niedziela, 4 grudnia 2011

W sprawie federalizacji UE

W niniejszym artykule chciałabym się odnieść do ostatnich wydarzeń politycznych, a ściślej - do spraw związanych z Unią Europejską i jej porządkiem prawnym. Od jakiegoś czasu media podają, że politycy unijni otwarcie mówią o planach związanych z federalizacją UE. W wypowiedziach polskich dyplomatów padają takie wyrazy jak “federacja” czy “supermocarstwo”, a dygnitarze zagraniczni posuwają się wręcz do stosowania wyrażenia “Stany Zjednoczone Europy” (cytat z portalu Wiadomosci.Onet.pl: “Były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder opowiedział się za utworzeniem Stanów Zjednoczonych Europy ze wspólnym rządem gospodarczym”).

Żeby zrozumieć, o co chodzi, trzeba przede wszystkim znać pojęcie federacji. Jestem przekonana, że każdy dorosły Polak przynajmniej raz w życiu zetknął się z tym terminem, ale wątpię, czy definicja tego słowa jest powszechnie znana i pojmowana. Wielu ludzi ma tendencję do zapominania pojęć wyniesionych ze szkoły, a doświadczenie życiowe pokazuje, że nawet zasiadającym w Sejmie doktorantom politologii może się wszystko mylić. Jeśli Unia Europejska ma być federacją, to wypada sprawdzić, co oznacza ten wyraz. No, więc co to jest federacja? Aby zachować obiektywizm, skorzystajmy z kilku źródeł - zarówno wirtualnych, jak i drukowanych.

Definicja z polskojęzycznej Wikipedii:

“Federacja (łac. foederatio – sprzymierzenie) – państwo składające się z mniejszych, obdarzonych autonomią państw związkowych (np. stanów, krajów, prowincji, kantonów, landów), ale posiadających wspólny (federalny) rząd. Państwa związkowe posiadają zwykle szeroką autonomię wewnętrzną oraz tworzą w niektórych kwestiach własne prawa, wspólna pozostaje najczęściej polityka zagraniczna i obronna. Kraje federacyjne posiadają wspólną walutę”

Definicja ze “Słownika Języka Polskiego PWN” (sjp.pwn.pl):

“federacja
1. państwo powstałe przez połączenie krajów, kantonów, stanów itp., które zachowują autonomię we wszystkich dziedzinach, z wyjątkiem obrony, finansów i polityki zagranicznej
2. związek stowarzyszeń, organizacji zawodowych, politycznych itp."


Definicja z “Encyklopedii PWN” (encyklopedia.pwn.pl):

“państwo związkowe, państwo federalne, forma państwa;
składa się z jednostek administracyjno-terytorialnych, które mają zagwarantowane konstytucyjnie prawa i mogą korzystać z niezależności wobec organów centralnych w wielu dziedzinach (m.in. tworzenie prawa, system szkolny), oprócz polityki zagranicznej i obronnej; np. Kanada, Niemcy, USA”


Definicja z książki “Słownik szkolny. Wiedza o społeczeństwie” (wydawnictwo Zielona Sowa, Kraków 2008, strony 179-181):

“Państwo federalne (związkowe) - takie państwo, które jako podmiot prawny jest wtórne w stosunku do swych części składowych. (…) Podmioty federacji przekazują część swych suwerennych uprawnień na rzecz władz centralnych. Sprawy nieprzekazane jednoznacznie organom federacji pozostają w kompetencjach poszczególnych landów, kantonów, stanów itd. (…) Obywatele państwa związkowego mają równocześnie obywatelstwo prowincji, w której mieszkają, i całej federacji. To drugie jest naturalnie ważniejsze. (…) Federacje powstawały na mocy aktu prawnego łączącego suwerenne państwa. Akt ten przewidywał przekazanie części kompetencji i praw władzom centralnym. Taki akt określamy mianem ‘unii’. Często jako ‘unię’ określa się nowo powstałe państwo związkowe. Dotyczy to Stanów Zjednoczonych, których pełna nazwa w języku angielskim brzmi United States of America (co dosłownie należałoby przetłumaczyć: Zjednoczone Państwa Ameryki)”

Lektura powyższych definicji nie pozostawia złudzeń. W federalizacji Unii Europejskiej chodzi o powołanie do życia nowego państwa: rozległego mocarstwa złożonego z krajów, które dotychczas były samodzielnymi, odrębnymi, niepodległymi bytami. Jedną z części tego państwa ma być Polska, której status w UE będzie mniej więcej taki jak Minnesoty w USA. W Stanach Zjednoczonych Ameryki Północnej każdy ze stanów posiada własną konstytucję i własny parlament, jednak mają one zdecydowanie mniejsze znaczenie niż konstytucja centralna i parlament centralny.

Stan funkcjonuje w obrębie federacji, zatem zakres jego swobody i kompetencje jego władz są mocno ograniczone. Kiedy Unia zostanie ogłoszona federacją, Parlament Rzeczypospolitej Polskiej stanie się naszym parlamentem stanowym, a Parlament Europejski - parlamentem federalnym. My sami będziemy w pierwszej kolejności obywatelami UE, w dalszej zaś obywatelami Polski. Porównajmy to do USA. Najpierw jest się obywatelem Stanów Zjednoczonych, a potem - obywatelem Minnesoty. Podobnie jest w Rosji. Jeśli chcemy określić swój kraj, to najpierw musimy wymienić Federację Rosyjską, natomiast później np. Czeczenię. Można wcale nie podawać nazwy części składowej. Wystarczy powiedzieć “Mieszkam w Rosji”, bo przecież Czeczenia jest elementem rosyjskiej krainy.

Gdy Unia Europejska stanie się federacją, prawdopodobnie będzie się od nas wymagać, abyśmy odnosili się do niej jak do swojej ojczyzny, czyli z szacunkiem i pokorą. Wszelkie wypowiedzi postulujące wycofanie Polski z UE będą interpretowane jako separacjonizm (tak właśnie potraktowano by kogoś, kto wzywałby do odłączenia Minnesoty od USA albo Czeczenii od Rosji). Patriotyzm zaś zostanie określony jako anachroniczna i szkodliwa “ideologia nienawiści”. W tym miejscu wypada podkreślić, że absolutnie nie należy mylić federacji z konfederacją. O ile z konfederacji, czyli luźnego zrzeszenia państw, da się łatwo wypisać, o tyle z federacji, państwa związkowego, raczej nie można ot tak wyjść.

Wobec powyższego, warto się mentalnie przygotować na ogromne zmiany, jakie prędzej czy później nastąpią w naszym życiu. Przede wszystkim, trzeba zrozumieć, że federacje są zazwyczaj trwałe - istnieją dziesiątki lub setki lat. Jeśli Unia Europejska zamieni się w państwo związkowe, to wielu z nas najprawdopodobniej nie dożyje powrotu do tradycyjnych, suwerennych państw narodowych. Proponuję Czytelnikom, aby już teraz się zastanowili, jak będzie wyglądało ich życie w nowym, rozległym, federacyjnym, europejskim państwie. Należy się dobrze przygotować na to, co wkrótce nadejdzie, żeby w momencie X nie być całkowicie zagubionym i zdezorientowanym.

Niewykluczone, że już niedługo obywatele Unii będą nazywani narodem europejskim, analogicznym do narodu amerykańskiego. Media będą mówić, że światem rządzą cztery kraje: UE, USA, Rosja i Chiny (o naszej Ojczyźnie raczej nie będzie się wspominać, albowiem przestanie ona być samodzielnym organizmem państwowym. Tak jak dzisiaj nie rozprawia się o polityce Dakoty Północnej, tak w przyszłości nie będzie się rozprawiać o polityce Polski). Dla wielu z nas, między innymi dla mnie, nowy porządek Europy okaże się czymś niesamowicie przykrym. Przyjmijmy do wiadomości, że czeka nas cios w serce, i pamiętajmy, że ból spodziewany jest łatwiejszy do zniesienia niż niespodziewany.

O federalizacji UE piszę w czasie przyszłym, ponieważ mam na myśli oficjalne, formalne, jawne i jednoznaczne przekształcenie tego tworu w supermocarstwo. Nie zmienia to jednak faktu, że Unia Europejska nieoficjalnie jest federacją już od dwóch lat. 1 grudnia minęła druga rocznica wejścia w życie Traktatu z Lizbony. To właśnie ten dokument zreformował Unię w taki sposób, że upodobniła się ona do państwa związkowego (zapraszam do czytania mojego artykułu pt. “Stany Zjednoczone Europy. Analiza Traktatu Lizbońskiego“). Jeśli teraz, w 2011 roku, ktoś rozpacza z powodu federalizacji UE, to znaczy, że obudził się o dwa lata za późno. Wszelkie płacze i jęki powinny były mieć miejsce w roku 2009. Obecnie można co najwyżej sarkać na własną beztroskę i ignorancję.

Co do mnie, płakałam i lamentowałam w stosownym czasie, czyli dwa lata temu. Fakt ratyfikacji TL i jego wejścia w życie doprowadził mnie do depresji oraz myśli samobójczych (pisałam o tym w licznych tekstach, m.in. w felietonie “Chciałam umrzeć jak Tadeusz Reytan” i w wierszu “Wolność lub Śmierć“). Dziś już nie planuję samobójstwa - przeciwnie, uczę się żyć w nowej, wyjątkowo skomplikowanej sytuacji politycznej. Wiem, że nie mam żadnego wpływu na życie publiczne, a moja śmierć absolutnie niczego by nie wniosła. Można mnie porównać do wdowy, która po długiej żałobie postanowiła wrócić do normalnej egzystencji i poszukać sobie nowego celu w życiu. Jestem spokojna, aczkolwiek nie uważam się za osobę w pełni szczęśliwą. Dla polskiej patriotki pełnia szczęścia w Stanach Zjednoczonych Europy jest po prostu nieosiągalna.

A teraz krótka dygresja. Panu Jarosławowi Kaczyńskiemu, prezesowi Prawa i Sprawiedliwości, który właśnie teraz wpadł w panikę i buntowniczy nastrój, chciałabym przypomnieć kilka faktów. Po pierwsze: jego protesty są bezsensowne, bo spóźnione o 24 miesiące. Po drugie: Traktat Lizboński został podpisany przez jego brata bliźniaka, Lecha, który spoczywa na Wawelu i jest przez część społeczeństwa uznawany za “bohatera narodowego“. Po trzecie: pan Jarosław Kaczyński sam głosował za ratyfikacją TL, więc niech teraz nie narzeka. Irytuje mnie fakt, że JK i wielu innych przedstawicieli PiS-u głosi jedno, a czyni drugie. O tym, jaka jest ta partia, przekonałam się 10 października 2009 roku, czyli w dniu podpisania Traktatu Lizbońskiego przez Lecha Kaczyńskiego.

Pragnę pozdrowić te europejskie państwa, które przed laty postanowiły, że będą funkcjonować poza Unią. Myślę, że ich decyzja była słuszna. Podziwiam cudowną intuicję ludzi, którzy zadbali o to, żeby uchronić swoje Ojczyzny przed aneksją (bo przecież nie akcesją) do UE. Szanuję kraje, które na własne życzenie pozostały niezależne od Stanów Zjednoczonych Europy. I cholernie, cholernie, cholernie im zazdroszczę. Niech obywatele tych krajów docenią to, co mają, bo wielu Europejczyków dałoby się pochlastać za takie szczęście.

Ach, gdyby Polska była państwem nieunijnym, chyba skakałabym z radości i pękałabym z dumy! Niestety, obecnie mogę tylko wzdychać i tęsknić za dawnymi czasami. To nie do wiary, na co pozwala współczesne pokolenie Polaków, ponoć dobrze wykształcone i przywiązane do wolności. Nasi patriotyczni przodkowie przewracają się w grobach.


Natalia Julia Nowak,
1-4 grudnia 2011 roku



P.S. Jak być eurosceptykiem w europejskiej federacji? Oto moje propozycje:

1. Propagować polską mowę, historię, kulturę, sztukę, tradycję i kuchnię, a o Unii Europejskiej nie wspominać ani słowem, jakby ona w ogóle nie istniała (krótko mówiąc: traktować UE jak powietrze).

2. Namiętnie i konsekwentnie zachwalać miejsca spoza Unii, aby odbiorca zaczął myśleć: “Jak tam jest wspaniale! Nie to, co u nas, w Stanach Zjednoczonych Europy!” (Och, monsieur! Czy potrafi pan sobie wyimaginować czarowność Istambułu? A czy zechciałby pan posłuchać opowieści o moich letnich wojażach po Szwajcarii? Zaręczam, że będzie pan kontent!).

3. Przyjaźnić się ze Wschodnimi Słowianami, którzy przecież są naszymi braćmi. Być tak rusofilskim, jak UE jest rusofobiczna.

4. Realizować ideę zwaną patriotyzmem pracy.

5. Odnosić się do Unii Europejskiej jak do kobiety lekkich obyczajów: nie kochać jej i nie szanować, ale wykorzystywać ją na maksa.

Brak komentarzy: