niedziela, 27 listopada 2011

Nieślubne dziecko. Persona non grata?

Niedługo minie rok od wydarzenia, które miało miejsce w okolicach Kielc, a które potrząsnęło mieszkańcami województwa świętokrzyskiego. To właśnie wtedy, pod koniec stycznia 2011 roku, doszło do ogromnej tragedii: dziewiętnastoletnia dziewczyna udusiła swoje nowo narodzone dziecko, a następnie włożyła je do reklamówki i po prostu wyrzuciła. Z doniesienia Polskiej Agencji Prasowej wynika, że nastolatka starała się ukryć ciążę przed światem zewnętrznym, a nawet dementowała wszelkie pogłoski na temat swojej sytuacji.

Informacje zawarte w depeszy PAP są przerażające: dziewiętnastolatka ukrywała ciążę ze strachu przed nadużywającym alkoholu ojcem. Podczas porodu nie krzyczała, ponieważ bała się, że ojciec ją usłyszy i odkryje jej tajemnicę. Gdy nowo narodzone dziecko zaczęło płakać, dziewczyna postanowiła je uciszyć. Skutek był tragiczny - noworodek się udusił, zamilkł na wieki. Nastolatka została aresztowana. Podobno żałuje swojego czynu i twierdzi, że popełniła go pod wpływem silnych emocji.

Wydarzenie, o którym mowa, skłoniło mnie do refleksji na temat ciężarnych kobiet i nieślubnych dzieci. Historia dziewiętnastolatki z województwa świętokrzyskiego pokazuje bowiem, że istnieje w naszym społeczeństwie bardzo poważny problem. Chodzi o problem kobiet, które wstydzą się, że są w ciąży i obawiają się negatywnej reakcji swojego otoczenia. Te kobiety dosłownie żyją w strachu przed społeczną dezaprobatą, boją się szykan oraz tego, że ich dzieci będą w przyszłości atakowane lub dyskryminowane.

Są przekonane, że kiedy ludzkość usłyszy o ich poczęciu, zaczną się docinki, pogardliwe spojrzenia, złośliwe uśmieszki i słowa ostre jak brzytwa. Lękają się, że świat nigdy nie zaakceptuje “bękarta” i że temu niewinnemu dziecku będą rzucane kłody pod nogi. Zajście w ciążę zaczyna im się jawić jako błąd, który trzeba naprawić albo jako plama, którą trzeba wywabić. Ciężarne dochodzą do wniosku, że “bastard” jest w społeczeństwie niepożądany, że nie ma dla niego miejsca na ziemi, że nie posiada on żadnych praw, że jego pojawienie się w macicy to skandal i kompromitacja. W wielu przypadkach kończy się to makabrycznie, tzn. dochodzi do unicestwienia “bękarta” - wszystko jedno, czy przed urodzeniem, czy już po nim.

Dlaczego tak się dzieje? Bo kobiety boją się przyznać do poczęcia. Bo kobiety boją się rodzić. Bo kobiety boją się, że ich egzystencja będzie bardzo trudna, a dziecko dużo w życiu wycierpi. We współczesnych czasach nagonka na nieślubne dzieci i ich matki nie jest - na szczęście - tak wielka jak przed wiekami, jednak nadal można się na nią natknąć. Kto na tym traci? Przede wszystkim dzieci, bo to one zostają zlikwidowane, chociaż nie są niczemu winne.

Absolutnie nie popieram permisywizmu. Wcale nie uważam, że matki “bękartów” powinno się całkowicie wybielać, bo przecież kobieta posiada rozum i jest w stanie przewidzieć konsekwencje pójścia z mężczyzną do łóżka. No, ale skoro już doszło do “wpadki”, to trzeba zaopiekować się ciężarną, umożliwić jej bezpieczny poród i wsparcie po urodzeniu potomka. Rodzenie dziecka jest rzeczą naturalną i pożądaną biologicznie, toteż nie powinno ono kojarzyć się kobiecie z czymś złym. Porody winny się odbywać w przyjemnych (a przynajmniej humanitarnych) warunkach.

Należy dążyć do maksymalnego zredukowania lub całkowitego zlikwidowania cierpienia fizycznego i psychicznego podczas połogu. Konieczne jest zapewnienie matce bezpiecznych i skutecznych środków przeciwbólowych, miłej i profesjonalnej “obsługi”, czystego i przytulnego pomieszczenia oraz - w razie potrzeby - pomocy psychologicznej. Wypada także poinformować kobietę, że istnieje takie zjawisko jak orgazm przy porodzie. Wprawdzie słyszy się o nim od niedawna, ale są już panie, które deklarują, że coś takiego przeżyły. Ciężarna powinna wiedzieć, że połóg nie musi być dla niej koszmarem, tylko wielką rozkoszą. I że, tak naprawdę, nie ma się czego bać.

Kobietom, które rodziły poza szpitalem, a które nie chcą wychowywać dzieci, powinno się umożliwić szybkie, łatwe i dyskretne oddanie maluchów w dobre ręce. Kiedy byłam w Kielcach, widziałam w pobliżu Pałacu Biskupów Krakowskich tzw. okno życia, czyli punkt, w którym można - bez przedstawienia się - zostawić noworodka. Okno życia to świetna inicjatywa. Szkoda tylko, że kościelna. Smutne to czasy, w których związek wyznaniowy, czyli instytucja pozarządowa, musi się zajmować tym, co jest zafajdanym obowiązkiem państwa. Żyjemy w epoce, w której ratowaniem niechcianych dzieci zajmuje się kler, bo państwu w ogóle na tym nie zależy.

Parafrazując pewien cytat: “Jeśli KrK okazuje się dla obywatelki jedyną deską ratunku, to już wiedz, że jest źle”. Powinniśmy żądać świeckich okien życia, choćby po to, by nie odstraszać kobiet niebędących katoliczkami (myliłby się ten, kto by powiedział, że Polska jest krajem katolickim. Znaczna część Polaków prezentuje katolicyzm skrajnie powierzchowny, poza tym zdarzają się w naszej Ojczyźnie ateiści, agnostycy i innowiercy. Dla przykładu, ja jestem osobą całkowicie niewierzącą). Chcę, byśmy się obudzili w państwie opiekuńczym - nie w państwie umywającym ręce i nie w państwie pozbywającym się problemu. Po prostu w dobrze rozumianym państwie opiekuńczym.

Kolejna sprawa. Trzeba uprościć procedurę adopcyjną, bo - z tego, co wiem - jest ona dzisiaj szalenie skomplikowana i zniechęca wielu ludzi do przysposabiania nieletnich. Jak zwykle, cierpią na tym dzieci, gdyż siedzą one w jakichś ponurych ośrodkach zamiast żyć w przybranych, kochających rodzinach. Państwo powinno wydawać więcej pieniędzy na domy dziecka, a mniej na pierdółki, bez których da się żyć i prawidłowo funkcjonować. Ileż kasy poszło np. na Orliki! Teraz tym Orlikom grozi rozbiórka, albowiem okazało się, że ich forma opiera się na nielegalnie wykorzystanym projekcie. Kuźwa, to tak, jakby wykopać sto głębokich dziur, a potem je zasypać! Co do prawa autorskiego, powinno się wreszcie zacząć promować licencję Creative Commons (zainteresowanych odsyłam do filmu dokumentalnego “RIP: A Remix Manifesto”, znanego w Polsce jako “Kultura Remiksu”).

Na koniec chciałabym skrytykować ludzi, którzy źle się odnoszą do “bastardów” i ich matek. To właśnie oni sprawiają, że kobiety wpadają w panikę, gdy odkrywają, iż są w ciąży. To ich postawa prowadzi do tego, że kobiety boją się rodzić i wychowywać nieślubne dzieci. To oni - zupełnie nieświadomie - doprowadzają do takich nieszczęść jak aborcja czy zamach na życie niemowlęcia. Paradoksalnie, są to zazwyczaj te same osoby, które uważają się za gorliwych chrześcijan i mówią o konieczności ochrony życia poczętego.

Czy ktoś, kto nienawidzi nienarodzonego dziecka i jego matki, jest obrońcą życia? Czy osoba, której naprawdę zależałoby na dzieciach poczętych, patrzyłaby na te dzieci z pogardą? Przepraszam najmocniej, lecz jeśli ktoś uważa ciążę za karę lub hańbę, to nie ma nic wspólnego z ruchem pro-life! Im większa niechęć do nieślubnych dzieci i ich matek, tym większe ryzyko, że takie historie jak ta z okolic Kielc będą się powtarzały. Należy dążyć do zmiany mentalności polskiego społeczeństwa, np. poprzez przekonywanie, że “bękart” wcale nie jest gorszy od innych dzieci. Gdy ta zmiana nastąpi, kobiety nie będą musiały ukrywać ciąży ani lękać się porodu.


Natalia Julia Nowak,
27 listopada 2011 r.



P.S. Okno życia, czyli miejsce stworzone specjalnie dla podrzutków, nie jest wcale nowym pomysłem. W renesansowej Florencji istniał przecież Szpital Niewiniątek, w którym każda matka mogła zostawić niechciane dziecko.

Brak komentarzy: