poniedziałek, 24 stycznia 2011

TragiFarsa 13. Krótka forma teatralna

OD AUTORKI:

Trzynasta część “TragiFarsy socNIErealistycznej” powstała dosyć nieoczekiwanie. Napisałam ją niedługo po stwierdzeniu, iż groteskowo-satyryczna seria dramaturgiczna o Zdzisławie Baumfeldzie i innych funkcjonariuszach Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego powinna się zakończyć na tomie dwunastym. Co było powodem stworzenia części trzynastej? Fakt, że nie wykorzystałam jeszcze wszystkich literackich pomysłów, które narodziły się w mojej głowie w związku z tworzeniem cyklu. Ponieważ ostatnio “chodziła mi po głowie” scena, w której Zdzisław Baumfeld zostaje zwolniony z pracy przez swojego szefa, pułkownika Waldeberta Werfelberga, postanowiłam ją ubrać w słowa i opublikować.

“TragiFarsa 13” jest zdecydowanie krótsza od pozostałych części serii, bowiem zawiera tylko tę jedną, króciutką scenkę dotyczącą usunięcia Baumfelda z ubecji. Utwór jest nie tyle dramatem, ile krótką formą teatralną lub skeczem. Warto przy tym pamiętać, iż “TragiFarsa 5. Odcinek specjalny” liczyła sobie aż 71 KB, “TragiFarsa + 60 lat” - 58 KB, “TragiFarsa 8. Nowa era” - 54 KB, a “TragiFarsa 6. Totalna porażka” - 53 KB (dane z serwisu Opowiadania.pl). Gdyby TragiFarsy były dziełami filmowymi, moglibyśmy powiedzieć, iż wcześniejsze części serii były filmami pełnometrażowymi, a niniejsza - filmem krótkometrażowym. Króciuteńką “TragiFarsę 13” mogę skomentować powiedzeniem: “Lepsze to niż nic”.

Lista wszystkich TragiFars: “TragiFarsa socNIErealistyczna”, “TragiFarsa 59 lat później”, “TragiFarsa 3. Skandal stulecia”, “TragiFarsa + 60 lat”, “TragiFarsa 5. Odcinek specjalny”, “TragiFarsa 6. Totalna porażka”, “TragiFarsa 7. Teoria spisku”, “TragiFarsa 8. Nowa era”, “TragiFarsa 9. Rok 2009”, “TragiFarsa 10. Część jubileuszowa”, “TragiFarsa 11. Strajk ścisły”, “TragiFarsa 12. Kukułcze gniazdo”, “TragiFarsa 13. Krótka forma teatralna”.

Pozdrawiam!
Natalia Julia Nowak




MUZYCZNE MOTTO:

"I choćbyś upadł na kolana,
I choćbyś błagał,
To już nie działa na mnie.
Żegnaj, twoja strata.
Zabieraj wszystkie swoje rzeczy,
Nic tu po tobie.
Twój czas już minął,
Od dziś jestem twoim wrogiem,
Ty moim wrogiem"


Kasia Cerekwicka, "Na kolana"



Czas akcji: 12 kwietnia 1952 roku (dwa tygodnie przed wydarzeniami opisanymi w “TragiFarsie 5. Odcinku specjalnym”)

Miejsce akcji: budynek Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach, gabinet ppłk Mroczysławy Kalinowskiej-Wójcik

Osoby: Zdzisław Baumfeld (31 lat), Mroczysława Kalinowska-Wójcik (44 lata), Waldebert Werfelberg (49 lat)


44-letnia ppłk Mroczysława Kalinowska-Wójcik, wicedyrektorka Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach, siedzi przy biurku w swoim gabinecie i sprawia wrażenie mocno zdenerwowanej. Naprzeciwko niej stoi 31-letni oficer śledczy, ppor. Zdzisław Baumfeld, który robi żałosną minę w stylu łajanego chłopca. Oboje mają na sobie mundury stosowne do posiadanego stopnia wojskowego. W pomieszczeniu (na ścianie i biurku) znajdują się elementy, które demaskują specyficzny światopogląd Mroczysławy: zdjęcia Józefa Stalina, Bolesława Bieruta, Jakuba Bermana, Józefa Różańskiego, Anatola Fejgina i Julii Brystiger oprawione w ramki-serduszka. Gabinet zawiera również sprzęty charakterystyczne dla kobiet: bogato zdobione lustro, stojącą, porcelanową lalkę w stroju ludowym oraz dekoracje przypominające kwiaty i motyle.


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (z wyższością, mentorskim tonem):

…dlatego uważam, towarzyszu Baumfeld, że wasz wczorajszy incydent był niedopuszczalny. Kim wy jesteście, obywatelu podporuczniku? Kto was upoważnił do odbierania życia innym ludziom? Jak możecie rościć sobie prawo do decydowania, kto ma umrzeć, a kto pozostać wśród żywych? Tylko pułkownik Werfelberg może decydować o tym, co się stanie z przetrzymywanymi przez nas ludźmi. Nie wam rozstrzygać, kto odejdzie z tego świata, kto pozostanie w więzieniu, a kto powróci do rodzinnego domu. Od podejmowania takich decyzji jest dyrektor PUBP i - w nadzwyczajnych okolicznościach - ja tudzież Rzędzimir Wszebor Witkowski. Gdybyście zapytali towarzysza pułkownika, czy możecie zabić Syzyniusza Podgórskiego, na pewno otrzymalibyście zgodę. Jak zapewne pamiętacie, trzy lata temu Waldebert Werfelberg dał wam wolną rękę w kwestii niejakiego Wespazjana Cipki. Nie może być jednak tak, iż sami wybieracie “koniec” dla przesłuchiwanych przez siebie osób. Wasze kompetencje nie sięgają aż tak daleko, podporuczniku Baumfeld!


ZDZISŁAW BAUMFELD (wyraźnie zmieszany, a zarazem zniecierpliwiony):

Podpułkowniku Kalinowska-Wójcik, cóż mogę wam powiedzieć? Przecież już tłumaczyłem, że nie chciałem zabić Podgórskiego! To był przypadek, wypadek przy pracy! Chciałem tylko go przestraszyć, dokuczyć mu w perfidny sposób… Bawiło mnie, że jest taki bezradny i sfrustrowany, kiedy nie może oddychać… A gdy zauważyłem, iż po mojej zabawie jest coś nie tak, próbowałem nawet go odratować!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (kpiąco):

“Nie chciałem zabić Podgórskiego”… Tłumaczycie się, towarzyszu, jak mały chłopiec, który przez przypadek stłukł babciny wazon. Rozumiem, że nie planowaliście uśmiercenia tego więźnia, jednak z pewnością byliście świadomi, iż torturowanie poprzez podduszanie może się skończyć zgonem ofiary. Owszem, to był więzień przeznaczony na pohybel, ale jak my ludziom wytłumaczymy jego śmierć przed rozprawą w Wojskowym Sądzie Rejonowym? Młodzianowiczanie pomału zaczynają się orientować, iż tutaj, w Powiatowym Urzędzie Bezpieczeństwa Publicznego, dzieje się coś dziwnego. Czyja to wina? Takich głupiutkich przystojniaczków jak wy, obywatelu podporuczniku!


Zdzisław robi wielce oburzoną minę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (ostrzegawczo, zapominając o tym, że rozmawia z wicedyrektorką):

Tylko nie “głupiutkich przystojniaczków”! Równie dobrze ja mógłbym was nazwać “głupiutką ślicznotką”!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (unosząc wysoko brwi):

“Głupiutką ślicznotką”… Proszę, proszę… Widzę, że jesteście dzisiaj strasznie napastliwi, towarzyszu Baumfeld…


ZDZISŁAW BAUMFELD (anachronicznie posługując się słowami z piosenki “Rain Man” Eminema):

“Uważacie mnie za napastliwego? To JA was uważam za napastliwą!”


Nagle rozlega się śmiałe, energiczne pukanie do drzwi i do pomieszczenia wchodzi Waldebert Werfelberg (który, podobnie jak pozostałe postacie, nosi oficerski mundur). Mroczysława wstaje z krzesła, aby okazać szacunek swojemu przełożonemu.


WALDEBERT WERFELBERG:

Towarzyszko Mroczysławo, wybrałem się do was, aby wam pokazać pewien telegram z Warszawy, ale - dochodząc do drzwi - usłyszałem jakąś ostrą wymianę zdań. Co tu się dzieje, obywatelko? (Zerkając na Baumfelda) Towarzysz Zdzisław znowu coś przeskrobał?


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (gorąco, oskarżycielsko):

Tak, pułkowniku Werfelberg! Obywatel Zdzisław Baumfeld po raz kolejny udowodnił, iż jest nieodpowiedzialnym promieniowcem, a na dodatek cholernie niesubordynowanym pracownikiem!


ZDZISŁAW BAUMFELD (pod nosem):

O, Stalinie… Co za mowa nienawiści!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (do Werfelberga, nie usłyszawszy Zdzisława):

Wyobraźcie sobie, że wczoraj wieczorem, podczas interrogacji Syzyniusza Podgórskiego, doprowadził tego jeńca do śmierci, chociaż już dawno zdecydowaliśmy, iż zostanie on zabity na drodze prawomocnego wyroku WSR! Zaiste, trudno o większego eukarionta! Oczywiście, mówię o Baumfeldzie, a nie o Podgórskim… Jak my teraz wyjdziemy do ludzi i powiemy, że Syzyniusz nie może wziąć udziału w rozprawie, bo nie żyje? W jaki sposób wytłumaczymy jego zgon? Przecież młodzianowiczanie nie są włosogłówkami!


WALDEBERT WERFELBERG:

Heh, możemy zorganizować proces-widmo. Sędzia będzie udawał, że sądzi żywego człowieka, który z jakichś przyczyn nie mógł się stawić w budynku Wojskowego Sądu Rejonowego. A potem zapadnie wyrok śmierci i nikt nie będzie się dziwił, iż nie widuje Syzyniusza Podgórskiego. Żaden z młodzianowiczan nie zorientuje się, że Podgórski umarł już wcześniej, z rąk podporucznika Baumfelda. To będzie takie realistyczne przedstawienie: proces ducha, którego nieświadomy lud uważa za osobę żywą, acz nieobecną…


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (ze szczerym uznaniem):

Świetny pomysł, pułkowniku Werfelberg! Wy to macie talent do wychodzenia z opresji! Ale i tak nic nie zmieni faktu, że… (Anachronicznie cytuje fragment piosenki “The Gatekeeper” zespołu Within Temptation) “Nie można zabić tego, co zostało zabite już wcześniej”!


WALDEBERT WERFELBERG:

Jeśli chodzi o prawdziwą śmierć Podgórskiego, to nie robiłbym z niej aż takiej afery. Ostatecznie, nic wielkiego się nie stało. Syzyniusz nie był nam już do niczego potrzebny, toteż jego zgon nie ma najmniejszego znaczenia. Sądzę, podpułkowniku Kalinowska-Wójcik, iż lament z powodu śmierci tego więźnia to burza w szklance wody.


ZDZISŁAW BAUMFELD (zachwycony, z ulgą, przerywając Waldebertowi):

Towarzyszu pułkowniku! Jaki z was mądry i wyrozumiały człowiek!


WALDEBERT WERFELBERG (nie zważając na słowa Zdzisława, kontynuuje przerwaną wypowiedź):

Co zaś do Baumfelda, to faktycznie warto się zastanowić nad podjęciem jakichś kroków dyscyplinarnych w stosunku do niego. Ja też zauważyłem, iż ostatnio towarzysz Zdzisław zachowuje się w nieodpowiedni sposób, a różnego rodzaju wpadki zdarzają mu się wyjątkowo często. Czasami odnoszę wrażenie, że obywatel Baumfeld próbuje zniszczyć Urząd Bezpieczeństwa od środka.


Zdzisław znowu robi oburzoną minę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (krzyczy):

To nieprawda!


WALDEBERT WERFELBERG (spokojnie, chłodno):

Ale takie sprawiacie wrażenie, towarzyszu. Nie dość, że utrudniacie pracę PUBP, to jeszcze narażacie na szwank wizerunek tej instytucji i demoralizujecie innych funkcjonariuszy. Obawiam się, iż jestem zmuszony raz na zawsze przerwać tę TragiFarsę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (lekko przestraszony):

Co przez to rozumiecie, pułkowniku Werfelberg?


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (ostro, do Zdzisława):

Nie udawajcie jeszcze głupszego niż jesteście, obywatelu! Dobrze wiecie, że towarzysz dyrektor mówi o wywaleniu was z roboty! Od lat powtarzam, iż w UB nie ma miejsca dla takich prazynofitów jak wy, jednak pułkownik Werfelberg, jako człowiek niezwykle litościwy i miłosierny, zawsze dawał wam szansę na poprawę! Teraz nadszedł czas, aby zakończyć to pobłażliwe traktowanie! Towarzyszu Zdzisławie, musicie ponieść zasłużoną karę, ponieważ zhańbiliście młodzianowicką ubecję!


ZDZISŁAW BAUMFELD (w przypływie złości, posługując się cytatem z piosenki “Kalina Malina”):

“Ja jej nie zhańbiłem - zhańbiła się sama!”


Zarówno Werfelberg, jak i Kalinowska-Wójcik wytrzeszczają oczy z szoku i zbulwersowania. Mroczysława, która jak zwykle ma problemy z opanowaniem emocji, wychodzi zza biurka, podchodzi do Baumfelda i zaczyna go okładać pięściami, wyzywając od najgorszych i klnąc jak szewc. Zdzisław, który - jako mężczyzna - jest od niej większy i silniejszy, bez trudu obezwładnia swoją napastniczkę. Chociaż pani podpułkownik nie może już wyrządzić fizycznej krzywdy Baumfeldowi, nadal obrzuca go nieprzystojnymi epitetami.


WALDEBERT WERFELBERG (despotycznie, gniewnie):

Podporuczniku Baumfeld, zostawcie towarzyszkę Kalinowską-Wójcik, bo zaraz ja wam wkiełbolę! A przypominam, że uchodzę za jednego z najokrutniejszych UB-eków nie tylko w naszej okolicy, ale i w całej Polsce Ludowej! Dowiedzcie się z wiarygodnego źródła, co robiłem w czasie drugiej wojny światowej oraz później, podczas dwuletniej pracy w warszawskiej bezpiece! Odrąbałem palce koledze z dzieciństwa, bo konszachtował z Narodowymi Siłami Zbrojnymi! Z tego samego powodu zgwałciłem osiemnastoletnią dziewczynę i przebiłem jej oczy gwoździami!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK:

Fakt! A trzy lata temu pułkownik Werfelberg utopił w beczce własne dziecko, ponieważ urodziło się z mongolizmem!


WALDEBERT WERFELBERG (zawstydzony, cedzi przez żeby):

Milczcie, towarzyszko! To informacja niejawna!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (pogodnie, do dyrektora Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach):

Ależ nie ma się czego wstydzić! Ja wyabortowałam troje własnych dzieci i jakoś żyję! Lubiłam patrzeć na powyrywane, zakrwawione, jeszcze się poruszające kończyny bachorów i ich miniaturowe flaki wystające z porozrywanych brzuchów! Maria Lolita, kochanka Baumfelda, brzydziła się kiedyś aborcją, ale potem zrozumiała, iż każda kobieta ma prawo do upajania się takimi widokami! Rozsądna dziewucha, nie ma co!


WALDEBERT WERFELBERG (tracąc cierpliwość, do 31-letniego podporucznika):

Towarzyszu Zdzisławie, jeśli nie puścicie mojej zastępczyni, to skończycie tak jak jej nienarodzone dzieci! Przysięgam, że nie będzie mi was żal, bo faktycznie jesteście zbędni w Urzędzie Bezpieczeństwa! Kiedyś uważałem was za kompetentnego i skutecznego funkcjonariusza, jednak dziś wiem, iż jesteście zwykłym… zwykłym… zwykłym ziarenkowcem!


Zdzisław Baumfeld puszcza Mroczysławę, jednak nadal jest wściekły i patrzy z nienawiścią na pozostałych bohaterów sceny.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do dyrektora i wicedyrektorki):

Skoro nie chcecie mnie więcej widzieć w PUBP i uważacie mnie za ziarenkowca, to bardzo proszę: odchodzę z pracy! Do jutra oddam wam ten pieprzony mundur i cały sprzęt służbowy!


WALDEBERT WERFELBERG:

Nie macie skąd odejść, bo już zostaliście zwolnieni! (Wskazując palcem na drzwi) Wynoście się, towarzyszu, albo poznacie mnie od tej strony, od której wolelibyście mnie nie znać! Obym was nigdy więcej nie zobaczył!


ZDZISŁAW BAUMFELD (podchwytując słowa Werfelberga):

“Obym was nigdy więcej nie zobaczył” - to jest życzenie śmierci!


WALDEBERT WERFELBERG:

Może być i życzenie śmierci. Wynoście się, towarzyszu Baumfeld!


ZDZISŁAW BAUMFELD (złośliwie):

Na koniec powiem, że Mroczysława Kalinowska-Wójcik jest powszechnie uważana za osobę niezrównoważoną emocjonalnie i obłąkaną. Podobno słyszano, jak zwierzała się swojemu mężowi z tego, iż została uprowadzona przez istoty z innej planety. Jej facet też zaczyna zauważać, że ożenił się z wariatką, dlatego coraz częściej można go spotkać w towarzystwie Liliozy, córki działacza partyjnego Aldhelma Szmulewicza.


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (urażona, nie dowierzając swojemu byłemu podwładnemu):

Ach, podporuczniku Baumfeld! Znowu ta napastliwość!


ZDZISŁAW BAUMFELD (anachronicznie posługując się słowami z utworu “Rain Man” Eminema):

“Uważacie mnie za napastliwego? To JA was uważam za napastliwą! Kuźwa, to ten sam wers, dopiero go użyłem…”


Waldebert Werfelberg robi bardzo groźną minę i niebezpiecznie mruży oczy.


WALDEBERT WERFELBERG (dobitnie, do Zdzisława Baumfelda, wskazując palcem na drzwi):

Won!


31-letni podporucznik wychodzi z pomieszczenia, trzaskając drzwiami tak mocno, że porcelanowa lalka w stroju ludowym spada na podłogę i się rozbija. Pułkownik Werfelberg podbiega do drzwi, otwiera je i krzyczy do oddalającego się Baumfelda.


WALDEBERT WERFELBERG (do niewidocznego już Zdzisława):

Pieniądze za tę lalkę też macie oddać, obywatelu!


ZDZISŁAW BAUMFELD (z oddali):

Pieniądze za lalkę? A może watruszki do tego?


WALDEBERT WERFELBERG:

Z serem i rodzynkami!


ZDZISŁAW BAUMFELD (z oddali):

A do popicia: kwas chlebowy!


WALDEBERT WERFELBERG (wściekle, nienawistnie):

Obyście się nim zakrztusili, towarzyszu Baumfeld!


Szef młodzianowickiego PUBP energicznie zamyka drzwi, a Mroczysława pozwala sobie usiąść z powrotem na krześle. Przez dłuższą chwilę w pomieszczeniu panuje cisza. Nagle Waldebert przypomina sobie o stłuczonej, porcelanowej lalce, która wciąż leży na podłodze.


WALDEBERT WERFELBERG (dziwnym tonem):

Towarzyszko Mroczysławo?…


Kalinowska-Wójcik, wyrwana z zadumy, spogląda na Waldeberta, ale nic nie mówi.


WALDEBERT WERFELBERG (anachronicznie parafrazując słynną wypowiedź Kamila Durczoka):

“Eeee… To dobrze, że mnie słuchacie… Kto odpowiada za to, jak tu wygląda w tym UB?”


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (w zamyśleniu):

Hmmm… Myślałam, towarzyszu, że to wy jesteście za wszystko odpowiedzialni…


WALDEBERT WERFELBERG (zirytowany, anachronicznie parafrazując słowa tego samego dziennikarza):

“Nie wkurzajcie mnie, dobrze?! Od kilku minut jest tak ukiełbolona podłoga tutaj, że tylko dlatego, że kazałem Baumfeldowi natychmiast się wynosić, nie zdąży on porozmawiać z innymi funkcjonariuszami i nie zrobi sensacji. Żeby ktoś ruszył dupsko, po prostu, i to wysprzątał!”


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (zdumiona):

Kto niby ma to wysprzątać? Ja?!


WALDEBERT WERFELBERG (znów anachronicznie parafrazuje wypowiedź Durczoka):

“Towarzyszko Mroczysławo, to nie jest coś wymyślić, dobra? Trzeba po prostu… powiedzieć Moździerzowi, że ma załatwić tak, żeby tu, kuźwa, się ktoś pojawił i to pozamiatał. Albo jakiemukolwiek innemu funkcjonariuszowi, który się poczuwa do minimum odpowiedzialności, w jakich warunkach pracuje kadra kierownicza lokalnego Urzędu Bezpieczeństwa”


Mroczysława nie odpowiada.


WALDEBERT WERFELBERG (zbierając się do wyjścia):

“Miśnieńska porcelana, czy nie wiem, co…”


Dyrektor Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach opuszcza gabinet swojej zastępczyni. Parodia znanego nagrania z Kamilem Durczokiem w roli głównej dobiega końca.


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (mając na myśli Werfelberga):

Apodyktyczny facet, jak bum cyk-cyk! Ech, chciałabym być na jego miejscu… Chciałabym być numerem jeden w młodzianowickiej bezpiece… Ale jak osiągnąć ten cel, skoro Waldebert cieszy się poparciem Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego i ma końskie zdrowie? Jak osiągnąć ten cel, skoro wszystko wskazuje na to, iż będzie rządził jeszcze wiele lat? (Pauza) A tak w ogóle, to czy anachroniczne parafrazowanie słów Kamila Durczoka nie pojawiło się już w “Profesorze Kuzniecowie i jego robotach” Natalii Julii Nowak?


Kobieta - świadoma, że nie otrzyma odpowiedzi na swoje retoryczne pytania - wychodzi z pomieszczenia i zamyka drzwi na klucz. W tle gra piosenka “Happy Birthday” zespołu The Birthday Massacre, która ma się nijak do tematyki “TragiFarsy 13”, ale posiada ładną melodię.



K-O-N-I-E-C

Natalia Julia Nowak,
23-24 stycznia 2011 r.

Brak komentarzy: