środa, 30 czerwca 2010

Co ma piernik do wiatraka?

Scena z “Terminatora 2” a teledysk duetu t.A.T.u.

Pozwólcie, że napiszę parę słów na temat niezwykłego podobieństwa, jakie zauważyłam między dwoma nagraniami video, które - na pierwszy rzut oka - nie mają ze sobą absolutnie nic wspólnego. Pierwszym z owych nagrań jest fragment popularnego filmu “Terminator 2. Dzień Sądu” Jamesa Camerona, a ściślej: scena, w której pojawiają się napisy początkowe z nazwiskami aktorów i tym podobnymi (rzeczona scena rozpoczyna się mniej więcej w trzeciej minucie widowiska). Drugim nagraniem jest teledysk “30 minut” rosyjskiego duetu t.A.T.u., ilustrujący piosenkę z pierwszej płyty tego kontrowersyjnego zespołu. Pytacie: “Co ma piernik do wiatraka? Co łączy fragment kultowego filmu science-fiction z muzycznym video clipem śpiewających skandalistek?”. Rozwiązanie tej zagadki znajdziecie w dalszej części artykułu.


Pożoga totalna i totalitarna, czyli płonący plac zabaw

Zacznijmy od opisu fragmentu “Terminatora 2”. Scena przedstawia wizję przyszłości, w której dochodzi do wybuchu bomby atomowej. Wszędzie pełno ognia i dymu, płomienie są filmowane z tak bliskiej odległości, że ekran telewizora/komputera sam wydaje się palić. W tle słychać smutną, patetyczną, chwytającą za serce kompozycję, będącą przeróbką muzyki z pierwszej części filmu. Kamera bardzo powoli przesuwa się w bok, przedstawiając widzowi przerażający obraz płonącego placu zabaw. Naszym oczom ukazują się trawione ogniem zabawkowe koniki, sugerujące, że miejsce, które miało być symbolem dziecięcej radości i beztroski, zamieniło się w obszar wypełniony cierpieniem, śmiercią i zniszczeniem. Dalej widzimy palące się drabinki i huśtawki, a ogień wciąż bucha i bucha. W końcu pojawia się mała karuzela, która - mimo dramatycznej sytuacji - wydaje się wciąż powoli kręcić (aczkolwiek może to być złudzenie wywołane ruchem kamery). Obraz płonącej karuzeli widnieje przed naszymi oczami dosyć długo, jako że jest ona największa i najciekawsza ze wszystkich obiektów. Potem widzimy już tylko ogień i szatańskie oblicze Terminatora, który ponosi odpowiedzialność za całą pożogę.


“30 minut” - początek video clipu

Teraz zajmijmy się teledyskiem “30 minut” duetu t.A.T.u. W pierwszej scenie widzimy szkolną łazienkę, w której przebywa mnóstwo młodych dziewcząt, rozmawiających głośno i chichoczących. Główna bohaterka - którą w dalszej części wywodu będziemy nazywać Julią, gdyż w jej rolę wciela się Julia Wołkowa - siedzi w jednej z kabin i konstruuje bombę. Kiedy dzwoni dzwonek, wszystkie uczennice wracają na lekcje, a Julia jeszcze przez chwilę przebywa w kabinie i chowa bombę do plecaka. Potem wychodzi z kabiny, zostawia plecak na parapecie, przegląda się w lustrze, poprawia sobie fryzurę i opuszcza łazienkę. W kolejnej scenie teledysku widzimy już Wesołe Miasteczko pełne dzieci, balonów i clownów. Na małej, kolorowej, powoli kręcącej się karuzeli z konikami siedzi druga wokalistka zespołu t.A.T.u., Lena Katina, która przez cały video clip namiętnie całuje się z jakimś chłopakiem, wzbudzając w przypadkowych obserwatorach rozmaite reakcje. Tymczasem Julia znowu siedzi w toalecie i konstruuje bombę (w niektórych fragmentach widzimy, jak dziewczyna przygląda się zakochanej parze, dumając zapewne nad jej przyszłym losem).


Wybuch i płonąca karuzela rodem z “Terminatora”

Mniej więcej w trzeciej minucie teledysku (tak jak w “Terminatorze 2. Dniu Sądu”!) karuzela, zajęta przez Lenę i jej chłopaka, wybucha. Znowu mamy bardzo dużo ognia i dymu, widzimy także fragmenty przedmiotów i skrawki ludzkich ciał wylatujące w powietrze (szczególnie odrażająco wygląda urwana noga, która leci w stronę widza!). Potem kamerzysta pokazuje nam pożar z bardzo bliskiej odległości - ogień i dym wypełniają cały ekran, tak jak to miało miejsce w filmie Jamesa Camerona. Smutna, przejmująca muzyka, którą słyszymy w tle, dodaje opisywanej scenie dramatyzmu i patetyzmu. Oko kamery coraz bardziej przybliża się do płomieni, a te wydają się wciąż buchać i buchać. Przed oczami oglądającego migają elementy wysadzonej przez Julię karuzeli, na przykład zabawkowy konik, który przypomina, że miejsce tragedii miało być obszarem dziecięcej radości i beztroski, a nie terenem pełnym śmierci, cierpienia i zniszczenia. Jest coraz ciemniej, a nam, widzom, wydaje się, iż płomieni przybywa. Ogień staje się coraz bardziej pomarańczowy (potem wręcz czerwony), zaś dym czarny. W końcu widzimy, jak na ziemię upada oderwana, bardzo zniszczona głowa zabawkowego konika. Wspomniana głowa przez jakiś czas się kołysze, a gdy się zatrzymuje, teledysk dobiega końca.


Iwan Szapowałow - naśladowca Jamesa Camerona?

Czy w niniejszym mini-artykule udało mi się wykazać, że między fragmentem filmu “Terminator 2. Dzień Sądu” Jamesa Camerona a muzycznym video clipem duetu t.A.T.u. istnieje drobne podobieństwo? Mam nadzieję, iż udzielicie na to pytanie twierdzącej odpowiedzi. Fantastycznonaukowe widowisko Camerona powstało w roku 1991, natomiast teledysk “30 minut” t.A.T.u. (wyreżyserowany przez Iwana Szapowałowa) - około roku 2002. Istnieje więc możliwość, że twórca tego nowszego dzieła częściowo inspirował się tym starszym. Oczywiście, wcale nie musi tak być - moje podejrzenie jest zwykłą hipotezą. Powinniśmy bowiem pamiętać, iż podobieństwo, jakie zauważyłam między omówionymi nagraniami, równie dobrze może być dziełem przypadku. A co by wyszło, gdybyśmy połączyli ze sobą oba te fragmenty? Podejrzewam, że coś w stylu video clipu nakręconego do piosenki “The World Is Not Enough” formacji Garbage! W owym teledysku kobieta-cyborg (żeński Terminator), grana przez wokalistkę Shirley Manson, dokonuje udanego zamachu bombowego w chicagowskim teatrze. No, ale to już temat na osobny felieton.



Natalia Julia Nowak
(maturzystka słuchająca piosenek t.A.T.u.
od piątej klasy Szkoły Podstawowej)



P.S.
Chciałabym teraz zwrócić uwagę Czytelników na dostrzeżone przeze mnie podobieństwa między utworami muzycznymi. Otóż tak… Istnieje taka piosenka “Die Alive”, pochodząca z solowej płyty Tarji Turunen, czyli byłej wokalistki zespołu Nightwish. Gitarowe preludium utworu jest nieudaną i dosyć żenującą podróbką charakterystycznego, Nightwishowego brzmienia, jednak to nie ono odrzuca mnie od tego “kawałka” najbardziej. Elementem piosenki, który po prostu mnie przeraża, jest (pożal się, Zeusie!) brzmienie zwrotek, szczególnie tej pierwszej. Dlaczego? Bo ich melodia, rytm i sposób wykonywania do złudzenia przypominają… wielkopostną pieśń kościelną “Któryś za nas cierpiał rany, Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami. I Ty, któraś współbolała, Matko Bolesna, przyczyń się za nami“ (śpiewaną podczas nabożeństw Drogi Krzyżowej)! I jeszcze jedno muzyczne skojarzenie, które prześladuje mnie jak wyrzut sumienia… “Sleeping Sun” to jedna z najlepszych piosenek zespołu Nightwish, która podoba mi się już od kilku lat i która niejednokrotnie wzruszyła mnie do łez. Bardzo lubię ten utwór, ale nie mogę się pozbyć wrażenia, że jego refren brzmi jak kościelna pieśń adwentowa “Czekam na Ciebie, Jezu mój mały, ciche błagania ku Niebu ślę. Twojego przyjścia czeka świat cały, sercem gorącym przyzywam Cię”. Czy macie podobne odczucia, czy to może ja w dziwny sposób kojarzę fakty?…

Brak komentarzy: