środa, 18 stycznia 2012

Zamiast konika i szabelki

Skąd się wzięli Bohaterowie Narodowi?

My, patrioci, mamy to do siebie, że kochamy naszych Bohaterów Narodowych i stawiamy ich za wzór do naśladowania dla wszystkich Polaków. Wypadałoby jednak odpowiedzieć sobie na pytanie: czy jesteśmy w pełni świadomi, jak to się stało, że czczeni przez nas ludzie zostali Bohaterami? Jeśli dokładnie prześledzimy losy naszych Herosów, to dojdziemy do wniosku, że wcale nie byli oni czyści jak łza. Osoby, którym składamy hołd i które cenimy za odwagę, działały w czasie rozmaitych wojen, powstań i kryzysów politycznych. Wiele z nich musiało dokonywać czynów, które w czasie wolności i pokoju uchodziłyby za co najmniej niemoralne.


Zabójstwa, kradzieże i oszustwa

Bohaterowie Narodowi, walczący za Ojczyznę, musieli czasem zabijać (najeźdźców, zaborców, okupantów, zdrajców, kolaborantów, szmalcowników), kraść (broń, amunicję, żywność, lekarstwa, papiery z ważnymi informacjami), oszukiwać (wprowadzać w błąd obcych żołnierzy, posługiwać się fałszywymi danymi, fabrykować dokumenty, składać nieprawdziwe zeznania) i tak dalej. Nie ulega wątpliwości, że w normalnym momencie dziejowym takie uczynki byłyby uznawane za nieetyczne i bezprawne. Jednak w tamtych warunkach - wyjątkowo ciężkich i groźnych - tego typu postępki były jak najbardziej usprawiedliwione. Zabójstwa, kradzieże i oszustwa miały wówczas charakter słusznych decyzji. Darowanie życia, uczciwość i wierność prawdzie byłyby zaś niemoralne i godne potępienia. Dlaczego jest tak, a nie inaczej?


Moralność czasów zwykłych
i moralność czasów szczególnych


Otóż dlatego, że istnieją we wszechświecie dwa rodzaje moralności: moralność czasów zwykłych i moralność czasów szczególnych. Gdy los obdarza nas wolnością i pokojem, wszystko znajduje się na właściwym miejscu: dobro jest dobrem, zło jest złem, biel jest bielą, a czerń jest czernią. Ale gdy nadchodzą ponure, niebezpieczne czasy, realia odwracają się do góry nogami. Dobro zaczyna być złem, zło zaczyna być dobrem, biel zamienia się w czerń, a czerń zamienia się w biel. Prawem, obowiązującym istoty ludzkie, staje się etyka przeciwna do tej z lepszego okresu. Wartości ulegają przewartościowaniu, rzeczywistość upodabnia się do zdjęcia oglądanego w negatywie. Cnota przeobraża się w występek, podłość przyjmuje postać szlachetności, niesprawiedliwość zaczyna pełnić funkcję sprawiedliwości.


Stany Zjednoczone Europy

W jakich czasach my egzystujemy? Dwa lata temu, kiedy wszedł w życie Traktat z Lizbony, Rzeczpospolita Polska została pozbawiona swojej państwowości. Unia Europejska uległa federalizacji, co mogą potwierdzić politycy, którzy przedstawiają eurofederację jako fakt dokonany (Radosław “Radek“ Sikorski). Federacja nie jest odmianą organizacji międzynarodowej, tylko najzwyklejszym w świecie państwem związkowym, takim jak USA, Indie, Meksyk czy nieistniejący już ZSRR. Od 1 grudnia 2009 roku Euromoloch jest pełnoprawnym państwem.

A Polska? Ona państwem już nie jest. Przeciwnie, stanowi jeden z dwudziestu siedmiu elementów wielkiego organizmu federacyjnego. Zrobiono z niej część składową innego państwa - stan w Stanach Zjednoczonych Europy albo emirat w Zjednoczonych Emiratach Europejskich. Pisałam o tym już wielokrotnie, w takich tekstach jak “Czasem wolałabym żyć w pieprzonym peerelu!”, “UE. Jak szkodzi i czym grozi?”, “W sprawie federalizacji UE”, “Rok 2012 - eutanazja dla świata” czy “2012 - Apokalipsa lub New World Order”. I będę pisać dalej, żeby otworzyć oczy jak największej liczbie ludzi.


1138 - 1795 - 1939 - 2009

Utrata państwowości to wydarzenie przerażające i rzadko spotykane. Coś takiego zdarza się raz na kilkadziesiąt lub kilkaset lat. Kiedy ostatnio okradziono nas z własnej Ojczyzny? W 1939 roku, gdy jeden kawałek Polski został przyłączony do III Rzeszy, a drugi do Związku Radzieckiego. A jeszcze wcześniej? W roku 1795, kiedy to miał miejsce trzeci rozbiór naszego kraju. Można zaryzykować stwierdzenie, że upadkiem Polski było także rozbicie dzielnicowe - rozdrobnienie feudalne zapoczątkowane w 1138 roku.

Jeśli nasza Ojczyzna narodziła się w roku 966, to przez te 1046 lat traciła swoją państwowość “tylko” cztery razy! Jak widać, tragedia z 1 grudnia 2009 roku, o której przesądziło podpisanie Traktatu Lizbońskiego przez PiS-owca Lecha Kaczyńskiego, to zjawisko szokujące i niecodzienne. Coś, czego prawdziwy polski patriota nie jest w stanie przełknąć. Coś, nad czym nie da się przejść do porządku dziennego. Coś, czego nie można uznać za kolejne błahe zdarzenie polityczne. Coś, co powinno leżeć na sercu i głęboko niepokoić.


Prostowanie fałd mózgowych

Kiedy chodziłam do szkoły podstawowej, Polska była dopiero na etapie wstępowania do UE. Pamiętam, że już wtedy indoktrynowano mnie i innych uczniów w zakresie “integracji” europejskiej. Wmawiano nam, że akcesja do UE to jedyne słuszne wyjście i że powinniśmy się cieszyć ze zbliżenia z tym (nowo)tworem. Nie wiem, jak wygląda edukacja współczesnych dzieci, ale mam wrażenie, że pierze im się mózgi jeszcze nachalniej niż mojemu pokoleniu. Można więc sobie wyobrażać, jak straszna będzie indoktrynacja za kilka lat, kiedy dojrzałość szkolną osiągną chłopcy i dziewczynki urodzeni już po ratyfikacji Traktatu z Lizbony.

Dorośli będą im wmawiać, że najpierw jest się Europejczykiem, a dopiero potem Polakiem. Uczniowie usłyszą, i to niejednokrotnie, że idee patriotyczne są już przestarzałe i że nie należy im hołdować. Skąd o tym wiem? Stąd, że już teraz istnieją ludzie (także parlamentarzyści - palikocięta), którzy głoszą prymat tożsamości europejskiej nad tożsamością polską. Czy takie osoby wychowują lub wychowywałyby swoje pociechy w duchu miłości do Ojczyzny? Oczywiście, że nie! Zamiast tego, robią lub robiłyby ze swojej dziatwy nienasyconych polakożerców!


Antypatriotyzm w rodzinie

Ktoś może powiedzieć, że intensywna indoktrynacja przyszłych pokoleń wcale nie będzie problemem, ponieważ milusińscy dowiedzą się o wartości Polski w rodzinnym domu. W czasach zaborów to krewni, a nie instytucje oświatowe, uczyli małych Polaków języka polskiego i poszanowania naszej kultury. W okresie peerelu dowiadywano się o Katyniu od osób najbliższych, nie zaś od nauczycieli czy wychowawców. No dobrze, ale co z dziećmi, które mają rodziców-antypatriotów?

Ci chłopcy i dziewczęta nie nauczą się miłowania Ojczyzny ani w domu, ani w szkole, ani na podwórku. Nie przeczytają o nim w komiksach, nie zobaczą go w kreskówkach, nie usłyszą o nim w popularnych piosenkach. Takie dzieci wyrosną na zwykłych ignorantów lub wręcz na wrogów polskości. Jeśli chodzi o synów i córki unijnych prominentów, to będzie z nimi jeszcze gorzej. Można się spodziewać, że zostaną oni radykalnymi eurofederalistami i będą działać na niekorzyść swojego narodu.

Nie łudźmy się: nepotyzm był, jest i zawsze będzie. Doświadczenie życiowe pokazuje, że krewni polityków bardzo często robią karierę polityczną, biznesową, medialną, artystyczną, naukową lub inną. Dzieciaki wychowywane w antypatriotycznych rodzinach są groźne niczym bomba zegarowa. Heh, kiedy o nich myślę, przypomina mi się fragment powieści “Rok 1984” Orwella (wzmianka o “tygrysiątkach, które kiedyś wyrosną na ludojady”). A także cytat z utworu zespołu Bajm (“Urodziłeś się winnym, choć niewinną masz jeszcze twarz”).


Eugenika zamiast konika.
Nie szabelka, lecz pigułka niewielka.


I teraz dochodzimy do sedna sprawy. Jeśli mamy kosmopolityczną parę, o której wiadomo, że nie będzie wychowywać swojego brzdąca w duchu miłości do Ojczyzny… Jeśli wiemy, że gdyby ta para spłodziła potomka, to mógłby on wyrosnąć na gnębiciela Polski i Polaków… Jeśli jesteśmy świadomi, że tacy ludzie przekazaliby swojemu synowi lub swojej córce antypatriotyczne memy… Jeśli przypuszczamy, że antypolski ojciec i antypolska matka zarażą swego berbecia wirusem antypolonizmu… To lepiej, żeby w ogóle nie doczekali się oni bachora!!!

Kochani, nigdy nie byłam zwolenniczką eugeniki, lecz gdy przychodzą “czasy szczególne” i polskość zostaje zagrożona, zaczynam patrzeć na świat inaczej niż w normalnych okolicznościach. W interesie polskich patriotów leży to, aby przeciwników niepodległości było jak najmniej, a nie jak najwięcej. Polska już straciła swoją państwowość - teraz toczy się bój o utrzymanie tożsamości narodowej Polaków. A nic tak nie zagraża polskości jak stale zwiększająca się liczba kosmopolitów. Ocknijcie się i zobaczcie, że we współczesnych czasach coraz więcej rodziców rezygnuje z uwrażliwiania swoich dzieci na sprawy publiczne!


Nie ogniem i nie mieczem

W minionych wiekach, na przykład w czasach Skrzetuskiego i Zagłoby, społecznie akceptowaną formą walki było siekanie wrogów szablą. Dzisiaj rzeczą powszechnie tolerowaną jest antykoncepcja i aborcja (analogia nieprzypadkowa, bo to drugie również bywa krwawe i drastyczne). Ludzie, którzy żyli w epoce baroku, byli zmuszeni posługiwać się metodami barokowymi. My żyjemy w okresie postmodernizmu, toteż jesteśmy skazani na metody postmodernistyczne.

Od czternastego roku życia pisałam i mówiłam o tym, jak okrutne i nieludzkie jest mordowanie nienarodzonych dzieci. Jednak teraz, po utracie suwerenności, muszę przyznać, że nadeszły “czasy szczególne” i że trzeba dostosować do nich swój światopogląd. Lepiej, żeby dziecko w ogóle się nie urodziło niż żeby zostało wytresowane na drugiego Nikołaja Nowosilcowa (aluzja do trzeciej części “Dziadów“ Mickiewicza).

Wiem, że istota ludzka, jej godność i prawo do życia są niezwykle ważne. Ale jeszcze ważniejsza jest swoboda ojczystej ziemi. Bohaterowie Narodowi, o których pisałam na początku artykułu, często stawali się ofiarami konfliktu tragicznego: musieli wybierać między interesem Polski a innymi wartościami. Ich bohaterstwo polegało jednak na tym, że ostatecznie wybierali dobro swojego kraju. Nasi Herosi z pewnością przeżywali wiele etycznych rozterek. Jestem przekonana, że nie było im łatwo dokonywać - w imię państwa i narodu - dwuznacznych moralnie czynów.

Ale robili to, co do nich należało, ponieważ w ich hierarchii wartości Ojczyzna stała wyżej niż tzw. spokój ducha. Polska okazywała się dla nich istotniejsza od rodziny, od bogactwa, od wygody, od władzy i od czystego sumienia. Nie ma w tym nic dziwnego, bo gdyby postępowali inaczej, to nie byliby Bohaterami Narodowymi. My, patrioci, czcimy swoje Autorytety właśnie dlatego, że potrafiły one porzucić wszystko i całkowicie się poświęcić słusznej sprawie.


Droga wolna!

Po co zabraniać kosmopolitom, globalistom i eurofederalistom antykoncepcji oraz aborcji? Żeby móc się nazywać prawym człowiekiem? Heh, trudno być prawym w sytuacji, gdy otaczająca nas rzeczywistość jest zdegenerowana i nie rokuje żadnych szans na poprawę! Epoka, w której żyjemy, jest tak mroczna i brutalna, że jeśli chcemy przetrwać, to sami musimy stać się mroczni i brutalni. Dlaczego mielibyśmy użalać się nad losem dzieci naszych antagonistów?

Czyż nie powinniśmy stać z założonymi rękami i patrzeć (nie bez pewnej satysfakcji), jak przeciwnicy niepodległości sami się wytracają? Co nam, entuzjastom suwerenności, zależy na synach i córkach antypolskich osobników?! Jeśli kosmopolici, globaliści i eurofederaliści pragną ograniczyć liczebność swojej populacji, to droga wolna! Powiedziałabym nawet, że ich eugeniczne posunięcia są nam, patriotom, na rękę. Nie chcą się rozmnażać? I dobrze! O wiele gorzej byłoby, gdyby mnożyli się jak króliki!

Nie widzę powodu, żeby płakać po maluchach, które zostałyby wychowane w duchu kosmopolitycznym i wyrosłyby na niszczycieli resztek polskości (ewentualnie na naszych oprawców). Tym bardziej, że plama na honorze jest większym nieszczęściem niż kopnięcie w kalendarz. Ech, to naprawdę piękne, że polonofobia często idzie w parze z poparciem dla aborcji i antykoncepcji. Dzięki temu połączeniu, wrogowie polskości nie przekażą swoich memów przyszłym generacjom!


Chodzi nie tylko o Polskę

W zmaganiach z Unią Europejską stawką jest nie tylko Polska, ale również dwadzieścia sześć innych krajów. Nie wiem, czy kiedykolwiek wcześniej istniała konieczność ratowania tylu ojczyzn naraz. Gdy zaczął obowiązywać Traktat Lizboński, niemal wszystkie europejskie państwa straciły swoje prawo do samostanowienia. Jest to sytuacja szczególna, zatem formy samoobrony także powinny być szczególne.

W większości zakątków Stanów Zjednoczonych Europy istnieje szeroki dostęp do antykoncepcji i aborcji. Skoro te środki są legalne, to dlaczego nie mielibyśmy ich wykorzystywać do własnych, narodowowyzwoleńczych celów? Ktoś może stwierdzić, że te dwa wynalazki na literę “a” są zabójstwami. Owszem, ale nasi Bohaterowie Narodowi również uciekali się do ekstremalnych sposobów walki. Doszłam do wniosku, że wcale nie musimy się lękać unijnych federaluchów.

Wystarczy, że włożymy ich partnerkom do głów jakieś bzdury o “prawach kobiet”, a reszta zrobi się sama. Już Niccolo Machiavelli sugerował, że jeśli nie da się być politycznym lwem, to trzeba być politycznym lisem. Brzydzę się uśmiercaniem poczętych istot, lecz jeszcze większą odrazą napełnia mnie deptanie prawie trzydziestu krain. Czy wiecie, że Euromonstrum ma czelność ingerować w wewnętrzne sprawy państw członkowskich? Ostatnio przyczepiło się ono do konstytucji Węgier. Jest znacznie gorzej niż w USA. No, bo czy Waszyngton ma zwyczaj regulować prawodawstwa stanowe?

Skrobać, spędzać, wysterylizować! Za Polskę! Za Austrię! Za Belgię! Za Bułgarię! Za Cypr! Za Czechy! Za Danię! Za Estonię! Za Finlandię! Za Francję! Za Grecję! Za Hiszpanię! Za Holandię! Za Irlandię! Za Litwę! Za Luksemburg! Za Łotwę! Za Maltę! Za Niemcy! Za Portugalię! Za Rumunię! Za Słowację! Za Słowenię! Za Szwecję! Za Węgry! Za Wielką Brytanię! Za Włochy! Gdy w grę wchodzi niezależność kraju, wszystkie inne wartości wydają się blednąć! Dwudziestka siódemka musi być wolna, choćby nie wiem co! Powstrzymać paneuropeizm! Dobre metody nie są złe! Vivat pełzające powstanie!


Natalia Julia Nowak,
17-19 stycznia 2012 r.



PS. Proszę, nie powołujcie się na nauczanie Jana Pawła II i Benedykta XVI, bo tylko mnie rozśmieszycie. Ten pierwszy, istny obywatel świata i sympatyk UE, opowiadał się za budową New World Order. W serwisie YouTube.com znajduje się filmik, w którym Karol Wojtyła wyraźnie mówi “A New World Order, a civilisation of love, can be achieved” - “Nowy Porządek Świata, cywilizacja miłości, może zostać osiągnięty” (tytuł materiału: “Pope John Paul the 2nd New World Order Speech at Gandhis memorial”). Każdy może go obejrzeć.

Co do Benedykta XVI, zaapelował on o utworzenie Rządu Światowego, określonego eufemizmem “światowa władza publiczna” (patrz: Gosc.pl i Wprost.pl). Czymże jest NWO, NPŚ, RzŚ? Wizją państwa obejmującego całą Ziemię. Wizją globalnego supermocarstwa. Wizją ogólnoświatowego imperium. Wszystko w porządku, tylko kto nam obieca, że takie państwo nie wymknie się spod kontroli? Że zawsze będzie ono humanitarne i demokratyczne? Unia Europejska i jej klony (Unia Euroazjatycka, Unia Afrykańska etc) są wyraźnym wstępem do New World Order.

Brak komentarzy: