środa, 28 marca 2012

Za cały Naród! Idea Narodowej SocjalDemokracji

Narodowo-radykalny relatywizm moralny

Narodowi radykałowie, czyli przedstawiciele skrajnej prawicy, mają to do siebie, że starają się pozować na ludzi wiernych sztywnym zasadom moralnym. Działacze NR często powtarzają, że posiadają system wartości oparty na wierze chrześcijańskiej i szeroko pojętej cywilizacji łacińskiej. Niestety, solenne deklaracje to jedno, a praktyka życiowa to drugie. Jako osoba, która spędziła trzy i pół roku w ruchu narodowo-radykalnym, mogę powiedzieć, że w tym środowisku dosyć powszechny jest relatywizm moralny.

Nie mówię, że wszyscy aktywiści NR są elastyczni w kwestiach związanych z dobrem i złem (bo istnieją również tacy, którzy faktycznie trzymają się pewnego kodeksu). Ale jest spora garstka enerowców posiadających mentalność typu “Nie popieram tego, ale…”. Dowodem na istnienie narodowo-radykalnego relatywizmu moralnego mogą być stare plakaty Narodowego Odrodzenia Polski. “Eligiusz Niewiadomski. Człowiek zasad”, “Powieś swojego posła!”, “Faszyzm? My jesteśmy gorsi!”, “Jan Tomasz Gross. Wyrwać chwasta!”, “Bomby na Izrael. Już czas!”, “Chcesz zabijać? Zabij się sam!” - oto przykładowe grafiki, udowadniające, że z moralnością NR bywa bardzo różnie.


Świętoszkowatość jak u Moliera

Oczywiście, wspomniane materiały propagandowe mają już charakter archiwalny. Tak się bowiem składa, że stosunkowo niedawno ugrupowania narodowo-radykalne (tudzież narodowo-demokratyczne) postanowiły zrobić dobrą minę do złej gry i zadbać o szeroko pojęty PR. Agresywne, brutalne, szczere do bólu grafiki zostały zastąpione przez nienaturalną słodycz i populistyczne chwyty. Pojawiła się świętoszkowatość rodem z komedii Moliera. “Prawicowi ekstremiści” przeobrazili się w “Troskliwe Misie“.

Obóz Narodowo-Radykalny wydał różowiutki plakacik, który zachęcał dziewczęta, żeby 8 marca (skądinąd w komunistyczno-feministyczne święto) zostały członkiniami tejże organizacji. Narodowe Odrodzenie Polski popełniło plakat przedstawiający miłą, uśmiechniętą, ubraną na biało parę: przystojnego bruneta i ciężarną blondynkę. Organizatorzy Marszu Niepodległości reklamowali swoją manifestację za pomocą zdjęcia kilkorga grzecznych, sympatycznych, uroczych młodych ludzi.

Brygada kujawsko-pomorska ONR starała się podbić serca swoich krajan, walcząc o prawa zwierząt (grafika ze smutnym, czarno-białym szczeniaczkiem). ONR Podhale opublikowało plakacik przedstawiający mężczyzn w garniturach i kobiety w garsonkach (na środku obrazka znajdował się niewinny napis “Dołącz do nas”). Po cynizmie i zaczepności nie ma już ani śladu. Ostre slogany ustąpiły wezwaniom do miłości i empatii, a prowokacyjne obrazki - fotografiom niewzbudzającym żadnych zastrzeżeń.


Pokemonizacja ruchu NR/ND

Ludzie, którzy nie wiedzą, co NOP i ONR prezentowały jeszcze kilka lat temu, mogą dać się omamić tym śmiesznym, pijarowskim sztuczkom. Ja jednak pamiętam czasy, gdy narodowi radykałowie nie przebierali w słowach i nie podlizywali się tzw. masom. Zaiste, kiedy patrzę na tę dzisiejszą szopkę, przypomina mi się jedna z piosenek amerykańskiego zespołu Evanescence: “Perfekcyjni z natury, ikony schlebiania sobie. Po prostu to, czego wszyscy potrzebujemy. Więcej kłamstw o świecie, którego nigdy nie było i nigdy nie będzie. (…) Spójrz tutaj, ona teraz idzie. Ukłoń się i wytrzeszczaj oczy. Och, jakże ciebie kochamy! Żadnych wad, kiedy stwarzasz pozory!”.

Kiedyś myślałam, że byłoby wspaniale, gdyby propaganda NR/ND była spokojniejsza i bardziej “ludzka”. Ale teraz, gdy widzę doprowadzoną do absurdu kampanię pijarowską, uważam, że taka pokemonizacja jest po prostu obrzydliwa. Kojarzy mi się ona z pewnym zakładem mięsnym, który - po aferze z odświeżaniem żywności - posługiwał się hasłem “Dzięki Wam jesteśmy lepsi”. Było ono bardziej żałosne niż zachęcające, albowiem wskazywało na usilną potrzebę odbudowania własnego wizerunku.


Wielki i zróżnicowany Naród

Skąd się wzięła ta nagła zmiana NR? Stąd, że narodowi radykałowie uświadomili sobie, iż są powszechnie nielubiani. No cóż, sami sobie na to zapracowali. Jeżeli głosimy skrajne poglądy i jesteśmy negatywnie nastawieni do większości społeczeństwa, to nie dziwmy się, że większość społeczeństwa jest negatywnie nastawiona do nas. Działacze NR są małą i nieszanowaną grupką, która twierdzi, że reprezentuje cały Naród Polski (NP) i walczy na jego rzecz.

Trzeba jednak pamiętać, że NP to nie tylko garstka nacjonalistów (w przybliżeniu 1 proc. społeczeństwa), tylko 40 milionów zróżnicowanych istnień ludzkich. Polacy są ogromną grupą społeczną, w skład której wchodzą prawicowcy, lewicowcy, centrowcy, osoby apolityczne, katolicy, agnostycy, ateiści, innowiercy, bogacze, żebracy, heteroseksualiści, homoseksualiści, biseksualiści, transseksualiści, aseksualiści, eurosceptycy, euroentuzjaści, romantycy, racjonaliści, idealiści, materialiści i wielu, wielu innych. Narodowi radykałowie nie są ani całym Narodem Polskim, ani jego miarodajną reprezentacją.


Jedyni prawdziwi Polacy?

Aktywiści NR nierzadko przyjmują postawę “my kontra reszta Polaków”. A przecież narodowiec, jak sama nazwa wskazuje, powinien troszczyć się o cały Naród, dbać o interesy wszystkich grup społecznych, kochać polskość we wszelkich jej przejawach i - co najważniejsze - liczyć się ze zdaniem swoich rodaków. Jeśli nie dbamy o całą nację, tylko o jej niewielki odsetek, to jesteśmy partykularystami. Narodowi radykałowie często mówią, że są gotowi oddać życie za swój Naród. Ale czy zdają sobie sprawę z faktu, że byłoby to poświęcenie nie tylko dla skrajnych prawicowców, ale także dla lewicowców, centrowców, liberałów, komunistów, kosmopolitów i mniejszości seksualnych?

Któryś z aktywistów NR może powiedzieć, że wymienione przeze mnie osoby to nie Polacy. Spytam więc: “Jak to? Mam rozumieć, że Polakami są tylko nieliczni enerowcy? Jeżeli polskość jest tożsama z narodowym radykalizmem, to Polaków jest na świecie bardzo niewielu!”. Marginalne stronnictwo ideologiczne, głoszące, że posiada w swoich szeregach “jedynych prawdziwych Polaków”, to groteska. Równie dobrze jakieś małe wyznanie protestanckie mogłoby twierdzić, że jest “jedynym prawdziwym chrześcijaństwem”. Kiedy takich “jedynych prawdziwych grup” pojawia się wiele, mamy do czynienia z czymś absurdalnym i godnym politowania.


Skrajna prawica to nie wszystko!

Narodowcy nie mogą walczyć z Narodem. Muszą walczyć ZA Naród. Nawet w sytuacji, gdy większość owego Narodu nie podziela poglądów ekstremalnie prawicowych. Nacjonalista nie powinien odczuwać niechęci do znacznej (a raczej: przeważającej) części swojej nacji. Nie wolno mu prowadzić krucjaty przeciwko własnym rodakom. Przeciwnie: polski narodowiec ma obowiązek stać po stronie Polaków, dzielnie ich bronić oraz głęboko miłować. Nie ma miłości bez szacunku, akceptacji, wyrozumiałości i brania pod uwagę opinii obiektu uczuć.

Nacjonalista winien kochać swoich rodaków takimi, jakimi są - także wtedy, gdy owi rodacy posiadają poglądy niezgodne z założeniami NR/ND. Zadaniem narodowca jest maszerowanie razem z innymi Polakami, a nie stawanie im naprzeciw. Obowiązujący obecnie model “nacjonaliści nie lubią większości społeczeństwa, a większość społeczeństwa nie lubi nacjonalistów” musi zostać całkowicie zmieniony. Powinno bowiem być “nacjonaliści miłują większość społeczeństwa, a większość społeczeństwa miłuje nacjonalistów”.

Socjaliści i socjaldemokraci to też Polacy. Internacjonaliści i antypatrioci to też Polacy. Geje i lesbijki to też Polacy. Narkomani i alkoholicy to też Polacy. Liberałowie i libertarianie to też Polacy. Polscy muzułmanie, buddyści, judaiści, hindusi i wiccanie to też Polacy. Zaprawdę, skrajna prawica to nie wszystko! Narodowa SocjalDemokracja jest zupełnie nową propozycją dla ludzi o poglądach patriotycznych, eurosceptycznych, antyglobalistycznych i umiarkowanie nacjonalistycznych. Jest to opcja, która pragnie działać dla całego - jakże zróżnicowanego - Narodu Polskiego.


Iść za głosem Wieszcza

Coś takiego jak Nar-SocDem jest bardzo potrzebne, zwłaszcza teraz, kiedy Polska straciła niepodległość (suwerenność, polityczną niezależność). Nasza Ojczyzna została niemal całkowicie podporządkowana Brukseli - odebrano Jej święte prawo do samostanowienia. Nadwiślańska Kraina stała się częścią składową europejskiej federacji, co potwierdza szef MSZ oraz wnikliwa analiza Traktatu Lizbońskiego. Niemiec Gerhard Schroeder powiedział kiedyś, że wdrożenie paktu fiskalnego pociągnie za sobą narodziny Stanów Zjednoczonych Europy. Niestety, ten koszmar już się dokonał. Polska została zdeptana przez złych ludzi.

Nie jest to jednak pierwsza w naszej historii utrata państwowości. W podobnej sytuacji znajdowaliśmy się od roku 1795 do 1918. Wówczas, w okresie zaborów, powstała sztuka teatralna “Wesele” Stanisława Wyspiańskiego. Autor zastanawiał się w niej, dlaczego Polacy nie mogą wybić się na niepodległość. Doszedł do wniosku, że przyczyną takiego stanu rzeczy są ogromne podziały (klasowe, warstwowe, światopoglądowe) i konflikty w Narodzie Polskim.

Społeczeństwo jest rozbite na mnóstwo drobnych kawałków - tak małych i słabych, że aż niezdolnych do działania na rzecz Ojczyzny. “Wesele” to utwór sugerujący, że Polacy będą w stanie coś osiągnąć dopiero po wyrzeczeniu się wzajemnych żalów i uprzedzeń. Dziś jest dokładnie tak jak wtedy, zatem wsłuchajmy się w głos Wieszcza i weźmy sobie do serca jego słowa! My, Polacy, musimy być jednością! Masowy protest przeciwko umowie ACTA, który miał miejsce na początku 2012 roku, udowodnił, że nasz Naród potrafi się zjednoczyć.


Rewolucja 2012

Sprzeciw wobec tego dokumentu wyrażały wszystkie grupy społeczne: narodowi radykałowie, narodowi demokraci, słuchacze Radia Maryja, czytelnicy Frondy, poplecznicy Janusza Korwin-Mikkego, entuzjaści SLD, miłośnicy Ruchu Palikota, wyborcy Platformy Obywatelskiej, anarchiści, liberałowie, chadecy, komuniści, kapitaliści, feminiści, deiści, teiści, ateiści, dzieci, młodzież, dorośli, seniorzy, mężczyźni, kobiety, heteroseksualiści, LGBT, artyści, studenci, inteligenci, robotnicy, bezrobotni… Wszyscy, jak jeden mąż, buntowali się przeciwko planowanemu zamachowi na swobody obywatelskie.

Prawdziwym Polakiem był wówczas ten, kto miał negatywne zdanie na temat ACTA. Zdrajcą - zwolennik tej umowy międzynarodowej. Nie było istotne, do jakiej grupy/kategorii społecznej należy osoba X. Liczyło się tylko to, że jest ona wrogiem ACTA oraz jednym z uczestników masowej, wirtualno-realnej rewolucji. Nie przypominam sobie, żeby Naród Polski był kiedykolwiek wcześniej tak zjednoczony. My, Polacy, nie potrafiliśmy się w pełni zintegrować ani po śmierci Jana Pawła II, ani po katastrofie smoleńskiej. Zrobiliśmy to jednak w obliczu ACTA, czyli poważnego zagrożenia wiszącego nad nami wszystkimi.

Dokonaliśmy czegoś, co przedtem wydawało się po prostu niemożliwe. Nasz wspólny protest przeciwko ACTA był… Nar-SocDem! Cały Naród (z wyjątkiem kilku odszczepieńców, na których później dokonano internetowego linczu) walczył wtedy w imię trzech wartości. Po pierwsze: za wolność słowa, pluralizm, prywatność, sprawiedliwość i bezpieczeństwo. Po drugie: za niezależność od USA. Po trzecie: za prawo każdego człowieka (także tego ubogiego) do korzystania z dóbr kulturalnych i kupowania tzw. tanich zamienników. Narodowa SocjalDemokracja leży w naszej ludzkiej - nie tylko polskiej - naturze. I dlatego uważam, że jest ona najlepszym, co mogło nam się przydarzyć.

Nar-SocDem! Za cały Naród! Nacjonalizm ma być ruchem narodowym, a nie zabawą garstki kolesiów w czarnych glanach z białymi sznurówkami! Sława Wielkiej Polsce!


Natalia Julia Nowak,
27-28 marca 2012 r.



PS. Dlaczego rozpoczęłam swoje refleksje od opisu postępowania NR? Otóż dlatego, że Narodowa SocjalDemokracja jest wyrodną córką narodowego radykalizmu.

środa, 21 marca 2012

Nadaję Ci imię Narodowa SocjalDemokracja

Śmierć w męczarniach

Mój światopogląd - ten niegdysiejszy, skrajnie prawicowy - umierał w męczarniach przez jakieś pół roku. Wyrazem tego długiego, a jednocześnie bolesnego procesu były artykuły, które pisałam od lata 2011 roku aż do przedwiośnia 2012. Teksty te, zupełnie jak kartki z pamiętnika, były zapisami kolejnych etapów rozpadania się mojej narodowo-radykalnej ideologii. W stosunkowo nowym felietonie, zatytułowanym “Kamienny kikut i gruz dookoła”, zasugerowałam, że straciłam około 80-90 procent swoich dawnych przekonań. Porównałam swój światopogląd do wieży, która jest zburzona niemal w całości i której nie da się już odbudować. Poinformowałam Odbiorców, że nie wiem, kim obecnie jestem i czy kiedykolwiek zdołam sobie wypracować nową wizję rzeczywistości. Na szczęście, jest to już przeszłość!


Co wiosna przyniosła?

20 marca 2012 roku przyszła do mnie (i do Czytelników) astronomiczna wiosna, a wraz z nią - prawdziwe Novum, które zakwitło w moim umyśle niczym uroczy krokus. Ponieważ moje poglądy zmieniły się nie do poznania, zrobiłam sobie ideologiczny rachunek sumienia. Przygotowałam spis rozmaitych zjawisk politycznych, gospodarczych, społecznych i obyczajowych, a obok nich zaznaczyłam, czy je aprobuję, czy nie. Łatwo odgadnąć, że celem tego zabiegu było opracowanie mojego aktualnego profilu światopoglądowego oraz określenie, jaka ideologia wyłania się z tej nietypowej listy. Za pomysł sporządzenia takiego rejestru dziękuję mojemu internetowemu znajomemu P. (chociaż muszę przyznać, że ja już wcześniej myślałam o stworzeniu podobnego katalogu).


Nar-SocDem (NsD)

Kiedy runął mój narodowy radykalizm, zdecydowałam, że bez niczyjej pomocy i bez oglądania się na nic wykreuję sobie własną ideologię. Realizacja tego postanowienia nie była prosta, gdyż musiałam usunąć ze swojego umysłu martwe poglądy i zrobić miejsce dla nowych (świeżych, acz obcych) idei. Mało tego: musiałam podważyć własną tożsamość, zrezygnować z określeń, do których się przyzwyczaiłam oraz doświadczyć szoku związanego z przyjęciem nowej roli społecznej. Dotychczas postrzegałam siebie jako narodowego radykała i byłam bardzo przywiązana do tej wyrazistej etykietki. Teraz nadszedł czas, aby zmienić opakowanie na zupełnie inne. Zresztą, nie tylko opakowanie, ale również nazwę, logo i branżę. Analizując swoje obecne przekonania i porównując je z programami różnych ugrupowań politycznych, doszłam do wniosku, że moje poglądy układają się w całość godną nazwy NARODOWA SOCJALDEMOKRACJA.


Aktualny profil światopoglądowy

Ci, którzy znienawidzili mnie na sam dźwięk tego epitetu, mogą zaniechać lektury dalszej części artykułu. Chciałabym bowiem zaprezentować Czytelnikom wykaz moich aktualnych (już nie NR-owskich!) poglądów. Udowodni on wszystkim Niedowiarkom, że mój poprzedni światopogląd faktycznie rozpadł się w jakichś 80-90 procentach. Jestem świadoma, że niektórym Odbiorcom moja ideologiczna transformacja przypadnie do gustu, a innym nie. Pragnę jednak, aby wszyscy uzmysłowili sobie moją reorientację oraz zobaczyli jej liczne konsekwencje. No, więc czas zaczynać. Jak obecnie wygląda moja wizja rzeczywistości?

Unia Europejska: nie
USA: nie
NATO: nie
ONZ: nie
Patriotyzm: tak
Nacjonalizm: umiarkowanie, tylko w pozytywnych aspektach
Solidaryzm słowiański: tak
Federacja krajów słowiańskich: nie
Rodzimowierstwo: symbolicznie
Rasizm: nie
Kosmopolityzm: nie
Globalizacja: nie
Rząd światowy: nie
Autonomia Śląska: nie
Rosja: tak
Białoruś: tak
Chiny: tak
Wiara w Boga: nie
Wolność religijna: tak, ale poza życiem publicznym
Nowe ruchy religijne i sekty: tak (z wyjątkiem destrukcyjnych i stosujących przemoc)
Konkordat: nie
Obowiązkowy podatek na Kościół: nie
Rozdział Kościoła od państwa: tak
Tradycyjne role płciowe: tak
Parytety płci: nie
Związki homoseksualne: tak, ale bez adopcji dzieci i z zachowaniem tradycyjnego znaczenia wyrazu “małżeństwo”
Nachalne promowanie związków jednopłciowych: nie
Operacje zmiany płci: tylko w skrajnych przypadkach
Swoboda obyczajowa: tak (u innych, sama jestem konserwatywna)
Eutanazja: tak
Wspomagane samobójstwo: tak
Antykoncepcja: tak
Aborcja: tak
In vitro: tak
Pedofilia: nie
Zoofilia: nie
Poligamia: nie
Rozwody: tak
Pornografia: tak, ale mocno ograniczona
Prostytucja: tylko w przypadku skrajnego ubóstwa i braku możliwości zarobienia pieniędzy w inny sposób
Poradnictwo genetyczne: tak
GMO: raczej nie
Klonowanie: tak (z wyjątkiem klonowania ludzi)
Transhumanizm: nie
Hybrydy ludzko-zwierzęce: nie
Przeszczepy: tak
Kara śmierci: tak
Wojna: tylko obronna
Tortury: tylko w wyjątkowych sytuacjach
Większe wydatki na zbrojenia: tak
Religia w szkole: nie
Etyka w szkole: nie
Wychowanie patriotyczne: tak
Edukacja seksualna: umiarkowanie
Reforma liceów: tak
Sześcioletni pierwszoklasiści: nie
Monarchizm: nie
Szlachectwo: nie
Demokracja: tak
Państwo opiekuńcze: tak
Wyższe podatki dla najbogatszych: tak
Zasiłki dla najbiedniejszych: tak
Walka z wykluczeniem cyfrowym: tak
Lustracja byłych agentów UB i SB: raczej tak
Totalna wolność pracodawców: nie
Poprawność polityczna: nie
Swoboda wypowiedzi: tak (z wyjątkiem oszczerstw i nawoływania do przemocy)
Miękkie narkotyki: tylko do celów leczniczych
Twarde narkotyki: tylko do celów leczniczych
Liberalizacja prawa autorskiego: tak
ACTA: nie
Zakaz palenia w miejscach publicznych: tak
Prohibicja alkoholowa: nie
Szeroki dostęp do broni palnej: nie
Reforma emerytalna: nie
Elektrownie atomowe: nie
Materializm filozoficzny: tak
Socjaldarwinizm: tak
Socjobiologia: tak
Prawa człowieka: umiarkowanie
Prawa zwierząt: umiarkowanie
Wegetarianizm: nie
Weganizm: nie
Radykalny ekologizm: nie
Kult Żołnierzy Wyklętych: tak
Kult Józefa Piłsudskiego: nie
Kult przedwojennej endecji: nie
Kult NSZZ “Solidarność”: nie
Kult Lecha Wałęsy: nie
Kult ofiar katastrofy smoleńskiej: nie


Co z tego wynika?

Widać gołym okiem, że największej metamorfozie uległy moje poglądy związane z kwestiami społeczno-obyczajowymi. Działalność pro-life została zastąpiona przez pro-choice, a sprzeciw wobec eutanazji przeobraził się w jej aprobatę. Zaakceptowałam związki homoseksualne, ale nadal nie odważyłabym się wyrazić zgody na zaadoptowanie dziecka przez parę jednopłciową (jest na to po prostu za wcześnie. Poczekajmy, aż podopieczni zachodnich gejów/lesbijek staną się ludźmi dojrzałymi i posiadającymi własne rodziny. Dopiero wtedy będziemy mogli powiedzieć, czy wychowanie w “nieheteronormatywnym” otoczeniu wyszło im na dobre i czy adoptowane dziecko homoseksualistów radzi sobie w roli męża, żony, partnera lub rodzica). Zmieniło się moje podejście do takich spraw jak narkotyki, pornografia, transpłciowość, edukacja seksualna czy relacje państwo-kler. Dałam sobie spokój z nawoływaniem bliźnich do abstynencji alkoholowej. Jeśli chodzi o reformy, to zdecydowałam się poprzeć tę, która dotyczy liceów, a potępić tę, która nakazuje starszym ludziom pracować do 67 roku życia.


Ojczyzna, Słowiańszczyzna, Socjalliberalizm

“Narodowa SocjalDemokracja” to termin, który łączy w sobie aż trzy elementy. Pierwszym z nich są tendencje pronarodowe, a więc patriotyzm, eurosceptycyzm, umiarkowany nacjonalizm oraz pragnienie pełnej niepodległości (suwerenności, politycznej niezależności) Polski. Drugi element to socjalizm, ale bardzo łagodny, nowoczesny i elastyczny. Nie chodzi tutaj o agresję, zawiść i nienawiść (walkę klas, rewolucję proletariacką), tylko o dążenie do ideału państwa opiekuńczego. Elementem trzecim jest demokratyzm: parlamentaryzm, wolność słowa, neutralność światopoglądowa, liberalizm obyczajowy, tolerancja (bez permisywizmu) tudzież otwartość (z zachowaniem umiaru i zdrowego rozsądku). Nar-SocDem jest ideologią centrolewicową, ale posiadającą cechy radykalnie prawicowego przywiązania do polskości (i słowiańskości - solidaryzm słowiański, symboliczne ukłony w stronę rodzimowierstwa).


Lewoskrętna falanga na pomarańczowym tle

Symbolem ruchu narodowego jest kolor czarny, a socjalizmu - czerwony. Socjaldemokraci bywają określani jako “różowi”, a demoliberałowie i socjalliberałowie chętnie sięgają po barwę pomarańczową. Jak, wobec tego, powinna wyglądać flaga lub logo NsD? Epitet “Narodowa SocjalDemokracja” wskazuje na konieczność wykorzystania dwóch kolorów: czarnego i różowego. Niestety, takie zestawienie mogłoby się kojarzyć ze skompromitowaną, młodzieżową subkulturą emo (uszami wyobraźni słyszę słowa ks. Piotra Natanka: “Gimnazjaliści w tym siedzą, później się wieszają, piszą sobie kondolencje na Internecie…”). Zresztą, czy ktokolwiek widział barwę różową w emblemacie stronnictwa politycznego?! Po długim namyśle stwierdziłam, że znak Nar-SocDem mógłby wyglądać następująco: pomarańczowe tło, a na nim czarna lub biała falanga skierowana w lewo. Do tego mogłyby dojść jakieś elementy w polskich barwach narodowych, np. biało-czerwony pasek.


Wielka szóstka

Prawdziwie silnymi poglądami są te, których nikt i nic nie jest w stanie obalić. Przekonania, które przetrwały (w stanie nienaruszonym) mój poważny kryzys światopoglądowy, to patriotyzm, eurosceptycyzm, antyfeminizm, solidaryzm słowiański, ateizm i filozoficzny materializm. Ta “wielka szóstka” to właśnie cudem uratowane 10-20 procent mojej niegdysiejszej ideologii. Pozostałe idee zginęły w katastrofie mojego światopoglądu, ale to nic, bo na ich miejsce przyszły zupełnie nowe koncepcje i postulaty. Dziś jestem kimś w rodzaju umiarkowanego, lewicowego narodowca - patriotycznego socjaldemokraty. Doszłam do tego zupełnie sama, nie wzorując się na żadnym człowieku ani ruchu społecznym.


Z kim ewentualnie “można by”?

Nierozwiązana pozostaje tylko jedna zagadka. W kim mogę szukać oparcia? Kto może być moim sojusznikiem w rozmaitych kwestiach? Kto pasowałby na mojego stałego lub chwilowego koalicjanta? Powiedzmy, że w wielu sprawach mogłabym się dogadać z formacjami takimi jak:

Polska Partia Narodowa - ugrupowanie posługujące się hasłami “Nie lewica, nie prawica, tylko Polska” i “Patriotyzm, Nacjonalizm, Etatyzm”

Zadruga - mała organizacja o charakterze nacjonalistycznym, panslawistycznym, neopogańskim, socjalistycznym i antyklerykalnym

Samoobrona RP - partia tercerystyczna, populistyczna, eurosceptyczna i prowschodnia

Falanga - grupa nacjonalistyczna, antykapitalistyczna, antyamerykańska, antyzachodnia

W kwestiach gospodarczych, obyczajowych i religijnych mogłabym się sprzymierzyć z różnymi partiami i organizacjami lewicowymi (np. z Sojuszem Lewicy Demokratycznej, Młodymi Socjalistami i Racją Polskiej Lewicy). Nadmierne spoufalanie się z nimi nie ma jednak sensu, bo takie formacje zazwyczaj są antypatriotyczne, euroentuzjastyczne, kosmopolityczne, feministyczne oraz skłonne do rozprzestrzeniania szowinistycznej poprawności politycznej.

Nie przewiduję możliwości współpracy z Ruchem Palikota. Nie ufam osobom, które opowiadają się za federalizacją Euromolocha, wzywają wyborców do “wyrzeczenia się polskości” oraz twierdzą, że najpierw jest się Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem. Według mnie, pan Janusz Palikot nawołuje do nienawiści na tle narodowościowym. Szerzy antypolonizm i polonofobię.

Co do patriotyzmu i eurosceptycyzmu, mogłabym czasem “uśmiechnąć” się do Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Narodowo-Radykalnego, Obozu Wielkiej Polski i Narodowego Odrodzenia Polski (czyli do starych znajomych ze środowiska NR/ND). Niestety, nie popieram już “narodowych radykalców” w sprawach obyczajowych, społecznych i religijnych.

Reasumując: jestem Narodową SocjalDemokratką i świetnie się z tym czuję. Jeśli ktoś chce do mnie dołączyć, to serdecznie zapraszam!


Natalia Julia Nowak
20-21 marca 2012 r.

poniedziałek, 12 marca 2012

Wołanie ze Starej Szafy

Michał (25 lat) jest Dzieckiem Indygo. Odkąd pamięta, towarzyszyło mu przekonanie, że jego fizyczne ciało i otaczająca go rzeczywistość to zaledwie ułamek prawdziwego świata. Przeczuwał, że jest kimś więcej niż tylko istotą biologiczną, numerem PESEL, procentem w Roczniku Statystycznym. Czuł też, że poza tym, co nas otacza, jest jeszcze inna, duchowa rzeczywistość. Zawsze był zainteresowany poznaniem tego, o czym nie usłyszy się w szkołach i nie przeczyta w książkach przyrodniczych. Kiedyś chciał odkryć ciemną stronę Wszechświata, dotknąć tego, co mroczne i niebezpieczne. Dziś, jak sam twierdzi, pragnie dawać innym maksymalnie dużo dobra. Tłumi w sobie ciemność, żeby jasność mogła bujniej się rozwinąć. Czasem mówi o sobie, że jest świrem, ale pozytywnym i nieszkodliwym.

Michał kocha Oświecenie. Podoba mu się zarówno ówczesna otwartość umysłu, jak i promowane cnoty, wartości, idee. Fascynują go cele, jakie przyświecały pierwotnemu, osiemnastowiecznemu wolnomularstwu. Z twarzy jest podobny do Voltaire’a. Michał ma arystokratyczne pochodzenie i “niejedną krew w żyłach“. Ze względu na swoją oryginalność, bywa nierozumiany i dyskryminowany przez otoczenie. Niektórzy ludzie odsuwają się od niego, bo go nie rozumieją. Inni uciekają od niego z przerażeniem, ponieważ myślą, że jest groźnym szaleńcem. Życie nauczyło Michała, że jeśli chce przetrwać w naszej - brutalnej i prymitywnej - rzeczywistości, to musi być twardy.

I faktycznie, dwudziestopięciolatek potrafi stawiać na swoim oraz podkreślać własną odrębność. Ma długie włosy i nosi glany. Chociaż gardzi polityką, posiada wyrobiony pogląd na świat: stawia na Kongres Nowej Prawicy. Jego główne zainteresowania to jednak filozofia i parapsychologia. Postanowiłam porozmawiać z Michałem o jego romantycznej, idealistycznej wizji rzeczywistości. O tym, kim jest w świetle głoszonej przez siebie filozofii. O reinkarnacji i sferze pozamaterialnej. O byciu (świadomym własnej tożsamości) duchem, dla którego ciało stanowi jedynie marne opakowanie.


NATALIA JULIA NOWAK: Jesteś istotą duchową mieszkającą w materialnym ciele. Dlaczego kazano Ci zamieszkać w materii i dokąd pójdziesz, gdy już na zawsze opuścisz swój fizyczny dom?

MICHAŁ: Zabrzmi to głupio, ale dusza sama wybiera sobie czas optymalny do “bratania się z materią”. To jest tak jak z kupowaniem nowego auta potrzebnego do jakiegoś zadania. To znaczy: jeśli duch wybiera życie poświęcone tylko i wyłącznie nauce, to człowiek rodzi się zapewne z predyspozycjami intelektualnymi (sprawnym mózgiem, bystrością itp.). Jeśli natomiast istota duchowa wybiera drogę prostego chłopa, no to wiadomym faktem jest to, iż urodzi się w takich okolicznościach, by tym wymaganiom sprostać.

NJN: Czy zdarza Ci się wymykać ze swojego materialnego, cielesnego mieszkania? Jeśli tak, to gdzie się włóczysz, kiedy nie ma Cię w domu?

M: Prawdopodobnie zdarza mi się “wymykać” z ciała, ale ręki sobie nie dam obciąć, czy na sto procent. Możliwe, że każdy wychodzi z ciała w celach “serwisowych” albo innych. A dokąd zmierzam? Prawdopodobnie spotkać się ze swoim Aniołem Stróżem, jak to niektórzy zwą opiekuna, a raczej przewodnika duchowego.

NJN: Gdzie mieszkałeś, zanim zadomowiłeś się w swoim obecnym ciele? Czy pamiętasz, duchu, swoje poprzednie fizyczne domy?

M: Z tym pamiętaniem to jest na tyle egzotyczna sprawa, iż musiałem zacząć domyślać się i doznawać oświecenia o swoich poprzednich “wcieleniach” poprzez śledztwo poszlakowe. Było też parę tajemniczych osób, które nakierowywały mnie na pewne tropy i szlaki w tej duchowej “podróży”. Z paroma z tych ludzi utraciłem kontakt w bardzo tajemniczych okolicznościach (wręcz paranormalnych) - reszta jakby po wykonaniu swojej misji w mym życiu rozjechała się po świecie.

NJN: Kto powołał Cię do życia? Nie pytam o rodziców, będących kreatorami Twojej aktualnej, biologicznej formy, tylko o tego, kto stworzył Cię jako istotę duchową.

M: Stworzyła mnie wszechpotężna kreacja - jestem jej częścią, tak jak każdy z nas. Może to głupio zabrzmi, lecz śmiem twierdzić, że istnienie obliguje nas do samodoskonalenia się i szukania prawdy, jakakolwiek by ona nie była.

NJN: Czy widziałeś się z duchami, które nie mają obecnie materialnego mieszkania - ciała?

M: Tak.

NJN: Co byś powiedział racjonaliście, przekonanemu, że istnieje wyłącznie świat znany z opracowań naukowych? Jak odpowiedziałbyś komuś, kto oskarżyłby Cię o wybujałą wyobraźnię i wiarę w rzeczy, których istnienia nie da się udowodnić?

M: Kopernika i Galileusza też wyzywano od głupców i oszołomów. Cóż, wczoraj Ziemia płaska, jutro okrągła, pojutrze jaka? Może się okazać, że trójwymiarowy obraz Ziemi jest niewystarczający do opisywania coraz to nowszych odkryć naukowych. Ludzie są jeszcze zbyt prymitywni, by osądzać w tak radykalnych sporach natury bardzo subtelnej.

NJN: Jakie istoty mieszkają we Wszechświecie? Czy są to tylko duchy podobne do Ciebie, czy również byty zupełnie inne? A co ze stworzeniami materialnymi? Czy, oprócz ziemskich gatunków, istnieją w Kosmosie jakieś fizyczne istoty?

M: We Wszechświecie jest mnóstwo różnego rodzaju istot, począwszy od podobnych do mnie, aż po “dziwadełka” (jak ja je nazywam), czyli byty świadome bądź wpółświadome pochodzenia niebiologicznego, na przykład pozostałości po supernowych, kwazarach bądź innych ciałach niebieskich - wysyłających, co ciekawe, inteligentny przekaz radiowo-wibracyjny w określonym kierunku i czasie. Są też istoty wielowymiarowe o potężnej inteligencji, które ludzie mogą mylić nawet z Kreatorem wszechrzeczy.

NJN: Czy w Twoim życiu - tutaj, na Ziemi - wydarzyło się coś, co miało wpływ na Twoje dalsze funkcjonowanie? Przeżyłeś coś wyjątkowego, co uczyniło Cię bardziej wrażliwym i uduchowionym od większości społeczeństwa?

M: Tak - było to parę bardzo intymnych doznań na granicy życia i śmierci, jak i rzeczy wymykających się spod racjonalnej doktryny naukowej.

NJN: Kiedy duch wstępuje w biologiczne ciało? W momencie poczęcia? Podczas narodzin? W jakimś konkretnym momencie życia?

M: Było wielu Doktorów Kościoła, Uczonych, Filozofów, którzy chcieli umieścić i uzasadnić swoje racje co do chwili, w której to embrion ludzki staje się “natchniony duchem” bądź “człowieczeństwem”. Ja uważam, iż ten moment nadchodzi, gdy serce - symbol życia, uczuć i tym podobnych - zaczyna bić swoim własnym, niezależnym rytmem i tempem.

NJN: Czy istnieje Bóg/Absolut? Jeżeli tak, to co wiesz na jego temat?

M: Gdybym powiedział, że tak i owszem, że na pewno, że po co się pytasz, jak masz czelność itd. itp., naraziłbym się zapewne na autooszołomstwo. Wiem tyle, iż ktoś tam musi być i tym całym kosmicznym bajzlem jakoś sterować.

NJN: Bardzo dziękuję za rozmowę.


Dopisek Natalii Julii Nowak: Michał jest moim totalnym przeciwieństwem. Jego światopogląd, temperament i podejście do życia stanowią odwrotność mojego poplątanego "ja". Nasze charaktery i sposoby myślenia są tak opozycyjne w stosunku do siebie, że można je porównać do figur symetrycznych względem prostej. Teista i ateistka, idealista i materialistka, romantyk i racjonalistka, optymista i pesymistka, stronnik Janusza Korwin-Mikkego i zwolenniczka państwa opiekuńczego, monarchista i republikanka, miłośnik parapsychologii i publicystka polityczna, łagodny mężczyzna i agresywna kobieta, człowiek tajemniczy i emocjonalna ekshibicjonistka. Różnimy się jak Serce i Rozum, jak Duch i Materia, jak Góra i Dół, jak Plus i Minus.

Fakt, że się polubiliśmy, jest zatem dowodem na prawdziwość przysłowia "przeciwieństwa się przyciągają". Ale to jeszcze nie wszystko. Michał i ja postanowiliśmy przeprowadzić pewien eksperyment twórczy. Zdecydowaliśmy, że wspólnie stworzymy serię tekstów, w których przedstawimy swoje poglądy na wybrane zagadnienia filozoficzne (i nie tylko). Nie będzie to jednak publicystyczna "wojna światów", tylko poszukiwanie Prawdy poprzez analizę rzeczywistości z dwóch przeciwstawnych punktów widzenia. Co wyłoni się z tego wspólnego dążenia do zbadania otaczającego nas świata? Danie, którego konsumpcja - jak twierdzi Michał - grozi udławieniem. Pytanie: czy ludzkość jest gotowa na takie doświadczenie?!


Dopisek Michała: Natalia Julia Nowak przez dłuższy czas stanowiła dla mnie pewną zagadkę, jej świat wydawał mi się zupełnie egzotyczną krainą, pełną różnych dziwnych "zajawek". Na początku znajomości komunikowaliśmy się drogą wręcz migową, dochodziło do wielu mentalnych zgrzytów i tarć. Nasza znajomość zapoczątkowana została przez pewien egzotyczny mechanizm "proponowania znajomych" wbudowany w pewien portal internetowy. Można było rzec, że - ze względu na tyle różnic - dojdzie do "elektronicznej tragedii" okraszonej skandalem. A jednak, po około dwuletniej znajomości, nasze światy się "strawiły" bądź "sfermentowały" niczym w tragicznym boju drożdży i dorodnych owoców krzewu winogronowego, tworząc egzotyczny drink porozumienia.

Natalia - w pierwszym akapicie swojego tekstu - bardzo dobrze ujęła, kim jestem. Lecz muszę dodać od siebie, iż pomimo moich metafizycznych skłonności posiadam też duży dystans do pewnych "rewelacji" i zdrową dawkę sceptycyzmu, jeśli chodzi o zagadnienia duchowo-paranormalne. Fascynuje mnie wszystko, co daje rozwój, a jednocześnie dbam o poszanowanie tradycji nadanych nam przez wiele wieków naszej (niestety coraz bardziej podupadającej) cywilizacji. Optymizm - hmmmmm… Mój optymizm to raczej zdolność do wiary w to, iż ludzi stać na wspaniałomyślność i działanie na rzecz dobra ogółu. Kończąc mój krótki wywód na swój temat, przytoczę własne słowa: KONSUMPCJA MOJEJ LITERATURY GROZI UDŁAWIENIEM.



Ciąg dalszy nastąpi.

Marzec 2012

czwartek, 1 marca 2012

Kamienny kikut i gruz dookoła

“Ut desint vires, tamen est laudanda voluntas”
(“Choćby zabrakło sił, należy docenić chęci”)



Ludzkie wnętrze ma to do siebie, że trudno je opisać za pomocą słów. Aby właściwie przedstawić to, co znajduje się w głębi człowieka, należy użyć odpowiednich symboli i alegorii. Gdybym chciała zaprezentować odbiorcom swój światopogląd, poprosiłabym ich, żeby wyobrazili sobie prosty, acz wyrazisty obrazek. Oto on: otwarta przestrzeń, a w naszym polu widzenia tylko jedna budowla, kopia Wieży Babel. Wznoszenie tej wieży rozpoczęto już dawno temu, ale najbardziej intensywna rozbudowa obiektu miała miejsce w latach 2007-2011. Problem w tym, że ta wieża jest obecnie zniszczona w jakichś 80-90 procentach.

O ile kiedyś była monumentalna, solidna i niewzruszona, o tyle teraz stanowi żałosny widok. Właściwie, jest ona jedną, wielką ruiną: zachowało się z niej naprawdę niewiele. Tego, co zostało uszkodzone, najzwyczajniej w świecie nie da się naprawić. Gdyby ktoś się uparł, mógłby podjąć próbę odtworzenia wieży, lecz to już nie byłaby ta sama budowla, tylko marna rekonstrukcja. Tak właśnie wygląda mój światopogląd, który zawalił się niemal w całości. Moja ideologiczna wieża rozpadała się powoli, ale konsekwentnie. To, co z niej pozostało, możemy podziwiać w chwili obecnej. Kamienny kikut i gruz dookoła.

Czy znacie, drodzy Czytelnicy, film “Metropolis” w reżyserii Fritza Langa? Jeśli tak, to czy pamiętacie kadr kończący fragment o Wieży Babel? Mamy tam obraz niemal zupełnie zdewastowanej budowli oraz ironiczne stwierdzenie “Wielki jest Świat i jego Stwórca. I wielki jest Człowiek”. Ja, zamiast tej sentencji, mogłabym umieścić w kadrze napis “This is how my world outlook looks like” (“Oto, jak wygląda mój światopogląd”). Cóż zostało z tego, w co niegdyś wierzyłam? Ile z moich idei zachowało się do dzisiejszych czasów? Które z głoszonych przeze mnie poglądów są ciągle żywe, a które odeszły w niebyt?

Na pewno jestem wciąż patriotką - w tym znaczeniu, że kocham Polskę i chciałabym, by była ona niepodległa. Ale nie mam już nadziei na odzyskanie suwerenności i przekonanie Polaków do idei patriotycznych. Moja nadzieja na lepsze jutro prezentuje się zupełnie tak jak światopogląd: jest zrujnowana i niemożliwa do wskrzeszenia. Nie wierzę w zmartwychwstanie. To, co umarło, będzie już zawsze trupem. Skąd u mnie takie katastroficzne myśli? Skąd przekonanie, że nigdy, przenigdy nie odrodzi się Wolna Polska?


“Salus rei publicae suprema lex”
(“Dobro państwa jest najwyższym prawem”)



Odkąd został podpisany Traktat Lizboński, nasza Ojczyzna nie jest samodzielnym organizmem państwowym, tylko elementem wielkiego państwa związkowego, Unii Europejskiej (piszę o tym po raz stutysięczny. “Repetitio est mater studiorum“ - “Powtarzanie jest matką nauki“). Jeżeli ktoś nie wierzy mnie, to niech uwierzy Ministrowi Spraw Zagranicznych, który już dawno powiedział, że federalny charakter UE jest faktem. O tym, że nie żyjemy w niepodległym kraju, świadczą także słowa innego polityka, Janusza Palikota. Poseł Palikot ogłosił wszem i wobec, że chce, aby Unia E. była państwem. Stwierdził też, że Polacy “powinni się wyrzec swojej polskości” (o dziwo, sformułował ten osąd w języku polskim).

Wypowiedzi, które przytaczam, napawają mnie przerażeniem, bo są one dowodem na zmierzch naszej politycznej niezależności. Bzdury wygłaszane przez Palikota mogłabym jeszcze przełknąć, bo ten parlamentarzysta jest właśnie od tego, żeby bredzić farmazony. Ale skoro Minister Spraw Zagranicznych, czyli człowiek najlepiej poinformowany w kwestii pozycji Polski na arenie międzynarodowej, oznajmia, że UE jest już federacją, to musi być coś na rzeczy. Tym, co nie pozwala Polsce wybić się na niepodległość, nie jest jednak cyniczna postawa rządzących, tylko obojętność i konformizm rządzonych. Większość Polaków - chociaż doskonale wie o niewoli - nie chce bowiem odzyskać swojego dawnego statusu.


“Laudamus veteres, sed nostris vivimus annis”
(“Chwalimy dawne czasy, ale żyjemy w naszych”)



Polacy (oczywiście, nie wszyscy!) po prostu nie życzą sobie suwerenności. Potwierdzeniem tego faktu mogą być komentarze, które publikowano w Internecie pod moimi starszymi artykułami. Autorzy tych wypowiedzi wyraźnie pisali, że popierają przekształcenie Unii Europejskiej w Stany Zjednoczone Europy. Zdarzały się nawet komentarze, w których padał postulat budowy globalnego supermocarstwa, czyli państwa obejmującego całą Ziemię. Co z tego wynika? To, że wielu Polaków cieszy się z utraty wolności. Jest gorzej niż w 1795 roku, bo chociaż wtedy nasza Ojczyzna została wymazana z mapy Europy, to Polacy dążyli do odzyskania niepodległości i potępiali zdrajców. Dziś można sobie tylko pomarzyć o patriotycznym przebudzeniu Narodu Polskiego.

Pogląd, według którego większość Polaków miłuje swój kraj, wydaje się zatem zdezaktualizowany. Przeważającej części naszego Narodu nie przeszkadza to, że Polska straciła swoje prawo do samostanowienia. Tych ludzi zupełnie nie obchodzi niezawisłość państwa. Jedyne, co ich interesuje, to ich osobiste - obywatelskie i obyczajowe - nieskrępowanie. Większość naszych rodaków nie przejęła się ratyfikacją Traktatu z Lizbony, ale swobody Internetu broniła jak… niepodległości. To naprawdę przykre, że Polacy, na wieść o sprzedaniu Ojczyzny eurofederalistom, nie zachowywali się tak, jak w obliczu ACTA. Ech, to już nie te czasy, kiedy Naród Polski był skłonny szarpać się o suwerenność!


“In magnis et voluisse sat est”
(“W wielkiej sprawie dość, że chciałeś”)



Biedni jesteśmy my, patrioci, bo wzywamy Polaków do zainteresowania się losem Polski, ale nie otrzymujemy odpowiedzi na nasze apele. Biedni jesteśmy, bo tracimy swój cenny czas na pracę organiczną, jednak nie widzimy jej efektów. Biedni jesteśmy, bo gdybyśmy - zgodnie z naszym marzeniem - oddali życie za Ojczyznę, to prawie nikt by tego nie docenił. Nasz ból, nasze łzy i nasze poświęcenie poszłyby na marne. Możliwe, że zostalibyśmy nie tylko niezrozumiani, ale także wyśmiani, skrytykowani i znieważeni. A gdybyśmy, jakimś cudem, przywrócili Polsce swobodę, to moglibyśmy zostać “nagrodzeni” nieżyczliwością, nienawiścią i niewdzięcznością. Jak to kiedyś ktoś powiedział: “Dla Polaków wszystko, z Polakami nic”.

Tak więc jestem patriotką, ale martwą, bo całkowicie pozbawioną nadziei na niepodległość i ożywienie polskich serc. Mój patriotyzm idzie w parze ze skrajnym eurosceptycyzmem, lecz on również przypomina truchło - jest obecny, ale nie posiada możliwości działania. Kim jeszcze jestem? Martwą antyfeministką, która, ze względu na niekorzystną koniunkturę, ma trudności z realizacją swojej ideologii (pisałam o tym w tekście pt. “Antyfeminizm w praktyce“). No i materialistyczną ateistką. Chociaż nie wiem. Czasem zastanawiam się, czy nie istnieje coś takiego jak fatum: bezosobowa, bezrozumna siła pastwiąca się nad człowiekiem i światem. To właśnie ono może być odpowiedzialne za fakt, że dla Polski i Polaków nie ma już ratunku.


“Tempora mutantur et nos mutamur in illis”
(“Czasy się zmieniają, a my zmieniamy się w nich”)



Te wszystkie określenia - patriotka, eurosceptyczka, antyfeministka, materialistyczna ateistka - to jedyne, co zostało z mojego niegdysiejszego światopoglądu. Reszta, jak nietrudno się domyślić, leży w gruzach i kwiczy. Nie walczę już z aborcją i antykoncepcją, bo sama żałuję, że się urodziłam. Dzieci nie mają po co przychodzić na świat, a niektórzy dorośli (przez swoje cechy osobiste) nie powinni się rozmnażać. Eutanazja i wspomagane samobójstwo jawią mi się jako swoiste wyjścia ewakuacyjne. Problem LGBT lata mi koło nosa, aczkolwiek wolałabym, żeby mianem małżeństwa określano tylko jeden rodzaj związku (usankcjonowany prawnie zalążek naturalnej, biologicznej rodziny). Za tercerystkę, czyli zwolenniczkę Trzeciej Drogi w gospodarce, też już się nie uważam, bo to takie “ni to, ni owo”.

Szczerze mówiąc, czasem żałuję, że nie żyję w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej. Konserwatyzm, tradycjonalizm? Nie mówcie mi o nich! Promowanie czystości obyczajów? Przecież człowiek to zwierzę - inteligentna małpa człekokształtna, podlegająca prymitywnym instynktom, których nie da się przezwyciężyć. Nacjonalizm? Wszyscy mówią o narodzie, ale nie podają jego ścisłej definicji, na podstawie której można by weryfikować człowieczą narodowość. Antydemokratyzm? A po co mi on (zwłaszcza, że jest niebezpieczny)? Klerykalizm i szacunek do religii? Pomyślę o nich dopiero wtedy, gdy Kościół zacznie godnie traktować ateistów. Plany na przyszłość? Kiedyś chciałam pracować i być wieczną panną - dziś wolałabym zostać klasyczną housewife.


“Nosce te ipsum”
(“Poznaj samego siebie”)



Nie wiem, kim jestem, nie wiem, dokąd zmierzam, nie wiem, co aprobuję, nie wiem, co odrzucam. Przypominam zburzoną wieżę, rozbitą figurkę, roztrzaskaną kamienną płytę. W jakim stanie znajduje się moja psychika? W takim jak grecka gospodarka. Mój świat już dobiegł końca - żyję w wyjałowionej, postapokaliptycznej rzeczywistości. A odkąd przestałam być NR, czyli narodowym radykałem, czuję się niewiarygodnie samotna. Czasem mam ochotę zanucić sobie utwór “Bring Me To Life” formacji Evanescence (“Uchroń mnie przed nicością, którą się staję. Przywróć mnie do życia”). Mogę zaryzykować stwierdzenie, że aktualnie - luty/marzec 2012 roku - jestem nihilistką. Tyle ze mnie zostało, Kochani. Upadłam jak jakiś kiełbolony anioł.

Nie wierzę już nawet w moralność i etykę, bo moralistów i etyków jest wielu, a każdy z nich ma inne przekonania. To, co według jednego z nich jest niedopuszczalne, według drugiego może być wręcz chwalebne. Znajdźcie mi moralistę, który mówił, że trzeba żyć w zgodzie z innymi ludźmi, a znajdę Wam takiego, który głosił konieczność posiadania wielkiego wroga. Znajdźcie mi etyka, który uważa, że aborcja jest morderstwem, a znajdę Wam takiego, który twierdzi, że aborcja to pożądane dobro. “Każdy ponad każdym. Innego traktuje, jakby był niczym. Wszyscy najmądrzejsi. Myślą chyba, że są wybrańcami” - ten cytat z piosenki grupy WWO najlepiej ilustruje dyskusje prowadzone przez moralistów i etyków. Gdyby ktoś mi powiedział, że jestem niemoralna i nieetyczna, nie przejęłabym się, bo według kogoś innego mogę być istotą idealną.

Czy ten frustrujący stan będzie trwał wiecznie? Czy doprowadzi do czegoś konkretnego? Czy mój światopogląd kiedykolwiek jeszcze będzie przypominał wieżę, a nie ruinę zniszczoną w 80-90 procentach? A jeśli już na zawsze pozostanę zburzoną budowlą, rozbitą figurką, roztrzaskaną kamienną płytą? A jeśli już nigdy nie pozbędę się wewnętrznej pustki i drętwoty? Strach w ogóle pomyśleć o takim scenariuszu…


Natalia Julia Nowak,
29.02. - 01.03. 2012 r.



PS. Łacińskie sentencje i ich tłumaczenia zaczerpnęłam z podręcznika “Prima via. Wstępna nauka języka łacińskiego. Słownik, sentencje” Aleksandry Krajczyk i Doroty Kubicy.