piątek, 16 lipca 2010

TragiFarsa 6. Totalna porażka

OD AUTORKI:

Utwór “TragiFarsa 6. Totalna porażka” jest - jak sama nazwa wskazuje - szóstą częścią mojej serii dramaturgicznej o UB-eku Zdzisławie Baumfeldzie. Tym razem akcja opowieści rozgrywa się w roku 1949 i powraca do wątku związanego z aresztowaniem, brutalnym śledztwem i fałszywym oskarżeniem 24-letniego Wespazjana Cipki, posądzanego o współpracę z nielegalną organizacją antykomunistyczną. Osoby, które czytały poprzednie części sztuki teatralnej, na pewno wiedzą, o co chodzi, toteż nie muszę im tego tłumaczyć. Tych, którzy jeszcze nie zapoznali się z pięcioma pierwszymi TragiFarsami, zachęcam zaś do nadrobienia zaległości. Oto tytuły poszczególnych dramatów (w kolejności chronologicznej, czyli od pierwszej do piątej części): “TragiFarsa socNIErealistyczna”, “TragiFarsa 59 lat później”, “TragiFarsa 3. Skandal stulecia”, “TragiFarsa + 60 lat”, “TragiFarsa 5. Odcinek specjalny”.

W “TragiFarsie 6. Totalnej porażce” pojawia się pewien kontrowersyjny epizod dotyczący homoseksualizmu. Korzystając z okazji, chciałabym podkreślić, że powstał on wyłącznie w celach rozrywkowych (aby uczynić dramat jeszcze dziwaczniejszym oraz wprowadzić do serii coś zupełnie nowego, świeżego, niecodziennego). Zapewniam, iż ów fragment NIE ma na celu propagowania ani LGBT, ani homofobii. Absolutnie NIE chodzi w nim również o obrażanie którejkolwiek ze stron sporu, toczącego się między zwolennikami a przeciwnikami homoseksualizmu. Jak już wspomniałam, rzeczony epizod jest tylko ciekawym ozdobnikiem i NIE kryje się za nim żadna ideologia (ani “pro”, ani “anty”). Mam nadzieję, że wyrażam się jasno. Jeśli jednak któryś z przeciwników lub zwolenników LGBT poczuje się zniesmaczony tym nieszczęsnym fragmentem, to z góry przepraszam, bo NIE miałam złych intencji!

Natalia Julia Nowak (En-Dżej-En)

P.S. Wydaje mi się, że “TragiFarsa 6. Totalna porażka” to jedna z najzabawniejszych i najbardziej ekspresyjnych części mojej serii dramaturgicznej. Ale moją najulubieńszą i tak pozostaje “TragiFarsa 3. Skandal stulecia”!





Czas akcji: przedwiośnie 1949 roku

Miejsce akcji: sala przesłuchań w budynku UB, ale NIE ta, która pojawiła się w “TragiFarsie socNIErealistycznej” i “TragiFarsie 3. Skandalu stulecia”

Osoby: Zdzisław Baumfeld (28 lat), Archibald Moździerz (43 i pół roku), Wespazjan Cipka (24 i pół roku), Maria Lolita (22 lata), Świętożyźń Klemermann (38 lat), Dżafar Takiff (26 lat), Gliceria Gościwit (25 i pół roku), Niewidoczny Narrator (słyszalny tylko dla widzów)


28-letni mężczyzna odziany w UB-ecki mundur, podporucznik Zdzisław Baumfeld, siedzi przy biurku w sali przesłuchań i czeka, aż zostanie do niego przyprowadzony więzień Wespazjan Cipka. Rzeczona sala przesłuchań jest inna niż w pierwszej i trzeciej części TragiFarsy - wprawdzie słabo wyposażona, ale za to jasna, przestronna i odrobinę bardziej zadbana. Fakt, że funkcjonariusz Urzędu Bezpieczeństwa wybrał akurat to pomieszczenie, sugeruje, iż nie ma już potrzeby prowadzenia interrogacji w tej strasznej, ciemnej, ponurej, obskurnej piwnicy rodem z “TragiFarsy socNIErealistycznej“ i “TragiFarsy 3. Skandalu stulecia“. Nagle drzwi się otwierają i do pomieszczenia wchodzi dwoje funkcjonariuszy (Archibald Moździerz oraz Świętożyźń Klemermann), którzy trzymają za ramiona osłabionego fizycznie, ale wciąż silnego psychicznie Wespazjana Cipkę. Młody więzień ma podbite prawe oko i dużego siniaka na prawej kości policzkowej. Mimo to, patrzy na Zdzisława dosyć śmiało i wyzywająco. Archibald Moździerz zamyka drzwi sali, a Baumfeld wstaje z krzesła i podchodzi do Wespazjana.


ZDZISŁAW BAUMFELD (bez entuzjazmu, odrobinę znudzony):

Wespazjan Cipka… Znowu się spotykamy… (Ostro, despotycznym tonem) Towarzyszu! Łapki podnieść, paluszki pokazać! (Chwyta dłonie więźnia, po czym uważnie przygląda się ich wierzchniej części) Uaaa… Trzy pazurki już wam odpadły, ale reszta trzyma się jak rzep psiego ogona! Gdybyście, towarzyszu, od początku odpowiadali na moje pytania, to nie skończylibyście tak, jak skończyliście. Niestety, wy często miewacie problemy z kolejnością wykonywania zadań. Cóż, to wasz problem. Wiele razy was ostrzegałem, towarzyszu, że przez własną bezczelność i brak powagi możecie pogorszyć swoją sytuację. Jednak wy, z niewiadomych przyczyn, nie chcieliście mi wierzyć i kontynuowaliście swoją durną grę. (Cytuje fragment Pisma Świętego) “Błogosławieni, którzy nie widzieli, a uwierzyli”… Czy jakoś tak…


WESPAZJAN CIPKA (ponuro, patrząc z nienawiścią na swojego oprawcę):

Łatwo ci kpić, Zdzisiek, bo sam nigdy nie miałeś igieł wbijanych pod paznokcie.


Zdzisław, pod pretekstem upewnienia się, czy z Wespazjanowymi paznokciami jest wszystko w porządku, mocno naciska jeden z nich. Więzień wydaje z siebie okrzyk bólu, gwałtownie się wyszarpuje i próbuje uciec na drugi koniec pomieszczenia, ale Moździerz i Klemermann natychmiast go obezwładniają.


WESPAZJAN CIPKA (do Zdzisława, ze złością i z wyrzutem):

Nie dotykaj tego, gnojku, to boli!


ZDZISŁAW BAUMFELD (poważnie, zupełnie niewzruszony):

Jeśli was boli, towarzyszu, to na wasze osobiste życzenie.


WESPAZJAN CIPKA:

A kto mógłby sobie życzyć takiego bólu?! Chyba tylko jakiś chory człowiek! Jesteś okrutny, Zdzisław… Nie rozumiem takich ludzi jak ty… Ja nie mógłbym na COŚ TAKIEGO nawet patrzeć, a cóż dopiero robić to innym ludziom! Ty gnido, powinieneś wylądować w kryminale albo w psychiatryku! (Rozpaczliwie, patrząc na sufit) Boże, gdzie jesteś?! Dlaczego pozwalasz swoim dzieciom na takie okrucieństwo?! Na katechezie słyszałem, że jesteś miłosierny i sprawiedliwy… Więc dlaczego nie ingerujesz w to, co się tutaj dzieje?! Nienawidzę cię, Boże! Nienawidzę!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (szyderczo, anachronicznie cytując słowa z piosenki “Matka” zespołu Closterkeller):

“Nie trzeba mi słów, że musiało tak być -
- Głos Boga w mym życiu nie liczy się nic!”


Zdzisław Baumfeld, nadal spokojny, nieporuszony i znudzony, daje pozostałym UB-ekom znak, żeby posadzili Wespazjana na krześle. Przez chwilę panuje milczenie, równie ponure jak wypowiedź rozżalonego więźnia. Nieprzyjemną ciszę przerywa gwałtowne i niespodziewane wejście Marii Lolity - kochanki Baumfelda, Tajnej Współpracowniczki młodzianowickiego PUBP oraz wolnej obserwatorki tutejszych przesłuchań. Młoda kobieta jest tak zbulwersowana, że nawet nie wita się ze swoim partnerem, tylko od razu zaczyna donosić.


MARIA LOLITA (szybko, nie posiadając się z oburzenia, dokładnie takimi słowami jak Barbara Kwarc z internetowego serialu “Klatka B”):

“Zakupami obładowana, wchodzę do windy. Wchodzi koleś, stary dziad. Z kundlem, rozumiesz. I nagle… winda rusza, a pies sra! Czujesz to?! Ja się tak wk**wiłam… Mówię: ’Panie, słuchaj no, pan. Albo pies, albo pan. Ja robię blokadę windy i wypad mnie, k***a, stąd!’. K***a, dobrze, niech wali twardo. Ale taka sraka, że smród, k***a, total. Totalny smród!”


ZDZISŁAW BAUMFELD (parafrazując słowa z tego samego serialu):

“To ten towarzysz z dziewiątego piętra?”


MARIA LOLITA (również parafrazując serialową kwestię):

“Ten towarzysz z dziewiątego piętra. Eutychian Kilianowicz” (Pauza) “I taki, k***a, smród, że szok!”


ZDZISŁAW BAUMFELD:

“A zwróciłaś mu, Marysiu, jakoś uwagę?”


MARIA LOLITA (wciąż zbulwersowana):

“No, zwróciłam mu. To myślałam, k***a, że mnie opluje. Najważniejszy jest pies. Ja się nie liczę, pies jest najważniejszy (…)” (Dłuższa pauza) “Co to: pies sra w windzie? No dobra, klocka może walnąć, ale nie, k***a, srakę! Taką na… wiesz. No”


Parodia e-serialu “Klatka B” dobiega końca. Baumfeld, widocznie przejęty historią swojej kochanki, szybkim krokiem podchodzi do biurka.


ZDZISŁAW BAUMFELD (chwytając kartkę i długopis):

Czy mogłabyś powtórzyć, jak się nazywa twój sąsiad?


MARIA LOLITA:

Kilianowicz. Eutychian Kilianowicz. Przecinkowiec cholery.


Funkcjonariusz Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego pośpiesznie zapisuje tę informację.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Marii Lolity):

A pies jak ma na imię?


MARIA LOLITA:

Chyba Awit… Awit? Tak, na sto procent Awit. Awit ma na imię.


28-letni podporucznik notuje imię zwierzęcia.


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Podaj mi jeszcze dokładny adres tych rozbójników.


MARIA LOLITA:

Młodzianowice, ulica Iwana Sierowa 26 m. 18.


Zdzisław zapisuje ulicę, numer wieżowca i mieszkanie.


ZDZISŁAW BAUMFELD (bezlitosnym tonem, odkładając kartkę i długopis):

Na razie będziemy obserwować jednego i drugiego. Jeśli zauważymy coś godnego niepokoju, to zajmiemy się tym “duetem” inaczej.


WESPAZJAN CIPKA (ironicznie, lekko rozbawiony):

Psa będziecie inwigilować, tak? A potem co? Na przesłuchanie go weźmiecie? Zmusicie go do wsypania wszystkich kundli w okolicy?


ARCHIBALD MOŹDZIERZ:

No wiecie, towarzyszu, wszystko może się zdarzyć… Skoro rzymski cesarz Kaligula mógł mianować konia senatorem, to dlaczego ubecja nie miałaby inwigilować psa?


WESPAZJAN CIPKA (z pogardą w głosie):

Z każdym dniem pogrążacie się coraz bardziej. Ale w przypadku Baumfelda, który je koty i wieprzowinę morską (mięso ze świnek morskich), chyba już nic mnie nie zdziwi.


Archibald Moździerz uderza Cipkę w głowę, żeby go ukarać za wypowiedziane przed chwilą słowa. Wespazjan wydaje z siebie niebezpieczny syk, ale bardziej ze złości i upokorzenia niż z bólu.


MARIA LOLITA (rzucając się swojemu kochankowi na szyję):

Dziękuję ci z całego serca, Zdzisiu! Ktoś wreszcie musi pogonić tych bydlaków! Co oni sobie myślą, że mogą bezkarnie świnić… a właściwie: psioczyć w windzie?! Niedoczekanie ich! Obaj powinni być przywiązani do budy!


ZDZISŁAW BAUMFELD (poważnie, przytulając do siebie Marię Lolitę):

Dobrze, że mnie o tym informujesz, Mario Lolito. Istnieje prawdopodobieństwo, że zanieczyszczanie budynków użyteczności publicznej jest formą sabotażu architektury socrealistycznej. Prymitywna, niewyszukana dywersja, ale dywersja. (Puszcza kobietę i bierze jej dłonie tak jak wcześniej Wespazjana Cipki, tyle że znacznie delikatniej i czulej) Twój dzisiejszy donos był bardzo cenny, bo podmurował nasze obawy dotyczące Kilanowicza i… eee… istot z jego otoczenia. (Z dwuznacznym uśmiechem, niskim głosem) Możesz być pewna, Marysiu, że dzisiaj w nocy cię za to nagrodzę. Widzę, że dotrzymujesz umowy, którą zawarliśmy w dniu naszego poznania się.


Archibald Moździerz i Świętożyźń Klemermann chichoczą dwuznacznie, jakby doskonale rozumieli aluzję Zdzisława. Więzień Wespazjan, który także ją rozumie, krzywi się z niesmakiem i spogląda z odrazą na Marię Lolitę. Tymczasem sama TW promienieje radością i lekko się rumieni.


ZDZISŁAW BAUMFELD (z zachwytem):

Jesteś słodka, Mario Lolito. Wszelkie niedoskonałości umysłu doskonale maskujesz urokiem osobistym i atrakcyjnością fizyczną.


WESPAZJAN CIPKA (pogardliwie):

Bo to pusta lala jest - duży biust, a mały mózg!


Zdzisław Baumfeld spogląda morderczym wzrokiem na Wespazjana, a potem podchodzi blisko niego, żeby go przestraszyć i odebrać mu pewność siebie.


ZDZISŁAW BAUMFELD (lodowatym tonem):

“Pusta lala”, tak? Nie martwcie się, towarzyszu - fakt, że znieważacie Tajną Współpracowniczkę Urzędu Bezpieczeństwa także odnotujemy w waszym akcie oskarżenia. Gdzieś pomiędzy “używał ordynarnych epitetów pod adresem funkcjonariuszy” a “manifestował swój lekceważący stosunek do Państwa Polskiego i jego konstytucyjnych organów”.


WESPAZJAN CIPKA (z gorzką ironią);

I znowu wyjdzie na to, że ja jestem chuliganem i chwastem społecznym, a ty - wielkim bohaterem, pogromcą bandytyzmu oraz obrońcą Ojczyzny…


Baumfeld uśmiecha się obłudnie.


ZDZISŁAW BAUMFELD:

A co, towarzyszu, może nie jesteście “chuliganem i chwastem społecznym”? Przecież sami podpisaliście się pod zeznaniem zawierającym dokładnie takie sformułowania!


ŚWIĘTOŻYŹN KLEMERMANN (dumnie, wtrąca się):

Nie chcę się chwalić, ale to JA byłam autorką tego fragmentu o chwaście społecznym! Fajnie mi wyszedł, prawda? W latach dwudziestych, jako nastolatka, często pisałam opowiadania i drukowałam je w lokalnej gazecie, więc mam jeszcze wprawę w pisaniu!


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (nie chcąc być gorszym od Klemermann):

A ja opisałem zebranie Podziemnego Klubu Anonimowych Antykomunistów, z którego wracał Wespazjan Cipka pewnej nocy w 1948 roku. Chociaż on nigdy nie chodził na spotkania tej organizacji, hehehehe!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (kpiąco, do Archibalda):

Nie bądźcie tacy pewni siebie, towarzyszu Moździerz. Ten wasz opis był beznadziejny, nie trzymał się kupy, a na dodatek zawierał masę błędów gramatycznych i ortograficznych. “Przyszłem”, “wyszłem”, “wróciłem” przez “u”, “kształt” przez “rz”, “chociaż” przez “h” i “rz”, “dziura“ przez “ó“… Musiałam go strasznie długo poprawiać, wiecie?


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Tak czy owak, towarzysz Cipka podpisał się pod tym zeznaniem i każdy grafolog może potwierdzić, że jest to jego prawdziwy charakter pisma.


WESPAZJAN CIPKA (ze złością):

Nie podpisałbym się pod tym stekiem kłamstw, gdybyście mnie do tego nie zmusili torturami!


ZDZISŁAW BAUMFELD (dobitnie, patrząc z wyższością na Wespazjana):

Ale podpisaliście. Stoimy przed faktem dokonanym. Wojskowy Sąd Rejonowy może wam udowodnić, że złożyliście podpis pod “swoim” zeznaniem, ale wy nie możecie mu udowodnić, iż zrobiliście to pod przymusem. Peszek, prawda, towarzyszu? Mamy nad wami stuprocentową przewagę, a wy nic na to nie poradzicie.


WESPAZJAN CIPKA:

Mogę pokazać rany, blizny…


ZDZISŁAW BAUMFELD (spokojnym, acz polemicznym tonem):

No dobrze, towarzyszu, ale jak udowodnicie, że to my wam je zrobiliśmy? Może uczynił to któryś z więźniów, albo sami się pochlastaliście? Wszak od czasu do czasu zdarzają się u nas próby samobójcze i inne akty autoagresji! A tak w ogóle, to młodzianowicki Wojskowy Sąd Rejonowy jest tylko marionetką w rękach Waldeberta Werfelberga, dyrektora tutejszego UB. Już on, Werfelberg, nie pozwoli, żeby jego instytucja straciła dobre imię! Zdecydowana większość wyroków, jakie zapadają w WSR, jest w mniejszym lub większym stopniu inspirowana przez niego, wiecie? Cha, cha, cha, cha, cha! Mówicie, towarzyszu, że pokażecie sędziemu swoje rany i blizny? A co wam to pomoże, skoro tutejsi sędziowie są z nami w zmowie?! Jeśli koniecznie chcecie kogoś błagać o litość, to błagajcie Werfelberga, bo sam WSR ma niewiele do powiedzenia!


WESPAZJAN CIPKA (zirytowany):

Wiesz co, Zdzisiek?! Ty jesteś po prostu potworem! Współczuję twojej matce, że jej łono wydało na świat taką kreaturę! (Spoglądając na pozostałych UB-eków) Wy wszyscy jesteście potworami i kreaturami!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Towarzyszu Baumfeld, chyba będziemy musieli to dodać do aktu oskarżenia: “Poinformowany o procedurach prawnych, obowiązujących w Wojskowym Sądzie Rejonowym, stracił kontrolę nad własnym zachowaniem i zaczął obrzucać funkcjonariuszy niewyszukanymi wyzwiskami typu potwór czy kreatura”…


ZDZISŁAW BAUMFELD (wesoło, do Świętożyźni):

Pewnie, towarzyszko Klemermann, że dodamy to do aktu oskarżenia! Będziemy zbierać wszystkie takie “kwiatki”, aż się okaże, iż obywatel Cipka popełnia przestępstwa 24 godziny na dobę! Jak mawiała moja babcia: “Ziarnko do ziarnka, aż zbierze się miarka”!


ARCHIBALD MOŹDZIERZ:

“Grosz do grosza, a będzie kokosza“…


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

“Cent do centa i zbierze się renta”…


MARIA LOLITA:

“Ziarenko do ziarenka,
A kamyczek do kamyczka,
A cegiełka go cegiełki
Na nasz wspólny dom”!


WESPAZJAN CIPKA (nie mogąc się powstrzymać):

Wy podłe, zakłamane, złośliwe bestie! Nawet krowie potrafilibyście udowodnić, że jest wielbłądem, a świętemu, że służy Lucyferowi!


Zdzisław robi groźną minę i spogląda Wespazjanowi prosto w oczy.


ZDZISŁAW BAUMFELD (lodowato):

Widzę, obywatelu Cipka, że bicie, kopanie i wbijanie igieł pod paznokcie niczego was nie nauczyło. Cóż, zdarza się. Mieliśmy tu takich, którzy byli torturowani trzy razy brutalniej niż wy, ale - w przeciwieństwie do was - nikogo nie wsypali i do niczego się nie przyznali. Jednak musicie być świadomi, towarzyszu Wespazjanie, że od pięciu tygodni współpracuje z nami ktoś taki jak Dżafar.


WESPAZJAN CIPKA:

Kto?


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Dżafar Takiff. Człowiek, przy którym wymiękają nawet najdzielniejsi więźniowie. Jeśli mam być szczery, zauważyłem wśród osadzonych pewną interesującą tendencję: im większy “kozak”, tym mniej odporny na spotkanie z Dżafarem. Heh, mógłbym o tym napisać pracę z dziedziny psychologii lub socjologii!


WESPAZJAN CIPKA:

Kim jest ten cały Dżafar Takiff? Czy to jakiś nowy funkcjonariusz? Milicjant? Pospolity, uliczny przestępca, wynajęty za psie pieniądze do znęcania się nad ludźmi?


ZDZISŁAW BAUMFELD (uśmiecha się demonicznie):

Na razie pozostanie to dla was zagadką, towarzyszu. Tak czy owak, Dżafar ma w sobie coś takiego, że nawet my, funkcjonariusze Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach, wolimy trzymać się od niego z daleka. Przyznam, iż ja sam boję się chodzić do toalety, odkąd Werfelberg zatrudnił Dżafara. Pewnego dnia, kiedy wszedłem do łazienki i zbliżyłem się do jednej z kabin, niespodziewanie wyskoczył z niej Takiff. Natychmiast zapomniałem o potrzebie fizjologicznej i uciekłem, gdzie pieprz rośnie! Teraz też chciałbym się załatwić, ale nie mogę pójść do ubikacji, bo… kto wie? Może właśnie siedzi tam Dżafar?


WESPAZJAN CIPKA (wzdycha, mając na myśli Dżafara):

“Kim on jest, że nawet Zdzisław Baumfeld boi się z nim spotkać”?…


ZDZISŁAW BAUMFELD (ustosunkowuje się do słów więźnia):

Prawdę mówiąc, nie tylko ja się go boję. O ile mi wiadomo, nawet Waldebert Werfelberg nigdy nie odważył się osobiście spotkać z Dżafarem. Zawsze, gdy chce się z nim skontaktować, robi to telefonicznie, listownie lub poprzez pośredników - najczęściej Mroczysławę Kalinowską-Wójcik i Świętożyźń Klemermann. Nasze funkcjonariuszki boją się Dżafara odrobinę mniej niż funkcjonariusze, może dlatego, że jest on… hmmm… jak by to powiedzieć… dżentelmenem? Niech będzie słowo dżentelmen. No, ale nic nie zmieni faktu, że dżafarofobię mamy potworną.


WESPAZJAN CIPKA:

Fajnie, że mnie o tym informujesz, ale… dlaczego to robisz?


ZDZISŁAW BAUMFELD (podchodząc do biurka i wyjmując z szufladki jakąś zadrukowaną kartkę papieru):

Dlatego, towarzyszu Cipka, że macie do podpisania jeszcze jedno zeznanie, tym razem obciążające waszego ojca, Dagoberta. Jeśli tego nie uczynicie, to przyjdzie do was Dżafar.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (szybko):

To zeznanie jest w całości napisane przeze mnie, ale zrzekam się osobistych i majątkowych praw autorskich na rzecz obywatela Wespazjana Cipki!


Przedstawiciel bezpieki wręcza Wespazjanowi dokument, a ten zaczyna go uważnie czytać.


WESPAZJAN CIPKA (stanowczo, kręcąc głową i oddając Zdzisławowi kartkę):

Nie, Zdzisiek… Ja tego nie podpiszę… Nie ma mowy… Podpisałem już jakieś ścierwo dotyczące mnie i ledwo mi znanych osób, ale tego paszkwilu nie podpiszę za nic w świecie… To jest przesada!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Skoro tak, to będę musiał zawołać Dżafara.


Świętożyźń Klemermann zaczyna głupkowato chichotać, ale potem - na widok morderczego spojrzenia Baumfelda - odzyskuje powagę.


WESPAZJAN CIPKA (nadąsany, do Zdzisława):

A wołaj sobie! Zmusiliście mnie do wielu paskudnych rzeczy, jednak nie uda wam się sprawić, że pogrążę własnego ojca! To jest niewykonalne! Bardzo kocham moich rodziców i żaden Dżafar Takiff nie zdoła tego zmienić!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Czy to jest wasza świadoma i dobrowolna decyzja, towarzyszu Wespazjanie?


WESPAZJAN CIPKA (ze złością):

Tak, do choroby ciężkiej!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Obywatelu, tortura znana jako “Dżafar” jest u nas stosowana jako ostateczność. Jeśli przez długi czas dwoimy się i troimy, żeby zmusić więźnia do współpracy, a on nadal odmawia posłuszeństwa, to na szarym końcu przyprowadzamy do niego Dżafara. Wówczas mamy niemal stuprocentową pewność, że dostaniemy to, na czym nam zależy. W waszym przypadku, towarzyszu Wespazjanie, do ostateczności jest jeszcze baaaaardzo daleko. Ale ponieważ zachowujecie się w bezczelny sposób, pominiemy kilka etapów i od razu rzucimy was Dżafarowi na pożarcie. Heh, powinniście się czuć zaszczyceni, że robimy dla was wyjątek i że doświadczycie tego, co do tej pory było zarezerwowane tylko dla nielicznych!


Wespazjan Cipka jest blady ze strachu, jednak nadal próbuje sprawiać wrażenie śmiałego i pewnego siebie.


WESPAZJAN CIPKA (z trudem ukrywając przerażenie):

No więc czuję się zaszczycony!


ZDZISŁAW BAUMFELD (wkłada dokument z powrotem do szuflady):

Towarzyszko Świętożyźń, proszę sprowadzić Dżafara. Towarzyszu Archibaldzie, chodźmy już, żeby przypadkiem nie spotkać się z Takiffem. Marysiu, pilnuj tego więźnia, żeby przed nadejściem Dżafara nie zrobił jakiegoś głupstwa.


Świętożyźń Klemermann spogląda poważnie na Zdzisława i salutuje.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Tak jest, towarzyszu podporuczniku!


Po tych słowach kobieta opuszcza pomieszczenie i skręca w prawo.


ZDZISŁAW BAUMFELD (szyderczo, do Wespazjana):

No, to miłego dnia, towarzyszu! Sami się przekonacie, że będziecie uciekać przed Dżafarem jak Maria z “Metropolis” przed chcącym ją porwać Rotwangiem!


ARCHIBALD MOŹDZIERZ (zachwycony):

Ach, “Metropolis” - świetny film! Szkoda, że dziś się takich nie kręci! Widocznie dobre kino zginęło na wojnie, hehehe!


MARIA LOLITA (anachronicznie parafrazuje pewne hasło):

Kino światowe skończyło się na “Metropolis” - potem była już tylko komercja!


ARCHIBALD MOŹDZIERZ:

Dokładnie. Rok 1927 to data ostatecznego upadku sztuki filmowej. Przez te dwadzieścia parę lat, które upłynęło od premiery “Metropolis”, ludzkość nie zdołała stworzyć ani jednej produkcji, mogącej się równać z arcydziełem Fritza Langa. (Pogodnie, do Wespazjana) My tu mamy fanklub filmu “Metropolis”, wiecie? Na zebraniach dyskutujemy o różnych rzeczach. Na przykład o tym, że w czasie II wojny światowej oglądanie “Metropolis” było dosyć ryzykowne, bowiem jest to produkcja niemiecka, a pewne środowiska miały zwyczaj wołać “Tylko świnie siedzą w kinie”. Ściśle mówiąc, wołali tak AK-owcy i ich poplecznicy. Teraz my, funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego, ostro się na nich mścimy. (Anachronicznie parafrazuje słowa Internauty Luntka) “Polsko Ludowa! Chcę, żebyś wiedziała, że jestem największym fanem filmu ‘Metropolis‘! I nie pozwolę, by ktokolwiek go publicznie krytykował! Odwalcie się od niego!!! Odwalcie…”


ZDZISŁAW BAUMFELD (apodyktycznie, niecierpliwie, do Archibalda):

Obywatelu Moździerz, wychodzimy!


Zdzisław i Archibald opuszczają salę przesłuchań, skręcając w przeciwnym kierunku niż Świętożyźń Klemermann. Więzień zostaje sam na sam z Tajną Współpracowniczką. Przez chwilę w pomieszczeniu panuje absolutna cisza.


WESPAZJAN CIPKA (słabym głosem, nie musząc już udawać odważnego):

Mario Lolito, wiesz może, kim jest Dżafar?


MARIA LOLITA:

Dżafar? Kilka razy słyszałam to imię, ale nie wiem nic na jego temat. Naprawdę. Bardzo mi przykro… Zresztą, nawet gdybym coś wiedziała, to i tak bym wam nie powiedziała, bo to mogłoby się nie spodobać Zdzisiowi.


WESPAZJAN CIPKA (poważnie):

Dlaczego zostałaś Tajną Współpracowniczką? Przecież każdy widzi, że nie jesteś przekonana ani do ideologii komunistycznej, ani do metod stosowanych przez ubecję…


MARIA LOLITA (wymijająco, z namysłem):

Hmmm… Może dlatego, że jest tu wielu fajnych facetów?


WESPAZJAN CIPKA:

Co to znaczy “fajnych facetów”? Jacy mężczyźni ci się podobają, Mario Lolito?


MARIA LOLITA (cicho, rumieniąc się):

Źli.


WESPAZJAN CIPKA:

Źli, powiadasz? Tacy jak Zdzisław?


MARIA LOLITA (z lekkim uśmieszkiem, kiwając głową):

Mhm. Albo jeszcze gorsi.


WESPAZJAN CIPKA:

Jeszcze gorsi niż Zdzisław? To co, może się zakręcisz wokół Waldeberta Werfelberga?


MARIA LOLITA (krzywi się z niesmakiem):

Werfelberg jest za stary. Nie lubię facetów po czterdziestce.


WESPAZJAN CIPKA:

A gdyby Werfelberg był młodszy, na przykład w wieku Baumfelda? Chciałabyś go wtedy?


MARIA LOLITA:

To zależy od tego, czy byłby odpowiednio przystojny.


WESPAZJAN CIPKA:

Reasumując: idealny facet musi być zły, młody i przystojny? Dobrze cię zrozumiałem?


MARIA LOLITA:

Tak.


WESPAZJAN CIPKA:

A gdybyś spotkała mężczyznę młodego, przystojnego, ale dobrego, to co byś zrobiła?


MARIA LOLITA (chichocze głupkowato):

Zgorszyłabym go.


WESPAZJAN CIPKA:

Naprawdę?


MARIA LOLITA (wesoło, z przekonaniem):

Tak!


WESPAZJAN CIPKA:

A mnie mogłabyś zgorszyć? Przecież jestem młody…


MARIA LOLITA:

Ale nie przystojny.


WESPAZJAN CIPKA (uświadamiając sobie, że dostał “kosza”):

Ojjj… Przykro mi to słyszeć… (Krótka pauza) A gdyby Zdzisław dla “dobra” Polski Ludowej kazał ci mnie uwieść?


MARIA LOLITA (ożywia się):

Aj, to co innego! Wtedy bym się zgodziła, bo wiedziałabym, że Zdzisio mnie za to nagrodzi!


WESPAZJAN CIPKA:

Uwiodłabyś jednego faceta, żeby móc pójść do łóżka z drugim? I to na wyraźne życzenie tego drugiego?


MARIA LOLITA:

No… tak…


WESPAZJAN CIPKA:

Czy nie sądzisz, że byłoby to k****stwo?


MARIA LOLITA (piszczy):

To by było straszne k****stwo!


WESPAZJAN CIPKA:

Więc dlaczego postąpiłaś tak ze Śp. kapralem Aulusem Nowakowskim? Zdzisław kazał ci go uwieść, więc to zrobiłaś, odrywając nieszczęsnego żołnierza od żony Melizandy i synka Tomiła. On ci zaufał, opowiedział ci całe swoje życie, a ty przekazałaś wszystkie zdobyte informacje Baumfeldowi. Potem ubecja aresztowała Aulusa, poddała go przerażającemu śledztwu, aż w końcu zabiła. Za spust pociągnął, oczywiście, twój “ukochany” Zdzisław. Nie masz z tego powodu żadnych wyrzutów sumienia? Dlaczego, mimo tego faktu, nadal spotykasz się z tym bydlakiem? Czy nie widzisz, że on wykorzystuje twoją głupotę i naiwność do złych celów?


MARIA LOLITA (odrobinę zniecierpliwiona, pretensjonalnie):

Och, towarzyszu Wespazjanie, przecież to ja zagadałam do niego jako pierwsza! Sama do niego przyszłam, dobrze wiedząc, że UB to UB!


WESPAZJAN CIPKA:

Dlaczego to zrobiłaś?


Maria Lolita wygląda, jakby właśnie straciła cierpliwość.


MARIA LOLITA (dobitnie, wyzywająco, patrząc Cipce prosto w oczy i anachronicznie posługując się słowami Doroty “Dody” Rabczewskiej):

“Bo mi się bzykać chciało”!


Wespazjan się załamuje.


WESPAZJAN CIPKA (nie posiadając się ze zdumienia, oburzenia i irytacji):

“Bo ci się bzykać chciało”! Wszyscy Tajni Współpracownicy donoszą do UB dla pieniędzy, władzy, ułatwienia sobie kariery, ze strachu albo pod przymusem… A ty donosisz, bo chcesz, żeby cię posuwał przystojny funkcjonariusz! Twój “związek” z Baumfeldem nie ma nic wspólnego ze związkiem w tradycyjnym tego słowa znaczeniu! To jest… to jest pewna forma zinstytucjonalizowanej prostytucji! Z tą różnicą, że prostytucja wyrządza krzywdę wyłącznie klientom i samej ladacznicy, a w waszym przypadku każda wspólnie spędzona noc ciągnie za sobą wiele ofiar!


MARIA LOLITA (anachronicznie parafrazuje refren utworu “Mamona” - “Ta piosenka jest śpiewana dla pieniędzy” formacji Republika):

“Te donosy są… składane dla rozpusty!
Te donosy są… składane dla rozpusty!
Te donosy są… składane dla rozpusty!
Te donosy są… składane dla rozpusty!”


WESPAZJAN CIPKA:

Gdyby to było czynione dla pieniędzy… Ale ty to czynisz dla ROZPUSTY! (Z pogardą i obrzydzeniem) Jesteś psychopatką, wiesz o tym? Dążysz po trupach do celu. I to… jakże głupiego celu!


Maria Lolita wybucha śmiechem, który nie jest cyniczny ani diabelski, tylko właśnie głupi. Nagle za drzwiami rozlega się tupot wielu nóg. Drzwi się otwierają, a oczom Wespazjana i Marii Lolity ukazują się Świętożyźń Klemermann oraz Gliceria Gościwit.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (despotycznie, do Marii Lolity):

Towarzyszko Mario Lolito, proszę opuścić salę przesłuchań! Dżafar Takiff już tu jest!


Wespazjanowi robi się słabo z przerażenia. Maria Lolita także robi przestraszoną minę, ale bez słowa spełnia polecenie Świętożyźni.


WESPAZJAN CIPKA (z rozpaczą, pod nosem, patrząc na sufit):

“Boże Wszechmogący, odejmij ode mnie ten kielich goryczy”!


Do pomieszczenia wchodzi osławiony Dżafar Takiff, który natychmiast zamyka za sobą drzwi na klucz. Jest to szczuplutki, smukły, 26-letni mężczyzna wzrostu 160 cm, ubrany po cywilnemu, ale w dosyć dziwnym stylu. Przybysz nosi czarne, lśniące buty, ciemne spodnie, różową koszulę i zabawny, pasiasty krawat we wszystkich kolorach tęczy. Jego rysy twarzy są bardzo ładne, delikatne i młodzieńcze, ruchy - płynne i pełne gracji, spojrzenie - maślane, uśmiech - lekki i zalotny, a skóra - jasna i gładka. Dżafar podchodzi do Wespazjana (który natychmiast wstaje z krzesła), podaje mu rękę w dosyć wdzięczny, kobiecy sposób, a potem siada za biurkiem, na fotelu przesłuchującego.


DŻAFAR TAKIFF (wysokim, miękkim, przyjemnym głosem):

Dzień dobry. Mam na imię Dżafar, ale możesz na mnie mówić Jeffrey.


WESPAZJAN CIPKA (dosyć ostrożnie):

Dzień dobry. Ja jestem Wespazjan Cipka.


DŻAFAR TAKIFF:

Miło mi cię poznać, Wespazjanie. Zanim przejdziemy do tych nudnych spraw, do których, niestety, musimy przejść, chciałbym, abyś mi coś o sobie opowiedział.


WESPAZJAN CIPKA:

A… co konkretnie?


DŻAFAR TAKIFF:

No, cokolwiek. Czym się zajmujesz, jakie masz zainteresowania, o czym marzysz…


WESPAZJAN CIPKA (nadal ostrożnie i niepewnie):

Jeśli chodzi o marzenia, to chciałbym przede wszystkim się stąd wydostać. Czym się zajmuję? Hmmm… Teraz to głównie ratowaniem własnej skóry, ale przed aresztowaniem byłem robotnikiem fabrycznym.


DŻAFAR TAKIFF (szczerze zaciekawiony):

Robotnikiem fabrycznym? To bardzo… socrealistyczne zajęcie!


WESPAZJAN CIPKA (ponuro, w rozżaleniu):

Wiem, że socrealistyczne, ale w niczym mi nie pomaga.


DŻAFAR TAKIFF:

A co produkowałeś, jeśli mogę spytać?


WESPAZJAN CIPKA (krzywi się):

Części samolotowe, głównie skrzydła. O rety! (Krótka pauza) To wcale nie jest prawda, że komuniści faworyzują proletariuszy i chcą im oddać pełnię władzy. Ja jestem proletariuszem, a jednak traktują mnie jak śmiecia i robią wszystko, aby zatruć mi życie.


Wespazjan wyciąga do Dżafara dłonie i pokazuje mu swoje palce. Takiff, patrząc na ręce więźnia, poprawia sobie włosy za uchem.


WESPAZJAN CIPKA (smutno, wręcz płaczliwie):

Widzisz to, Jeffrey? Zdzisław Baumfeld wbijał mi igły pod paznokcie! Niektóre z tych paznokci już mi poodpadały, inne się trzymają, ale to najprawdopodobniej kwestia czasu! Ta menda chyba jest chora psychicznie… Bo jakoś nie chce mi się wierzyć, że normalny człowiek mógłby być zdolny do TAKICH rzeczy! (Rozżalony) Kuźwa, nadal mnie boli… A najgorsze jest to, że może mi się wdać jakaś infekcja…


DŻAFAR TAKIFF (z czułością, biorąc dłonie Wespazjana w swoje):

Biedny Wespazjanek… Daj, pocałuję, to przestanie boleć… I infekcji żadnej nie będzie…


Takiff już ma pocałować palce więźnia, kiedy ten delikatnie, ale stanowczo uwalnia swoje ręce z jego uścisków.


WESPAZJAN CIPKA (zirytowany):

Daj spokój, Jeffrey, nie jestem dzieckiem!


DŻAFAR TAKIFF:

To może w usteczka? Przybliż się tu do mnie, od razu ci się zrobi słodko na duszy…


Widząc, że Wespazjan odsuwa się od biurka, Dżafar wstaje z fotela i podchodzi blisko niego.


DŻAFAR TAKIFF (ciepłym głosem):

Nie bój się mnie, habibi. Wiem, że na mój temat krąży pewna czarna legenda, ale ja naprawdę nie zrobię ci krzywdy. (Podchodzi jeszcze bliżej) Ja chcę cię tylko pocieszyć, podarować ci odrobinę nieba, ukoić twoje poszarpane nerwy… No, dalej, Wespazjanku! Jeden słodki pocałunek i od razu zapomnisz o problemach!


Przesłuchujący pochyla się nad Cipką, chcąc mu dać całusa. Wówczas więzień zrywa się z krzesła i odsuwa kilka kroków dalej.


DŻAFAR TAKIFF (idąc w stronę Wespazjana, który zaczyna przed nim uciekać):

Nie bądź śmieszny, habibi! Swojej mamie też uciekasz, kiedy chce cię przytulić po ciężkim dniu w pracy? Oj, oj, oj! Niegrzeczny chłopiec! (Przyśpiesza kroku, gdyż więzień także zaczyna szybciej się poruszać) No proszę! Chyba zacząłeś ze mną grać w kotka i myszkę! Mrrrrr! Uwielbiam takich łobuziaków jak ty!


WESPAZJAN CIPKA (pod nosem):

Choróbka… Druga Maria Lolita się znalazła!


Przesłuchiwany i jego oprawca zaczynają biegać po pomieszczeniu.


DŻAFAR TAKIFF:

Nie uciekaj, habibi! Ja i tak cię złapię!


WESPAZJAN CIPKA (groźnie, ostrzegawczo):

Tylko spróbuj mnie dotkąć, a ukręcę ci kark!


DŻAFAR TAKIFF (coraz bardziej szyderczo, powoli porzucając maskę słodkiego pocieszyciela):

Upsss! Wespazjanek zaczął się irytować! Nie denerwuj się, habibi, bo złość piękności szkodzi!


WESPAZJAN CIPKA:

Po pierwsze: nie mów na mnie habibi! Po drugie: g***o cię obchodzi mój wygląd!


Dżafarowi udaje się chwycić rękę Cipki. Przesłuchujący, dosyć arystokratycznym gestem, całuje dłoń przesłuchiwanego. Wespazjan natychmiast wyszarpuje swoją kończynę i wyciera ją sobie o ubranie.


WESPAZJAN CIPKA (wściekle):

Kuźwa! Słyszałeś, żebym ci pozwolił mnie dotykać?!


DŻAFAR TAKIFF (z nieukrywanym szyderstwem):

Och, Wespazjanku, ranisz moje serce! Dlaczego zwracasz się do mnie takim ostrym tonem?


Więzień podbiega do drzwi i zaczyna uderzać w nie pięściami.


WESPAZJAN CIPKA (krzyczy):

Świętożyźń! Świętożyźń! Gliceria! TOWARZYSZKI! Jesteście tam jeszcze?! Ej, towarzyszki!


Nikt za drzwiami się nie odzywa.


DŻAFAR TAKIFF (wybuchając śmiechem):

Cha, cha, cha! Twoje krzyki w niczym ci nie pomogą! To ja jestem panem sytuacji, a nie ty!


Takiff podbiega do biurka i wyjmuje z niego latarkę. Kiedy ją zapala, ktoś po drugiej stronie ściany wyłącza światło w sali przesłuchań. Sugeruje to, iż Dżafar jest w zmowie z pozostałymi UB-ekami, a cała scena opiera się na dokładnie opracowanym scenariuszu.


DŻAFAR TAKIFF:

Buahahahaha! Teraz będę cię ganiał z latarką jak Rotwang Marię!


WESPAZJAN CIPKA:

Jeśli mam być z tobą szczery, nigdy nie lubiłem “Metropolis”.


DŻAFAR TAKIFF:

Dzisiaj zrobię tak, że w mig polubisz!


Wespazjan Cipka, który w ciemności nie widzi prawie nic, biega po sali, co chwilę wpadając na ścianę albo na biurko. Ucieka on przede wszystkim przed światłem latarki, za pomocą którego Dżafar próbuje go wytropić. Cała scena w istocie przypomina fragment niemego filmu “Metropolis” Fritza Langa.


DŻAFAR TAKIFF (parodiując Rotwanga):

“Chodź, Mario! Już czas ofiarować Mechanicznemu Człowiekowi twoją twarz!”


WESPAZJAN CIPKA:

Czy ty naprawdę nie rozumiesz, co się do ciebie mówi?! Przecież wyraźnie powiedziałem, że nie lubię “Metropolis”!


Nagle pojawia się kolejna “atrakcja”, zdalnie sterowana przez przebywających za ścianą funkcjonariuszy/funkcjonariuszki UB - przez specjalne otwory w podłodze do sali przesłuchań wdziera się woda. W tle rozlega się muzyka z filmu “Metropolis” (ze sceny, w której fala powodziowa zalewa Miasto Robotników, a Maria ratuje proletariackie dzieci i próbuje włączyć automatyczny gong z dźwignią). Naturalnie, chodzi o ORYGINALNĄ muzykę z filmu “Metropolis” (1926 rok), a nie o współczesne badziewie!


DŻAFAR TAKIFF (zachłystuje się zachwytem):

Ekspresjonizm w kinie niemieckim… To jest to! (Popadając w jakąś estetyczną ekstazę) Twórcy “Metropolis”, jesteście genialni!!!


Wespazjan, uświadamiając sobie, że wody jest coraz więcej, wykrzykuje jakieś przekleństwo, natomiast Dżafar wybucha okrutnym, demonicznym śmiechem. Pościg trwa jednak dalej. Gdy Cipka po omacku odnajduje drzwi, zaczyna energicznie szarpać klamkę i uderzać pięściami w drewno.


WESPAZJAN CIPKA (histerycznie, na całe gardło):

Towarzyszki! Towarzyszki! Słyszycie mnie?! Towarzyszki! (Anachronicznie parafrazując słowa Jana Marii Rokity) “Ratuuujcieee! Homo-homo mnie gwałci!”


DŻAFAR TAKIFF (drwiącym tonem, groźnie, ostrzegawczo):

Gwałt to się dopiero zacznie!


Światło latarki, trzymanej przez Takiffa, natrafia na Wespazjana, toteż więzień jest zmuszony uciec na drugi koniec sali. Nalewająca się do pomieszczenia woda sprawia, że nie jest mu już tak łatwo uciekać jak wcześniej.


DŻAFAR TAKIFF:

Cha, cha, cha, cha, cha! Nie wysilaj się, Wespazjanku, bo i tak ze mną nie wygrasz! Nie mówili ci, że spotkania ze mną jeszcze nikt nie wytrzymał?!


Wespazjan Cipka znowu podbiega do drzwi i zaczyna walić rękami w drewno.


WESPAZJAN CIPKA (z najwyższą rozpaczą):

Towarzyszki! Towarzyszki! Poddaję się! Podpiszę to zeznanie! Tylko błagam: zebierzcie ode mnie Dżafara!


DŻAFAR TAKIFF:

Wiesz co? Ty jednak nazywaj mnie Rotwangiem!


Chociaż Wespazjan rozpaczliwie woła osoby, znajdujące się po drugiej stronie drzwi, wciąż nikt mu nie odpowiada. Tymczasem przesłuchujący zbliża się z latarką do przesłuchiwanego.


WESPAZJAN CIPKA (ochrypłym głosem):

Towarzyszko Klemermann! Towarzyszko Gościwit! Przecież wiem, że tam jesteście! Mniejsza o wodę i ciemność! Zabierzcie ode mnie Dżafara… to znaczy: Rotwanga!!!


DŻAFAR TAKIFF:

Nie słyszą albo nie chcą słyszeć!


WESPAZJAN CIPKA (motywująco, sam do siebie, przesuwając się wzdłuż ściany):

Nie poddawaj się, Wespazjanku, nie poddawaj… Tu chodzi o twoją cześć i cnotę… (W nagłym przypływie determinacji) Kurde trznadel! Ja nie chcę zostać zgwałconym przez homo-homo!!!


DŻAFAR TAKIFF (ironicznie, robiąc aluzję do “Metropolis” Frtiza Langa):

Poddaj się, Mario! Żaden Freder cię nie uratuje!


WESPAZJAN CIPKA:

Jeszcze jedno durne słowo, a wytargam cię za ten pasiasty, tęczowy krawat!


DŻAFAR TAKIFF (szyderczo):

Serio? Tylko ciekawe, jak mnie znajdziesz! Wszak to ja mam latarkę!


Cipka ucieka daleko od Dżafara.


WESPAZJAN CIPKA (zaczepnie, prowokacyjnie, robiąc anachroniczną aluzję do pewnego filmu):

“Co mi zrobisz, jak mnie złapiesz”?


DŻAFAR TAKIFF:

Zaraz uzyskasz odpowiedź na to pytanie!


Dżafar ponownie namierza Wespazjana za pomocą światła latarki. Nagle rzuca się na więźnia, powala go na biurko i kładzie się na nim w taki sposób, jakby naprawdę zamierzał go zgwałcić.


WESPAZJAN CIPKA (tragicznie):

Kuźwa! “To mężczyźni mężczyznom zgotowali ten los”!


Cipka, wysilając się za dwóch, zrzuca z siebie Takiffa, po czym wstaje z biurka.


WESPAZJAN CIPKA (biegnąc w stronę drzwi):

Teraz przynajmniej wiem, dlaczego Baumfeld bał się spotkać Dżafara w łazience! Ta dżafarofobia jest całkiem uzasadniona! (Waląc dłońmi o drewno) Towarzyszki, towarzyszki! Mówię po raz kolejny: zmieniłem zdanie! Jestem gotów podpisać wszystko, co mi podsuniecie pod nos!


Nagle w sali przesłuchań zapala się światło. Woda przestaje się nalewać i spływa do specjalnych otworów w podłodze, które właśnie się otworzyły. Muzyka z niemego, czarno-białego filmu “Metropolis” Fritza Langa urywa się jak Hejnał Mariacki, a Dżafar Takiff przestaje ścigać Wespazjana. Gdy w sali przesłuchań jest już prawie sucho, drzwi się otwierają, ukazując więźniowi i oprawcy uśmiechnięte oblicza Świętożyźni Klemermann oraz Glicerii Gościwit.


WESPAZJAN CIPKA (poważnie, domyślając się, o czym mogą myśleć dwie funkcjonariuszki Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Młodzianowicach):

Taka jest prawda: zmieniłem zdanie! Mogę podpisać wszystko, co tylko wam się zamarzy, i nawet ręka mi nie drgnie!


GLICERIA GOŚCIWIT (z uznaniem, do Dżafara):

Towarzyszu Takiff, świetna robota! Jak zwykle!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Zgadzam się z przedmówczynią. (Do Takiffa) No, ale teraz, drogi obywatelu, musicie już iść. Podporucznik Baumfeld nie przyjdzie tutaj dopóty, póki wy nie zwiniecie żagli.


DŻAFAR TAKIFF (posłusznie, do Świętożyźni):

Tak jest, towarzyszko Klemermann! Do widzenia!


Po tych słowach niedoszły gwałciciel Wespazjana opuszcza pomieszczenie.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (do Glicerii):

Towarzyszko, pójdźcie po Zdzisława Baumfelda i powiedzcie mu, że już może przyjść. Aha, i poproście go, żeby zabrał ze sobą gumową podkładkę, bo biurko jest odrobinę mokre!


Gliceria salutuje i wychodzi z sali przesłuchań.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

No i co, towarzyszu Cipka? Jak się czujecie po “bliskim spotkaniu trzeciego stopnia” z Dżafarem Takiffem?


WESPAZJAN CIPKA (ponuro):

Szczerze? Będę miał traumę do końca życia!


Świętożyźń wybucha głośnym, złośliwym śmiechem.


WESPAZJAN CIPKA:

Tak! Będzie mi się to śniło po nocach!


Chwila ciszy.


WESPAZJAN CIPKA (takim tonem, jakby coś go natchnęło):

Macie tu może jakiegoś psychologa? Jeśli tak, to chciałbym z nim porozmawiać, póki rana na mojej psychice jest świeża…


Funkcjonariuszka Klemermann spogląda na Cipkę ze zdumieniem, jednak nic nie mówi.


WESPAZJAN CIPKA (proszącym tonem):

Bardzo bym chciał spotkać się z psychologiem. Nie z lekarzem, nie z księdzem, tylko właśnie z psychologiem. Czy proszę o zbyt wiele? Czuję, że sam sobie nie poradzę po tej konfrontacji z gejem-gwałcicielem…


ŚWIĘTOŻYŹN KLEMERMANN (unosząc brwi):

Heh, a Zdzisław mówił, że im większy “kozak”, tym mniej odporny na spotkanie z Dżafarem! Wszyscy faceci boją się obywatela Takiffa. A jeśli się nie boją, to jest to co najmniej podejrzane.


WESPAZJAN CIPKA:

Dżafar Takiff - postrach męskiej części więźniów!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (jeszcze wyżej unosząc brwi):

I funkcjonariuszy.


WESPAZJAN CIPKA (pogardliwym tonem, jak zawsze podczas mówienia o Zdzisławie):

Z Baumfeldem na czele, tak?


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Mhm. I z Werfelbergiem.


Dłuższa pauza.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (do Wespazjana, chcąc zabić ciszę):

Z naszym UB współpracuje też Safira - piękna, niebieskooka brunetka o długich, falujących włosach i pełnych, “całuśnych” ustach. Ona z kolei jest postrachem kobiet. Nie będę ukrywać, że ja sama wolę trzymać się od niej z daleka. Skoro Safira “radzi sobie” z więźniarkami, to kto wie, czy nie “poradziłaby sobie” również ze mną? Drżę przed nią tak, jak Baumfeld przed Dżafarem!


WESPAZJAN CIPKA:

Nie dziwię się…


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Tutaj, wbrew pozorom, panują bardzo surowe, wręcz konserwatywne (tfu, tfu, tfu!) obyczaje. Funkcjonariuszkom doradza się unikanie Safiry, funkcjonariuszom Dżafara… A Zdzisław Baumfeld ma jeszcze indywidualny zakaz: nie wolno mu przesłuchiwać kobiet!


WESPAZJN CIPKA (odrobinę zdumiony):

Dlaczego?


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Bo jest zbyt przystojny, a to rozprasza aresztantki. Werfelberg podjął tę decyzję, kiedy zobaczył minę takiej jednej Aldegundy. Spojrzenie i wyraz twarzy tej dziewczyny zdawały się mówić: “No, kurde graca… Jak to się dzieje, że ktoś tak atrakcyjny może być jednocześnie tak zły? Taki fajny, taki czarujący facet, a pracuje dla takiej niecnej instytucji… Co? On coś do mnie mówi? Ach, jaki on jest przystojny, kiedy się wypowiada!”. Oczywiście, Aldegunda nie powiedziała niczego takiego na głos, jednak było widać, że właśnie takie myśli chodzą jej po głowie. Ponieważ takich przypadków mogło być więcej, dyrektor stwierdził, iż należy nieco ograniczyć kontakty Baumfelda z kobietami. Sam Zdzisław był przekonany, że decyzja Werfelberga to “staroświeckość”, “wstecznictwo”, “prawicowość” i “dyskryminacja za wygląd”, ale teraz chyba pogodził się z losem.


WESPAZJAN CIPKA (zmieniając temat):

Wiesz co, Świętożyźń? Mam wrażenie, że ta cała szopka z Dżafarem była inspirowana filmem “Metropolis”, który nakręcono w 1926 roku, a którego premiera miała miejsce w roku 1927.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (poważnie):

Słuszne skojarzenie, towarzyszu. Rzeczywiście chcieliśmy w ten sposób złożyć hołd Fritzowi Langowi - bez względu na to, co o tym sądzą nasi i ONI. Bo my tu mamy fanklub filmu “Metropolis”, wiecie? To taka mała forma zemsty za okrzyki “Tylko świnie siedzą w kinie”, które uskuteczniali AK-owcy w czasie wojny.


WESPAZJAN CIPKA (krzywi się z niesmakiem):

Wiem, wiem, Archibald Moździerz już mi o tym powiedział. Swoją drogą, strasznie nietypowy ten wasz młodzianowicki Urząd Bezpieczeństwa. Intuicja podpowiada mi, że nigdzie nie ma tak jak u was…


Po tych słowach znowu następuje pauza. Kilka sekund później do sali przesłuchań wchodzi Zdzisław Baumfeld, ale bez Glicerii Gościwit. Funkcjonariusz UB trzyma w ręce gumową podkładkę.


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Świętożyźni):

Czy mnie uszy nie mylą, obywatelko Klemermann? Wespazjan Cipka postanowił podpisać sfałszowane zeznanie, obciążające jego ojca?


WESPAZJAN CIPKA (uśmiechając się ponuro):

Niestety, tak.


ZDZISŁAW BAUMFELD (tryumfalnie):

Od samego początku wiedziałem, że tak będzie! Od samego początku! Dżafar Takiff daje nam niemal stuprocentową gwarancję powodzenia!


Baumfeld kładzie podkładkę na biurku, a potem wyjmuje z szufladki potrzebny dokument. Następnie kładzie kartkę na podkładce, wyjmuje zza pazuchy długopis i daje Wespazjanowi znak, aby podpisał zeznanie.


WESPAZJAN CIPKA (przyjmując od Zdzisława długopis):

Ech, życie, życie… Czasami trzeba wybierać między mniejszym a większym złem… Chociaż zdaje mi się, że - z obiektywnego punktu widzenia - mój wybór wcale nie był tym mniejszym… Tato, wybacz mi moją zdradę! Ja wciąż cię kocham, chociaż dałem się złamać tym sadystom!


ZDZISŁAW BAUMFELD (zniecierpliwiony):

Towarzyszu Cipka! Nie gadać, tylko podpisywać!


Wespazjan bez słowa podpisuje dokument, nawet nie patrząc na jego treść. W tle gra charakterystyczna, wesoła melodyjka ze starej gry komputerowej “Super Mario Bros”.


NIEWIDOCZNY NARRATOR (zniekształconym, komputerowym głosem, słyszalnym tylko dla widzów):

Game over! Game over! Game over! Game over!


WESPAZJAN CIPKA (ponuro, oddając Baumfeldowi kartkę):

Proszę…


Niepodziewanie funkcjonariusze młodzianowickiego UB parskają śmiechem.


ZDZISŁAW BAUMFELD (rozbawiony nie wiadomo czym):

Cha, cha, cha, cha, cha! Epic fail - epicka klęska!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Totalna porażka!


ZDZISŁAW BAUMFELD (do Cipki):

Widzicie, obywatelu Wespazjanie? Znowu pokazaliście, jaki z was słaby i tchórzliwy człowiek!


WESPAZJAN CIPKA:

Łatwo ci kpić, Zdzisiek, bo sam nigdy nie przeżyłeś tego, co ja.


ZDZISŁAW BAUMFELD (wciąż rozbawiony i oczarowany sceną, którą miał okazję obserwować):

Nie no… Ja chcę to zobaczyć jeszcze raz… Wyjmuję kopię zeznania, bo chcę zobaczyć replay!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (anachronicznie nuci fragment piosenki “Pon De Replay” z repertuaru barbadoskiej piosenkarki Rihanny):

“Come, Mr DJ, song pon de replay!
Come, Mr DJ, won’t you turn the music up!
All the gyal, pon the dancefloor, wantin some more, what!
Come, Mr DJ, won't you turn the music up!
Come, Mr DJ, song pon de replay!
Come, Mr DJ, won’t you turn the music up!
All the gyal, pon the dancefloor, wantin some more, what!
Come, Mr DJ, won't you turn the music up!”


Zdzisław, zgodnie z tym, co wcześniej powiedział, wyjmuje z biurka kopię dokumentu i kładzie ją na gumowej podkładce.


NIEWIDOCZNY NARRATOR (zniekształconym, komputerowym głosem, słyszalnym tylko dla widzów):

Replay! Replay! Replay! Replay!


Cipka podpisuje kopię sfałszowanego zeznania, po czym bez słowa oddaje ją (i długopis) Baumfeldowi. Funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa znowu wybuchają śmiechem.


ZDZISŁAW BAUMFELD (zachłystując się zachwytem):

Ach, załamanie opornego więźnia! Przepiękna scena - spektakularny upadek!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

I to z telemarkiem!


ZDZISŁAW BAUMFELD (udaje, że się przesłyszał):

Z czym? Z telemarketerem?


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Nie z telemarketerem, tylko z telemarkiem! Do epoki telemarketerów jeszcze daleko! To NIE są lata dwutysięczne, towarzyszu Baumfeld!


ZDZISŁAW BAUMFELD (usprawiedliwiająco):

Och, wiem, wiem… Specjalnie strzeliłem anachronizmem, żeby było śmiesznie… (Złośliwie, z cwanym uśmieszkiem) A wy co, towarzyszko Klemermann? Prorokini jakaś?


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Eeee, tam: prorokini! Ja po prostu wam przypominam, że są… (Chichocze, robiąc anachroniczną aluzję do tytułu pewnego serialu) “różowe lata czterdzieste”!


WESPAZJAN CIPKA (zniesmaczony, ironicznie):

“Różowe lata czterdzieste”… W pierwszej połowie wojna, w drugiej stalinizm… Pewnie, kuźwa, że “różowe”!


ZDZISŁAW BAUMFELD:

Tak czy owak, lubię, gdy nasi aresztanci po długich, wyczerpujących torturach upadają z telemarkiem. Bo bez telemarku to głupio trochę.


WESPAZJAN CIPKA:

Mam pytanie: gdy Lucyfer spadał z nieba, to też z telemarkiem?


ZDZISŁAW BAUMFELD (wzruszając ramionami):

Skąd mogę wiedzieć?! Nie znam się na takich legendach!


WESPAZJAN CIPKA:

A Imperium Rzymskie? Upadło z telemarkiem czy bez telemarku?


ZDZISŁAW BAUMFELD (dosyć niecierpliwie):

Och, nie wiem… Naprawdę nie wiem…


WESPAZJAN CIPKA:

No a wasz komunistyczny system? Czy można liczyć na to, że upadnie z telemarkiem, czy raczej należy wybić to sobie z głowy?


ZDZISŁAW BAUMFELD (ze złością, ostrzegawczo):

Zamknijcie się, towarzyszu Cipka, bo wróci do was Dżafar!


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN (wzdycha):

Ech… Ja już nigdy nie spojrzę na skoki narciarskie tym samym okiem co dotychczas!


Nagle wchodzi do pomieszczenia Maria Lolita - równie zbulwersowana jak na początku TragiFarsy.


ZDZISŁAW BAUMFELD (zdumiony, na widok gniewnej miny swojej kochanki):

Marysiu, coś ty taka wściekła? Znowu ktoś cię zdenerwował?


MARIA LOLITA (nie posiadając się z oburzenia, parafrazuje słowa Barbary Kwarc z e-serialu “Klatka B”):

“No, fajnie było, wszystko, k***a. Wchodzę do windy, frajer wchodzi, k***a. Szcześćdziesięcioletni prawie ten… Eutychian Kilianowicz. K***a, z psem, a pies wali kupę! No, k***a, czujesz to?! No, k***a, taki smród, że s*****syn! Frajera trzeba podać do… do… do… do tego… do Wojskowego Sądu Rejonowego! I, k***a, koleś musi w*****dalać stąd!”


ZDZISŁAW BAUMFELD (parafrazując słowa z tego samego serialu):

“A zwróciłaś mu uwagę?”


MARIA LOLITA:

“Tak! I koleś… Myślałam, że mnie opluje! K***a!”


ZDZISŁAW BAUMFELD:

“A… czy potem to posprzątał?”


MARIA LOLITA:

“Skąd: posprzątał?! Minę zrobił jak kot srający na pustyni, k***a! Imperialista kiełbolony! Burżuj kiełbolony!”


Parodia (parafraza) fragmentu “Klatki B” dobiega końca.


ZDZISŁAW BAUMFELD (stanowczo):

Mario Lolito, teraz nie mam już żadnych wątpliwości: Eutychian Kilianowicz, posługując się swoim zapchlonym kundlem Awitem, dokonuje prymitywnego sabotażu architektury socrealistycznej! Zaraz poproszę Waldeberta Werfelberga, żeby się zgodził na jego natychmiastowe aresztowanie! “Natychmiastowe”, czyli takie, które nastąpi przed najbliższym wschodem słońca. (Do Świętożyźni) Towarzyszko Klemermann, myślę, że możecie już uprzedzić odpowiednie osoby o planowanej akcji.


ŚWIĘTOŻYŹŃ KLEMERMANN:

Wedle rozkazu, towarzyszu podporuczniku!


Funkcjonariuszka Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego wychodzi z pomieszczenia.


WESPAZJAN CIPKA (wzdycha smutno):

Ech, szykuje się taki sam cyrk jak ze mną… Biedny Eutychian… Współczuję mu tego, co będzie musiał przeżyć…


ZDZISŁAW BAUMFELD (dosyć obojętnie, jakby mówił o rzeczy banalnej i oczywistej):

Na końcu i tak nastąpi totalna porażka. Wiecie dlaczego, towarzyszu Wespazjanie? Bo takie jest, do choroby ciężkiej, przeznaczenie, i nawet nie warto o tym dyskutować! Wszystkim więźniom początkowo się wydaje, że są “hardkorami”, jednak cierpienie (fizyczne lub psychiczne) weryfikuje ich zawyżoną samoocenę. Pamiętacie, jak to było z wami? Już podczas pierwszego przesłuchania zeznaliście przeciwko własnemu stryjkowi i jego rodzinie! A czemu? Cha, cha, cha, cha, cha! Bo byliście głodni i wam w brzuszku burczało!


WESPAZJAN CIPKA:

Zdzisiek, czy ty naprawdę nie współczujesz swoim ofiarom? Nie masz żadnych oporów wewnętrznych, nie pęka ci serce, kiedy zadajesz im ból, kiedy widzisz ich rany, kiedy słyszysz ich krzyki, kiedy przez ciebie płaczą, kiedy tak bezsensownie umierają?


ZDZISŁAW BAUMFELD (cynicznie, wyzywająco):

Ja nie mam serca.


WESPAZJAN CIPKA (gorzko, z wymuszonym uśmiechem):

To wiele wyjaśnia!



K-O-N-I-E-C

Natalia Julia Nowak,
14-16 lipca 2010 r.

Brak komentarzy: