piątek, 27 stycznia 2012

Mężczyzna jako nietzscheański nadczłowiek

W poprzednim odcinku

Część osób, czytających niniejszy artykuł, może pamiętać mój stary tekst zatytułowany “Antyfeminizm, patriarchalizm i nierówność płci” (jest on ogólnodostępny w Internecie). Ci, którzy jeszcze go nie znają, powinni jak najszybciej zapoznać się z jego treścią. Dlaczego? Dlatego, że esej, który oddaję dzisiaj do rąk Czytelników, stanowi jego bezpośrednią kontynuację. W artykule “Antyfeminizm, patriarchalizm i nierówność płci” przedstawiłam szereg dowodów na to, że w przyrodzie - której częścią jest nasz gatunek - samiec ma bezsprzeczną przewagę nad samicą.

Stwierdziłam, że trudno mówić o równości płci w sytuacji, gdy osobnik męski jest wyraźnie większy, silniejszy i energiczniejszy od żeńskiego. Napisałam, że nadrzędność mężczyzny jest szczególnie widoczna podczas stosunku płciowego, kiedy to facet wdziera się do organizmu kobiety i przejmuje nad nim kontrolę. Zauważyłam, że zarówno on, jak i ona, posiadają zakodowaną w podświadomości wiedzę o specyficznej pozycji samca w naturze (u panów objawia się to w postaci tzw. męskiej dumy, a u pań - w formie wrodzonego lęku przed gwałtem). Zasugerowałam nawet, że za zamiłowaniem płci silnej do seksu oralnego może się kryć istne samozadowolenie i poczucie triumfu.

Jednocześnie zaznaczyłam, że chociaż chłop i baba nie są sobie równi pod względem biologicznym, to można ich uznać za równych pod względem kulturowym. Czy to mężczyzna, czy to kobieta - każdy jest istotą ludzką, dysponującą rozumem, uczuciami i prawem do godnego traktowania. To, czy jesteśmy wykształceni, uczciwi, szlachetni i utalentowani, nie zależy od naszej budowy ciała i seksualności, tylko od zupełnie innych czynników. Chociaż mężczyźni są wyższą płcią, potrafią oni odnosić się z szacunkiem do kobiet i chronić je przed wszelkimi zagrożeniami. Ewolucja kulturowa sprawiła, że samiec Homo sapiens, który - z biologicznego punktu widzenia - mógłby śmiało wykorzystywać samice, postanowił odnosić się do płci przeciwnej jak do stworzeń równych sobie. Niewiasty, dotychczas bezbronne, niewątpliwie na tym skorzystały.


Istota ewidentnie doskonalsza

Trzeba jednak pamiętać, że w tekście “Antyfeminizm, patriarchalizm i nierówność płci” postawiłam trudne pytanie, na które nie byłam w stanie odpowiedzieć. Chodziło o to, czy facet jest istotą zwierzchnią już od momentu poczęcia, czy dopiero od wejścia w okres dojrzewania. I właśnie od tej kwestii rozpocznę swoje dzisiejsze refleksje. Bo tak się składa, że niedawno znalazłam rozwiązanie tej dziwnej i kontrowersyjnej zagadki. Doszłam do wniosku, że męskość jest swego rodzaju darem: fenomenalnym prezentem od losu, który mały człowiek otrzymuje w okresie prenatalnym, a który w pełni się uaktywnia około 14 roku życia.

O ile wiem, ludzki embrion w początkowej fazie swojego istnienia zawsze należy do płci żeńskiej. Jeżeli natura go zlekceważy, to pozostanie on taki aż do końca swoich dni. Lecz jeśli przyroda zechce nad nim popracować, jeśli zdecyduje się włożyć więcej wysiłku w jego formowanie, jeśli hojnie obdarzy go testosteronem, to dziewczęcy zarodek zamieni się w chłopca - istotę ewidentnie doskonalszą. Da się to porównać do dziejów kawałka drewna. Gdybyśmy wyciosali z niego prostą bryłę i na tym poprzestali, to owa bryła na wieki pozostałaby tylko bryłą.

Ale gdybyśmy usiedli przy tym surowcu, poświęcili mu trochę czasu i zaczęli w nim rzeźbić, to banalny kloc przeobraziłby się w formę o wiele szlachetniejszą. Nieskomplikowana bryła stałaby się posągiem - kto wie, czy nie dziełem sztuki? Można zatem powiedzieć, że samiec Homo sapiens jest wybrańcem i tworem w pełni dopracowanym. Szczęśliwcem, który jeszcze przed urodzeniem tak bardzo spodobał się naturze, że ta postanowiła w niego zainwestować. Czyż sposób, w jaki powstają przedstawiciele płci męskiej, nie jest pierwszym dowodem na ich biologiczną wyższość?


Symbol chłopięcego dojrzewania

Jakiś czas temu znalazłam w Internecie ciekawy demotywator, z którego wynikało, że facet jest czarodziejem, gdyż potrafi stworzyć dziecko za pomocą różdżki (fallusa). Uważam, że to oryginalne porównanie doskonale odzwierciedla stan faktyczny. Powiedziałabym nawet, że o ile popularnym symbolem żeńskiego dojrzewania jest Lolita, bohaterka powieści Vladimira Nabokova, o tyle symbolem męskiego dojrzewania powinien być Harry Potter - postać z serii książkowej Joanne Kathleen Rowling. No, bo wyobraźmy sobie młodziutkiego, nastoletniego chłopaka. Egzystuje on w nudnym, mugolskim świecie, ale na pewnym etapie istnienia spostrzega, że z jego życiem dzieje się coś zdumiewającego.

Przede wszystkim, totalnej transformacji ulega jego sylwetka. Młodzieniec, który przez całe życie był drobny i słaby jak dziewczynka, niemal z dnia na dzień staje się wysoki, potężny i silny. To wszystko dzieje się tak nagle, że chłopiec, który jeszcze zimą był wątłym dzieckiem, latem może być już wielki i mocarny jak rycerz. Czemu tak się dzieje? Cóż, w nastolatku odzywa się gigantyczna i nieokiełznana moc, którą nosił w sobie od wczesnej fazy życia, a która dopiero teraz postanowiła się uzewnętrznić. Tą mocą jest męskość - siła tak intensywna i gwałtowna, że aż zdolna do dokonywania ogromnych zmian w imponująco szybkim tempie.


Upojenie siłą, odurzenie energią

Można odnieść wrażenie, że to jakiś cud, nadzwyczajny rodzaj magii. Ale to tylko biologia: hormony szalejące w chłopięcym organizmie. Młodzian dostrzega zmiany, jakie zachodzą w jego kształtującym się ciele. Uświadamia sobie swoją tężyznę fizyczną, krzepkość mięśni i coraz wyrazistszą przewagę nad dziewczętami. Jest zafascynowany tym, co się z nim dzieje. Czuje się wyjątkowy, ulega złudzeniu, że mógłby góry przenosić. Chce dokładnie poznać swoją męskość, przetestować ją na tysiąc sposobów, zasmakować jej blasków i możliwości. Niestety, nie zawsze wie, jak to zrobić. Dlaczego?

Bo - z psychologicznego punktu widzenia - wciąż jest zwykłym smarkaczem. Małoletnim, niedoświadczonym życiowo, wesołym, beztroskim, infantylnym i naiwnym. Współistnieją w nim dwie osobowości: ta dziecięca i ta męska. Dojrzewający chłopiec, jako człowiek bardzo młody, pragnie się bawić i przeżywać ekscytujące przygody. Jednocześnie ma już w sobie męskość, która go rozpiera i pobudza do działania. Ten konflikt wewnętrzny prowadzi niekiedy do absurdalnych sytuacji. Młokos potrafi rozrabiać, uczestniczyć w ekstremalnych zabawach oraz dokonywać niebezpiecznych czynów w imię popisania się przed kolegami lub koleżankami.


Tytaniczna moc w rękach dziecka

Skąd to się bierze? Ano z połączenia dwóch przeciwstawnych sił: dziecięcej głupoty i męskiej witalności. Dorastająca istota pojmuje już swoją wyższość i swój potencjał, ale - z racji niedojrzałości emocjonalnej - nie potrafi ich właściwie wykorzystać. Tak samo jest w przypadku seksualności. Młodzieniec rozumie już, do czego służą genitalia, wie o decydującej roli, jaką odgrywa samiec w świecie zwierząt, przeżywa nawet pierwsze chwile pożądania (pragnie chwytać panny, zniewalać je, przygniatać, pochłaniać i penetrować. Ciekawostka: gdy dwoje ludzi uprawia miłość, ich zachowanie stopniowo się zmienia. Mężczyzna, wraz z upływem czasu, staje się coraz bardziej zaborczy, zdeterminowany i ofensywny, a niewiasta - coraz uleglejsza i mniej zdolna do oporu).

Nastolatek zaczyna się masturbować i interesować erotyką. Męskość po prostu z niego kipi - czasem dosłownie, w formie polucji, czyli wytrysków nasienia dokonujących się podczas snu. Niestety, kiedy ta samczość miesza się z infantylnością, efekty bywają opłakane. Niesmaczne (pornograficzne lub mizoginiczne) żarty, penisy rysowane w zeszytach i na ścianach, obsesja na punkcie nagości i zmysłowości - oto, do czego może doprowadzić koegzystencja dziecka i mężczyzny w jednym osobniku. Takie ekscesy bywają oburzające, zwłaszcza dla kobiet czuwających nad wychowaniem chłopca, jednak wypada je zrozumieć i zaakceptować.


Czymże jest męskość?

Jak już napisałam, męskość to nadludzka moc. Tak kolosalna i oszałamiająca, że aż trudna do opanowania i mogąca wymknąć się spod kontroli. Trzeba mieć dużo wyrozumiałości dla niedorosłej, lekkomyślnej, nieznającej życia istoty, która zmaga się z olbrzymią i groźną siłą pochodzącą z jej wnętrza. Oczywiście, nie można przy tym popadać w permisywizm. Należy uczyć szczeniaka, że nie posiada on prawa do wszystkiego. Przykładowo, nie wolno mu rozładowywać napięcia seksualnego na tych dziewczętach, które sobie tego nie życzą. Poza tym, małolatowi trzeba stale przypominać, że z erotycznością nie ma żartów. Choroby weneryczne, ciężarne uczennice, oskarżenia o molestowanie - to realne zjawiska, a nie bajki opowiadane przez babcie i katechetki.

Czym jednak jest sama męskość? Myślę, że można ją zdefiniować jako zestaw zalet, udogodnień, przywilejów i swobód dawanych facetowi przez Matkę Naturę. Do tych wspaniałych i godnych pozazdroszczenia podarunków należą:

- wielkość (wysoki wzrost i dobrze rozwinięte mięśnie)
- siła (o jakiej większość kobiet może tylko pomarzyć)
- władza (wiążąca się z posiadaniem członka, czyli narzędzia fizycznej supremacji)
- wolność (możliwość swobodnego uprawiania seksu i niezachodzenia w ciążę)
- komfort (brak miesiączki oraz niewygód związanych z brzemiennością i porodem)
- energia (nie tylko duży popęd płciowy, ale także ciągłe gnanie przed siebie, żądza aktywności, awansu i sukcesu)
- wysoka samoocena (wynikająca ze znajomości własnych atutów)
- moc twórcza (zdolność do zapładniania, a więc tworzenia nowych istot ludzkich)
- śmiałość, stanowczość, władczość, wojowniczość, honorowość (będące naturalną konsekwencją wcześniej wymienionych cech)
- przyjemność (o ile się nie mylę, ejakulacja prawie zawsze idzie w parze z ekstazą. Kochanek, zapładniający swoją damę, niemal na sto procent będzie odczuwał rozkosz. Tymczasem przedstawicielka płci żeńskiej wcale nie potrzebuje orgazmu do zostania matką)
- dyskrecja (mężczyzna nie posiada błony dziewiczej. Nie musi się bać defloracji ani tego, że po kopulacji będzie wiadomo, czy był to jego pierwszy raz, czy nie)
- inteligencja (badania dowodzą, że panowie zazwyczaj mają wyższe IQ)
- maksymalizm (facet, z przyczyn oczywistych, musi dostarczać swojemu organizmowi większe ilości pokarmu. Nabiera przez to przekonania, że należy mu się więcej od życia)
- niepodrabialność (z tego, co wiem, wynika, że zmiana płci z męskiej na żeńską jest prosta jak drut. Ale zrobienie chłopa z baby jest już trudne, bo dotychczas nie udało się uczonym wyhodować fallusa. Z braku laku, transseksualistom K/M przyczepia się sztuczne prącia. Jakże skomplikowaną i zaawansowaną istotą musi być facet, skoro współczesna nauka przy nim wymięka!)

Jeśli kobieta jest aniołem, to mężczyzna jest archaniołem. Jeśli kobieta jest zwykłą śmiertelniczką, to mężczyzna jest herosem. Jeśli kobieta jest reprezentantką pospólstwa, to mężczyzna jest arystokratą. Jeśli kobieta jest mugolką, to mężczyzna jest czarodziejem. Jeśli kobieta jest człowiekiem, to mężczyzna jest nadczłowiekiem (w rozumieniu nietzscheańskim). Ośmielam się mniemać, że płeć królująca została szczególnie umiłowana przez Zeusa, Aresa i Dionizosa.


Ta sama wiedza, różne podejście

Niedawno wpadła mi w ręce pewna feministyczno-naturalistyczna powieść (nie zdradzę, jaka, żeby jej nie reklamować). Chociaż zupełnie nie zgadzam się z jej treścią, muszę przyznać, że uzmysłowiła mi ona podobieństwa i różnice występujące między feministkami i antyfeministkami. Otóż zarówno feministki, jak i antyfeministki zauważają brak równości między osobnikami męskimi a żeńskimi. Na czym więc polega rozbieżność? No cóż… Feministki nie uznają naturalnego stanu rzeczy, buntują się przeciwko niemu, wypierają go ze świadomości i ukrywają straszną prawdę pod warstwą populistycznych sloganów. Natomiast antyfeministki akceptują zastane dysproporcje, wychodząc z założenia, że skoro przyroda nadała światu taki kształt, to nie ma sensu nad tym płakać.

Feministki i feminiści od lat dążą do tego, żeby oszukać przeznaczenie, poskromić naturę, zredukować lub zamaskować przygnębiającą nierównorzędność płci. Czasem nawet udaje im się wywołać iluzję równości. Dla przykładu, pigułka antykoncepcyjna stwarza pozór, że kobieta wcale nie musi zajść w ciążę podczas spółkowania z facetem. Sęk w tym, że te wszystkie wynalazki, mające na celu uczynienie samicy równej samcowi, są sztuczne. Tabletki antykoncepcyjne, jak również akty prawne wdrażające równouprawnienie kobiet, to dzieła człowieka, wytwory kultury. Istnieją one tylko w syntetycznym, cywilizowanym, wykreowanym przez istoty ludzkie świecie.

Wymienione innowacje są zwykłym fałszem i mydleniem oczu, wprowadzanym po to, żeby babom nie było przykro. Chociaż ludzkość przyzwyczaiła się do nich jak do powietrza, naturalny stan rzeczy pozostaje niezmieniony. Ludzie udają równych, używają swoich nowoczesnych wynalazków, jednak w przyrodzie nadal utrzymuje się tradycyjny patriarchat. Aktualne prawodawstwa i układy społeczne zapewniają równy status kobietom i mężczyznom. Lecz w naturze - jak go nie było, tak nie ma. Porównajmy to do rozmaitych urządzeń i przyrządów. Człowiek nie posiada skrzydeł, ale ponieważ pragnął latać, wymyślił balon i samolot. Człowiek nie ma sokolego wzroku, ale - chcąc go uzyskać - zbudował lunetę, lornetkę i teleskop.


Kłopotliwa nierówność płci

Nie zmienia to jednak faktu, że w przyrodzie nie występują ani balony, ani samoloty, ani lunety, ani lornetki, ani teleskopy. Tak samo jest z pozycją panów i pań. Natura nie stworzyła równości płci, ale nasz gatunek - zachłyśnięty demokratyzmem i liberalizmem - postanowił wyprodukować ją sam. Jednakowa ranga mężczyzn i kobiet jest kolejnym syntetycznym tworem, którego nie ma w przyrodzie, a który został wykreowany przez człowieczą pomysłowość. Nie ulega wątpliwości, że gdyby któregoś dnia cywilizację trafił szlag, a ludzie powrócili do swoich zwierzęcych zwyczajów, to o żadnym równouprawnieniu nie byłoby mowy.

Dopiero wtedy wyszłoby na jaw, jakie są prawdziwe możliwości jednego typu seksuologicznego względem drugiego. Miejmy nadzieję, że ten czarny scenariusz nigdy się nie spełni. Gdyby prawo, moralność i etyka przestały obowiązywać, to samice Homo sapiens miałyby nie lada kłopot. Piszę to właśnie jako jedna z samic. Ja wiem, że nie dorastam mężczyznom do pięt, ale wcale bym nie chciała, żeby wykorzystywali oni swoją przewagę przeciwko mnie. Podobnie jak inne baby, marzę o tym, by reprezentanci płci wyższej okazywali mi szacunek i traktowali mnie po ludzku. Jestem wszak człowiekiem - tyle że znacznie mniejszym i słabszym od osobników męskich.

Faceci powinni być łagodni dla nas, niewiast, albowiem my również posiadamy rozum i uczucia. Zaiste, kłopotliwa sprawa z tą nierównością płci! Dlaczego rzeczywistość wygląda tak, a nie inaczej? Skąd się wzięły drastyczne dysproporcje, które wielu osobom mogą się wydawać niesprawiedliwe? Myślę, że natura, dążąc do skonstruowania istoty doskonałej, odebrała panu większość ułomności i przekazała je pani. Czy jej plan zakończył się powodzeniem? Jeśli tak, to na ile? Czy mężczyzna jest - sam w sobie - ideałem? Oczywiście, cały czas mówimy o cechach esencjonalnych, a nie o indywidualnych zaletach i wadach konkretnych jednostek.


Feminizm, czyli poprawianie przyrody

Jak już napisałam, feministki zdają sobie sprawę z biologicznej nadrzędności samców. Przemawiają za tym dwie rzeczy. Po pierwsze to, że każda kobieta nosi w sobie podświadomą wiedzę o sile fizycznej i kopulacyjno-reprodukcyjnych zdolnościach mężczyzn. Po drugie to, że feministki histeryzują, jakby właśnie zostały odłączone od Matriksa i poznały zatrważającą prawdę o realnym świecie. Powieść, o której wcześniej wspomniałam, uświadomiła mi, że wyznawczynie feminizmu są równie oświecone jak zwolenniczki antyfeminizmu.

Problem w tym, że te pierwsze nienawidzą faktów, są nimi przerażone, pragną od nich uciec albo maksymalnie je zatuszować. Feministyczny bunt przeciwko naturze, dzika zawiść, dojmująca rozpacz i ślepa frustracja nierzadko prowadzą do androfobii, mizoandrii, kompleksu Amazonki, kompleksu Dafne, kompleksu Diany, kompleksu Klitajmestry, syndromu zazdrości o penisa etc. Zwróćmy uwagę na to, że dzisiejsze feministki kombinują, jak wykorzystać naukę i technikę do stworzenia syntetycznej równości płci. Tym samym przyznają, że w przyrodzie żadnej równości nie ma.

Skoro postrzegają nowoczesną technologię jako sposób na zrównanie szans kobiet i mężczyzn, to znaczy, że natura nie zagwarantowała im tego egalitaryzmu. Gdyby działaczki feministyczne wierzyły w naturalną równość płci, to nie dążyłyby do jej sztucznego wytworzenia. To trochę tak jak z telewizorem. Gdyby w przyrodzie występowały odbiorniki telewizyjne, to nikt nie musiałby ich fabrycznie produkować. Każde działanie, polegające na wyrównywaniu naturalnych nierówności, świadczy o niezadowoleniu z przyrody i chęci jej poprawienia.

Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, feministki są utajonymi antyfeministkami. Entuzjastki feminizmu wiedzą, że panowie i panie nie rodzą się równi. Robią więc wszystko, co w ich mocy, aby wykreować równość za pomocą dostępnych środków. Częściowo im się to udaje. Ale nie zestawiajmy tego, co sfabrykował człowiek, z tym, co powołała do życia Matka Natura. Nie należy stawiać sztucznych choinek w jednym szeregu z prawdziwymi. Nawet, jeśli te sztuczne są trwalsze i bardziej kolorowe od naturalnych.


Antyfeminizm, czyli postawa stoicka

Przyroda nie dała światu wielokolorowych drzewek, ale człowiek tak bardzo o nich marzył, że zrobił je samodzielnie. Kobiety nie zostały zaprojektowane jako równe mężczyznom, ale część z nich, niepogodzona z losem, zaczęła szukać sposobu na przezwyciężenie tej trudności. Można się spierać o to, czy korygowanie natury jest słuszne, czy niesłuszne. Nie można jednak zaprzeczyć, że pewne rzeczy i zjawiska (różnobarwne choinki, równość płci) są kompletnie nieznane środowisku naturalnemu. Skąd więc się biorą chwytliwe hasła głoszące równorzędność chłopów i bab? Otóż pełnią one funkcję kompensacyjną.

Chodzi bowiem o to, żebyśmy my, niewiasty, nie czuły się mniej wartościowe od wielkich istot uzbrojonych w fallusy. Poza tym, te frazesy odnoszą się bardziej do realiów kulturowych niż biologicznych. Co ja, antyfeministka i orędowniczka patriarchalizmu, myślę o ideologii feministycznej? Moim zdaniem, przyjęcie takiego światopoglądu sugeruje, że jest się śmiertelnie obrażonym na Matkę Naturę. To strasznie dziecinne i niepoważne. Jak można mieć pretensje do przyrody? Dziś feministki gniewają się na nią za to, że nie ustanowiła równości płci. Czy jutro będą się złościć, że śnieg jest biały, kot ma cztery łapy, a woda składa się z tlenu i wodoru?

Miłośniczki feminizmu sarkastycznie nazywają facetów “panami i władcami”. Lecz jeśli spojrzymy na rzeczywistość przez pryzmat fizjologii i seksuologii, to odniesiemy wrażenie, że oni naprawdę są naszymi naturalnymi zwierzchnikami. Ważne: zwierzęce instynkty to jedno, a codzienne życie i normy społeczne to drugie. W zwykłych, powszednich sytuacjach, kiedy płeć nie odgrywa żadnej roli, biologiczna nierówność ludzi nie jest zbyt widoczna. Czasem nawet nie zwraca się uwagi na to, czy ma się do czynienia z panami, czy z paniami. Liczy się bieżąca sprawa, a nie jej uczestnicy/obserwatorzy. Ale w innych okolicznościach, gdy płeć ma znaczenie… Cóż, wszystko wychodzi w praniu!


Insygnium władzy

Wróćmy jednak do samych mężczyzn, do ich jedynej w swoim rodzaju biologiczności. Nie ma na świecie obiektów bardziej męskich niż członek i jądra (tzw. klejnoty). To właśnie one są fundamentem samczości: jej początkiem, rozwinięciem i końcem. Penis jest - mówiąc brutalnie i hiperbolicznie - pałką, dzięki której facet egzekwuje swoją fizyczną władzę nad partnerką. Jednocześnie prącie jest rekwizytem życiodajnym, bo za jego pośrednictwem mężczyzna doprowadza do poczęcia nowego człowieka. Fallus, powołany do kreowania bytów ludzkich, sam jest pełen życia i wigoru. Czy ktoś zna inną część ciała, która potrafiłaby samodzielnie się podnieść, powiększyć, wydłużyć i wzmocnić?

Przyrodzenie stanowi również źródło męskiej satysfakcji seksualnej. O ile u baby strefy erogenne są rozsiane po całym ciele, o tyle u chłopa są skoncentrowane w tym jednym organie. Udowadnia to, że członek jest czymś niezwykle ważnym. Czymś, na co trzeba zwrócić szczególną uwagę. Penis to narząd niesamowicie wrażliwy na ból, o czym świadczy fakt, że nawet jego przypadkowe uderzenie może przynieść facetowi mękę. Dlaczego natura uczyniła fallusa tak delikatnym? Dlatego, że jest on niewypowiedzianie cenny i należy mu się wyjątkowa ochrona. Bardzo wyczulone na ból są także jądra - specjalne narządy schowane w mosznie.


Jądra i ich wszechmoc

Jądra są jak gdyby silniczkami, które wprawiają w ruch całą machinę zwaną męskością. To one produkują plemniki i samcze hormony. Każde z męskich jąder, już przez swoją specyficzną nazwę, przywodzi na myśl jądro atomowe. Na pozór małe i nieistotne, w rzeczywistości posiada ono nadzwyczajną moc i olbrzymie możliwości. Jądro atomowe jest czymś wszechpotężnym - może dawać mnóstwo energii, ale też stanowić podstawę broni masowego rażenia. Podobnie przedstawia się sytuacja jądra męskiego.

Poprzez produkcję plemników i testosteronu wpływa ono na przedłużenie ludzkiego gatunku. Z drugiej strony, organ ten może wywołać sporo szkód - pośrednio przyczynić się do niechcianej ciąży u kobiety albo popchnąć mężczyznę do nieetycznego, karalnego, seksualnego incydentu. Męskość, moc niemalże magiczna, jest równocześnie zbawienna i destrukcyjna. A za wszystkim stoją właśnie jądra - dwie szare eminencje, chowające się za kulisami i pociągające za sznurki.

Cielesność faceta to dar, z którym nie może się równać żaden inny. Czy to takie dziwne, że męska dyspozycja seksualna jest nazywana potencją? Ja myślę, że skojarzenie tej potęgi z potencjałem to strzał w dziesiątkę! W poprzednim akapicie porównałam siłę jąder do mocy bomby atomowej. I wiele wskazuje na to, że wcale nie była to przesada. Jeśli wierzyć portalowi Racjonalista.pl, każdy mężczyzna - podczas jednego wytrysku - wyrzuca z siebie tak wiele plemników, że mógłby zapłodnić wszystkie kobiety w Europie. Masowe rażenie, ot co!

Ile dzieci potrafiłby spłodzić ludzki samiec w ciągu jednego tygodnia? A w ciągu miesiąca? A w ciągu całego życia? Jak wiele zarodków byliby w stanie zmajstrować - w 2012 roku - wszyscy panowie na Kuli Ziemskiej? Kuźwa, chyba zdołaliby zaludnić cały Kosmos! Jak bogowie! Dla odróżnienia, organizm kobiety umie wytworzyć tylko 400 dojrzałych płciowo komórek jajowych. I to nie za jednym zamachem, tylko w ciągu całej egzystencji. Informacja ta pochodzi ze strony internetowej Mojaowulacja.pl.


Teraz o paniach

Ktoś mi kiedyś zarzucił, że zawsze chwalę i wywyższam facetów, a nigdy nie piszę niczego miłego o niewiastach. W związku z tym, spróbuję dzisiaj nadrobić tę zaległość. Istnieją cnoty, które można uznać za typowe dla kobiet, a które zdarzają się dosyć często. Baby bywają bardziej pracowite, pilne, staranne i dokładne od chłopów, co przekłada się na dobre wyniki w szkole i w pracy. Dziewczynki, przynajmniej w podstawówkach i gimnazjach, otrzymują przeważnie wysokie oceny i cieszą się pozytywną opinią nauczycieli. Świetne przygotowanie do zajęć, odrobione prace domowe - to wszystko świadczy o sumienności i poważnym podejściu do sprawy.

Podczas gdy chłopcy (targani męskimi hormonami) dokazują i używają życia, dziewczęta wypełniają swoje obowiązki i martwią się o przyszłość. Przedstawicielki płci żeńskiej łatwiej podporządkowują się regulaminom i wytycznym, dzięki czemu nie narażają się swoim przełożonym. Wrodzona ostrożność i przezorność powodują, że kobiety zachowują się bardziej odpowiedzialnie, rozsądnie i dojrzale. Panie rzadziej wchodzą w konflikt z prawem, co już dawno zaowocowało korzystnym stereotypem i doprowadziło do faworyzacji kobiet w sądach. Niewiasty, jako istoty rzetelne, solidne i przykładne, zazwyczaj nie mają problemów z przestrzeganiem umów, terminów i zaleceń. Szkoda tylko, że cała ta damska “akuratność” wypływa z uległej, pasywnej, uniżonej, posłusznej natury samicy.

U bab częściej objawiają się takie cechy jak empatia, czułość, wyrozumiałość, uczynność czy litościwość. Gdy mamy jakieś zmartwienie i szukamy wsparcia emocjonalnego, najprędzej znajdziemy je właśnie u kobiety. Niewiasta raczej nie wyśmieje naszych łez, nie zbagatelizuje naszego dylematu, nie porzuci nas na pastwę losu. Żeńska tkliwość, dobroduszność i wrażliwość na cudzą krzywdę mogą wynikać z dwóch czynników. Po pierwsze: z instynktu macierzyńskiego. Po drugie: z niskiej pozycji w przyrodzie (sprawiającej, że kobieta identyfikuje się z tymi, którzy są słabi, uciśnieni, zranieni, wyzyskani przez możniejszych).


Kobiece zorientowanie na wnętrze

Zdarza się, że baby biorą wszystko do siebie, są ksobne, a przy okazji introwertyczne. Kobiece zorientowanie na wnętrze, skutkujące bogatym życiem duchowym i rozwiniętą inteligencją intrapersonalną, również bierze się z pewnych uwarunkowań biologicznych. U niewiasty to, co najważniejsze, znajduje się w środku. Damskie narządy rozrodcze, w przeciwieństwie do męskich, są ukryte wewnątrz organizmu. Niewiasta jest tą, która przyjmuje do swojego ciała fallusa, a więc obiekt pochodzący z zewnątrz. Także zarodek, nienarodzone dziecko, rozwija się w środku kobiecego ciała.

Kobieta jest istotą biorącą, wchłaniającą, otrzymującą. Samiec daje, a samica przyjmuje. Samiec jest jak krawiec, a samica jak materiał krawiecki. Samiec pełni funkcję siewcy, a samica odgrywa rolę ziemi, na którą padają nasiona. Samiec dzierży płonącą pochodnię, a samica staje się zbiornikiem wodnym, w którym ta pochodnia jest gaszona. Samiec posiada miecz, a samica pochwę. Samiec to drwal, a samica to drzewo. Samiec przypomina falę tsunami, a samica kojarzy się z zalanym lądem. Samiec jest pociągiem, a samica tunelem. Samiec gra wchodzącego, a samica komnatę. Samiec nadaje sygnał, a samica go odbiera.


Pozostałe zalety niewiast

Jeśli chodzi o inne zalety pań, to wypada wspomnieć o względnym opanowaniu i braku niekontrolowanej agresji. Wprawdzie baby często bywają zirytowane, podminowane i rozdrażnione, ale prawie nigdy nie zdarzają im się ataki furii prowadzące do rękoczynów. To panowie, osoby zmagające się z testosteronem, słyną z nieprzeciętnych napadów gniewu. Niestety, ma to też ujemne strony. Kobiety, będące urodzonymi pacyfistkami, rozjemczyniami i dyplomatkami, nierzadko miewają kłopoty ze zrozumieniem idei patriotycznych, niepodległościowych, narodowowyzwoleńczych i antysystemowych.

Niewiasty często wkładają całe serce w to, co czynią - umieją angażować się uczuciowo w różne działalności, także w związki miłosne. Panie potrafią przywiązywać się do ludzi i rzeczy, nieobce im są takie cnoty jak wierność czy słowność. Jak na ironię, żeńska lojalność i oddanie również mogą wypływać z charakterystycznej dla samic poddańczości. Ech, któryś z polskich pisarzy całkiem słusznie stwierdził, że kobieta jest z natury niewolnicą! Szalenie istotnymi atutami kobiet są: uroda, wdzięk, ponętność, urok osobisty i subtelność. Pomijam tutaj fakt, że te cechy zostały stworzone z myślą o facetach (po to, by ich podniecać i mobilizować do aktywności seksualnej).


Zakończenie

Im więcej wiem, pojmuję i dostrzegam, tym bardziej utwierdzam się w przekonaniu, że w przyrodzie nie występuje zjawisko równości płci. Wszystkie znaki na niebie i ziemi wskazują, że mężczyźni są istotami doskonalszymi od kobiet (argumenty, potwierdzające tę tezę, zawarłam zarówno w tym artykule, jak i w starszym tekście “Antyfeminizm, patriarchalizm i nierówność płci”). Świadomość tego, że natura uczyniła samców lepszymi od samic, nie jest łatwa do przełknięcia - zwłaszcza, kiedy jest się samicą.

Niewiasty, które zostają poinformowane o poważnych dysproporcjach istniejących między płciami, zazwyczaj wpadają w złość i wypierają tę prawdę ze świadomości. Te, które drążą temat, mogą przyjąć jedną z dwóch postaw: feministyczną (polegającą na buncie przeciwko przyrodzie i dążeniu do oszukania przeznaczenia) lub antyfeministyczną (opierającą się na pogodzeniu z losem). Ja wybrałam tę drugą, gdyż uważam ją za bardziej racjonalną. Feminizm to, według mnie, zupełnie niepotrzebne szarpanie się z naturą, niejednokrotnie skutkujące niechęcią do facetów.

Potępiam tę ideologię, a zwłaszcza ogłoszoną przez feministki “walkę płci”. Za tym terminem kryje się bowiem nienawiść, agresja, pogarda, zaczepność, dzielenie narodu i zakłócanie porządku. Zamiast negatywnych emocji, proponuję przyjaźń ponad podziałami, wzajemne zrozumienie, życzliwość i poszanowanie cudzej godności. Parafrazując pewne hasło: “Nierówni, ale solidarni”. Kobiety proszę o pokorę, a mężczyzn - o to, żeby woda sodowa nie uderzała im do głowy.


Natalia Julia Nowak,
24-27 stycznia 2012 r.

środa, 18 stycznia 2012

Zamiast konika i szabelki

Skąd się wzięli Bohaterowie Narodowi?

My, patrioci, mamy to do siebie, że kochamy naszych Bohaterów Narodowych i stawiamy ich za wzór do naśladowania dla wszystkich Polaków. Wypadałoby jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jesteśmy w pełni świadomi, jak to się stało, że czczeni przez nas ludzie zostali Bohaterami? Jeśli dokładnie prześledzimy losy naszych Herosów, to dojdziemy do wniosku, że wcale nie byli oni czyści jak łza. Osoby, którym składamy hołd i które cenimy za odwagę, działały w czasie rozmaitych wojen, powstań i kryzysów politycznych. Wiele z nich musiało dokonywać czynów, które w czasie wolności i pokoju uchodziłyby za co najmniej niemoralne.


Zabójstwa, kradzieże i oszustwa

Bohaterowie Narodowi, walczący za Ojczyznę, musieli czasem zabijać (najeźdźców, zaborców, okupantów, zdrajców, kolaborantów, szmalcowników), kraść (broń, amunicję, żywność, lekarstwa, papiery z ważnymi informacjami), oszukiwać (wprowadzać w błąd obcych żołnierzy, posługiwać się fałszywymi danymi, fabrykować dokumenty, składać nieprawdziwe zeznania) i tak dalej. Nie ulega wątpliwości, że w normalnym momencie dziejowym takie uczynki byłyby uznawane za nieetyczne i bezprawne. Jednak w tamtych warunkach - wyjątkowo ciężkich i groźnych - tego typu postępki były jak najbardziej usprawiedliwione. Zabójstwa, kradzieże i oszustwa miały wówczas charakter słusznych decyzji. Darowanie życia, uczciwość i wierność prawdzie byłyby zaś niemoralne i godne potępienia. Dlaczego jest tak, a nie inaczej?


Moralność czasów zwykłych
i moralność czasów szczególnych


Otóż dlatego, że istnieją we wszechświecie dwa rodzaje moralności: moralność czasów zwykłych i moralność czasów szczególnych. Gdy los obdarza nas wolnością i pokojem, wszystko znajduje się na właściwym miejscu: dobro jest dobrem, zło jest złem, biel jest bielą, a czerń jest czernią. Ale gdy nadchodzą ponure, niebezpieczne czasy, realia odwracają się do góry nogami. Dobro zaczyna być złem, zło zaczyna być dobrem, biel zamienia się w czerń, a czerń zamienia się w biel. Prawem, obowiązującym istoty ludzkie, staje się etyka przeciwna do tej z lepszego okresu. Wartości ulegają przewartościowaniu, rzeczywistość upodabnia się do zdjęcia oglądanego w negatywie. Cnota przeobraża się w występek, podłość przyjmuje postać szlachetności, niesprawiedliwość zaczyna pełnić funkcję sprawiedliwości.


Stany Zjednoczone Europy

W jakich czasach my egzystujemy? Dwa lata temu, kiedy wszedł w życie Traktat z Lizbony, Rzeczpospolita Polska została pozbawiona swojej państwowości. Unia Europejska uległa federalizacji, co mogą potwierdzić politycy, którzy przedstawiają eurofederację jako fakt dokonany (Radosław “Radek“ Sikorski). Federacja nie jest odmianą organizacji międzynarodowej, tylko najzwyklejszym w świecie państwem związkowym, takim jak USA, Indie, Meksyk czy nieistniejący już ZSRR. Od 1 grudnia 2009 roku Euromoloch jest pełnoprawnym państwem.

A Polska? Ona państwem już nie jest. Przeciwnie, stanowi jeden z dwudziestu siedmiu elementów wielkiego organizmu federacyjnego. Zrobiono z niej część składową innego państwa - stan w Stanach Zjednoczonych Europy albo emirat w Zjednoczonych Emiratach Europejskich. Pisałam o tym już wielokrotnie, w takich tekstach jak “Czasem wolałabym żyć w pieprzonym peerelu!”, “UE. Jak szkodzi i czym grozi?”, “W sprawie federalizacji UE”, “Rok 2012 - eutanazja dla świata” czy “2012 - Apokalipsa lub New World Order”. I będę pisać dalej, żeby otworzyć oczy jak największej liczbie ludzi.


1138 - 1795 - 1939 - 2009

Utrata państwowości to wydarzenie przerażające i rzadko spotykane. Coś takiego zdarza się raz na kilkadziesiąt lub kilkaset lat. Kiedy ostatnio okradziono nas z własnej Ojczyzny? W 1939 roku, gdy jeden kawałek Polski został przyłączony do III Rzeszy, a drugi do Związku Radzieckiego. A jeszcze wcześniej? W roku 1795, kiedy to miał miejsce trzeci rozbiór naszego kraju. Można zaryzykować stwierdzenie, że upadkiem Polski było także rozbicie dzielnicowe - rozdrobnienie feudalne zapoczątkowane w 1138 roku.

Jeśli nasza Ojczyzna narodziła się w roku 966, to przez te 1046 lat traciła swoją państwowość “tylko” cztery razy! Jak widać, tragedia z 1 grudnia 2009 roku, o której przesądziło podpisanie Traktatu Lizbońskiego przez PiS-owca Lecha Kaczyńskiego, to zjawisko szokujące i niecodzienne. Coś, czego prawdziwy polski patriota nie jest w stanie przełknąć. Coś, nad czym nie da się przejść do porządku dziennego. Coś, czego nie można uznać za kolejne błahe zdarzenie polityczne. Coś, co powinno leżeć na sercu i głęboko niepokoić.


Prostowanie fałd mózgowych

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, Polska była dopiero na etapie wstępowania do UE. Pamiętam, że już wtedy indoktrynowano mnie i innych uczniów w zakresie “integracji” europejskiej. Wmawiano nam, że akcesja do UE to jedyne słuszne wyjście i że powinniśmy się cieszyć ze zbliżenia z tym (nowo)tworem. Nie wiem, jak wygląda edukacja współczesnych dzieci, ale mam wrażenie, że pierze im się mózgi jeszcze nachalniej niż mojemu pokoleniu. Można więc sobie wyobrażać, jak straszna będzie indoktrynacja za kilka lat, kiedy dojrzałość szkolną osiągną chłopcy i dziewczynki urodzeni już po ratyfikacji Traktatu z Lizbony.

Dorośli będą im wmawiać, że najpierw jest się Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem. Uczniowie usłyszą, i to niejednokrotnie, że idee patriotyczne są już przestarzałe i że nie należy im hołdować. Skąd o tym wiem? Stąd, że już teraz istnieją ludzie (także parlamentarzyści - palikocięta), którzy głoszą prymat tożsamości europejskiej nad tożsamością polską. Czy takie osoby wychowują lub wychowywałyby swoje pociechy w duchu miłości do Ojczyzny? Oczywiście, że nie! Zamiast tego, robią lub robiłyby ze swojej dziatwy nienasyconych polakożerców!


Antypatriotyzm w rodzinie

Ktoś może powiedzieć, że intensywna indoktrynacja przyszłych pokoleń wcale nie będzie problemem, ponieważ milusińscy dowiedzą się o wartości Polski w rodzinnym domu. W czasach zaborów to krewni, a nie instytucje oświatowe, uczyli małych Polaków języka polskiego i poszanowania naszej kultury. W okresie peerelu dowiadywano się o Katyniu od osób najbliższych, nie zaś od nauczycieli czy wychowawców. No dobrze, ale co z dziećmi, które mają rodziców-antypatriotów?

Ci chłopcy i dziewczęta nie nauczą się miłowania Ojczyzny ani w domu, ani w szkole, ani na podwórku. Nie przeczytają o nim w komiksach, nie zobaczą go w kreskówkach, nie usłyszą o nim w popularnych piosenkach. Takie dzieci wyrosną na zwykłych ignorantów lub wręcz na wrogów polskości. Jeśli chodzi o synów i córki unijnych prominentów, to będzie z nimi jeszcze gorzej. Można się spodziewać, że zostaną oni radykalnymi eurofederalistami i będą działać na niekorzyść swojego narodu.

Nie łudźmy się: nepotyzm był, jest i zawsze będzie. Doświadczenie życiowe pokazuje, że krewni polityków bardzo często robią karierę polityczną, biznesową, medialną, artystyczną, naukową lub inną. Dzieciaki wychowywane w antypatriotycznych rodzinach są groźne niczym bomba zegarowa. Heh, kiedy o nich myślę, przypomina mi się fragment powieści “Rok 1984” Orwella (wzmianka o “tygrysiątkach, które kiedyś wyrosną na ludojady”). A także cytat z utworu zespołu Bajm (“Urodziłeś się winnym, choć niewinną masz jeszcze twarz”).


Eugenika zamiast konika.
Nie szabelka, lecz pigułka niewielka.


I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Jeśli mamy kosmopolityczną parę, o której wiadomo, że nie będzie wychowywać swojego brzdąca w duchu miłości do Ojczyzny… Jeśli wiemy, że gdyby ta para spłodziła potomka, to mógłby on wyrosnąć na gnębiciela Polski i Polaków… Jeśli jesteśmy świadomi, że tacy ludzie przekazaliby swojemu synowi lub swojej córce antypatriotyczne memy… Jeśli przypuszczamy, że antypolski ojciec i antypolska matka zarażą swego berbecia wirusem antypolonizmu… To lepiej, żeby w ogóle nie doczekali się oni bachora!!!

Kochani, nigdy nie byłam zwolenniczką eugeniki, lecz gdy przychodzą “czasy szczególne” i polskość zostaje zagrożona, zaczynam patrzeć na świat inaczej niż w normalnych okolicznościach. W interesie polskich patriotów leży to, aby przeciwników niepodległości było jak najmniej, a nie jak najwięcej. Polska już straciła swoją państwowość - teraz toczy się bój o utrzymanie tożsamości narodowej Polaków. A nic tak nie zagraża polskości jak stale zwiększająca się liczba kosmopolitów. Ocknijcie się i zobaczcie, że we współczesnych czasach coraz więcej rodziców rezygnuje z uwrażliwiania swoich dzieci na sprawy publiczne!


Nie ogniem i nie mieczem

W minionych wiekach, na przykład w czasach Skrzetuskiego i Zagłoby, społecznie akceptowaną formą walki było siekanie wrogów szablą. Dzisiaj rzeczą powszechnie tolerowaną jest antykoncepcja i aborcja (analogia nieprzypadkowa, bo to drugie również bywa krwawe i drastyczne). Ludzie, którzy żyli w epoce baroku, byli zmuszeni posługiwać się metodami barokowymi. My żyjemy w okresie postmodernizmu, toteż jesteśmy skazani na metody postmodernistyczne.

Od czternastego roku życia pisałam i mówiłam o tym, jak okrutne i nieludzkie jest mordowanie nienarodzonych dzieci. Jednak teraz, po utracie suwerenności, muszę przyznać, że nadeszły “czasy szczególne” i że trzeba dostosować do nich swój światopogląd. Lepiej, żeby dziecko w ogóle się nie urodziło niż żeby zostało wytresowane na drugiego Nikołaja Nowosilcowa (aluzja do trzeciej części “Dziadów“ Mickiewicza).

Wiem, że istota ludzka, jej godność i prawo do życia są niezwykle ważne. Ale jeszcze ważniejsza jest swoboda ojczystej ziemi. Bohaterowie Narodowi, o których pisałam na początku artykułu, często stawali się ofiarami konfliktu tragicznego: musieli wybierać między interesem Polski a innymi wartościami. Ich bohaterstwo polegało jednak na tym, że ostatecznie wybierali dobro swojego kraju. Nasi Herosi z pewnością przeżywali wiele etycznych rozterek. Jestem przekonana, że nie było im łatwo dokonywać - w imię państwa i narodu - dwuznacznych moralnie czynów.

Ale robili to, co do nich należało, ponieważ w ich hierarchii wartości Ojczyzna stała wyżej niż tzw. spokój ducha. Polska okazywała się dla nich istotniejsza od rodziny, od bogactwa, od wygody, od władzy i od czystego sumienia. Nie ma w tym nic dziwnego, bo gdyby postępowali inaczej, to nie byliby Bohaterami Narodowymi. My, patrioci, czcimy swoje Autorytety właśnie dlatego, że potrafiły one porzucić wszystko i całkowicie się poświęcić słusznej sprawie.


Droga wolna!

Po co zabraniać kosmopolitom, globalistom i eurofederalistom antykoncepcji oraz aborcji? Żeby móc się nazywać prawym człowiekiem? Heh, trudno być prawym w sytuacji, gdy otaczająca nas rzeczywistość jest zdegenerowana i nie rokuje żadnych szans na poprawę! Epoka, w której żyjemy, jest tak mroczna i brutalna, że jeśli chcemy przetrwać, to sami musimy stać się mroczni i brutalni. Dlaczego mielibyśmy użalać się nad losem dzieci naszych antagonistów?

Czyż nie powinniśmy stać z założonymi rękami i patrzeć (nie bez pewnej satysfakcji), jak przeciwnicy niepodległości sami się wytracają? Co nam, entuzjastom suwerenności, zależy na synach i córkach antypolskich osobników?! Jeśli kosmopolici, globaliści i eurofederaliści pragną ograniczyć liczebność swojej populacji, to droga wolna! Powiedziałabym nawet, że ich eugeniczne posunięcia są nam, patriotom, na rękę. Nie chcą się rozmnażać? I dobrze! O wiele gorzej byłoby, gdyby mnożyli się jak króliki!

Nie widzę powodu, żeby płakać po maluchach, które zostałyby wychowane w duchu kosmopolitycznym i wyrosłyby na niszczycieli resztek polskości (ewentualnie na naszych oprawców). Tym bardziej, że plama na honorze jest większym nieszczęściem niż kopnięcie w kalendarz. Ech, to naprawdę piękne, że polonofobia często idzie w parze z poparciem dla aborcji i antykoncepcji. Dzięki temu połączeniu, wrogowie polskości nie przekażą swoich memów przyszłym generacjom!


Chodzi nie tylko o Polskę

W zmaganiach z Unią Europejską stawką jest nie tylko Polska, ale również dwadzieścia sześć innych krajów. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej istniała konieczność ratowania tylu ojczyzn naraz. Gdy zaczął obowiązywać Traktat Lizboński, niemal wszystkie europejskie państwa straciły swoje prawo do samostanowienia. Jest to sytuacja szczególna, zatem formy samoobrony także powinny być szczególne.

W większości zakątków Stanów Zjednoczonych Europy istnieje szeroki dostęp do antykoncepcji i aborcji. Skoro te środki są legalne, to dlaczego nie mielibyśmy ich wykorzystywać do własnych, narodowowyzwoleńczych celów? Ktoś może stwierdzić, że te dwa wynalazki na literę “a” są zabójstwami. Owszem, ale nasi Bohaterowie Narodowi również uciekali się do ekstremalnych sposobów walki. Doszłam do wniosku, że wcale nie musimy się lękać unijnych federaluchów.

Wystarczy, że włożymy ich partnerkom do głów jakieś bzdury o “prawach kobiet”, a reszta zrobi się sama. Już Niccolo Machiavelli sugerował, że jeśli nie da się być politycznym lwem, to trzeba być politycznym lisem. Brzydzę się uśmiercaniem poczętych istot, lecz jeszcze większą odrazą napełnia mnie deptanie prawie trzydziestu krain. Czy wiecie, że Euromonstrum ma czelność ingerować w wewnętrzne sprawy państw członkowskich? Ostatnio przyczepiło się ono do konstytucji Węgier. Jest znacznie gorzej niż w USA. No, bo czy Waszyngton ma zwyczaj regulować prawodawstwa stanowe?

Skrobać, spędzać, wysterylizować! Za Polskę! Za Austrię! Za Belgię! Za Bułgarię! Za Cypr! Za Czechy! Za Danię! Za Estonię! Za Finlandię! Za Francję! Za Grecję! Za Hiszpanię! Za Holandię! Za Irlandię! Za Litwę! Za Luksemburg! Za Łotwę! Za Maltę! Za Niemcy! Za Portugalię! Za Rumunię! Za Słowację! Za Słowenię! Za Szwecję! Za Węgry! Za Wielką Brytanię! Za Włochy! Gdy w grę wchodzi niezależność kraju, wszystkie inne wartości wydają się blednąć! Dwudziestka siódemka musi być wolna, choćby nie wiem co! Powstrzymać paneuropeizm! Dobre metody nie są złe! Vivat pełzające powstanie!


Natalia Julia Nowak,
17-19 stycznia 2012 r.



PS. Proszę, nie powołujcie się na nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI, bo tylko mnie rozśmieszycie. Ten pierwszy, istny obywatel świata i sympatyk UE, opowiadał się za budową New World Order. W serwisie YouTube.com znajduje się filmik, w którym Karol Wojtyła wyraźnie mówi “A New World Order, a civilisation of love, can be achieved” - “Nowy Porządek Świata, cywilizacja miłości, może zostać osiągnięty” (tytuł materiału: “Pope John Paul the 2nd New World Order Speech at Gandhis memorial”). Każdy może go obejrzeć.

Co do Benedykta XVI, zaapelował on o utworzenie Rządu Światowego, określonego eufemizmem “światowa władza publiczna” (patrz: Gosc.pl i Wprost.pl). Czymże jest NWO, NPŚ, RzŚ? Wizją państwa obejmującego całą Ziemię. Wizją globalnego supermocarstwa. Wizją ogólnoświatowego imperium. Wszystko w porządku, tylko kto nam obieca, że takie państwo nie wymknie się spod kontroli? Że zawsze będzie ono humanitarne i demokratyczne? Unia Europejska i jej klony (Unia Euroazjatycka, Unia Afrykańska etc) są wyraźnym wstępem do New World Order.

wtorek, 10 stycznia 2012

Czasem wolałabym żyć w pieprzonym peerelu!

Muzyczne motto:

“Mama się myli”

Mylene Farmer



Nie popieram komuny!

Zdradzę Wam coś, drodzy Czytelnicy. Mam nadzieję, że zostanę przez Was dobrze zrozumiana i że moje słowa nie obrócą się przeciwko mnie. Nie posądzajcie mnie o sympatię do socjalizmu czy komunizmu, gdyż nie jestem zwolenniczką tych ideologii. Mam poglądy patriotyczne, narodowe, niepodległościowe i antyglobalistyczne, a PZPR potępiam za okrucieństwo, fałszowanie historii i ograniczanie wolności słowa. Nienawidzę zbrodniarzy, takich jak Berman, Fejgin, Różański, Romkowski, Czaplicki, Światło, Brystygierowa czy Wolińska.

Współczuję ludziom, którzy mają takie doświadczenia jak bohaterowie filmów “Przesłuchanie”, “Generał Nil” i “Śmierć Rotmistrza Pileckiego” Ryszarda Bugajskiego. Przeklinam Lenina, Stalina, Berię i Mołotowa, gardzę Bierutem. Wiem o zdarzeniach z lat 1956, 1968, 1970, 1976 i 1981. Znam pojęcia “kolektywizacja wsi”, “bitwa o handel”, “dokręcanie śruby”, “tajny współpracownik”, “ścieżki zdrowia”, “kartki na mięso”, “operacja Dunaj“, “akcja Hiacynt“ i “więzienie na Rakowieckiej“. Czytałam lub słyszałam o działalności UB, SB, MO, WRON i GUKPPiW. Zdaję sobie sprawę z tego, co się wydarzyło w kopani “Wujek”.

Kojarzę postać Salomona Morela, Mieczysława Moczara i Czesława Kiszczaka. Jestem świadoma, na czym polegała praca dziennikarzy Polskiej Agencji Interpress. Spędziłam trochę czasu na oficjalnej stronie Instytutu Pamięci Narodowej. Potrafię opisać ubeckie metody tortur oraz powiedzieć coś o procesach pokazowych. Rozumiem genezę KOR-u i “Solidarności”. Mam pojęcie o tym, co się stało z ks. Jerzym Popiełuszką. No, ale do rzeczy. Czasem myślę, że wolałabym żyć w pieprzonym peerelu niż w naszym obecnym Systemie X. Powiem Wam, dlaczego.


Niegdyś państwo, dziś część federacji

Pierwszy powód jest taki, że wtedy - przed 1989 rokiem - byliśmy stuprocentowym państwem. Wprawdzie mieliśmy po sąsiedzku wielką i imperialistyczną federację, ale nigdy nie wchodziliśmy w jej skład. W tamtych czasach Polska stanowiła samodzielny organizm państwowy. Pewnie, że blisko związany ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich, ale bynajmniej nie wplątany w jego struktury. Dziś jest zupełnie inaczej. Nasz kraj nie jest już samodzielnym bytem politycznym, tylko częścią składową państwa związkowego, tzn. Unii Europejskiej. Zostaliśmy całkowicie i - być może - nieodwracalnie pozbawieni niepodległości. Potraktowano nas tak jak w roku 1795.


PRL miał formę i treść

Drugi powód, dla którego czasem wolałabym żyć w peerelu, jest taki, że tamten ustrój coś sobą reprezentował. Można dyskutować o tym, czy to “coś” było dobre, czy złe, słuszne, czy niesłuszne, korzystne, czy niekorzystne, mądre, czy głupie. Ale PRL był systemem ambitnym. Miał cel, do którego dążył, miał wartości, w które wierzył, miał ideologię, na której się opierał. Krótko mówiąc: miał pomysł na siebie. Polska Rzeczpospolita Ludowa posiadała swój styl, swój język, swój klimat i swoją symbolikę. Wychodziła do społeczeństwa z ustalonym przesłaniem.

Oczywiście, różnie z nią bywało. Raz była zamożniejsza, a raz biedniejsza, raz łagodniejsza, a raz brutalniejsza, raz spokojniejsza, a raz chaotyczniejsza. Jednak posiadała jakiś fundament i konkretny kształt, który na tym fundamencie był zbudowany. Prawdą jest, że PRL skrzywdził, upokorzył, skatował, a nawet zabił wielu Polaków (w tym Wielkich Bohaterów Narodowych). Ale z całą pewnością nie był nijaki. Odznaczał się pewną formą i treścią - lepszą lub gorszą.


“Bez serc, bez ducha…”

Nasza dzisiejsza rzeczywistość, czyli III Rzeczpospolita, jest zaś przezroczysta i bezbarwna. Ludzie, którzy stoją na jej czele, nie posiadają żadnego programu, żadnej idei, żadnej myśli przewodniej. Obecna władza, tak jak sama III RP, jest absolutnie bezpostaciowa i beztreściowa. Żyje ona z dnia na dzień, nie dążąc do żadnego celu i nie oczekując niczego od losu. Jest nihilistyczna, nie reprezentuje sobą zupełnie nic - nawet tego, co mogłoby się podobać tylko garstce obywateli. Trudno ją scharakteryzować, bo nie posiada ona skonkretyzowanej wizji świata ani ustalonej doktryny politycznej.

Bezpłciowość całego aktualnego systemu jest wręcz porażająca. Dzisiejsza rzeczywistość przypomina zgaszoną świecę, która stoi na stole dla samego stania. Nie ma nikogo, kto mógłby, chociaż na chwilę, rozpalić na niej płomień. “Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy” - te słowa Adama Mickiewicza są doskonałym podsumowaniem współczesnych realiów. Kiedyś było COŚ (chociaż, oczywiście, skrajnie kontrowersyjne). Dzisiaj jest NIC. Po prostu NIC. Nastał czas zatrważającej pustki i martwoty. Co z trzecią przyczyną, która sprawia, że czasem wolałabym żyć w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej niż w III RP?


W paszczy brukselskiego wilka

Brzmi ona następująco: wtedy istniały jeszcze resztki patriotyzmu. Ktoś może powiedzieć: “Jak to?! Przecież nasi politycy musieli być lojalni wobec Moskwy, a o Katyniu i Żołnierzach Wyklętych nie wolno było mówić! Poza tym, w instytucjach reżimowych zasiadało wiele osób cudzoziemskiego pochodzenia!”. Owszem, tak właśnie było. Faktem jest również to, że niektórzy ówcześni prominenci uważali ZSRR za swoją Ojczyznę i że mieliśmy w rządzie “pierwiastek sowiecki” w postaci Konstantego Rokossowskiego. To haniebne, bulwersujące i w ogóle mi się nie podoba. Ale, do biurwy przędzy, byliśmy wówczas państwem! Państwem! I wcale nie zamierzaliśmy tego zmieniać!

Teraz to już nawet państwem nie jesteśmy, albowiem nasza państwowość została zlikwidowana. Otrzymaliśmy nową tożsamość, zamieniliśmy się w część składową eurofederacji. Jeśli ktoś w to nie wierzy, to niech zwróci uwagę na fakt, że niektórzy polscy i zagraniczni politycy publicznie nazywają UE federacją. I to w czasie teraźniejszym (patrz: przemówienie Radosława Sikorskiego)! Ci politycy wcale nie kłamią, bo Unia nieoficjalnie jest państwem związkowym od dnia, w którym zaczął obowiązywać Traktat Lizboński (1 grudnia 2009 roku).

Spodziewam się, że w najbliższym czasie UE zostanie - już oficjalnie i jawnie - ogłoszona federacją. Prognozuję to na podstawie wypowiedzi unijnych dygnitarzy, którzy popierają pomysł utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. Herman van Rompuy nie bez kozery jest nazywany “prezydentem Unii Europejskiej” i “fanatycznym federalistą”. A Janusz Palikot - deklarujący, że najpierw czuje się Europejczykiem, później zaś Polakiem - wydaje się zwiastować przyszłą rzeczywistość. Euromoloch zniszczył naszą państwowość, więc możemy już tylko walczyć o utrzymanie swojej tożsamości narodowej.


Jasna strona propagandy sukcesu

Teraz będzie czwarta przyczyna mojej dziwnej tęsknoty. W pieprzonym peerelu panował zwyczaj, że gdy Polska odnosiła jakiś - nawet drobny - triumf, to był on maksymalnie nagłaśniany i przedstawiany jako powód do radości (propaganda sukcesu). Dziś mówi się prawie wyłącznie o porażkach i o tym, co jest z naszym krajem nie tak. Gdy dzieje się coś pozytywnego, natychmiast jest to zatruwane, opluwane lub umniejszane do granic możliwości. W mediach nie słyszy się nic dobrego o Polsce i Polakach - jest tylko krytyka, sarkazm i pogarda. To już nie te czasy, kiedy jakiś drobiażdżek mógł urosnąć do rangi dumy narodowej!


Bez okcydentalizmu

Przyczyna piąta. Przed 1989 rokiem polityka naszej Ojczyzny była prowschodnia, a nie prozachodnia. To bardzo piękne, bo Słowianie - z racji wspólnoty genetycznej, językowej i kulturowej - powinni się trzymać razem. Skandynawowie jakoś potrafią być ze sobą solidarni, co potwierdza fakt, że mają oni podobne flagi narodowe (ten sam wzór, tylko w różnych kolorach). Wschód to nasi słowiańscy półrodacy, Zachód - libertynizm i permisywizm. W dodatku, to na Zachodzie narodziła się Unia Europejska, która zamordowała naszą państwowość i zrobiła z nas kanton federacji.

Ale Zachód to również USA - pierwowzór UE, państwo kochające atakować słabszych od siebie i pragnące mieć władzę nad naszą planetą. Unijni i amerykańscy politycy otwarcie mówią o planach związanych z budową New World Order, czyli Nowego Porządku Świata (fragmenty ich przemówień są dostępne w serwisie YouTube.com). Dla niewtajemniczonych: NWO to wizja państwa obejmującego całą Ziemię. Może ono zostać stworzone poprzez scalenie różnych federacji i konfederacji. Wielu ludzi boi się, że gdyby takie państwo zamieniło się w totalitaryzm, to stanowiłoby pułapkę bez wyjścia. Z ogólnoświatowej dyktatury po prostu nie dałoby się uciec.


Pakt z diabłem

Stany Zjednoczone Ameryki są tworem bardzo starym. Unia Europejska również istnieje od dawna, chociaż kiedyś posługiwała się inną nazwą (EWG). Przed 1989 rokiem USA i UE, widocznie chcąc przejąć kontrolę nad Polską, zaczęły wspierać finansowo NSZZ “Solidarność”. Chodziło nie tylko o to, żeby obalić władzę stosującą przemoc i ograniczającą swobodę obywateli, ale także o to, żeby uzależnić naszą Ojczyznę od tych dwóch zachodnich tworów. Liderzy “Solidarności”, najwyraźniej bardzo zdesperowani, przyjmowali amerykańskie i unijne pieniądze. Po 1989 roku z przyjemnością wydali więc Polskę w ręce swoich “dobroczyńców“.

A Zachodowi właśnie o to chodziło. O to, żeby uczynić z naszego kraju kanton eurofederacji, niewolnika NATO i - może kiedyś - element New World Order. Sprzymierzenie się polskiej opozycji z zachodnimi mocarstwami to był pakt z diabłem! Szeregowi działacze “S” pewnie nie wiedzieli, w co się pakują, ale szefowie tej formacji musieli być poinformowani o wszystkich szczegółach! Kolejna sprawa: sojusznikiem “Solidarności” był też papież Jan Paweł II, autor słów “Nowy Porządek Świata, cywilizacja miłości, może zostać osiągnięty” (źródło: “Pope John Paul the 2nd New World Order Speech at Gandhi's memorial” - YouTube.com).


Peerele - jest ich wiele!

We współczesnym świecie funkcjonuje wiele państw takich jak PRL. Sytuacja, która panuje wewnątrz nich, zazwyczaj przedstawia się nieciekawie. Są to bowiem kraje autorytarne, dopuszczające się łamania praw człowieka i duszące wolność słowa. Często słyszy się o represjach, porwaniach, torturach lub nawet zbrodniach politycznych popełnianych na ich obszarze. Jednak te państwa, chociaż skomplikowane wewnętrznie, odwalają kawał dobrej roboty na arenie międzynarodowej. Otóż blokują (być może nieświadomie) budowę New World Order, będącego koncepcją globalnego supermocarstwa.

Wynika to z faktu, że surowe reżimy zazwyczaj nie chcą z nikim rozmawiać, gardzą kompromisem i integracją. Oczywiście, kraje niechętnie nastawione do NWO są surowo karane przez Zachód. Czasem militarnie, a czasem tylko gospodarczo. Atakowanie państw sprzeciwiających się Nowemu Porządkowi Świata zawsze odbywa się pod hasłem “niesienia demokracji” i “pomagania uciśnionemu ludowi”. Na szczęście, istnieje garstka państw demokratycznych, które potępiają ideę New World Order. Mam tu na myśli Szwajcarię i Norwegię. Te krainy strzegą swojej niezależności, chociaż wcale nie odgradzają się od świata.


Medal za Odwagę dla Szwajcarii i Norwegii!

Ponadto, łamią stereotyp, według którego poza Unią Europejską nie da się przetrwać. Naturalnie, można się czepiać wewnętrznej sytuacji Szwajcarii i Norwegii (tu klinika eutanazyjna Dignitas, tam feminizm i swoboda obyczajowa). Lecz postawa tych państw na arenie międzynarodowej sprawia, że chciałoby się im przyznać Medal za Odwagę. No, bo we współczesnych czasach suwerenność i życie na własny rachunek wymagają tupetu i samozaparcia. Niektórzy twierdzą, że proamerykański i proizraelski Anders Behring Breivik mógł być marionetką w rękach tych, którzy pragnęli ukarać Norwegię za blokowanie NWO.

Czy tak było w rzeczywistości? Nie wiem. Ja wierzę w oficjalną wersję wydarzeń, czyli w to, że terrorysta działał w pojedynkę. Nie ma żadnych dowodów na to, że ktoś nim manipulował. Argumenty, mające uzasadniać teorię o powiązaniu ABB z różnymi zagranicznymi siłami, wydają mi się naciągane. Z drugiej strony, czytałam, że idea Nowego Porządku Świata została wymyślona przez wolnomularzy. A Breivik przez jakiś czas należał do ruchu wolnomularskiego (proszę wpisać w Google hasło “Breivik mason” i znaleźć odpowiednie zdjęcie. Zachęcam również do lektury newsa “Masoni odcinają się od sprawcy masakry“ ze strony Tvn24.pl).


Kwestie społeczno-obyczajowe

Szósta przyczyna, dla której czasem wolałabym żyć w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej: w tamtych czasach ludzie byli inni. Nie wstydzili się polskości, nie byli kosmopolitami, nie wyśmiewali patriotów, nie lekceważyli ojczystej tradycji i kultury, nie uznawali suwerenności za rzecz zbędną. Mieli jakieś ideały, a wartości rodzinne były dla nich cenniejsze niż obecnie. Z tego, co słyszałam, wynika, że nawet dziewczęta bardziej się szanowały, a w szkołach nie było takiej patologii jak dziś. Czternastolatki nie grały w “słoneczko”, uczniowie nie pastwili się nad nauczycielami, związek małżeński nie był traktowany jako zabawa na kilka miesięcy lub lat. Wyuzdanie i zepsucie przyszły do nas po roku 1989 - z Zachodu, ma się rozumieć.

Znam pedagoga, który od ponad dwudziestu lat pracuje z młodymi ludźmi. Osoba, o której mowa, styka się w swojej pracy z różnymi dziećmi i nastolatkami: zdolnymi i niezdolnymi, szczęśliwymi i skrzywdzonymi, zdrowymi i chorymi, grzecznymi i niegrzecznymi. Według tej osoby, z roku na rok jest coraz więcej dzieciaków mających problemy szkolne, rodzinne, zdrowotne, nerwowe, psychiczne, psychologiczne. W zastraszającym tempie rośnie liczba małych epileptyków i alergików, pojawiają się coraz poważniejsze kłopoty wychowawcze. Nasilają się problemy znane od wielu lat, a do nich dochodzą nowe (np. cierpienie dzieci, których rodzice wyjechali za granicę i przestali się interesować rodziną). Zdaniem tego pedagoga, jeszcze nigdy nie było tak źle jak obecnie.


Większy krytycyzm i samodzielnie myślenie

W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej inny był również odbiór przekazów medialnych. Jestem studentką drugiego roku dziennikarstwa i wiem z wykładów, że kiedyś ludzie byli nieufni, próbowali czytać między wierszami oraz samodzielnie docierać do prawdy. Starali się logicznie rozumować i rozwijać swój intelekt. Obecnie uważają, że są wolni, więc nie myślą i łatwiej ulegają manipulacji. Wszelki krytycyzm umarł. A przecież media wcale nie są niezależne. Brak urzędu cenzorskiego naprawdę o niczym nie świadczy. Media są uzależnione od polityków, od wielkich koncernów, od reklamodawców etc.

Dziennikarze, jako ich pracownicy, także są zniewoleni. Często jest tak, że piszą pod czyjeś dyktando albo są skrępowani linią programową, wewnętrznym regulaminem redakcji bądź odgórnymi przepisami. Najgorzej jest w przypadku radia i telewizji. Ustawa o KRRiT nakłada na te media liczne oraz ściśle określone nakazy i zakazy dotyczące treści programów/audycji. W omawianej ustawie jest wyraźnie powiedziane, co media mają przymusowo nadawać, a czego pod żadnym pozorem nie wolno im emitować. Nieco więcej swobody mają pracownicy mediów drukowanych. Są oni objęci ustawą Prawo prasowe, która powstała w 1984 roku i obowiązuje - z niewielkimi zmianami - do dziś.


Bezpieczeństwo socjalne i gospodarka narodowa

Siódma przyczyna: w okresie peerelu nie było bezrobocia ani wykluczenia społecznego, gdyż państwo postawiło sobie za cel zapewnienie bytu każdemu obywatelowi. Wiem, że ten argument brzmi dosyć banalnie i przyziemnie. Ale wygląda on ciekawie w kontekście faktu, że dzisiaj trudno znaleźć pracę zarówno po zawodówce, jak i po studiach magisterskich. Uwaga: nie popieram socjalizmu, ponieważ ta ideologia opiera się na agresji (walce klas, rewolucji, równaniu w dół, nienawiści do indywidualizmu), nieracjonalnej gospodarce planowej oraz łamaniu człowieczego prawa do własności prywatnej.

Skłaniam się raczej ku solidaryzmowi społecznemu i umiarkowanemu państwu opiekuńczemu, czyli tak zwanemu welfare state. Ciekawe, że te kraje, które wybrały ideę welfare state, najmniej ucierpiały z powodu aktualnego kryzysu ekonomicznego (inna sprawa, że Szwecja to rodzaj złotej klatki. Blask i dobrobyt, tylko wolności brak). Prawo Murphy’ego: “Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie”. Ósma przyczyna, o której pragnę napisać: w minionej epoce Polska posiadała swój majątek narodowy. Nasze państwo było obdarzone własną, rodzimą gospodarką. Polacy pracowali na rzecz Polski, a nie na rzecz obcego (np. niemieckiego, francuskiego, brytyjskiego, amerykańskiego) kapitału.


Złoty wiek kultury

Dziewiąta przyczyna: w peerelu kultura, sztuka, literatura, telewizja i kino stały na wyższym poziomie. Pewnie wynikało z to faktu, że te dziedziny ludzkiej działalności nie były zamerykanizowane i nie miały charakteru czysto komercyjnego. W ówczesnej popkulturze trafiały się utwory wysławiające polskość i nieodnoszące się w żaden sposób do polityki. We współczesnym radiu nie usłyszmy już popowych piosenek zawierających frazy typu “rodzinne, znane strony”, “cały kraj nas prosił oddać wam ukłony”, “płatek śniegu zakopiańskiej, białej zimy”, “pokłonimy się polskimi melodiami” czy “od Szczecina do stolicy rozśpiewani rówieśnicy”.

A tak właśnie śpiewał megapopularny girlsband Filipinki (1959-1974). Zwróćmy jeszcze uwagę na środki językowe. W przeszłości, czyli przed 1989 rokiem, teksty utworów muzycznych były pisane staranną i estetyczną polszczyzną. Dzisiejsze teksty pozostawiają zaś wiele do życzenia. Jeśli chodzi o TV, to w dobranockach i serialach dla dzieci było zdecydowanie mniej przemocy (niegdyś emitowano bajki, dziś emituje się napierdalanki). Z pewnością miało to wpływ na codzienne funkcjonowanie najmłodszych Polek i Polaków.


Laicyzm, gomułkowszczyzna, zdrowie

Dziesiąta przyczyna: Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem świeckim. Promowano wówczas ateizm, laickość i - jakże bliski mojemu sercu - filozoficzny materializm. W miejscach publicznych nie było krzyży, zatem nikogo nie kłuły one w oczy. Proszę mi wybaczyć, ale mnie ten symbol kojarzy się Krakowskim Przedmieściem, Lechem Kaczyńskim i Traktatem Lizbońskim. Ha! Założę się, że takich ludzi jak ja jest w naszej Ojczyźnie wielu! Jedenasta przyczyna: Władysław “Wiesław” Gomułka miał w sobie coś z patrioty, a nawet narodowca (“odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne“). Na szczęście, nie był on aż tak skrajny jak jego kumpel Moczar, ten od wypędzania Żydów.

Dwunasta przyczyna: w minionej epoce była zdrowsza, mniej nafaszerowana chemikaliami żywność, a o Genetycznie Modyfikowanych Organizmach nikt jeszcze nie słyszał. Jakby tego było mało, nikomu nie zabraniano korzystania z leków ziołowych. Cytat ze strony Zmianynaziemi.pl: “W państwach należących do Unii Europejskiej wprowadzono restrykcyjne prawo delegalizujące setki naturalnych ziół leczniczych używanych na naszym kontynencie od pokoleń”. Peerel opierał się na gospodarce centralnie planowanej, ale chyba nigdy nie wydał tak absurdalnego i niebezpiecznego zarządzenia!


Te refleksje dojrzewały półtora roku

Ktoś mógłby powiedzieć, że niniejszy artykuł jest dosyć dziwny i zaskakujący. Mógłby stwierdzić, że ja, jego autorka, wyskoczyłam jak filip z konopi. Ale tak się składa, że refleksje wyrażone w tym tekście dojrzewały we mnie bardzo długo - jakieś półtora roku. Dopiero teraz odważyłam się ubrać je w słowa i zaprezentować światu. Nie jestem zwolenniczką komunizmu. Założenia tej ideologii znam bardzo powierzchownie i jakoś nie mam ochoty ich zgłębiać (jak już wspomniałam, opowiadam się za umiarkowanym państwem opiekuńczym - welfare state). Jednak są takie chwile, kiedy myślę, że lepiej czułabym się jako obywatelka poprzedniego ustroju politycznego.

Parafrazując pewien znany cytat: “Stary człowieku! Jeśli młoda osoba czuje się rozczarowana współczesnością i pisze, że czasem wolałaby żyć w peerelu, to już wiedz, że jest źle!”. Co bym robiła w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej? Żyłabym. Pisałabym artykuły i wiersze, w których wyrażałabym swoje uczucia do Ameryki i EWG (UE). Od czasu do czasu denerwowałabym się na osoby, robiące - za pieniądze niesławnego CIA - zamieszanie we własnym kraju. I słuchałabym Filipinek. Co się tyczy III RP, mogę jej zadedykować słowa z piosenki Mylene Farmer: “Zwracam ci twoją miłość”. Jestem przerażona aktualną sytuacją Polski i porównuję ją z zasłyszanymi opowieściami o peerelu.


Natalia Julia Nowak,
7-10 stycznia 2012 r.



PS. Unia Europejska (dawna EWG) od samego początku była pomyślana jako federacja, czyli państwo związkowe. “W Europie Zachodniej dojrzewały koncepcje integracyjne. Pod koniec 1953 r. omawiano projekt wspólnoty gospodarczej, politycznej i wojskowej, której celem miały być przyszłe Stany Zjednoczone Europy“ - Wojciech Roszkowski, “Historia Polski 1914-2000“, PWN, Warszawa 2001.

środa, 4 stycznia 2012

UE. Jak szkodzi i czym grozi?

Motto nr 1:

“Wszystkie sprawy szlag trafia jednocześnie”

Prawo Murphy'ego



Motto nr 2:

“Chodźcie zobaczyć, jak świat idzie do diabła!”

Fałszywa Maria z “Metropolis”
(filmu Fritza Langa)




Okrutnie jak w bajce

W Unii Europejskiej szaleje kryzys ekonomiczny, o jakim nikomu wcześniej się nie śniło. Kraje, które niegdyś były zamożne i kwitnące, zmagają się dzisiaj z niedostatkiem i bezrobociem. Coraz większa bieda, beznadzieja, frustracja i nienawiść ciągną za sobą przerażające skutki. Młodzi, wypełnieni gniewem ludzie wychodzą na ulice, co niekiedy prowadzi do zamieszek oraz starć z policją (Londyn, Madryt, Rzym, Ateny, Warszawa).

W Grecji panuje sytuacja rodem z baśni o Jasiu i Małgosi: rodzice wyrzucają swoje dzieci z domów lub oddają je do przytułków, ponieważ nie mają środków na ich utrzymanie (źródło - Niezalezna.pl). Z Portugalii uciekło ponad 5 milionów obywateli, a to prawie połowa tego zachodniego narodu (Wyborcza.biz). Włochy, jeszcze do niedawna opływające w dostatki, stoją obecnie na skraju bankructwa (Presseurop.eu).


Obraz nędzy i rozpaczy

Euro nie jest już silną i pewną walutą - przeciwnie, chyli się ono ku upadkowi. Podatki i ceny idą w górę, rządy zabierają coraz więcej pieniędzy z kieszeni ubogiego ludu. Na Węgrzech stawka VAT wynosi aż 27% (Tvp.info). W Bułgarii mają miejsce dramatyczne i stale rozszerzające się protesty (Rmf24.pl). W Belgii strajkują pracownicy sektora publicznego, co prowadzi do dezintegracji całego życia społecznego (Forsal.pl). Hiszpania cierpi z powodu spadku Produktu Krajowego Brutto (Biznes.interia.pl).

Irlandia, w ramach oszczędności, zamknęła swoje ambasady w Watykanie i Iranie (Finanse.wp.pl). Polski złoty jest najsłabszą walutą na Ziemi, a inflacja w Ojczyźnie Sienkiewicza osiągnęła poziom 4,8% (Forsal.pl). Krótko mówiąc: obraz UE jest obrazem nędzy i rozpaczy. Do tego dochodzi groźba federalizacji tego tworu, czyli przekształcenia go w państwo związkowe, składające się z niegdysiejszych Wolnych Ojczyzn.


Kto nie wsiadł na pokład Titanica?

Unia Europejska bywa czasem nazywana “Europą”, ale trzeba pamiętać, że Europa to nie tylko brukselszczyzna. Poza Unią wciąż znajduje się kilka krajów Starego Kontynentu. Co ciekawe, radzą sobie one bardzo dobrze. Ponieważ nie należą do UE, nie są z nią nierozerwalnie związane i nie idą razem z nią na dno. Szwajcaria, Norwegia, Turcja - oto państwa, które są wolne od Unii i jej narastających problemów. Sytuacja w tych krajach jest stabilna, a przynajmniej stabilniejsza od unijnej.

Portal Przewodnik.onet.pl określił Norwegię jako najszczęśliwszy kraj na Ziemi, a serwis Wprost.pl wywróżył Turcji, że do 2023 roku stanie się ona jedną z najpotężniejszych gospodarek świata. Dawne Imperium Osmańskie nie waha się “wojować” z możną Francją, zaś Królestwo Norwegii pomaga dogorywającej strefie euro. Jeśli chodzi o franka szwajcarskiego, to ma on coraz większe znaczenie dla osób spoza Szwajcarii.


Ekonomiczna Buka

Nie da się ukryć, że to brak przynależności do UE ocalił te urocze krainy przed recesją, regresją, ubóstwem i utratą suwerenności. Nic więc dziwnego, że ich mieszkańcy mówią “NIE” wejściu na tonący, brukselski statek. Jak podaje strona Fredrikstad.pl, w Norwegii aż 79,8% (w zaokrągleniu 80%) ludności woli się trzymać z daleka od Stanów Zjednoczonych Europy. Wniosek jest prosty: dobrze pozostawać poza Unią. Ludziom z państw członkowskich żyłoby się znacznie lepiej, gdyby ich kraje nigdy nie wpadły do Eurokotła.

A najlepiej byłoby, gdyby Unia Europejska i euroland w ogóle się nie narodziły. Śmieszny, oparty na globalistycznej ideologii domek z kart musiało w końcu coś pierdyknąć. Którym światem jest teraz UE? Bo na pewno nie pierwszym! Brukselskie domino przewróciło się na zasadzie reakcji łańcuchowej (w takim układzie wystarczy, że jeden element runie, a od razu upadają wszystkie pozostałe). Przez wolne ziemie szwajcarskie, norweskie i tureckie ekonomiczna Buka nie przeszła - i chwała jej za to.


Piękne i niezależne

Co do Turcji, wcale nie jest ona czysta jak łza. Kiedyś Kraina Ataturka chciała wstąpić do Zjednoczonej Europy, jednak ta okazała się zbyt ksenofobiczna, żeby przyjąć jej propozycję. Republika Turcji została uratowana przez przypadek - miała więcej szczęścia niż rozumu. Ale Szwajcaria i Norwegia są swobodne na własne życzenie. W czasach, gdy UE była potęgą gospodarczą, te dwa kraje wolały strzec swojej niezależności niż ulec pokusie dołączenia do Unii. Świat się śmiał: “Jak można być w Europie, spełniać standardy unijne i nie chcieć się zintegrować?”. No cóż… Ten się śmieje, kto się śmieje ostatni!

Ci, którzy byli patriotami, są dziś nagradzani przez los, a ci, którzy sprzedali swoje ojczyzny Brukseli, są surowo karani. Miłość do własnego państwa przynosi bogactwo i radość, kosmopolityzm - biedę i zgryzotę. Sprawiedliwość dziejowa, ot co! Można sobie wyobrażać, że to Weles (bóg przysiąg, magii, podziemi, ognia, bydła i dóbr materialnych) mści się na tych, którzy przyrzekali swoim krajom wierność, lecz nie dotrzymali słowa. Szwajcarzy i Norwegowie się szanowali, toteż dzisiaj górują nad schorowanymi Stanami Zjednoczonymi Europy. Hehehe, gdybym mieszkała w Szwajcarii, Norwegii lub Turcji, to bym się śmiała z Unii do rozpuku! Jeszcze głośniej brechtałabym się, gdybym była Chinką albo Rosjanką!


Dlaczego UE jest tak niebezpieczna?

Unia Europejska nie jest jedyną unią na naszej planecie. Oprócz niej, funkcjonują: Unia Afrykańska, Unia Narodów Południowoamerykańskich itp. Na Wschodzie rodzi się zaś Unia Euroazjatycka. Państwa ciągle się integrują, więc niewykluczone, że kiedyś zostaną na Ziemi same unie, federacje i konfederacje. W odległej przyszłości te twory mogą się ze sobą połączyć, tworząc jedno, wielkie, ogólnoświatowe supermocarstwo.

Wiele osób twierdzi, że taki scenariusz byłby dla ludzkości korzystny. Uważają one, że gdyby na naszej planecie istniał jeden kraj i jeden naród, to już nigdy nie byłoby wojen i panowałaby powszechna szczęśliwość. No dobrze, ale na czele takiego globalnego państwa z pewnością staliby politycy. Jak powszechnie wiadomo, władza deprawuje - przywódcy często bywają nieuczciwi, a nawet okrutni. Co by było, gdyby dobra passa obywateli nagle się skończyła? Co by było, gdyby mocarstwo, obejmujące całą Ziemię, zamieniło się w totalitaryzm?

Nie można by było uciec za granicę! Z despotycznego państwa narodowego da się zbiec, co potwierdzą uchodźcy z Korei Północnej. Lecz gdyby despotia miała zasięg ogólnoświatowy, to człowiek po prostu nie miałby dokąd zwiać. Bardzo trudne lub wręcz niemożliwe byłoby też obalenie takiego systemu. Niektórzy sądzą, że politycy (zwłaszcza ci stojący na czele wielkich państw i organizacji międzynarodowych) dążą do takiego stanu rzeczy. Wizja świata jako globalnej dyktatury, z której nie ma drogi ucieczki, doczekała się już specjalnej nazwy. Brzmi ona New World Order - Nowy Porządek Świata.

Jeśli prześledzimy procesy globalizacyjne, zachodzące na naszej planecie, to dojdziemy do wniosku, że rzeczywistość zmierza właśnie w kierunku NWO. Istnieje pogląd, według którego z Nowego Porządku Świata zniknie indywidualizm i różnorodność, tzn. wszyscy ludzie będą tacy sami. To przekonanie jest inspirowane faktem, że politycy (oraz czwarta władza, czyli media) promują ideologie polegające na zacieraniu różnic między narodami, płciami, religiami, kulturami, cywilizacjami itd.


Pytania retoryczne, acz prowokacyjne

Czy to nie dziwne, że Lech Kaczyński zginął równe pół roku po podpisaniu Traktatu Lizbońskiego (10 października 2009 - 10 kwietnia 2010)? Czy to nie dziwne, że od momentu ratyfikacji TL partię Prawo i Sprawiedliwość prześladuje pech (katastrofa smoleńska, zbrodnia łódzka, awaria pociągu we Włoszech, klęska w wyborach prezydenckich i parlamentarnych, spadek poparcia społecznego, konflikty wewnątrzpartyjne, powstanie PJN i SP, wojna o krzyż, depresja Prezesa, śmierć jego ukochanego kota)? Czy to nie dziwne, że Julia Tymoszenko, która chciała wydać Ukrainę w ręce Brukseli, jest dzisiaj tak nieszczęśliwa?

Czy to nie dziwne, że białoruskim opozycjonistom, pragnącym anektować Białoruś do Unii Europejskiej, żyje się tak ciężko? Czy to nie dziwne, że w sierpniu 2011 roku Jerzy Buzek miał wypadek samochodowy? Czy to nie dziwne, że we wrześniu 2011 wszystkie budynki Parlamentu Europejskiego zostały ewakuowane ze względu na jakąś awarię (wydarzyło się to akurat wtedy, kiedy eurodeputowani mieli dyskutować o zacieśnieniu współpracy gospodarczej, czyli o federalizacji UE. Źródło: Rp.pl).


Zakończenie

Można odnieść wrażenie, że ch… strzelił wszystko, co ma jakiś związek z Euromolochem. Dunder go świsnął. Koń go kopytem trzasnął. Cholera jasna go wzięła. Ale nie zmienia to faktu, że Unia Europejska nadal istnieje i że może być groźna w bliższej lub dalszej przyszłości. UE jest konstrukcją globalistyczną, a globalizacja to zło samo w sobie. Gdyby świat się zjednoczył, tworząc globalne superpaństwo, to takie państwo - po przekształceniu się w totalitaryzm - byłoby pułapką bez wyjścia. Jak już napisałam, z ogólnoświatowej despotii nikt nie mógłby zbiec. No, bo czy w świecie bez granic ucieczka za granicę jest realna?

Kolejna sprawa: co by było, gdyby globalne supermocarstwo pogrążyło się w kryzysie gospodarczym (takim jak obecny albo jeszcze straszniejszym)? Nie byłoby już takich oaz jak Szwajcaria, Norwegia czy Turcja! Człowiek nie mógłby szukać pracy w innym kraju! Drodzy Czytelnicy, nie wolno być krótkowzrocznym, trzeba umieć dostrzegać zarówno zalety, jak i wady pewnych procesów dziejowych. Musimy się nauczyć przewidywania możliwych konsekwencji różnych zjawisk. Łączenie się ojczyzn w unie, a unii w jeszcze większe unie, to pierwszy krok do New World Order.

Globaliści i kosmopolici pragną państwa obejmującego całą Ziemię, ale kto nam zagwarantuje, że w tym państwie będą respektowane prawa człowieka? Nasza planeta pamięta wiele totalitaryzmów, jednak zawsze były one państwami narodowymi lub federacjami o ograniczonym zasięgu. Dyktatura globalna, przed którą ostrzegam, to coś zupełnie innego. Tu nie chodzi tylko o patriotyzm, ale także o wolność i bezpieczeństwo szarego obywatela.


Pozdrawiam serdecznie!


Natalia Julia Nowak,
1-4 stycznia 2012 r.



PS. Chorwacjo! Chorwacjo moja droga! A czegóż Ty szukasz w Unii Europejskiej? Czy zgubiłaś się na rozstaju dróg? Czy Ci życie w Wolnym Świecie niemiłe? Kochana! Współczuję Ci, bo oddajesz się w ramiona czegoś, co może Cię tylko skrzywdzić! Nie będziesz szczęśliwa w Stanach Zjednoczonych Europy! Oj, nie! A może Ty tak kochasz UE, że chcesz pójść za nią w ogień? Miła moja! Jeszcze zapłaczesz nad swoją dolą!

PS 2. Islandia też coś przebąkiwała o wejściu do Unii, ale teraz chyba poszła po rozum do głowy i zrezygnowała z tego masochistycznego pomysłu. Oto interesujący cytat ze strony Forbes.pl: “Obecnie, w związku z problemami UE, Islandczycy zastanawiają się, czy wiązanie się z krajami Unii rzeczywiście będzie dla nich pomocne – podkreśla CanadianBusiness.com. Stąd też pojawiły się pomysły grupy ekonomistów na ‘plan B‘, który właśnie zawiera propozycje przejścia na kanadyjskiego dolara”. Cóż, wprowadzenie we własnym kraju kanadyjskiego dolara jest lepsze niż wpadnięcie do paszczy eurokreatury!

PS 3. Jasnowidz Krzysztof Jackowski przewiduje, że w pierwszej połowie 2012 roku nastąpi zgon UE. Wspaniale by było, gdyby ta przepowiednia się spełniła, bo trzeba wreszcie rozebrać tę rozsypującą się ruderę. Unia kona w męczarniach, zatem przydałaby jej się eutanazja!