wtorek, 10 stycznia 2012

Czasem wolałabym żyć w pieprzonym peerelu!

Muzyczne motto:

“Mama się myli”

Mylene Farmer



Nie popieram komuny!

Zdradzę Wam coś, drodzy Czytelnicy. Mam nadzieję, że zostanę przez Was dobrze zrozumiana i że moje słowa nie obrócą się przeciwko mnie. Nie posądzajcie mnie o sympatię do socjalizmu czy komunizmu, gdyż nie jestem zwolenniczką tych ideologii. Mam poglądy patriotyczne, narodowe, niepodległościowe i antyglobalistyczne, a PZPR potępiam za okrucieństwo, fałszowanie historii i ograniczanie wolności słowa. Nienawidzę zbrodniarzy, takich jak Berman, Fejgin, Różański, Romkowski, Czaplicki, Światło, Brystygierowa czy Wolińska.

Współczuję ludziom, którzy mają takie doświadczenia jak bohaterowie filmów “Przesłuchanie”, “Generał Nil” i “Śmierć Rotmistrza Pileckiego” Ryszarda Bugajskiego. Przeklinam Lenina, Stalina, Berię i Mołotowa, gardzę Bierutem. Wiem o zdarzeniach z lat 1956, 1968, 1970, 1976 i 1981. Znam pojęcia “kolektywizacja wsi”, “bitwa o handel”, “dokręcanie śruby”, “tajny współpracownik”, “ścieżki zdrowia”, “kartki na mięso”, “operacja Dunaj“, “akcja Hiacynt“ i “więzienie na Rakowieckiej“. Czytałam lub słyszałam o działalności UB, SB, MO, WRON i GUKPPiW. Zdaję sobie sprawę z tego, co się wydarzyło w kopani “Wujek”.

Kojarzę postać Salomona Morela, Mieczysława Moczara i Czesława Kiszczaka. Jestem świadoma, na czym polegała praca dziennikarzy Polskiej Agencji Interpress. Spędziłam trochę czasu na oficjalnej stronie Instytutu Pamięci Narodowej. Potrafię opisać ubeckie metody tortur oraz powiedzieć coś o procesach pokazowych. Rozumiem genezę KOR-u i “Solidarności”. Mam pojęcie o tym, co się stało z ks. Jerzym Popiełuszką. No, ale do rzeczy. Czasem myślę, że wolałabym żyć w pieprzonym peerelu niż w naszym obecnym Systemie X. Powiem Wam, dlaczego.


Niegdyś państwo, dziś część federacji

Pierwszy powód jest taki, że wtedy - przed 1989 rokiem - byliśmy stuprocentowym państwem. Wprawdzie mieliśmy po sąsiedzku wielką i imperialistyczną federację, ale nigdy nie wchodziliśmy w jej skład. W tamtych czasach Polska stanowiła samodzielny organizm państwowy. Pewnie, że blisko związany ze Związkiem Socjalistycznych Republik Radzieckich, ale bynajmniej nie wplątany w jego struktury. Dziś jest zupełnie inaczej. Nasz kraj nie jest już samodzielnym bytem politycznym, tylko częścią składową państwa związkowego, tzn. Unii Europejskiej. Zostaliśmy całkowicie i - być może - nieodwracalnie pozbawieni niepodległości. Potraktowano nas tak jak w roku 1795.


PRL miał formę i treść

Drugi powód, dla którego czasem wolałabym żyć w peerelu, jest taki, że tamten ustrój coś sobą reprezentował. Można dyskutować o tym, czy to “coś” było dobre, czy złe, słuszne, czy niesłuszne, korzystne, czy niekorzystne, mądre, czy głupie. Ale PRL był systemem ambitnym. Miał cel, do którego dążył, miał wartości, w które wierzył, miał ideologię, na której się opierał. Krótko mówiąc: miał pomysł na siebie. Polska Rzeczpospolita Ludowa posiadała swój styl, swój język, swój klimat i swoją symbolikę. Wychodziła do społeczeństwa z ustalonym przesłaniem.

Oczywiście, różnie z nią bywało. Raz była zamożniejsza, a raz biedniejsza, raz łagodniejsza, a raz brutalniejsza, raz spokojniejsza, a raz chaotyczniejsza. Jednak posiadała jakiś fundament i konkretny kształt, który na tym fundamencie był zbudowany. Prawdą jest, że PRL skrzywdził, upokorzył, skatował, a nawet zabił wielu Polaków (w tym Wielkich Bohaterów Narodowych). Ale z całą pewnością nie był nijaki. Odznaczał się pewną formą i treścią - lepszą lub gorszą.


“Bez serc, bez ducha…”

Nasza dzisiejsza rzeczywistość, czyli III Rzeczpospolita, jest zaś przezroczysta i bezbarwna. Ludzie, którzy stoją na jej czele, nie posiadają żadnego programu, żadnej idei, żadnej myśli przewodniej. Obecna władza, tak jak sama III RP, jest absolutnie bezpostaciowa i beztreściowa. Żyje ona z dnia na dzień, nie dążąc do żadnego celu i nie oczekując niczego od losu. Jest nihilistyczna, nie reprezentuje sobą zupełnie nic - nawet tego, co mogłoby się podobać tylko garstce obywateli. Trudno ją scharakteryzować, bo nie posiada ona skonkretyzowanej wizji świata ani ustalonej doktryny politycznej.

Bezpłciowość całego aktualnego systemu jest wręcz porażająca. Dzisiejsza rzeczywistość przypomina zgaszoną świecę, która stoi na stole dla samego stania. Nie ma nikogo, kto mógłby, chociaż na chwilę, rozpalić na niej płomień. “Bez serc, bez ducha, to szkieletów ludy” - te słowa Adama Mickiewicza są doskonałym podsumowaniem współczesnych realiów. Kiedyś było COŚ (chociaż, oczywiście, skrajnie kontrowersyjne). Dzisiaj jest NIC. Po prostu NIC. Nastał czas zatrważającej pustki i martwoty. Co z trzecią przyczyną, która sprawia, że czasem wolałabym żyć w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej niż w III RP?


W paszczy brukselskiego wilka

Brzmi ona następująco: wtedy istniały jeszcze resztki patriotyzmu. Ktoś może powiedzieć: “Jak to?! Przecież nasi politycy musieli być lojalni wobec Moskwy, a o Katyniu i Żołnierzach Wyklętych nie wolno było mówić! Poza tym, w instytucjach reżimowych zasiadało wiele osób cudzoziemskiego pochodzenia!”. Owszem, tak właśnie było. Faktem jest również to, że niektórzy ówcześni prominenci uważali ZSRR za swoją Ojczyznę i że mieliśmy w rządzie “pierwiastek sowiecki” w postaci Konstantego Rokossowskiego. To haniebne, bulwersujące i w ogóle mi się nie podoba. Ale, do biurwy przędzy, byliśmy wówczas państwem! Państwem! I wcale nie zamierzaliśmy tego zmieniać!

Teraz to już nawet państwem nie jesteśmy, albowiem nasza państwowość została zlikwidowana. Otrzymaliśmy nową tożsamość, zamieniliśmy się w część składową eurofederacji. Jeśli ktoś w to nie wierzy, to niech zwróci uwagę na fakt, że niektórzy polscy i zagraniczni politycy publicznie nazywają UE federacją. I to w czasie teraźniejszym (patrz: przemówienie Radosława Sikorskiego)! Ci politycy wcale nie kłamią, bo Unia nieoficjalnie jest państwem związkowym od dnia, w którym zaczął obowiązywać Traktat Lizboński (1 grudnia 2009 roku).

Spodziewam się, że w najbliższym czasie UE zostanie - już oficjalnie i jawnie - ogłoszona federacją. Prognozuję to na podstawie wypowiedzi unijnych dygnitarzy, którzy popierają pomysł utworzenia Stanów Zjednoczonych Europy. Herman van Rompuy nie bez kozery jest nazywany “prezydentem Unii Europejskiej” i “fanatycznym federalistą”. A Janusz Palikot - deklarujący, że najpierw czuje się Europejczykiem, później zaś Polakiem - wydaje się zwiastować przyszłą rzeczywistość. Euromoloch zniszczył naszą państwowość, więc możemy już tylko walczyć o utrzymanie swojej tożsamości narodowej.


Jasna strona propagandy sukcesu

Teraz będzie czwarta przyczyna mojej dziwnej tęsknoty. W pieprzonym peerelu panował zwyczaj, że gdy Polska odnosiła jakiś - nawet drobny - triumf, to był on maksymalnie nagłaśniany i przedstawiany jako powód do radości (propaganda sukcesu). Dziś mówi się prawie wyłącznie o porażkach i o tym, co jest z naszym krajem nie tak. Gdy dzieje się coś pozytywnego, natychmiast jest to zatruwane, opluwane lub umniejszane do granic możliwości. W mediach nie słyszy się nic dobrego o Polsce i Polakach - jest tylko krytyka, sarkazm i pogarda. To już nie te czasy, kiedy jakiś drobiażdżek mógł urosnąć do rangi dumy narodowej!


Bez okcydentalizmu

Przyczyna piąta. Przed 1989 rokiem polityka naszej Ojczyzny była prowschodnia, a nie prozachodnia. To bardzo piękne, bo Słowianie - z racji wspólnoty genetycznej, językowej i kulturowej - powinni się trzymać razem. Skandynawowie jakoś potrafią być ze sobą solidarni, co potwierdza fakt, że mają oni podobne flagi narodowe (ten sam wzór, tylko w różnych kolorach). Wschód to nasi słowiańscy półrodacy, Zachód - libertynizm i permisywizm. W dodatku, to na Zachodzie narodziła się Unia Europejska, która zamordowała naszą państwowość i zrobiła z nas kanton federacji.

Ale Zachód to również USA - pierwowzór UE, państwo kochające atakować słabszych od siebie i pragnące mieć władzę nad naszą planetą. Unijni i amerykańscy politycy otwarcie mówią o planach związanych z budową New World Order, czyli Nowego Porządku Świata (fragmenty ich przemówień są dostępne w serwisie YouTube.com). Dla niewtajemniczonych: NWO to wizja państwa obejmującego całą Ziemię. Może ono zostać stworzone poprzez scalenie różnych federacji i konfederacji. Wielu ludzi boi się, że gdyby takie państwo zamieniło się w totalitaryzm, to stanowiłoby pułapkę bez wyjścia. Z ogólnoświatowej dyktatury po prostu nie dałoby się uciec.


Pakt z diabłem

Stany Zjednoczone Ameryki są tworem bardzo starym. Unia Europejska również istnieje od dawna, chociaż kiedyś posługiwała się inną nazwą (EWG). Przed 1989 rokiem USA i UE, widocznie chcąc przejąć kontrolę nad Polską, zaczęły wspierać finansowo NSZZ “Solidarność”. Chodziło nie tylko o to, żeby obalić władzę stosującą przemoc i ograniczającą swobodę obywateli, ale także o to, żeby uzależnić naszą Ojczyznę od tych dwóch zachodnich tworów. Liderzy “Solidarności”, najwyraźniej bardzo zdesperowani, przyjmowali amerykańskie i unijne pieniądze. Po 1989 roku z przyjemnością wydali więc Polskę w ręce swoich “dobroczyńców“.

A Zachodowi właśnie o to chodziło. O to, żeby uczynić z naszego kraju kanton eurofederacji, niewolnika NATO i - może kiedyś - element New World Order. Sprzymierzenie się polskiej opozycji z zachodnimi mocarstwami to był pakt z diabłem! Szeregowi działacze “S” pewnie nie wiedzieli, w co się pakują, ale szefowie tej formacji musieli być poinformowani o wszystkich szczegółach! Kolejna sprawa: sojusznikiem “Solidarności” był też papież Jan Paweł II, autor słów “Nowy Porządek Świata, cywilizacja miłości, może zostać osiągnięty” (źródło: “Pope John Paul the 2nd New World Order Speech at Gandhi's memorial” - YouTube.com).


Peerele - jest ich wiele!

We współczesnym świecie funkcjonuje wiele państw takich jak PRL. Sytuacja, która panuje wewnątrz nich, zazwyczaj przedstawia się nieciekawie. Są to bowiem kraje autorytarne, dopuszczające się łamania praw człowieka i duszące wolność słowa. Często słyszy się o represjach, porwaniach, torturach lub nawet zbrodniach politycznych popełnianych na ich obszarze. Jednak te państwa, chociaż skomplikowane wewnętrznie, odwalają kawał dobrej roboty na arenie międzynarodowej. Otóż blokują (być może nieświadomie) budowę New World Order, będącego koncepcją globalnego supermocarstwa.

Wynika to z faktu, że surowe reżimy zazwyczaj nie chcą z nikim rozmawiać, gardzą kompromisem i integracją. Oczywiście, kraje niechętnie nastawione do NWO są surowo karane przez Zachód. Czasem militarnie, a czasem tylko gospodarczo. Atakowanie państw sprzeciwiających się Nowemu Porządkowi Świata zawsze odbywa się pod hasłem “niesienia demokracji” i “pomagania uciśnionemu ludowi”. Na szczęście, istnieje garstka państw demokratycznych, które potępiają ideę New World Order. Mam tu na myśli Szwajcarię i Norwegię. Te krainy strzegą swojej niezależności, chociaż wcale nie odgradzają się od świata.


Medal za Odwagę dla Szwajcarii i Norwegii!

Ponadto, łamią stereotyp, według którego poza Unią Europejską nie da się przetrwać. Naturalnie, można się czepiać wewnętrznej sytuacji Szwajcarii i Norwegii (tu klinika eutanazyjna Dignitas, tam feminizm i swoboda obyczajowa). Lecz postawa tych państw na arenie międzynarodowej sprawia, że chciałoby się im przyznać Medal za Odwagę. No, bo we współczesnych czasach suwerenność i życie na własny rachunek wymagają tupetu i samozaparcia. Niektórzy twierdzą, że proamerykański i proizraelski Anders Behring Breivik mógł być marionetką w rękach tych, którzy pragnęli ukarać Norwegię za blokowanie NWO.

Czy tak było w rzeczywistości? Nie wiem. Ja wierzę w oficjalną wersję wydarzeń, czyli w to, że terrorysta działał w pojedynkę. Nie ma żadnych dowodów na to, że ktoś nim manipulował. Argumenty, mające uzasadniać teorię o powiązaniu ABB z różnymi zagranicznymi siłami, wydają mi się naciągane. Z drugiej strony, czytałam, że idea Nowego Porządku Świata została wymyślona przez wolnomularzy. A Breivik przez jakiś czas należał do ruchu wolnomularskiego (proszę wpisać w Google hasło “Breivik mason” i znaleźć odpowiednie zdjęcie. Zachęcam również do lektury newsa “Masoni odcinają się od sprawcy masakry“ ze strony Tvn24.pl).


Kwestie społeczno-obyczajowe

Szósta przyczyna, dla której czasem wolałabym żyć w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej: w tamtych czasach ludzie byli inni. Nie wstydzili się polskości, nie byli kosmopolitami, nie wyśmiewali patriotów, nie lekceważyli ojczystej tradycji i kultury, nie uznawali suwerenności za rzecz zbędną. Mieli jakieś ideały, a wartości rodzinne były dla nich cenniejsze niż obecnie. Z tego, co słyszałam, wynika, że nawet dziewczęta bardziej się szanowały, a w szkołach nie było takiej patologii jak dziś. Czternastolatki nie grały w “słoneczko”, uczniowie nie pastwili się nad nauczycielami, związek małżeński nie był traktowany jako zabawa na kilka miesięcy lub lat. Wyuzdanie i zepsucie przyszły do nas po roku 1989 - z Zachodu, ma się rozumieć.

Znam pedagoga, który od ponad dwudziestu lat pracuje z młodymi ludźmi. Osoba, o której mowa, styka się w swojej pracy z różnymi dziećmi i nastolatkami: zdolnymi i niezdolnymi, szczęśliwymi i skrzywdzonymi, zdrowymi i chorymi, grzecznymi i niegrzecznymi. Według tej osoby, z roku na rok jest coraz więcej dzieciaków mających problemy szkolne, rodzinne, zdrowotne, nerwowe, psychiczne, psychologiczne. W zastraszającym tempie rośnie liczba małych epileptyków i alergików, pojawiają się coraz poważniejsze kłopoty wychowawcze. Nasilają się problemy znane od wielu lat, a do nich dochodzą nowe (np. cierpienie dzieci, których rodzice wyjechali za granicę i przestali się interesować rodziną). Zdaniem tego pedagoga, jeszcze nigdy nie było tak źle jak obecnie.


Większy krytycyzm i samodzielnie myślenie

W Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej inny był również odbiór przekazów medialnych. Jestem studentką drugiego roku dziennikarstwa i wiem z wykładów, że kiedyś ludzie byli nieufni, próbowali czytać między wierszami oraz samodzielnie docierać do prawdy. Starali się logicznie rozumować i rozwijać swój intelekt. Obecnie uważają, że są wolni, więc nie myślą i łatwiej ulegają manipulacji. Wszelki krytycyzm umarł. A przecież media wcale nie są niezależne. Brak urzędu cenzorskiego naprawdę o niczym nie świadczy. Media są uzależnione od polityków, od wielkich koncernów, od reklamodawców etc.

Dziennikarze, jako ich pracownicy, także są zniewoleni. Często jest tak, że piszą pod czyjeś dyktando albo są skrępowani linią programową, wewnętrznym regulaminem redakcji bądź odgórnymi przepisami. Najgorzej jest w przypadku radia i telewizji. Ustawa o KRRiT nakłada na te media liczne oraz ściśle określone nakazy i zakazy dotyczące treści programów/audycji. W omawianej ustawie jest wyraźnie powiedziane, co media mają przymusowo nadawać, a czego pod żadnym pozorem nie wolno im emitować. Nieco więcej swobody mają pracownicy mediów drukowanych. Są oni objęci ustawą Prawo prasowe, która powstała w 1984 roku i obowiązuje - z niewielkimi zmianami - do dziś.


Bezpieczeństwo socjalne i gospodarka narodowa

Siódma przyczyna: w okresie peerelu nie było bezrobocia ani wykluczenia społecznego, gdyż państwo postawiło sobie za cel zapewnienie bytu każdemu obywatelowi. Wiem, że ten argument brzmi dosyć banalnie i przyziemnie. Ale wygląda on ciekawie w kontekście faktu, że dzisiaj trudno znaleźć pracę zarówno po zawodówce, jak i po studiach magisterskich. Uwaga: nie popieram socjalizmu, ponieważ ta ideologia opiera się na agresji (walce klas, rewolucji, równaniu w dół, nienawiści do indywidualizmu), nieracjonalnej gospodarce planowej oraz łamaniu człowieczego prawa do własności prywatnej.

Skłaniam się raczej ku solidaryzmowi społecznemu i umiarkowanemu państwu opiekuńczemu, czyli tak zwanemu welfare state. Ciekawe, że te kraje, które wybrały ideę welfare state, najmniej ucierpiały z powodu aktualnego kryzysu ekonomicznego (inna sprawa, że Szwecja to rodzaj złotej klatki. Blask i dobrobyt, tylko wolności brak). Prawo Murphy’ego: “Jeśli coś jest głupie, ale działa, to nie jest głupie”. Ósma przyczyna, o której pragnę napisać: w minionej epoce Polska posiadała swój majątek narodowy. Nasze państwo było obdarzone własną, rodzimą gospodarką. Polacy pracowali na rzecz Polski, a nie na rzecz obcego (np. niemieckiego, francuskiego, brytyjskiego, amerykańskiego) kapitału.


Złoty wiek kultury

Dziewiąta przyczyna: w peerelu kultura, sztuka, literatura, telewizja i kino stały na wyższym poziomie. Pewnie wynikało z to faktu, że te dziedziny ludzkiej działalności nie były zamerykanizowane i nie miały charakteru czysto komercyjnego. W ówczesnej popkulturze trafiały się utwory wysławiające polskość i nieodnoszące się w żaden sposób do polityki. We współczesnym radiu nie usłyszmy już popowych piosenek zawierających frazy typu “rodzinne, znane strony”, “cały kraj nas prosił oddać wam ukłony”, “płatek śniegu zakopiańskiej, białej zimy”, “pokłonimy się polskimi melodiami” czy “od Szczecina do stolicy rozśpiewani rówieśnicy”.

A tak właśnie śpiewał megapopularny girlsband Filipinki (1959-1974). Zwróćmy jeszcze uwagę na środki językowe. W przeszłości, czyli przed 1989 rokiem, teksty utworów muzycznych były pisane staranną i estetyczną polszczyzną. Dzisiejsze teksty pozostawiają zaś wiele do życzenia. Jeśli chodzi o TV, to w dobranockach i serialach dla dzieci było zdecydowanie mniej przemocy (niegdyś emitowano bajki, dziś emituje się napierdalanki). Z pewnością miało to wpływ na codzienne funkcjonowanie najmłodszych Polek i Polaków.


Laicyzm, gomułkowszczyzna, zdrowie

Dziesiąta przyczyna: Polska Rzeczpospolita Ludowa była państwem świeckim. Promowano wówczas ateizm, laickość i - jakże bliski mojemu sercu - filozoficzny materializm. W miejscach publicznych nie było krzyży, zatem nikogo nie kłuły one w oczy. Proszę mi wybaczyć, ale mnie ten symbol kojarzy się Krakowskim Przedmieściem, Lechem Kaczyńskim i Traktatem Lizbońskim. Ha! Założę się, że takich ludzi jak ja jest w naszej Ojczyźnie wielu! Jedenasta przyczyna: Władysław “Wiesław” Gomułka miał w sobie coś z patrioty, a nawet narodowca (“odchylenie prawicowo-nacjonalistyczne“). Na szczęście, nie był on aż tak skrajny jak jego kumpel Moczar, ten od wypędzania Żydów.

Dwunasta przyczyna: w minionej epoce była zdrowsza, mniej nafaszerowana chemikaliami żywność, a o Genetycznie Modyfikowanych Organizmach nikt jeszcze nie słyszał. Jakby tego było mało, nikomu nie zabraniano korzystania z leków ziołowych. Cytat ze strony Zmianynaziemi.pl: “W państwach należących do Unii Europejskiej wprowadzono restrykcyjne prawo delegalizujące setki naturalnych ziół leczniczych używanych na naszym kontynencie od pokoleń”. Peerel opierał się na gospodarce centralnie planowanej, ale chyba nigdy nie wydał tak absurdalnego i niebezpiecznego zarządzenia!


Te refleksje dojrzewały półtora roku

Ktoś mógłby powiedzieć, że niniejszy artykuł jest dosyć dziwny i zaskakujący. Mógłby stwierdzić, że ja, jego autorka, wyskoczyłam jak filip z konopi. Ale tak się składa, że refleksje wyrażone w tym tekście dojrzewały we mnie bardzo długo - jakieś półtora roku. Dopiero teraz odważyłam się ubrać je w słowa i zaprezentować światu. Nie jestem zwolenniczką komunizmu. Założenia tej ideologii znam bardzo powierzchownie i jakoś nie mam ochoty ich zgłębiać (jak już wspomniałam, opowiadam się za umiarkowanym państwem opiekuńczym - welfare state). Jednak są takie chwile, kiedy myślę, że lepiej czułabym się jako obywatelka poprzedniego ustroju politycznego.

Parafrazując pewien znany cytat: “Stary człowieku! Jeśli młoda osoba czuje się rozczarowana współczesnością i pisze, że czasem wolałaby żyć w peerelu, to już wiedz, że jest źle!”. Co bym robiła w Polskiej Rzeczypospolitej Ludowej? Żyłabym. Pisałabym artykuły i wiersze, w których wyrażałabym swoje uczucia do Ameryki i EWG (UE). Od czasu do czasu denerwowałabym się na osoby, robiące - za pieniądze niesławnego CIA - zamieszanie we własnym kraju. I słuchałabym Filipinek. Co się tyczy III RP, mogę jej zadedykować słowa z piosenki Mylene Farmer: “Zwracam ci twoją miłość”. Jestem przerażona aktualną sytuacją Polski i porównuję ją z zasłyszanymi opowieściami o peerelu.


Natalia Julia Nowak,
7-10 stycznia 2012 r.



PS. Unia Europejska (dawna EWG) od samego początku była pomyślana jako federacja, czyli państwo związkowe. “W Europie Zachodniej dojrzewały koncepcje integracyjne. Pod koniec 1953 r. omawiano projekt wspólnoty gospodarczej, politycznej i wojskowej, której celem miały być przyszłe Stany Zjednoczone Europy“ - Wojciech Roszkowski, “Historia Polski 1914-2000“, PWN, Warszawa 2001.

Brak komentarzy: