sobota, 23 października 2010

Neutralność na sto procent

Krzyże mogą zostać


Ostatnio dużo się w Polsce dyskutuje o obecności krzyży w miejscach publicznych, a ściślej: o tym, czy eksponowanie chrześcijańskich symboli religijnych nie rani uczuć ateistów, agnostyków i innowierców. Podczas tego typu dyskusji wielokrotnie wspomina się o tolerancji. Część dyskutantów twierdzi, że wieszanie krzyży w miejscach użyteczności publicznej świadczy o braku akceptacji dla odmiennych przekonań religijnych, inni uczestnicy debaty utrzymują zaś, iż nagłe usunięcie chrześcijańskich symboli byłoby aktem nietolerancji wobec wyznawców Jezusa Chrystusa.

Jeśli chodzi o mnie, kwestia obecności krzyży w przestrzeni publicznej jest mi zupełnie obojętna. Jestem osobą niewierzącą (aczkolwiek od czasu do czasu podejrzewaną o agnostycyzm lub wręcz kryptokatolicyzm), jednak krzyże w szkołach i urzędach mi nie przeszkadzają. No, po prostu odnoszę się do nich jak do zwykłych elementów dekoracyjnych. Denerwuje mnie za to inna rzecz, a mianowicie wszelkiego typu symbole polityczne umieszczane w widocznych miejscach. To właśnie nad nimi chciałabym się dzisiaj zastanowić.


Czymże jest światopogląd?


Podczas dyskusji, o których wspomniałam w akapicie pierwszym, często używa się zwrotu “neutralność światopoglądowa państwa”. Kiedy ktoś mówi, że życzy sobie “państwa neutralnego światopoglądowo”, zapewne wyobraża sobie utopijny świat, w którym administracja publiczna nie narzuca nikomu żadnego światopoglądu i nie manifestuje żadnej filozofii poprzez zmuszanie obywateli do patrzenia na jakieś symbole. Myślę, iż w tym miejscu warto się zastanowić nad samym pojęciem “światopoglądu”, którego podczas wspomnianych dyskusji raczej się nie definiuje.

Czy słowo “światopogląd” odnosi się tylko do przekonań religijnych i filozoficznych? A może w skład “światopoglądu” wchodzą również poglądy polityczne, ideologie, doktryny, programy i sympatie partyjne? Jeśli tak, to czy w “państwie neutralnym światopoglądowo” powinno się tolerować symbole polityczne (emblematy, znaczki, hasła, propagandowe plakaty) w miejscach publicznych, takich jak szkoły, uczelnie, ulice, aleje, place, skwery, ronda, kościoły i tym podobne? Załóżmy, że nie.


Zmuszanie do czczenia czegoś, czego się nie popiera


Czy, wobec tego, nadawanie szkołom patronów-polityków (np. Szkoła Podstawowa im. Lecha Kaczyńskiego w Chełchach) jest słuszne i akceptowalne? Jak poczułby się rodzic, gdyby szkoła, do której uczęszcza jego dziecko, otrzymało patrona w postaci nielubianego w danej rodzinie polityka? A co z coraz częściej spotykanymi pomnikami NSZZ “Solidarność”? Dlaczego ktoś, kto nie popiera tego związku zawodowego (np. ja, bo jestem antydemokratką, marzącą o autorytarnej, konserwatywno-nacjonalistyczno-tercerystycznej Wielkiej Polsce) musi na takie monumenty patrzeć? Przecież obecność pomników “S” wywiera na przeciwników tego ugrupowania bardzo przykrą presję!

W jaki sposób? Otóż nachalnie sugeruje, że Niezależny Samorządny Związek Zawodowy “Solidarność” jest formacją cudowną i wspaniałą, której należy się cześć, chwała, uwielbienie, a najlepiej miłość. A jeśli ktoś nie zgadza się z tą opinią? A jeśli ktoś myśli inaczej? A jeśli ktoś czuje się urażony taką pro-solidarnościową propagandą (piszę “propagandą”, bo stawianie Solidarnościowcom pomników wyraźnie wskazuje na to, że ktoś uważa ich za bohaterów i pragnie narzucić ten pogląd reszcie społeczeństwa)? Jak ja, przeciwniczka Złotej Polskiej Opozycji Demokratycznej, mam się zachowywać w sytuacji, kiedy moje otoczenie bezgłośnie krzyczy: “NSZZ jest super! Musisz go kochać i czcić, czy ci się to podoba, czy nie!”? Czy ja, reprezentantka politycznej mniejszości, mam w tym kraju jakiekolwiek prawa?!

Niektórym osobom nie mieści się w głowach, że ktoś może mieć negatywne zdanie na temat “Solidarności”. Ale tak właśnie jest, czego dowodem mogę być ja sama. Swoją drogą, jeśli działacze Niezależnego Samorządnego Związku Zawodowego “S” rzeczywiście uważają się za obrońców wolności słowa, myśli, sumienia i wyznania, to powinni być w tym przekonaniu konsekwentni i nie narzucać nikomu swojej symboliki. Z całym szacunkiem, ale zmuszanie ludzi do patrzenia na solidarnościowe emblematy wydaje mi się sprzeczne z ideą, do której tak często odwołują się przedstawiciele tego związku zawodowego! Podobno działacze “Solidarności” chcą, aby każdy mógł myśleć co mu się żywnie podoba, ale jak ja mam w to wierzyć, skoro pomniki tej formacji narzucają mi określony pogląd?!


Zakończenie


I to tyle w tym temacie. Mam nadzieję, że ktoś zastanowi się nad moimi słowami i przyjmie wreszcie do wiadomości, iż niektórym ludziom nie podobają się symbole polityczne w miejscach publicznych. Jeśli chcemy żyć w “państwie neutralnym światopoglądowo”, to nie róbmy od tej reguły żadnych wyjątków. Wszak wyraz “światopogląd” - jak już ustaliliśmy - odnosi się nie tylko do przekonań religijnych i filozoficznych, ale także do poglądów politycznych, ideologii, doktryn, programów i sympatii partyjnych.

Brak komentarzy: