wtorek, 30 marca 2010

Teledyski, małe dzieła sztuki

Wstęp


W moim artykule pt. “Przyzwoity film, nieprzyzwoity reżyser”, będącym połączeniem felietonu z recenzją “Pianisty” Romana Polańskiego, napisałam, iż rzadko oglądam filmy, ponieważ wolę krótkie video clipy i teledyski. Nie będę ukrywać, że część czytelników była bardzo zniesmaczona i zażenowana moim wyznaniem, jak gdybym przyznała się do czegoś wstydliwego i niechlubnego. Doprawdy, nie rozumiem tej reakcji. Przecież krótkie filmiki także mogą być świetnie zrealizowane, głębokie, pouczające i skłaniające do refleksji!

Aby potwierdzić tę tezę, opiszę kilka muzycznych video clipów, które wydają mi się prawdziwymi “perełkami” i małymi dziełami sztuki - nawet, jeśli jest to tylko sztuka użytkowa. Czas na analizę i interpretację paru wybranych teledysków: “Everybody’s Fool” (Evanescence), “Going Under” (Evanescence), “Frozen” (Within Temptation) i “The Howling” (Within Temptation). Oprócz miniprodukcji ilustrujących piosenki z gatunku rocka bądź metalu gotyckiego opiszę również inne filmiki: “All about us” t.A.T.u. (ukazujący tematy tabu, takie jak prostytucja, gwałt czy zabójstwo w obronie własnej), “Biełyj Płaszczik” t.A.T.u. (demaskujący okrucieństwo i niesprawiedliwość totalitaryzmu) oraz “Amerika“ Rammstein (będący manifestem antyglobalistycznym i ostrzegający przed amerykańską dominacją w kulturze). Życzę przyjemnego czytania!


Evanescence - “Everybody’s Fool” - 2003 r.
O rozbieżności między “faktami autentycznymi” a “faktami medialnymi”
http://www.youtube.com/watch?v=u55fpsbzAfk



Teledysk, który wprawdzie nie zachwyca mnie pod względem formy, ale wydaje mi się ciekawą ilustracją współczesnego, zakłamanego i nastawionego na konsumpcję świata. Tytuł “Everybody’s Fool”, ze względu na swoją specyficzną formę gramatyczną, jest możliwy do przetłumaczenia na kilka sposobów. Jeżeli apostrof i literka “s” stanowią skrót od “is”, to sformułowanie “Everybody’s Fool” oznacza “Każdy Jest Głupcem” lub “Każdy Jest Głupi”. Jeśli zaś apostrof i “s” wskazują na dopełniacz, to tytuł dzieła należy rozumieć jako “Głupiec Wszystkich” lub “Głupcy Wszystkich”.

Bohaterka teledysku, grana przez wokalistkę Amy Lee, pracuje jako aktorka, a więc stanowi symbol osoby, która na co dzień udaje kogoś, kim nie jest. Kobieta występuje w reklamach koncernu “Lies“ (“Kłamstwa“), ukazujących świat jako barwne, pozbawione wad miejsce, a sama jawi się widzom jako uosobienie wszechobecnego szczęścia i pomyślności. Na planie filmowym bohaterce-aktorce zawsze towarzyszy uśmiech, jednak gdy kamery zostają wyłączone, kobieta pokazuje swoje prawdziwe, smutne i poważne oblicze. Jej życie osobiste jest przeciwieństwem tego, które prezentuje odbiorcom reklam - bohaterka często płacze, cierpi psychicznie, zmaga się z jakimiś problemami, które całkowicie odbierają jej radość życia i pogodną minę. We fragmentach, ukazujących prywatną egzystencję postaci, widzimy aktorkę jako osobę pozbawioną entuzjazmu, samotną, wiecznie zmartwioną, rozżaloną i zirytowaną, która otwarcie pogardza swoimi zafałszowanymi wizerunkami (pomazanie zdjęcia w gazecie) oraz reklamowanymi przez siebie produktami. Jednakże kiedy kobieta wraca do pracy, znowu jest zmuszona udawać osobę szczęśliwą - robi zalotne miny podczas sesji zdjęciowej, uśmiecha się i tryska energią na planie filmowym.

W jednej ze scen widzimy, jak aktorka jedzie windą. Jest ciemno, a kobieta - bardzo przygnębiona, zaniedbana, ubrana w skromną bluzę z kapturem - stoi tyłem do jakichś rozchichotanych, wymalowanych blondynek, które wyglądają, jakby wybierały się na dyskotekę lub z niej wracały. W pewnym momencie “paniusie” zaczynają dokuczać naszej bohaterce, otwarcie i głośno się z niej śmieją, a ona nie ma siły, by się przed nimi bronić. Postać grana przez Amy Lee nie tylko cierpi z powodu apatii i złego samopoczucia, ale również przejawia skłonności autoagresywne - brutalnie obcina sobie włosy, a nawet próbuje się utopić w wypełnionej po brzegi wannie.

Pewnego razu aktorka, przeglądając się w lustrze i próbując się zmusić do uśmiechu, niespodziewanie wpada w gniew i rozbija pięścią zwierciadło. Naturalnie, kończy się to krwotokiem z dłoni. Kobieta jest przerażona tym, co się stało, toteż przykłada sobie do rany to, co akurat ma pod ręką - papier toaletowy. W ostatniej scenie widzimy, jak nasza bohaterka stoi nocą na balkonie i przygląda się wielkiemu billboardowi, który góruje nad miastem i znajduje się vis-a-vis niej. Z tego billboardu krzyczy do niej nie tylko ogromny napis “Lies” (“Kłamstwa”), ale również… jej własna twarz, będąca symbolem tego znanego z zafałszowywania rzeczywistości koncernu.

Teledysk “Everybody’s Fool” pokazuje, jak wielka jest różnica między wyidealizowanym światem z reklam a prawdziwym, pełnym zmartwień życiem. Osobą, egzystującą na granicy tych dwóch światów, jest główna bohaterka video clipu (w tej roli Amy Lee). Niestety, kobieta nie jest zadowolona z uczestnictwa w procesie zafałszowywania rzeczywistości, źle się czuje jako symbol materializmu i komercji, gardzi sobą, ponieważ wiedzie podwójną egzystencję i oszukuje niczego nieświadomych ludzi. Warto jednak zauważyć, że problem, zasygnalizowany w teledysku amerykańskiego zespołu Evanescence, to tylko wierzchołek góry lodowej. Bo tak się składa, że zakłamane mogą być nie tylko reklamy, ale również media i polityczne materiały propagandowe.


Evanescence - “Going Under” - 2003 r.
W świecie bólu i urojeń
http://www.youtube.com/watch?v=UZjf9C6atT4



W teledysku, nakręconym do piosenki “Going Under” (“Idę Na Dno”) zespołu Evanescence, wykorzystano zabieg artystyczny zwany deformatyzmem. Deformatyzm polega na subiektywnym i jednostronnym przedstawianiu rzeczywistości, w taki sposób, aby udowodnić, że wszyscy ludzie na Ziemi (co do jednego!) są źli, złośliwi, niebezpieczni i niegodni zaufania, a otaczający nas świat to po prostu piekło. W odróżnieniu od “Everybody’s Fool”, postać kreowana przez Amy Lee nie jest tutaj aktorką, tylko wokalistką gotyckiego zespołu, tak jak w rzeczywistości.

W pierwszej scenie widzimy, jak nasza bohaterka-wokalistka siedzi w charakteryzatorni, a kilka upiornie wyglądających kosmetyczek robi jej makijaż. Kobiety mają zdeformowane, wykrzywione w demonicznym uśmiechu twarze, szczypią i drapią swoją klientkę, jak gdyby robienie wizażu było dla nich tylko pretekstem do zadawania bólu nieszczęsnej Amy. Bohaterka nie ukrywa irytacji, próbuje się wyszarpać potwornym charakteryzatorkom, lecz jest wobec nich zupełnie bezradna. Wokalistka, pomimo negatywnych emocji, próbuje zachować nad sobą kontrolę, a jej głęboko ukrywane uczucia symbolizuje postać bladej topielicy w białej sukience, która tonie, otwarcie pokazując widzom swoje cierpienie. Pytanie: czy te kosmetyczki, które pastwią się nad bohaterką, naprawdę są takie demoniczne? Może artystce po prostu się wydaje, że otoczenie pragnie ją skrzywdzić? Jaki interes mogłyby mieć wizażystki w krzywdzeniu swojej klientki? Czy kapryśna gwiazda nie interpretuje przypadkowych szarpnięć jako umyślnych dokuczliwości?

W dalszej części teledysku Amy idzie już na scenę. Po wizycie w “upiornej” charakteryzatorni kobieta sama wygląda upiornie - ma mroczny, czarno-czerwony, gotycki makijaż i takież ubrania. Nagle pojawia się inna scena, która może być tylko wyobrażeniem lub wspomnieniem głównej postaci. Widzimy tam konferencję prasową, w której bierze udział jeden z członków grupy Evanescence. Mężczyzna jest otoczony przez zgraję hałaśliwych, nachalnych dziennikarzy, którzy posiadają upiorne, zdeformowane twarze, a którzy otwarcie śmieją się z muzyka, wytykają go palcami i podtykają mu mikrofony pod nos.

Przedstawiciele świata mediów wyraźnie naruszają prywatność artysty, atakują go hurmem jak barbarzyńskie wojska, osaczają jak głodne wilki, ogłupiają krzykiem i chichotem. On zaś wygląda, jakby właśnie się przebudził i był kompletnie zdezorientowany, zaspany, skołowany, nieświadomy tego, gdzie się znajduje i czego się od niego wymaga. Jednak… czy dziennikarze naprawdę naśmiewają się z celebryty, czy też gwiazdorowi tylko się wydaje, iż wszyscy są do niego negatywnie nastawieni oraz pragną go publicznie upokorzyć? Może muzyk jest po prostu przewrażliwiony na punkcie własnej osoby, a wszelkie pytania i słowa krytyki uważa za ataki, złośliwości, próby poniżenia? Na te pytania nie otrzymujemy odpowiedzi.

W końcu Amy Lee dociera na scenę i staje przy mikrofonie. Niestety, postacie, które przybyły na koncert, są równie podejrzane jak tamci straszni dziennikarze - wprawdzie skandują imię wokalistki i zachęcają ją do śpiewu, ale wyglądają jak upiory. Artystka jest wyraźnie zaniepokojona, widok straszliwej widowni odbiera jej całą pewność siebie. Kobieta rozgląda się dookoła, jakby chciała znaleźć jakąś drogę ucieczki, długo waha się przed rozpoczęciem występu. Pytanie: czy to wszystko dzieje się naprawdę, czy też cały fragment jest tylko metaforą tremy scenicznej, nieufności, nieśmiałości, podejrzliwości, lęku przed wyśmianiem i publiczną kompromitacją? Decyzja należy do nas.

Ostatecznie bohaterka przezwycięża strach i zaczyna koncertować. Publiczność, pomimo swojego horrendalnego wyglądu, jest zachwycona, a sama Amy na chwilę zapomina o grozie otaczającego ją świata. Obie strony - zarówno idolka, jak i jej fani - dobrze się bawią. Nagle część świateł gaśnie, a uniesione ręce słuchaczy (z punktu widzenia wokalistki) wyglądają jak kołysząca się woda. Bohaterka ulega chwilowemu złudzeniu, zeskakuje ze sceny, a wpadając w ręce tłumu, czuje się, jakby trafiła do głębokiej wody. Teraz artystka wyobraża sobie, że jest właśnie tą nieszczęsną, bladą topielicą w białej sukience, która pojawiła się kilkakrotnie na początku video clipu.

Wreszcie publiczność zanosi Amy z powrotem na scenę. Wydostając się z tłumu, kobieta ulega złudzeniu, że wynurza się z wody i odzyskuje oddech po długim duszeniu się w niesprzyjającym środowisku. Jest to wyraźna sugestia, że bohaterka źle się czuje wśród ludzi, ponieważ otoczenie ją uciska, krępuje, onieśmiela. Postać z filmiku “Going Under” nie ma zaufania do ludzi, upiera się przy przekonaniu, że każdy może ją skrzywdzić, toteż woli być ostrożna i trzymać się z daleka od innych. Jej cechą charakterystyczną jest indywidualizm, aspołeczność, niechęć lub nieumiejętność przebywania w grupie (zwłaszcza dużej).

Koncert dobiega końca. O dziwo, słuchacze, którzy do tej pory wyglądali jak upiory, niespodziewanie zamieniają się w normalnych ludzi. Czy to oznacza, że bohaterka przekonała się do nich, przestała ich uważać za wrogów? Możliwe. Przed zejściem ze sceny, kobieta uważnie przygląda się jednemu z członków zespołu, który także wygląda zwyczajnie. Jednak… w pewnym momencie twarz mężczyzny zamienia się w groźne oblicze upiora. Jak nietrudno odgadnąć, przestraszona i zawstydzona artystka natychmiast stamtąd ucieka. Po raz kolejny przekonuje się bowiem, że nikomu nie można ufać, że każdy nosi w sobie pierwiastek zła, na który trzeba uważać.

Teledysk “Going Under” Evanescence nie posiada żadnego morału, jednak - moim zdaniem - jest dosyć głęboki pod względem psychologicznym i wieloznaczny. Zastosowany w nim deformatyzm ma na celu pokazanie świata z punktu widzenia podejrzliwej, nieufnej, nieśmiałej kobiety, która postrzega każdego człowieka jako potencjalne zagrożenie dla własnej osoby, Kto wie, może video clip amerykańskiego zespołu jest artystycznym studium fobii społecznej? Warto jednak pamiętać, iż sam tekst piosenki “Going Under” mówi o samobójstwie z miłości: “Teraz ci powiem, co dla ciebie zrobiłam. Pięćdziesiąt tysięcy łez wypłakałam, krzycząc, kłamiąc i krwawiąc dla ciebie. A ty wciąż mnie nie słuchasz. Nie chcę twojej dłoni, tym razem sama się uratuję. Może ten jeden raz się obudzę? Nieudręczona, wiecznie pokonana przez ciebie. Gdy tylko pomyślałam, że mogłabym dosięgnąć dna… znowu umieram”.


Within Temptation - “Frozen” - 2007 r.
O tym, że bogaci wcale nie muszą być szczęśliwi
http://www.youtube.com/watch?v=JizBVv-J5_0



Akcja teledysku “Frozen” (“Zamarznięta”) holenderskiego zespołu Within Temptation rozgrywa się w dawnych czasach, najprawdopodobniej w dziewiętnastym wieku albo na początku dwudziestego. W pierwszej scenie widzimy przygnębioną, zapłakaną kobietę, która siedzi w obskurnej, więziennej celi i pisze list do niejakiej Anny, rozjaśniając sobie ciemność jedną, krótką świecą. Ten smutny obrazek sprawia, że odbiorca zastanawia się: “Co ta wrażliwa, spokojna, uczuciowa kobieta robi w więzieniu? Za jakie przestępstwo została ukarana? Kto ośmielił się ją zamknąć w tym ponurym miejscu?”. Odpowiedzi na te pytania poznajemy w dalszej części video clipu.

Mniej-więcej w pięćdziesiątej sekundzie filmiku pojawia się retrospekcja, ukazująca przeszłość naszej bohaterki oraz dramatyczne wydarzenia, które na zawsze zmieniły jej życie. Widzimy wnętrze pięknego, bogato wyposażonego salonu, w którym kobieta i jej córeczka (Anna?) czekają przy stole na kolację. Bohaterka ma na sobie wspaniałą, elegancką suknię z bufiastymi rękawami oraz dużo staroświeckiej biżuterii z perłami, co sugeruje, że jest ona arystokratką. Obie osoby są zadowolone i uśmiechnięte, ale ich sielankę przerywa wejście pana domu, który jest człowiekiem złym, okrutnym i despotycznym. Matka i dzieci wyraźnie boją się ojca, gdyż zachowuje się on w sposób agresywny, jakby był wiecznie rozdrażniony i gotowy do zaatakowania drugiego człowieka.

Podczas rodzinnego obiadu dochodzi do kłótni między główną bohaterką a jej mężem. Niespodziewanie mężczyzna wstaje z krzesła, łapie przerażoną kobietę i brutalnie wyprowadza ją z pomieszczenia. W ciemnym korytarzu pan domu szarpie swoją małżonkę, popycha ją, przewraca i bije, ona zaś krzyczy, jednak nie jest w stanie się obronić. To samo dzieje się w mrocznym pokoju, do którego “czarny charakter” siłą wprowadza swoją ofiarę. Oprawca szydzi z leżącej osoby oraz sprawia wrażenie, jakby jeszcze nie odechciało mu się przemocy.

Nagle do ciemnego pokoju wchodzi dziecko naszej bohaterki. Kobieta jest przerażona, bo wie, że jej latorośl naraża się na niebezpieczeństwo. Rzeczywiście, ojciec zostawia roztrzęsioną matkę i rzuca się w pogoń za dziewczynką, która ucieka do swojego pokoju. Główna bohaterka płacze i załamuje ręce, gdyż zdaje sobie sprawę z faktu, iż jej mąż-sadysta może zrobić coś okropnego. Później widzimy, jak zły ojciec wchodzi (a właściwie: wpada nieproszony) do pokoju śpiącej córeczki, a ta budzi się i natychmiast pojmuje grozę sytuacji. Główna bohaterka, obdarzona macierzyńską intuicją, próbuje dostać się do dziecinnego pokoju, ale okazuje się, iż drzwi są zamknięte na klucz. Kobieta płacze, krzyczy i dobija się do drzwi, a jej córeczka chowa się ze strachu pod kołdrą. Nie wiadomo, jak kończy się ta sytuacja. Wiemy tylko tyle, że nazajutrz dziewczynka znęca się nad swoją lalką - wyrywa jej włosy i uderza nią o podłogę, co raczej nie jest normalną zabawą.

W kolejnej scenie jest już dzień. Główna bohaterka, wyglądająca na zmęczoną, zdesperowaną i ranną, wsypuje do filiżanki z kawą jakiś tajemniczy proszek, a następnie podaje truciznę swojemu mężowi. Mężczyzna wypija płyn i od razu robi mu się niedobrze - “czarny charakter” wypuszcza z rąk gazetę, chwyta się dłonią za krtań, a potem zapewne umiera. Później widzimy kolejny numer czytanego przez niego pisma. Na pierwszej stronie widnieje zdjęcie głównej bohaterki oraz zalążek artykułu pt. “Murder of husband. Woman arrested” (“Mężobójstwo. Kobieta aresztowana”). Oznacza to, że media zrobiły tanią sensację z tragedii naszej bohaterki, nawet nie próbując dotrzeć do sedna sprawy. No cóż, na informacjach o zbrodniach można dużo zarobić, chociaż jest to wyjątkowo poważny i delikatny temat.

Retrospekcja dobiega końca. W ostatnim fragmencie teledysku widzimy, jak przebywająca w więzieniu kobieta kończy pisać list, a potem czule go przytula i oddaje strażnikowi do wysłania. Natomiast wokalistka zespołu Within Temptation, Sharon den Adel, przytula lalkę, którą w jednej ze scen zniszczyła córka zabójczyni. Artystka wygląda na zadumaną, jakby rozważała opowiedzianą w video clipie historię. Bo teledysk rzeczywiście daje do myślenia, sygnalizuje problem patologii społecznych, a także pokazuje, że ofiara może czasem stać się katem i vice versa. Poza tym, filmik udowadnia, iż ludzie bogaci i wpływowi wcale nie muszą być szczęśliwi. Niby nic nowego, ale takie banały warto czasem powtarzać dla edukacji społeczeństwa.

Warto też zastanowić się, czy do nieszczęścia przedstawionego w teledysku naprawdę musiało dojść, czy nie można mu było w żaden sposób zapobiec? Co, oprócz morderstwa, mogła uczynić główna bohaterka, aby uratować siebie i swoje dziecko przed mężem-sadystą? Jak w realnym świecie należy rozwiązywać podobne problemy? Czy można usprawiedliwić zabójstwo? Na czym polega obrona konieczna i gdzie są jej granice? Co to jest “mniejsze zło”? Jaka kara byłaby najbardziej sprawiedliwa dla takiej kobiety jak arystokratka z video clipu Within Temptation? Może nie ma tu mowy o żadnej winie? Tego typu pytania moglibyśmy mnożyć w nieskończoność. A przecież dyskutujemy o jednym, czterominutowym, gotyckim teledysku!


Within Temptation, “The Howling” - 2007 r.
Apokalipsa spełniona, czyli wizja “jak z Baczyńskiego”
http://www.youtube.com/watch?v=0bqRn0rLq1c



Piosenka “The Howling” - “Wycie” grupy Within Temptation doczekała się aż dwóch teledysków. Pierwszy z nich jest jednocześnie reklamą gry komputerowej “The Chronicles of Spellborn”, do której holenderski zespół nagrał ścieżkę dźwiękową i której fragmenty zaprezentowano w video clipie. Drugi teledysk to “zwykły” filmik, mający na celu pełne oddanie treści piosenki i nastroju muzyki. My zajmiemy się właśnie tym drugim, bardziej artystycznym clipem. Myślę, iż jest on o wiele ciekawszy od komercyjnego zwiastuna gry komputerowej.

Scenariusz tego teledysku wygląda, jakby został żywcem wyjęty z twórczości Krzysztofa Kamila Baczyńskiego, chociaż z pewnością jest to czysty przypadek. Reżyser przedstawił tutaj dwie kontrastujące ze sobą płaszczyzny - sielską i apokaliptyczną (ta druga zapewne jest wizją przyszłości). Pierwszy fragment teledysku przedstawia piękny, jasny, skąpany w słońcu ogród, w którym przebywają dwie osoby: wokalistka Sharon den Adel oraz mała, urocza, jasnowłosa dziewczynka, wcielająca się w rolę jej córeczki. Obie postacie mają na sobie lekkie, białe sukienki, wąchają białe kwiaty, wsłuchują się w radosny śpiew ptaków, patrzą na siebie z ogromną miłością i czułością oraz często się uśmiechają. Na drugim planie widzimy jakąś wielką, starą, kamienną willę, będącą zapewne domem matki i dziecka. Zaprezentowany w tym fragmencie obraz świata jest niezwykle optymistyczny, wypełniony spokojem i harmonią, toteż wywołuje w odbiorcy uczucie błogości, zadowolenia, bezpieczeństwa.

W pewnym momencie na dłoni Sharon siada ogromny, pomarańczowy motyl, a potem… za sprawą jakiegoś złego zaklęcia zamienia się w czarnego skorupiaka. Całe otoczenie ciemnieje, a utopijny obraz zamienia się w wizję “apokalipsy spełnionej” - jasność i piękno przyrody znikają, pojawia się mrok, ciemne chmury, gęsty, czarny dym, ogień, szczątki zniszczonych, trudnych do zidentyfikowania przedmiotów, ruiny przytulnego niegdyś domu naszych bohaterek. Sharon den Adel nie jest już ubrana na biało - jej letnia sukienka staje się czarna, z twarzy znikają wszelkie pozytywne emocje, a delikatny, prawie niewidoczny makijaż zostaje zastąpiony przez mroczny, wyrazisty, gotycki wizaż. Lalka, którą niegdyś przytulała mała dziewczynka, teraz jest zniszczona i leży na ziemi. Dziecko najpierw podnosi swoją ulubioną zabawkę, a potem niespodziewanie zaczyna ją kopać, jak gdyby zdezelowany przedmiot napawał je obrzydzeniem.

Od tej pory dwie płaszczyzny, przedstawione przez reżysera video clipu, nieustannie się ze sobą przeplatają - raz widzimy wizję sielską, innym razem apokaliptyczną. W jednym z fragmentów, ukazujących świat jasny i utopijny, wokalistka Sharon den Adel spostrzega tajemnicze drzwi. Gdy je otwiera, jej oczom ukazuje się ten drugi, mroczny świat, będący najprawdopodobniej zapowiedzią przyszłości. Co ciekawe, kobieta zdobywa się na odwagę i dosyć pewnym krokiem przechodzi na drugą stronę. Jakiś czas później widzimy, jak artystka tymi samymi drzwiami wraca do świata dobra. Takie balansowanie na granicy dwóch światów może być symbolem niepokoju i złych przeczuć, jakie nawiedzają niektórych ludzi przed zaistnieniem jakiejś tragedii - wojny, rewolucji, zamachu terrorystycznego, katastrofy naturalnej etc. Teledysk wyraźnie pokazuje, iż tego typu nieszczęścia mają ogromny wpływ na społeczeństwo, albowiem niszczą nie tylko dobra materialne, ale również ludzką psychikę, zachowanie, światopogląd, poczucie moralności i optymizm.

Kto wie, może inspiracją dla twórców tego filmiku była druga wojna światowa oraz okres względnego spokoju, który ją poprzedził? Warto zaznaczyć, iż “The Howling” nie jest jedynym teledyskiem zespołu Within Temptation, w którym pojawiają się liczne kontrasty. Tego typu zabiegi można zauważyć także w video clipie nakręconym do utworu “Mother Earth” (“Matka Ziemia“). W owym filmiku występują bowiem dwie skrajnie różne wizje natury - ta piękna, życiodajna i zachwycająca oraz ta niebezpieczna, niszczycielska, niemożliwa do okiełznania przez człowieka. Sharon den Adel prezentuje się tam w dwóch długich sukniach: białej (kiedy reżyser pokazuje nam pogodne krajobrazy) oraz czerwonej (kiedy pojawia się obraz nocnej burzy). Sama piosenka “Mother Earth” - pod względem kompozycyjnym - opiera się na tym samym schemacie co “The Howling” i ma podobny rytm.


t.A.T.u. - “All About Us” - 2005 r.
Chciał ją zgwałcić, więc go zabiła
http://www.youtube.com/watch?v=6yP4Nm86yk0



Istnieją dwie wersje teledysku “All About Us”, czyli “Wszystko o nas” duetu t.A.T.u. - ocenzurowana, bezkrwawa oraz nieocenzurowana, zawierająca drastyczną scenę zabójstwa w obronie koniecznej. Ponieważ o wiele ciekawsza jest ta pełna, pozbawiona zbędnych cięć wersja, skoncentruję się właśnie na niej.

Lena Katina i Julia Wołkowa, które zasłynęły niegdyś z lesbijskiego wizerunku, a potem przyznały się, że ich homoseksualne zachowania były tylko prowokacją artystyczną, występują tutaj jako dwie przyjaciółki, przeżywające kryzys w przyjaźni i niemogące dojść do porozumienia. Kobiety przyjeżdżają samochodem do jakiegoś lokalu (w tle słychać fragment starego przeboju t.A.T.u. - “All The Things She Said“), jednak po wejściu do środka niemal od razu zaczynają się kłócić. Cała scena jest obserwowana i fotografowana przez dziennikarzy, którzy potem piszą na jej podstawie sensacyjne artykuły - “Are THEY or aren‘t THEY?” (“Są NIMI czy nie są NIMI?”), “Perfect enemies?” (“Doskonali wrogowie?”), “Friend or Foe?” (“Przyjaciel czy wróg?”), “She loves me, he loves me not“ (“Ona mnie kocha, on mnie nie kocha“). Skromnie wyglądająca Lena “zalicza” ostrą wymianę zdań z wulgarnie wymalowaną i skąpo ubraną Julią, a ta ostatecznie obraża się i wychodzi z restauracji. Katina, jako ta “dobra” i “grzeczna“, próbuje jeszcze dogonić Wołkową, ale jej się nie udaje.

Później przekonujemy się, że powodem sporu między przyjaciółkami może być styl życia Julii - kobieta wychodzi nocą na ulicę, aby uprawiać najstarszy zawód świata. Potem jedzie z nieznajomym mężczyzną do jego domu, a po dotarciu na miejsce dzwoni do Leny i informuje ją o miejscu swojego pobytu. Julia i nieznajomy mężczyzna zaczynają się pieścić, jednak kobieta niespodziewanie zmienia zdanie, wyrywa się z jego ramion, a nawet pokazuje mu środkowy palec. Klient wpada w szał i zaczyna bić prostytutkę, natomiast Lena, która słyszy wszystko przez telefon, wciska gaz do dechy i jedzie ratować swoją przyjaciółkę.

Jednakże zaradna kurtyzana radzi sobie sama - chwyta pistolet, ładuje go i bez wahania strzela do napastnika. Krew pryska prosto na kamerę, a kobieta rzuca broń, kopie niedoszłego gwałciciela i wychodzi z budynku. Na zewnątrz czeka już na nią Lena. Kobiety uśmiechają się do siebie, godzą bez słowa “przepraszam” i zachowują jakby nigdy nic. Niemniej jednak, spojrzenie Katiny wydaje się mówić do Wołkowej: “Ach, ty córo marnotrawna!”.


t.A.T.u. - “Biełyj Płaszczik” (“Beliy Plashik”) - 2007 r.
Totalitarny system zabija ciężarną lesbijkę
http://www.youtube.com/watch?v=n3vEIEa_AYo
http://www.youtube.com/watch?v=lzY9UF4XAz4



O ile w teledysku “All About Us” Julia Wołkowa grała kobietę bezlitosną, wulgarną i amoralną, a Lena Katina - skromną i cnotliwą, o tyle w video clipie nakręconym do piosenki “Biełyj Płaszczik”/”Beliy Plashik” (“Biały Płaszczyk”) jest odwrotnie. Julia wciela się tutaj w rolę niewinnej ofiary jakiegoś totalitarnego państwa, która zostaje skazana na śmierć za homoseksualizm (co ciekawe, kobieta jest w zaawansowanej ciąży. Dlaczego? Może po aresztowaniu ktoś ją zgwałcił?). Lena gra zaś bezwzględną panią generał, która prowadzi dosyć swobodny tryb życia, a która - jako przedstawicielka niesprawiedliwych władz - nie waha się zabić niewinnej osoby razem z jej nienarodzonym dzieckiem.

W filmiku “Biełyj Płaszczik” widzimy ostatnie minuty życia skazanej lesbijki - kobieta myje zęby, opluwa własne lustrzane oblicze, bierze prysznic, odmawia w celi zjedzenia ostatniego śniadania, a nawet… pije alkohol, chociaż panie w ciąży zdecydowanie nie powinny tego robić. Potem zostaje zakuta w kajdanki i zaprowadzona do sali egzekucji. Jeśli chodzi o kobietę-generała, bardzo łatwo przechodzi ona z jednej roli społecznej do drugiej - po zdjęciu frywolnych fatałaszków zakłada ciemnozielony mundur i rusza na czele wojska do miejsca kaźni. Julia, która do tej pory miała na sobie coś w rodzaju kaftana bezpieczeństwa (tytułowy “Biały Płaszczyk”), zostaje przez strażniczki rozebrana aż do bielizny, a potem przyczepiona do jakiegoś drąga. Lena rozkazuje podwładnym naładować broń i przygotować się do egzekucji. Cel, pal! Rozlega się huk, a ciężarna lesbijka przechodzi do historii! Bezwzględna pani generał przez chwilę przygląda się swojej ofierze, dopóki nie wyrywa jej z zadumy… dzwonek telefonu. Czyżby telefonował jakiś spóźnialski, któremu zależało na ułaskawieniu Julii?

Wbrew obiegowej opinii, teledysk pt. “Belyi Plashik” t.A.T.u. nie ma nic wspólnego z drugą wojną światową. Świadczy o tym chociażby pierwszy kadr, który wyraźnie informuje, iż akcja opowieści rozgrywa się w XXI wieku (“Gdie-to… b 21 wiekie“). Jak wynika z wirtualnej encyklopedii Wikipedia.org, twórcy video clipu, kręcąc “Biały Płaszczyk”, nie mieli na myśli żadnego konkretnego państwa ani ustroju politycznego. Warto jednak zauważyć, iż w filmiku występuje duet z Rosji, czyli z dawnego Związku Radzieckiego. Również piosenka o białym płaszczyku jest rosyjskojęzyczna, a na ekranie od czasu do czasu pojawiają się objaśnienia napisane cyrylicą.

Co ciekawe, w polskich (tak, tak! Polskich!) stacjach muzycznych “Belyi Plashik” przez jakiś czas był zakazany, a decyzję o niewyświetlaniu tego video clipu uzasadniano… jego “nadmierną” brutalnością i kontrowersyjnością. Na szczęście, później go “zrehabilitowano” i dopuszczono do emisji. Inna ciekawostka: istnieje także anglojęzyczna wersja “Białego Płaszczyka” zatytułowana “White Robe”. Wygląda ona dokładnie tak jak rosyjska, tyle że zawiera mniej efektów dźwiękowych (np. nie słychać tupotu maszerującego wojska ani dźwięku odsuwanej przez Julię tacy z jedzeniem). Poza tym, wokalistki zdecydowanie gorzej radzą sobie ze śpiewaniem - angielski akcent nie jest ich mocną stroną.


Rammstein - “Amerika” - 2004 r.
W obronie tradycji i kultur narodowych
http://www.youtube.com/watch?v=4w9EksAo5hY



“Amerika” industrial metalowego zespołu Rammstein to teledysk równie kontrowersyjny i zaangażowany jak piosenka, którą ma on obrazować. Niemcy w dosyć ironiczny i pogardliwy sposób krytykują tutaj zjawisko globalizacji, a właściwie: postępującej amerykanizacji kultury. Sami muzycy są przebrani za amerykańskich astronautów, którzy - zdobywszy Księżyc - wykonują swoją piosenkę, grają w gry hazardowe, pozują do zdjęć, a także zmagają się z flagą Stanów Zjednoczonych, która nie chce powiewać tak jak powinna. Oprócz tego satyrycznego wątku, w teledysku pojawiają się obrazy różnych zakątków świata oraz mieszkających tam przedstawicieli wszelkich ras i narodów.

Twórcy video clipu zwracają uwagę na fakt, iż cały świat jest obecnie “zalewany” amerykańskimi produktami i symbolami, które stanowią konkurencję, a nawet zagrożenie dla lokalnych dóbr kultury. Mamy więc czarnoskórych mieszkańców afrykańskiej wioski, którym przyniesiono telewizor i którzy śledzą relację z amerykańskiej wyprawy na Księżyc. Oglądając astronautów, Afrykańczycy przegryzają pizzę, na pudełku której widnieje flaga Stanów Zjednoczonych (sama pizza to wynalazek Włochów, jednak w tym teledysku występuje towar “made in USA”). Mamy Chińczyków i Eskimosów, którzy tysiące kilometrów dalej oglądają ten sam program co Murzyni. Mamy ubranych w tradycyjne, pomarańczowe tuniki buddystów, którzy wracają ze świątyni, objadając się hamburgerami i popijając colę. Mamy Araba, który pali amerykańskie papierosy, mamy Świętego Mikołaja, który spotyka się z afrykańskimi dziećmi i śpiewa im o Coca-Coli oraz wiele, wiele innych scenek symbolizujących problem globalizacji.

W jednej ze scen pojawiają się Indianie, a więc rdzenni mieszkańcy kontynentu amerykańskiego. To nie oni odpowiadają za ekspansję amerykańskiej kultury, będącej właściwie ekspansją jednego państwa - USA. W Ameryce żyje obecnie garstka Indian, wielu z nich zostało wymordowanych przez białych osadników jeszcze przed powstaniem niepodległych Stanów Zjednoczonych. A przecież to właśnie oni, Indianie, zasługują na miano stuprocentowych Amerykan… Fragment z rdzennymi mieszkańcami Nowego Świata pokazuje, iż Europejczycy z zespołu Rammstein nie mają nic przeciwko Amerykanom jako ludziom. Nie podoba im się po prostu polityka Stanów Zjednoczonych oraz historia tego kraju - niegdyś biali osadnicy zabijali tubylców, teraz zalewają oni świat produktami “made in USA”.

Niemcy wyraźnie potępiają te fakty, a ponieważ chcą przekonać odbiorców do swoich poglądów, podają im wiele przykładów z całego świata. Wokalista industrial metalowego zespołu, Till Lindemann, śpiewa strasznym głosem: “My wszyscy żyjemy w Ameryce” (“We’re all living in America”), co oznacza, że polityka, gospodarka, a przede wszystkim kultura wielu państw staje się coraz bardziej zależna od Stanów Zjednoczonych. Ludzie na całej Ziemi piją Coca-Colę, przegryzają hamburgery w restauracjach McDonald’s, oglądają hollywoodzkie filmy, słuchają amerykańskich piosenek, używają zwrotu “OK“. Doprawdy, “my wszyscy żyjemy w Ameryce”!

Ostatnia scena teledysku zdradza, że amerykańscy astronauci, grani przez członków formacji Rammstein, wcale nie znajdują się na Księżycu, tylko w specjalnie przygotowanym studiu nagraniowym. Jest to aluzja do popularnej teorii spiskowej, według której zdobycie Srebrnego Globu przez kosmonautów z USA było zwykłą mistyfikacją. Czy to prawda? Nie wiadomo. Ale po obejrzeniu teledysku grupy Rammstein warto się zastanowić, czy globalizacja rzeczywiście jest zagrożeniem dla kultur i tradycji narodowych oraz jak można zapobiegać ewentualnej unifikacji świata. Z drugiej strony, nie powinniśmy popadać w skrajności i odwracać się całkowicie od Stanów Zjednoczonych (ani od żadnego innego państwa czy społeczeństwa). Bo video clip grupy Rammstein, chociaż inteligentny i świetnie zrealizowany, jest tylko subiektywną wizją i prezentacją poglądów twórców.


Zakończenie


Jak widać, w takiej krótkiej formie filmowej, jaką jest teledysk, można umieścić bardzo dużo treści oraz ważnych pytań dotyczących człowieka i otaczającego nas świata. Muzyczne video clipy, pomimo swojej pozornej prostoty, mogą posiadać tzw. “drugie dno” albo sygnalizować istotne problemy społeczne, polityczne i kulturalne. Filmik “Everybody’s Fool” zachęca nas do weryfikowania treści reklam, materiałów propagandowych i przekazów medialnych, “Going Under” ukazuje świat z punktu widzenia osoby skrajnie podejrzliwej, nieśmiałej i nieufnej, “Frozen” zmusza do refleksji na temat moralności i relacji kat-ofiara, “The Howling” prezentuje wizję apokalipsy spełnionej rodem z wierszy K. K. Baczyńskiego. W teledysku “All About Us” widzimy, na jakie niebezpieczeństwa narażają się lekkomyślne kobiety. “Biełyj Płaszczik” demaskuje ciemną stronę totalitaryzmu oraz stosowane w nim metody niszczenia określonych grup społecznych, natomiast “Amerika” w satyryczny sposób ostrzega nas przed globalizacją i amerykanizacją kultury. Mam nadzieję, że mój artykuł przekonał Was do krótkich video clipów i uzasadnił moją tezę, według której “teledyski to małe dzieła sztuki”. Niektóre z nich są bowiem naprawdę ciekawe, a w połączeniu z dobrą muzyką tworzą zapierające dech w piersiach cudeńka.

piątek, 26 marca 2010

Mózg Mussoliniego

OD AUTORKI:

Pod koniec listopada 2009 r. media podały sensacyjną (przerażającą?) wiadomość. Otóż mózg i krew włoskiego dyktatora, Benito Mussoliniego, zostały wykradzione z mediolańskiej kliniki oraz wystawione na aukcji internetowej! Jeśli nie wierzycie, że to się wydarzyło naprawdę, odwiedźcie poniższe strony internetowe:

http://fakty.interia.pl/historia/news/krew-i-mozg-mussoliniego-wystawione-na-aukcji,1400065

http://dziennik.pl/swiat/article487212/Kup_krew_i_mozg_Mussoliniego.html

http://www.pardon.pl/artykul/10192/mozg_mussoliniego_do_kupienia_na_ebayu_krew_tez

http://wiadomosci.wp.pl/kat,1356,title,Krew-i-mozg-Mussoliniego-trafily-na-aukcje-internetowa,wid,11706187,wiadomosc.html

http://lajt.onet.pl/wiadomosci/2082315,0,4,0,1,wiadomosc.html



Podała Interia i Onet,
I Dziennik, i Pardon, i inni,
Że thriller się zdarzył we Włoszech,
Lecz ciągle nieznani są winni.

Gdzieś tam, w mediolańskiej klinice,
Mózg Duce od lat był schowany.
A teraz, jak media nam głoszą,
Ten mózg został stamtąd zabrany!

Podobno “gwizdnięto” krew także,
Lecz w to już mi trudniej uwierzyć.
Ach, rację ma wnuczka “ofiary”,
Że sprawców należy namierzyć!

Bo cóż to za dziwna historia,
Że mózg zabierają zmarłemu?!
Czy widział ktoś coś podobnego?!
Mózg wzięli… A świat pyta: “Czemu?”…

Co gorsza, skradzione paskudztwo
Na aukcję do Netu trafiło.
Ja wiem - trudno w horror uwierzyć,
Lecz to się naprawdę zdarzyło!

Dlaczego akurat faszysta -
- Osoba złowroga, niefajna?
Ostrożnie, bo ktoś może stworzyć
Potwora jak z kart “Frankensteina”!

środa, 24 marca 2010

Narodowcy przeciwko narodowcom. Podobieństwa się odpychają

“To takie łatwe zniszczyć i potępić
Tych, których nie rozumiesz.
Zastanawiasz się może czasem,
Czy to jest usprawiedliwione? (…)

Zamykam oczy, gdy idę po cienkiej linii
Między miłością a nienawiścią,
Dla osoby z tą samą krwią w żyłach (…)
Zawiodłam Cię, ale uwierz mi,
Że Ty również mnie zawiodłeś”


Within Temptation, “Destroyed”




“Trochę wspomnień tamtych dni…”


Poglądów nacjonalistycznych, antydemokratycznych i skrajnie konserwatywnych nie wyniosłam ani z domu, ani z podwórka, ani tym bardziej ze szkoły. Do wszystkiego, co dzisiaj wchodzi w skład mojego światopoglądu, doszłam samodzielnie, i to okrężną drogą. Kiedy byłam dzieckiem, wypowiadałam się i zachowywałam jak mała, wywrotowa feministka, nie widziałam nic złego w związkach homoseksualnych oraz popierałam klonowanie ludzi. Później, jako gimnazjalistka, stałam się kimś w rodzaju kosmopolitycznej chrześcijańskiej demokratki (chadeczki), która wprawdzie prowadziła walkę ze zjawiskami aborcji i eutanazji, ale nie uznawała takich pojęć jak Ojczyzna czy Naród. Nie wiem, kim byłabym dzisiaj, gdybym przypadkowo nie zaczęła słuchać Radia Maryja, które przekonało mnie do wartości narodowych i patriotycznych. Na pewno nie byłabym współpracowniczką Polskiej Partii Narodowej…


“Wczoraj jeszcze młoda, jednak płyną lata jak w rzece woda…”


Moje poglądy ukształtowały się w pełni, kiedy miałam 17 lat, a więc w roku 2008 - wtedy właśnie uświadomiłam sobie, jakie jest moje spojrzenie na poszczególne zjawiska polityczne, społeczne, ekonomiczne i międzynarodowe. Stałam się zdecydowaną konserwatystką, patriotką, nacjonalistką, eurosceptyczką, antyfeministką, antydemokratką i tercerystką (zwolenniczką Trzeciej Drogi w gospodarce). Ponieważ bardzo lubiłam RM i “Nasz Dziennik”, media ojca Tadeusza Rydzyka były dla mnie głównymi autorytetami w kwestiach ideologicznych (aczkolwiek nie podzielałam płynącej stamtąd wiary w Boga i aprobaty dla ustroju demokratycznego). Nie przeszkadzało mi to jednak w poszukiwaniu innych podmiotów o poglądach zbliżonych do moich. Za każdym razem, kiedy spotykałam ludzi, będących jednocześnie konserwatystami, obrońcami życia poczętego i przeciwnikami obecności Polski w Unii Europejskiej, cieszyłam się jak dziecko oraz pragnęłam się z nimi zaprzyjaźnić, stowarzyszyć. Szczególnie radowały mnie kontakty z osobami wybitnie radykalnymi, a zwłaszcza z nacjonalistami, którzy mi imponowali.


“Rozwiewa się niebo jak fatamorgana…”


Uważałam, że skoro tych ostatnich - do których wkrótce dołączyłam - jest tak niewielu, to powinni oni trzymać się razem, aby przetrwać konfrontację ze znacznie potężniejszymi i liczniejszymi przeciwnikami. Nawiązywałam znajomości z wieloma narodowcami, najczęściej z sympatykami Narodowego Odrodzenia Polski i Obozu Narodowo-Radykalnego, jednak dziękowałam losowi za istnienie również innych organizacji nacjonalistycznych - Polskiej Partii Narodowej, Młodzieży Wszechpolskiej, Obozu Wielkiej Polski… Ba! Dziękowałam za każdą organizację prawicową, niekoniecznie narodową! Rozmawiałam z przedstawicielami tych ugrupowań, wymieniałam z nimi spostrzeżenia, uwagi i refleksje… Sielanka trwałaby pewnie do dzisiaj, gdybym pewnego dnia - z ogromną rozpaczą i przerażeniem - nie zauważyła, iż ci podobni do siebie ludzie, zamiast budować silną i zwartą opozycję dla demoliberalizmu, drą ze sobą koty, wieszają na sobie psy, podkładają sobie świnię, robią się w konia, obrzucają mięsem, opluwają żółcią itd.


“Ludzie przeciwko ludziom, to wszystko działa jakby na złość…”


Dlaczego tak się dzieje? Dlaczego osoby, których poglądy są ze sobą zbieżne w jakichś 90 procentach, które walczą po tej samej stronie frontu, z tym samym wrogiem i o te same cele, tak bardzo się nienawidzą? Dlaczego ludzie, odwołujący się do identycznych idei, gloryfikujący bądź potępiający te same postacie historyczne, posługujący się jednakową albo bardzo podobną symboliką, nie mogą dojść do porozumienia? Dlaczego, zamiast wspierać swoich sojuszników, kłócą się nawet na polu bitwy? Dlaczego organizacje nacjonalistyczne, pomimo znacznego rozdrobnienia, rozdrabniają się jeszcze bardziej, przez co stanowią łatwiejszy cel dla nieprzyjaciela i po prostu słabną (lub wręcz zanikają)? Czy my, narodowcy, naprawdę musimy tracić czas i energię na spory personalne? Przecież ten czas i tę energię można by wykorzystać na walkę o suwerenną, zdrową Polskę!


“Tacy sami, a ściana między nami…”


Stare przysłowie mówi: “wróg mojego wroga jest moim przyjacielem”. Pomyślmy więc, jak wiele tracimy, opluwając swoich przyjaciół, wyzywając ich od najgorszych i pomawiając o przeróżne niegodziwości! Ech, przypomina mi się cytat z pewnej znanej piosenki: “Tacy sami, a ściana między nami”. To prawda, drodzy nacjonaliści… Jesteśmy do siebie tak podobni, że moglibyśmy stworzyć jedną, potężną i liczącą się formację, lecz - zamiast tego - kroczymy ścieżką, która prowadzi donikąd. Tymczasem sytuacja, w której obecnie znajduje się nasza Ojczyzna, jest tak opłakana, iż wymaga natychmiastowej naprawy. Uwierzcie mi, że nie naprawimy niczego, jeżeli nie weźmiemy się w garść i nie stworzymy silnej opozycji dla demoliberalizmu, lewactwa, Unii Europejskiej i kosmopolityzmu! Nasz nieprzyjaciel jest tak silny i niebezpieczny, że żadne z małych stowarzyszeń, działających samodzielnie i zwaśnionych z innymi, nigdy nie zdoła go powstrzymać. A organizacje nacjonalistyczne są małe, o czym świadczy fakt, że nawet te największe, posiadające status partii politycznych (PPN i NOP) nie mają szans na zdobycie władzy. To smutne, ale prawdziwe. Dlatego błagam: zróbmy coś ze sobą, przestańmy się kłócić i walczmy dalej jako mocna, zgodna formacja! Wówczas nie będziemy tak łatwi do pokonania jak obecnie…


“Damy radę, bo nie damy się skłócić…”


Ktoś kiedyś opowiedział mi przypowieść bądź anegdotę o jakimś afrykańskim królu, który przed śmiercią postanowił przekazać swoją mądrość poddanym. Powiedział on, że ludzie są jak gałązki. Jedną gałązkę można bardzo łatwo złamać, lecz jeśli weźmie się ich wiele, stworzą one grubą, twardą całość i wówczas ich przełamanie stanie się niemożliwe. Tak samo jest z grupami narodowymi. Mała organizacja może zostać bez trudu “złamana”, czyli unieszkodliwiona lub nawet zlikwidowana przez nieżyczliwe czynniki. Jednak z wieloma organizacjami, współpracującymi ze sobą, nie pójdzie wrogom już tak łatwo. Czy teraz rozumiecie, dlaczego porzucenie wzajemnych niesnasek i stworzenie jednolitego frontu jest koniecznością? Moi Drodzy, istnieje w języku polskim takie pojęcie jak solidarność międzyludzka (chociaż ja nie lubię tego terminu, bowiem przywodzi mi on na myśl pewien ruch społeczny, który przyczynił się do stworzenia obecnego - a więc beznadziejnego - systemu politycznego). Oznacza ono zjednoczenie, zgodną współpracę, lojalność i odpowiedzialność, wynikające z posiadania jednakowych przekonań oraz dążenia do wspólnego celu. A właśnie tych cech nam brakuje… Kiedy wreszcie dojrzejemy i przestaniemy się przekomarzać jak dzieci w piaskownicy?!


“Taki jest prawdziwy świat i nie wiem, czy to zmienisz…”


Jak już ustaliliśmy, sytuacja w polskim ruchu narodowym jest nieciekawa i wymaga niezwłocznej naprawy. Ja sama, będąc pozytywnie nastawioną do całego stronnictwa, długo nie zauważałam niesmacznych konfliktów, toczących się między nacjonalistami. Kiedy przyszło mi wybierać między współpracą z Polską Partią Narodową a współpracą z Narodowym Odrodzeniem Polski, bardzo długo się wahałam i do samego końca odczuwałam lęk. Wiedziałam, że jeśli wybiorę PPN, to zwolennicy NOP-u odwrócą się ode mnie, i vice versa. Naturalnie, moje obawy się spełniły (pamiętam dramatyczne e-maile od pewnego NOP-owca, który rozpaczliwie zaklinał mnie, bym zrezygnowała ze współpracy z PPN-em!). Czy powinnam robić sobie nadzieję na zjednoczenie narodowców, czy też taki optymizm nie ma sensu? Oj, chyba to drugie. Bo skoro, zgodnie z przysłowiem, “przeciwieństwa się przyciągają”, to “podobieństwa” powinny się “odpychać”. Gorzka analogia, ot co! A wiecie, co w tym wszystkim jest najbardziej haniebne? To, że czasami łatwiej jest mi znaleźć wspólny język z neoliberałem lub komunistą niż z drugim nacjonalistą…


Natalia Julia Nowak


P.S.
Cytaty zawarte w nagłówkach poszczególnych akapitów pochodzą z piosenek zespołów Łzy, Closterkeller, Fenomen, Lady Pank i WWO.

czwartek, 18 marca 2010

Biblia ubecji, czyli teczka towarzysza Zdzisława

OD AUTORKI:


Niniejsze opowiadanie ma charakter czysto satyryczny, a to oznacza, że - mówiąc słowami rodem z serwisu internetowego YouTube.com - “powstało wyłącznie dla jaj” (aby wyśmiać poglądy komunistów oraz postępowanie niektórych z nich). Fakt, iż zastosowałam w moim tekście język biblijny oraz liczne aluzje literackie do Nowego Testamentu (zarówno na płaszczyźnie formalnej, jak i merytorycznej) bynajmniej NIE ma na celu obrażania niczyich uczuć religijnych. Jeśli kogoś razi mój eksperyment pisarski (prowokacja artystyczna), to z góry przepraszam i proszę o wybaczenie! Sama jestem skrajnie prawicową ateistką, toteż napisanie pseudobiblijnej opowiastki o lewaku NIE wydało mi się niczym strasznym. Liczę na zrozumienie moich dobrych intencji.

A teraz kilka słów o samym opowiadaniu. Nazwisko Zdzisława Baumfelda, funkcjonariusza Urzędu Bezpieczeństwa, posługującego się pseudonimem “Łowca Onych” (definicja Onych w przypisie oraz w “Nonsospedii. Polskiej encyklopedii humoru”) po raz pierwszy pojawiło się w mojej komedii teatralnej pt. “Bardzo Spiskowa Teoria Dziejów”, będącej kontynuacją dramatu “Jeszcze Nowszy Porządek Świata”. Właśnie tam postać, znana dotychczas jako tajemniczy wynalazca John Smith, właściciel wehikułu czasu, zdradza swoją prawdziwą tożsamość i opowiada o swojej komunistycznej przeszłości: “Zacznijmy od tego, młody człowieku, że ja nie nazywam się John Smith, tylko Zdzisław Baumfeld. Towarzysz Zdzisław Baumfeld. (…) Jestem starym UB-ekiem, SB-ekiem i PZPR-owcem, który od wielu dekad błąka się w czasie i przestrzeni jak… jak… jak… jak… jak Polański!”. W epilogu towarzysz Zdzisław odczytuje publicznie fragmenty dokumentów, pochodzących z jego IPN-owskiej teczki (o wraku UFO na polu pana Teodozjusza i o spotkaniu z kułakiem). Każdy z nich jest zawarty także tutaj, w “Biblii ubecji, czyli teczce towarzysza Zdzisława”.

Serdecznie zapraszam do lektury!

Natalia Julia Nowak






Ubecja powołuje Zdzisława


Było to w dwudziestym którymś roku panowania towarzysza Stalina. W owym czasie wyszło rozporządzenie władz ludowych o podziale Urzędu Bezpieczeństwa na osiem departamentów. Natenczas żył we wsi zwanej Świńską Czaszką pewien wynalazca, nazwiskiem Zdzisław Baumfeld, z rodu robotniczego. Zabiegał on o to, żeby się przypodobać ubecji i żeby wstąpić w poczet jej funkcjonariuszy.

Razu pewnego stary chłop ze wsi Świńska Czaszka, Teodozjusz Smalec, znalazł na swoim polu obiekt przedziwny. A obiekt ten był wykuty jakby z wypolerowanej stali i wysadzony jakby drogocennymi kamieniami. Zdumiał się wielce [Teodozjusz] i przywołał do siebie Zdzisława, ten zaś zawezwał ubecję i zaprowadził ją na pole. Dziwili się tedy funkcjonariusze, widząc obiekt przedziwny, który zstąpił z nieba. I rzekli do Zdzisława: “Pójdźcie, towarzyszu, do obiektu i przynieście nam ciała podróżnych!”.

Natenczas Baumfeld wszedł do obiektu, a ujrzawszy zwłoki jedynego pasażera, strwożył się wielce i powrócił na pole. Spytali go UB-ecy: “Z jakiejże republiki pochodzi ten obiekt?”, zaś on im odpowiedział: “Zaprawdę, republika jego nie jest z tego świata!”. Roześmiali się na to [funkcjonariusze] i zaczęli go wyszydzać. A jeden z nich, uczony w pismach Marksa, rzekł Zdzisławowi: “Towarzyszu, ten tylko wejdzie do Urzędu Bezpieczeństwa, kto poświadczy swoją wierność ludowi i władzy ludowej. Ten zaś, kto nie poświadczy, zostanie przeklęty aż do trzeciego pokolenia razem z żoną swoją, i dziećmi swoimi, i całym bydłem swoim”.

Zasmucił się tedy [Baumfeld] i spuścił wzrok, lecz potem rzekł do uczonego w pismach: “Dlaczego wątpicie, [towarzyszu] małej wiary? Czyż nie powiedziano wam, że ten tylko jest roztropnym mężem lub niewiastą, kto zaprzecza pogłoskom jedynie po ich sprawdzeniu?”. Natenczas funkcjonariusz wszedł do obiektu przedziwnego, a zobaczywszy ciało pasażera, zawołał: “Prawdziwie! Ten nie jest z tego świata!”.

Zaraz też nastało wielkie wesele wśród UB-eków, zaś jeden z nich, wskazawszy palcem Zdzisława, rzekł: “Ten jest godzien, żeby zasiadać z nami w Urzędzie!”. I uczyniła go ubecja wysokim funkcjonariuszem, na obraz swój go uczyniła. A Zdzisław żył, przyjął imię Łowca Onych* i dochowywał wierności UB, i widzieli uczeni w pismach, że był dobry.


Uzdrowienie obłąkanego


Gdy funkcjonariusz Łowca Onych siedział na ławce w parku miejskim, zażywając odpoczynku po męczącym dniu w pracy, przyszli do niego trzej UB-ecy i rzekli: „Towarzyszu! Przyprowadziliśmy do was kułaka, który został przyłapany na chowaniu zboża ofiarnego! Zaprawdę, człowiek ten winien być ukarany śmiercią. Albowiem napisane jest: >>Albo wesz zwycięży rewolucję, albo rewolucja zwycięży wesz<<”.

Natenczas Łowca wstał z ławki i, podszedłszy do kułaka, pozdrowił go, mówiąc: „Pokój z wami, towarzyszu!”. Zdziwili się wielce [funkcjonariusze] i szemrali między sobą: „Ten jest UB-ekiem, a nazywa kułaka towarzyszem”. Spojrzał tedy Łowca na funkcjonariuszy, a zobaczywszy szyderstwo w ich oczach, rzekł tymi słowy: „Dajcie mu płaszcz, i pierścień na rękę, i sznur pereł, i kosz ryb, i baranka jednorocznego, a będzie wysławiał komunizm i składał ofiary władzy ludowej”.

Natenczas zrobili tak, jak im przykazał, zaś kułak poszedł w świat i głosił dobrą nowinę, uwielbiając Stalina i składając dziękczynienie ubecji. A wszędzie, gdzie tylko się pojawił, głosił ludowi: „Byłem głodny, a nakarmili mnie. Byłem nagi, a przyodziali mnie”. Mówili tedy ludzie w Świńskiej Czaszce: „Funkcjonariusz UB przywrócił rozum obłąkanemu”. I radowali się wielce uczeni w pismach, widzieli bowiem, że [Łowca Onych] był dobry.


Łowca Onych przemawia do tłumów


Razu pewnego, gdy funkcjonariusz Łowca Onych przemawiał do tłumów, zgromadzonych w budynku Związku Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, podszedł do niego młodzieniec imieniem Flawiusz i zawołał: „Towarzyszu! Oddałem z własnej woli cały swój majątek partii! Co jeszcze mam uczynić, aby [zostać] wzorowym komunistą?”. Łowca zaś spojrzał na niego i odpowiedział tymi słowy: „Zaprawdę powiadam wam, towarzyszu: zdejmijcie sandały swoje, i nakrycie głowy swoje, i wszelką bieliznę swoją, i oddajcie ją biednym”. Natenczas młodzieniec strapił się, spłonął [rumieńcem] i powrócił do siebie, nie był bowiem gotów do poniesienia takiej ofiary.

Ujrzawszy to, funkcjonariusz Łowca Onych zwrócił się do słuchających go tłumów: „Szczęśliwi ubodzy i uciśnieni, albowiem oni będą wywyższeni. Szczęśliwi robotnicy, albowiem do nich należą fabryki i zakłady pracy. Szczęśliwi chłopi, albowiem oni na własność [posiądą] ziemię. Biada zaś burżuazji, albowiem łatwiej wielbłądowi przejść przez ucho igielne, niż bogatemu przetrwać w Polsce Ludowej”.

Natenczas przybiegła do Łowcy trzynastoletnia Ifigenia, córka Cypriana i Leokadii, z rodu inteligenckiego. A znalazłszy się przed [obliczem] funkcjonariusza, padła mu do nóg i zawołała: „Przebaczcie mi, towarzyszu, albowiem ojciec mój służył w Armii Krajowej!”. Widząc to, dwóch milicjantów chwyciło ją za ramiona i chciało ją [wygnać] z budynku, była bowiem zbyt młoda, by należeć do ZSMP.

Zwrócił się tedy Łowca do przedstawicieli MO: „Pozwólcie dzieciom przychodzić do mnie, nie przeszkadzajcie im! Albowiem latorośl nasza jest przyszłością naszą i największym skarbem ustroju naszego”. Oni zaś puścili dziewczynę, po czym jęli przepraszać [Łowcę] za zły postępek swój. A gdy im odpuścił, poszli w świat i wysławiali go, mówiąc: „Funkcjonariusz UB przebaczył nam naszą winę!”. I radowali się wielce uczeni w pismach, widzieli bowiem, że Łowca Onych był dobry.


Przesłuchanie Onego


Przesłuchując jednego z [Onych], towarzysz Zdzisław rzekł: „Zaprawdę powiadam wam: wszelkie pomówienia, oszczerstwa i zniewagi będą obywatelom odpuszczone, lecz zniewagi względem władzy ludowej nie będą odpuszczone ani przez Urząd Bezpieczeństwa, ani przez Polską Zjednoczoną Partię Robotniczą. Wiedzcie bowiem, towarzyszu, że nie na to przybyliśmy, by nieść pokój, lecz na to, by poróżnić pracownika z pracodawcą, wiernego z księdzem, proletariusza z inteligentem. Ja jestem uczniem Marksa: kto uwierzy we mnie, będzie żył szczęśliwie w Raju na ziemi. Kto zaś nie uwierzy, będzie potępiony na wieki, i przyszłe pokolenia będą przeklinać jego imię. Obywatelu, czy wierzycie we mnie?”.

Natenczas przedstawiciel Onych, nazwiskiem Wespazjan Cipka, syn Dagoberta i Hermenegildy z domu Robaczywiec, odpowiedział Zdzisławowi: „Wierzę”. Ten zaś, wątpiąc w jego słowa, [powtórzył] z naciskiem: „Obywatelu, czy wierzycie we mnie?”. Wespazjan zaś rzekł: „Wierzę”.

Usłyszawszy to, Łowca Onych, który znał przyszłość, powiedział Onemu: „Nim Święto Pracy nadejdzie, wy trzy razy się mnie wyprzecie”. Cipka zaś spuścił wzrok i rozważał te słowa w swoim sercu. A ponieważ długo nie zabierał głosu, towarzysz Zdzisław zapytał go po raz trzeci: „Obywatelu, czy wierzycie we mnie?”. Tamten zaś odrzekł: „Towarzyszu, wy wiecie, że w was wierzę!”.

Zaraz też Zdzisław Baumfeld uśmiechnął [się], po czym położył dłoń na ramieniu Wespazjana i powiedział łagodnym głosem: „Pójdźcie, towarzyszu, do siebie i nie [bluźnijcie] więcej. Wasza wiara was ocaliła”. I radowali się wielce uczeni w pismach, widzieli bowiem, że Łowca Onych był dobry.


Zdzisław powołuje dwunastu Tajnych Współpracowników


Towarzysz Baumfeld, widząc, że plaga Onych zalała Polskę Ludową, wyruszył na poszukiwanie Tajnych Współpracowników. Zrazu udał się nad rzekę, a zobaczywszy tam starego człowieka, który łowił ryby na wędkę, zawołał do niego: „Obywatelu, pójdźcie za mną!”. Stary zaś człowiek, którego imię brzmiało Heraklit, rzucił wędkę i zrobił tak, jak [Zdzisław] mu przykazał. Potem funkcjonariusz UB wraz z Heraklitem udali się do wsi zwanej Kurzym Kuprem, a ujrzawszy tam dwóch młodzieńców, którzy [wygrzewali się] na słońcu, towarzysz Zdzisław zawołał: „Obywatele, pójdźcie za mną!”. I oni także podążyli za nim.

O zmierzchu Łowca Onych miał już dwunastu Tajnych Współpracowników. A imiona ich [brzmiały]: Heraklit, Baltazar, Bożydar, Walenty, Faust, Izydor zwany Lucjanem, Atanazy, Heraklit syn Mścigniewa, Ulryk, Cyryl, Ildefons, Maria Lolita. Nazajutrz Łowcę wezwano do domu pewnej niewiasty, nazwiskiem Gryzelda Kunegunda Piszczelska, która przechowywała w swych zbiorach księgi zakazane. A rozpatrzywszy sprawę dokładnie, [Zdzisław] przykazał milicji aresztować ją i zabezpieczyć dom jej.

Widząc to, uczeni w pismach Marksa, których jęła niepokoić sława Łowcy, szemrali między sobą: „On przez Trockiego wypędza sabotażystów!”. Zdzisław zaś, usłyszawszy ich szyderstwa, rzekł tymi słowy: „Zaprawdę powiadam wam, towarzysze: gdybym przez Trockiego wypędzał sabotażystów, nie służyłbym partii i nie zasiadał z wami w Urzędzie”. Natenczas jeden z uczonych [powiedział] Zdzisławowi: „Jeśli nie dacie mi świadectwa waszej wierności, nie uwierzę w nią”. Rzekł do niego Baumfeld: „Szczęśliwi, którzy nie widzieli, a uwierzyli”.

Oni zaś wrócili do siebie i długo gniewali się, nie mieli bowiem o co go oskarżyć.


Łowca Onych w Warszawie


Mijały miesiące, a chwała Zdzisława objawiała się chłopom i robotnikom, i w całej Polsce Ludowej znano jego imię. Razu pewnego funkcjonariusz Łowca Onych, doznawszy objawienia, zebrał swoich dwunastu Tajnych Współpracowników i udał się z nimi do Warszawy. A gdy wjeżdżał rowerem do stolicy PRL, tłumy witały go, wołając: „Niech żyje towarzysz Zdzisław! Szczęśliwy, który [jedzie] z imieniem Stalina na ustach! Niech żyje towarzysz Zdzisław!”. Dziwił się wielce lud warszawski, że tak sławny mąż jedzie do niego na zwykłym rowerze, i rzucał mu czerwone [kwiaty] pod koła, i robił mu zdjęcia na wieczną pamiątkę.

W Warszawie Łowca nauczał i gromadził wokół siebie tłumy, które łaknęły i pragnęły słów jego. A uczeni w pismach Marksa, widząc, że [warszawianie] oddają cześć Baumfeldowi, wydali na niego wyrok śmierci. Czwartego dnia Łowca Onych, który wiedział, że zbliża się [czas] jego, zgromadził dwunastu TW w barze mlecznym, i zapowiedział im przyszłość swoją.

Gdy zaś ostatnia kolacja dobiegła końca, funkcjonariusz Łowca Onych udał się do parku miejskiego, by kontemplować ideologię swoją, zwaną marksizmem-zdzisławizmem. I rzekł do Tajnych Współpracowników: „Towarzysze, nie śpijcie, kontemplujcie razem ze mną!”. Lecz oni zasnęli, gdy tylko się oddalił, była bowiem noc i senność morzyła ich wszystkich.

O świcie [przyszli] po Zdzisława milicjanci i uczeni w pismach, a na ich czele stał towarzysz Ildefons, który go zdradził. Gdy zaś pojmali Baumfelda, zaprowadzili go przed oblicze delegata sowieckiego, Awksientija Rusłanowicza Sołowjowa, i rzekli: „Ten człowiek podburza lud!”. Natenczas delegat spojrzał na Łowcę i spytał sennym głosem: „Obywatelu, czy przybyliście do Warszawy, aby znieść pisma?”, zaś ten mu odpowiedział: „Nie na to przybyłem, by znieść pisma, lecz na to, by je wypełnić”. Spytał go Awksientij: „Czy wy [jesteście] sekretarzem partii?”. Odpowiedział mu Zdzisław: „Kadencja [moja] jeszcze nie nadeszła”.

Usłyszawszy to, delegat sowiecki umył ręce i rzekł do uczonych w pismach: „Zaprawdę, ja w nim winy nie widzę”. Oni zaś, rozgniewani łaskawością Sołowjowa, powtórzyli oskarżenie swoje: „Ten człowiek podburza lud! A wiecie, towarzyszu, że każdy sabotażysta i prowokator [winien] być ukarany śmiercią”. Natenczas Awksientij Rusłanowicz Sołowjow powiedział uczonym w pismach: „Róbta co chceta!”. Oni zaś wyprowadzili Baumfelda z budynku i kazali milicji go spałować.

Potem [zaprowadzili] go na Stare Miasto i powiesili go za nogi, i jęli czekać, aż ukorzy się przed nimi lub wyzionie ducha. A warszawianie, którzy przechodzili obok Łowcy, szydzili z niego: „Witaj, sekretarzu partii!”. Około godziny piętnastej Zdzisław Baumfeld zawołał potężnym głosem: „Towarzyszu mój, towarzyszu mój, czemuście mnie opuścili?!”, zaś słyszący te słowa milicjanci szemrali między sobą: „On Trockiego woła”.

O zmroku Łowca Onych zapadł w [śmierć] kliniczną. A przedstawiciele MO, myśląc, że to już koniec Baumfelda, zanieśli go do pobliskiego prosektorium, zwanego Jaskinią Hadesa. Wszyscy śpieszyli się wielce i [przynaglali], było to bowiem przed Świętem Pracy. I wypełniły się słowa proroka: „Podważyli wszystkie nauki moje, zanegowali wszystkie osiągnięcia moje”.


Zmartwychwstanie, emigracja i przesłanie z zagranicy


W prosektorium spędził Zdzisław trzy dni. A ponieważ szybko wyszedł ze śmierci klinicznej i większość [czasu] spędził na jawie, bez wody i kromki chleba, cierpiał okrutnie i pragnął się wyzwolić. Trzeciego dnia o świcie funkcjonariusz Łowca Onych wyważył drzwi prosektorium, a milicjanci, ujrzawszy go żywego, strwożyli się wielce i uciekli daleko. Natenczas spostrzegła Baumfelda Tajna Współpracowniczka jego, Maria Lolita, która przybyła do prosektorium, by przygotować jego zwłoki do pochówku.

Zrazu niewiasta nie poznała Łowcy, a wziąwszy go za uczonego w pismach, rzekła: „Obywatelu, łoże w prosektorium jest puste! Jeśli to wy zabraliście zwłoki mojego [towarzysza], to oddajcie mi je, abym mogła je umyć”. Natenczas Zdzisław rzekł do TW: „Mario!”, ona zaś rozpoznała go i zawołała po rosyjsku: „Ucitiel!”, co oznacza: „Nauczycielu!”.

Niewiasta pobiegła tedy do hotelu robotniczego, aby ogłosić pozostałym Tajnym Współpracownikom radosną nowinę o zmartwychwstaniu Zdzisława. On sam objawił się swoim uczniom w barze mlecznym, i radował się razem z nimi, [przechytrzył] bowiem Urząd Bezpieczeństwa. Nie było wśród nich tylko Ildefonsa, który po pojmaniu Łowcy Onych wypił truciznę i przeniósł się na Łono Abrahama.

Dziesięć dni po zmartwychwstaniu Baumfeld udał się na emigrację, albowiem nie było już dla niego miejsca w ubecji. A opuszczając Polskę Ludową, mówił do TW: „Nie lękajcie się, towarzysze, poślę wam pocieszenie!”. W dniu pięćdziesiątnicy uczniowie jego otrzymali pocztówki, na których [wydrukowane] były języki ognia, a nad tymi językami unosiły się litery jak ze szczerego złota: „Pójdźcie drogą moją! Lecz wiedzcie, że z mego powodu prześladować was będą, i nazywać bandytami was będą, i emerytury odbierać wam będą. Cieszcie się i radujcie, albowiem będzie to świadectwem waszej wierności naukom! Ja zaś przyjdę powtórnie, by oddzielić ziarna od plew, a sprawiedliwi staną po mojej lewicy i niesprawiedliwi zazdrościć im będą”. Oni zaś ruszyli w świat i [głosili] dobrą nowinę, a pamięć po funkcjonariuszu Łowcy Onych zachowała się do naszych czasów, i nowe pokolenia wysławiają jego imię.

Takie były dzieje towarzysza Baumfelda. Zdzisław umarł! Zdzisław zmartwychwstał! Zdzisław powróci! A marksistowsko-zdzisławistycznej Utopii jego nie będzie końca!

Amen.


__________________
* „Oni – tajne stowarzyszenie pozarządowe, mające na celu zawładnięcie światem. Gdy nie wiadomo, kto jest sprawcą jakiejś afery, to za wszystkim stoją Oni. Nikt niewtajemniczony nie wie, kim są Oni, mało kto wie o ich istnieniu, dlatego nazywa ich się Onymi” (źródło: „Nonsospedia. Polska encyklopedia humoru”)