodzi od istot ludzkich. Wpływowe osobistości, które budują NWO, sprzedały swoje dusze w zamian za władzę i majątek. Iluminaci są narzędziami w rękach Jednookiego Oszusta (Dajjala/Antychrysta). To autentyczny byt. Zawsze wybiera on państwo będące światowym liderem. Najpierw była to Wielka Brytania. Gdy przekazała ona pałeczkę Stanom Zjednoczonym, to właśnie USA stały się siedzibą Dajjala. Teraz wszystko wskazuje na to, że Stany Zjednoczone przekazują pałeczkę Izraelowi. A więc Izrael jest nową ojczyzną Jednookiego Oszusta. Dajjal pragnie kontrolować globalny system finansowy. Jego słudzy mają mu to umożliwić, likwidując tradycyjne pieniądze i zastępując je wirtualną walutą (koncepcja rejestrowanych transakcji dokonywanych za pomocą podskórnego chipa). Gdy wszystkie cele zostaną osiągnięte, Jednooki Oszust zmaterializuje się i przejmie władzę nad światem. Nie będzie to jednak koniec historii. Ostateczne zwycięstwo przypadnie dobrym ludziom podążającym za Imamem al-Mahdim i powtórnie przybyłym Jezusem. Zaraz, zaraz… Czy wśród światowych przywódców nie ma wyznawców islamu, chrześcijaństwa i judaizmu?

Na pierwszy rzut oka, wydaje się, że Iluminaci są przedstawicielami głównych religii monoteistycznych. Nie dajmy się jednak zwieść pozorom. Wiarą, wyznawaną przez naszych oprawców, jest satanizm lucyferiański. Dowód: nagranie Alexa Jonesa zarejestrowane potajemnie w Bohemian Grove. Pokazuje ono, że najważniejsze persony świata gromadzą się w wyznaczonym miejscu, żeby składać ofiary ogromnej, kamiennej sowie. Kult diabła jest tym, co łączy tajne bractwa w jedną czarnoksięską sieć. Nie dziwmy się, że nasze otoczenie jest przepełnione szatańskimi i masońskimi motywami. To nasi decydenci skrupulatnie oznaczyli swój teren. Przyjrzyjmy się pomnikowi Jerzego Waszyngtona. Czyż ojciec niepodległych Stanów Zjednoczonych nie został wyrzeźbiony w pozycji Baphometa? Typową cechą satanistów jest świętowstręt, który prowadzi do wyśmiewania religii, krzewienia antyteizmu i usuwania elementów sakralnych z przestrzeni publicznej. Islam, chrześcijaństwo i judaizm próbuje się także niszczyć od wewnątrz (poprzez podstawionych prowokatorów czyniących okropieństwa w imię Jedynego Boga). Iluminaci od wieków zawierają pakty z istotami nazywanymi w różnych wspólnotach “dżinami”, “demonami” lub “upadłymi aniołami”.

Byty, o których mowa, są na Ziemi niesamowicie aktywne. Świadczą o tym rozmaite przekazy kulturowe. Niebieski dżin (geniusz) pojawia się w kreskówkach o Aladynie. Istoty z piekła rodem przekazują globalnej wierchuszce tajemną wiedzę (“Illuminati” znaczy “Oświeceni”). Autorzy “The Arrivals” sądzą, że politeistyczni bogowie są tożsami z tymi nadprzyrodzonymi bytami. Bóstwa egipskie, sumeryjskie, majańskie, greckie i indyjskie to właśnie dżiny. Jest nawet malowidło, które przedstawia małego Krishnę jako niebieskiego chłopca na podłodze-szachownicy. Aktualnie sporą popularnością cieszy się wiara w obcych: Szaraków, Reptilian i innych. Lecz to znowu te same byty. Noreagaaa i Achernahr dokonują muzułmańskiego wyznania wiary. Oświadczają, że nie ma boga poza Allahem. Zapewniają jednak, że jest to ten sam Bóg, o którym rozprawiali Jezus i Mojżesz. Nie wszystkie dżiny są niegodziwe. Z tymi, które faktycznie mają złą wolę, kontaktują się wolnomularze poprzez skomplikowane obrzędy. Dżiny żyją w innym wymiarze. Dostają się na Ziemię przez “gwiezdne bramy”. Masońska podłoga-szachownica symbolizuje podróże międzywymiarowe, dlatego umieszczono ją w filmie “Matrix” (patrz: klatka schodowa w bloku Morfeusza).

Co do symbolu dwóch kolumn, jedna z nich ma oznaczać światło (świat ludzi), a druga ciemność (świat dżinów). Materialna rzeczywistość przeplata się z niematerialną, tak jak biel na szachownicy przeplata się z czernią. Teraz już wiadomo, dlaczego standardowym wyposażeniem lóż masońskich są kolumny i podłogi-szachownice. Demony przechodzą między kolumnami tworzącymi rodzaj bramy. Krwawy rytuał umożliwia otwarcie wrót. Ulubioną bronią Szatana jest oszukiwanie ludzi, wmawianie im bzdur dotyczących duchowości, wieczności, natury i nauki. Iblis podrzucił społeczeństwu ateizm, islamofobię, ufologię, scjentologię, mormonizm i teorię ewolucji. Iluminaci propagują te zjawiska, ale się z nimi nie zgadzają. Dla nich wiarygodna i wartościowa jest kabała (źródło wiedzy o liczbach i kształtach). Czy to jest to, w co warto wierzyć? Według twórców “The Arrivals”, nie. Trzeba wierzyć w Boga, gdyż stworzył on doskonały Wszechświat oraz wspaniałą przyrodę ożywioną i nieożywioną. Urokliwe zakątki, cudaczne zwierzęta, niezwykłe rośliny… Ten, kto szuka prawdy, odnajdzie ją w naturze. Wielkość przyrody świadczy o wielkości Allaha. OK, ale skąd ucisk, przemoc i niesprawiedliwość? Stąd, że człowiek otrzymał wolność wyboru.

Iluminaci, chcąc powstrzymać pobożną opozycję, zajadle walczą z islamem, chrześcijaństwem i judaizmem. Walka ta opiera się na ateizacji społeczeństwa, promowaniu darwinizmu, sekularyzmu i libertynizmu. Rozpowszechniana jest również teoria dotycząca interwencji kosmitów w życie na Ziemi. Tego typu przekonania pochodzą od diabła. Noreagaaa i Achernahr utrzymują, że główne religie monoteistyczne są atakowane, bo przekazują prawdę i chronią przed tyranią władców. Islam, chrześcijaństwo i judaizm to właściwie jedno. Owszem, różnią się szczegółami, ale to już wina ludzi, a nie Boga. Szkoda, że monoteiści nie chcą się zjednoczyć. Przy jerozolimskim meczecie Al-Aksa prowadzone są podejrzane wykopy. Czy ich celem jest odnalezienie skarbu Salomona (magicznej księgi zarekwirowanej poddanym)? Nie, bo znaleźli go templariusze, poprzednicy wolnomularzy. Wykopy mają doprowadzić do zniszczenia meczetu, ponieważ zajmuje on miejsce Świątyni Salomona, która była wzorem dla lóż masońskich. Mamy III wojnę światową, tym razem religijną. Na razie walczą ze sobą zwolennicy Mahometa, Chrystusa i Mojżesza. Ale to jeszcze nie jest prawdziwa wojna. Realny konflikt będzie się toczył między “rodem faraonów” a “rodem proroków“.

Jeśli chodzi o chrześcijaństwo, zostało ono mocno zinfiltrowane przez Illuminati. Z filmu “Zeitgeist” Petera Josepha dowiadujemy się, że oficjalna biografia Jezusa opiera się na historii egipskiego boga Horusa. Ów, walcząc z Setem, stracił jedno oko. Jak można było utożsamić Jezusa z Horusem?! Autorzy “The Arrivals” przypuszczają, że chodziło tu o “przygotowanie świata na akceptację jednookiego Dajjala jako prawdziwego Mesjasza”. Jezus był autentycznym prorokiem, ale jego dzieje kompletnie przeinaczono. Nawet film “Zeitgeist” to w dużej mierze dezinformacja. Prawdy o Chrystusie należy szukać w Koranie. Z drugiej strony, niedziela to faktycznie święto boga słońca. Chrześcijanie są oszukiwani, muszą czcić Dajjala podszywającego się pod Jezusa. Oko Opatrzności niczym się nie różni od Wszystkowidzącego Oka (Oka Horusa). Skąd te problemy? Stąd, że wiarę w Chrystusa rozpropagowali Rzymianie i Żydzi. Te same narody, które przyczyniły się do jego śmierci. Rzymianie stworzyli wyznanie katolickie, a Żydzi - ideologię syjonistyczną. Watykan i Izrael realizują wspólne cele. Noreagaaa i Achernahr proszą widzów, żeby się nie obrażali, bo przecież jest tylko jeden Bóg. Wyznawcy islamu, chrześcijaństwa i judaizmu powinni ze sobą współpracować.

Twórcy “The Arrivals” prezentują odbiorcom historię i główne założenia religii muzułmańskiej. Opowiadają im o Koranie, Mahomecie i Malcolmie X (człowieku, który poprawnie zrozumiał pokojowe przesłanie islamu, ale został zabity przez agresywnych islamistów). Islam, podobnie jak chrześcijaństwo, bywa obiektem manipulacji i przeinaczeń. Mahomet, na łożu śmierci, prosił o traktowanie kobiet “z dobrocią i szacunkiem”. Niestety, nie wszyscy muzułmanie stosują się do tej zasady. Kolejna sprawa: losy potomków Proroka pozostają dla wielu muzułmanów nieznane. A tak się składa, że ich dzieje były dramatyczne. Jedenastu z nich zamordowano, a dwunasty, Imam al-Mahdi, ma dopiero nadejść. Noreagaaa i Achernahr wierzą, że Mahdi stoczy walkę z Illuminati i Dajjalem. Autorzy “The Arrivals” nie pochwalają konfliktu między sunnitami a szyitami. Uważają się za muzułmanów bezwyznaniowych (i wcale nie sieją szyickiej ani sufickiej propagandy!). Wracając do głównego wątku: kim są Iluminaci? Otóż jest to rodzina, która od czasów staroegipskich rządzi naszą planetą. Czystość krwi stanowi dla niej świętość. Członkowie rodu Iluminatów mają dostęp do szczególnie naenergetyzowanych punktów Ziemi. Mogą więc “przekraczać bariery wymiarowe”.

Iluminaci są zatwardziałymi okultystami. To, że stoją ponad prawem, umożliwia im bezkarne odprawianie obrzędów. Naginanie czasoprzestrzeni - za pomocą świętej geometrii - nie jest dla nich trudnością. Wielki rytuał, jakim był zamach na World Trade Center, miał pogrążyć Ziemię w negatywnej energii. Wieże WTC przypominały masoński symbol dwóch kolumn, a razem z budynkiem nr 7 imitowały Świątynię Salomona i piramidy w Gizie. Między drapaczami chmur stała rzeźba The Sphere. Autor zaczął ją tworzyć w Bawarii (kolebce Zakonu Iluminatów). Sama rzeźba symbolizowała islamską Kaabę. Iluminaci wierzą w Boga i Szatana, ale wybierają tego drugiego, bo obiecuje im mądrość i wyzwolenie. Członkowie tej sitwy lubią także astrologię i numerologię. Liczby i fakty, związane z nowojorską tragedią, pokrywają się z tajemnymi naukami. Spójrzmy na ród Bushów (krewnych Aleistera Crowleya). George W. Bush, w dniu zamachu na World Trade Center, był prezydentem USA. Dokładnie 11 lat wcześniej jego ojciec, również prezydent, opowiedział publicznie o “wielkiej idei New World Order”. Masoni uwielbiają jedenastkę. A zniszczenie dwóch wież i The Sphere (symbolu Kaaby) było zapowiadane w popkulturze na długo przed 11 września 2001 roku.

Czym odznacza się prawdziwa Kaaba? Otóż stoi ona w najbardziej naenergetyzowanym miejscu na Ziemi. Linie energii, krzyżujące się w tym punkcie Mekki, dają niewiarygodną moc. Energia obraca się w tym samym kierunku, w którym muzułmanie krążą wokół Kaaby. Okrążanie świętego obiektu uwalnia człowieka od ograniczeń czasoprzestrzeni. No dobrze, ale dlaczego Iluminaci dokonali zamachu na WTC, The Sphere i Pentagon? Z czterech powodów: żeby rzucić wyzwanie Bogu, żeby zainscenizować zniszczenie Kaaby, żeby wpłynąć na globalną politykę i żeby stworzyć “jedną z najmroczniejszych gwiezdnych bram na Ziemi”. Dwie wieże nawiązywały do dwóch masońskich kolumn oznaczających bramę (“gate”). Pentagon przypomina zaś satanistyczną pięcioramienną gwiazdę (“star”). Star + gate = stargate (gwiezdna brama). Wypada odnotować, że Iluminaci stale atakują ludzkie czakry. Jeśli chcemy być zdrowi ciałem, duchem i umysłem, musimy odpowiednio postępować ze swoim układem rozrodczym, żołądkiem, sercem, gardłem i głową. Noreagaaa i Achernahr udzielają kilku islamskich porad dotyczących dbania o samego siebie. Tymczasem wróg pragnie, byśmy byli chorzy, zestresowani, zgorzkniali, zdegenerowani i zaniedbani duchowo.

Światowy kryzys gospodarczy to pierwszy krok do ustanowienia nowego systemu ekonomicznego opartego na chipach RFID. Zauważmy, że już teraz posługujemy się elektronicznymi pieniędzmi. Niektórzy w ogóle nie dotykają tego, co zarobili. Nasza ekonomiczna rzeczywistość jest rzeczywistością wirtualną (Matrix). Wyzwólmy się wreszcie spod panowania maszyn. Komputery i inne urządzenia odgrywają zbyt dużą rolę w naszym życiu. Żyjmy naturalnie, miłujmy przyrodę, wykorzystujmy odnawialne źródła energii. Ale miejmy oczy otwarte. Wiemy już o NWO, Illuminati i Dajjalu. Na szczęście, wkrótce nadejdzie Imam al-Mahdi, który “przygotuje świat na powrót naszego prawdziwego Mesjasza” (Chrystusa). Ród faraonów to nie wszystko. Jest jeszcze ród Abrahama. Prorok ten miał dwóch synów: Izaaka i Ismaela. Z linii Izaaka wywodził się Jezus, a z linii Ismaela - Mahomet. Mahdi będzie spokrewniony z Mahometem i Jezusem, gdyż jego ojciec będzie pochodził od Ismaela, a matka od Izaaka. Prawi ludzie, zjednoczeni przez Imama al-Mahdiego, ruszą do walki z siłami ciemności. Przygotowujmy się na te wydarzenia, ale unikajmy ekstremizmu, bo przegapimy Mahdiego i Powtórne Przyjście Chrystusa. Ekstremizm zaślepia!

Te dwie postaci, Imam i Jezus, zadadzą klęskę Dajjalowi, a pomogą im w tym umiarkowani wyznawcy islamu, chrześcijaństwa i judaizmu. Iluminaci jeszcze nie wiedzą, że są skazani na porażkę, toteż nieprzerwanie budują swój Nowy Porządek Świata. A jaki jest cel “The Arrivals”? Noreagaaa i Achernahr wyjaśniają: chodzi o przebudzenie jak największej liczby ludzi i poprowadzenie ich właściwą drogą. Autorzy filmu ostrzegają przed różnego rodzaju dezinformatorami, manipulatorami i szarlatanami, takimi jak choćby Zecharia Sitchin. Nie dajmy się uwikłać w New Age, fanatyzm religijny i konsumpcyjno-hedonistyczny styl życia. Są to bowiem miraże mające nam przysłaniać prawdę o świecie, człowieku i Bogu. Nie pozwalajmy sobie na łatwowierność, bądźmy krytyczni wobec polityków i papiestwa. Zaglądajmy do Koranu, Biblii i Tory. Czytajmy znaki czasu, a tych jest naprawdę wiele. Na naszych oczach dokonują się przecież trzy przybycia (arrivals): Dajjala, Mahdiego i Chrystusa. To jest sedno sprawy. O to chodzi w “The Arrivals”. Obok nas dzieją się rzeczy doniosłe, a my musimy się do nich ustosunkować. Bóg Mahometa, Jezusa i Mojżesza niebawem zatryumfuje. Iluminaci nie mają żadnych szans. Dajjal już przegrał. Racja jest po naszej stronie.

KONIEC STRESZCZENIA


Recenzenckim (nie masońskim!) okiem


Produkcja “The Arrivals” robi na widzu ogromne wrażenie. Jej autorzy prezentują osobliwe przekonania, ale czynią to w sposób niezwykle uargumentowany. Wizja świata, proponowana przez autorów, jest nietypowa, ale spójna. Skojarzenie Illuminati z Dajjalem (chociaż zaczerpnięte z innych źródeł) wydaje mi się wręcz mistrzowskie. To naprawdę ciekawe, że koncepcja popularna wśród teoretyków spiskowych ma swoją analogię w islamskich tekstach religijnych. Myślę, że powinni o tym wspominać także konspiracjoniści spoza kręgu muzułmańskiego. Noreagaaa i Achernahr są osobami bardzo charyzmatycznymi: piszą umiejętnie i przekonująco. Owszem, można im zarzucić populizm i demagogię (wszak schlebiają masom i przyganiają elitom). Nie oznacza to jednak, że są pozbawieni charakteru.

Jeśli dobrze przyjrzymy się ich poglądom, dostrzeżemy w nich pewną stanowczość. Ale jest to stanowczość wyrażana łagodnie, kulturalnie, dyplomatycznie, z poszanowaniem odmiennych postaw, wyborów i zachowań. U twórców “The Arrivals” równoważą się dwie cechy: pobożność i humanizm. Noreagaaa i Achernahr wyraźnie podkreślają, że nie chcą się angażować w spory religijne (ani z innowiercami, ani z muzułmanami). Uważają, że liczy się “wspólny grunt”, a szczegóły nie mają większego znaczenia. Odcinanie się zarówno od szyizmu, jak i od sunnizmu jest jednym z przejawów programowej niepokorności: wolnomyślicielstwa, indywidualizmu, nonkonformizmu, sceptycyzmu wobec zastanego świata. Może to także świadczyć o młodzieńczym idealizmie (buncie? naiwności? nieżyciowości?).

Produkcja “The Arrivals” została zmontowana m.in. z fragmentów filmów dokumentalnych i fabularnych, programów telewizyjnych, wywiadów, przemówień, koncertów, piosenek, zdjęć, obrazków oraz materiałów przygotowanych samodzielnie (np. nagrań z dalekich podróży). Nie jest to wyłącznie dziełko o charakterze teoretycznospiskowym. Noreagaaa i Achernahr często uprawiają publicystykę, komentują aktualne problemy polityczne, społeczne i obyczajowe. Niezłym (aczkolwiek odrobinę banalnym) pomysłem wydaje mi się nawiązanie do trylogii “Matrix”. Autorzy wykorzystują popularne motywy, a wiadomo, że widzowie chętniej identyfikują się z tym, co już znają i kochają. Jeśli chodzi o estetykę, nie jest tragicznie, ale lepiej prezentuje się film “Illuminati: The Music Industry Exposed” Farhana Khana.

“The Arrivals” to twór anglojęzyczny, lecz zawierający pojedyncze wstawki z języka arabskiego. Przykładem może być hybrydyczny komunikat: “To be continued inshallah” (“Ciąg dalszy nastąpi, jeśli Bóg pozwoli”). Noreagaaa i Achernahr piszą w taki sposób, jakby zakładali, że znaczną część odbiorców będą stanowiły osoby niewyznające islamu. Gdy wprowadzają pojęcia teologiczne, tłumaczą je na język angielski i wyjaśniają ich znaczenie. Tym, co rzuca się w oczy, jest wymieszanie terminologii islamskiej z chrześcijańską. Czarny charakter, przed którym przestrzegają autorzy, jest na przemian “Dajjalem” i “Antychrystem“. Twórcy “The Arrivals” wiedzą, że pojęcia zaczerpnięte z chrześcijaństwa są dla Europejczyków/Amerykanów bardziej zrozumiałe niż terminy muzułmańskie. Wolą zatem pisać o “Bogu” i “Szatanie” niż o “Allahu” i “Iblisie”.

Noreagaaa i Achernahr walczą z negatywnymi stereotypami dotyczącymi Arabów i muzułmanów. Sami również dają się poznać jako ludzie bystrzy, otwarci, wyedukowani, zdolni do dyskusji i współpracy. Z drugiej strony, nie ukrywają oni swoich konserwatywnych poglądów (np. niezadowolenia z powodu upadku dobrych obyczajów). Chwilami zachowują się bardzo stereotypowo, zwłaszcza wtedy, gdy krytykują USA i Izrael. Często posługują się słowem “syjonizm“. Nie odważyłabym się jednak oskarżyć ich o antysemityzm. Autorzy “The Arrivals” powtarzają, że nie mają nic przeciwko narodowości żydowskiej i religii judaistycznej. Przeszkadza im jedynie polityka izraelska i ideologia syjonistyczna. Co do chrześcijaństwa, dwaj młodzieńcy szanują tę wiarę, ale nie ufają Kościołowi rzymskokatolickiemu.

Dziełko “The Arrivals” bywa nisko oceniane przez znawców (i wyznawców) islamu. Serwis WikiIslam podaje, że o produkcji nieżyczliwie wypowiedzieli się uczeni muzułmańscy: Tariq Preston i Sulaiman Kindi. Twórcom filmu zarzuca się dowolne interpretowanie świętych pism. Według WikiIslam, Noreagaaa i Achernahr są hipokrytami, bo pozują na prawowiernych muzułmanów, a zajmują się rzeczami zabronionymi (spiskami). Poza tym, ostrzegają przed Dajjalem, zapominając, że Jednooki Oszust może demoralizować ludzi poprzez muzykę (w produkcji “The Arrivals” nieustannie słychać utwory muzyczne). Redaktor WikiIslam twierdzi, że dwaj konspiracjoniści mają problem psychologiczny. Nie mogą uwierzyć w to, że muzułmanie dokonali zamachu na World Trade Center, więc zrzucają winę na inne grupy. Ot, mechanizm obronny.


Islamska Arizona Wilder?

Dziękuję i gratuluję wszystkim, którzy zdołali przebrnąć przez niniejszy artykuł (tak jak ja zdołałam przebrnąć przed ośmiogodzinne “The Arrivals”). Ufam, że udało mi się udowodnić, iż muzułmański konspiracjonizm to zjawisko niesamowicie interesujące (i wcale nie gorsze od tego, co nazywam w myślach “głównym nurtem konspiracjonizmu”). Ci, którzy chcą poszerzyć swoją wiedzę, mogą samodzielnie przeszukać serwisy Google i YouTube. Najlepiej kierować się słowami kluczowymi “Illuminati” i “Dajjal”. Polecam prezentację multimedialną “How to Recognize the Antichrist Dajjal In The Media” (“Jak rozpoznać Antychrysta Dajjala w mediach”) zamieszczoną przez użytkownika Nebulous1982.

Zachęcam również do obejrzenia materiału “Jinn speaks about Illuminati, Dajjal, Anti-Christ, False-Messiah” - “Dżin mówi o Illuminati, Dajjalu, Antychryście, Fałszywym Mesjaszu” (YouTube, KUzZ911). To ostatnie video ukazuje wywiad islamskiego duchownego z tajemniczą kobietą w czarnym nikabie. Zostaje ona przedstawiona jako osoba opętana przez złego ducha. Początkowo dialog dotyczy spraw religijnych, które mogą zainteresować chyba tylko muzułmanów i miłośników religioznawstwa. Ale później rozmowa zbacza na niebezpieczne tory. Kobieta (a raczej demon Zouzoula przemawiający jej ustami) niespodziewanie porusza temat Illuminati. Wyznaje, że Iluminatami są prezydenci i królowie, także z krajów arabskich. Odprawiają oni krwawe rytuały, np. składają ofiary z niemowląt.

Członkowie Illuminati służą dżinom i Iblisowi. Jakby tego było mało, przygotowują się na przybycie syna diabła. Duchowny pyta: “O kim mówisz?”. Kobieta/demon odpowiada: “O Dajjalu”. Intrygujące, prawda? Warto podkreślić, że muzułmanka nawiązuje do Illuminati sama z siebie. Odbywa się to na zasadzie “uderz w stół, a nożyce się odezwą”. Co to ma być? Choroba? Oszustwo? Prowokacja? Prawdziwe opętanie? Przedawkowanie “The Arrivals”? A może znajomość ponurych faktów? Bohaterka nagrania przypomina mi Arizonę Wilder, skromną amerykańską pielęgniarkę, która opowiadała Davidowi Icke’owi o światowych przywódcach zamieniających się w Reptilian i spożywających ludzkie mięso. Wilder nie uchodziła jednak za opętaną, tylko za byłą ofiarę kontroli umysłu (projektu Monarch).


Natalia Julia Nowak
20-27 listopada 2013 r.