niedziela, 10 lipca 2011

Gustaw-Konrad, antydogmatyk i myślozbrodniarz

Lektura, która… fascynuje!

Trzecią część “Dziadów” Adama Mickiewicza miałam okazję czytać dwukrotnie - po raz pierwszy przeczytałam ten utwór w drugiej klasie liceum, a po raz drugi na pierwszym roku studiów. Zarówno za pierwszym, jak i za drugim razem sięgnęłam po ten dramat jako po lekturę obowiązkową. I chociaż czytałam go niejako pod przymusem, byłam nim dwukrotnie przejęta i dwukrotnie zachwycona. Rzadko zdarza się, żeby jakikolwiek utwór wywołał we mnie tego typu emocje. Zwłaszcza, jeżeli jest to lektura, czyli książka kojarzona bardziej z pańszczyzną niż z prawdziwym doświadczeniem estetycznym.


Streszczenia nie będzie

Treści “Dziadów cz. III” nie będę opisywać, bo jest ona powszechnie znana. Nawet, jeżeli ktoś nie przeczytał tego dramatu od deski do deski, na pewno ma o nim jako takie pojęcie. Byłabym głupia, gdybym umieściła tutaj streszczenie lektury szkolnej, albowiem takich streszczeń jest mnóstwo - w wersji elektronicznej i drukowanej. W niniejszym artykule pragnę powiedzieć coś od siebie, wyrazić swoje myśli i odczucia, wysłowić prywatną opinię bez sprawdzania, czy jest ona zgodna z tzw. Kluczem.


Święty Klucz (patron szkół średnich)

Jeśli nie chodziliście do współczesnej szkoły średniej, w której uczniowie uczą się rozwiązywania testów i pisania wypracowań zgodnych z szablonem, to nie macie pojęcia, jak wielką świętością (bóstwem?) jest mityczny Klucz. Jeśli zaś jesteście uczniami, którzy trafili na mój tekst przypadkowo, bo akurat szukali opracowania “Dziadów”, to natychmiast zakończcie lekturę. To, co piszę, może być niezgodne z Kluczem, zatem nie traktujcie tego jako pomocy naukowej. Co do mnie, nie jestem już uczennicą liceum, toteż mogę sobie pozwolić na pewien luksus. A ściślej: na to, żeby mieć w głowie mózg, nie zaś Klucz. W związku z powyższym, pragnę napisać, że normalnie i po ludzku… lubię Konrada.


Bohater zrzucający kajdany

Tak, lubię Konrada. Podoba mi się to, o czym mówi on w Wielkiej Improwizacji, pozytywnie oceniam jego bezbrzeżny patriotyzm i wysoką inteligencję. Doceniam tego bohatera za to, że dostrzega on krytyczną sytuację Polski i że chce coś w tej sprawie zrobić. Ogromna chęć działania, wzięcia sprawy w swoje ręce, przełamania marazmu, odrzucenia strachu i niehonorowej uległości wobec zaborców - to cechy, które mi imponują i które pochwalam. Konrad jest więźniem politycznym, zmuszonym do życia w niehumanitarnych warunkach i traktowanym w brutalny sposób, jednak nie myśli on tylko o zrzuceniu fizycznych kajdan. Młody człowiek chce zrzucić również kajdany polityczne, duchowe, moralne i intelektualne.


Romantyczny, ale i rozważny

Konrad, chociaż romantyk, potrafi nie tylko głęboko przeżywać emocje, ale także logicznie myśleć. Oprócz wrażliwości, czyli serca, posiada on doskonale rozwinięty rozum. Bohater “Dziadów” Adama Mickiewicza jest niezwykle inteligentny, zdolny do zadawania niewygodnych pytań i udzielania na nie rozsądnych, aczkolwiek śmiałych odpowiedzi. Obcy mu jest fanatyzm religijny, czyli wiara w “jedyne słuszne poglądy” głoszone przez związek wyznaniowy.


Katolicki Klucz i święte oburzenie

Konrad, widząc, że piękne opowiastki o zwyciężaniu dobra nad złem mają się nijak do rzeczywistości, zastanawia się, czy cała nauka chrześcijańska nie jest zwykłym mydleniem oczu. W końcu dochodzi do wniosku, że jeśli Bóg istnieje i - pomimo możliwości odmienienia sytuacji Polaków - przyzwala na cierpienie narodu polskiego, to nie może być dobry. Wysuwany przez Konrada wniosek jest logiczny, jednak niezgodny z katolickim Kluczem (hehehe!), zatem wywołuje on święte oburzenie u osób dogmatycznie myślących.


Niechrześcijański patriotyzm

Młody człowiek nie chce jednak stosować u siebie zbrodnioszlabanu, czyli zabiegu myślowego, polegającego na blokowaniu wszelkich wątpliwości, które mogłyby doprowadzić człowieka do myślozbrodni - przełamania ortodoksji i podważenia wyznawanych dogmatów*. Konrad wydaje się rozumieć, że patriotyzm nie zawsze jest możliwy do pogodzenia z chrześcijaństwem. Wszak religia nakazuje uległość, pokorę, nadstawianie drugiego policzka i przebaczanie wszelkich krzywd, a walka za Ojczyznę polega na czymś zupełnie przeciwnym (spójrzmy na powstanie listopadowe i stosowaną wówczas niechrześcijańską przemoc!). O tym, co dziewiętnastowieczny Kościół sądził o polskich powstaniach narodowowyzwoleńczych, napisał Juliusz Słowacki w dramacie “Kordian”.


Hołd złożony pogaństwu?

Tymczasem Konrad nie przyjmuje myślenia chrześcijańskiego - przeciwnie, bliższe mu są ideały pogańskie, takie jak honor. No, a czy cały cykl “Dziady” nie jest właśnie hołdem złożonym pogaństwu? Przypomnijmy sobie drugi tom serii… W trzeciej części “Dziadów” występuje jednak postać będąca przeciwieństwem Konrada - ksiądz Piotr. Ten duchowny zaleca postawę chrześcijańską, a jego wizja Polski jako Chrystusa narodów sugeruje, że pokora, uległość wobec oprawców, cierpliwość i niepodejmowanie walki są czymś pozytywnym.


Moralność niewolników i moralność panów

Polacy, według kapłana, mają być bierni i masochistyczni. Jedyną pociechą powinna być dla nich wyobraźnia - fantazjowanie o przyszłej karze Boskiej, jaka spotka zaborców, a także interpretowanie przypadkowych niepowodzeń oprawców jako właśnie takich kar. Przyznam, że poglądy księdza Piotra kojarzą mi się z moralnością niewolników opisaną przez Fryderyka Nietzschego: “Bunt niewolników na polu moralności, zaczyna się tem, że ressentiment samo twórczem się staje i płodzi wartości: ressentiment takich istot, którym właściwa reakcya, reakcya czynu, jest wzbroniona i które wynagradzają ją sobie tylko zemstą w imaginacyi” (źródło: “Z genealogii moralności”). Konrad, jako człowiek wyznający przeciwny system wartości, czyli moralność panów, nie zgadza się na tego typu zachowanie.


Pytania bez odpowiedzi

Ostatecznie, to właśnie ksiądz Piotr zwycięża, a postawa Konrada zostaje uznana za niewłaściwą. Czy autor rzeczywiście chciał to napisać? A może zdecydował się na takie rozwiązanie, żeby się podlizać pobożnym czytelnikom, dla których triumf “heretyka” (myślozbrodniarza, rozumującego niezgodnie z Kluczem) byłby nie do przyjęcia? “Dziady” powstawały w pierwszej połowie XIX wieku, czyli w czasach, kiedy ortodoksja religijna była czymś powszechnym, a przynajmniej częściej spotykanym niż dzisiaj. Możliwe, że Mickiewicz odczuwał po prostu potrzebę ocenzurowania samego siebie. Kto wie, czy po napisaniu Wielkiej Improwizacji sam nie był przerażony własną myślozbrodnią i nie czuł się jak grzesznik?


Gustaw, czyli poprzednie “ja” Konrada

Patriotyzm, odwaga, honor i rozum Konrada są godne podziwu i uznania, tym bardziej, że wcześniej ów bohater był płaczliwą, nierozgarniętą, zniewieściałą mamałygą w stylu Wertera z powieści Goethego. Konrad, znany wówczas jako Gustaw, był oderwanym od rzeczywistości marzycielem, egocentrycznym histerykiem, sentymentalnym zbieraczem listków i gałązek, życiowym nieudacznikiem, zajętym rozdrapywaniem starych ran, rozmyślaniem o swojej byłej dziewczynie i snuciem opowieści o swoim złamanym sercu (które i tak nikogo nie obchodziły). Gustaw, na skutek nieszczęśliwej miłości, popełnił samobójstwo, a potem - już jako upiór - sam przyznał, że utwory Goethego i Rousseau wyprały mu mózg.


Od mazgaja do wojownika

To szlochające i upierdliwe popychadło postanowiło jednak wziąć się w garść. Radykalna przemiana młodego człowieka nastąpiła już w więzieniu politycznym, a jej symbolem stała się napisana na ścianie informacja, według której umarł Gustaw, a narodził się Konrad. Bohater dzieła Adama Mickiewicza zabił w sobie operetkowego płaczka, a powołał do życia niezłomnego bojownika o sprawę narodową, kandydata na wyzwoliciela i przywódcę Polaków. Zaprawdę, godne to i sprawiedliwe, słuszne i zbawienne. Szkoda, że w realnym świecie nie da się tak szybko ogarnąć, przeobrazić z mazgaja w wojownika, z miernoty w twardziela, z chłoptasia w mężczyznę!


“Dziady” to wspaniały dramat

I tyle, jeśli chodzi o Konrada. O całej trzeciej części “Dziadów” mogę powiedzieć, że czyta się ją wyjątkowo szybko i przyjemnie, jak na lekturę obowiązkową. Utwór, oprócz ciekawego głównego bohatera, zawiera bardzo poruszające, wręcz wstrząsające opisy martyrologii narodu polskiego. Udowadniają one, że Ojczyzna i Naród są dobrami tak cennymi, iż warto za nie walczyć, cierpieć, a nawet umierać. Nie można być takim jak literaci z salonu warszawskiego, którzy nie dość, że są kosmopolitami, to jeszcze nie mają honoru, albowiem podlizują się katom Polaków. Takie postępowanie jest bowiem niegodne człowieka. “Dziady cz. III” to wspaniały dramat, chociaż zawarte w dziele elementy religijne potrafią czytelnika zirytować.


Natalia Julia Nowak,
9-10 lipca 2011 roku



____________________
* Pojęcia “zbrodnioszlaban” i “myślozbrodnia” pochodzą z powieści “Rok 1984” George’a Orwella. W świecie z “Roku…” za myślozbrodnię uważano wszelkie poglądy niezgodne z założeniami Partii. Brytyjskiego pisarza mógł zainspirować fakt, że według Kościoła katolickiego można zgrzeszyć nie tylko czynem, ale także myślą. W chrześcijaństwie, a przynajmniej katolicyzmie, odmawia się grzesznikom prawa do życia wiecznego. Analogicznie do tego, w powieści Orwella jest napisane: “Myślozbrodnia nie pociąga za sobą kary śmierci. Myślozbrodnia JEST śmiercią”.

Brak komentarzy: