czwartek, 30 grudnia 2010

Farhan Khan i Masońska Islamofobia

Bardzo ciekawy film, acz wzbudzający zastrzeżenia

W poprzednim artykule, zatytułowanym “Farhan Khan i Zakon Iluminatów”, opisałam niezwykle interesujący film dokumentalny (prezentację multimedialną?) “The Music Industry Exposed”, którego tematyka dotyczyła wpływu masonerii na przemysł muzyczny. Ponieważ dzieło stworzone przez mieszkającego w Wielkiej Brytanii 19-latka, Farhana Khana, zrobiło na mnie ogromne wrażenie, postanowiłam obejrzeć i scharakteryzować kolejny film tego autora - “Illuminated” (“Oświeceni”). Film “Illuminated” wzbudził we mnie więcej zastrzeżeń niż “The Music…”, ponieważ większość zawartych w nim informacji opiera się na religii mahometańskiej, a ja jestem ateistką. Mimo to, oglądanie tej produkcji było dla mnie przyjemnością, albowiem zawiera ona mnóstwo ciekawostek, o których wcześniej nie wiedziałam.


Czym tym razem zajmuje się Khan?

W “Illuminated” Farhan Khan (FarhanK501) stara się udowodnić pogląd, według którego masoneria pragnie zniszczyć islam. Młodzieniec piętnuje krzywdzący stereotyp “muzułmanina-terrorysty”, demaskuje antyislamskie przekazy subliminalne, opowiada o cudach religijnych w islamie, a nawet sugeruje, że zamach na World Trade Center był sprawką wolnomularstwa, które chciało… zakpić z Kaaby, największej świętości mahometanizmu. Uwaga! Kilka pierwszych odcinków “Illuminated” oglądałam na internetowym profilu Farhana, ale pozostałe na innych profilach, dlatego proszę nie mieć do mnie pretensji, jeśli podałam niepoprawne tytuły poszczególnych części!


Wszystkie religie monoteistyczne są święte

W pierwszej części “Illuminated” zatytułowanej “Atheism” (“Ateizm”) Farhan Khan polemizuje z poglądami ateistycznymi, które - jego zdaniem - są agresywnie propagowane w masońskich mediach. Według niego, Zakon Iluminatów chce pozbawić ludzi religijności, aby zburzyć ich zaufanie do tradycyjnych norm moralnych oraz utrudnić im odróżnianie dobra od zła. FarhanK501 jest przekonany, iż “lucyferiańska” masoneria nienawidzi religii monoteistycznych, gdyż pochodzą one bezpośrednio od Boga (dowodami na wspólne pochodzenie tych religii mają być łączące je podobieństwa). Uważa jednak, że chociaż judaizm, chrześcijaństwo i islam są jednakowo święte, to bardziej należy ufać Koranowi niż Biblii (ta druga była ponoć wielokrotnie zmieniana i przeredagowywana przez ludzi, którzy chcieli ją wykorzystać do własnych celów). Farhan twierdzi, iż bardzo trudno jest udowodnić zarówno istnienie, jak i nieistnienie Boga. Sam opowiada się jednak za wiarą i porównuje Boga do powietrza, którego nie widać, a które jest wszechobecne i niezbędne człowiekowi.


Krzywdzący stereotyp “muzułmanina-terrorysty”

Zdaniem Khana, religia mahometańska jest bardzo silna i zaskarbia sobie coraz więcej wyznawców - także wśród ludzi znanych. Nic więc dziwnego, że masoneria uważa ją za swojego największego wroga i rywala, a co za tym idzie: próbuje ją zniszczyć poprzez nagonkę medialną. FarhanK501 pisze, iż wolnomularstwo (zwłaszcza teraz, po wydarzeniach z 11 września 2001 roku) wykorzystuje media do propagowania krzywdzącego stereotypu “muzułmanina-terrorysty”. Zakon Iluminatów chce ponoć, aby opinia publiczna bała się mahometan, nienawidziła ich i popierała amerykańskie ataki na kraje islamskie. Według Khana, kontrolowane przez masonerię media nie pokazują normalnych, spokojnych, pokojowo nastawionych muzułmanów, tylko ekstremistyczną mniejszość albo apostatów, którzy oczerniają swoją dawną religię.


Antyislamska manipulacja zdemaskowana!

Farhanowi udaje się zdemaskować jedną z antyislamskich, medialnych manipulacji. Brytyjskie media pokazały kiedyś zdjęcia z manifestacji w Londynie, podczas której kilkudziesięciu osobników wznosiło transparenty z hasłami nawołującymi do mordowania wrogów islamu. Khan dokładnie analizuje te fotografie i zauważa, że hasła na wszystkich transparentach są napisane tym samym charakterem pisma, a osoby, które je niosą - w przeciwieństwie do pozostałych uczestników demonstracji - mają zasłonięte twarze. Zdaniem Farhana, za przygotowanie owych nienawistnych transparentów odpowiada “JEDNA i tylko JEDNA osoba” (czyżby wynajęty prowokator?).


Seksualizacja popkultury, niechęć do dojrzałej miłości

W drugiej części filmu, której tytuł brzmi “Positive & Negative Energy” (“Pozytywna i negatywna energia”) FarhanK501 wyraża przekonanie, iż wolnomularstwo zwalcza nie tylko religie, ale również reprezentowane przez nie wartości. Według Khana, masońskie media bombardują dzieci i młodzież treściami erotycznymi, aby szerzyć wśród nich niedojrzałą miłość oraz stworzyć swoiste “pokolenie niedojrzałej miłości“. Farhan uważa, że Zakon Iluminatów nie lubi miłości dojrzałej, gdyż napełnia ona ludzi pozytywną energią. Owa pozytywna energia jest ponoć potężniejsza od negatywnej, co sprawia, iż jej posiadaczami trudno się manipuluje. Dojrzała miłość - jak pisze Khan - pozwala ludziom osiągnąć wyższy stan świadomości, dlatego wolnomularstwo bardzo się jej boi i próbuje ją zniszczyć. Masoni robią wszystko, co w ich mocy, aby napełnić społeczeństwo negatywną energią (złością, agresją, frustracją i pesymizmem).


Mekka - miasto cudów religijnych?

FarhanK501 pokazuje widzom przykład negatywnej energii w mediach: fragment programu telewizyjnego, w którym jakiś dziennikarz usprawiedliwia wyśmiewanie różnych religii i polemizuje z muzułmaninem niepopierającym takiego zachowania. Następnie FarhanK501 odtwarza inne nagranie, w którym ten sam dziennikarz krytykuje aktora, który sparodiował ortodoksyjnego żyda. W dalszej części “Positive & Negative Energy” Khan, dla odmiany, prezentuje swoim odbiorcom coś pozytywnego i interesującego: fragment programu, w którym toczy się rozmowa na temat najważniejszego islamskiego obiektu, czyli Kaaby w Mekce. Z rozmowy tej wynika, że naukowcy odkryli, iż ziemia, na której stoi Kaaba, emituje jakieś cudowne, jedyne w swoim rodzaju promieniowanie - takie, które sięga daleko w głąb Kosmosu i prawdopodobnie nie ma końca. Jeden z uczestników dialogu stwierdza, iż to promieniowanie może łączyć ziemską Kaabę z Kaabą w niebie. W końcu Farhan Khan pokazuje widzom internetowe statystyki, które udowadniają, że ludzie często pytają o cuda w islamie i że istnieje wiele stron poświęconych tej tematyce.


9/11 jako atak Illuminati na islam (nie odwrotnie)

W trzeciej części “Illuminated” (“9/11 & The Destruction Of Holy Kaaba” - “9/11 i zniszczenie Świętej Kaaby”) Farhan stawia tezę, że zamach terrorystyczny na World Trade Center w Nowym Jorku był sprawką Illuminati. Młody muzułmanin wymienia kilka możliwych powodów tej zbrodni, m.in. wyrażenie przez masonerię chęci zniszczenia Kaaby. Khan pisze, że między wieżami WTC stała rzeźba zwana The Sphere, która - jeśli wierzyć Wikipedii - miała imitować (mimic) najświętszy obiekt islamu. Zdaniem Farhana, zniszczenie World Trade Center i uszkodzenie The Sphere miało być ciosem dla wyznawców religii mahometańskiej.


Kiedy rozum zgadza się z wiarą…

W dalszej części “9/11 & The Destruction Of Holy Kaaba” Khan prezentuje odbiorcom różne ciekawostki naukowe, udowadniające, że Mekka - jako szczególny punkt na Kuli Ziemskiej - jest miejscem interesującym dla fizyków, astronomów i geografów. Młody muzułmanin odtwarza także fragment jakiegoś filmu dokumentalnego, który nie tylko potwierdza tezę o fizycznej wyjątkowości Mekki, ale również ukazuje związek między liczbami ważnymi dla muzułmanów a stałymi miarami w przyrodzie. Te wszystkie fakty mają uzasadniać pogląd, według którego centrum religijne islamu jest święte i doskonałe, a “satanistyczne” wolnomularstwo ma powody, by go nienawidzić.


Siedem - wyjątkowa liczba

W części czwartej, której tytuł brzmi “Illuminati Challenging God” (“Iluminaci rzucają wyzwanie Bogu”) FarhanK501 zastanawia się nad prawdami wiary islamskiej i umiejętnie dopasowuje je do wspomnianych wcześniej faktów naukowych. Khan informuje widzów, że muzułmanie wierzą, iż Bóg stworzył siedem nieb. Podobno owe nieba można utożsamić z warstwami atmosfery ziemskiej - magnetosferą, jonosferą, egzosferą, termosferą, mezosferą, stratosferą i troposferą. Farhan zauważa, iż sama liczba siedem jest niezwykle istotna w islamie, chrześcijaństwie i judaizmie. Dowodem na niezwykłość i popularność siódemki ma być jej częste występowanie w światowej kulturze oraz popkulturze.


Religie monoteistyczne a wierzenia masońskie

W końcu młody muzułmanin zaczyna snuć refleksje na temat wierzeń masońskich, które - jego zdaniem - mają wiele wspólnego z wielkimi religiami monoteistycznymi. Wolnomularze wierzą ponoć w Boga, ale nim gardzą, dlatego oddają cześć szatanowi i odprawiają okultystyczne rytuały, aby rzucić wyzwanie znienawidzonej Istocie Boskiej oraz przesłać ludziom negatywną energię. Zdaniem Khana, masoneria wierzy w satanistyczną teorię, według której Lucyfer - poprzez obdarzenie Adama i Ewy określoną wiedzą - dał społeczeństwu wolność oraz przyczynił się do jego intelektualnego rozwoju.


Przekazy subliminalne i nie tylko

W części piątej zatytułowanej “Will They Then Not Believe?” („Czy zatem nie będą wierzyć?”) FarhanK501 informuje odbiorców o istnieniu wizualnych, antyislamskich przekazów subliminalnych. Młody muzułmanin twierdzi, że logo najczęściej kupowanego napoju świata, Coca Coli, zawiera ukryte, arabskojęzyczne przesłanie. Aby je zobaczyć, należy przerzucić znak firmowy w poziomie: wówczas ukaże się napisany arabskimi literami tekst, który oznacza „No Mohammed, No Mecca” - „Nie ma Mahometa, nie ma Mekki”. Jeśli czytelnicy niniejszego artykułu chcą zobaczyć ten przekaz na własne oczy, to mogą odwiedzić stronę:

http://thepeoplescube.com/images/images_working/AppleMecca/CocaCola_Logo_Backwards_Isl.gif

W “Will They Then Not Believe?” Farhan Khan podaje jeszcze jeden przykład antyislamskiego przekazu subliminalnego albo takiejże prowokacji - buty firmy Nike, które zawierają (m.in. na podeszwach) arabskojęzyczne napisy “Allach”. Później FarhanK501 stawia tezę, że brytyjska księżna Diana została zamordowana przez masonerię, ponieważ kochała mahometanina i głosiła inne poglądy niż jej krewni (zdaniem Khana, brytyjska rodzina królewska jest jedną z trzynastu rodzin wchodzących w skład Zakonu Iluminatów!).


Islam: ciągle silny, chociaż pod pręgierzem

Farhan uważa, że dowodem na to, iż Iluminaci mieli wpływ na życie i śmierć Diany, jest umieszczenie na jej pomniku masońskiej piramidki. Jest również przekonany, iż wolnomularstwo zwalcza islam nie tylko poprzez nagonkę medialną i zabijanie pojedynczych osób, ale również poprzez atakowanie muzułmańskich państw pod pretekstem “wojny z terroryzmem”. Khan podkreśla, że mahometanizm, chociaż nieustannie stawiany pod pręgierzem, zaskarbia sobie coraz więcej zwolenników. Aby udowodnić, iż ta wiara ma sens, prezentuje widzom kolejne przykłady cudów religijnych w islamie, np. skierowane w stronę Mekki drzewo, które wygląda jak modlący się muzułmanin. Na koniec Farhan pokazuje coś bardzo smutnego i wstrząsającego: nagranie z jakiegoś islamskiego kraju (być może z Autonomii Palestyńskiej), w którym obcy żołnierze znęcają się nad miejscową ludnością.


Fanatycy i ekstremiści mogą trafić się wszędzie!

W szóstej części “Illuminated” zatytułowanej “This Is How The Truth Will Always Be Treated”, czyli „Sposób, w jaki prawda będzie zawsze traktowana”, FarhanK501 rozwija swoje wcześniejsze myśli. Pisze o tym, że masoneria pragnie zbudować Nowy Porządek Świata i usunąć Boga z ludzkich serc, a także o tym, że media rozpowszechniają krzywdzący stereotyp „muzułmanina-terrorysty”. Khan pokazuje odbiorcom fragmenty programów telewizyjnych, w których przedstawia się muzułmanów jako żądnych krwi ekstremistów. Według niego, kreowany przez masońskie media obraz mahometan jest nieprawdziwy, a fanatycy mogą się trafić we wszystkich grupach społecznych, także tych nieposiadających religijnego charakteru. Na koniec Farhan odtwarza wymowny fragment filmu „Malcolm X”, w którym tytułowy bohater - przekonany, że islamu nie da się pogodzić z postawami rasistowskimi - zostaje zabity przez przedstawicieli islamistycznego ugrupowania Nation of Islam. FarhanK501 komentuje tę scenę słowami: „Oto sposób, w jaki prawda będzie zawsze traktowana na Ziemi”.


Wolnomularze - spadkobiercy templariuszy?

W siódmej części “Illuminated”, której tytuł brzmi “Al-Aqsa, Forbidden Magic” („Al-Aksa, zakazana magia”) Farhan Khan informuje, że część wierzeń masońskich wywodzi się z nauk króla Salomona. Zdaniem Farhana, wolnomularstwo wierzy, iż świątynią Salomona jest jerozolimski meczet Al-Aksa, w okolicach którego są obecnie prowadzone roboty ziemne. Podobno setki lat temu templariusze znaleźli w tym meczecie magiczną księgę, która niegdyś należała do Salomona, a która dziś służy Zakonowi Iluminatów. Istotą, która uczyła słynnego króla magii, był rzekomo Asmodeusz, wysoko postawiony demon. Khan jest przekonany, że wolnomularstwo manifestuje swoją wiedzę magiczną m.in. poprzez budowanie specyficznych budynków, których kształt lub plan nawiązuje do okultystycznych symboli (wiele takich budynków znajduje się w Dubaju, skądinąd islamskim mieście).


Mekka, czyli środek świata

W dalszej części “Al-Aqsa, Forbidden Magic” FarhanK501 pisze, iż Mekka znajduje się w centrum Ziemi: szczególnej strefie między Biegunem Północnym a Biegunem Południowym, gdzie siły magnetyczne się równoważą i nie oddziałują na człowieka tak silnie jak w innych częściach naszej planety. Farhan twierdzi, że dzięki takiemu położeniu geograficznemu Mekka zdoła przetrwać kataklizmy, jakie nastąpią w 2012 roku na skutek przebiegunowania Ziemi. Przetrwa również położony w tej samej strefie Dubaj, a co za tym idzie: postawione w nim masońskie budowle. Khan pisze, iż wolnomularstwo doskonale wie o przepowiedzianym na rok 2012 przebiegunowaniu naszej planety, a wybudowanie „okultystycznych” budynków w Dubaju było celowe i starannie przemyślane.


Prognozy i plany związane z rokiem 2012

Poza tym, młody muzułmanin pozwala sobie stwierdzić, że w 2012 roku Iluminaci dołączą do kataklizmów sztuczne katastrofy, albowiem minie 11 lat od zamachu na World Trade Center (dla wolnomularstwa 11 jest liczbą magiczną). W końcu Farhan Khan powraca do tematu meczetu Al-Aksa. Twórca „Illuminated” wyraża przekonanie, iż prace ziemne prowadzone w okolicach tej świątyni mają na celu jej zniszczenie. Masoneria wymyśliła sobie podobno, że w - lub po - 2012 roku na Ziemi pojawi się fałszywy mesjasz, antychryst, którego trzeba będzie powitać w „zmartwychwstałej” („resurrected”) świątyni Salomona. W miejscu, gdzie kiedyś stała świątynia Salomona, znajduje się dziś meczet Al-Aksa, dlatego Zakon Iluminatów pragnie go unicestwić. Tak przynajmniej wynika z informacji zawartych w filmie Farhana.


Farhan Khan przyznaje się do prowokacji!

W ostatniej, ósmej części „Illuminated” („Kabbalah, KabbALAH, Get It” - „Kabała, KabbALAH, dostawanie za swoje”) Farhan Khan przyznaje się do pewnej prowokacji. Wyznaje mianowicie, że informacja o przebiegunowaniu Ziemi w 2012 roku była fałszywa - tak naprawdę, zamiana pól magnetycznych nastąpi na Słońcu, a nie na naszej planecie. FarhanK501 deklaruje, iż posłużył się tą prowokacją, aby sprawdzić, czy jego odbiorcy weryfikują informacje, które otrzymują. Owa prowokacja była swoistym apelem do widzów o czujność i nieufność w stosunku do mediów. Po przyznaniu się do podpuszczenia odbiorców Farhan powraca do swoich refleksji dotyczących Illuminati. Młody muzułmanin uważa, że masoński pogląd, według którego król Salomon posługiwał się magią, jest błędny. Na potwierdzenie tej tezy Khan przytacza cytaty z Koranu, które jednoznacznie wskazują, iż prorok był negatywnie nastawiony do magii.


Islam a magia

Według świętej księgi islamu, magia jest rzeczą złą, która odciąga ludzi od Boga, a także przynosi im nieszczęścia, np. prowadzi do rozpadu małżeństw. Farhan tłumaczy widzom, że Salomon zabierał swoim poddanym magiczne księgi i ukrywał je pod własnym tronem, aby nie wyrządzały krzywdy istotom ludzkim. Po śmierci Salomona diabły zaczęły oszukiwać ludzi, mówiąc, że słynny król korzystał z magii. Wiele osób, zachęconych tą fałszywą informacją, zaczęło stosować praktyki magiczne, które - zdaniem Farhana - zachowały się do dziś jako kabała. Khan uważa, iż zwolennikami kabały są między innymi Iluminaci, którzy wykorzystują ją do własnych celów. Niestety, FarhanK501 nie przytacza żadnych dowodów na potwierdzenie tej tezy.


Zakończenie

Jak napisałam na początku artykułu, film „Illuminated” nastoletniego Farhana Khana bardzo mi się podobał, aczkolwiek wzbudził we mnie pewne zastrzeżenia. Cóż, nie można wymagać od ateistki, żeby w każdej kwestii zgadzała się z mahometaninem! Dzieło zawiera poglądy, z którymi mogłabym polemizować, jednak uważam, że jego obejrzenie znacznie poszerzyło moje horyzonty. Dzięki Khanowi dowiedziałam się o rzeczach, z których wcześniej nie zdawałam sobie sprawy, poza tym poznałam bliżej obcą religię. Chociaż film „Illuminated” nie przywrócił mi wiary w Boga i nie wzbudził we mnie potrzeby zostania muzułmanką, uzmysłowił mi, że islam jest religią równie głęboką jak wyznawane przeze mnie niegdyś chrześcijaństwo. Mam nadzieję, iż moi czytelnicy także obejrzą to dzieło i się nad nim zastanowią.


Natalia Julia Nowak,
29-30 grudnia 2010 r.



P.S. Pod koniec każdej części „Illuminated” Farhan Khan składa podziękowania osobom, które zapewne pomagały mu w realizacji filmu. Tymi osobami są: Adnan Khan, Noreaga, Achernahr, Jabbran i Shezad Khan.

P.S.2. Tych, którzy chcą przeczytać wywiad udzielony magazynowi “Twenty4Seven” przez Farhana, zapraszam na stronę:

http://b.imagehost.org/0204/FKInterview.jpg

sobota, 25 grudnia 2010

Farhan Khan i Zakon Iluminatów

Zaczęło się od artykułu w tygodniku “Tylko Polska”

Jakiś czas temu miałam okazję przeczytać arcyciekawy artykuł pt. “Lady Gaga: Marionetka Illuminati”, w którym zasugerowano, że amerykańska piosenkarka Lady Gaga - w teledyskach i sytuacjach publicznych - często posługuje się symbolami masońskimi, okultystycznymi i satanistycznymi. Do artykułu były dołączone liczne fotografie i kadry z video clipów wokalistki, które zdawały się uzasadniać postawione przez autora tezy. Ponieważ problematyka publikacji bardzo mnie zaintrygowała, postanowiłam poszukać co nieco na ten temat w Internecie (artykuł “Lady Gaga: Marionetka Illuminati” czytałam w drukowanym tygodniku “Tylko Polska” związanym z Polską Partią Narodową i Stronnictwem Narodowym). W serwisie YouTube.com natknęłam się na interesujący materiał filmowy “The Music Industry Exposed” (“Przemysł muzyczny zdemaskowany“), znany również jako “Illuminati: The Music Industry Exposed” (“Illuminati: przemysł muzyczny zdemaskowany“). Zrobił on na mnie tak wielkie wrażenie, że postanowiłam napisać o nim kilkanaście akapitów.


Farhan Khan, czyli FarhanK501

“The Music Industry Exposed” to audiowizualne dzieło z pogranicza filmu dokumentalnego i rozbudowanej prezentacji multimedialnej. Składa się ono z jedenastu części, a jego autorem jest niejaki Farhan Khan (FarhanK501) - dziewiętnastoletni mieszkaniec Wielkiej Brytanii, który postawił sobie za cel “pokazywanie prawdy” o Zakonie Iluminatów i jego wpływie na popkulturę. W “The Music…” Farhan dokonuje analizy niezliczonych piosenek, teledysków i filmów, ukazuje podobieństwa łączące te produkty kultury masowej, a przede wszystkim ujawnia ich związki z wierzeniami masońskimi, okultystycznymi i satanistycznymi. Khan, będący wyznawcą religii mahometańskiej, ostrzega widzów przed bezrefleksyjnym odbiorem popkultury, która - jego zdaniem - zawiera sporo elementów demonicznych i szkodliwych dla ludzi wierzących (zarówno muzułmanów, jak i chrześcijan). Autor nie potępia kultury masowej jako takiej, ale zachęca odbiorców do nabrania pewnego krytycyzmu w stosunku do treści zawartych w popularnych piosenkach, teledyskach i filmach. Przekonajmy się, jakich odkryć dokonał FarhanK501 i w jaki sposób je zinterpretował.


Moda na… określone frazeologizmy!

W pierwszej części “The Music…”, noszącej tytuł “References” (“Nawiązania”) i będącej wstępem do całej 11-częściowej serii, Farhan informuje widzów, że niektóre produkty kultury masowej zawierają ukryte znaczenia, które niewielu ludzi potrafi dostrzec i właściwie odczytać. Stwierdza również, iż istnieją wyrazy i związki frazeologiczne, które bardzo często pojawiają się w głównonurtowych piosenkach. Aby potwierdzić tę tezę, Khan prezentuje odbiorcom fragmenty utworów i nagrań koncertowych, w których używa się wyrażeń “Rain Man” (“Człowiek Deszczu“), “New World Order” (“Nowy Porządek Świata”) i “Illuminati” (to ostatnie słowo często jest rymowane z “Secret Society” - “Tajna Społeczność”). FarhanK501 sugeruje, iż popularność tych zwrotów, a także częste wykorzystywanie w teledyskach “piramidy z okiem” i “podłogi-szachownicy”, nie może być dziełem przypadku.


Wizualne przekazy subliminalne

W części drugiej, “Why In Plain Sight?” (“Dlaczego na widoku?”) Khan zajmuje się problemem wizualnych przekazów subliminalnych w muzycznych video clipach. Odtwarzając w zwolnionym tempie fragment teledysku “Umbrella” Rihanny, udowadnia, iż woda odpychana przez piosenkarkę w nienaturalny sposób przyjmuje kształt głowy kozła (satanistycznego symbolu). Następnie młody muzułmanin pokazuje widzom fragmenty koncertów i teledysków, w których symbole masońskie (wspomniana wcześniej “piramida z okiem” i “podłoga-szachownica”) są doskonale widoczne. Farhan zastanawia się, dlaczego owe symbole są w popkulturze tak rozpowszechnione. Ostatecznie dochodzi do wniosku, iż mogą one być: kpiną z Boga, próbą przesłania audytorium negatywnej energii, formą manipulacji (mającą na celu zafałszowanie prawdziwego znaczenia masońskich symboli) albo manifestacją wszechwładzy i wszechobecności wolnomularstwa.


Rain Man - kto to taki?

W części trzeciej (“Who Is Rain Man?” - “Kim jest Człowiek Deszczu?”) Farhan Khan powraca do wspomnianego na początku związku frazeologicznego “Rain Man” - “Człowiek Deszczu”. Aby ustalić znaczenie tego idiomu, Farhan zagląda do słownika języka angielskiego. Wówczas odkrywa, iż wyraz “rain” może oznaczać nie tylko deszcz i opady, ale również wywieranie wpływu na coś, obdarowywanie kogoś albo zsyłanie łask. Chcąc dowiedzieć się jeszcze więcej o słowie “rain”, Khan wchodzi na stronę Name-Meanings.com i ustala, że imię Rain oznacza “Abundant Blessings From Above”, czyli “Obfite Błogosławieństwa z Góry”. Na podstawie zebranych informacji FarhanK501 stwierdza, iż “Rain Man” (“Człowiek Deszczu”) to ktoś, kto hojnie obdarowuje kogoś innego i umożliwia mu spełnienie doczesnych pragnień - zdobycie sławy, bogactwa oraz pożądanej seksualnie osoby.


Człowiek Deszczu jako szatan kupujący dusze artystów

Aby udowodnić, że taka interpretacja jest prawidłowa, Khan prezentuje odbiorcom fragmenty teledysków, w których padają słowa “Rain Man”. Fragmenty te ukazują bogactwo i swobodę obyczajową, w każdym z nich pojawia się motyw spadających z nieba albo rzucanych przez człowieka pieniędzy. Farhan stawia tezę, iż “Człowiek Deszczu” to po prostu diabeł (devil), któremu niektórzy artyści sprzedają własne dusze w zamian za sławę i dobra materialne. Na potwierdzenie tej tezy młody muzułmanin pokazuje widzom nagrania, w których gwiazdy deklarują, iż sprzedały swoje dusze szatanowi (niestety, autor “The Music Industry Exposed” traktuje te wypowiedzi dosłownie i zapomina, że mogą one być zwykłymi metaforami!). Później Khan - bez podania źródła swojej wiedzy - opowiada o tym, w jaki sposób celebryci są nakłaniani do sprzedawania własnych dusz. FarhanK501 twierdzi, że artyści, którzy zawarli umowę z diabłem, znajdują się pod permanentną kontrolą sił nieczystych i słyszą w swoich głowach diabelskie głosy, będące bardziej wrażeniami psychicznymi niż słuchowymi. Oczywiście, ta teza również zostaje przezeń uzasadniona konkretnymi cytatami z piosenek i wywiadów.


“Rain Man is back…”

W czwartej części “The Music…” Khan nadal zajmuje się demonicznym “Człowiekiem Deszczu”. Młody muzułmanin zwraca uwagę na fakt, że niektórzy artyści tłumaczą, iż ich wzmianki o “Rain Manie” są po prostu aluzjami do filmu fabularnego “Rain Man” z 1988 roku. Farhan jest jednak przekonany, iż film o “Człowieku Deszczu” również dotyczy szatana, ale został nakręcony w celu rozpowszechnienia fałszywego znaczenia idiomu “Rain Man” (chodzi o to, aby ludzie utożsamiali “Człowieka Deszczu” z postacią filmową, a nie z diabłem). Po uzasadnieniu swojego poglądu Farhan Khan przywołuje tekst piosenki “Umbrella” Rihanny (notabene zawierający sformułowanie “Rain Man is back” - “Człowiek Deszczu powrócił“). Stwierdza, że utwór - wbrew pozorom - nie mówi o miłości, tylko o przeobrażeniu się dobrej dziewczyny w złą pod wpływem szatana. Aby wydać się bardziej wiarygodnym, FarhanK501 prezentuje odbiorcom kolejny wizualny przekaz subliminalny z video clipu “Umbrella” - głowę kozła, którą Rihanna pokazuje poprzez przyjęcie określonej pozycji anatomicznej. Khan twierdzi, iż ukryte przekazy, chociaż niewidoczne na pierwszy rzut oka, silnie oddziałują na ludzką podświadomość, a co za tym idzie: mają destrukcyjny wpływ na naszą psychikę i duchowość. Wyraża również przekonanie, że artyści, którzy sprzedali swoje dusze Człowiekowi Deszczu, mają skłonność do popadania w depresję oraz inne choroby psychiczne.


Poglądy religijne Farhana. Czy masoneria kontroluje Kościół?

W czwartej części, zatytułowanej “Devils Night” -“Diabelska Noc”, Farhan Khan próbuje odpowiedzieć na pytanie: “Dlaczego w filmach i teledyskach tak często pojawia się godzina 3:00 rano?”. Młody muzułmanin jest przekonany, że to dlatego, iż między północą a godziną 3:00 rano (szczególnie w okolicach tej ostatniej) demony są najsilniejsze i najniebezpieczniejsze dla człowieka. Zauważa także, iż o godzinie 3:00 wskazówki tradycyjnego zegara przyjmują kształt odwróconego krzyża (jednego z najbardziej znanych symboli satanistycznych). Farhan pozwala sobie na dygresję, w której wyraża pogląd, według którego masońska organizacja Illuminati miała i wciąż ma duży wpływ na Kościół rzymskokatolicki. Zdaniem Khana, dowodem na mieszanie się wolnomularstwa w sprawy Kościoła są umieszczane w chrześcijańskich świątyniach “piramidy z okiem”. FarhanK501 uważa też, że uczynienie krzyża (narzędzia tortur i egzekucji) symbolem chrześcijaństwa nie świadczy o szacunku dla Jezusa, tylko o jego braku. To już pierwszy krok do postawienia tezy, iż artyści, którzy obwieszają się krzyżami, chcą zamanifestować swoją pogardę, a nie uwielbienie dla Chrystusa. “Powiedzcie mi coś - zwraca się FarhanK501 do swoich odbiorców. - Czy gdyby wasza matka została pobita na śmierć młotkiem, to zaczęlibyście nosić symbol młotka, aby pokazać swoją pamięć o matce? Oczywiście, że nie, ponieważ to symbolizuje zamordowanie waszej matki! Teraz już wiecie, dlaczego tak wielu celebrytów jest namawianych do noszenia tego [krzyża - przypis N. J. Nowak]”.


Teorie spiskowe o Tupacu, Michaelu Jacksonie i DMX-ie

W części czwartej Farhan Khan wyraża również wiele innych poglądów religijnych (nie będę ich opisywać ze względu na ograniczoną długość niniejszego wywodu). Później powraca jednak do głównego tematu swojego dzieła, np. stwierdza, iż wokaliści i autorzy tekstów piosenek otrzymują od masonerii instrukcje, o czym mają pisać. Artyści, którzy buntują się przeciwko narzucanym im poglądom, są ponoć niszczeni poprzez nagonkę medialną lub fałszywe oskarżenia o różne przestępstwa, a nieraz nawet zabijani. Farhan jest pewien, że właśnie taki los spotkał Tupaca i Michaela Jacksona. Wierzy także, iż wolnomularstwo próbuje zniszczyć wizerunek rapera DMX-a (gwiazdora, który w ostatnim czasie stał się bardziej religijny i zaczął nagrywać antymasońskie piosenki). Problemowi rzekomego szantażowania DMX-a przez masonerię Farhan Khan poświęca całą szóstą część swojego filmu. W siódmej części FarhanK501 analizuje zaś przypadek tajemniczej śmierci Michaela Jacksona.


Proroczy teledysk Eminema i Proofa

“Królowi popu” jest też poświęcona cała część ósma, w której Khan wyraźnie sugeruje, że bielactwo Jacksona było sprawką Illuminati. Według Farhana, Zakon Iluminatów jest organizacją rasistowską, która nie mogła się pogodzić z faktem, iż najsłynniejszy wykonawca muzyki popowej należy do rasy czarnej. Ponieważ masoneria nie zdołała zniszczyć wizerunku Michaela, zdecydowała się uczynić jego skórę białą (tak przynajmniej twierdzi autor “The Music Industry Exposed”). W części dziewiątej Khan, który uwierzył w teorię o zamordowaniu Jacksona przez wolnomularstwo, zastanawia się nad możliwymi przyczynami tej zbrodni. Natomiast w części dziesiątej młody muzułmanin opisuje depresję rapera Eminema. FarhanK501 sądzi, że jedną z przyczyn załamania artysty była - obok rzekomego “sprzedania duszy diabłu” - śmierć innej gwiazdy rapu, Proofa (DeShauna). Khan informuje widzów, że w 2004 roku Eminem i Proof wystąpili razem w teledysku nakręconym do utworu “Like Toy Soldiers”. W teledysku tym widać, jak Proof zostaje postrzelony w klatkę piersiową, a potem - mimo długiej reanimacji w szpitalu - umiera. Dziwnym trafem, dwa lata po nakręceniu video clipu (w 2006 roku) Proof naprawdę został zastrzelony w klubie “CCC“ w Detroit. Farhan Khan uważa, iż śmierć rapera nie była przypadkowa. Było to raczej starannie zaplanowane morderstwo, które zapowiedziano w “proroczym” teledysku “Like Toy Soldiers“.


Upodmiotowione roboty, uprzedmiotowieni ludzie

W ostatniej, jedenastej części “The Music…”, zatytułowanej “The Transhumanist Agenda” (“Transhumanistyczna agenda”), Farhan zajmuje się fantastyką naukową, która - według niego - jest istną propagandą transhumanizmu. Khan rozpoczyna swój wywód od wyjaśnienia samego pojęcia “transhumanizm”, określającego autentyczny prąd umysłowy, którego zwolennicy postulują rozwijanie gatunku ludzkiego za pomocą nowoczesnej technologii. Owo rozwijanie gatunku ludzkiego ma polegać m.in. na cyborgizacji, czyli wszczepianiu specjalnych urządzeń, które umożliwią człowiekowi rzeczy dotychczas niemożliwe (np. widzenie na bardzo duże odległości albo wykonywanie nienaturalnie dalekich skoków). FarhanK501 twierdzi, że ruch transhumanistyczny jest sponsorowany przez Zakon Iluminatów i że jego ostateczne cele to: zdyskredytowanie człowieczeństwa, uprzedmiotowienie istot ludzkich, likwidacja wszelkiej duchowości, pogłębienie materializmu, przyzwyczajenie społeczeństwa do stałego obcowania z maszynami oraz przygotowanie obywateli na implantację chipów RFID.


Ponieważ muzyka łagodzi obyczaje…

Zdaniem Khana, masoneria propaguje transhumanizm poprzez kręcenie filmów i teledysków, w których roboty posiadają ludzkie uczucia i z którymi widzowie mogą się utożsamić. Farhan informuje odbiorców, iż Zakon Iluminatów może manipulować opinią publiczną także poprzez muzykę, która - jak powszechnie wiadomo - posiada zdolność wpływania na ludzkie zachowanie i samopoczucie. Wolnomularstwo wie ponoć, że ludzie mają skłonność do naśladowania swoich idoli, dlatego zmusza celebrytów do zachowywania się w określony sposób. Kręcenie teledysków, w których pojawiają się przyjazne androidy i cyborgi, ma zaś przekonać społeczeństwo do maszyn, a co za tym idzie: do ideologii transhumanistycznej. Aby udowodnić, jak powszechne jest wykorzystywanie muzyki do promowania transhumanizmu, Farhan Khan prezentuje odbiorcom nagranie z koncertu Rihanny, w którym występują tańczące roboty. Autor “The Music Industry Exposed” twierdzi, że pokazywanie ludziom sympatycznych androidów i cyborgów ma na celu wypaczenie ludzkiego światopoglądu, wyzwolenie przekonania, iż istoty ludzkie i roboty są sobie równe. To zaś ma prowadzić do wspomnianego wcześniej uprzedmiotowienia człowieka, uznania go za jeden z wielu cudów techniki i traktowania go jak martwego obiektu (np. komputera).


Monarch, czyli MK-ULTRA (kontrola umysłu)

Farhan pozwala sobie nawet postawić tezę, iż artyści wykorzystywani do propagowania transhumanizmu i innych masońskich “wynalazków” są ofiarami tzw. kontroli umysłu (projekt Monarch, znany również jako MK-ULTRA). Khan opowiada, że pierwsze próby kontroli ludzkiego umysłu podjęła CIA w latach pięćdziesiątych XX wieku i że można o tym poczytać w Wikipedii (rzeczywiście: wirtualna encyklopedia zawiera informacje na temat skandalu, jaki wybuchł w Stanach Zjednoczonych po ujawnieniu prowadzonych przez Centralną Agencję Wywiadowczą eksperymentów z kontrolą umysłu. Ponieważ eksperymenty te często były prowadzone w sposób niehumanitarny, cała afera zakończyła się powołaniem specjalnych komisji śledczych). FarhanK501 pisze, że kontrola umysłu to nic innego jak pranie mózgu, po którym człowiek zaczyna się zachowywać zgodnie z wolą swoich kontrolerów. Podobno jedną z metod stosowanych w ramach kontroli umysłu są - obok tortur i trucia narkotykami - elektrowstrząsy, które sprawiają, iż człowiek czuje się przez chwilę lekki i zdolny do fruwania jak motyl. Nic więc dziwnego, że ofiary projektu Monarch często noszą symbole motyla (zazwyczaj w formie biżuterii lub dodatków do ubrań). Farhan, chcąc udowodnić swoją tezę o stosowaniu MK-ULTRA wobec celebrytów, prezentuje odbiorcom wiele zdjęć, na których sławni ludzie są otoczeni właśnie takimi symbolami. Poza tym, pokazuje fotografie, na których widać tajemnicze rany artystów (rzekome ślady po brutalnych metodach stosowanych w ramach projektu Monarch).


Wnioski

Film “The Music Industry Exposed” nastoletniego muzułmanina Farhana Khana to dzieło wstrząsające i dające do myślenia. FarhanK501 porusza w nim bowiem problemy, które wydają się bardzo poważne, a które stanowią prawdziwy temat tabu. Autor “The Music…” jest niewątpliwie człowiekiem inteligentnym i myślącym, który dostrzega więcej niż większość odbiorców popkultury i potrafi wyciągać wnioski ze swoich spostrzeżeń. Niestety, Khan posiada również wadę: do wielu spraw podchodzi w sposób tendencyjny i jednostronny, jakby chciał na siłę udowodnić swoje racje. Farhan w mistrzowski sposób demaskuje wiele niepokojących zjawisk, jednak zdarza mu się również dostosowywać fakty do przyjętych przez siebie tez. Twórca “The Music Industry Exposed” jest osobą głęboko wierzącą, na wiele rzeczy patrzy wyłącznie z punktu widzenia religijnego i nie próbuje ich wyjaśnić w sposób rozumowy, naukowy, świecki. Mimo to, zawsze potrafi uzasadnić swoje poglądy i podać przykłady opisywanych przez siebie zagadnień. Myślę, że film “The Music Industry Exposed” jest godny polecenia szerokiemu gronu odbiorców. Warto go obejrzeć dla poszerzenia własnej wiedzy, poznania ciekawego punktu widzenia oraz dla przyjemności.


Natalia Julia Nowak,
24-25 grudnia 2010 r.



P.S. Należy odnotować, że pod koniec każdej części “The Music…” Farhan składa podziękowania konkretnym osobom (Adnan, Faraaz, Jabbran, Lenon, Ultimae.com). Są to zapewne ludzie, którzy pomagali mu w tworzeniu filmu, gromadzeniu niezbędnych materiałów i interpretowaniu zebranych informacji.

wtorek, 21 grudnia 2010

PPN. Znasz taką partię?

Kiedy ktoś - na przykład w ramach szkolnej lekcji albo zajęć na uczelni - zapyta Cię, jakie mamy w Polsce partie polityczne, z pewnością wymienisz cztery wielkie ugrupowania parlamentarne: PO, PiS, PSL i SLD. Po dłuższym namyśle przypomnisz sobie, że istnieją również takie formacje jak Samoobrona RP, Liga Polskich Rodzin czy Socjaldemokracja Polska (aczkolwiek może Ci chodzić po głowie pytanie: “Czy one jeszcze działają?”). Po jeszcze dłuższym namyśle uświadomisz sobie, iż kiedyś obiły Ci się o uszy nazwy Unia Polityki Realnej, Wolność i Praworządność oraz Prawica RP. Wymienienie innych funkcjonujących partii politycznych może być jednak dla Ciebie trudne.

Kiedy ktoś poprosi Cię, abyś powiedział, jakie mamy w Polsce ugrupowania nacjonalistyczne, zapewne wymienisz Młodzież Wszechpolską, a później (ewentualnie) Obóz Narodowo-Radykalny i Narodowe Odrodzenie Polski. Więcej nazw pewnie nie będziesz w stanie podać. A przecież inne formacje nacjonalistyczne istnieją, tylko nie mówi się o nich w największych polskojęzycznych mediach! Wiedz, drogi Czytelniku, że mamy w Polsce coś takiego jak Polska Partia Narodowa. I że jest to normalna partia polityczna, na którą można głosować tak jak na PO, PSL czy UPR. Jeśli nigdy nie słyszałeś o PPN, to pozwól, że opowiem Ci o tym ugrupowaniu, jego działalności i założeniach programowych. Bo jest o czym opowiadać.

Polska Partia Narodowa została założona przez Leszka Bubla w pierwszej połowie 2004 roku. Jak pisze twórca ugrupowania, bezpośrednim bodźcem do stworzenia PPN było przegranie przez eurosceptyków referendum akcesyjnego w 2003 roku oraz potrzeba ochrony Polski i polskości przed zagrożeniami płynącymi z Unii Europejskiej. Polska Partia Narodowa, jak sama nazwa wskazuje, jest przedstawicielką polskiego Ruchu Narodowego i kontynuatorką tradycji przedwojennej endecji. PPN uznaje za swój autorytet Romana Dmowskiego i stara się realizować jego zasadę “Jestem Polakiem, więc mam obowiązki polskie. Są one tym większe i tym silniej się do nich poczuwam, im wyższy przedstawiam typ człowieka”. Polska Partia Narodowa docenia również osiągnięcia innych polityków działających w okresie II Rzeczpospolitej: Witosa, Korfantego i Paderewskiego.

Dla PPN najwyższą wartością jest suwerenność Polski, dlatego ugrupowanie wyraża sprzeciw wobec wszelkich sił ograniczających swobodę polityczną naszej Ojczyzny (dotyczy to szczególnie Unii Europejskiej i Organizacji Paktu Północnoatlantyckiego). Partia popiera takie ideologie jak patriotyzm, nacjonalizm czy etatyzm, a nawet uważa je za polityczne odpowiedniki tradycyjnych wartości Bóg - Honor - Ojczyzna (źródło: “Założenia programowe PPN” zatwierdzone przez Zarząd Główny 18 marca 2004 roku). Jest zaś negatywnie nastawiona do kosmopolityzmu, internacjonalizmu, liberalizmu, globalizmu, komunizmu, nazizmu, faszyzmu, syjonizmu i wolnomularstwa.

Polska Partia Narodowa opowiada się za niczym nie ograniczoną wolnością słowa, przedsoborowym katolicyzmem, poszanowaniem słowiańskiego pochodzenia Polaków, wychowaniem młodzieży w duchu patriotycznym, współpracą z zagranicznymi organizacjami narodowymi, przywróceniem kary śmierci za najpoważniejsze zbrodnie oraz ochroną polskiej kultury i osiągnięć cywilizacji łacińskiej. Mówi zaś “NIE” relatywizmowi moralnemu, legalizacji związków homoseksualnych, łamaniu praw człowieka, upolitycznieniu publicznych mediów i wymiaru sprawiedliwości, sztucznemu podziałowi sceny politycznej na “prawicę” i “lewicę”, prywatyzacji strategicznych sektorów gospodarki. Duży wpływ na program polityczny Polskiej Partii Narodowej miał publicysta Robert Larkowski, wiceprezes do spraw ideologicznych.

PPN jest chyba najbardziej tolerancyjnym ugrupowaniem nacjonalistycznym w Polsce. Jak mówi Leszek Bubel w jednym ze spotów wyborczych: “Wobec swoich członków nie czynimy podziałów klasowych, religijnych czy wiekowych, a jedynym kryterium jest przynależność do Narodu Polskiego”. Polska Partia Narodowa, chociaż niechętna wobec syjonizmu i poczynań izraelskiego Mossadu, nie ma nic przeciwko porozumieniu Polaków z Żydami. Świadczy o tym fakt, iż przedstawiciele PPN i reprezentanci mniejszości żydowskiej w Polsce wydają wspólny dwumiesięcznik “Co z tą Polską?”, w którym poruszają problemy ważne dla obu stron (redaktorami naczelnymi czasopisma są: Polak Leszek Bubel i Żyd Bolesław Szenicer). Partia wydaje również szereg innych pism, takich jak “Tylko Polska”, “Tajemnice Świata”, “Super Detektyw”, “Kulisy Spiskowych Wydarzeń” czy “Tajne Historie Świata”. Poza tym, PPN publikuje liczne pozycje książkowe o tematyce politycznej i historycznej.

Z Polską Partią Narodową ściśle współpracują organizacje: Stronnictwo Narodowe, Stowarzyszenie Przeciwko Antypolonizmowi i Polskie Stowarzyszenie “Nie dla UE” (wszystkie z Leszkiem Bublem na czele). PPN planuje również powołanie do życia Grupy Historycznej NSZ, której obiektem zainteresowania - jak sama nazwa wskazuje - będą Narodowe Siły Zbrojne, czyli polska konspiracyjna organizacja wojskowa z czasów II wojny światowej. Przy Polskiej Partii Narodowej działa zespół muzyczny Leszek Bubel Band, który wydał już sześć płyt (dwa pierwsze “krążki” grupy miały charakter polityczno-satyryczny, a cztery ostatnie historyczny). LBB sięga w swojej twórczości po różne style muzyczne - disco polo, pop, dance, rock, muzykę elektroniczną i wiele innych. W piosenkach formacji można czasem usłyszeć słowa napisane przez przedwojennych narodowców.

Warto również wspomnieć, iż Leszek Bubel prowadził kiedyś restaurację o nazwie “Pub Polski”, a ostatnio - jako zawodowy złotnik - reaktywował swoją produkcję patriotyków, czyli biżuterii patriotycznej. Patriotyki były przez niego produkowane już w latach osiemdziesiątych, co bardzo denerwowało Służbę Bezpieczeństwa. LB, jako osoba nielubiana przez władze Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej, był internowany w okresie stanu wojennego. “Zatrzymano mnie podczas lotu samolotem z Warszawy do Wrocławia, gdy SB-ecy, na oczach wielu świadków, pobili mnie, podczas rewizji osobistej. (…) Podczas kilku przesłuchań, prowadzonych przez osobników ubranych po cywilnemu, bito mnie wielokrotnie pięściami i milicyjną pałką, domagano się ujawnienia moich kontaktów na terenie Wrocławia i całego Dolnego Śląska. Co 2-3 godziny wywlekano mnie z celi i na przemian bito, ubliżano, straszono, po czym na kolejnym przesłuchaniu inni po cywilnemu ubrani osobnicy częstowali papierosami, proponowali kawę i ‘po dobroci’ nakłaniali do złożenia zeznań. Za każdym razem, aż do znudzenia, tłumaczyłem, że moje cotygodniowe przyjazdy do Wrocławia i podróże po Dolnym Śląsku wiążą się jedynie z trwającym kursem i działalnością rzemieślniczą. To wszystko, co im mówiłem i niczego nie chciałem podpisać” - deklaruje Leszek Bubel w swoim dossier opublikowanym na oficjalnej stronie Polskiej Partii Narodowej.

Spoty wyborcze PPN zawsze są oryginalne, pomysłowe i zdecydowanie wyróżniają się na tle materiałów propagandowych innych partii. Akcja jednego z PPN-owskich spotów rozgrywa się w średniowieczu i ukazuje zmagania Polaków z Zakonem Krzyżackim. Wszystkie osoby występujące w filmiku noszą kostiumy stylizowane na odzież z epoki Władysława Jagiełły, korzystają ze stosownych rekwizytów i posługują się staropolskim językiem. W innym spocie widzimy, jak lider Polskiej Partii Narodowej, Leszek Bubel, skacze ze spadochronem. W jeszcze innym możemy zobaczyć śląskiego górnika w charakterystycznym, czarnym stroju. Istnieją również spoty wyborcze zachęcające do głosowania na Roberta Larkowskiego i Krzysztofa Stanibułę. Ponadto, w wielu materiałach PPN pojawia się Iwona Zielinko, wiceprezes do spraw młodzieży.

Jak widać, Polska Partia Narodowa jest “partią z prawdziwego zdarzenia” i posiada duże możliwości w zakresie krzewienia swoich idei. Ugrupowanie, które często podkreśla swoje poparcie dla pracy organicznej, stara się rozpowszechniać poglądy patriotyczne, nacjonalistyczne i tradycjonalistyczne poprzez działalność polityczną, wydawniczą i artystyczną. PPN wydaje mnóstwo czasopism, książek i płyt, kręci ciekawe spoty wyborcze i teledyski do piosenek grupy Leszek Bubel Band. Sam Leszek Bubel posiada szerokie zainteresowania i realizuje swoje pasje na wiele sposobów. Szkoda tylko, że tak niewiele osób o tym wszystkim wie. Mam nadzieję, iż mój artykuł przyczyni się do wzrostu popularności Polskiej Partii Narodowej, którą popieram i z którą współpracuję poprzez publikowanie własnych tekstów (wierszy i artykułów) na łamach tygodnika “Tylko Polska”.



Natalia Julia Nowak,
21 grudnia 2010 roku

czwartek, 16 grudnia 2010

Limeryki - grudzień 2010

"Julianek"

Swawolny Julianek z południa planety
Ujawniał bezkarnie państw wielu sekrety.
Pozwano go do sądu,
Lecz nie za zdradę rządu -
- Zemściły się na nim dwie szwedzkie kobiety!


"Z historii"

Gdy UB-ek Józef Światło dał drapaka z bezpieki,
Wraz z nim się wydostały za granicę przecieki.
W ulotkach je publikowano,
Z balonów Polakom zrzucano,
Bo nie było WikiLeaks - i to przez całe wieki!

poniedziałek, 6 grudnia 2010

Znamię Bestii

OD AUTORKI

Niniejszy dramat jest inspirowany pewną teorią spiskową*, która nawiązuje do fragmentu Apokalipsy św. Jana, a która cieszy się sporą popularnością w Internecie. Według tej teorii, masoneria pragnie zdobyć pełną kontrolę nad gospodarką światową oraz wiedzieć o wszelkich transakcjach dokonywanych na naszej planecie. Dąży więc do tego, aby wyeliminować z rynku gotówkę i zastąpić ją wirtualnymi pieniędzmi, z których będzie można korzystać wyłącznie za pomocą podskórnych chipów RFID (miniaturowych urządzeń pełniących jednocześnie funkcje kart płatniczych i dowodów osobistych).

Ten peRFIDny system gospodarczy ma odebrać obywatelom prywatność, albowiem każdy akt kupna i sprzedaży ma być zapisywany w specjalnej bazie danych zwanej Brussels Electronical Accounting Surveying Terminal (BEAST - BESTIA). Zwolennicy omawianej teorii są przekonani, że chipy RFID będą łatwe do zidentyfikowania przez rozmaite satelity i skanery, przez co każdy zachipowany człowiek straci swoją anonimowość (tożsamości i poczynania ludzi będzie można łatwo ustalać na podstawie danych z implantów).

Mówi się również, że chipy umożliwią władzom publicznym stosowanie nowej formy represji wobec opozycji. Jeśli rząd uzna, iż dana osoba stanowi zagrożenie dla panującego ustroju, będzie mógł wyłączyć jej implant, w wyniku czego zostanie ona wykluczona z życia gospodarczego (straci możliwość kupowania i sprzedawania wszelkich dóbr, także tych niezbędnych do życia). Najbardziej kontrowersyjnym elementem omawianej przepowiedni jest jej podobieństwo do fragmentu Apokalipsy wg św. Jana: „I sprawia, że wszyscy: mali wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia - imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć”.

Opisanymi w Piśmie Świętym znamionami mają być chipy RFID, zaś Bestią - wspomniana wcześniej baza danych (superkomputer?) Brussels Electronical Accounting Surveying Terminal. Od nazwy tej machiny można wszak utworzyć skrótowiec BEAST, a „Beast” to po angielsku „Bestia”. Zdaniem zwolenników omawianej teorii, sprzężone z BESTIĄ implanty mają posiadać osiemnastocyfrowe numery identyfikacyjne zawierające liczbę 666 (zresztą, już sama osiemnastka składa się z trzech szóstek!). Wynika z tego, że każdy człowiek - niczym więzień obozu koncentracyjnego - będzie miał swój niepowtarzalny numer łączący go z elektronicznym systemem BEAST. Jakże to zbieżne z biblijnym cytatem: „Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć”!

Wiele osób, stykających się z ową teorią po raz pierwszy, uznaje ją za coś absurdalnego i oderwanego od rzeczywistości. Warto jednak zaznaczyć, iż dokonywanie transakcji za pomocą podskórnych chipów jest już możliwe w niektórych miejscach na świecie. Kilka lat temu w „Wiadomościach” (stacja TVP1) wyemitowano krótki materiał przygotowany przez red. Rafała Niedzielskiego. Ów materiał ukazywał nowoczesną dyskotekę w Barcelonie, w której istnieje możliwość dokonywania płatności za pomocą wszczepionego pod skórę implantu.

„Ten system spisuje się całkiem nieźle” - mówił z zachwytem dziennikarz, chociaż w programach informacyjnych powinno się unikać wyrażania prywatnych opinii. „Wszczepiane pod skórę nadajniki radiowe w szklanej powłoce mają wielkość ziarnka ryżu. Emitują dziesięciocyfrowy kod, który po zeskanowaniu dopasowywany jest do konkretnego konta bankowego” - tłumaczył widzom Telewizji Polskiej. W reportażu najbardziej szokująca była jednak puenta, w której znalazła się prognoza na niedaleką przyszłość: „To na razie nowość, ale taki system ma być upowszechniony w ciągu najbliższych dziesięciu lat”.

Upowszechniony? W ciągu najbliższych dziesięciu lat? Hmmm… A może ta teoria spiskowa, powtarzana na różnych stronach internetowych, nie jest taka głupia, na jaką wygląda?! Trudno to dzisiaj ocenić. Tak czy owak, sztuka teatralna, którą oddaję w ręce Czytelników, jest wizją peRFIDnego świata przyszłości, w którym chipowa przepowiednia już się wypełniła. Utwór ma na celu ukazanie nie tyle nowego sposobu płatności, ile jego skutków dla zwykłych obywateli. Główną bohaterką dramatu jest młoda studentka, Milda Rzepińska, która - z przyczyn religijnych tudzież światopoglądowych - nie przyjęła chipa RFID i została zepchnięta na margines społeczeństwa.

Życzę przyjemnej lektury oraz głębokich refleksji!


Natalia Julia Nowak






BIBLIJNE MOTTO

„I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy,
bogaci i biedni, wolni i niewolnicy
otrzymują znamię na prawą rękę
lub na czoło i że nikt nie może kupić
ni sprzedać, kto nie ma znamienia -
- imienia Bestii lub liczby jej imienia.
Tu jest [potrzebna] mądrość.
Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy:
liczba to bowiem człowieka.
A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć”


Ap 13, 16-18




SCENA PIERWSZA


Miejsce akcji: Młodzianowice, hipermarket Riddle
Osoby: Milda Rzepińska, Kamelia Leszczyńska, Alwina Lewandowska, klienci i pracownicy sklepu samoobsługowego


Trzy studentki, Milda Rzepińska, Kamelia Leszczyńska i Alwina Lewandowska, przebywają w tanim hipermarkecie Riddle. Dziewczyny dosyć dziwnie zachowują się na stoisku spożywczym - Milda stoi bardzo blisko półki, a Kamelia, Alwina i wypożyczony przez nie wózek sklepowy są ustawione w taki sposób, aby uczynić Rzepińską niewidoczną dla klientów, pracowników hipermarketu i kamery przemysłowej. Milda szybko, aczkolwiek dyskretnie zdejmuje z półki jakiś produkt spożywczy, po czym chowa go za pazuchę. Następnie chwyta inny produkt i robi z nim to samo co z poprzednim. Kiedy Rzepińska daje koleżankom znak, że ukradła już to, co chciała, wszystkie studentki ruszają w dalszą wędrówkę po sklepie.


MILDA RZEPIŃSKA (cicho, melancholijnie, do Kamelii i Alwiny):

Wiecie, dziewczyny? Pomału przyzwyczajam się do myśli, że najprawdopodobniej już do końca życia będę musiała prowadzić taki styl życia. Nie zmuszam was do tego, byście mi współczuły, ale proszę was o dalszą wyrozumiałość i lojalność. Odkąd straciłam możliwość kupowania i sprzedawania wszelkich dóbr, jestem zmuszona kraść, aby przeżyć. Jak to dobrze, że studia na publicznych uczelniach są jeszcze darmowe, bo w przeciwnym wypadku nie mogłabym nawet się uczyć!


KAMELIA LESZCZYŃSKA (poważnie, do Rzepińskiej, również cicho):

Dlaczego nie przyjęłaś chipa RFID, Mildo? Przecież implantacja wcale nie boli! Gdybyś zrobiła to, co wszyscy, mogłabyś swobodnie robić zakupy i nigdy nie wpadłabyś na pomysł okradania hipermarketów…


Milda spogląda wymownie na koleżankę.


MILDA RZEPIŃSKA (stanowczo):

Miałam swoje powody, Kamelio. Jestem dorosła, wyznaję pewne wartości i dlatego zdecydowałam, że nie pozwolę tym sukinsynom, aby oznakowali mnie jak krowę lub innego krętoroga. Zresztą, wszczepianie ludziom chipów RFID to nawiązywanie do naprawdę niechlubnej tradycji związanej z uprowadzaniem Ziemian przez UFO w dwudziestym i na początku dwudziestego pierwszego wieku. Jestem studentką ufologii, więc wiem, o czym mówię. Nie chcę mieć implantu pod skórą, i tyle.


ALWINA LEWANDOWSKA (polemicznym tonem):

Twierdzisz, że implantacje są niemoralne, ale wynoszenie produktów ze sklepów to już tak? Zaiste, bardzo ambiwalentna postawa…


MILDA RZEPIŃSKA:

Alwino, czasami trzeba wybierać między mniejszym a większym złem. Nie przeczę, że jest to trudne i powoduje pewien dyskomfort psychiczny, ale są takie sytuacje, w których po prostu nie da się postępować inaczej. Wiesz, w Apokalipsie św. Jana jest napisane „I sprawia, że wszyscy: mali i wielcy, bogaci i biedni, wolni i niewolnicy otrzymują znamię na prawą rękę lub na czoło i że nikt nie może kupić ni sprzedać, kto nie ma znamienia - imienia Bestii lub liczby jej imienia. Tu jest [potrzebna] mądrość. Kto ma rozum, niech liczbę Bestii przeliczy: liczba to bowiem człowieka. A liczba jego: sześćset sześćdziesiąt sześć”. Zarówno ja, jak i inni przedstawiciele opozycji antychipowej, uważamy, iż ten fragment Pisma Świętego odnosi się do chipów RFID i transakcji bezgotówkowych.


ALWINA LEWANDOWSKA (sceptycznie):

Skąd o tym wiecie?


MILDA RZEPIŃSKA:

No cóż, po prostu dostrzegamy analogię między tym, co się dzieje obecnie, a tym, co jest napisane w Apokalipsie. Implanty rzeczywiście są wszczepiane w prawą rękę lub w czoło, ich numery identyfikacyjne zaczynają się od liczby 666, natomiast zapisane na wszystkich chipach informacje trafiają do specjalnej bazy danych, która znajduje się w Brukseli i nosi nazwę BESTIA. A właściwie, to BEAST: Brussels Electronical Accounting Surveying Terminal.


ALWINA LEWANDOWSKA (ponuro, z niesmakiem):

Nadal nie rozumiem, co takiego strasznego jest w tych chipach…


MILDA RZEPIŃSKA (unosząc wysoko brwi):

Nie rozumiesz? No to zaraz ci wytłumaczę. W ostatniej księdze Nowego Testamentu jest wyraźnie napisane, że ci, którzy nie przyjmą „znamienia Bestii”, stracą możliwość dokonywania jakichkolwiek transakcji. Jednak ci, którzy to uczynią, zostaną skazani na jeszcze okrutniejszy los: trafią prosto do piekła! Moim zdaniem, czasowa męka na Ziemi jest lepsza od wiecznych mąk w zaświatach. Dlatego postanowiłam, iż nie zgodzę się na przyjęcie pod swoją skórę jakiegokolwiek implantu.


Alwina i Kamelia przez chwilę milczą, zastanawiając się nad słowami wypowiedzianymi przez Mildę.


KAMELIA LESZCZYŃSKA:

Mildo, z tego, co mówisz, wynika, że ty i pozostali przeciwnicy chipów RFID jesteście osobami niezwykle religijnymi i wiernymi biblijnym zaleceniom. Jednak… czy okradanie sklepów nie jest takim samym grzechem jak przyjęcie chipa? Czy nie jest pogwałceniem zasad religijnych, naruszeniem siódmego przykazania, które brzmi „Nie kradnij”? Pewnie powiesz, że w każdej chwili możesz zrezygnować z kradzieży i zdecydować się na powolną śmierć głodową. Musisz jednak się zastanowić, czy ten samobójczy krok nie będzie z kolei wykroczeniem przeciwko piątemu przykazaniu „Nie zabijaj”. (Krótka pauza) No, są jeszcze dwa wyjścia. Jeśli nie chcesz ani kraść, ani umierać z głodu, możesz zostać galerianką, świadczącą usługi seksualne w zamian za konkretne dobra materialne. Możesz też… hi, hi, hi… znaleźć sobie sponsora. Ale wiedz, że te dwa ostatnie rozwiązania będą sprzeczne z szóstym przykazaniem Bożym „Nie cudzołóż”. Ech, już chyba lepiej dać za wygraną i pozwolić się zachipować!


MILDA RZEPIŃSKA (odrobinę zniecierpliwona):

Kamelio, nie chce mi się z tobą kłócić. Podjęłam taką decyzję, a nie inną, ponieważ stwierdziłam, iż tak będzie dla mnie najlepiej. Jeśli tego nie rozumiesz, to postaraj się przynajmniej to zaakceptować, OK?


Dziewczęta kontynuują wędrówkę po sklepie. Kiedy przekraczają namalowaną na podłodze czerwoną linię, niespodziewanie rozlega się dźwięk przypominający syrenę alarmową. Milda Rzepińska, która domyśla się, co może oznaczać ten sygnał, gwałtownie blednie i wytrzeszcza oczy z przerażenia. Po chwili do uszu studentek dociera ostry, rozgniewany, męski głos dochodzący z głośników umieszczonych na suficie.


EMILIUSZ NOWAK (w głośnikach):

Panie Kamelia Leszczyńska i Alwina Lewandowska, numery chipów 666924677013657009 i 666924677113872341, a także ich anonimowa towarzyszka, proszone są do Działu Obsługi Klienta! Powtarzam komunikat: panie Kamelia Leszczyńska i Alwina Lewandowska, numery chipów 666924677013657009 i 666924677113872341, a także ich anonimowa towarzyszka, proszone są do Działu Obsługi Klienta!


ALWINA LEWANDOWSKA (wściekle):

No pięknie… Namierzyli nasze chipy!


KAMELIA LESZCZYŃSKA (odwracając się nieznacznie i pokazując czerwoną linię namalowaną na podłodze):

To dlatego, że przeszłyśmy przez tę linię. W podłodze widocznie znajduje się urządzenie, które skanuje dane z chipów podskórnych i nanochipów przyczepionych do opakowań produktów. System zorientował się, iż Milda ma za pazuchą towary, które powinny się znajdować w sklepowym wózku. PeRFIDny skaner… Nie wiedziałam, że w młodzianowickim Riddle’u używa się już takich urządzeń! Myślałam, iż na razie są one spotykane tylko w największych miastach!


ALWINA LEWANDOWSKA (ponuro):

Nie zdziwiłabym się, gdyby się okazało, że nasze dane i protokół z „wpadki” zostały już przesłane policji.


MILDA RZEPIŃSKA (również ponuro):

A także BESTII…


W hipermarkecie Riddle ponownie rozlega się gniewny, surowy, męski głos.


EMILIUSZ NOWAK (w głośnikach):

Panie Kamelia Leszczyńska i Alwina Lewandowska, numery chipów 666924677013657009 i 666924677113872341, a także ich anonimowa towarzyszka, proszone są do Działu Obsługi Klienta! Jeśli nie zastosują się panie do mojego zalecenia, to wasze dane osobowe oraz wizerunki zarejestrowane kamerą przemysłową zostaną przekazane policji i prokuraturze!


KAMELIA LESZCZYŃSKA (zrezygnowana, do obu koleżanek):

No, to co, dziewczyny? Idziemy do tego Działu?


MILDA RZEPIŃSKA:

Chyba nie mamy innego wyjścia…


ALWINA LEWANDOWSKA (komenderuje):

A więc chodźmy!




SCENA DRUGA


Miejsce akcji: Młodzianowice, supermarket Riddle, Dział Obsługi Klienta
Osoby: Milda Rzepińska, Emiliusz Nowak (pracownik Riddle’a)


Milda siedzi na krześle w Dziale Obsługi Klienta. Oprócz niej w pomieszczeniu przebywa pracownik hipermarketu, Emiliusz Nowak, który spaceruje „w tę i we w tę”, prowadząc swego rodzaju przesłuchanie. Kamelia i Alwina, które - w przeciwieństwie do Rzepińskiej - nie próbowały niczego ukraść, zostały już dawno wypuszczone z DOK.


EMILIUSZ NOWAK (poważnie, ze współczuciem, do Rzepińskiej):

Mildo, dlaczego chciałaś wynieść te towary ze sklepu? Nie szkoda ci własnych akt i reputacji? Czy warto się tak narażać dla głupich produktów spożywczych? Dziecko, ty jeszcze jesteś młoda, masz całe życie przed sobą!


MILDA RZEPIŃSKA:

Proszę pana, już panu powiedziałam, że nie kradnę dla przyjemności, tylko dlatego, iż życie mnie do tego zmusiło. Skąd mam brać jedzenie, skoro nie mogę niczego kupować ze względu na brak chipa RFID pod skórą? Na uczelni niekiedy zdarza mi się wyżebrać od kogoś kanapkę albo ciasteczko, ale dzisiaj szczęście się do mnie nie uśmiechnęło. Natomiast w akademiku tylko wieczorem mogę dostać jakieś resztki, pod warunkiem, że ktoś czegoś nie doje lub wspaniałomyślnie zechce się ze mną podzielić. Wyżywienie w domu studenckim jest dodatkowo płatne, a ja, jak już wspomniałam, nie mam implantu, więc nie mogę normalnie korzystać ze stołówki. Często piję wodę z kranu, chociaż jestem świadoma, że prędzej czy później odbije się to na moim zdrowiu. Proszę mi wierzyć, iż w takiej… hmmm… sytuacji życiowej trudno się obyć bez kradzieży!


EMILIUSZ NOWAK (chichocze):

Heh, twoje wyznanie przypomniało mi pewną popularnonaukową książkę o średniowieczu, w której były opisane losy ówczesnych „żaków-żebraków”!


MILDA RZEPIŃSKA (ponuro, nieco urażona):

Mam rozumieć, że śmieszy pana moja dola? Cóż, dla osób postronnych rzeczywiście może być ona zabawna, jednak zapewniam pana, iż nie chciałby pan się znaleźć na moim miejscu! (Zaczepnie) Czy życzy pan sobie, abym wygłosiła długi i wyczerpujący wykład na temat przyczyn, dla których odmówiłam przyjęcia chipa?


Nowak, który dotychczas spacerował po pomieszczeniu, nagle się zatrzymuje i spogląda wymownie na Mildę.


EMILIUSZ NOWAK (do Rzepińskiej):

Nie musisz. Wiem, co powoduje ludźmi takimi jak ty. Uważacie, że chip RFID jest biblijnym „znamieniem Bestii”, o którym można przeczytać w Objawieniu św. Jana.


MILDA RZEPIŃSKA (zaskoczona wypowiedzią Emiliusza):

Czy pan jest… po tej samej stronie frontu co my?


Pracownik hipermarketu Riddle robi smutną minę.


EMILIUSZ NOWAK:

Czy jestem po tej samej stronie frontu? Trudno to tak nazwać. Ja, podobnie jak zdecydowana większość społeczeństwa, pozwoliłem się zachipować, aby nie stracić możliwości pełnego uczestnictwa w życiu gospodarczym. Jednakże nie uczyniłem tego z przyjemnością, tylko pod presją odpowiedzialności za swoją rodzinę, którą muszę przecież wyżywić i utrzymać. Mam dwoje dzieci w wieku szkolnym, a to się wiąże z koniecznością kupowania podręczników, zeszytów i przyborów do pisania, z obowiązkiem płacenia składek na komitet rodzicielski, z wykupywaniem ubezpieczeń, z finansowaniem wycieczek szkolnych i tym podobnych. O takich sprawach jak kupno ubranek, zabawek czy prezentów świątecznych nawet nie wspomnę. Gdybym nie miał chipa RFID, nie mógłbym zaspokoić podstawowych potrzeb moich dzieci, przez co zapewne straciłbym prawa rodzicielskie, a moje szkraby trafiłyby do domu dziecka.


MILDA RZEPIŃSKA (poruszona):

Rany… Współczuję panu… A jednocześnie pana podziwiam, bo poświęcił pan własną duszę w imię szczęścia swoich najbliższych…


EMILIUSZ NOWAK (sceptycznie, unosząc brwi):

„Poświęcił”? Trudno uznać za poświęcenie coś, co uchodzi za normę we współczesnym świecie. Postąpiłem tak jak większość społeczeństwa. Myślę, że nie było w tym nic nadzwyczajnego.


MILDA RZEPIŃSKA (ze szczerym zainteresowaniem):

A czy zna pan kogoś, kto - tak jak ja - nie zgodził się na implantację chipa?


EMILIUSZ NOWAK:

Owszem, znam. Moja żona Jaśmina postawiła się systemowi i zdecydowała, że nie pozwoli się zachipować. Od tej pory jest dosłownie wykluczona z życia gospodarczego, a egzystuje tylko dlatego, iż ja posiadam w swojej prawej dłoni implant i kupuję jej wszystkie niezbędne produkty, od żywności aż po odzież i zbytki. Jaśmina jest bezrobotna, nie może pracować w żadnym zawodzie i zarabiać pieniędzy, albowiem wszystkie zakłady pracy wypłacają pensje na konto pracownika, a do korzystania z takiego konta niezbędny jest chip RFID. Niestety, koleżanki i sąsiadki dają jej za to popalić: śmieją się z niej, że jest głupią, uległą, uzależnioną od męża „kurą domową”. A ona jest najmądrzejszą, najodważniejszą i najbardziej nonkonformistyczną kobietą, jaką kiedykolwiek spotkałem w swoim życiu. Ponadto jest piękna i prowadzi niezwykle interesującego bloga o tematyce politycznej. Cieszę się, że miałem zaszczyt ją poślubić.


MILDA RZEPIŃSKA (ciekawsko):

A czy pańskie dzieci zostały zachipowane?


EMILIUSZ NOWAK (powoli, z namysłem):

Moje dzieci są jeszcze na tyle małe, że nie potrzebują chipów, lecz gdy odrobinę podrosną, może pojawić się problem. Mój synek chodzi do pierwszej klasy Szkoły Podstawowej, a córeczka do trzeciej, więc nie dziwi ich, iż wszystko kupuje im ojciec. Jednak co będzie za kilka lat, kiedy zobaczą, że ich zachipowani rówieśnicy sami sobie kupują słodycze i gadżety? Co będzie, kiedy usłyszą od ekspedientki, iż nie mogą niczego kupić, bo rodzice nie zadbali o ich zachipowanie? Czy staną się obiektami drwin i szykan ze strony swoich kolegów i koleżanek? Czy będą mieć pretensje do mnie i do Jaśminy za to, że jesteśmy tacy „zacofani”, „nienowocześni” i „niemodni”?


MILDA RZEPIŃSKA:

Może tak się zdarzyć…


EMILIUSZ NOWAK (kontynuuje przerwany monolog):

A co będzie, gdy moje dzieciaki staną się nastolatkami? Czy izolacja w środowisku rówieśniczym i wstyd za „staroświeckich” rodziców nie przerodzą się u nich w napady buntu, które zaowocują ucieczkami z domu, nałogami, problemami szkolnymi i uczestnictwem w agresywnych subkulturach? (Załamuje się) Matko, co ja mam zrobić?! Narazić swoje potomstwo na zmartwienia, których wraz z upływem czasu będzie coraz więcej? A może obdarzyć dzieci „znamionami Bestii” i skazać ich dusze na wieczne potępienie? Czy mam pozwolić na to, by każdy krok mojego syna i córki był rejestrowany przez specjalne satelity i skanery, z którymi sprzężone są chipy RFID? Czy mam się zgodzić, aby wszystkie transakcje, usługi i umowy zawierane przez moje dzieci były zapisywane w komputerowej bazie danych zwanej BESTIĄ - BEAST? Jeżeli moja córka i syn zostaną poddani implantacji, to w przyszłości, przy tak dotkliwej kontroli, nie będą mogli nawet uczestniczyć w ruchu oporu!


Studentka pogrąża się w myślach.


MILDA RZEPIŃSKA (przejęta słowami Emiliusza, z empatią):

Proszę pana, nie wiem, co mogę panu poradzić… Sytuacja, którą pan opisał, jest bardzo trudna, a ja nigdy nie patrzyłam na świat z punktu widzenia rodzica czy opiekuna… Pański dylemat to nic innego jak konflikt tragiczny… Bez względu na to, którą drogę pan wybierze, poniesie pan klęskę… Współczuję panu, naprawdę!


EMILIUSZ NOWAK (gorzko):

Chciałbym odpowiedzieć „Dziękuję”, ale nie wiem, czy w takiej sytuacji wypada użyć tego słowa.


Chwila ciszy, podczas której obie osoby rozważają poruszone tematy.


EMILIUSZ NOWAK (z nagłym ożywieniem):

No, Mildo, chyba za długo cię przetrzymuję w tym Dziale Obsługi Klienta. Dzisiaj wybaczę ci kradzież i nie prześlę elektronicznego protokołu na policję, bo wiem, z jakich pobudek popełniłaś wykroczenie. Nie mogę powiedzieć, że popieram twój czyn, bo jest on sprzeczny z przyjętymi przeze mnie normami etycznymi i religijnymi. Ale jeśli kiedykolwiek w przyszłości zdecydujesz się ponownie coś ukraść, to… uważaj na siebie bardziej niż dzisiaj!


MILDA RZEPIŃSKA (wstając z krzesła i zbierając się do wyjścia):

Dziękuję panu bardzo. Obiecuję, że będę na siebie uważać. Co za ulga, że na tym peRFIDnym świecie można jeszcze spotkać dobrych ludzi!


Rzepińska wolnym krokiem idzie w kierunku drzwi.


EMILIUSZ NOWAK (olśniony):

Hej, Mildo! A może kiedyś wpadniesz do mnie i mojej rodziny na obiad? Będziesz wtedy miała „dzień bez konieczności łamania siódmego przykazania”. Jaśmina świetnie gotuje i ma dużo czasu na przygotowywanie posiłków, bo, jak już powiedziałem, nie pracuje zawodowo. Moja matka nigdy nie miała na nic czasu - przeciwnie, bez przerwy narzekała, że jest przepracowana, bo oprócz roboty w Urzędzie Miasta miała jeszcze mnóstwo obowiązków w domu. Natomiast Jaśmina, jako ta słynna „kura domowa”, zawsze znajduje czas na opiekowanie się rodziną, a w wolnych chwilach siada przed ekranem komputera i pisze felietony polityczne. Skubana, ma taki ostry język, że pół Internetu się jej boi! Czasem publikuje pod swoim prawdziwym imieniem i nazwiskiem, a czasem pod pseudonimem. Zależy od portalu.


MILDA RZEPIŃSKA:

Świetny pomysł z tym obiadem. Musi pan tylko podać mi swoje nazwisko i adres.


EMILIUSZ NOWAK (sięgając do kieszeni):

Ależ tak, oczywiście!


Pan Nowak przez chwilę grzebie w kieszeni, po czym wyjmuje z niej niewielki notesik z kolorowymi karteczkami do wyrywania. Nie może jednak znaleźć długopisu.


EMILIUSZ NOWAK:

Mildo, masz może coś do pisania?


MILDA RZEPIŃSKA (wyjmując z torebki długopis):

Tak, mam. (Wręcza Emiliuszowi wyjęty przedmiot) Proszę!


EMILIUSZ NOWAK (przyjmując od Rzepińskiej długopis i pisząc na karteczce swoje dane kontaktowe):

Fajny długopisik. Z logo Wyższej Szkoły Parapsychologii i Psychotroniki w Młodzianowicach.


MILDA RZEPIŃSKA (uśmiecha się):

Pewnie, że fajny. Wyniosłam go z dziekanatu.


Emiliusz Nowak kieruje wzrok w stronę Mildy.


EMILIUSZ NOWAK (z nagłym zainteresowaniem):

Ej, a tam u was, na uczelni, to chipy RFID nie są potrzebne?


MILDA RZEPIŃSKA:

Są potrzebne, ale tylko w bufecie i w bibliotece. No i przy automacie do kawy, jeśli ktoś chce sobie kupić napój. Legitymacje studenckie mamy staroświeckie, tzn. w formie plastikowej karty z prymitywnym chipem. WSPiP to mała, prowincjonalna uczelnia, która nie zdążyła się jeszcze przystosować do nowej ustawy o implantach elektronicznych. Chwała jej za to, bo przynajmniej mogę studiować wymarzoną ufologię.


EMILIUSZ NOWAK (lekko rozbawiony):

Macie legitymacje w formie plastikowych kart z prymitywnymi chipami? No to rzeczywiście staroświeckie! Za moich czasów takich się używało!


Nowak wyrywa z notesika karteczkę i wręcza ją Rzepińskiej.


EMILIUSZ NOWAK:

Proszę, oto moje nazwisko i adres. Podałem ci również adres e-mailowy Jaśminy, żebyś mogła ją poinformować, kiedy ewentualnie przyjdziesz. Do widzenia, Mildo!


MILDA RZEPIŃSKA:

Do widzenia, panie… (Spogląda na otrzymaną kartkę) Nowak!


EMILIUSZ NOWAK (szybko, przypominając sobie, że musi oddać Mildzie długopis):

I jeszcze długopisik!


Pracownik hipermarketu Riddle oddaje studentce długopis, a potem oboje ponownie się żegnają. W końcu Milda opuszcza Dział Obsługi Klienta.




SCENA TRZECIA


Miejsce akcji: Młodzianowice, dom państwa Nowaków
Osoby: Milda Rzepińska, Emiliusz Nowak, Jaśmina Nowak, trzej antyterroryści, pielęgniarka


Milda Rzepińska i Emiliusz Nowak siedzą przy stole, na którym pani Jaśmina właśnie ustawia talerze, miski z jedzeniem itp. W pokoju gościnnym jest włączony telewizor, jednak jego głośniki są na tyle przyciszone, żeby dźwięki z TV nie zakłócały rozmowy państwa Nowaków i Rzepińskiej. Milda wygląda na zachwyconą gościnnością swoich nowych znajomych, ale nie ma śmiałości rozpocząć jedzenia jako pierwsza.


JAŚMINA NOWAK (do męża, nalewając wszystkim kompotu do szklanek):

Wiesz, Emiliuszu, że te sukinsyny usunęły kolejną notkę z mojego bloga? Nie mam pojęcia, czym tym razem ich zdenerwowałam… Przecież nie napisałam ani jednego obraźliwego słowa na temat rządu światowego! To znaczy: zdarzyło mi się delikatnie skrytykować tego molocha, jednak nie zrobiłam tego w jakiś wyjątkowo ostry czy zjadliwy sposób.


EMILIUSZ NOWAK:

Ale zrobiłaś. I to było powodem skasowania twojego wpisu. Cenzura internetowa nie różnicuje antyrządowych notek: likwiduje wszystkie, bez względu na to, czy są obraźliwe, czy tylko krytyczne. Zresztą, to nie jest żadna nowość, już kilkanaście lat temu zdarzały się tego typu przypadki. Teraz problem tylko się nasilił. „Tylko”, a może „aż”.


Jaśmina siada przy stole i nakłada sobie jedzenie na talerz.


JAŚMINA NOWAK (życzliwie, widząc onieśmielenie Rzepińskiej):

Mildo, na co czekasz? Weź sobie ziemniaczki, surówkę i kotleta!


Milda uśmiecha się do Nowakowej i bez słowa spełnia jej życzenie.


JAŚMINA NOWAK (do Emiliusza):

Zauważyłam, że na moim blogu i profilach w serwisach społecznościowych „dziwne incydenty” dzieją się wyjątkowo często. Mam wrażenie, iż wiadome służby namierzyły mój adres IP i od tej pory uważnie śledzą każdy mój krok w Internecie. Szczerze mówiąc, nie dziwię im się. Skoro nie mogą mnie kontrolować za pomocą chipa RFID, uciekają się do tradycyjnych, wypróbowanych metod. Obserwują moje zachowanie w Sieci, gdyż do realnego życia nie zawsze mają dostęp. No, ale nic nie zmieni faktu, że monitoring i inwigilacja w rzeczywistym świecie również wydają mi się bardziej dotkliwe niż jeszcze rok temu. Jak mawiał mój świętej pamięci dziadek: „Wraca nowe”!


EMILIUSZ NOWAK (nie wiedząc, co odpowiedzieć):

Ano…


Krótka pauza, podczas której wszyscy bohaterowie sceny koncentrują się na jedzeniu.


MILDA RZEPIŃSKA (przerywając ciszę):

Pani Jaśmino, dlaczego dzieci nie przyszły na obiad?


JAŚMINA NOWAK:

Bo są na wycieczce szkolnej i wracają jutro po południu. Emiliusz opłacił im wszystko, co miał do opłacenia, więc przypuszczam, iż obędzie się bez większych problemów. Ale niewykluczone, że gdy Pola i Tymoteusz wrócą do domu, zrobią nam dziką awanturę za to, iż jako ludzie nieochipowani nie mogli sobie kupić żadnej pamiątki. O ile się nie mylę, we współczesnych czasach większość dzieciaków ma już implanty pod skórą, a te, które ich nie posiadają, bywają obiektami drwin lub wręcz przemocy ze strony swoich rówieśników.


EMILIUSZ NOWAK:

To tak jak za naszych czasów, kiedy naśmiewano się z dzieci nieposiadających telefonów komórkowych…


JAŚMINA NOWAK (kiwając głową):

Trafne porównanie, Emiliuszu. Z tą różnicą, że telefony komórkowe nie służyły do totalnej i nieustannej kontroli społeczeństwa, tylko do dzwonienia, SMS-owania, łączenia się z Internetem i innych niewinnych rzeczy. Pomijam takie incydentalne przypadki jak podsłuchiwanie osób podejrzanych o działalność przestępczą.


EMILIUSZ NOWAK (polemiczne):

Zauważ jednak, iż komórki, podobnie jak chipy RFID, były możliwe do namierzenia przez satelitę, a korzystanie z nich podlegało ścisłej kontroli ze strony operatorów sieci telefonii komórkowych.


JAŚMINA NOWAK:

Owszem, operatorzy musieli sprawdzać, jak często ktoś telefonuje, żeby móc wystawić mu rachunek. To normalne i absolutnie nie należy się tym bulwersować. Tym bardziej, iż wszelkie przypadki zapisywania rozmów czy SMS-ów uchodziły za skandal i naruszenie prywatności abonentów.


EMILIUSZ NOWAK (nie dając za wygraną):

Mimo wszystko uważam, że to właśnie telefony komórkowe i inne GPS-y mogły być natchnieniem dla twórców BESTII oraz chipów RFID. Takie jest moje zdanie, a ty możesz się z nim zgodzić lub nie.


Jaśmina spogląda z politowaniem na swojego męża.


JAŚMINA NOWAK (krzywi się z niesmakiem):

Emiliuszu, co ty chrzanisz?! Przecież BESTIA została skonstruowana już w latach siedemdziesiątych dwudziestego wieku, ale przez długi czas pozostawała praktycznie nieaktywna!


EMILIUSZ NOWAK (lekko zawstydzony):

W sumie, masz rację. Niech będzie, że to ja się mylę. Proponuję zakończyć ten temat, bo doszliśmy do etapu, na którym dyskusje przeważnie przeobrażają się w kłótnie.


Kolejna pauza. Państwo Nowakowie i Rzepińska, kontynuując jedzenie obiadu, zachowują się tak cicho i spokojnie, że dźwięki dochodzące z telewizora stają się dla nich wyraźniejsze i lepiej słyszalne. Nagle w TV rozlega się intro programu informacyjnego.


MILDA RZEPIŃSKA:

Oho, „Fakty”! (Prosząco, do żony Emiliusza, wskazując ruchem głowy telewizor) Pani Jaśmino, czy mogłaby pani podgłosić? Dziennik się zaczyna!


JAŚMINA NOWAK (ponuro):

Nie pytaj mnie o takie rzeczy, tylko mojego męża. Mamy nowy telewizor, który potrafi współpracować jedynie z ludźmi posiadającymi chipy RFID. Wkrótce wszystkie urządzenia będą sprzężone z podskórnymi implantami. To kwestia czasu, a zarazem forma nacisku na niezachipowanych obywateli. (Do Nowaka) Emiliuszu, podgłoś telewizor z łaski swojej!


Mąż Jaśminy bierze do ręki pilot i zwiększa głośność odbiornika.


MILDA RZEPIŃSKA (z wdzięcznością, do Emiliusza):

Dziękuję bardzo!


DZIENNIKARKA (w telewizji):

To już pewne: posiadanie chipów RFID będzie obowiązkowe na całej Kuli Ziemskiej! Parlament Światowy przyjął dzisiaj ustawę o radykalizacji interwencjonizmu ekonomicznego i ujednoliceniu gospodarki New World Order. Dokument, który ma wejść w życie dzisiaj o godzinie 13:30, jest pozytywnie oceniany przez ekonomistów Banku Światowego i banków lokalnych. Prezes Globalnej Rady Ministrów, Dennis Reggaefeller, wyraził swoją ulgę z powodu „podjęcia zdecydowanych kroków zmierzających do zacieśnienia integracji gospodarczej naszej planety”. Więcej na ten temat w materiale Floriana Pawłowskiego.


JAŚMINA NOWAK (zbulwersowana zasłyszaną informacją):

Sukinsyny!


MILDA RZEPIŃSKA (równie zbulwersowana jak Jaśmina):

Juchy zapowietrzone!


JAŚMINA NOWAK (do męża, nie posiadając się ze złości):

Wiesz co, Emiliuszu? Wyłącz to przebrzydłe pudło! Nie jestem w stanie słuchać takich herezji, one mają destrukcyjny wpływ na mój układ nerwowy!


EMILIUSZ NOWAK:

Jak sobie życzysz.


Emiliusz wyłącza TV.


JAŚMINA NOWAK (usprawiedliwiającym tonem, do Rzepińskiej):

Przepraszam cię, Mildo, ale w moim domu nie ma miejsca dla takich głupot. Dzisiaj nie obejrzysz „Faktów”. Na pocieszenie powiem ci, że niewiele stracisz, albowiem we współczesnych czasach nie ma czegoś takiego jak wolne i obiektywne media. Wszystkie stacje telewizyjne i radiowe, czasopisma oraz wielkie portale internetowe są tubami propagandowymi Nowego Porządku Świata, mającymi na celu wmawianie ludziom, iż na Ziemi nie dzieje się nic złego. Czy zauważyłaś, w jakim świetle prezenterka przedstawiła nową ustawę chipową? Ukazała ją jako coś pozytywnego i użytecznego, z czego wszyscy widzowie powinni się cieszyć! Jeżeli chodzi o samą ustawę, to moje stanowisko jest jednoznaczne. Nie dam się zachipować, nawet, jeśli będą mi za to grozić jakieś konsekwencje! Nigdy nie pozwolę, aby zrobiono ze mnie część elektronicznego systemu zwanego BESTIĄ. Jestem wolną kobietą i nie chcę, żeby każdy mój krok był śledzony przez satelitę, a dokonywane przeze mnie transakcje były zapisywane w rządowej bazie danych. Ponadto jestem chrześcijanką i czuję się zobowiązana do dochowywania wierności Bogu. O tym, że nikt nie ma prawa naruszać mojej integralności cielesnej, nawet nie wspomnę.


MILDA RZEPIŃSKA (stanowczo):

Słuszna postawa, pani Jaśmino. Ze mną jest dokładnie tak samo. Ja również nie pozwolę tym tyranom, żeby wbrew mojej woli oznakowali mnie jak krowę.


Emiliusz Nowak wzdycha.


EMILIUSZ NOWAK:

Ech, co ja, człowiek z implantem w prawej dłoni, mogę wam powiedzieć? Przecież w moich ustach każde słowo poparcia zabrzmiałoby jak hipokryzja!


Chwila milczenia.


JAŚMINA NOWAK (dziwnym tonem, do męża):

Emiliuszu, czy mogę cię o coś zapytać?


EMILIUSZ NOWAK (lekko zaniepokojony tonem żony):

No… Możesz…


JAŚMINA NOWAK:

Wyobraź sobie, że sytuacja polityczna naszej planety uległa znaczącej zmianie: rząd światowy stał się słabszy, a opozycjoniści, czyli my, silniejsi. Wyobraź sobie, iż na skutek tej zmiany nasze cele stały się możliwe do zrealizowania, bliskie jak nigdy wcześniej. Jest tylko jeden warunek: aby je osiągnąć, trzeba się posłużyć metodami… sam wiesz, jakimi. Pytanie: czy zdecydowałbyś się zastosować przemoc w celu obalenia Nowego Porządku Świata i wyzwolenia miliardów ludzi? Czy byłbyś w stanie dążyć po trupach do celu, używać siły w imię wyższych wartości? Czy dla przyszłych pokoleń poświęciłbyś własne sumienie, reputację i możliwość zbawienia po śmierci? Czy potrafiłbyś zabijać, torturować i prześladować swoich wrogów, by kiedyś zwykli ludzie mogli się czuć bezpiecznie?


EMILIUSZ NOWAK (oszołomiony pytaniami Jaśminy):

Kurde, Jaśmino… O co ty mnie pytasz?! Nigdy nie snułem tego typu refleksji! Zbombardowałaś mnie nieortodoksyjnymi, szokującymi pytaniami, a ja nie wiem, jak na nie odpowiedzieć! (Popada w zadumę) Hmmm… Zastanówmy się… Co bym zrobił, gdybym wiedział, że nasze cele są możliwe do zrealizowania, tylko trzeba skorzystać z wiadomych środków? Myślę, iż upierałbym się przy metodach pokojowych tak długo, jak bym mógł. Lecz gdybym zobaczył, że nasze cele naprawdę są na wyciągnięcie ręki… ech, chyba bym poszedł na całość!


Jaśmina klaszcze w dłonie.


JAŚMINA NOWAK (śmieje się):

Cha, cha, cha! Widzisz, Emiliuszu? A jednak jesteś zwolennikiem opinii, według której cel uświęca środki! To świadczy o twojej wielkiej desperacji… Nawet sobie nie uświadamiasz, jak bardzo nienawidzisz New World Order…


MILDA RZEPIŃSKA (dobitnie, z dumą):

A ja sobie uświadamiam, i to z całą mocą!


Nagle rozlega się bardzo głośne i niecierpliwe walenie do drzwi, któremu towarzyszą despotyczne okrzyki: „Otwierać! Policja!”. Wszyscy bohaterowie sceny robią przestraszone miny. Kiedy Emiliusz Nowak podbiega do drzwi i je otwiera, do mieszkania wpadają trzej uzbrojeni antyterroryści oraz drobna pielęgniarka w białym fartuchu i z apteczką w dłoni. Wszyscy antyterroryści grożą cywilom bronią.


PIERWSZY ANTYTERRORYSTA (krzyczy, patrząc na Jaśminę):

Pododdział Antyterrorystyczny Policji Globalnej! Mamy nakaz wyegzekwowania na pani Jaśminie Nowak obowiązku posiadania chipa RFID!


JAŚMINA NOWAK:

Nie zgadzam się! Nie macie prawa!


Pielęgniarka wyjmuje z apteczki strzykawkę, na której końcu znajduje się chip, a potem idzie z nią w stronę Jaśminy. Pani Nowak początkowo się cofa, lecz kiedy natrafia plecami na ścianę, niespodziewanie ucieka do sąsiedniego pokoju i zamyka za sobą drzwi. Gdy pielęgniarka zaczyna iść w kierunku schronienia Jaśminy, Milda Rzepińska usiłuje ją zatrzymać.


DRUGI ANTYTERRORYSTA (do Mildy, tonem nieznoszącym sprzeciwu):

Zostaw pielęgniarkę! Powiedziałem: zostaw pielęgniarkę!


MILDA RZEPIŃSKA (opryskliwie, gniewnie):

Odwal się!


DRUGI ANTYTERRORYSTA:

Zostaw pielęgniarkę, bo zacznę strzelać!


Ponieważ Rzepińska nadal nie reaguje, dochodzi do tragedii: Drugi Antyterrorysta celuje bronią w jej głowę i oddaje strzał. Studentka pada martwa na podłogę, a zza zamkniętych drzwi rozlega się krzyk Jaśminy. Emiliusz w pierwszej chwili staje jak wryty, lecz potem odzyskuje nad sobą panowanie i wychodzi naprzeciw antyterrorystom.


EMILIUSZ NOWAK (do funkcjonariuszy PAPG):

Bydlaki! Mnie też będziecie musieli zabić, bo dopóki żyję, nie pozwolę wam zachipować mojej żony!


Nagle wraca do pomieszczenia Jaśmina, która wygląda na skrajnie przerażoną słowami swojego małżonka.


JAŚMINA NOWAK (krzyczy):

Nie, Emiliuszu! Nie rób sobie żartów! Ty musisz żyć! Po co mi twoja śmierć?! Przecież i tak mnie zachipują!


EMILIUSZ NOWAK (spoglądając wymownie na Nowakową):

Dopiero rozmawialiśmy o desperacji i poświęceniu!


JAŚMINA NOWAK:

Tak, ale…


EMILIUSZ NOWAK (stanowczo):

Jeszcze nie wiadomo, czy cię zachipują. Nie poddawajmy się.


JAŚMINA NOWAK (z rozpaczą):

Emiliuszu, chyba oszalałeś! Jeśli ty zginiesz, a ja pozostanę bez chipa, to kto wyżywi nasze dzieci?! Przecież ja nie mogę nawet kupić im chleba!


EMILIUSZ NOWAK:

Nie oddawaj się Bestii dobrowolnie. To może być prowokacja. Wiesz, jakie incydenty się zdarzają. Sama o nich pisałaś na swoim blogu.


JAŚMINA NOWAK (wybuchając płaczem i rzucając się w ramiona męża):

Kochany, ale ja nie chcę, żebyś zginął! Wolę zostać niewolnicą i pójść po śmierci do piekła niż cię stracić!


Niespodziewanie Drugi Antyterrorysta oddaje kilka strzałów. Chociaż chce zabić tylko Emiliusza, popełnia błąd i przez przypadek zadaje śmierć obojgu małżonkom. Państwo Nowakowie padają bez życia na podłogę.


PIERWSZY ANTYTERRORYSTA (wściekle, do Drugiego Antyterrorysty):

Durniu! Co ty zrobiłeś?!


TRZECI ANTYTERRORYSTA:

Po coś ją zabił, pokrako?! Pójdziesz do pierdla za nadużycie władzy!


Drugi Antyterrorysta jest wyraźnie wstrząśnięty tym, co uczynił, ale stara się sprawiać wrażenie obojętnego i nieczułego.


PIELĘGNIARKA (ponuro, z obrzydzeniem, do Drugiego Antyterrorysty):

Nie zachowałeś się jak antyterrorysta, tylko jak terrorysta…


DRUGI ANTYTERRORYSTA (niecierpliwym tonem, do pielęgniarki i pozostałych policjantów):

Wyjdźmy stąd, dobrze?! I tak nie mamy już kogo zachipować!


Funkcjonariusze Pododdziałów Antyterrorystycznych Policji Globalnej i pielęgniarka schodzą ze sceny. Dla oczu widzów jeszcze przez chwilę widoczne są zwłoki Mildy, Jaśminy i Emiliusza, jednak potem kurtyna powoli opada.



K-O-N-I-E-C

Natalia Julia Nowak,
27 listopada - 6 grudnia 2010 r.




____________________________
* O teorii spiskowej dotyczącej chipów RFID można poczytać na stronach:


http://www.kki.pl/piojar/polemiki/novus/bestia/bestia.html

http://nowyporzadekswiata.pl/zagrozenia/chipy-rfid/

http://www.opoka.org.pl/biblioteka/X/XK/rewolucja_biochipowa.html

http://www.eioba.pl/a109649/mikroczipy_kto_przyjmie_znami_bestii

Warto również obejrzeć materiały audiowizualne poświęcone temu zagadnieniu:

http://www.youtube.com/watch?v=1Y79Byr3im0

http://www.youtube.com/watch?v=38HlcS5UlD0

http://www.youtube.com/watch?v=gSP-sfGCehA

http://www.youtube.com/watch?v=LndfyAxZMto

środa, 1 grudnia 2010

Rozmowa z Robertem Larkowskim

Pan Robert Larkowski, urodzony 9 lipca 1966 roku, to utalentowany i obdarzony wszechstronnymi zainteresowaniami publicysta, który - poprzez wieloletnią współpracę z prasą prawicową - zyskał spory rozgłos oraz uznanie w środowiskach narodowych i patriotycznych. Dzisiaj dowiemy się, jak wygląda codzienna praca tego arcyciekawego człowieka, poznamy sekrety jego warsztatu dziennikarskiego, a także odkryjemy źródła inspiracji twórczych i refleksji światopoglądowych. Przekonamy się również, w jaki sposób rozpoczął swoją przygodę ze słowem pisanym oraz kogo uważa za swój autorytet. Ponadto sprawdzimy, jaką muzykę i literaturę najbardziej sobie ceni. Gorąco zapraszamy do przeczytania wywiadu z jednym z najlepszych niezależnych publicystów III Rzeczpospolitej!

Z panem Robertem Larkowskim rozmawia Natalia Julia Nowak, przedstawicielka najmłodszego pokolenia polskich felietonistów.


NATALIA JULIA NOWAK: Dzień dobry, panie Robercie. Chciałabym zadać Panu kilka pytań, gdyż jest Pan doświadczonym publicystą, który miał okazję współpracować z wieloma czasopismami. Pytanie pierwsze: kiedy zainteresował się Pan publicystyką i kiedy zaczął Pan publikować swoje artykuły na łamach prasy? Ile miał Pan lat w momencie swojego debiutu prasowego?

ROBERT LARKOWSKI: Dzień dobry, Natalio. No cóż, można mnie nazwać „weteranem” publicystycznego fachu, ponieważ mając obecnie 44 lata zaczynałem swoją przygodę z piórem jeszcze w okresie schyłkowego PRL-u, oczywiście w prasie podziemnej, tyle że nie powiązanej z głównymi ośrodkami opozycji. Była to raczej inicjatywa wydawania małego organu grupy ideowej, której byłem liderem. Skromne środki własne kręgu przyjaciół, gazetka prymitywna, wiadomo jakie były czasy. Ile miałem lat w chwili tego „debiutu”? Trudno sobie dokładnie przypomnieć. Myślę, że około 18. Natomiast debiut w oficjalnej, legalnej prasie, to schyłek 1990 r. Przypomniałem sobie taki epizod, jakiś czas po ukazaniu się na rynku „Gazety Wyborczej”, toczyłem z nią polemikę w formie listownej, dwa z nich nawet opublikowano. Ciekawostką w moim „dorobku” jest zdobycie wyróżnienia w konkursie na krótkie opowiadanie, które ogłosiło w 1978 r. „Słówko” - dodatek dla dzieci i młodzieży „Słowa Powszechnego” (dziennika Stowarzyszenia PAX). Opowiadanie nie miało nic wspólnego z polityką, dotyczyło wieczerzy wigilijnej. Nie było publikowane, więc nie uznaję tego za debiut, jednakże moje nazwisko pierwszy raz ukazało się w ogólnopolskiej prasie. Miałem wtedy, jak łatwo obliczyć, 12 lat.

NJN: Jakie problemy porusza Pan w swoich tekstach? Czy ma Pan jakieś ulubione zagadnienie, czy też stara się Pan być autorem o wszechstronnych zainteresowaniach? O jakich sprawach nigdy Pan nie pisał?

RL: Jestem typowym „zwierzęciem politycznym”, raczej drapieżnym, stąd ogólnie i szczegółowo pojęte zagadnienia polityczne, interesowały mnie i interesują najbardziej. Tak krajowe, jak i międzynarodowe. Przeważają niezbyt długie teksty, poruszające tematy doraźne. Niekiedy piszę głębsze analizy natury politologicznej, ideowej i geopolitycznej. Oprócz tego zdarzało mi się zajmować notkami wspomnieniowo-biograficznymi (swoistymi, rozszerzonymi nekrologami), historią, ekonomią, rolnictwem, sportem, zagadnieniami służby zdrowia, mam na koncie przeprowadzanie wywiadów, recenzje książek i filmów, mówiąc szczerze - sporo tego było. O czym nigdy nie pisałem? Myślę, że nie udzielałem porad sercowych i gastronomicznych, co jest teraz w modzie, lecz pewnymi doświadczeniami mógłbym się i w tych dziedzinach podzielić.

NJN: Czy ma Pan ulubionego publicystę - kogoś, kto jest dla Pana autorytetem i wzorem do naśladowania? Jeśli tak, to czy mogę poznać nazwisko tej osoby?

RL: Przyznam się, bez fałszywej skromności, że nie mam jakiegoś współczesnego autorytetu i wzoru do naśladowania, chociaż cenię na przykład dość bliskiego mi ideowo Stanisława Michalkiewicza. Za warsztat i błyskotliwość, szanuję Rafała Ziemkiewicza o bardziej od moich, umiarkowanych poglądach. Śmiem twierdzić, co nie jest tylko moją opinią, ale i sporego grona czytelników o różnych zawodach i stopniu wykształcenia, iż dopracowałem się przez te wszystkie lata aktywności publicystycznej własnego, niepowtarzalnego stylu. Natomiast wzorem z przeszłości, jest dla mnie niewątpliwie Adolf Nowaczyński, odważny i niezrównany publicysta, znany z bardzo ciętego pióra, co zresztą sprawiło, iż był kilkakrotnie pobity przez przeciwników politycznych (w wyniku czego stracił oko), i miał na koncie pojedynek. Swoją drogą, trochę mistrza Nowaczyńskiego w tym względzie przypominam… Zresztą A. Nowaczyński był również znany jako dramaturg, pisarz, poeta, krytyk literacki, satyryk i działacz polityczny oraz społeczny. Cenił niezmiernie talent i twórczość Stanisława Wyspiańskiego.

NJN: Jak dużo czasu poświęca Pan na pisanie artykułów? Czy pisze Pan każdego dnia? Jeśli tak, to ile godzin dziennie poświęca Pan na tworzenie swoich tekstów? Działa Pan w zaciszu własnego domu, czy też pracuje Pan w siedzibach redakcji czasopism?

RL: Pisuję raczej w zaciszu domowym, praca w redakcji zdarzała mi się epizodycznie. Ja potrzebuję spokoju i skupienia myśli, krzyki, bieganina, „wiszenie” kogoś nad moim biurkiem i poganianie, doprowadza mnie wprost do białej gorączki. Styl pracy mam dość trudny do zdefiniowania. Potrafię murem przesiedzieć nad pisanym materiałem kilka godzin, lecz zdarza się często, iż „wena” nie przychodzi na zawołanie, ale dopada mnie na przykład o dziesiątej – dwunastej w nocy. Wtedy o spaniu do rana nie ma mowy. „Weny” nie można wypuścić z głowy. Gdy zacznie się ją odpychać, to przeważnie niezmiernie ciężko ściągnąć ją z powrotem. Obecnie – ze względu na dość skomplikowane okoliczności osobiste – zarzuciłem na pewien czas pisanie w tak szerokim zakresie jak kiedyś, lecz to niedługo minie. Trudno określić w godzinach taką pracę. Bywają dni posuchy, a później kilka dni i nocy (z przerwami) nagłego zrywu. Niekiedy coś trzeba napisać „na już” i po prostu się do tego zmusić. Nie jestem typowym wyrobnikiem pióra, raczej wolnym strzelcem, ciężko byłoby mnie usadowić w kolektywie.

NJN: Skąd czerpie Pan wiedzę o opisywanych przez siebie sprawach? Czy sięga Pan tylko po te gazety, z którymi jest/był Pan związany, czy też korzysta Pan również z innych mediów (proszę powiedzieć, z jakich)?

RL: Źródło czerpania tematów i informacji jest szerokie, nie takie skromne jak kiedyś. Gazety własnej opcji i obozu „przeciwnika”, nieprzebyte zasoby Internetu, gdzie znajdujemy zwały śmieci, ale i ciekawe rzeczy na różnorakich stronach i portalach. Radio, telewizja – to już informacja przetworzona, cuchnąca propagandą, ale na tym polega doświadczenie, żeby szukać ziaren prawdy wśród plew niedomówień i pospolitych kłamstw. Szerzej rzecz ujmując, nie ma właściwie w Polsce neutralnych, niezależnych mediów elektronicznych i pisanych, każde służą określonym kręgom politycznym i biznesowo-ekonomicznym w skali krajowej, międzynarodowej i globalnej. Media niezależne, to margines. Taka jest moja smutna uwaga. Na potrzeby tekstów bardziej analitycznych, dotykających minionych zdarzeń politycznych i historycznych, sięgam po „radę” do swej dość pokaźnej biblioteki osobistej lub do bibliotek publicznych, specjalistycznych, w ostateczności do księgarń. W ostateczności, ponieważ nie idę z głównym nurtem publicystycznych potakiwaczy i koncesjonowanej opozycji (jestem tym „marginesem” - rybą płynącą pod prąd), stąd zasoby materialne są u mnie skromne. Ogólnie droga radykalnie „niepoprawnych” publicystów, to droga na swój sposób cierniowa. Przekonałem się o tym dość dotkliwie.

NJN: Czy zawsze marzył Pan o karierze publicysty? Jeżeli nie, to w jakim zawodzie chciał Pan pracować, zanim zajął się Pan pisaniem i publikowaniem własnych przemyśleń?

RL: Nie była to u mnie kwestia marzeń, lecz pewnego wyzwania wobec rzeczywistości. Pragnąłem ją opisywać, ale nie z punktu widzenia zblazowanego i obojętnego ewentualnie wynajętego obserwatora, lecz zjadliwego (nie bójmy się tego słowa) krytyka. Głaskanie po główkach nigdy mnie w publicystyce nie pociągało. Poszedłem najwyraźniej w tym „fachu”, wyboistą ścieżką swego mistrza Adolfa Nowaczyńskiego. Słowo o korzeniach. Od dziecka miałem ów przysłowiowy „dryg” do pisania, z czasem człowiek nabierał wiedzy, doświadczenia i stylu. Tak się ukształtowałem. Kim chciałbym zostać, gdybym nie zajmował się publicystyką? Pewnie politykiem, chociaż właściwie już nim bywałem. Pozostają jeszcze reminiscencje z wczesnej młodości, pociąg do badania starych kultur, odkrywania (dosłownie) zapomnianych cywilizacji – archeologia? Kto wie… Za późno teraz o tym dywagować.

NJN: Po jakie formy wypowiedzi pisemnej Pan sięga? Czytałam wiele Pańskich felietonów, jednak zastanawiam się, czy uprawia Pan również inne gatunki dziennikarskie, np. reportaże, wywiady, newsy.

RL: Felieton, esej – ogólnie publicystyka, to jednak mój główny żywioł. Piszę też niekiedy szersze analizy i opracowania polityczne, teksty ideowe, geopolityczne. Wspominałem o tym wyżej, tak samo jak o epizodach prasowych, czyli przeprowadzaniu wywiadów, krytyce literackiej i filmowej. Reportaże parę razy pisałem, lecz to nie mój żywioł. Newsy są zbyt powierzchowne, lecz jeżeli trzeba, zrobi się i to. Jestem dość wszechstronny. Z innych fascynacji literackich. Pociągało mnie tworzenie wierszy, i to nie w formie „ubogich rymów częstochowskich”, raczej głęboko egzystencjalnych utworów, które nie były rymowane (tzw. wiersz biały). Znajomi poloniści i pewien krytyk literacki, radzili mi nawet zająć się tym na poważnie. Sęk w tym, że ja tego „na poważnie” nie traktowałem. Jestem pasjonatem zapominanej z wolna sztuki epistolograficznej. Niestety, sms-y, maile, krótkie wpisy na portalach internetowych, mordują dosłownie estetykę słowa, zdania, ich sens, którego nie można zawrzeć w tak żałośnie ubogim przekazie. Szczególnie w materii tak subtelnej, jak list miłosny. Podobno zdobyłem w ich pisaniu dużą biegłość. Tak sądziły (sądzą?) ich odbiorczynie… Ocena w pełni miarodajna. Ostatnio przemyśliwuję nad krótką powieścią, może małym zbiorem opowiadań. Kto wie, zobaczymy. Trudno dzisiaj, coś takiego wydać.

NJN: Czy kiedykolwiek zdarzyło się Panu wystąpić w radiu lub w telewizji? Jeśli tak, to kiedy, w jakiej stacji i w jakim programie/audycji?

RL: Z telewizją i radiem zetknąłem się, startując w wyborach uzupełniających do Senatu (2004) i Sejmu (2005), pomniejszych „incydentów” nie warto odnotowywać. Były to więc media publiczne, nie prywatne. Audycje i spoty wyborcze, wywiady (przeważnie ostre), konfrontacje na argumenty z rywalami politycznymi, kontakt ze studiem, mikrofonem, kamerą „na żywo”, „świecznikiem” sceny politycznej i dziennikarstwa. Z pewnością ciekawe doświadczenie, chociaż nie dla wszystkich wskazane, ponieważ niejeden delikwent przed kamerą lub mikrofonem po prostu „baranieje”, stres go unicestwia. Mnie, jako praktycznie debiutantowi, poszło chyba nieźle.

NJN: Proszę opowiedzieć o swoich prywatnych upodobaniach. Jakiego rodzaju muzyki Pan słucha? Czy ma Pan ulubiony zespół i/lub wokalistę? Jakie filmy i książki Pan lubi? Co Pan sądzi o serialach telewizyjnych i czy ogląda Pan któryś z nich?

RL: Upodobania? Pytanie dość szerokie. Z natury jestem właściwie domatorem, chociaż lubię dalekie spacery, wyjazdy turystyczne, ale nie w celu wylegiwania się na plaży, lecz aktywnego poznawania i zwiedzania konkretnych miejsc. Preferuję zdecydowanie kraj ojczysty, acz moim niespełnionym marzeniem, pozostaje wyprawa do Doliny Poległych pod Madrytem. Gusta muzyczne, uwielbiam Ludwiga van Beethovena, Fryderyka Chopina, Roberta Schumanna, Richarda Wagnera i Henryka Mikołaja Góreckiego. Jego niedawną śmierć przyjąłem z dużym smutkiem. Jestem koneserem chorałów gregoriańskich i marszy wojskowych. Pasjonuje mnie tzw. nowa (zimna) fala z niezapomnianym Joy Division na czele i inne zespoły tego nurtu i jemu pochodnych. Równą pasją darzę gatunek martial industrial, na przykład grupy Laibach, Von Thronstahl, Triarii, Death in June czy Arditi. W młodości, drugiej połowie swych lat nastoletnich, byłem wiernym fanem AC/DC oraz Iron Maiden, teraz preferuję viking metal i gothic metal. Słucham też kapel sceny RAC/NR. Z innej beczki, z niezmiennym poruszeniem podchodzę do twórczości legend polskiej piosenki Ewy Demarczyk, Czesława Niemena i Marka Grechuty, z bardów szczególnie trafia do mego serca Przemysław Gintrowski. Pieśni Władimira Wysockiego, to z kolei specjalna historia w moim życiu. Książki były i są moim światem, jestem nimi otoczony od dziecka. Z racji zainteresowań – powiedzmy - zawodowych, przeważają lektury o charakterze politycznym i historycznym w różnych gatunkach literackich – od powieści faktu poprzez prace o przekroju naukowym oraz popularnonaukowym do dzienników, biografii i autobiografii. Ważna sprawa, od lat nie odkładam dzieł Fiodora Dostojewskiego, wracam do nich ciągle, ogólnie bardzo cenię literaturę rosyjską. Cóż jeszcze. Jestem zakochany w „Lalce” Bolesława Prusa (nieźle to zabrzmiało), poezji naszych wieszczów, Zbigniewa Herberta, twórczości poetów i pisarzy „przeklętych”. Moimi swoistymi „opiekunami – bohaterami” są Andrzej Bursa i Marek Hłasko. Z polskich pisarzy i poetów współczesnych, żyjących cenię Wiesława Myśliwskiego, Jarosława Marka Rymkiewicza i Andrzeja Stasiuka. J.M. Rymkiewicz jest w tym gronie literatem zdecydowanie najbardziej wszechstronnym. Lubię poetę oryginała Marcina Świetlickiego i jego zespół „Świetliki”, ale chyba już nie grają. Ze względu na heroiczną śmierć i postawę ideową, otaczam nieomal kultem japońskiego pisarza Yukio Mishimę (zresztą otarł się on o nominację do Literackiej Nagrody Nobla). Film „Mishima” Paula Schradera z genialną muzyką Philipa Glassa, uważam za arcydzieło. Polskie seriale telewizyjne, kojarzą mi się prawie wyłącznie z tele-mele-nowelowym chłamem. Pierwszy wyjątek „prawie”, to serial „Czas honoru”, z godnym pochwały przesłaniem, niezłym scenariuszem, solidnie zagrany oraz kostiumowo i scenograficznie właściwie bez zarzutu. To ostatnie jest dla filmu historycznego niezmiernie ważne, a mało kto z widzów jest tym zainteresowany. Drugie „prawie”, było serialem kryminalnym „Pit Bull”, pierwszym tak realistycznie pokazującym pracę i życie osobiste policjantów Wydziału Zabójstw (chodziło o Komendę Stołeczną Policji). Znakomita gra aktorów, fenomenalny w roli starszego aspiranta „Gebelsa” (nie „Goebbelsa”) Andrzej Grabowski. Tak, tak – kretyn Ferdynand Kiepski z popularnego, niestety, sitcomu „Świat według Kiepskich”. Aktor o dużym talencie i potencjale dramatycznym, niestety, wzorem paru kolegów o podobnych zdolnościach, woli robić z siebie błazna, także w podrzędnym repertuarze kabaretowym. Znak czasu…

NJN: Kilka miesięcy temu odbyły się w Polsce wybory prezydenckie. Czy mogę wiedzieć, na którego z kandydatów Pan głosował? Jeżeli nie zagłosował Pan na żadnego z nich, to proszę się zastanowić, na kogo oddałby Pan swój głos, gdyby w naszej Ojczyźnie panował przymus wyborczy.

RL: Z pełną świadomością i po głębokim przemyśleniu tego problemu, nie uczestniczyłem w I i II turze wyborów prezydenckich. Przymus wyborczy? Gdyby to groziło „tylko” krótką odsiadką, wolałbym ją. Gorzej z karą pieniężną i jej wysokością. Najwyżej bym pożyczył. Tak na poważnie, z toporem przystawionym do karku, chyba jednak – pomimo wielu zastrzeżeń (ale ten topór...) - na Janusza Korwin-Mikke.

NJN: Uprzejmie dziękuję za rozmowę.


Listopad 2010 r.