sobota, 10 września 2011

Sekrety Bułgarii, uroki Turcji

Złote Piaski. Komercyjne pseudomiasto

26 sierpnia 2011 r. wyjechałam z rodzicami na piętnastodniowe wczasy do Bułgarii, a ściślej: do położonego nad Morzem Czarnym kurortu Złote Piaski. Golden Sands to sztuczne, komercyjne miasteczko, wybudowane ku krótkiej i powierzchownej uciesze turystów. Nie ma tam domów i osiedli mieszkaniowych - są za to hotele, restauracje, bary, butiki, supermarkety, sex shopy, stragany z pamiątkami, salony fotograficzne, karuzele, trampoliny, baseny, aquaparki, kasyna, dyskoteki, kantory, alejki, nadmuchiwane zjeżdżalnie, tandetne rzeźby, piaszczyste plaże, kolorowe kolejki jeżdżące po ulicy itd. Charakterystycznymi elementami kurortu, znajdującymi się w jego centrum, są: diabelski młyn, kopia wieży Eiffla i luksusowy hotel Admiral. W Złotych Piaskach niczego się nie zwiedza. Tam się tylko wydaje pieniądze.


Hotel-twierdza

Moi rodzice i ja mieszkaliśmy w czterogwiazdkowym hotelu Golden Beach, który jest położony w miejscu dosyć spokojnym, tzn. na wysokim, trudno dostępnym wzgórzu. Aby dotrzeć do tego hotelu, trzeba pokonać ogromną liczbę schodów przecinających nieduży lasek. Moja mama próbowała je policzyć. Niestety, nie pamiętam, czy doliczyła się dwustu sześćdziesięciu dwóch, czy dwustu osiemdziesięciu dwóch. Tak czy owak: osoby starsze, rodzice z małymi dziećmi i ludzie nienawidzący wysiłku fizycznego powinni omijać ten hotel szerokim łukiem. Bo tak się składa, iż marsz pod górę przez las przypomina wspinaczkę na Święty Krzyż. Golden Beach to hotel całkiem porządny, chociaż na początku trudno się połapać, co gdzie w nim jest. Basen na czwartym piętrze, restauracja na piątym, recepcja na szóstym…


Raj dla neonazistów i komunistów

Jeśli chodzi o zwiedzanie Bułgarii, to mieliśmy okazję poznać Neseber, półwysep Kaliakra i Bałczyk. Nie będę opisywać tych miejsc, ponieważ informacje na ich temat można znaleźć w Internecie, katalogach biur podróży itp. Napiszę za to o sprawie, o której raczej się nie wspomina w oficjalnych materiałach dotyczących Bułgarii. Otóż w Neseberze, Bałczyku i Złotych Piaskach znajdują się malutkie sklepiki z antykami, a w tych sklepikach (oprócz typowych antyków) asortyment hitlerowski i sowiecki. Broszki w kształcie swastyki, sygnety z nazistowskimi symbolami, krzyże żelazne, budziki z podobizną Hitlera, służbowe książeczki esesmanów, czerwone gwiazdy, gadżety z godłem ZSRR, zdjęcia i portrety Stalina, podobizny Lenina, legitymacje KGB, czapki NKWD oraz mnóstwo innych pierdółek z III Rzeszy i Związku Sowieckiego.


Legalne, czy nielegalne?

Czy handel tego typu symbolami jest w Bułgarii legalny? Nie mam pojęcia. Jedno jest pewne: w Polsce coś takiego by nie przeszło. Tutaj, w kraju nad Wisłą, zwalcza się wszystko, co ma choćby pozór nazizmu lub komunizmu. Tymczasem w Bułgarii sklepiki z hitlerowskimi i sowieckimi souvenirami całkiem nieźle prosperują. Zastanawiam się, czy społeczeństwo bułgarskie podchodzi do tych spraw inaczej niż mieszkańcy Polski, czy po prostu handlarze znaleźli sposób na wyciągnięcie pieniędzy z kieszeni neonazistów, komunistów i miłośników historii XX wieku.


Swastyki jak świeże bułeczki

Wspomnę jeszcze, że w bułgarskich sklepach odzieżowych często można się natknąć na koszulki z Che Guevarą, a po Złotych Piaskach swobodnie paradował facet z podobizną Rudolfa Hessa wytatuowaną na plecach. Mówię Wam, że to wszystko totalnie mnie zszokowało. Nigdy wcześniej nie widziałam takiego przyzwolenia na propagowanie dwóch zbrodniczych ideologii, które doprowadziły do cierpienia i śmierci milionów niewinnych ludzi. Hitlerowcy i sowieci wyrządzili tyle krzywd narodom europejskim… Mordowali, gwałcili, torturowali, kradli i niszczyli… A w Bułgarii handluje się ich symbolami jak świeżymi bułeczkami! Swoją drogą, ciekawe, jak w państwie bułgarskim przedstawia się sytuacja neonazistowskich i komunistycznych zespołów muzycznych.


Zdumiewający i egzotyczny Stambuł

Zmieńmy temat. Podczas wakacji było mi dane zwiedzić jeszcze jedno miejsce: Stambuł w Turcji. W tej wielkiej, egzotycznej metropolii spędziłam tylko jeden dzień, ale mogę śmiało powiedzieć, iż jest to najpiękniejsze miasto, jakie dotychczas odwiedziłam. Jestem osobą, która zjeździła pół świata: byłam w wielu miejscach w Europie, a także w Afryce i Azji. Nigdzie jednak nie widziałam czegoś tak wspaniałego jak Stambuł. To miasto zapiera dech w piersiach, powala na kolana i doprowadza turystę do istnej ekstazy estetycznej. Gdybym miała stworzyć listę najbardziej zachwycających mnie miejscowości, na pierwszym miejscu umieściłabym owo tureckie cudo. Drugie miejsce zajęłaby zaś hiszpańska Barcelona.


Jednodniowa wycieczka, trwająca trzy dni

Ze Złotych Piasków jedzie się do Stambułu kilka godzin - razem z formalnościami na granicy będzie około 8 h. Wycieczka, w której wzięłam udział, oficjalnie była jednodniowa, jednak de facto zajęła trzy dni. Pierwszego dnia wieczorem był wyjazd do Turcji, a drugiego - zwiedzanie Stambułu. Trzeciego dnia nad ranem było się z powrotem w Golden Sands. Chyba nie przesadzę, jeśli napiszę, iż dzień drugi był jednym z najpiękniejszych dni w moim życiu. Stambuł jest bowiem bajeczny. Przepych, bogactwo i estetyka tej metropolii nie mają sobie równych.


Tradycja i modernizm, czyli Turcja w pigułce

W tym tureckim mieście znajdziemy zarówno wspaniałe, supernowoczesne budynki, jak i urzekające zabytki z różnych epok. Zobaczymy też luksusowe wille i bujną roślinność, m.in. palmy i różnobarwne kwiaty zdobiące ulice europejsko-azjatyckiego city. Jeśli chodzi o najbardziej znane obiekty w Stambule, to świątynia Hagia Sofia zrobiła na mnie średnie wrażenie, jednak Błękitny Meczet (znany także jako Meczet Sułtana Ahmeda) po prostu mnie oczarował. Polskojęzyczna Wikipedia podaje następującą informację: “Budowę meczetu, w 1609, rozpoczął w towarzystwie urzędników państwowych sam sułtan Ahmed I (wówczas 19-letni), którego ambicją było stworzyć budowlę wspanialszą od stojącej w pobliżu Hagia Sofii”. Moim zdaniem, ambicja Ahmeda została zrealizowana w stu procentach. Błękitny Meczet prezentuje się znakomicie - jest fantastyczny zarówno na zewnątrz, jak i w środku. A ten dywan, który pokrywa podłogę świątyni, jest taki mięciutki i miły w dotyku…


Wielka Turcja Narodowa

Stambuł to również miasto wypełnione patriotyzmem i pozytywnym nacjonalizmem. Wszędzie, dosłownie wszędzie można się tam natknąć na tureckie flagi narodowe. Nie da się od nich uciec, nie da się ich nie zauważyć. Oczom turystów co kilka/kilkanaście metrów ukazuje się flaga Turcji, która nie pozwala zapomnieć, w jakim kraju się przebywa. Te tureckie flagi są zazwyczaj ogromne - nigdy wcześniej nie widziałam tak wielkich chorągwi. Nieprawdopodobna liczba flag i ich imponujące rozmiary sprawiają wrażenie, jakby mieszkańcy Turcji chcieli oznajmić: “Jesteśmy Turkami i jesteśmy z tego dumni. Przybyszu, jesteś w Wielkiej Turcji. Popatrz, jaka piękna jest nasza Ojczyzna. Zachwyć się jej niepowtarzalną urodą. Kochaj ją i szanuj, bo jest tego warta. Pamiętaj także, że to my stworzyliśmy te wszystkie cuda”. Widać, iż naród turecki jest dumny ze swojej tożsamości. To chwalebne i godne naśladowania.


Ataturk - Ojciec Turków

W Stambule (i w ogóle w Turcji) bardzo często można się też natknąć na podobizny Ataturka - pierwszego prezydenta państwa, uważanego za ojca i bohatera narodu tureckiego. Jego twarz zdobi ściany budynków, poza tym jest widoczna w hotelach i innych miejscach publicznych (domyślam się, że w prywatnych mieszkaniach także). Już po przekroczeniu bułgarsko-tureckiej granicy, gdy się wjeżdża na terytorium Turcji, można zobaczyć pomnik Ojca Turków. Jak nietrudno się domyślić, podobizna tego polityka jest również obecna w takim budynku na granicy, do którego się idzie po wizę. Mustafa Kemal Pasza, zwany Ataturkiem, to w Turcji taki sam symbol narodowy jak godło i flaga. Jak podaje Wikipedia, ideologia Ataturka, kemalizm, składa się z kilku elementów: republikanizmu, równości społecznej, rządów ludu, sekularyzmu, reformizmu, nacjonalizmu i etatyzmu.


Podsumowanie

Reasumując: tegoroczne wakacje należały do udanych. Odwiedziłam dwa kraje, Bułgarię i Turcję, a jeden dzień w Stambule zrobił na mnie większe wrażenie niż czternaście dni w państwie bułgarskim. Jeżeli chodzi o Bułgarię, to wydaje mi się, iż Polska jest od niej ładniejsza. Piszę tak nie dlatego, że jestem patriotką i nacjonalistką, tylko dlatego, że naprawdę tak uważam. Co do Stambułu, nie wiem, czy kiedykolwiek zobaczę równie cudowne albo jeszcze cudowniejsze miasto. Cieszę się, iż w tym roku tak dużo zobaczyłam i przeżyłam. Będę miała co wspominać.


Natalia Julia Nowak,
10 września 2011 roku

Brak komentarzy: