środa, 30 czerwca 2010

Co ma piernik do wiatraka?

Scena z “Terminatora 2” a teledysk duetu t.A.T.u.

Pozwólcie, że napiszę parę słów na temat niezwykłego podobieństwa, jakie zauważyłam między dwoma nagraniami video, które - na pierwszy rzut oka - nie mają ze sobą absolutnie nic wspólnego. Pierwszym z owych nagrań jest fragment popularnego filmu “Terminator 2. Dzień Sądu” Jamesa Camerona, a ściślej: scena, w której pojawiają się napisy początkowe z nazwiskami aktorów i tym podobnymi (rzeczona scena rozpoczyna się mniej więcej w trzeciej minucie widowiska). Drugim nagraniem jest teledysk “30 minut” rosyjskiego duetu t.A.T.u., ilustrujący piosenkę z pierwszej płyty tego kontrowersyjnego zespołu. Pytacie: “Co ma piernik do wiatraka? Co łączy fragment kultowego filmu science-fiction z muzycznym video clipem śpiewających skandalistek?”. Rozwiązanie tej zagadki znajdziecie w dalszej części artykułu.


Pożoga totalna i totalitarna, czyli płonący plac zabaw

Zacznijmy od opisu fragmentu “Terminatora 2”. Scena przedstawia wizję przyszłości, w której dochodzi do wybuchu bomby atomowej. Wszędzie pełno ognia i dymu, płomienie są filmowane z tak bliskiej odległości, że ekran telewizora/komputera sam wydaje się palić. W tle słychać smutną, patetyczną, chwytającą za serce kompozycję, będącą przeróbką muzyki z pierwszej części filmu. Kamera bardzo powoli przesuwa się w bok, przedstawiając widzowi przerażający obraz płonącego placu zabaw. Naszym oczom ukazują się trawione ogniem zabawkowe koniki, sugerujące, że miejsce, które miało być symbolem dziecięcej radości i beztroski, zamieniło się w obszar wypełniony cierpieniem, śmiercią i zniszczeniem. Dalej widzimy palące się drabinki i huśtawki, a ogień wciąż bucha i bucha. W końcu pojawia się mała karuzela, która - mimo dramatycznej sytuacji - wydaje się wciąż powoli kręcić (aczkolwiek może to być złudzenie wywołane ruchem kamery). Obraz płonącej karuzeli widnieje przed naszymi oczami dosyć długo, jako że jest ona największa i najciekawsza ze wszystkich obiektów. Potem widzimy już tylko ogień i szatańskie oblicze Terminatora, który ponosi odpowiedzialność za całą pożogę.


“30 minut” - początek video clipu

Teraz zajmijmy się teledyskiem “30 minut” duetu t.A.T.u. W pierwszej scenie widzimy szkolną łazienkę, w której przebywa mnóstwo młodych dziewcząt, rozmawiających głośno i chichoczących. Główna bohaterka - którą w dalszej części wywodu będziemy nazywać Julią, gdyż w jej rolę wciela się Julia Wołkowa - siedzi w jednej z kabin i konstruuje bombę. Kiedy dzwoni dzwonek, wszystkie uczennice wracają na lekcje, a Julia jeszcze przez chwilę przebywa w kabinie i chowa bombę do plecaka. Potem wychodzi z kabiny, zostawia plecak na parapecie, przegląda się w lustrze, poprawia sobie fryzurę i opuszcza łazienkę. W kolejnej scenie teledysku widzimy już Wesołe Miasteczko pełne dzieci, balonów i clownów. Na małej, kolorowej, powoli kręcącej się karuzeli z konikami siedzi druga wokalistka zespołu t.A.T.u., Lena Katina, która przez cały video clip namiętnie całuje się z jakimś chłopakiem, wzbudzając w przypadkowych obserwatorach rozmaite reakcje. Tymczasem Julia znowu siedzi w toalecie i konstruuje bombę (w niektórych fragmentach widzimy, jak dziewczyna przygląda się zakochanej parze, dumając zapewne nad jej przyszłym losem).


Wybuch i płonąca karuzela rodem z “Terminatora”

Mniej więcej w trzeciej minucie teledysku (tak jak w “Terminatorze 2. Dniu Sądu”!) karuzela, zajęta przez Lenę i jej chłopaka, wybucha. Znowu mamy bardzo dużo ognia i dymu, widzimy także fragmenty przedmiotów i skrawki ludzkich ciał wylatujące w powietrze (szczególnie odrażająco wygląda urwana noga, która leci w stronę widza!). Potem kamerzysta pokazuje nam pożar z bardzo bliskiej odległości - ogień i dym wypełniają cały ekran, tak jak to miało miejsce w filmie Jamesa Camerona. Smutna, przejmująca muzyka, którą słyszymy w tle, dodaje opisywanej scenie dramatyzmu i patetyzmu. Oko kamery coraz bardziej przybliża się do płomieni, a te wydają się wciąż buchać i buchać. Przed oczami oglądającego migają elementy wysadzonej przez Julię karuzeli, na przykład zabawkowy konik, który przypomina, że miejsce tragedii miało być obszarem dziecięcej radości i beztroski, a nie terenem pełnym śmierci, cierpienia i zniszczenia. Jest coraz ciemniej, a nam, widzom, wydaje się, iż płomieni przybywa. Ogień staje się coraz bardziej pomarańczowy (potem wręcz czerwony), zaś dym czarny. W końcu widzimy, jak na ziemię upada oderwana, bardzo zniszczona głowa zabawkowego konika. Wspomniana głowa przez jakiś czas się kołysze, a gdy się zatrzymuje, teledysk dobiega końca.


Iwan Szapowałow - naśladowca Jamesa Camerona?

Czy w niniejszym mini-artykule udało mi się wykazać, że między fragmentem filmu “Terminator 2. Dzień Sądu” Jamesa Camerona a muzycznym video clipem duetu t.A.T.u. istnieje drobne podobieństwo? Mam nadzieję, iż udzielicie na to pytanie twierdzącej odpowiedzi. Fantastycznonaukowe widowisko Camerona powstało w roku 1991, natomiast teledysk “30 minut” t.A.T.u. (wyreżyserowany przez Iwana Szapowałowa) - około roku 2002. Istnieje więc możliwość, że twórca tego nowszego dzieła częściowo inspirował się tym starszym. Oczywiście, wcale nie musi tak być - moje podejrzenie jest zwykłą hipotezą. Powinniśmy bowiem pamiętać, iż podobieństwo, jakie zauważyłam między omówionymi nagraniami, równie dobrze może być dziełem przypadku. A co by wyszło, gdybyśmy połączyli ze sobą oba te fragmenty? Podejrzewam, że coś w stylu video clipu nakręconego do piosenki “The World Is Not Enough” formacji Garbage! W owym teledysku kobieta-cyborg (żeński Terminator), grana przez wokalistkę Shirley Manson, dokonuje udanego zamachu bombowego w chicagowskim teatrze. No, ale to już temat na osobny felieton.



Natalia Julia Nowak
(maturzystka słuchająca piosenek t.A.T.u.
od piątej klasy Szkoły Podstawowej)



P.S.
Chciałabym teraz zwrócić uwagę Czytelników na dostrzeżone przeze mnie podobieństwa między utworami muzycznymi. Otóż tak… Istnieje taka piosenka “Die Alive”, pochodząca z solowej płyty Tarji Turunen, czyli byłej wokalistki zespołu Nightwish. Gitarowe preludium utworu jest nieudaną i dosyć żenującą podróbką charakterystycznego, Nightwishowego brzmienia, jednak to nie ono odrzuca mnie od tego “kawałka” najbardziej. Elementem piosenki, który po prostu mnie przeraża, jest (pożal się, Zeusie!) brzmienie zwrotek, szczególnie tej pierwszej. Dlaczego? Bo ich melodia, rytm i sposób wykonywania do złudzenia przypominają… wielkopostną pieśń kościelną “Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współbolała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami“ (śpiewaną podczas nabożeństw Drogi Krzyżowej)! I jeszcze jedno muzyczne skojarzenie, które prześladuje mnie jak wyrzut sumienia… “Sleeping Sun” to jedna z najlepszych piosenek zespołu Nightwish, która podoba mi się już od kilku lat i która niejednokrotnie wzruszyła mnie do łez. Bardzo lubię ten utwór, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że jego refren brzmi jak kościelna pieśń adwentowa “Czekam na Ciebie, Jezu mój mały, ciche błagania ku Niebu ślę. Twojego przyjścia czeka świat cały, sercem gorącym przyzywam Cię”. Czy macie podobne odczucia, czy to może ja w dziwny sposób kojarzę fakty?…

niedziela, 27 czerwca 2010

TragiFarsa + 60 lat

OD AUTORKI:

Sztuka teatralna, którą macie okazję teraz czytać, jest czwartą częścią mojej serii dramaturgicznej o UB-eku Zdzisławie Baumfeldzie, jego nierozsądnej kochance Marii Lolicie oraz szalonym w swej śmiałości więźniu Wespazjanie Cipce. Rzeczona seria to prawdziwy literacki “przekładaniec”. Akcja pierwszej części rozgrywała się w czasach stalinizmu, druga współcześnie, trzecia w czasach stalinizmu, a czwarta, czyli niniejsza, znowu współcześnie. Czytelnikom, mającym słabą pamięć, przypominam tytuły trzech pierwszych dramatów: “TragiFarsa socNIErealistyczna”, “TragiFarsa 59 lat później”, “TragiFarsa 3. Skandal stulecia”.

Tym razem, tzn. w części czwartej, poznamy parę sekretów związanych z prywatnym życiem Zdzisława i Marii Lolity - sprawy rodzinne tego pierwszego oraz prawdziwe nazwisko tej drugiej. Oprócz tego, dowiemy się o pewnym niecodziennym, acz zachwycającym przedsięwzięciu, które podjęto w Młodzianowicach i które ma związek z głównymi bohaterami utworu. Czwarta część TragiFarsy - tradycyjnie - zawiera nie tylko specyficzne poczucie humoru, ale także wiele trudnych pytań etycznych, na które warto sobie odpowiedzieć. Poza tym, obfituje w drobne ciekawostki z różnych dziedzin życia (japońskie imiona i popkultura, amerykański żargon etc). Akcja sztuki teatralnej rozgrywa się w hipermarkecie, który stanowi symbol komercji, tandety oraz typowego dla naszej epoki konsumpcyjnego stylu życia. Kluczem do zrozumienia dramatu jest zaś muzyczne motto, pochodzące z tej samej piosenki, którą zacytowałam na początku “TragiFarsy socNIErealistycznej” (“Everybody’s Fool” zespołu Evanescence).

Pozdrawiam, życzę przyjemnej lektury i zachęcam do zapoznania się z poprzednimi TragiFarsami (o ile jeszcze ich nie przeczytaliście)!

Natalia Julia Nowak

P.S.
"TragiFarsa + 60 lat", w przeciwieństwie do swoich literackich poprzedniczek, zawiera coś takiego jak... aneks!





MUZYCZNE MOTTO:

“Idealni z natury, ikony schlebiania sobie.
Po prostu to, czego wszyscy potrzebujemy:
więcej kłamstw o świecie, który
nigdy nie był i nigdy nie będzie (…)
Spójrz tutaj, Ona teraz idzie!
Ukłoń się i wytrzeszczaj oczy!
Och, jakże Ciebie kochamy!
Żadnych wad, kiedy stwarzasz pozory!
Lecz teraz wiem, że Ona
nigdy nie była i nigdy nie będzie”


Evanescence, “Everybody’s Fool”
(przekład N. J. Nowak)




Czas akcji: 2008 r. (60 lat po wypadkach opisanych w “TragiFarsie socNIErealistycznej” i “TragiFarsie 3. Skandalu stulecia” oraz rok po wydarzeniach z “TragiFarsy 59 lat później”)

Miejsce akcji: hipermarket Eldoradis

Osoby: Wespazjan Cipka, Kordelia Kordelas, Maria Lolita, Zdzisław Baumfeld, klienci-statyści


Wespazjan Cipka, jeden z bohaterów “TragiFarsy socNIErealistycznej”, “TragiFarsy 59 lat później” i “TragiFarsy 3. Skandalu stulecia” (który w pierwszej i trzeciej części dramatu miał 24 lata, w drugiej 83, a teraz 84) oraz jego wnuczka Kordelia Kordelas (17-letnia przedstawicielka subkultury gotyckiej, nosząca czarne ubrania i mroczny makijaż) robią zakupy w hipermarkecie Eldoradis. Oboje powolnym krokiem przemierzają sklep, oglądając towary na półkach (dziewczyna akurat popycha wózek z zakupami, a jej dziadek wpatruje się w wystawione na sprzedaż środki owadobójcze). Na scenie, oprócz dwóch wymienionych postaci, są również statyści, którzy nic nie mówią, tylko zajmują się robieniem zakupów. Wnętrze hipermarketu niczym nie różni się od innych - wszędzie pełno kartek z informacjami o promocjach itp. W tle słychać jakąś audycję radiową i od czasu do czasu komunikaty administracji sklepowej, ale w żaden sposób nie zakłócają one rozmowy naszych bohaterów.


KORDELIA KORDELAS (do Wespazjana, takim tonem, jakby niespodziewanie przyszła jej do głowy jakaś odkrywcza myśl):

Wiesz co, dziadku? Ostatnio w ogóle nie widuję tego gościa z pierwszego piętra, Zdzisława Baumfelda. Rozumiesz, tego starego UB-eka i SB-eka, o którym wiele razy mi opowiadałeś. Nigdzie nie mogę go spotkać: ani na klatce schodowej, ani przed wieżowcem, ani na ulicy, ani w parku miejskim. Może coś mu się stało? Wszak gościu ma… lub miał… osiemdziesiąt siedem lat!


WESPAZJAN CIPKA (z pogardą w głosie, jak zawsze podczas mówienia o Baumfeldzie):

Eeee tam, “coś mu się stało”! Facet spakował swoje manatki i wyjechał do Stanów Zjednoczonych! To jest informacja jak najbardziej potwierdzona, bo widziano go parę tygodni temu na Okęciu, a potem pojawiły się na jego blogu zdjęcia z Los Angeles i San Francisco. Zdzisiek kupił sobie bilet, wsiadł do samolotu i poleciał w pizdu. Dziwne, że wcześniej o tym nie wiedziałaś, Kordelio.


KORDELIA KORDELAS (szczerze zdumiona):

Wyjechał do Stanów Zjednoczonych? Naprawdę? A w jakim celu?


WESPAZJAN CIPKA (prycha szyderczo):

No, jak to: “w jakim celu”?! Żeby promować swoją zakłamaną autobiografię “Niezrozumiany jak Cobain, niedoceniony jak Norwid”! O ile się nie mylę, książka została już przetłumaczona na dziewięć języków obcych: angielski, niemiecki, francuski, hiszpański, włoski, duński, flamandzki, norweski i portugalski. Wszystkie wersje obcojęzyczne są podpisane fałszywym nazwiskiem John Smith. Ponieważ w Polsce nikt nie nabrał się na tę autobiografię, Baumfeld zdecydował, że rozreklamuje ją za Wielką Wodą.


KORDELIA KORDELAS:

Czy to oznacza, że będzie wpajał niczego nieświadomym Amerykanom sfałszowaną historię PRL-u?


WESPAZJAN CIPKA (smutno):

Obawiam się, że tak, Kordelio. I jeszcze Kanadyjczykom, gdyż kolejnym punktem jego “tournee” ma być Kanada. Zdzisiek napisał na swoim blogu, że nie przejmuje się brakiem popularności w Polsce, bo gdy zrobi karierę na kontynencie amerykańskim i w Europie Zachodniej, będzie to miało większe znaczenie niż jakikolwiek prestiż czy brak prestiżu w kraju. Co więcej, twierdzi on, iż jeśli USA i Wielka Brytania “zwariują na jego punkcie” (to autentyczny cytat z Baumfeldowego bloga!), to cały świat będzie miał w nosie marudzenie Polaków. Powiedz mi, dziecko, czy to nie woła o pomstę do nieba?!


KORDELIA KORDELAS (przejęta i zbulwersowana):

Oczywiście, że woła! Nie wiem, czy wolno mi użyć takiego porównania, ale postępowanie Zdzisława Baumfelda trochę mi się kojarzy z działalnością Jana Tomasza Grossa, tego od “Strachu”.


WESPAZJAN CIPKA (pozytywnie zaskoczony bystrością wnuczki):

Bardzo trafna obserwacja, Kordelio! Widzę, że jesteś już dosyć dojrzała, wiesz i rozumiesz dużo jak na swój wiek!


KORDELIA KORDELAS:

Skoro ta książka nie przedstawia żadnej wartości, to jak to możliwe, że jest wydawana i promowana w Polsce oraz w wielu innych krajach? Na zdrowy rozum, żadne wydawnictwo nie powinno podjąć się publikacji takiej tandety! A tu przekłady, reklamy w gazetach, spotkania autorskie, osobna strona internetowa w kilku wersjach językowych… Skoro są na to pieniądze, to znaczy, że ktoś tę książkę kupuje albo ją sponsoruje. O co tu chodzi, dziadziusiu?


WESPAZJAN CIPKA (śpiewnym tonem):

Och, Kordelio, Kordelio, Kordelio… Czyżbyś zapomniała, że Baumfeld jest masonem? Wolnomularze działają na całym świecie i mają wpływy w wielu firmach tudzież instytucjach! Myślę, że dla Zdziśka nie było żadnym problemem poprosić współtowarzyszy… to znaczy: współbraci… o zrobienie wielkiego szumu wokół jego szmiry. Zwłaszcza, iż sama masoneria mogłaby na tym skorzystać.


Kordelia Kordelas, zamiast odpowiedzieć lub zadać kolejne pytanie, popada w zadumę. Jej wzrok spoczywa na afiszu reklamowym sklepu Eldoradis, ale widać, iż nastolatka nie myśli o nim, tylko o czymś zupełnie innym.


WESPAZJAN CIPKA (powracając do pogardliwego, “antyzdzisławistycznego” tonu):

“Wielki pisarz” Zdzisław Bonifacy Baumfeld zadeklarował przed wyjazdem, że… ekhem… “misją jego starości” jest “cofnięcie skutków czarnego PR-u, który uskutecznił Józef Światło po swojej ucieczce za granicę”. Jeśli nie wiesz, o co chodzi, to już ci tłumaczę. Otóż Józef Światło, właśc. Izak Fleischfarb, to był jeden z tych UB-eckich oprawców, który, udawszy się na emigrację, opowiedział wszem i wobec o tym, co wyprawiał on sam i jego współtowarzysze.


KORDELIA KORDELAS:

Czyli…?


WESPAZJAN CIPKA:

Czyli o aresztowaniach, torturach, prześladowaniu przeciwników politycznych itp. Chyba można go nazwać świadkiem koronnym, ale nie wiem dokładnie, bo nie za bardzo się orientuję w terminologii prawniczo-sądowniczej. Tak czy owak, ten skurczybyk Zdzisiek wyraźnie zadeklarował, że będzie jeździł po świecie i przekonywał obcokrajowców, iż raporty Światły to “kłamstwa“, a w UB “nigdy nie działo się nic strasznego”. (Ze złością, nienawiścią i oburzeniem) Zdzisław Baumfeld… Stary, zapluty oszust, propagandzista i kłamca lustracyjny! On w tym wieku powinien leżeć na katafalku i myśleć o wieczności jak Babcia Eugenia z “Tanga” Sławomira Mrożka, a nie wybielać katów i robić cudzoziemcom pranie mózgu! Dlaczego w swojej autobiografii nie napisał, że bił mnie pięściami, pałką i batem, że parzył mnie papierosami i wbijał mi igły pod paznokcie?! Kordelio, czy ty wiesz, jak to boli, gdy ktoś ci wbija igły pod paznokcie?! Oczywiście, że nie wiesz, i lepiej, żebyś pozostała w błogiej nieświadomości! Oby ten zwyrodnialec poczuł na własnej skórze wszystko, co robił mnie i innym więźniom! (Odrobinę się uspokaja) Tak czy owak, zapowiada się - ze strony Zdziśka - intensywne odwracanie kota ogonem.


KORDELIA KORDELAS (rozbawiona, wybuchając serdecznym śmiechem):

I cofanie kijem Wisły, cha, cha, cha, cha, cha, cha!


Wespazjan Cipka spogląda wnuczce głęboko w oczy i robi wielce niezadowoloną minę.


WESPAZJAN CIPKA (z politowaniem):

Wiesz co, Kordelio? Zmieniam zdanie. Ty jednak jesteś niesamowicie dziecinna!


Panna Kordelas nie odpowiada. Ona i Wespazjan Cipka w dosyć nieprzyjemnym milczeniu kontynuują robienie zakupów. 84-letni staruszek od czasu do czasu zatrzymuje się, aby obejrzeć towar na półkach.


KORDELIA KORDELAS (przerywając grobową ciszę):

Dziadku, zapytam cię o coś z zupełnie innej beczki: czy Zdzisław Baumfeld zna język angielski?


WESPAZJAN CIPKA (natychmiast się ożywia):

Oczywiście, że zna język angielski! Przecież dwukrotnie, łącznie przez kilkanaście lat mieszkał w Los Angeles i San Francisco! Dziewczyno, gdybyś usłyszała jego akcent! Idealna, czysta amerykańszczyzna jak w telewizji! Z brakiem „j” po spółgłoskach dziąsłowych i z wymawianiem - po akcentowanej samogłosce - “d” i “t” jak “r” !


KORDELIA KORDELAS (żartobliwie, ciepło):

Widzę, że dziadziuś Wespazjan jest w tej kwestii dobrze rozeznany!


WESPAZJAN CIPKA (skromnie, z zawstydzeniem, jak za dawnych lat):

Och, nie przeceniaj mnie… Jestem na emeryturze i często mi się nudzi, więc dla zabicia czasu grzebię w skarbcu Wikipedii… Hehehe, ale przynajmniej łamię stereotyp, według którego starsi ludzie nie znają się na komputerach i Internecie! (Wyniosłym tonem) Oczywiście, na Naszej-Klasie.pl nie przyjąłem zaproszenia od Baumfelda. Przeciwnie, zablokowałem go, gdy tylko dowiedziałem się o jego obecności. Jednak on mnie nie zablokował i dzięki temu mogę bez problemu oglądać jego profil. Ostatnio nasz “ulubieniec” ustawił sobie opis: “Muzyka jest odwracalna, ale czas nie. Zawróć! Zawróć! /Electric Light Orchestra/”.


17-letnia reprezentantka subkultury gotyckiej uśmiecha się do Cipki.


KORDELIA KORDELAS (pogodnie, zachwycona):

Fajnie mieć takiego nowoczesnego dziadka, który swobodnie “śmiga” po Necie, posiada komórkę z wbudowanym aparatem fotograficznym, a jako dzwonek ustawił sobie refren piosenki “All I Need“ Within Temptation! (Nuci fragment rzeczonego refrenu) “Don’t tear me down for all I need... Make my heart a better place... Give me something I can believe..."


WESPAZJAN CIPKA:

Hehehe, to ty mnie tak “wytresowałaś”, Kordelio! Ech, cóż to za czasy teraz nadeszły… Wnuki same wychowują sobie dziadków… Chyba jestem za stary, żeby to wszystko ogarnąć!


KORDELIA KORDELAS (żartobliwie, wesoło):

Tylko spróbuj powiedzieć: “Ach, ta dzisiejsza młodzież!”, a zobaczysz, że nie odezwę się do ciebie przez tydzień!


Zarówno wnuczka, jak i dziadek wybuchają śmiechem. Tę błogą, rodzinną sielankę przerywa nadejście Marii Lolity, czyli dawnej kochanki Zdzisława Baumfelda i byłej Tajnej Współpracowniczki UB. 81-letnia pani ma na sobie uroczy, jasnozielony sweterek z koralikami i wyhaftowanymi kwiatami, ciemnozieloną spódnicę do połowy łydki, czarne rajstopy oraz czarne, pięknie połyskujące lakierki. Staruszka posiada również delikatny, wiosenny makijaż na dobrze zakonserwowanej, ledwo pomarszczonej twarzy. W ręce trzyma zaś mały, sklepowy koszyk, do którego wrzuciła parę produktów spożywczych.


MARIA LOLITA (słodko, jakby nigdy nic, do znajomych osób):

Dzień doberek! Ładna dzisiaj pogoda, prawda?


WESPAZJAN CIPKA:

Dzień doberek! Nie wiem. Jak wyjdę z hipermarketu, to sprawdzę.


Maria Lolita - uświadamiając sobie, że popełniła gafę - syczy ze złości na samą siebie. Kordelia Kordelas, mimo szczerych chęci, nie wytrzymuje i parska śmiechem. Była kochanka Baumfelda i Wespazjan Cipka dla świętego spokoju udają, iż tego nie usłyszeli.


MARIA LOLITA (błagalnie, melancholijnie):

Panie Wespazjanie, panno Kordelio… Pozwolą państwo, że będę im towarzyszyć? Odkąd pan Zdzisio wyjechał, czuję się strasznie samotna i opuszczona. Nie mam nikogo, z kim mogłabym pogawędzić, do kogo mogłabym się przytulić. Może to głupie, ale zaczęłam rozmawiać z kwiatami. Podobno wielu ludzi tak robi. Chociaż nie wiem. Czuję, że nie mam dla kogo żyć, że nie jestem nikomu potrzebna, że nikt mnie na tym okrutnym świecie nie chce. Moi rodzice zmarli w latach siedemdziesiątych, a mój mąż przeniósł się na Tamten Świat cztery lata temu. No, to co? Mogę do was dołączyć?


Wespazjan Cipka nie wygląda na szczęśliwego z powodu towarzystwa Marii Lolity, ale - ponieważ nie chce być niegrzeczny - postanawia udzielić jej twierdzącej odpowiedzi.


WESPAZJAN CIPKA (z wymuszonym uśmiechem, patrząc na sąsiednie stoisko papiernicze):

Ależ oczywiście, bardzo proszę.


KORDELIA KORDELAS (złośliwie, do Marii Lolity):

Naturalnie, proszę do nas dołączyć. Ale jeśli samotność zacznie pani naprawdę doskwierać, to radzę nie czekać na pogorszenie sytuacji, tylko od razu skontaktować się z najbliższym Domem Pogodnej Jesieni. Albo… (Udaje, że kaszle) Wyjść za mąż!


Maria Lolita wytrzeszcza oczy ze zdumienia.


MARIA LOLITA (sceptycznie):

Za mąż? Na emeryturze? Nie… To nie przystoi kobiecie…


KORDELIA KORDELAS:

Jak to: nie przystoi? Przecież, pomimo “mocno dojrzałego” wieku, wygląda pani całkiem ładnie i może się podobać mężczyznom! Znajdzie sobie pani jakiegoś starszego kawalera, może wdowca… I jakoś to będzie!


MARIA LOLITA (rozpaczliwie, lekko zawstydzona):

Panno Kordelio… Panna kpi… Ja mam w zaokrągleniu 80 lat!


KORDELIA KORDELAS:

No i co z tego? Daphne Selfe też ma w zaokrągleniu 80 lat, a jednak jest znaną supermodelką i zarabia dużo pieniędzy! Jeśli pani nie wierzy, to proszę sprawdzić za pośrednictwem wyszukiwarki internetowej Google.pl!


Maria Lolita wzdycha, jednak wygląda na mile połechtaną usłyszanym komplementem. Kordelia Kordelas bierze do rąk jakiś produkt, przez kilka sekund dokładnie go ogląda, a potem - ze zrezygnowaną i rozczarowaną miną - odkłada go na półkę.


MARIA LOLITA (z namysłem, do Kordelii, biorąc na poważnie jej słowa):

Wiesz, drogie dziecko, ten ślub to wcale nie jest taki głupi pomysł. W domu dokładnie to rozważę. Ale teraz… czy moglibyśmy zmienić temat?


WESPAZJAN CIPKA (takim tonem, jakby czekał właśnie na ten moment):

Tak, z przyjemnością! (Przez chwilę zastanawia się, co powiedzieć) Pani Mario Lolito, chciałbym pani pogratulować tego, co wprawiło w euforię całe Młodzianowice. Od kilkunastu dni wszyscy podniecają się tylko tym faktem, bo i jest czym się podniecać. Nie przypominam sobie, by nasze miasteczko kiedykolwiek dostąpiło podobnego zaszczytu, a żyję na tym świecie już 84 lata. Czuję, że to może być nie tylko chwilowa atrakcja i powód do dumy, ale także poważne przedsięwzięcie biznesowe, które wypromuje i wzbogaci nasze miasto!


MARIA LOLITA (nic nie rozumiejąc):

Euforia? Podniecanie się? Zaszczyt? Atrakcja? Powód do dumy? Przedsięwzięcie biznesowe? O czym pan mówi, panie Wespazjanie?!


WESPAZJAN CIPKA:

Chodzi mi o ten film i mangę. To naprawdę niesamowita sprawa i na pani miejscu chodziłbym dumny jak paw.


MARIA LOLITA (kompletnie zdezorientowana):

Jaki film? Jaką mangę? Co tu się dzieje, do choroby ciężkiej?! I jaki to ma związek ze mną?!


Wespazjan Cipka spogląda na Marię Lolitę w taki sposób, jakby nie mieściło mu się w głowie, że osoba, która powinna być najlepiej poinformowana ze wszystkich, nie ma o niczym pojęcia. W tle słychać krótki, wesolutki śpiew damskiego chórku, dochodzący ze sklepowych głośników: “Eldoraaadis! Kup więęęcej, zapłać mnieeej!”.


WESPAZJAN CIPKA (zdumiony ignorancją swojej rozmówczyni):

Pani Mario Lolito, to pani nie wie, że w Młodzianowicach, Kielcach i Warszawie trwają prace nad filmem o pani?! Jest to poważny, pełnometrażowy, fabularny dramat historyczny, kręcony na podstawie pani biografii “Tajna Współpracowniczka - Jawna Kochanka”, która ukazała się kilka miesięcy temu w Polsce, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie.


MARIA LOLITA (skrajnie zszokowana):

Co?! To o mnie wydano książkę?! W Polsce, Stanach Zjednoczonych i Kanadzie?! Dlaczego ja o tym nie wiem?!


WESPAZJAN CIPKA:

Mnie pani pyta? A cóż ja mogę pani powiedzieć?! To jest sprawa między panią a autorem i wydawcą! W każdym razie, ta biografia bardzo się spodobała reżyserowi Ambrose’owi Philemonowi Novotny’emu, który postanowił nakręcić jej ekranizację. Razem ze swoją przyjaciółką, słynną scenarzystką Clare O’Claude, napisał scenariusz i teraz trwają zdjęcia do filmu “Secret Associate - Overt Lover” (“Tajna Współpracowniczka - Jawna Kochanka”). Drugim reżyserem dzieła jest Wenceslaus Evans.


MARIA LOLITA:

Jestem w szoku. Proszę mówić dalej.


WESPAZJAN CIPKA:

Ambrose Philemon Novotny, amerykański reżyser czeskiego pochodzenia, to twórca filmów ambitnych i kontrowersyjnych, uznawany jednocześnie za geniusza i skandalistę. Jego dzieła są zazwyczaj prowokacyjne, acz głębokie pod względem psychologiczno-filozoficznym, łamią tabu i utarte schematy, a ich problematyka najczęściej dotyczy skomplikowanych i drażliwych tematów. Ostatni film Novotny’ego opowiadał o rosyjskim studencie-schizofreniku, który pod wpływem choroby i prania mózgu w sekcie religijnej wysadził w powietrze dom publiczny, a następnie w dosyć masochistyczny sposób popełnił samobójstwo. Produkcja była odrobinę paradoksalna, bo z jednej strony zawierała elementy konserwatywne, a z drugiej - antyreligijne i antyklerykalne.


KORDELIA KORDELAS (uzupełnia wypowiedź swojego dziadka):

Ten film nazywał się „Dangerous and Moving” i był luźną aluzją do piosenki duetu t.A.T.u. pod tym samym tytułem. Co ciekawe, w filmie można było usłyszeć zarówno angielską, jak i rosyjską wersję utworu. Oprócz tego, produkcja zawierała wiele odniesień do „Zbrodni i kary” Dostojewskiego oraz „Lotu nad kukułczym gniazdem” Keseya. Dowód? Główny bohater miał na imię Rodion, tak jak Raskolnikow. Ponadto, na wzór R. P. McMurphy’ego nazywał swoją pielęgniarkę Wielką Oddziałową i próbował jej zrobić na złość.


WESPAZJAN CIPKA:

Wenceslaus Evans to twórca filmów bardziej masowych, popularnych, ale wielokrotnie nagradzany za widowiskowe produkcje o charakterze historycznym. Jego ostatnie dzieło mówiło o rewolucji kulturalnej w Chinach, wcześniejsze o tryumfie Karola Młota nad Saracenami, a jeszcze wcześniejsze - o wielkim pożarze Londynu w 1666 roku. Reżyser ma 72 lata, sławę i uznanie zdobył w roku 1969, kiedy to nakręcił monumentalny film o Teodorze, żonie Justyniana Wielkiego. Potem, w roku 1971, była przezabawna komedia kostiumowa o XVIII-wiecznej arystokracji francuskiej. No, ale wróćmy do „Tajnej Współpracowniczki - Jawnej Kochanki”. Jeśli chodzi o aktorów, w pani rolę wciela się piękna 22-latka Ethel Hope Partridge.


MARIA LOLITA:

Ethel Hope Partridge? Znam modelkę o tym nazwisku, ale o aktorce jeszcze nigdy nie słyszałam.


WESPAZJAN CIPKA:

To właśnie ta modelka. Widziałem ją na zdjęciu i stwierdzam, że jest bardzo podobna do pani „dawnego ja”. To znaczy: wygląda tak jak pani 60 lat temu, czyli w czasach, których dotyczy scenariusz filmu. Ładna, zgrabna sylwetka, mlecznobiała skóra, długie, czarne włosy, delikatne rumieńce, duży biust, dziewczęcy głosik… Tylko wzrost znacznie wyższy niż u pierwowzoru…


MARIA LOLITA (pogardliwie, krzywiąc się):

Pewnie jest tak „utalentowana” jak Paris Hilton z „Domu Woskowych Ciał”!


KORDELIA KORDELAS (polemicznym tonem):

Raczej jak Carrie-Ann Moss z „Matriksa”.


MARIA LOLITA (do Wespazjana Cipki):

Dlaczego akurat film O MNIE? Nie było ciekawszych tematów?


WESPAZJAN CIPKA (obrusza się):

Ależ, pani Mario Lolito! A właściwie, to Arielo Dawidowska, bo Maria Lolita to tylko bezpieczniacki pseudonim, którym zaczęła się pani posługiwać na co dzień i który szybko przyjął się w społeczeństwie! Pani życiorys aż się prosi o sfilmowanie! Proszę pomyśleć… Młoda, zagubiona, niezrozumiana dziewczyna z małego miasteczka… Tajna Współpracowniczka totalitarnej policji politycznej… Nimfomanka i hedonistka… Femme fatale… Piękność przyczyniająca się do śmierci i cierpienia wielu ludzi, najczęściej facetów… Tylko po to, by uprawiać seks z przystojnym czarnym charakterem, do którego zapałała płomienną miłością i równie płomiennym pożądaniem… Namiętna psychopatka, która dąży po trupach do celu… I której celem jest jeden mężczyzna, a właściwie: jego ciało… Oczywiście, ten mężczyzna to przebiegły skurczybyk, który wykorzystuje naszą biedną, błądzącą, naiwną, kochającą bohaterkę do swoich niecnych, politycznych celów… No, po prostu idealny temat na film!


KORDELIA KORDELAS:

Ktoś mądry powiedział kiedyś: „Najlepszym scenarzystą jest samo życie”.


MARIA LOLITA (do Wespazjana Cipki):

A czy w tym filmie występuje też postać Zdzisia Baumfelda i… i… i pana?


WESPAZJAN CIPKA:

Oczywiście, że tak! W rolę Zdziśka wciela się niejaki Dimitry Liverwort, zaś mnie gra Dave Magnus Hasty, który z natury jest blondynem, ale w imię scenariusza filmowego i prawdy historycznej zdecydował się przefarbować na rudoblond. Odtwórcą roli Archibalda Moździerza jest zaś czarnoskóry aktor Sigismund Hodgkinson.


MARIA LOLITA (zdumiona):

Przecież Archibald Moździerz był biały!


WESPAZJAN CIPKA:

No tak, ale reżyserzy uznali, że do jego roli najlepiej pasuje właśnie Hodgkinson. Poza tym, w filmie gra jeden aktor, który jest synem polskich imigrantów - Cornelius Dabrovsky. Wciela się on w postać bezlitosnego dyrektora UB, pułkownika Waldeberta Werfelberga. Oprócz tego, jest działająca w USA Francuzka, Jacqueline Brigitte Cheveux (filmowa Gelazja Osełka-Mazur), a także Holenderka Harriet Ann de Vries (filmowa Gliceria Gościwit).


MARIA LOLITA (będąca pod wrażeniem):

No to iście międzynarodowe dzieło… Ciekawe, jaki będzie efekt końcowy… (Dłuższa pauza, podczas której Maria Lolita chwyta wystawiony na sprzedaż dezodorant. Przez chwilę czyta napisy na butelce, zdejmuje zakrętkę, wącha ją, po czym odkłada produkt na półkę. Następnie kobieta poddaje identycznym “testom” trzy inne dezodoranty, a ten, który najbardziej przypada jej do gustu, wrzuca do koszyka) Panie Wespazjanie, wiem już trochę o filmie i chwała panu za to. Ale wspomniał pan też o jakimś… o jakimś… mango… czy czymś takim. O co tym razem chodzi?


WESPAZJAN CIPKA (uprzejmie):

Przede wszystkim: nie mówiłem o mango, lecz o mandze, czyli japońskim komiksie. Otóż okazuje się, że pani historia natchnęła nie tylko dwóch amerykańskich reżyserów, ale także poślubioną Japończykowi Polkę, Ermenfrydę Szczur-Matsumoto, która jest mangaką, twórczynią mangi. 39-letnia kobieta i jej 18-letnia córka Wirydiana Plautylla Matsumoto zdecydowały się stworzyć pseudojapoński komiks na podstawie “Tajnej Współpracowniczki - Jawnej Kochanki”. Jednakże panie Matsumoto, znane z bujnej wyobraźni i śmiałości artystycznej, postanowiły popuścić wodze fantazji i przenieść fabułę dzieła w czasie oraz przestrzeni. Dlatego akcja mangi nie będzie się rozgrywać w Polsce w latach ’40 i ’50 XX wieku, tylko… w Japonii w roku 2170.


MARIA LOLITA (zszokowana, wytrzeszczając oczy):

W Japonii?! W roku 2170?! Powinni tego zabronić!


KORDELIA KORDELAS (ostrym tonem, do Marii Lolity):

Ejże! Proszę nie reklamować Media Markt w hipermarkecie Eldoradis!


WESPAZJAN CIPKA (do ex-kochanki Zdzisława Baumfelda):

Naprawdę, akcja komiksu będzie się rozgrywać w Japonii w 2170 roku. Jak zapewne się pani domyśla, wiele faktów zostanie zmienionych w taki sposób, aby dostosować je do realiów japońskich. Na przykład pani będzie mieć na imię Mariko.


MARIA LOLITA:

Mariko… Tego jeszcze nie było!


WESPAZJAN CIPKA (nie mogąc, jak zwykle, powstrzymać się od pogardliwego tonu):

Zaś Zdzisiek Baumfeld będzie się zwał… Yasunori!


KORDELIA KORDELAS:

Nie zapominajmy o dziadku Wespazjanie Cipce, któremu panie Matsumoto postanowiły nadać imię Hiromitsu.


WESPAZJAN CIPKA:

I o Archibaldzie Moździerzu, który wystąpi jako Akira.


KORDELIA KORDELAS:

No i jeszcze o Świętożyźni Klemermann, z której zrobiono niejaką Manami. Wszelkie podobieństwo do nazwy polskiego zespołu Maanam jest przypadkowe.


WESPAZJAN CIPKA:

Mroczysława Kalinowska-Wójcik to Chisato, Melizanda Nowakowska to Aya, Ożanna Dudek to Makoto…


KORDELIA KORDELAS (z lekkim uśmieszkiem na twarzy):

Zupełnie jak Makoto Kino, czyli Sailor Jupiter, Czarodziejka z Jowisza.


WESPAZJAN CIPKA:

Waldebert Werfelberg to Osamu (nie mylić z arabskim imieniem Osama!), Aulus Nowakowski to Ryuji, Tomił Nowakowski to Toshio, Fulgencjusz Skwarowski to Isao, Gorgoniusz Skwarowski to Daisuke, Rzędzimir Wszebor Witkowski to Tetsuya…


KORDELIA KORDELAS (dobitnie):

Nazwisk nie będzie. Same imiona.


WESPAZJAN CIPKA:

Pseudojapoński komiks ma nosić tytuł “Ejento Mariko”, czyli “Agentka Mariko”. Planuje się też wersję angielskojęzyczną zatytułowaną “Secret Associate Maria Lolita” - “Tajna Współpracowniczka Maria Lolita”. Jeśli manga zaskarbi sobie sympatię odbiorców, to być może na jej motywach powstanie anime, czyli pseudojapoński serial animowany. Zobaczymy, czy postacie będą równie jazgotliwe jak w “Sailor Moon. Czarodziejce z Księżyca”.


KORDELIA KORDELAS:

Na oficjalnej stronie internetowej Ermenfrydy Szczur-Matsumoto można już zobaczyć wizerunki głównych bohaterów komiksu. Najważniejsza osoba, czyli Mariko, ma ogromne, skośne oczy, czarne włosy do pasa, szczupłą twarz, spiczasty podbródek i bardzo długie nogi. Generalnie, jest podobna do Sailor Mars, czyli Czarodziejki z Marsa.


WESPAZJAN CIPKA (sarkastycznie, do Kordelii Kordelas):

Gdyby była młodsza i miała włosy przed ramiona, porównałabyś ją do Sailor Saturn, Czarodziejki z Saturna!


MARIA LOLITA (ze szczerym zainteresowaniem, do obojga rozmówców):

A jak wygląda… eee… Yasunori - Zdzisio Baumfeld?


WESPAZJAN CIPKA (w taki sposób, by jak najszybciej uciąć temat):

Tak jak w oryginale, tylko ma wielkie, skośne oczy.


KORDELIA KORDELAS:

Mnie on przypomina Mamoru Chibę z “Sailor Moon”. (Chichocze) Hehehe… Wyobrażam sobie, jak Mariko mówi: “Watakushi wa anata o aishinasu, Yasunori”! Albo bardziej banalnie: „I love you, Zdislav”!


WESPAZJAN CIPKA:

I to jest zafałszowanie rzeczywistości, bo Maria Lolita i Zdzisław Baumfeld, którzy mieszkali w Polsce Ludowej i fascynowali się Związkiem Radzieckim, powinni mówić „Kocham cię” lub „Ja liubliu tiebia”.


KORDELIA KORDELAS (niecierpliwie, z zażenowaniem, wywracając oczami):

Och, dziadku, a ty znowu swoje…


WESPAZJAN CIPKA (smutno, poważnie):

Dziwisz się, Kordelio? Oboje zachwycamy się kręconym filmem i rysowaną mangą, opowiadamy pani Marii Lolicie o twórcach i odtwórcach… Ale zastanówmy się, czy to wszystko jest właściwe z punktu widzenia etycznego. Czy robienie totalnej komercji z poważnych spraw to dobry pomysł? Czy nie jest to przypadkiem trywializowanie ludzkich tragedii, sprowadzanie ich do rangi zwykłych sensacji i atrakcji, na których można dużo zarobić? Czy robienie kultowych postaci z katów i donosicieli nie jest szydzeniem z ich ofiar? I jaki to może mieć wpływ na młodych ludzi, którzy mają tendencję do uwielbiania, mitologizowania, naśladowania i przejmowania poglądów swoich idoli? Co będzie, jeśli jakiejś panience spodoba się Dimitry Liverwort, a potem ta miłość przeniesie się na prawdziwego Baumfelda oraz innych takich bydlaków? Czy Franciszce Ksawerze Wąchockiej, która była bestialsko dręczona przez UB-eków i zmarła w wieku 25 lat, spodobałaby się komercjalizacja… a właściwie: pokemonizacja… jej cierpienia? Czy cieszyłaby się, że widzowie ekscytują się jej oprawcami jak superbohaterami? Że ludzie, którzy ją bili, głodzili, zastraszali, poniżali, zamienili się w lubianych bohaterów filmowych i komiksowych? Że najgorsi sadyści w okolicy, Werfelberg, Kalinowska-Wójcik, Baumfeld, Moździerz i Klemermann, stali się sobowtórami postaci z „Czarodziejki z Księżyca” albo innych „Pokemonów”? A co z dzielnym żołnierzem Armii Krajowej, Aulusem Nowakowskim, który - z winy uwodzicielki i donosicielki Marii Lolity - został aresztowany przez UB, poddany nieludzkim torturom oraz zastrzelony w młodzianowickim lesie? Czy byłby zadowolony z faktu, iż kobieta, która wyrządziła mu takie świństwo, jest podziwiana za spryt i umiejętność manipulowania mężczyznami? O sobie i swojej gehennie nie wspomnę, bo nie chcę być egotystą. Dlaczego współczesnym ludziom tak łatwo jest się bawić cudzym kosztem?


KORDELIA KORDELAS (wzdycha):

Takie czasy, dziadku. Bezduszny postmodernizm. Jaka epoka, taka sztuka. A poza tym: „Jak nie wiadomo, o co chodzi, to chodzi o pieniądze”.


W tle, jak na zawołanie, rozlega się dochodzący z głośników śpiew: „Eldoraaadis! Kup więęęcej, zapłać mnieeej!”.


KORDELIA KORDELAS (gorzko, odnosząc się do treści usłyszanego sloganu reklamowego):

Bardzo na temat. Właśnie to miałam na myśli.


MARIA LOLITA (płaczliwie, ze złością, do Cipki i Kordelas):

Wiecie co?! Obrzydziliście mi ten film i mangę! A już myślałam, że będę miała jakąś pociechę na stare lata! Kordelio Kordelas, ty sama jesteś okrutna i bezduszna! Twój dziadek także!


WESPAZJAN CIPKA (drwiąco, pod nosem):

Oj, chyba kogoś ruszyło sumienie…


KORDELIA KORDELAS (opryskliwie, do Marii Lolity, lekceważąc Wespazjana):

Już pani mówiłam, że - zamiast marudzić - może pani zapisać się do Domu Pogodnej Jesieni albo ponownie wyjść za mąż! Zrobi pani tak, jak powiedziałam, to przestanie pani męczyć zarówno siebie, jak i innych!


Obrażona i rozżalona ex-kochanka Zdzisława schodzi ze sceny, mrucząc do siebie coś, co brzmi jak: „Aulus Nowakowski… Przecież ja wiedziałam, że go zabiją… Więc dlaczego…?!”. Dziadek i wnuczka w milczeniu kontynuują robienie zakupów. Nagle 17-letnia gotka dziwnie się ożywia.


KORDELIA KORDELAS (wesolutko, jakby odkryła Amerykę):

Eureka!


WESPAZJAN CIPKA (nie rozumiejąc):

Co: „eureka”?


KORDELIA KORDELAS (podekscytowana):

Słuchaj, dziadku! Przyszła mi do głowy szalona myśl! Nie wiem, czy moje podejrzenia są słuszne, czy nie… Ale musisz mi odpowiedzieć na kilka pytań…


WESPAZJAN CIPKA (uprzejmie):

Słucham cię uważnie.


KORDELIA KORDELAS:

Baumfeld jest wolnomularzem, tak?


WESPAZJAN CIPKA:

Tak.


KORDELIA KORDELAS:

A wolnomularstwo działa na całej Ziemi?


WESPAZJAN CIPKA:

Tak.


KORDELIA KORDELAS:

Jakiś czas temu Zdzisław wyjechał do Ameryki?


WESPAZJAN CIPKA:

Tak.


KORDELIA KORDELAS:

A twórcy tego filmu o Marii Lolicie to Amerykanie?


WESPAZJAN CIPKA:

Tak.


Wnuczka Wespazjana Cipki klaszcze w dłonie.


KORDELIA KORDELAS (z ogromnym przejęciem):

Dziadziusiu, a może to właśnie Baumfeld namówił tych filmowców, żeby stworzyli taki film i przekazali światu JEGO wersję wydarzeń?!


Wespazjan Cipka wytrzeszcza oczy i szeroko otwiera usta.


WESPAZJAN CIPKA (oszołomiony):

Kordelio! Wiesz, że ta myśl ma ręce i nogi?!


KORDELIA KORDELAS:

Wiem! Dlatego zawołałam: „eureka”!


WESPAZJAN CIPKA (nadal oszołomiony):

Kordelio, to co mówisz, może być zwykłą teorią spiskową… Lecz jeśli masz rację, to… to… to jest to największa i najniebezpieczniejsza intryga, jaką kiedykolwiek uknuł nasz znienawidzony UB-ek i SB-ek!


KORDELIA KORDELAS:

Swoją drogą, będzie heca, jeśli ten film „przez przypadek” zdobędzie Oscara.


WESPAZJAN CIPKA (prycha kpiąco):

Jeszcze większa heca będzie wtedy, gdy otrzyma Złotą Malinę!


KORDELIA KORDELAS:

Załóżmy jednak, że to nie Baumfeld zainicjował kręcenie „Secret Associate - Overt Lover”. Załóżmy, że Novotny i Evans sami z siebie postanowili sfilmować biografię Marii Lolity. Czy Zdzisław już wie, iż taki film powstaje na terenie Polski? Czy wie, iż jego postać też się tam pojawia? I co o tym wszystkim sądzi? Ciekawe, czy będzie zadowolony z efektu końcowego i ze sposobu przedstawienia Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach?


WESPAZJAN CIPKA (chichocząc złośliwie):

Hehehe, ja mam pomysł na film o samym Baumfeldzie: „Stary Ramol. Postrach Zadupia”!


KORDELIA KORDELAS (rozśmieszona żartem Cipki):

„Ramol”? Dlaczego nie „Rambol”?


WESPAZJAN CIPKA:

Żeby się nie kojarzyło z „KaRambol”!


KORDELIA KORDELAS:

Lub, co gorsza, z „Karrrambol”!


Wespazjan i Kordelia przez chwilę śmieją się ze swoich żartów językowych.


KORDELIA KORDELAS (wciąż rozbawiona):

Wiesz, dziadku? W Internecie, na YouTube.com, jest takie nagranie „Idę albo nie idę”, które pokazuje pewnego pijanego faceta sfilmowanego z balkonu. Ten facet idzie ulicą, gada sam do siebie jakieś głupoty i w pewnym momencie krzyczy: „Jasna K***a i Sto Milicjantów!”. Okropnie mnie to śmieszy, bo „Jasna K***a i Sto Milicjantów” brzmi trochę jak „Ali Baba i Czterdziestu Rozbójników”, „Harry Potter i Komnata Tajemnic”, „Luis Barnavelt i Zegar Czarnoksiężnika” albo „Miki Mol i Straszne Płaszczydło”.


WESPAZJAN CIPKA:

„Jasna K***a i Sto Milicjantów”… Faktycznie, pasuje na tytuł jakiejś książki…


KORDELIA KORDELAS:

Zgadnijmy więc, jak będą się nazywały kolejne części! „Jasna K***a i Dwudziestu UB-eków”, „Jasna K***a i Służba Bezpieczeństwa”, „Jasna K***a i Stocznia Gdańska”…


WESPAZJAN CIPKA (przyłącza się do „zgadywania”):

„Jasna K***a i Okrągły Stół”, „Jasna K***a i Gazeta Wyborcza”, „Jasna K***a i Powrót Kwaśniewskiego”, „Jasna K***a i Pakt Północnoatlantycki”, „Jasna K***a i Unia Europejska”, „Jasna K***a i Traktat Lizboński”… Kordelio, napisz serię powieściową o Jasnej K****e! Będziesz sławna i bogata!


KORDELIA KORDELAS (śmieje się):

Z przyjemnością, dziadku! Tylko musisz mi wyjaśnić, czym się różni Jasna K***a od Ciemnej K***y!


WESPAZJAN CIPKA:

Nooo, Jasna K***a jest po Jasnej Stronie Mocy, a Ciemna po Ciemnej. Ta Ciemna mogłaby być antagonistką tej Jasnej. Wejdź któregoś dnia do pociągu, poczekaj, aż spłynie na ciebie natchnienie, a potem wybierz się do kawiarenki i zapisz swoje myśli na serwetkach oraz świstkach papieru. Joanne Kathleen Rowling skorzystała z tej metody i tak powstał…


KORDELIA KORDELAS (wtrąca żartobliwie, nawiązując do reklamy jednego z produktów Nestle):

…Chocapic!


WESPAZJAN CIPKA:

A właśnie, że „Harry Potter”!


Na scenę wchodzi Zdzisław Baumfeld (popychający sklepowy wózek z kilkoma produktami w środku), jednak 84-latek i 17-latka go NIE ZAUWAŻAJĄ lub NIE ROZPOZNAJĄ. Były funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, chociaż ma 87 lat, jest bardzo energiczny, żwawy, silny, swobodny, wyprostowany i wygląda na 65-latka. Zdzisław ma na sobie lekką, zapiętą, punkową kurtkę oraz militarne spodnie. Jednak najbardziej szokującymi i niepasującymi do jego wieku elementami ubioru są… czarne glany (ciężkie buty noszone przez miłośników rocka i metalu) oraz wielkie, połyskujące złotymi refleksami okulary przeciwsłoneczne (które w tym budynku i o tej porze roku są zupełnie niepotrzebne). O ile w „TragiFarsie 59 lat później” Baumfeld nosił siwą brodę, o tyle teraz jest starannie ogolony, co jeszcze bardziej go odmładza. Mężczyzna zachowuje się dziwnie luzacko, a jego ruchy przywodzą na myśl młodego człowieka, nie zaś staruszka. W jego stylu bycia jest coś amerykańskiego, co może być pamiątką z podróży do USA.


KORDELIA KORDELAS (nie zauważywszy Baumfelda, kontynuuje rozpoczętą zabawę):

„Jasna K***a i Rząd Światowy”, „Jasna K***a i Nowy Porządek Świata”, „Jasna K***a i Chipy RFID”, „Jasna K***a i Projekt Blue Beam”, „Jasna K***a i Era Wodnika”…


ZDZISŁAW BAUMFELD (szyderczo, chcąc zwrócić na siebie uwagę Wespazjana i Kordelii):

„Twoja Stara i Klaskanie u Rubika”, „Twoja Stara i Pranie w Rzece”, „Twoja Stara i Cofanie się do Przodu”, „Twoja Stara i Dzieci Neostrady”, „Twoja Stara i Twój Stary”…


WESPAZJAN CIPKA (ironicznie, spostrzegając ex-funkcjonariusza UB):

No, narrrrreszcie! Pojawił się Zdzisław Bonifacy „Yasunori” Baumfeld, Amerykaniec i Japoniec z Młodzianowic! Strasznie długo musieliśmy czekać na głównego bohatera!


ZDZISŁAW BAUMFELD (tryumfalnie, z dumą, również ironicznie, stosując wiele amerykańskich makaronizmów i szczerząc białe, równe, sztuczne zęby jak stereotypowy obywatel Stanów Zjednoczonych):

Ale dzięki temu udało mi się zaliczyć „Enter the Dragon”, cha, cha, cha, cha, cha! Przyznaj, „dude”, że nie spodziewałeś się mnie spotkać w „department store” Eldoradis! Prawda, że jesteś kompletnie „taken aback”? Zrobiłem ci „awesome” niespodziankę i „period”! (Kpiąco, spoglądając na wypchany zakupami wózek Wespazjana i Kordelii) „Wow”, ile macie klamotów w tym „shopping cart”! Mnóstwo „candies” i „cookies”! Będzie przez was „line” przy kasie, więc uważajcie, żeby was „sales clerks” nie zbesztali!


WESPAZJAN CIPKA (z udawaną, wręcz ociekającą jadem „serdecznością”, za którą ukrywają się nienawiść i odraza):

Słuchaj, Dzidek! Ja myślałem, że jesteś za Wielką Wodą! Miałeś jechać do Kanady!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Po pierwsze: nienawidzę, gdy ktoś „call me Dzidek”. To „ain’t” miłe i brzmi jakoś tak „creepy”. Jeśli już koniecznie musisz mnie nazywać na literę „d”, to używaj przezwiska Dee-Dee, chociaż ja i tak „prefer to” mój oficjalny, międzynarodowy „nick” John Smith. Po drugie: w „United States” już byłem. Tym „guys” naprawdę spodobała się moja „book”, więc mogę powiedzieć, że byłem „on a roll”. Wszystkie spotkania autorskie okazały się „fancicus rex”, zwłaszcza to jedno w „SoCal”. Po trzecie: do Kanady „I gonna” za dwa miesiące. Nastąpiła „tiny” zmiana scenariusza.


WESPAZJAN CIPKA:

„Zmiana scenariusza”? Skąd u ciebie, Dzidku, takie filmowe słownictwo? A tak w ogóle, to po co się popisujesz tymi amerykańskimi makaronizmami? Myślisz, że zrobi to na kimś wrażenie?


ZDZISŁAW BAUMFELD (ironicznie):

Och, „geeza”, coś ty taki sztywny?! „Have a heart”! Może ja po prostu jestem „into the movies” i dlatego używam… ekhem… „filmowego słownictwa”?! Co do mojego slangu… Myślę, „buddy”, że ty „hatch a brick”, ponieważ „ain’t” pojęcia o „American English” i nie „catch” ani jednego słowa! Cha, cha, cha, cha! Jesteś taki bezradny jak ja 60 lat temu, gdy dostałem „hangover” po tej „booze party” w UB-eckim „slammer”! No, ale nie ma się co dziwić, bo byłem totalnie „fuddled” lub, jak kto woli, „woozy”! Miałeś rację, „dude”, to był skandal stulecia… Swoją drogą, ciekawe, jak to się stało, że ten „cabbage head” Werfelberg i ta „yucky yoyo” Kalinowska-Wójcik „accidentally-on-purpose” wrócili wcześniej i przyłapali nas na gorącym uczynku? Może jakiś „stool pidgeon” do nich zadzwonił?! „Plug-ugly” sprzedawczyk! Nie znoszę takich „bastards”! Gdybym dorwał tego „zerk”, to bym go „stomped on”!


WESPAZJAN CIPKA:

Słuchaj, Zdzisiek… To znaczy: Dzidek… Nie rozumiem wszystkich słów, których używasz, ale mam wrażenie, że kaleczysz zarówno polszczyznę, jak i angielszczyznę… Kiedy ostatnio ci mówiłem, że w tym wieku powinieneś leżeć na katafalku i myśleć o wieczności jak Babcia Eugenia z „Tanga” Sławomira Mrożka?!


ZDZISŁAW BAUMFELD (ostro, agresywnie):

„Zip it up, you baboom”! Jesteś totalnym „goof” i „blockhead”, zdajesz sobie z tego sprawę?! (Arogancko) Nie obchodzi mnie, co ktoś o mnie myśli w Polsce, bo na Zachodzie jestem już popularny i czytelnicy wierzą mi na słowo! I wiesz, co jeszcze? Okazuje się, że większość moich czytelników to ludzie młodzi, po dwudziestce i trzydziestce, a nawet nastolatki! A przecież, jak to kiedyś słusznie stwierdziła twoja wnuczka, „przyszłość należy do młodych, nie do starych”! Młodziaki nie pamiętają czasów, o których piszę, i niewiele o nich wiedzą, dlatego są skłonne przyjąć wszystkie moje tezy! Jak sądzisz, Wespazjanku Cipko, co potem z nimi zrobią? Przekażą następnym pokoleniom, no nie?


Wespazjan Cipka nie posiada się ze złości, zbulwersowania, nienawiści i pogardy dla Baumfelda.


WESPAZJAN CIPKA (głosem, który zdradza wszystkie wymienione wcześniej emocje):

Jesteś draniem, Baumfeld! Od 60 lat nie zmieniłeś się ani trochę, a jeśli już, to na gorzej!


Były funkcjonariusz PUBP w Młodzianowicach wybucha śmiechem.


ZDZISŁAW BAUMFELD (zaczepnie):

Tak uważasz, Cipka?! No to spójrz!


Zdzisław rozsuwa sobie kurtkę, aby pokazać Wespazjanowi i jego wnuczce swój T-shirt. Ów T-shirt posiada charakterystyczny, wielki nadruk: stare, ale wyraźne zdjęcie Baumfelda, ukazujące komunistę jako szalenie przystojnego, atrakcyjnego fizycznie, czarnowłosego 27-latka w UB-eckim mundurze. Koszulka zawiera również napis: „Revolutionist John Smith”.


ZDZISŁAW BAUMFELD (dumnie, widząc zszokowaną minę swojej niegdysiejszej ofiary):

I co ty na to, Wespazjanku?! Takiego chcą mnie znać młodzi czytelnicy! Jestem bożyszczem amerykańskich nastolatków, wiesz?! Na spotkanie autorskie w Południowej Kalifornii przybyło mnóstwo młodzieży! Wszyscy zachwycali się moimi opowieściami, oprócz tego było dużo żartów i śmiechu! Wydaje ci się, że którykolwiek z uczestników tego „meetingu” byłby skłonny słuchać twoich nudnych wyjaśnień?! Jeśli tak, to naprawdę jesteś „goof” i „blockhead”! A poza tym, pamiętaj, iż niedługo gwiazdą zostanie także Maria Lolita! W jej rolę wcieli się gotycka piękność, 22-letnia Ethel Hope Partridge, właścicielka długich, czarnych włosów i mlecznobiałej skóry! Co do T-shirtów z moimi podobiznami, można je już nabyć w całych Stanach Zjednoczonych i Unii Europejskiej!


WESPAZJAN CIPKA (zszokowany, przerażony, zrozpaczony):

Koszulki z komunistycznym zbrodniarzem Zdzisławem Baumfeldem… Dlaczego?! Do stu tysięcy beczek rumu, dlaczego?!


ZDZISŁAW BAUMFELD (obłudnym, słodziutkim głosikiem):

Może dlatego, że T-shirty z Ernesto „Che” Guevarą są zbyt pospolite?…


Kordelia Kordelas uważnie przygląda się Zdzisławowej koszulce.


KORDELIA KORDELAS (zachwycona, urzeczona, oczarowana, nie mogąc oderwać wzroku od zdjęcia):

Mmmm… Ten Zdzisław Baumfeld naprawdę był przystojny w młodości… Jaka twarz, jakie ramiona, jaka sylwetka… Prawdziwe ciacho… I jeszcze ten mundur… Wszyscy mężczyźni, co do jednego, dobrze wyglądają w mundurach… Chyba sobie kupię taką koszulkę i nie będę się przejmować opinią mojego dziadka…


WESPAZJAN CIPKA (z rozpaczą, parafrazując słowa Juliusza Cezara):

„I ty, Kordelio, przeciwko mnie”?! (Gorzko, a zarazem nieco pogardliwie) Kurde skalpel… Gdybyś żyła w czasach stalinizmu, pewnie byś została drugą Arielą Dawidowską, czyli TW Marią Lolitą… Wstydzę się za ciebie, dziecko… Naprawdę… A myślałem, że masz olej w głowie…


KORDELIA KORDELAS (chcąc się usprawiedliwić):

Och, dziadku, czy to moja wina, że niektórzy źli faceci są tak piekielnie przystojni?! (Żartobliwie, chichocząc i doprowadzając Wespazjana na skraj irytacji) „Niegrzeczni chłopcy, zimne dranie”, hehehe! (Krótka pauza) No cóż, dziadziusiu, Bóg jest sprawiedliwy: jeśli coś komuś daje, to coś innego musi odebrać. Na przykład Zdzisław Baumfeld otrzymał atrakcyjny wygląd, ale nie dostał dobrego serca…


WESPAZJAN CIPKA (rozgoryczony):

Bóg albo nie istnieje, albo jest nie w porządku. Bo ja nie podejrzewam dobrego Boga o to, że pozwoliłby na… na… na to wszystko!


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Wespazjana Cipki):

Dużo czasu ci zajęło odkrycie tego banalnego faktu… Musiałeś mieć strasznie zamknięty umysł, skoro dopiero teraz, na stare lata, wysnułeś taki wniosek…


Kordelia Kordelas, która jest przedstawicielką subkultury gotyckiej, wykonuje fragment piosenki „Miraż” zespołu Closterkeller.


KORDELIA KORDELAS (śpiewa fragment utworu grupy Closterkeller):

„Rozwiewa się niebo, niebo jak fatamorgana.
Im bliżej Niego, Niego, Niego, tęsknisz na kolanach.
Widzisz: nie ma, nie ma, nie ma Boga i szatana.
Rozwiewa się Twoje niebo jak fatamorgana!”
(Kończy śpiewać)
Ja tam jestem wierząca, ale zanuciłam tę piosenkę, bo mi akurat pasowała do problematyki dyskusji.


WESPAZJAN CIPKA:

Na zdrowy rozum, powinienem teraz „strzelić” jakimś celnym komentarzem, ale, niestety, to już nie te lata, kiedy byłem Mistrzem Ciętej Riposty.


ZDZISŁAW BAUMFELD (pozując na uczynnego człowieka):

Pozwól więc, że ja się wypowiem słowami Marii Lolity: „To woła o pomstę do Moskwy!”.


WESPAZJAN CIPKA (wzdycha):

Słuchaj, Dzidek… Wracaj ty już do tej Kalifornii, skoro jesteś tam taki lubiany… Bo w Polsce wszyscy już mają cię dosyć… Jeśli wyprowadzisz się do USA, to obie strony na tym skorzystają… No, to co? Wyprowadzasz się czy nie?


Baumfeld namyśla się przez chwilę, kierując swoje spojrzenie w stronę stoiska zabawkarskiego.


ZDZISŁAW BAUMFELD (poważnie, do Wespazjana):

Może kiedyś się tam wyprowadzę. Wszak pozostawiłem dzieci w Los Angeles.


WESPAZJAN CIPKA:

To ty masz dzieci w Los Angeles?


ZDZISŁAW BAUMFELD (dumny):

Tak, a oprócz tego wnuki i prawnuki. To znaczy… miałem, bo moja wnuczka Megan, razem z mężem Tommym i córeczką Eileen wyprowadzili się do Salt Lake City. Natomiast mój wnuk Jamie zamieszkał w Phoenix w stanie Arizona. Mam też syna, synową, wnuka i prawnuki w San Francisco, ale… eee… jak by to powiedzieć… z inną kobietą. To znaczy: na emigracji miałem kilka kochanek, a tym z Los Angeles i San Francisco „zrobiłem” dzieci. Teraz nasze dzieci same mają dzieci, a ich dzieci również mają dzieci. To wszystko jest trochę skomplikowane, ale staram się podtrzymywać znajomość z moją liczną rodziną, hehehe!


WESPAZJAN CIPKA (rozbawiony, do własnej wnuczki):

Kordelio, czy to nie jest straszne wiedzieć, że zachodnie Stany Zjednoczone zostały zaludnione przez małe baumfeldziątka?!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Co się tak bulwersujesz, Wespazjanku? Przecież ja jednoczę ludzi! Gdy te amerykańskie rodziny dowiadują się, że mają wspólnego przodka, pradziadka Zdislava Baumfelda (Johna Smitha), stają się sobie bliższe!


WESPAZJAN CIPKA (kpiąco):

Wielka akcja pokojowa… Już ja w to wierzę…


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Niektórzy moi potomkowie mieszkają na drugim końcu USA. Na przykład mój wnuk Trevor przeniósł się z San Francisco aż do Filadelfii. Ma tam żonę Alison i dwoje dzieci: Cindy oraz Jake’a. Brat Trevora, Walter, zamieszkuje zaś środkowe Stany Zjednoczone. Osiedlił się w Kansas City, razem ze swoją konkubiną Sophie i córką Jennifer.


WESPAZJAN CIPKA (ze śmiechem i szczerym podziwem):

Ech, Dzidek, ale z ciebie patriarcha!


ZDZISŁAW BAUMFELD (pogodnie):

A z mojej kochanki Betty pramatka, bo powiła ona czworaczki. Te czworaczki też mają sporo dzieci, a ich dzieci bynajmniej nie są bezdzietne. Miło jest wiedzieć, iż wielu moich potomków nazywa się Baumfeld. Mój syn Steve twierdzi, że to bardzo ładne, niespotykane nazwisko. Steve mieszka w Los Angeles, w malowniczej dzielnicy Venice. Jest bardzo utalentowany artystycznie, zdobył nawet parę nagród za rzeźby w drewnie. Moja córka Ashley też jest artystką, jednak nie zajmuje się rzeźbiarstwem, tylko malarstwem abstrakcjonistycznym. Podobno jej obrazy są dobre, chociaż ja ich nie rozumiem. Córka Ashley, czyli moja wnuczka, Megan, ta, która wyprowadziła się do Salt Lake City, w ogóle nie interesuje się sztuką. Woli politykę, przy czym zawsze głosuje na Partię Republikańską.


WESPAZJAN CIPKA:

Zdziśku, a co mnie to wszystko obchodzi?!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Nie wiem, czy cię to obchodzi. Zapytałeś o moje dzieci, więc pokrótce ci o nich opowiedziałem.


KORDELIA KORDELAS (wybuchając okrutnym śmiechem):

Ciekawe, jak zareagowałaby Maria Lolita, gdyby się dowiedziała, że jej ukochany Zdzisio na emigracji rozmnażał się jak królik?!


ZDZISŁAW BAUMFELD (stanowczo):

Lepiej, żeby się o tym nie dowiedziała.


WESPAZJAN CIPKA (z najwyższą pogardą, odrazą i obrzydzeniem):

Widzisz, Dzidek? Znowu pokazałeś, jaki z ciebie bydlak…


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Bydlakiem byłbym dopiero wtedy, gdybym powiedział jej prawdę, narażając ją na łzy i cierpienie.


KORDELIA KORDELAS (mentorskim tonem):

Istnieje takie przysłowie: „Nawet najgorsza prawda jest lepsza od kłamstwa”.


ZDZISŁAW BAUMFELD (wyraźnie skory do dyskusji):

No dobrze. A czy przypominasz sobie taką nowelę pt. „Kamizelka”?


KORDELIA KORDELAS:

Przypominam sobie. Kiedyś możemy o niej podyskutować. Ale, na Boga, nie w hipermarkecie!


WESPAZJAN CIPKA (przypominając sobie, gdzie właściwie przebywa):

Racja. Kordelio, jest już późno, chodźmy do kasy.


KORDELIA KORDELAS (z ulgą w głosie):

Najwyższy czas!



K-O-N-I-E-C
22-27 czerwca 2010 r.




!!! ANEKS - ANEKS - ANEKS - ANEKS - ANEKS !!!


Info o filmie „Tajna Współpracowniczka - Jawna Kochanka”
(„Secret Associate - Overt Lover”)



I reżyser: Ambrose Philemon Novotny

II reżyser: Wenceslaus Evans

Scenariusz: Ambrose Philemon Novotny, Clare O’Claude

Produkcja: USA, Polska

Rok produkcji: 2008

Czas trwania: 170 minut

Gatunek: dramat historyczny

Dozwolony od lat: 21 (USA), 18 (Polska)

Uwagi: zawiera przemoc, erotykę, wulgaryzmy, alkohol i papierosy

Obsada.

a) kobiety:


Ethel Hope Partridge jako Maria Lolita/Ariela Davidovska (Maria Lolita/Ariela Dawidowska)

Coralie Whetstone jako Melisanda Novakovska (Melizanda Nowakowska)

Camilla Evelyn Smith jako Svetosis Klemermann (Świętożyźń Klemermann)

Cybill Zoe Williams jako Frances Xaviera Vonhotska (Franciszka Ksawera Wąchocka)

Larissa Weighty jako Bertrada Yankovska (Bertrada Jankowska)

Harriet Ann de Vries jako Glyceria Gostivit (Gliceria Gościwit)

Jacqueline Brigitte Cheveux jako Gelasia Oselka-Mazur (Gelazja Osełka-Mazur)

Stephanie McGerald jako Mrocheeslava Kalinovska-Vooychick (Mroczysława Kalinowska-Wójcik)

Virginia Lydia Davis jako Josaphata Radomska (Jozafata Radomska)

Susan Pivot jako Osanna Dudek (Ożanna Dudek)


b) mężczyźni:


Dimitry Liverwort jako Zdislav Baumfeld (Zdzisław Baumfeld)

Dave Magnus Hasty jako Vespasian Cheepka (Wespazjan Cipka)

Sigismund Hodgkinson jako Archibald Mortar (Archibald Moździerz)

Lionel Anderson jako Aulus Novakovsky (Aulus Nowakowski)

Nicodemus Cecil Murray jako Tomil Novakovsky (Tomił Nowakowski)

Arcady Lee jako Rendimir Vshebor Vitkovsky (Rzędzimir Wszebor Witkowski)

Serge Balkier jako Fulgentius Skvarovsky (Fulgencjusz Skwarowski)

Ralphie Cramps jako Gorgonius Skvarovsky (Gorgoniusz Skwarowski)

Cornelius Dabrovsky jako Valdebert Verphelberg (Waldebert Werfelberg)

Zachary Erastus McRoderick jako Mardonius Dudek (Mardoniusz Dudek)



“Secret Associate - Overt Lover”
MOVIE TRAILER


This is a real story about sex and determination. In cruel 1940s, behind the Iron Curtain, there lived two people connected by desire. She was an ordinary girl from small town. He was a ruthless officer of communistic political police. She fell in love with him. And she became a… Secret Associate and Overt Lover. Zdislav Baumfeld: “You have to spy them and inform me about all their actions. Is it understandable, comrade?”. Maria Lolita: “Yes, it is, Mr. Sub-Lieutenant”. Zdislav Baumfeld: “Call me Zdislav. Or better Zdis. And remember: no delations, no sex”. She worked for Office of Public Security. She denounced her friends and acquaintances. Just for joy and delight. And they were tortured and murdered. Vespasian Cheepka: „This is worse than prostitution. Where’s her dignity, where’s her conscience?!”. Shocking tale from People’s Poland. Melisanda Novakovska: „My husband was a corporal of Home Army. This bitch seduced him and he told her everything about himself. Then he became arrested by Office of Security. So now I’m a widow”. Ethel Hope Partridge… Dimitry Liverwort… Dave Magnus Hasty… Sigismund Hodgkinson… Coralie Whetstone… A movie by Ambrose Philemon Novotny and Wenceslaus Evans… „Secret Associate - Overt Lover”… Coming soon.



“Tajna Współpracowniczka - Jawna Kochanka”
ZWIASTUN FILMU



To jest prawdziwa historia o seksie i determinacji. W okrutnych latach czterdziestych, za Żelazną Kurtyną, żyło dwoje ludzi, których połączyło pożądanie. Ona była zwykłą dziewczyną z małego miasteczka. On był bezwzględnym funkcjonariuszem komunistycznej policji politycznej. Ona go pokochała. I stała się… Tajną Współpracowniczką i Jawną Kochanką. Zdzisław Baumfeld: „Macie ich szpiegować i informować mnie o wszystkich ich przedsięwzięciach. Czy to jest zrozumiałe, towarzyszko?”. Maria Lolita: „Tak jest, panie podporuczniku”. Zdzisław Baumfeld: „Nazywajcie mnie Zdzisławem. Lub lepiej Zdzisiem. I pamiętajcie: nie ma donosów, nie ma seksu”. Pracowała dla Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Denuncjowała swoich przyjaciół i znajomych. Tylko dla uciechy i rozkoszy. A oni byli torturowani i mordowani. Wespazjan Cipka: „To jest gorsze niż prostytucja. Gdzie ona ma godność, gdzie sumienie?!”. Szokująca opowieść z Polski Ludowej. Melizanda Nowakowska: „Mój mąż był kapralem Armii Krajowej. Ta suka uwiodła go, a on opowiedział jej o sobie wszystko. Potem został aresztowany przez Urząd Bezpieczeństwa. Więc teraz jestem wdową”. Ethel Hope Partridge… Dimitry Liverwort… Dave Magnus Hasty… Sigismund Hodgkinson… Coralie Whetstone… Film w reżyserii Ambrose’a Philemona Novotny’ego i Wenceslausa Evansa… „Tajna Współpracowniczka - Jawna Kochanka”… Wkrótce w kinach.



„Secret Associate - Overt Lover”
„Tajna Współpracowniczka - Jawna Kochanka”
SOUNDTRACK (ŚCIEŻKA DŹWIĘKOWA)



Evanescence - „Lithium”/Instrumental version („Skała”/Wersja instrumentalna)
(Motyw przewodni, słyszalny w wielu fragmentach ekranizacji)

Evanescence - “Lithium” (“Skała”)
(Piosenka na końcu filmu, przy planszy z napisami)

Nightwish - “Nymphomaniac Fantasia” (“Fantazja Nimfomanki”)
(Przy scenie, w której Maria Lolita rozmyśla o Zdislavie Baumfeldzie)

Within Temptation - “Restless” (“Niespokojna”)
(W drugiej połowie filmu, gdy główna bohaterka przeżywa wyrzuty sumienia)

Lacuna Coil - “Heaven’s a Lie” (“Niebo Jest Kłamstwem”)
(Przy wątku dotyczącym fałszywego romansu z Aulusem Novakovskym)

Lacrimosa - “Alleine Zu Zweit” (“Samotni We Dwoje”)
(W jednej ze scen miłosnych)

Lacrimosa - “Liebespiel” (“Miłosna Gra”)
(W innej scenie miłosnej)

Virgin - “To Ty”
(Na początku, gdy ML poznaje Zdislava i postanawia zostać jego kochanką)

Closterkeller - “Jak o Kamień Deszcz”
(Przy scenach ukazujących konflikt Melisandy Novakovskiej z Marią Lolitą)

piątek, 18 czerwca 2010

TragiFarsa 3. Skandal stulecia

OD AUTORKI:

Niniejszy tekst jest trzecim - po “TragiFarsie socNIErealistycznej” i “TragiFarsie 59 lat później” - dramatem mojego autorstwa ze Zdzisławem Baumfeldem w roli głównej. Tym razem akcja utworu powraca do roku 1948 i ukazuje wydarzenia, które mają miejsce dosłownie kilka minut po wypadkach opisanych w części pierwszej. Punktem wyjścia są słowa, które główny bohater (skądinąd funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa) wypowiedział pod koniec “TragiFarsy socNIErealistycznej”: “Słuchajcie, obywatele! Skoro już pogrążyliśmy się w zbiorowej żałobie, to może byśmy zorganizowali małą stypę ku pamięci Mruczka? (…) Towarzyszu Fulgencjuszu - lećcie po ‘wodę ognistą‘! I zaproście kogoś do towarzystwa!”.

Utwór, chociaż humorystyczny, jak zwykle porusza poważną tematykę, a nawet stawia Czytelnika przed kilkoma trudnymi pytaniami związanymi z etyką i moralnością. Istotne problemy są w nim nakreślone bardzo delikatnie, więc to od Odbiorcy zależy, czy zechce się nad nimi głębiej zastanowić, czy nie. Głównym celem sztuki teatralnej jest jednak rozrywka oraz wyśmiewanie postępowania niektórych komunistów (pamiętajmy, iż akcja dramatu rozgrywa się w okresie stalinizmu, czyli wczesnego PRL-u).

Pozdrawiam i zachęcam do lektury!

Natalia Julia Nowak

P.S.
Utwór “TragiFarsa 3. Skandal stulecia”, chociaż dłuższy od “TragiFarsy socNIErealistycznej”, powstał w rekordowo szybkim tempie. Może trudno w to uwierzyć, ale pisałam go przez 2 dni - 17 i 18 czerwca 2010 roku. Dla porównania, “TragiFarsa socNIErealistyczna” powstawała od 16 do 22 kwietnia (łącznie 7 dni), a “TragiFarsa 59 lat później” od 21 do 23 maja (łącznie 3 dni).






Czas akcji:

Rok 1948 (kilka minut po wydarzeniach opisanych w “TragiFarsie socNIErealistycznej”. Jeśli ktoś nie czytał tego dramatu, to niech nadrobi tę zaległość, bo w przeciwnym wypadku problematyka “TragiFarsy 3. Skandalu stulecia” będzie dla niego dosyć niezrozumiała!).


Miejsce akcji:

To samo, co w drugiej i trzeciej scenie “TragiFarsy socNIErealistycznej” (ponura piwnica UB-eckiego budynku, służąca za salę przesłuchań). W centralnym punkcie pomieszczenia znajduje się zawalone papierami i długopisami biurko, fotel przesłuchującego, a naprzeciwko, choć nieco w oddali - skromne, niewygodne krzesło przesłuchiwanego. Przy jednej ze ścian stoją trzy pozostałe, proste krzesła, zaś na innej ścianie - wisi portret Józefa Stalina. Piwnica, chociaż pozbawiona okien, jest obecnie bardzo jasna, gdyż włączono dwie lampy (tę wielką na suficie oraz tę małą na biurku).


Osoby:

Zdzisław Baumfeld (27 lat) - podporucznik, funkcjonariusz Łowca Onych, kochanek Marii Lolity. Wysoki, dobrze zbudowany, przystojny, atrakcyjny dla kobiet. Czarne włosy, czarne oczy, wąskie usta, surowe spojrzenie. Jego dokładny opis, wraz z portretem psychologicznym, można znaleźć na początku dramatu “TragiFarsa socNIErealistyczna”.

Archibald Moździerz (43 lata) - plutonowy, funkcjonariusz Nocna Zmora, kpiarz i szyderca. Gruby, brzydki, niezdarny, źle wychowany, hałaśliwy. Dokładniejszy opis postaci znajduje się w “TragiFarsie socNIErealistycznej”.

Fulgencjusz Skwarowski (38 lat) - szeregowiec, brat Gorgoniusza, funkcjonariusz UB. Pospolity wygląd, umiarkowany temperament. W “TragiFarsie socNIErealistycznej” występował po prostu jako Towarzysz Fulgencjusz.

Gorgoniusz Skwarowski (36 lat) - szeregowiec, brat Fulgencjusza, funkcjonariusz UB.

Gliceria Gościwit (25 lat) - szeregowiec, funkcjonariuszka UB. Długie, jasne loki, błękitne oczy, drobna sylwetka, delikatne rysy twarzy, wysoki głos.

Jozafata Radomska (31 lat) - szeregowiec, funkcjonariuszka UB. Niezbyt urodziwa brunetka, brązowe oczy, okulary.

Maria Lolita (21 lat) - Tajna Współpracowniczka, kochanka Zdzisława Baumfelda, puszczalska. Ładna, drobna sylwetka, słodki, dziecinny, a zarazem seksowny głosik, mleczna karnacja, czarne włosy, naturalne, delikatne rumieńce. Więcej informacji na jej temat w “TragiFarsie socNIErealistycznej”.

Wespazjan Cipka (24 lata) - więzień Urzędu Bezpieczeństwa, fałszywie oskarżony o współpracę z nielegalną organizacją antykomunistyczną. Błękitne oczy, jasnorude lub rudoblond włosy, piegi, miła twarz. Dokładniej opisany w pierwszej części “TragiFarsy”.

Świętożyźń Klemermann (37 lat) - chorąży, funkcjonariuszka UB, inteligentna, niebieskooka blondynka. Wzrost średni, figura przeciętna i dosyć “matczyna“, waga w normie.

Franciszka Ksawera Wąchocka (24 lata) - więźniarka UB. Szczupła, średniego wzrostu, dosyć ładna. Długie, płomiennorude włosy, wyraziste piegi, zielone oczy. Zmęczona fizycznie i psychicznie, spokorniała, onieśmielona, przygnębiona.

Waldebert Werfelberg (45 lat) - pułkownik, dyrektor PUBP w Młodzianowicach. Wysoki wzrost, atletyczna budowa ciała, bezlitosny wyraz twarzy, małe oczy o groźnym spojrzeniu, ciężki chód. Diabelski głos, podobny do tego, którym dysponowali Lord Zedd z “Power Rangers” i Dr Claw z “Inspektora Gadżeta”.

Mroczysława Kalinowska-Wójcik (40 lat) - podpułkownik, wicedyrektor PUBP, zastępczyni Waldeberta Werfelberga. Lśniące, czekoladowe włosy, piwne oczy, ładne rysy twarzy, wyniosła mina, zgrabna sylwetka, zimny, donośny głos.

Ważna uwaga: wszyscy funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach, zarówno mężczyźni, jak i kobiety, noszą mundury.



* * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * * *


W piwnicy, opisanej na początku utworu i w “TragiFarsie socNIErealistycznej“, przebywają Zdzisław Baumfeld oraz Wespazjan Cipka. Drzwi pomieszczenia są szeroko otwarte, aby ułatwić pracę Fulgencjuszowi i Gorgoniuszowi Skwarowskim, którzy wnoszą do środka dodatkowe krzesła. Po chwili pojawiają się również: Archibald Moździerz (z gramofonem), Gliceria Gościwit (z muzycznymi płytami, butelką wódki i dzbankiem kompotu), Świętożyźń Klemermann (z tacą, na której stoją miski z różnymi owocami) i Maria Lolita (z dużą tabliczką czekolady). Trwają przygotowania do stypy po Mruczku (kocie kochanki Baumfelda), którą zapowiedział Zdzisław pod koniec pierwszej części TragiFarsy.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (do funkcjonariuszy i TW):

Towarzysze, ja nie wiem, czy ta stypa po Mruczku to dobry pomysł. Jesteśmy na służbie, a ten budynek to siedziba Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach. Jeśli wyjdzie na jaw, że organizujemy tutaj imprezę ku czci zabitego kota, wybuchnie skandal, jakiego nie widziała ani Polska Ludowa, ani Związek Radziecki, ani cały świat. Będzie to straszliwa kompromitacja, plama nie do wywabienia. Wyjdziemy na durniów i raz na zawsze stracimy autorytet wśród obywateli polskich.


ZDZISŁAW BAUMFELD (wywracając oczami, pretensjonalnie):

Och, towarzyszko Klemermann, po co ten pesymizm?! Przecież nikt się nie dowie, co zrobiliśmy w piwnicy pilnie strzeżonego budynku! W każdym razie, ja nie zamierzam nikomu o tym mówić. (Władczo, do swojej kochanki) Mario Lolito! Na litość Marksa, nie stój jak słup soli, tylko pomóż towarzyszom przygotować lokal do przyjęcia! Zrób miejsce na biurku, bo towarzyszowi Archibaldowi Moździerzowi już odpadają ręce, a towarzyszka Świętożyźń Klemermann wygląda, jakby była gotowa postawić tacę na podłodze!


Maria Lolita podbiega do biurka i rzuca na nie okiem.


MARIA LOLITA (do Zdzisława):

Ale Zdzisiu, tu są jakieś papiery! Nie wiem, czy powinnam…


ZDZISŁAW BAUMFELD (stanowczo, tonem nieznoszącym sprzeciwu):

Zrzuć je na podłogę.


MARIA LOLITA (zszokowana):

Co?!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Poleciłem ci, żebyś zrzuciła je na podłogę. (Widząc, że Maria Lolita nie reaguje) No, zrzuć je! Przecież nikt się nie dowie!


MARIA LOLITA (rozpaczliwie):

Zdzisiu, to mogą być bardzo ważne dokumenty! Jeśli coś im się…


ZDZISŁAW BAUMFELD (ostro, zniecierpliwiony):

Nie pleć farmazonów, tylko zrzucaj je na podłogę i przestań mnie denerwować!


Maria Lolita jeszcze przez kilka sekund się waha, a potem zamaszystym ruchem jednej ręki zmiata z biurka wszystko, co się na nim znajdowało. Następnie kładzie na blacie czekoladę, ciskając nią tak mocno, iż łamie się ona na pół.


ZDZISŁAW BAUMFELD (rozbawiony, z uznaniem):

Cha, cha, cha! Tak trzymać, Marysiu! (Do Świętożyźni i Archibalda) Towarzysze, możecie już położyć te rzeczy!


Klemermann i Moździerz bez słowa spełniają polecenie Baumfelda, czyli kładą na biurku tacę i gramofon. Po chwili podchodzi do biurka Gliceria, stawia na nim butelkę i dzbanek oraz kładzie płyty z muzyką. Fulgencjusz i Gorgoniusz ustawiają krzesła dookoła tymczasowego “stołu”.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do dwóch szeregowców):

Dobrze, bracia Skwarowscy! Świetny pomysł z tym ustawieniem krzeseł w kółeczku!


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (rozbawiony, pod nosem):

“Bracia Skwarowscy”… Zawsze chce mi się śmiać, kiedy słyszę ten związek frazeologiczny… (Napotykając zdumione spojrzenia Fulgencjusza, Gorgoniusza, Marii Lolity i Glicerii) Towarzysze, no co wy?! Przecież ja wielokrotnie powtarzałem, że mam specyficzne poczucie humoru!


ZDZISŁAW BAUMFELD (strofującym tonem):

Obywatelu Moździerz! Nie gadać, tylko pracować razem z innymi! (Do stojącego na uboczu więźnia) A wy, towarzyszu Wespazjanie Cipko, otwórzcie tę przeklętą czekoladę i podzielcie ją na drobne kawałeczki!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (zdumiona, do Zdzisława, uświadamiając sobie obecność Wespazjana):

Ten więźniolek też będzie się bawił, towarzyszu Baumfeld?


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Tak, ten więźniolek też będzie się bawił. (Obłudnie, świętoszkowato) Dzisiaj wszyscy jesteśmy solidarni i rezygnujemy ze sztucznego podziału na “swoich” i “ONYCH”. Warto od czasu do czasu zaszaleć, zwłaszcza, że i tak nikt się o tym nie dowie. A Wespazjanek Cipka jest… jak by to powiedzieć… głównym bohaterem wieczoru, bo przecież to jego żołądek stanowi miejsce ostatniego spoczynku Mruczka.


ŚIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (dla świętego spokoju):

Niech wam będzie, towarzyszu Baumfeld. Nie takie fanaberie już się widziało. (Do dwóch pozostałych kobiet) Maria Lolita i Gliceria Gościwit! Idziemy we trzy po szklanki, kieliszki i coś więcej do picia!


Świętożyźń, Maria Lolita i Gliceria szybkim krokiem wychodzą z UB-eckiej piwnicy. Opuszczając pomieszczenie, kochanka Baumfelda posyła swojemu partnerowi całusa i trzepocze do niego rzęsami. Tymczasem sam Zdzisław spogląda na Wespazjana Cipkę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (rozeźlony):

Ejże, obywatelu! Kazałem wam otworzyć czekoladę i podzielić ją na drobne kawałki!


WESPAZJAN CIPKA (buntowniczo, wyniośle):

Nie będziesz mi rozkazywał, tyfusie plamisty. Czyżbyś zapomniał, że jestem tutaj VIP-em?


ZDZISŁAW BAUMFELD (oschle, lodowato, podchodząc blisko do Wespazjana):

Po pierwsze: jako więzień Urzędu Bezpieczeństwa macie robić to, co wam każę. Po drugie: nie jesteśmy ze sobą na “ty”. Po trzecie: kiedy się do mnie zwracacie, macie mnie nazywać “towarzyszem podporucznikiem” lub “panem podporucznikiem”. Po czwarte: trochę szacunku do mojej osoby, bo przestanę was traktować jak równego sobie. Po piąte: ta cała stypa po Mruczku to tylko pretekst do zwilżenia sobie gardła, bo nie mam żalu po wszawym czworonogu, którego sam zabiłem. (Chichocze, rozbawiony żartem, który właśnie przyszedł mu do głowy) Czy wiecie, obywatelu, co jest naszą wspólną cechą? Obaj mamy Mruczka w układzie pokarmowym - wy w żołądku, a ja w d***e! Cha, cha, cha, cha, cha!


WESPAZJAN CIPKA (także rozbawiony):

No dobra, Zdzisiek, zrobię ci tę przyjemność i połamię czekoladę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (z udawanym oburzeniem):

“Zdzisiek”?!


Funkcjonariusz UB uderza więźnia pięścią w głowę. Ten wydaje z siebie krótki syk, przez chwilę masuje sobie bolące miejsce, a potem odwraca się na pięcie i z miną obrażonego majestatu spełnia rozkaz Łowcy Onych. Archibald Moździerz, który obserwuje tę scenę, unosi brwi wysoko i kiwa głową, jakby chciał powiedzieć: “Tak, tak, towarzyszu Wespazjanie… Bezczelność wobec funkcjonariuszy Urzędu Bezpieczeństwa wiąże się z pewnymi konsekwencjami…”.


FULGENCJUSZ SKWAROWSKI (niespodziewanie, do Zdzisława):

Wiecie, towarzyszu Zdzisławie? Przyszło mi do głowy, że ten nasz Wespazjanek musi się czuć strasznie wyobcowany. Jedyny aresztant na UB-eckiej imprezie… Może by tak przyprowadzić mu jakąś pannę, żeby zrobiło mu się raźniej?


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (wtrąca się, wzdychając ironicznie):

Ach, samotność w tłumie… Jakie to straszne uczucie… (Robi anachroniczną, a więc nierealną aluzję do pewnego filmu familijnego) “Wespazjan sam w UB”!


GORGONIUSZ SKWAROWSKI (udając, że mówi sam do siebie):

Nie znoszę jego “żartów”… Nie wiem, co w nich śmiesznego…


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (zjadliwym tonem):

Gorgoniusz “Gorgon” Skwarowski jak zwykle ma do mnie jakieś zastrzeżenia, ale to się skończy, kiedy powiem jego matce, że jej ukochany synalek wbija ludziom igły pod paznokcie i leje ich aż do nieprzytomności. (Do Baumfelda, zmieniając temat) Swoją drogą, towarzyszu Zdzisławie, obywatel Fulgencjusz ma trochę racji. No, to co mam zrobić? Może rzeczywiście powinienem pójść po jakieś towarzystwo dla Wespazjana Cipki?


Zdzisław Baumfeld staje naprzeciwko Moździerza, spogląda mu prosto w oczy i uśmiecha się z politowaniem.


ZDZISŁAW BAUMFELD (śpiewnym tonem):

Obywatelu Archibaldzie, obywatelu Archibaldzie… Czy ja wyglądam na idiotę? Dobrze wiem, co knujecie w obrębie swojej nieforemnej czaszki, dlatego nie pozwolę wam pójść samemu po więźniarkę. Wybijcie to sobie z głowy.


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (zawstydzony, udając, że nie rozumie aluzji):

Ale dlaczego nie mogę pójść po więźniarkę? Nie wiem, o co wam chodzi, towarzyszu…


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Obywatelu Archibaldzie, przecież wszyscy już wiedzą, że zgwałciliście Symforianę Szpadelec! Takie sensacje docierają do ludzkich uszu szybciej niż fale radiowe do odbiornika! (Kpiącym tonem) Biedna, mała blondyneczka… Musiała się bardzo przestraszyć, kiedy ten wielki, gruby glonojad się do niej przyssał…


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (chichocząc):

Glonojad? No to mi dopiekliście, towarzyszu! Ale nie jest źle, bo mogliście użyć jeszcze bardziej drastycznego określenia, np. “odkurzacz”!


ZDZISŁAW BAUMFELD (kiwa głową z politowaniem):

“Odkurzacz”, “odkurzacz”… Macie go… Chyba już czas, towarzyszu, pomyśleć o urlopie zdrowotnym… (Poważnie, zdecydowanie) Niech bracia Skwarowscy pójdą do więźniarkę.


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (rozbawiony, szeptem, sam do siebie):

“Bracia Skwarowscy”, hehehe!


Fulgencjusz i Gorgoniusz salutują, a potem wychodzą z UB-eckiej piwnicy. Ledwo drzwi się zamykają, do pomieszczenia wracają kobiety - Świętożyźń Klemermann, Gliceria Gościwit i Maria Lolita. Ta pierwsza trzyma tacę z pustymi szklankami i kieliszkami, druga - dwie duże butelki z wódką i jakimś sokiem, trzecia zaś - tackę z tortem (w którego środek brutalnie wbito nóż - obecnie bardzo przekrzywiony). Funkcjonariuszki i Tajna Współpracowniczka kładą wszystkie te rzeczy na biurku, a Baumfeld i Moździerz uważnie to obserwują. Wespazjan Cipka, który skończył już łamać czekoladę, bez słowa siada na jednym z krzeseł i czeka na rozwój wypadków.


MARIA LOLITA (słodko, usprawiedliwiająco, do swojego kochanka):

Przepraszam, Zdzisiu, że taki zarżnięty ten tort, ale zabrakło mi wolnych rąk. To jest wypiek mojej babci, skądinąd prawdziwy rarytas w tych trudnych czasach, które nadeszły po wojnie. (Szybko, ze strachem, gwałtownie blednąc, cenzurując własną wypowiedź na widok morderczego spojrzenia przedstawiciela bezpieki) Yyyy… Oczywiście, w tych trudnych czasach, które już się kończą… Dzięki wam… To znaczy: nam… Hehehe!


Zdzisław Baumfeld pochodzi do Marii Lolity, a potem obejmuje ją w pół i mocno do siebie przyciska.


ZDZISŁAW BAUMFELD (cicho, słodko, zniżonym głosem):

Wiesz, co ja myślę, Marysiu? Że z ciebie to jest taka komunistka jak z Józefa Światły endek albo z Jakuba Bermana malarz ekspresjonistyczny…


MARIA LOLITA:

Skoro chodzę z komunistą, to jestem komunistką. Gdy chodziłam z miłośnikiem Przybosia, to byłam miłośniczką Przybosia. Ale dla ciebie, Zdzisiu, mogę być każdym i nikim jednocześnie, bylebyś mnie kochał i uważał za ideał!


Kobieta wygina się nieco do tyłu, a Zdzisław pochyla się nad nią i czule całuje ją w usta. Obserwująca tę scenę Świętożyźń Klemermann nie posiada się z zazdrości. Kiedy Maria Lolita i Łowca Onych odrywają się od siebie, kochanka Baumfelda posyła swojej rywalce tryumfalne spojrzenie. Świętożyźń odpowiada jej skwaszoną miną.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do wszystkich zgromadzonych):

Koniec obijania się, towarzysze! Siadamy przy stole i zaczynamy się bawić! Bracia Skwarowscy i więźniarka zaraz do nas dołączą! Ku pamięci Mruczka, obywatele! Ku pamięci Mruczka!


Archibald Moździerz, Maria Lolita, Świętożyźń Klemermann, Gliceria Gościwit i sam Zdzisław Baumfeld siadają przy stole (Wespazjan Cipka ma po lewej stronie Glicerię, a po prawej - puste krzesło). Kochanka Łowcy Onych bierze sobie dwa kawałki czekolady, a potem ostentacyjnie się nimi delektuje. Archibald Moździerz chwyta jedno z jabłek, które jest nieco poobijane.


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (złośliwie, do Wespazjana):

Towarzyszu Cipka! Jeśli nie podporządkujecie się funkcjonariuszom Urzędu Bezpieczeństwa, to będziecie wyglądać tak pięknie jak to jabłuszko, które spadło z drzewa!


Chichot Marii Lolity, Świętożyźni i Glicerii sugeruje, że towarzystwo jest już wyluzowane oraz gotowe do rozpoczęcia biesiady. Archibald zaczyna jeść jabłko, przy czym robi to w bardzo niekulturalny sposób - z otwartymi ustami, mlaszcząc. Nagle drzwi się otwierają i do pomieszczenia wchodzą bracia Skwarowscy, trzymający za ramiona zaniepokojoną, rudowłosą 24-latkę, Franciszkę Ksawerę Wąchocką. Kobieta, chociaż ładna, wygląda na zmęczoną, zaniedbaną, wykończoną fizycznie i psychicznie, przegraną, zrezygnowaną. Jej cywilna sukienka jest brudna i miejscami podarta, zaś stopy (ku najwyższemu przerażeniu Wespazjana) obwiązane zakrwawionymi bandażami. Franciszka Ksawera rozgląda się lękliwie po zgromadzonych biesiadnikach, a gdy zauważa Archibalda Moździerza, podskakuje jak oparzona i próbuje się wycofać. Fulgencjusz i Gorgoniusz uniemożliwiają jej jednak ucieczkę. Wszyscy, oprócz Wespazjana Cipki, wybuchają śmiechem.


ZDZISŁAW BAUMFELD (głośno, wesoło, rozrywkowym tonem):

No więc witamy więźniarkę!


Archibald, Maria Lolita, Gliceria i Świętożyźń klaszczą jak widownia witająca nowego artystę. Bracia Skwarowscy prowadzą aresztantkę bliżej Baumfelda, aby ten mógł ją lepiej zobaczyć. Kobieta, z przyczyn oczywistych, ledwo idzie, poza tym jest przestraszona, onieśmielona i skrępowana.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do 24-latki, takim tonem jak podczas przesłuchań):

Imię?


FRANCISZKA KSAWERA:

Franciszka Ksawera.


ZDZISŁAW BAUMFELD (zirytowany):

Powiedziałem “imię”, a nie “imiona”!


FRANCISZKA KSAWERA:

To jest imię podwójne jak Jan Chryzostom, Karol Boromeusz lub Franciszek Salezy.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (drwiąco, do aresztantki):

Franciszka Ksawera… Towarzyszko, za co rodzice chcieli was ukarać, nazywając was tak a nie inaczej?!


WESPAZJAN CIPKA (bezczelnie, do funkcjonariuszki UB, chcąc obronić Franciszkę Ksawerę):

A ciebie za co rodzice chcieli ukarać, nadając ci kuriozalne imię Świętożyźń?!


Maria Lolita śmieje się na całe gardło, a potem dołączają do niej Gliceria Gościwit i Archibald Moździerz.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (lodowato, z pogardą, do Wespazjana Cipki):

Uważajcie, towarzyszu, bo za takie teksty można zostać skazanym na amputację paznokci. Oczywiście, na żywca, jak zawsze w UB. Poza tym, pamiętajcie, że to wy nazywacie się Cipka, a nie ja!


ZDZISŁAW BAUMFELD (kontynuuje przepytywanie więźniarki):

Nazwisko?


FRANCISZKA KSAWERA:

Wąchocka.


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (żartobliwie, wtrąca się):

Chodzi o TEN Wąchock, w którym dwa konie się powiesiły, ponieważ sołtys powiedział “wiśta”?


Wszyscy biesiadnicy, oprócz Zdzisława i Wespazjana, wybuchają śmiechem. Franciszka Ksawera spuszcza wzrok, chichocze nerwowo (bez cienia radości) i nieśmiało wzrusza ramionami, dając Moździerzowi do zrozumienia, że nie zna dokładnej etymologii swojego nazwiska.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Franciszki Ksawery):

Wiek?


FRANCISZKA KSAWERA:

Dwadzieścia cztery lata.


ZDZISŁAW BAUMFELD:

To tyle samo co towarzysz Wespazjan. Zawód?


FRANCISZKA KSAWERA:

Cukierniczka.


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (ponownie rozśmieszając towarzystwo):

Szkoda, że nie popielniczka!


ZDZISŁAW BAUMFELD (chichocze, podchwytując żart Archibalda):

Albo solniczka! (Chrząka, po czym rezygnuje z oschłego tonu na rzecz biesiadnego) Witamy was w naszym gronie, towarzyszko solniczko… znaczy: cukierniczko… czy kim tam jesteście! (Wskazując na wolne krzesło po prawicy Wespazjana Cipki) Proszę, zajmijcie miejsce obok tego przystojnego blondyna i bawcie się dobrze! Nie przejmujcie się tym, że chociaż jesteście więźniarką, to imprezujecie w UB-eckiej piwnicy! Przecież i tak nikt się o tym nie dowie!


Franciszka Ksawera uśmiecha się nieśmiało do Baumfelda, wykonuje pokorny ukłon w jego stronę, a potem powoli, niedołężnie idzie ku wolnemu krzesłu (pamiętajmy, że kobieta ma stopy obwiązane zakrwawionymi bandażami, co bez wątpienia jest pamiątką po torturach. Możliwe, iż chodzenie sprawia 24-latce ból). Fulgencjusz i Gorgoniusz Skwarowscy zajmują swoje miejsca znacznie szybciej niż ona.


GLICERIA GOŚCIWIT (wesoło, do Zdzisława, wskazując na Wespazjana Cipkę):

Jaki z niego blondyn, towarzyszu Zdzisławie?! Przecież toto rude jak lis!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Bardziej blondyn niż rudy, obywatelko.


GLICERIA GOŚCIWIT:

Eeee, tam! Rudzielec w całym tego słowa znaczeniu! Znam się dobrze, bo moja mama jest fryzjerką!


WESPAZJAN CIPKA (zniecierpliwiony, niby sam do siebie):

Jakby ktoś nie znał słowa “rudoblond”…


Franciszka Ksawera siada obok Wespazjana i - podobnie jak inni, chociaż bardziej ukradkowo - przygląda się jego włosom.


WESPAZJAN CIPKA (uprzejmie, do 24-latki):

Jestem Wespazjan Cipka. Też więzień, niestety. I podobno główny bohater wieczoru, chociaż nikt nie daje mi tego odczuć.


Zdzisław Baumfeld zrywa się na równe nogi, jakby przyszedł mu do głowy jakiś świetny pomysł.


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Aaaaa, właśnie, właśnie, towarzysze! Powinniśmy się wszyscy przedstawić, bo towarzyszka popielniczka… nie, nie popielniczka… solniczka… znaczy: cukierniczka… jest tutaj nowa! (Do Franciszki Ksawery, wskazując ręką na wymieniane osoby) Ja jestem podporucznik Zdzisław Baumfeld. Tutaj, tuż obok mnie, siedzi plutonowy Archibald Moździerz, najbardziej irytujący człowiek na wschód od NRD. Dalej siedzą: chorąży Świętożyźń Klemermann, szeregowiec Gliceria Gościwit, członek Podziemnego Klubu Anonimowych Antykomunistów Wespazjan Cipka…


WESPAZJAN CIPKA (ze złością, przerywając Zdzisławowi):

Mówiłem ci już, półpaścu, że nie jestem aktywistą Podziemnego Klubu Anonimowych Antykomunistów! Nigdy nie współpracowałem z nielegalnymi organizacjami - to wy wrobiliście mnie w działalność opozycyjną!


ARCHIBALD MOŹDZIERZ:

Jak to kiedyś Wyspiański napisał: “Wyście sobie, a my sobie, każdy sobie rzepkę skrobie”!


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Franciszki Ksawery, całkowicie ignorując słowa Cipki i Moździerza):

Obok Wespazjana Cipki siedzicie wy, towarzyszko, a po waszej drugiej stronie - szeregowiec Fulgencjusz Skwarowski. Dalej zasiada brat Fulgencjusza, również szeregowiec, Gorgoniusz Skwarowski. Ostatnią osobą jest moja osobista nałożnica, Tajna Współpracowniczka (nie wiem, czy taka Tajna) Maria Lolita. Poznałem ją w dosyć dziwnych okolicznościach. Otóż półtora roku temu, gdy Marysia miała zaledwie dwadzieścia lat…


MARIA LOLITA (poprawia słodkim głosikiem):

Dziewiętnaście i pół.


ZDZISŁAW BAUMFELD:

…gdy Marysia miała dziewiętnaście i pół roku, przypadkowo zauważyła mnie w parku miejskim, kiedy to odpoczywałem w cywilnym stroju po męczącym dniu w pracy. Od razu wpadłem jej w oko, jednak wówczas moja kochanka nie miała jeszcze odwagi, by się ze mną skontaktować. Zaczęła mnie obserwować i tak odkryła, że mieszkam we wsi Świńska Czaszka, ale pracuję w Młodzianowicach jako funkcjonariusz Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. W końcu Maria Lolita nie wytrzymała i przyszła do mnie akurat wtedy, gdy siedziałem w swoim gabinecie i czekałem na donosy od Tajnych Współpracowników. Dziewczyna śmiało, otwarcie, bezpośrednio, bez owijania w bawełnę, bez jakichkolwiek eufemizmów i bez cienia wstydu oświadczyła, że chciałaby pójść ze mną do łóżka. Byłem zaskoczony tak jednoznaczną propozycją, ale bynajmniej nie straciłem zimnej krwi. Obejrzałem Marysię dokładnie i zadeklarowałem, że jeśli zgodzi się ona zostać Tajną Współpracowniczką UB, to nie tylko wezmę ją najbliższej nocy, ale także uczynię moją stałą kochanką. Jak powiedziałem, tak zrobiłem. Wyobraźcie sobie, towarzyszko cukierniczko, iż spotykamy się z Marysią już od półtora roku, a jej rodzice… cha, cha, cha, cha, cha… jej rodzice nie mają o niczym pojęcia!


MARIA LOLITA (puszcza oczko do swojego kochanka):

Ale zaczynają się domyślać.


ZDZISŁAW BAUMFELD (czule, do Marii Lolity):

Owszem, zaczynają się domyślać.


WESPAZJAN CIPKA (oburzony):

To, co robi Maria Lolita, jest gorsze niż prostytucja! Jak można składać donosy do UB, skazywać swoich przyjaciół na tortury lub śmierć, tylko po to, by móc współżyć z przystojnym funkcjonariuszem?! Gdzie to babsko ma godność, gdzie sumienie?!


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (wesoło, obracając w żart wypowiedź Wespazjana):

A teraz zagadka dla wszystkich biesiadników. Kto jest większą dziwką? Maria Lolita, która donosi do UB, żeby zasłużyć sobie na pieszczoty Baumfelda, czy sam Baumfeld, który oferuje jej usługi seksualne w zamian za donosy?


WESPAZJAN CIPKA (wciąż oburzony):

Oboje są siebie warci! (Ironicznie, teatralnie) Czystość, czystość, czystość… Nigdy wcześniej nie widziałem tak czystego związku jak Maria Lolita i Zdzisław Baumfeld… To jest związek CZYSTO fizyczny! Ach, czystość, czystość, czystość… Tylko dlaczego ta “czystość” ciągnie za sobą tyle ofiar? I dlaczego Maria Lolita, pomimo tak bujnego życia intymnego, nie jest matką? Może wszystkie dzieci już dawno pozabijała? Rety, jak ja nienawidzę takich pustych, bezmyślnych kobiet!


ZDZISŁAW BAUMFELD (siadając z powrotem na krześle i kładąc dłoń na kolanie swojej kochanki):

Marysiu, bardzo cię lubię, ale czy zdajesz sobie sprawę z faktu, że jesteś pipą?


MARIA LOLITA (pogodnie, kładąc swoją dłoń na dłoni Łowcy Onych):

Och, Zdzisiu, już ci powiedziałam, że dla ciebie mogę być każdym i nikim jednocześnie!


Towarzystwo (z wyjątkiem Franciszki Ksawery i Wespazjana) wybucha śmiechem.


ZDZISŁAW BAUMFELD (rozbawiony, do wszystkich uczestników imprezy):

A nie mówiłem?!


Archibald Moździerz i bracia Skwarowscy popełniają gruby anachronizm - trzykrotnie śpiewają refren piosenki “Jesteś pipą, tylko pipą, tylko piiipąąą-ąąą!” z repertuaru Kapitana Polski. Kiedy kończą, Wespazjan Cipka odpowiada im innym anachronizmem, tzn. śpiewa wyrwany z kontekstu fragment utworu “Anastazja jestem” zespołu Łzy.


WESPAZJAN CIPKA (anachronicznie śpiewa fragment piosenki zespołu Łzy):

“Nikt nie stoi,
wszyscy dobrze się bawią.
A może właśnie teraz,
na pewno ktoś,
na pewno ktoś umiera
i w czyichś ramionach
wylewa łzy.
Czy pomyślałeś, że
to mógłbyś być Ty?
Nikt nie stoi,
wszyscy dobrze się bawią.
A może właśnie teraz,
na pewno ktoś,
na pewno ktoś umiera
i w czyichś ramionach
wylewa łzy.
Może on?
A może ona?
Najważniejsze, że nie…
Ty”.


Archibald Moździerz i bracia Skwarowscy śmieją się, jakby usłyszeli dobry dowcip, natomiast Maria Lolita robi smutną minę.


MARIA LOLITA (wzdycha):

Ach, przypomniało mi się, że dzisiejsza uroczystość jest stypą! Na zdrowy rozum, powinniśmy łkać i szlochać, a nie szaleć jak licealiści po zdaniu matury!


GORGONIUSZ SKWAROWSKI (spoglądając na Franciszkę Ksawerę):

Jak tak na nią patrzę, to faktycznie mam ochotę usiąść i płakać. Gdybym był artystą plastykiem, namalowałbym jej portret i zatytułowałbym go: “Syf, kiła i mogiła”.


WESPAZJAN CIPKA (zaczepnie):

A teraz zagadka ode mnie: kto doprowadził Franciszkę Ksawerę do takiego stanu?!


ZDZISŁAW BAUMFELD (uroczyście, chcąc zmienić niewygodny temat):

Towarzysze i towarzyszki! Tak sobie gawędzimy, tak sobie pieśni nucimy, a zapomnieliśmy o najważniejszym, czyli o… piciu! Obywatelu Skwarowski!


FULGENCJUSZ SKWAROWSKI:

Tak, obywatelu Baumfeld?


ZDZISŁAW BAUMFELD (zirytowany):

Miałem na myśli Gorgoniusza Skwarowskiego. Gorgoniusz!


GORGONIUSZ SKWAROWSKI:

Słucham?


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Polejcie każdemu po kieliszku!


Gorgoniusz Skwarowski wstaje z krzesła i salutuje po żołniersku.


GORGONIUSZ SKWAROWSKI (głośno, uroczyście, wesoło):

Tak jest, towarzyszu podporuczniku!


Brat Fulgencjusza z niezwykłym pietyzmem wykonuje rozkaz swojego przełożonego. W piwnicy panuje atmosfera radosnego napięcia, niecierpliwości i oczekiwania.


FRANCISZKA KSAWERA (cicho, nieśmiało, do Wespazjana Cipki):

Alkohol w budynku UB… I to w godzinach pracy… Nie wierzę własnym oczom…


ZDZISŁAW BAUMFELD (usłyszawszy szept Franciszki Ksawery):

Co się tak bulwersujecie, towarzyszko cukierniczko-popielniczko?! Przecież nikt się nie dowie!


Gdy już wszyscy trzymają w rękach kieliszki, wstają z krzeseł i przygotowują się do toastu. W Wespazjanie Cipce nagle budzi się poczucie moralności i przyzwoitości.


WESPAZJAN CIPKA (rozpaczliwie, a zarazem buntowniczo):

Nie… Nie… Zaraz… Ja nie mogę pić wódki z tymi bydlakami… Przecież to kaci i oprawcy Narodu Polskiego!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

I na cóż wam, towarzyszu Wespazjanie, zgrywanie bohatera? Myślicie, że staniecie się kimś wielkim i szlachetnym, jeśli odmówicie wypicia wódki z UB-ekami? Może faktycznie nim zostaniecie, ale co z tego, skoro nikt się o tym nie dowie?! Przecież wkrótce i tak was rozstrzelamy! Zresztą… Wy już nie macie nic do stracenia, towarzyszu. Wydaliście swoich krewnych, zeznaliście przeciwko własnemu stryjkowi, jego żonie i dzieciom. Upadliście nisko. Stoczyliście się na samo dno, podobnie jak Franciszka Ksawera Wąchocka. To, czy napijecie się z nami alkoholu, czy nie, i tak już was nie uratuje. Dlaczego więc nie mielibyście sobie “golnąć”?! Pijcie odważnie, obywatelu! Nikt się nie dowie!


WESPAZJAN CIPKA (smutno, poważnie, po namyśle):

Ech, Zdzisiek, po raz pierwszy w życiu muszę przyznać ci rację…


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (dobitnie):

Popieram w całej rozciągłości!


ZDZISŁAW BAUMFELD (głośno, bardzo uroczyście):

No, więc toast za… Za co pijemy, towarzysze?


WESPAZJAN CIPKA:

Za twoją starą.


ZDZISŁAW BAUMFELD (wznosząc toast):

Za moją starą! I za naszego ukochanego dyrektora, Waldeberta Werfelberga!


MARIA LOLITA (szybko):

I jeszcze za Mruczka, bo to stypa PO NIM!


Uczestnicy biesiady stukają się kieliszkami, po czym przystępują do spożywania alkoholu (piją do dna).


GLICERIA GOŚCIWIT (zachwycona, po wypiciu wódki):

Ach! To jest życie!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (również zachwycona):

Życie jak w Madrycie!


ARCHIBALD MOŹDZIERZ:

Hehehe, znam taki wierszyk: “Życie, choć w nim cierpień tyle, nie jest jednak czarną kartą, bo są w nim i takie chwile, dla których żyć i cierpieć warto”!


Uczestnicy piwnicznej biesiady powoli siadają na krzesłach. Miny wszystkich bohaterów - oprócz Franciszki Ksawery - są wyraźnie pogodniejsze i bardziej optymistyczne niż jeszcze minutę temu. Maria Lolita je kolejne dwa kawałki czekolady; bracia Skwarowscy wybierają sobie po jednym jabłku; Wespazjan Cipka chwyta największą i najbardziej apetyczną gruszkę, a następnie wręcza ją 24-letniej więźniarce; Świętożyźń Klemermann nalewa sobie soku do szklanki, zaś Gliceria Gościwit - kompotu. Archibald Moździerz niespodziewanie wstaje z krzesła, podchodzi do jednej ze ścian i wyłącza centralne oświetlenie (czyli tę wielką lampę na suficie). W pomieszczeniu świeci już tylko mała lampka na biurku.


MARIA LOLITA (urzeczona nową, niezwykłą atmosferą, jaka zapanowała w piwnicy UB-eckiego budynku):

Uuuaaaaa! Ale fajnie!


GLICERIA GOŚCIWIT:

Bardzo… klimatycznie!


WESPAZJAN CIPKA (do Franciszki Ksawery):

We mnie to wzbudza negatywne odczucia.


FRANCISZKA KSAWERA:

We mnie też. Kojarzy się z przesłuchaniami, bólem i katowaniem.


Archibald Moździerz wielokrotnie, w szybkim tempie włącza i wyłącza światło, wywołując iście dyskotekowy efekt. Maria Lolita i Gliceria Gościwit głośno się śmieją.


ZDZISŁAW BAUMFELD (ostro, strofującym tonem):

Towarzyszu Moździerz! Proszę nie bawić się światłem! Wyłączcie centralne oświetlenie i zostawcie tylko tę małą lampkę!


Moździerz spełnia polecenie Zdzisława, po czym wraca na swoje miejsce przy stole. Świętożyźń Klemermann, która przypomniała sobie o gramofonie i płytach, włącza wesołe nagranie, w którym jakiś młodzieżowy zespół wykonuje rosyjską piosenkę “Kalinka”. Towarzystwo śpiewa razem z płytą. Kiedy utwór dobiega końca, Świętożyźń wyłącza odtwarzacz, aby uczestnicy biesiady mogli swobodnie rozmawiać i słyszeć się nawzajem.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Gorgoniusza):

Obywatelu Skwarowski, polejcie jeszcze raz w imię Marksa!


Gorgoniusz wstaje z krzesła, a następnie napełnia prawie wszystkie kieliszki wódką (“prawie wszystkie“, ponieważ Franciszka Ksawera nieśmiało odmawia). UB-ecy, TW i Wespazjan Cipka z przyjemnością “opróżniają” naczynia.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (drwiąco, zerkając pogardliwie na Wąchocką):

Cóż to, drodzy towarzysze? Kolejna “bohaterka” odmawia picia z UB-ekami?


WESPAZJAN CIPKA:

Owszem, odmawia, ale nie ma w tym żadnej filozofii. Ona po prostu nie ma ochoty na wódkę. Nie zmuszajcie jej do picia, bo jeszcze zwymiotuje komuś na mundur i co wtedy zrobicie?! Będziecie mieli całą biesiadę popsutą!


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Wespazjana):

Towarzyszu, wy jakoś nie zwymiotowaliście po zjedzeniu zupy z kota.


WESPAZJAN CIPKA:

Ale ją wyplułem, hehehe!


MARIA LOLITA (krzywi się niemiłosiernie):

Co za obleśna dyskusja… Przypominają mi się chwile, kiedy mój kolega z przedszkola wrzucał sobie gluty do zupy, żeby obrzydzić jedzenie dziewczynkom… A potem zdegustowane smarkule piszczały do przedszkolanki: “Proszę panią! Bo Kajtek obrzyyyyydza!”…


FRANCISZKA KSAWERA (wzruszona, z wdzięcznością, do Cipki):

Dziękuję panu, panie Wespazjanie… Dziękuję za to, co pan dla mnie robi… Tak dawno nikt mnie nie bronił… Tak dawno nikt nie okazywał mi serca…


WESPAZJAN CIPKA (skromnie, zawstydzony, rumieniąc się):

Oj, bez przesady… To nic wielkiego… Po prostu ostrzegłem tych UB-eków, żeby uważali na to, co robią… Nic specjalnego, hehehe…


FRANCISZKA KSAWERA (poważnie):

Dla kogoś, kto przeżył tyle co ja, każdy taki gest jest czymś wielkim i bezcennym. Proszę mi wierzyć, panie Wespazjanie. W tym piekle, w którym przebywamy, tego typu drobiazgi mają większą wartość niż na wolności. A wie pan, dlaczego? Bo zdarzają się… rzadziej. Właściwie, to prawie nigdy.


WESPAZJAN CIPKA:

Rozumiem to doskonale. Ale proszę mnie nazywać po prostu Wespazjanem.


FRANCISZKA KSAWERA (uśmiecha się leciutko):

Dobrze, Wespazjanie.


ZDZISŁAW BAUMFELD (rozbawiony rozmową więźniów):

Cha, cha, cha, cha, cha! Czy mi się zdaje, czy między tą dwójką zaczyna coś iskrzyć?! Rudy Wespazjanek i ruda cukierniczka-popielniczka… Towarzyszu Fulgencjuszu, mieliście rację, że znalezienie Cipce panny dobrze mu zrobi!


FULGENCJUSZ SKWAROWSKI:

Polecam się na przyszłość, towarzyszu podporuczniku.


Maria Lolita wstaje z krzesła i siada na kolanach Łowcy Onych (przodem do jego twarzy).


MARIA LOLITA (przytulając się do mężczyzny):

Ja tam kochałam, kocham i zawszę będę kochać mojego Zdzisia! I nie obchodzi mnie, co ktoś o tym myśli!


ZDZISŁAW BAUMFELD (słodko, z rozczuleniem w głosie):

Marysiu, idiotko ty moja śliczna!


Kobieta chichocze i delikatnie całuje Zdzisława w czubek nosa.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Jak mawiają niektóre osoby: “On ją opluwa, a ona się cieszy, że deszcz pada”!


MARIA LOLITA (z wyższością, do Świętożyźni):

A wy co, towarzyszko Klemermann? Umieracie z zawiści, bo Zdzisław jest ze mną, a nie z wami? Żal mi was, że nie macie tyle szczęścia co ja! Zazdrosna stara panna - toż to temat godny TragiFarsy!


FULGENCJUSZ SKWAROWSKI:

Coś mi się zdaje, że zaraz dojdzie do kłótni… Towarzyszki, dajcie sobie siana, dobrze? Jest impreza, trzeba się bawić, a nie poniżać nawzajem!


ZDZISŁAW BAUMFELD (do brata Fulgencjusza):

Towarzyszu Gorgoniuszu, polejcie po raz kolejny! I pamiętajcie, że nikt się o tym nie dowie! Wykorzystajmy ten wieczór jak najlepiej, bo nie codziennie organizuje się stypy po kotach!


FULGENCJUSZ SKWAROWSKI:

Towarzysz Baumfeld ma rację. Lej śmiało, Gorgon, jak obywatel Stalin przykazał!


GORGONIUSZ SKWAROWSKI (napełniając kieliszki biesiadników):

Tym razem leję za Ochotniczą Rezerwę Milicji Obywatelskiej, Wojska Ochrony Pogranicza, Julię Brystygierową, Józefa Różańskiego, Anatola Fejgina i Romana Romkowskiego.


WESPAZJAN CIPKA (złośliwie):

Ciekawe, jak oni by zareagowali, gdyby im doniesiono, że w prowincjonalnym UB na zadupiu zorganizowano zakrapianą alkoholem imprezę dla funkcjonariuszy, Tajnej Współpracowniczki i dwojga więźniów?! Ciekawe, jakie mieliby miny, gdyby się dowiedzieli, że jeden z uczestników owej imprezy wyciera sobie gardło ich nazwiskami?! Ale by była afera! Skandal stulecia, hehehe!


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Wespazjana):

Towarzyszu Cipka, czy wy jesteście głusi, czy raczej głupi? Mówiłem już sto razy, że NIKT się nie dowie!


WESPAZJAN CIPKA:

Natomiast moja babcia często powtarzała: “Myślał indyk o niedzieli, a w sobotę łeb mu ścięli”.


Zdzisław Baumfeld lekceważy więźnia i zajmuje się piciem alkoholu. Niektóre osoby, spożywając wódkę, wpatrują się z zainteresowaniem w portret Józefa Stalina, który wisi na ścianie. Rozochocony alkoholem Archibald Moździerz zaczyna śpiewać tradycyjną pieśń biesiadną “Hej, sokoły”, ale ponieważ jest już nie do końca trzeźwy, przejęzycza się w pierwszym wersie, rozśmieszając całe towarzystwo z wyjątkiem Franciszki Ksawery.


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (śpiewa, przejęzyczając się w pierwszym wersie):

“Hej, tam gdzieś znad czarnej wołgi
wsiada na koń Kozak młody.
Czule żegna się z dziewczyną,
jeszcze czulej - z Ukrainą!”


Do śpiewającego funkcjonariusza UB przyłączają się: Gliceria Gościwit, bracia Skwarowscy i Wespazjan Cipka.


ARCHIBALD, GLICERIA, SKWAROWSCY, WESPAZJAN (śpiewają chórem):

“Hej! Hej! Hej, sokoły!
Omijajcie góry, lasy, pola, doły!
Dzwoń, dzwoń, dzwoń, dzwoneczku,
mój stepowy skowroneczku!
Hej! Hej! Hej, sokoły!
Omijajcie góry, lasy, pola, doły!
Dzwoń, dzwoń, dzwoń, dzwoneczku,
mój stepowy, dzwoń, dzwoń, dzwoń!”


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (próbuje zaśpiewać drugą zwrotkę, chociaż nie pamięta jej końcówki):

“Pięknych dziewcząt jest niemało,
lecz najwięcej w Ukrainie.
Tam me serce pozostało…
Coś tam, coś tam… Hopsa, sasa!”


ARCHIBALD, GLICERIA, SKWAROWSCY, WESPAZJAN (śpiewają chórem):

“Hej! Hej! Hej, sokoły!
Omijajcie góry, lasy, pola, doły!
Dzwoń, dzwoń, dzwoń, dzwoneczku,
mój stepowy skowroneczku!
Hej! Hej! Hej, sokoły!
Omijajcie góry, lasy, pola, doły!
Dzwoń, dzwoń, dzwoń, dzwoneczku,
mój stepowy, dzwoń, dzwoń, dzwoń!”


Gdy wymienieni wcześniej biesiadnicy kończą śpiewać, pozostali klaszczą z uznaniem (ktoś nawet krzyczy: “Brawo!”). Nagle kochanka Łowcy Onych, która także jest już podpita, wstaje z kolan Zdzisława i - ku zachwycie jednych oraz przerażeniu drugich - rozbiera się aż do bielizny.


ZDZISŁAW BAUMFELD (zszokowany zachowaniem Marii Lolity):

Marysiu, ty chyba kompletnie straciłaś rozum!


MARIA LOLITA (filozoficznie, ze śmiechem):

Nie można stracić czegoś, czego się nigdy nie posiadało!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

No proszę, jaka autoironia! Okazuje się, że Maria Lolita ma w sobie szczyptę obiektywizmu i samokrytycyzmu!


WESPAZJAN CIPKA:

Nie przesadzaj, Świętożyźń… Bez kilku kieliszków wódki jej mózgownica nie wyprodukowałaby takiej refleksji… Twój komentarz był zdecydowanie nietrafiony!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (groźnie, ostrzegawczo):

Wyrażajcie się grzecznie, towarzyszu Wespazjanie, bo wylądujecie w karcerze i cała zabawa się skończy!


WESPAZJAN CIPKA (bezczelnie, kpiąco, nie okazując strachu ani skruchy):

Fajnie. Tylko nie zapomnij zamknąć drzwi na kłódkę.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (z pogardą, do Wespazjana):

Beztlenowiec!


Zdzisław Baumfeld wstaje z krzesła, chwyta drugą butelkę wódki i pije napój wyskokowy bezpośrednio z niej. Następnie, kompletnie skołowany, pada z powrotem na swoje siedzenie.


WESPAZJAN CIPKA (drwiąco):

Widzę, że podporucznik Baumfeld wyzbył się już wszelkich skrupułów. Nieźle, doprawdy. Oby tylko nie wpadł we własne sidła, bo będzie musiał np. pożegnać się z możliwością awansu. A to i tak w najlepszym wypadku.


MARIA LOLITA (olśniona, do uczestników biesiady):

Właśnie, właśnie! Zawsze chciałam wiedzieć, czym się różni podporucznik od porucznika! Czy ktoś mógłby mi to wyjaśnić?!


GLICERIA GOŚCIWIT:

Hmmm… O ile się nie mylę, różnica między podporucznikiem a porucznikiem jest taka, jak między przedsmakiem a smakiem… Podporucznik… Prawie jak porucznik… Przedsmak… Prawie jak smak…


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (anachronicznie nawiązuje do pewnego sloganu reklamowego):

“Prawie robi wielką różnicę”!


Świętożyźń Klemermann podchodzi do gramofonu i odtwarza przedwojenną piosenkę “Miłość ci wszystko wybaczy” Hanki Ordonówny. Półnaga Maria Lolita śpiewa razem z płytą, za co zostaje nagrodzona gorącymi brawami. Nagle drzwi się otwierają i do piwnicy wbiega przerażona, roztrzęsiona, blada jak kreda Jozafata Radomska.


JOZAFATA RADOMSKA (histerycznie, parafrazując słowa z pewnego średniowiecznego poematu):

“Posłuchajcie, Bracia miła!
Kcęć Wam skorżyć krwawą głowę!
Usłyszycie swój zamętek,
Jen Wam się stał dzisiaj, w piątek!”


FULGENCJUSZ SKWAROWSKI:

Szeregowiec Jozafata Radomska! Co się stało, towarzyszko?!


JOZAFATA RADOMSKA (nie posiadając się z rozpaczy i przerażenia):

Dyrektor Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach, pułkownik Waldebert Werfelberg, i jego zastępczyni, podpułkownik Mroczysława Kalinowska-Wójcik, wrócili z Kielc wcześniej niż zaplanowali! Oni już tu są i zbliżają się do budynku! Wiem, co mówię, bo widziałam, jak wychodzili z samochodu! Musicie kończyć zabawę, jeśli wam życie miłe!


Wszyscy imprezowicze (oprócz więźniów - Wespazjana Cipki i Franciszki Ksawery Wąchockiej) wpadają w panikę. Gorgoniusz, Fulgencjusz i Gliceria podbiegają do biurka, po czym na siłę wpychają butelki, kieliszki i szklanki do szafki oraz szufladki. Świętożyźń Klemermann chwyta gramofon i płyty, by już po chwili położyć je w kąciku oraz zakryć górną częścią własnego munduru (kobieta ma na sobie jeszcze białą koszulę). Archibald Moździerz podbiega do jednej ze ścian i włącza centralne oświetlenie. W tym samym czasie Maria Lolita gasi małą lampkę stojącą na biurku. Tajna Współpracowniczka podnosi z podłogi papiery, które wcześniej zrzuciła na rozkaz swojego kochanka, a on sam nie robi nic, gdyż bardzo źle się czuje po przesadzeniu z alkoholem. Gościwit i Klemermann usuwają z biurka miski z owocami, po czym kładą je w kącie i zakrywają górną częścią munduru Glicerii. Kochanka Łowcy Onych starannie układa na biurku dokumenty. Zdzisław Baumfeld, nie zważając na nic, wierci się na krześle i jęczy, że ma kaca.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (wściekle, do cierpiącego podporucznika):

Towarzyszu Baumfeld, idźcie do RFN z tym swoim “nikt się nie dowie”!


Zdzisław odpowiada kobiecie długim, żałosnym, nieartykułowanym jękiem.


FULGENCJUSZ SKWAROWSKI:

Wiecie, towarzysze, co ja zauważyłem? Że wszystkie nasze nieszczęścia zaczęły się dobę temu, kiedy to aresztowaliśmy tego skurczybyka Wespazjana Cipkę! Było dobrze, absolutnie bez zarzutu, lecz po sprowadzeniu towarzysza Cipki zaczęło się tu dziać coś dziwnego! Ten obywatel po prostu przynosi nam pecha!


Archibald Moździerz, który wciąż jest pijany, popełnia gruby anachronizm - śpiewa fragment piosenki “Dwie bajki” z repertuaru Doroty “Dody” Rabczewskiej i zespołu Virgin.


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (patrząc na Wespazjana, anachronicznie śpiewa fragment utworu Dody):

“Snem było życie, dopóki Ty
nie pojawiłeś się wtedy w nim…”


GORGONIUSZ SKWAROWSKI (zażenowany):

Ach, te jego “żarty”… Żenada pełną gębą!


ZDZISŁAW BAUMFELD (pretensjonalnie, zachrypniętym głosem, zajęty wyłącznie sobą i swoim samopoczuciem):

Towarzysze… Ja chyba umieram…


MARIA LOLITA (histerycznie, przypominając sobie, że jest w samej bieliźnie):

Gdzie moja sukienka?! Engelsie barmeński, gdzie moja sukienka?! Gdzie, gdzie, gdzie?!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK:

Na podłodze coś się poniewiera, towarzyszko!


W piwnicy zapada grobowa cisza. Wszyscy bohaterowie, łącznie z dwojgiem więźniów, spoglądają w stronę otwartych drzwi, w których stoją Waldebert Werfelberg i Mroczysława Kalinowska-Wójcik. Maria Lolita, Archibald Moździerz i Świętożyźń Klemermann zamierają w bezruchu (dokładnie w takich pozycjach, w jakich ich zastał dyrektor oraz wicedyrektorka). Przez długi czas panuje nieprzyjemne milczenie.


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK:

Wiemy o wszystkim, towarzysze. Z uczuciem głębokiego zażenowania obserwowaliśmy, jak próbowaliście zatrzeć ślady swojego incydentu. Uwijaliście się jak w ukropie, trzeba wam to przyznać. Tam w kąciku, pod damskim mundurem, jest gramofon z płytami, a obok - miski z niedojedzonymi owocami. Mario Lolito, sukienka leży na podłodze. Radzę wam ją założyć, bo inaczej się przeziębicie.


WALDEBERT WERFELBERG (lodowatym tonem, groźnie, wychodząc na środek pomieszczenia i z trudem tłumiąc w sobie negatywne emocje):

Kto zorganizował tę imprezę? Kto na nią zezwolił? Który tu jest najstarszy stopniem? (Krzyczy, doprowadzając uczestników biesiady na skraj przerażenia) Baumfeld!


Funkcjonariusz Łowca Onych nie reaguje, jakby spał. Gliceria Gościwit podchodzi do niego i delikatnie szarpie go za ramię.


GLICERIA GOŚCIWIT (ostrym, głośnym szeptem, do Baumfelda):

Towarzyszu, wstańcie! Pan dyrektor do was mówi!


Zdzisław budzi się i - jak to po drzemce - przez chwilę się wierci, zupełnie zdezorientowany.


GLICERIA GOŚCIWIT (rozpaczliwie, do Baumfelda):

Towarzyszu, proszę się szybko podnieść!


Łowca Onych z ogromnym trudem się podnosi, a kiedy spostrzega Werfelberga i Kalinowską-Wójcik, wytrzeszcza oczy ze zdumienia. Potem je przeciera, jak gdyby chciał się upewnić, czy nie ma halucynacji.


WALDEBERT WERFELBERG:

Co tu się wydarzyło, towarzyszu podporuczniku? Dlaczego TW Maria Lolita nie ma ubrania, w kącie stoi gramofon przykryty mundurem, a szafka i szufladka od biurka się nie domykają?


Kompletnie pijany Zdzisław marszczy brwi, jakby chciał sobie przypomnieć lub rozważyć, co doprowadziło do takiego stanu rzeczy.


WALDEBERT WERFELBERG (mocniejszym tonem, zniecierpliwiony milczeniem Łowcy Onych):

Pytam ponownie: co tu się wydarzyło, towarzyszu podporuczniku?


ZDZISŁAW BAUMFELD (roztargnionym, pijackim głosem):

Ja… Nie pamiętam… Chyba nie pamiętam… Nie wiem, w sumie…


WALDEBERT WERFELBERG (drwiąco, pogardliwie):

A pamiętacie chociaż, jak się nazywacie, towarzyszu?


ZDZISŁAW BAUMFELD (wysilając swoje zamroczone alkoholem szare komórki):

No… Trochę… W sumie… Nie za bardzo…


WALDEBERT WERFELBERG:

Nie za bardzo?


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Tak… Nie… Zresztą, nie wiem…


WESPAZJAN CIPKA (wybawiając Zdzisława z opresji):

Ja pamiętam, jak on się nazywa! Zdzisław “Prawie Jak Porucznik” Baumfeld!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

No właśnie… Zdzisław Jak Porucznik… Albo coś-coś…


Łowca Onych otrzepuje się jak pies, a potem przemawia wyraźniej, logiczniej i z większą pewnością siebie.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do dyrektora):

Teraz nie pamiętam. Ale jak wy… jak wy-tego… no… to sobie przypomnę. Jak wytrzeźwieję, to sobie… tego… no…


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (z pogardą):

Oszołom. (Do Waldeberta) Towarzyszu pułkowniku, chyba będziemy musieli zgłosić tę aferę do Wojewódzkiego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego. Ta sprawa jest zbyt poważna, żeby pozostawić ją na szczeblu naszego zadupia. (Wzdycha, spoglądając na portret przywódcy ZSRR) O, Stalinie przenajczerwieńszy, ale będzie skandal!


WESPAZJAN CIPKA (uściśla):

Skandal stulecia, cha, cha, cha!


Mroczysława spogląda ze zdumieniem na Wespazjana Cipkę.


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK:

Jak ten więzień śmie do mnie mówić takim tonem?! Do karceru z nim!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (despotycznie, do Fulgencjusza i Gorgoniusza):

Bracia Skwarowscy! Wyprowadzić więźnia Cipkę do karceru!


Fulgencjusz i Gorgoniusz chwytają Wespazjana za ramiona, po czym wykonują rozkaz Świętożyźni.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (do Archibalda Moździerza, wskazując głową na Franciszkę Ksawerę):

Obywatelu Moździerz, tę popielniczkę też wypadałoby zabrać!


FRANCISZKA KSAWERA (szeptem, poprawia):

Cukierniczkę…


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Wszystko jedno.


ZDZISŁAW BAUMFELD (gwałtownie trzeźwiejąc):

Nieeeeee! Nie pozwólcie Moździerzowi iść samemu z więźniarką! To będzie katastrofa! Nieeeeeeeeeee!!!


Archibald Moździerz, nie zwracając uwagi na Baumfelda, chwyta Wąchocką za ramiona i wyprowadza ją z piwnicy.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (z wrednym uśmieszkiem):

Już za późno, towarzyszu Zdzisławie!


ZDZISŁAW BAUMFELD (padając z powrotem na krzesło):

Makabra!


MROCZYSŁAWA KALINOWSKA-WÓJCIK (trochę do widzów, a trochę do bohaterów):

I, właściwie, powinniśmy na tym zakończyć.


WALDEBERT WERFELBERG (do publiczności):

Do widzenia!



K-U-R-T-Y-N-A

17-18 czerwca 2010 r.